za: h. klotz, the history of postmodern architecture, the mit press 1988, s. 413
                                                      flickr / paul bonnington
                                                                                          Po lewej: Instytut Salka, La Jolla, California, USA, proj. Louis Kahn, 1959−1965
                                               Po prawej: Nils-Ole Lund, praca z cyklu The Future of Architecture przedstawiająca przyszłe losy kampusu Salk Institute




                   U
Piotr Winskowski               topie dotyczące całościowej organizacji ludz-                     trzydziestu lat, przyjrzeć się niekiedy ironicznym,
                               kiego życia i społeczeństwa od czasów Platona                     a niekiedy nostalgicznym pejzażom Nilsa-Ole Lunda


Koślawa
                               posługiwały się obrazami architektury. Utopie:                    – cykl The Future of Architecture („Przyszłość architektu-
                               myśli i idee nieurzeczywistnione – po wymy-                       ry”, 1979) i Ettore Sottsassa – cykl Another Utopia („Inna
                   ślonych organizacjach pozostały co najwyżej rysunki.                          utopia”, 1973) i obecnej w nich architekturze. Pozwa-


pętla
                   Rysunki architektury budynków, miast, placów, ścian itd.                      lają one zobaczyć współczesność niejako w krzywym
                   mają zatem moc unaocznienia owej projektowanej idealnej                       zwierciadle, gdy ówczesny ładunek utopii kryjący się
                   organizacji. Dystopie powstające w latach zimnej wojny                        w kompozycji całości i w detalach, wzbogacony o moty-
                   pokazywały z kolei przyszłość jako obraz po katastrofie,                      wy kultury wizualnej kolejnych dekad, staje się coraz

czasoprze-         popełniały jednak błędy − śmieszne z dzisiejszego punktu
                   widzenia w rozpoznaniu zagrożeń, wyobrażeń o tym, co,
                   w jakiej kolejności i z jakiego powodu miałoby ulec znisz-
                                                                                                 bardziej ironiczny, lub coraz groźniejszy − ale w innych
                                                                                                 momentach niż zamierzone. Nils-Ole Lund przedstawia
                                                                                                 ruiny obiektów-ikon architektury ówczesnej dekady:

strzenna           czeniu. Miano utopii, wiążące się z tym, co pomyślane,
                   nawet opisane i narysowane, lecz niezrealizowane, oraz
                   wyobrażenie przyszłości jako klęski splatały się w xx wieku
                                                                                                 Wydziału Inżynierii (1959−1964) Uniwersytetu w Leice-
                                                                                                 ster, projektowanego przez Jamesa Stirlinga i Jamesa
                                                                                                 Gowana z Michaelem Wilfordem i Malcolmem Higgsem,
                   w wiele lęków, przeczuć końca, które − nieuchwytne wizu-                      oraz Instytutu Salka (1959−1965) w La Jolla w Kalifornii,
                   alnie i trudne do wyobrażenia z racji swej nieokreśloności                    projektu Louisa I. Kahna.
                   − chciwie pożądały sugestywnych obrazów.
                                                                                                 Szczególną uwagę zwraca sposób prezentowania ruiny,
                   W wydanej w 1984 roku książce Heinricha Klotza Moderne                        zaczerpnięty z ikonografii romantycznej. Ruiny na
                   und Postmoderne: Architektur der Gegenwart / The History                      szczycie wzgórza, coś jak zamek w Czorsztynie, wyglą-
                   of Postmodern Architecture („Historia architektury post-                      dają na opuszczone, otacza je pustka, dzika przyroda
                   modernistycznej”) ostatni rozdział jest zatytułowany                          rozwija się, jakby wokół nigdy niczego nie było. Klotz
                   „Architektura na papierze”, a w nim ostatni podrozdział                       w swoim opisie zauważa tandetność ruin, w jakie
                   (w sumie dwa akapity) – „Anty-Utopia: Nils-Ole Lund                           przekształcają się zaniedbane budynki modernistycz-
                   i Ettore Sottsass”1. Warto dzisiaj, z perspektywy ponad                       ne. Tu łatwo się z nim zgodzić. Nie potrzeba do tego
                                                                                                 wyobrażonych ruin budynków znanych, które − jak na
                                                                                                 razie − w ruinę nie popadły, wystarczą te faktyczne
                   1
                    H. Klotz, Moderne und Postmoderne: Architektur der Gegenwart, Braunschweig
                   und Wiesbaden 1984 (The History of Postmodern Architecture, transl. R. Don-   ruiny wielu innych, z którymi mamy do czynienia we
                   nell, MIT Press 1988), s. 410.                                                współczesnej Polsce.
za: h. klotz, the history of postmodern architecture, mit press 1988, s. 412
                                                                                 flickr / matt neale




                                                                                                       Po lewej: Wydział Inżynierii, Uniwersytet w Leicester, proj. James Stirling, 1959
                                                                                                       Po prawej: Nils-Ole Lund, praca z cyklu The Future of Architecture prezentująca przyszłość budynku Wydziału Inżynierii Uniwersytetu w Leicester



Dalej pisze jednak coś, co nie do końca znajduje potwier-                                              tych samych architektów (choć wtedy pojawiłyby się                          ją nienaruszone. Z kolei w Leicester nieprawdopodobna
dzenie w ilustracji: „zamiast celebrować architektoniczny                                              części mniej znane, których fotografie nie były tak często                  byłaby katastrofa, która by zniszczyła żelbetową ścianę
monument o unikatowym wyglądzie, Lund pokazuje go                                                      publikowane, a więc nie były ikonami).                                      attykową niższej wieży o ceramicznej okładzinie i takąż
zniszczonego tak jak inne elementy otoczenia. Jeszcze                                                                                                                              okładzinę sali wykładowej, a nie dotknęła delikatnych
dekadę wcześniej architekt uważał siebie za demiurga,                                                  Nie ma tu jednak śladu po rozległej hali badań doświadczal-                 trójwymiarowych konstrukcji wstęgowych okien.
a w miarę powstawania kolejnych wizji przyszłych super-                                                nych w Leicester, stojącej tuż za malowniczo uszkodzoną
miast rola ta stawała się coraz bardziej przekonująca.                                                 wieżą biurową, podbudowaną charakterystycznie podcię-                       Kompozycji obrazu dopełnia efektowny wrak samochodu
To, co zrobił Lund, jest przypomnieniem architektom, że                                                tymi bryłami dwóch sal wykładowych, które w powtarzają-                     na pierwszym planie, zresztą ciekawie wyznaczający
nawet ich najbardziej idealistyczne dzieła przemijają tak                                              cych się ujęciach pojawiają się zawsze na pierwszym planie.                 skalę przestrzeni, wraz z budzącym niepokój motywem
jak wszystko inne, oraz o postępującej degradacji środo-                                                                                                                           lecącego ptaka, budynku w oddali i „sztucznego” nieba,
wiska”2.                                                                                               W La Jolla widać za to dwa z pięciu betonowych, ażuro-                      wyklejonego metodą kolażu. Wrak zaś jest porzucony
                                                                                                       wych, prostopadłościennych ryzalitów, w których co dru-                     na łące, która już zdążyła porosnąć miejsce po in-
Ilustracja odnosi się do obrazu z cyklu The Future of Archi-                                           ga ściana wysuwa się pod ostrym kątem, otwierając widok                     nych obiektach Uniwersytetu w Leicester, a więc dużo
tecture, pokazuje jednak coś innego. Częściowo zniszczone                                              na ocean z każdego pokoju pracy naukowców. Ryzality te                      później, niż nastąpiło uszkodzenie jednego budynku,
budynki są osadzone w krajobrazie, w którym natura po-                                                 tworzą pierzeję patia, o posadzce wyłożonej płytami z tra-                  a zniszczenie pozostałych. Skoro samochód, model z lat
wraca w miejsce wcześniej przekształcone przez człowie-                                                wertynu. W obrazie Lunda patia nie ma, przechodzi przez                     60., jest przedmiotem mniej długowiecznym niż budyn-
ka. Wśród niej ostały się tylko te fragmenty budynków,                                                 nie polna droga, po której podążają objuczone mustan-                       ki, to w jakiej przyszłości miałby być tam porzucony?
które były najbardziej znane w świecie architektów i stu-                                              gi, poganiane przez trzech konnych. Przechodzą przez                        W jakiej więc przyszłości dzieje się sytuacja zatytułowa-
dentów architektury, zapewniające sławę swoim autorom                                                  szeroką bramę − taką jakie budowano w ogrodzeniach na                       na The Future of Architecture?
właśnie dzięki publikacjom, i to ujęte w tych samych co                                                ranczach na Dzikim Zachodzie.
na fotografiach kadrach3. Te, dziwnym trafem, uległy                                                                                                                               Wizualne manipulacje Lunda dają wrażenie zapętlenia
tylko niewielkim zniszczeniom, dalej są rozpoznawalne,                                                 Można założyć, że w cywilizacji pokatastroficznej, wtór-                    w czasie, skoro obrazy ruin współczesnych budynków
mimo że ich najbliższe otoczenie zupełnie się zmieniło.                                                nie przedprzemysłowej, częściowo zrujnowany, żelbetowy                      (wzniesionych zaledwie piętnaście lat przed tym, jak
W ich otoczeniu przecież powinny się znajdować kolejne                                                 budynek laboratorium naukowego pozostanie niewy-                            zostały namalowane, i które nie zostały jak na razie
budynki tych samych kompleksów, projektowane przez                                                     korzystany, że prawdopodobny byłby widok wybitych                           uszkodzone) są stylizowane na ruiny samotnych zamków,
                                                                                                       okien, że obrosną go trawa i krzaki. Nieprawdopodobne                       w otoczeniu których dominowała zieleń, lub których oto-
2
 Tamże.                                                                                                jest jednak, żeby w takiej cywilizacji nie wykorzystano                     czenie było zabudowane na tyle nietrwale, że już dawno
3
 Ch. Jencks, Ruch nowoczesny w architekturze, Warszawa 1987, s. 263, 299;                              drewnianych żaluzji-ekranów z drewna tekowego, które                        zupełnie zniszczało. Skądinąd wiadomo, że obok przedsta-
P. Gössel, G. Leuthauser, Architecture In the Twentieth Century, Köln 2001, s.
296; M. Hollingsworth, Architecture of the 20th Century, Greenwich, CT 1988,                           obecnie zabezpieczają pokoje naukowców przed nadmia-                        wionych ruin stały i stoją nadal budynki skonstruowane
s. 140; D. Ghirardo, Architektura po modernizmie, Toruń 1999, s. 224.                                  rem słońca. Tymczasem te ekrany w obrazie Lunda istnie-                     równie solidnie jak te, które uniknęły zagłady.
Po lewej: Nicolas Grospierre, The Life of Buildings / Rondo One (proj. Skidmore, Owings & Merill i azo, 2006), Warszawa 2008
                                                            Po prawej: Kobas Laksa, The Afterlife of Buildings / Rondo One Columbarium / 2071



Wskazuje to na specyficzny charakter katastrofy, jakiej                śliłem). Tak od dawna dzieje się z północnymi elewacjami
uległy nie tylko same obiekty, ale także sposób ich po-                różnych zabytków (na północnej półkuli naszego globu),
strzegania, odbioru i użytkowania. Obrazy pod tytułem                  które trzeba by fotografować pod słońce. Lund pokazuje,
The Future of Architecture z roku 1979 wieszczą w swej ilustra-        jaką rolę odgrywają tu nie tylko możliwości sfotografo-
cyjnej warstwie fizyczną eliminację wszystkiego, co wte-               wania, ale także uwaga turysty, architekta, badacza czy
dy, w 1979 roku, nie funkcjonowało w „świecie architektu-              studenta przyciągana pojedynczymi, znanymi ujęciami
ry” (na wzór „świata sztuki” w instytucjonalnej teorii tej             („znacie, to posłuchajcie”, „lubię tylko te piosenki, które
ostatniej). Ta prognoza, jak się wydaje, na naszych oczach             znam”) − odbiorca tym samym jest utwierdzany w prze-                      zwykłych budynków, które bywają wyburzane − ikony
zaczyna dotykać właśnie architekturę późnego moderni-                  konaniu, że oto właśnie zobaczył wszystko, co warte było                  nawet po wyburzeniu trwają jak mumie w przekazie
zmu, choć akurat zniszczenie nie dotyczy dokładnie tych                zobaczenia i doświadczenia i właśnie tego doznał. Jest to                 zapośredniczonym. Podobnie rzecz się ma w filmie: astro-
obiektów przedstawionych na obrazach Lunda. Wobec                      kolejny uboczny efekt globalizacji i siły pośrednictwa me-                nauci − bohaterowie filmu Planeta małp zidentyfikowali
dzisiejszych potrzeb przebudowy, termomodernizacji itp.,               diów w poznawaniu świata: widzimy coraz więcej, więc                      tajemniczą planetę, na której wylądowali, jako Ziemię
szansę na konserwatorskie ograniczenia w przekształca-                 coraz bardziej powierzchownie patrzymy. W ślad za muze-                   wtedy, gdy odkopali fragment nowojorskiej Statuy Wol-
niu takiej jeszcze niezabytkowej, a już sławnej substancji             ami promującymi się za pomocą posiadanych dzieł, „okrę-                   ności, a więc czegoś, co było i jest ikoną kultury masowej.
budowlanej ma właśnie ten widok najbardziej znany                      tów flagowych” kolekcji (z krótkiej listy najdroższych                    Utopia Lunda wieszczy przyszłość architektury jako ikon,
z fotografii (niekoniecznie jest to tradycyjna „elewacja               obrazów kilku najbardziej znanych malarzy danej epoki),                   wycinanych z magazynów zdjęć, nieoferujących nawet
frontowa”, skoro te późnomodernistyczne obiekty nie za-                w ślad za uniwersytetami (amerykańskimi) licytującymi                     żadnego świadomie przeżytego doświadczenia przestrze-
wsze takową posiadały). W Leicester jest to widok z placy-             się liczbą zatrudnionych noblistów, w ślad za miastami                    ni, a ocenianych jako obrazek − de facto z pominięciem
ku przed budynkiem, w La Jolla − widok z wewnętrznego                  oferującymi ciągle te same widoki jako swoje „ikony”, tak                 kryteriów przestrzennych.
patia. Jest to efekt operowania we współczesnej kulturze               samo budynki pokazuje się na fotografiach powielających
uproszczonymi widokami, „ikonami” budynków, krążący-                   stereotyp „najbardziej spektakularnego kadru”, mimo że                    Dzisiaj podobnym zabiegiem posługuje się Kobas Laksa
mi i wywierającymi wpływ nieproporcjonalnie większy od                 w rzeczywistym oglądzie tych kadrów interesujących wi-                    w swoich prowokacyjnych kolażach niedawnych osiągnięć
samych budynków, które jako „ikony” niby reprezentują.                 zualnie jest dużo więcej, nie mówiąc o miejscach ważnych                  polskiej architektury: ekskluzywnych warszawskich
                                                                       dla użytkowników (z kolei pocztówkowe widoki dostępne                     biurowców, przykładów architektury high-tech, dumy
Co bardziej znaczące, obrazy Lunda ironicznie pokazują                 bywają na przykład tylko z lotu ptaka).                                   miasta i inwestorów. Lund odsyłał do zdjęć z literatury,
powszechną ślepotę na to, co może spokojnie istnieć,                                                                                             łatwo dostępnych i znanych potencjalnym odbiorcom
zajmować mnóstwo miejsca w przestrzeni, być codziennie                 Na przekór twierdzeniom Klotza, ikony nie niszczeją                       jego obrazów. Kolaże Laksy (cykl The Afterlife of Buildings)
używane, ale z różnych powodów nie wzbudzać zaintere-                  tak samo jak nieinteresujące z punktu widzenia mediów                     były eksponowane na Biennale Architektury w Wenecji
sowania fotografów, a więc nie być „zapośredniczone me-                obiekty powszednie. Niszczejąc, stają się tym bardziej                    w 2008 roku obok zdjęć Nicolasa Grospierre’a (cykl The
dialnie” (straszne sformułowanie, ale to nie ja je wymy-               ikoną, tyle że zniszczoną/uszkodzoną. Nie dzielą losu                     Life of Buildings), tak żeby nie było wątpliwości ani co do
Po lewej: Nicolas Grospierre, The Life of Buildings / Metropolitan (proj. Norman Foster, 2003), Warszawa 2008
Po prawej: Kobas Laksa, The Afterlife of Buildings / The Metropolitan Prison / 2082




źródła kadru, w jakim sfotografowano budynek, ani co                             wali to, co dało się łatwo wymontować, i tak dalej. Wtedy      trzebuje. Kawałki utopii leżą wokół nas i funkcjonują jako
do jego aktualnego stanu4. Groza przyszłości lub wariacja                        nadszedł czas owego życia po życiu budynków (Afterlife         fragmenty/części różnych maszyn, budynków i przedmio-
na temat ducha przeszłości, który mógłby powrócić, była                          of Buildings), kiedy ich rany, blizny i pauperyzacja stały     tów, które używamy.
dawkowana wraz ze środkiem uspokajającym − przedsta-                             się wizualnie atrakcyjne, modne. Tak dzieje się obecnie
wieniem stanu obecnego. Nostalgia za „rajem utraconym”                           z (przynajmniej niektórymi) XIX-wiecznymi budynkami            Co więcej, wcześniejsze ironiczne czy desperackie anty-
i dreszcz emocji związany z „rajem oczekiwanym” są                               przemysłowymi. Dopiero w tym hipotetycznym momencie            utopie stają się materiałem dla projektowania tech-
stabilizowane obrazem „(prawie-)raju istniejącego”.                              taki budynek mógł się stać tematem prac plastycznych           nokratycznie optymistycznych gadżetów i budynków,
                                                                                 wystawianych na Biennale Architektury. Ponieważ histo-         a utopie optymistyczne − materiałem dla plakatów czy
Grospierre bowiem też pokazuje swego rodzaju utopię,                             ria wygląda inaczej, a czas się nie cofa, ewidentne jest, że   akcji ekologicznych, ostrzegających przed dalekosiężnymi
(właśnie) zrealizowaną: budynek tak nowy, że wygląda                             budynki są poorane sztucznymi bliznami, jak poobijani          skutkami eksploatacji przyrody, ale zaprojektowanych
jak sztuczny, jak własny projekt, nawet niezasłonięty bill-                      herosi pod koniec filmu akcji, ucharakteryzowani tak,          w świecie o kilkadziesiąt lat późniejszym, gdzie inna
boardami, kadrowany tak, że stoi samotnie na tle neutral-                        że właśnie te blizny dodają im atrakcyjności (aktorom          jest już powszechna wrażliwość i gdzie spowszedniały
nego, bladego nieba. Laksa pokazuje antyutopię, powrót                           − w oczach żeńskiej widowni, budynkom i maszynom               obrazy niegdyś uważane za utopijne. To kolejny przykład
(odwiecznego) bałaganu, tak sugestywnego między inny-                            − w oczach miłośników historii techniki, budynkom na           na rozszczepienie „znaczonego” i „znaczącego” w języku
mi dlatego, że niebo wypełnia prawie bez reszty dodany-                          kolażach Kobasa Laksy − w oczach zwiedzających Bienna-         komunikacji masowej (reklamy-teksty) i komunikacji
mi elementami. Prace Laksy oferują zapętlenie w czasie                           le Architektury). Jeśli taka hipotetyczna rekonstrukcja        wizualnej (reklamy-obrazy, obrazy architektury, architek-
jeszcze bardziej przewrotne niż Lunda. Otóż pomiędzy                             przyszłych/przeszłych wydarzeń zapisanych w kolażach           tura), które dwie czy trzy dekady temu tak emocjonowało
teraz, kiedy obiekty te są tak czyste i świeże jak na zdję-                      Laksy nie została przez oglądającego dokonana, to i tak        wynalazców dekonstrukcji i jej krytyków.
ciach Grospierre’a, a przyszłością, kiedy stało się z nimi                       oferują one widzowi bogaty przegląd rekwizytów wizual-
to, co pokazuje Laksa, czas musiał się cofnąć do początków                       nej poetyki destrukcji i test dociekliwości w wynajdowa-       Dziękujemy Nilsowi-Ole Lundowi, Nicolasowi Grospierre'owi i Kobaso-
XX wieku. Wtedy to hipotetycznie podupadłe za sprawą                             niu frapujących detali plastycznych.                           wi Laksie za zgodę na wykorzystanie ich prac.
jakiegoś kataklizmu centrum Warszawy ktoś przekształ-
cił w tereny przemysłowe z dominującym przemysłem                                Możemy zauważyć, że utopijne przedmioty czy budowle
ciężkim, potem ten przemysł sam zdążył podupaść, aby na                          jako inspiracje dla kształtów realnych przedmiotów bądź
opuszczonych fabrykach, w które przekształcono dzisiej-                          ich funkcji przedostają się tylnymi drzwiami do rzeczy-
sze biurowce, wyrosło zielsko, by szabrownicy wymonto-                           wistości materialnej, przechodzą nawet do standardu,
                                                                                 czasami jako przeciwieństwa pierwotnych idei lub funkcji
                                                                                 utopijnych, czasami jako ich bezpośrednie realizacje,
4
  K. Laksa, cykl The Afterlife of Buildings; Nicolas Grospierre, cykl The Life
of Buildings; kuratorzy Grzegorz Piątek i Jarosław Trybuś, 11. Biennale          czasami jako reklamy czegoś, co takich kształtów wywo-
Architektury w Wenecji, 2008.                                                    dzących się z utopijnych wizji ani nie posiada, ani nie po-

Piotr Winskowski, Koślawa pętla czasoprzestrzenna

  • 1.
    za: h. klotz,the history of postmodern architecture, the mit press 1988, s. 413 flickr / paul bonnington Po lewej: Instytut Salka, La Jolla, California, USA, proj. Louis Kahn, 1959−1965 Po prawej: Nils-Ole Lund, praca z cyklu The Future of Architecture przedstawiająca przyszłe losy kampusu Salk Institute U Piotr Winskowski topie dotyczące całościowej organizacji ludz- trzydziestu lat, przyjrzeć się niekiedy ironicznym, kiego życia i społeczeństwa od czasów Platona a niekiedy nostalgicznym pejzażom Nilsa-Ole Lunda Koślawa posługiwały się obrazami architektury. Utopie: – cykl The Future of Architecture („Przyszłość architektu- myśli i idee nieurzeczywistnione – po wymy- ry”, 1979) i Ettore Sottsassa – cykl Another Utopia („Inna ślonych organizacjach pozostały co najwyżej rysunki. utopia”, 1973) i obecnej w nich architekturze. Pozwa- pętla Rysunki architektury budynków, miast, placów, ścian itd. lają one zobaczyć współczesność niejako w krzywym mają zatem moc unaocznienia owej projektowanej idealnej zwierciadle, gdy ówczesny ładunek utopii kryjący się organizacji. Dystopie powstające w latach zimnej wojny w kompozycji całości i w detalach, wzbogacony o moty- pokazywały z kolei przyszłość jako obraz po katastrofie, wy kultury wizualnej kolejnych dekad, staje się coraz czasoprze- popełniały jednak błędy − śmieszne z dzisiejszego punktu widzenia w rozpoznaniu zagrożeń, wyobrażeń o tym, co, w jakiej kolejności i z jakiego powodu miałoby ulec znisz- bardziej ironiczny, lub coraz groźniejszy − ale w innych momentach niż zamierzone. Nils-Ole Lund przedstawia ruiny obiektów-ikon architektury ówczesnej dekady: strzenna czeniu. Miano utopii, wiążące się z tym, co pomyślane, nawet opisane i narysowane, lecz niezrealizowane, oraz wyobrażenie przyszłości jako klęski splatały się w xx wieku Wydziału Inżynierii (1959−1964) Uniwersytetu w Leice- ster, projektowanego przez Jamesa Stirlinga i Jamesa Gowana z Michaelem Wilfordem i Malcolmem Higgsem, w wiele lęków, przeczuć końca, które − nieuchwytne wizu- oraz Instytutu Salka (1959−1965) w La Jolla w Kalifornii, alnie i trudne do wyobrażenia z racji swej nieokreśloności projektu Louisa I. Kahna. − chciwie pożądały sugestywnych obrazów. Szczególną uwagę zwraca sposób prezentowania ruiny, W wydanej w 1984 roku książce Heinricha Klotza Moderne zaczerpnięty z ikonografii romantycznej. Ruiny na und Postmoderne: Architektur der Gegenwart / The History szczycie wzgórza, coś jak zamek w Czorsztynie, wyglą- of Postmodern Architecture („Historia architektury post- dają na opuszczone, otacza je pustka, dzika przyroda modernistycznej”) ostatni rozdział jest zatytułowany rozwija się, jakby wokół nigdy niczego nie było. Klotz „Architektura na papierze”, a w nim ostatni podrozdział w swoim opisie zauważa tandetność ruin, w jakie (w sumie dwa akapity) – „Anty-Utopia: Nils-Ole Lund przekształcają się zaniedbane budynki modernistycz- i Ettore Sottsass”1. Warto dzisiaj, z perspektywy ponad ne. Tu łatwo się z nim zgodzić. Nie potrzeba do tego wyobrażonych ruin budynków znanych, które − jak na razie − w ruinę nie popadły, wystarczą te faktyczne 1 H. Klotz, Moderne und Postmoderne: Architektur der Gegenwart, Braunschweig und Wiesbaden 1984 (The History of Postmodern Architecture, transl. R. Don- ruiny wielu innych, z którymi mamy do czynienia we nell, MIT Press 1988), s. 410. współczesnej Polsce.
  • 2.
    za: h. klotz,the history of postmodern architecture, mit press 1988, s. 412 flickr / matt neale Po lewej: Wydział Inżynierii, Uniwersytet w Leicester, proj. James Stirling, 1959 Po prawej: Nils-Ole Lund, praca z cyklu The Future of Architecture prezentująca przyszłość budynku Wydziału Inżynierii Uniwersytetu w Leicester Dalej pisze jednak coś, co nie do końca znajduje potwier- tych samych architektów (choć wtedy pojawiłyby się ją nienaruszone. Z kolei w Leicester nieprawdopodobna dzenie w ilustracji: „zamiast celebrować architektoniczny części mniej znane, których fotografie nie były tak często byłaby katastrofa, która by zniszczyła żelbetową ścianę monument o unikatowym wyglądzie, Lund pokazuje go publikowane, a więc nie były ikonami). attykową niższej wieży o ceramicznej okładzinie i takąż zniszczonego tak jak inne elementy otoczenia. Jeszcze okładzinę sali wykładowej, a nie dotknęła delikatnych dekadę wcześniej architekt uważał siebie za demiurga, Nie ma tu jednak śladu po rozległej hali badań doświadczal- trójwymiarowych konstrukcji wstęgowych okien. a w miarę powstawania kolejnych wizji przyszłych super- nych w Leicester, stojącej tuż za malowniczo uszkodzoną miast rola ta stawała się coraz bardziej przekonująca. wieżą biurową, podbudowaną charakterystycznie podcię- Kompozycji obrazu dopełnia efektowny wrak samochodu To, co zrobił Lund, jest przypomnieniem architektom, że tymi bryłami dwóch sal wykładowych, które w powtarzają- na pierwszym planie, zresztą ciekawie wyznaczający nawet ich najbardziej idealistyczne dzieła przemijają tak cych się ujęciach pojawiają się zawsze na pierwszym planie. skalę przestrzeni, wraz z budzącym niepokój motywem jak wszystko inne, oraz o postępującej degradacji środo- lecącego ptaka, budynku w oddali i „sztucznego” nieba, wiska”2. W La Jolla widać za to dwa z pięciu betonowych, ażuro- wyklejonego metodą kolażu. Wrak zaś jest porzucony wych, prostopadłościennych ryzalitów, w których co dru- na łące, która już zdążyła porosnąć miejsce po in- Ilustracja odnosi się do obrazu z cyklu The Future of Archi- ga ściana wysuwa się pod ostrym kątem, otwierając widok nych obiektach Uniwersytetu w Leicester, a więc dużo tecture, pokazuje jednak coś innego. Częściowo zniszczone na ocean z każdego pokoju pracy naukowców. Ryzality te później, niż nastąpiło uszkodzenie jednego budynku, budynki są osadzone w krajobrazie, w którym natura po- tworzą pierzeję patia, o posadzce wyłożonej płytami z tra- a zniszczenie pozostałych. Skoro samochód, model z lat wraca w miejsce wcześniej przekształcone przez człowie- wertynu. W obrazie Lunda patia nie ma, przechodzi przez 60., jest przedmiotem mniej długowiecznym niż budyn- ka. Wśród niej ostały się tylko te fragmenty budynków, nie polna droga, po której podążają objuczone mustan- ki, to w jakiej przyszłości miałby być tam porzucony? które były najbardziej znane w świecie architektów i stu- gi, poganiane przez trzech konnych. Przechodzą przez W jakiej więc przyszłości dzieje się sytuacja zatytułowa- dentów architektury, zapewniające sławę swoim autorom szeroką bramę − taką jakie budowano w ogrodzeniach na na The Future of Architecture? właśnie dzięki publikacjom, i to ujęte w tych samych co ranczach na Dzikim Zachodzie. na fotografiach kadrach3. Te, dziwnym trafem, uległy Wizualne manipulacje Lunda dają wrażenie zapętlenia tylko niewielkim zniszczeniom, dalej są rozpoznawalne, Można założyć, że w cywilizacji pokatastroficznej, wtór- w czasie, skoro obrazy ruin współczesnych budynków mimo że ich najbliższe otoczenie zupełnie się zmieniło. nie przedprzemysłowej, częściowo zrujnowany, żelbetowy (wzniesionych zaledwie piętnaście lat przed tym, jak W ich otoczeniu przecież powinny się znajdować kolejne budynek laboratorium naukowego pozostanie niewy- zostały namalowane, i które nie zostały jak na razie budynki tych samych kompleksów, projektowane przez korzystany, że prawdopodobny byłby widok wybitych uszkodzone) są stylizowane na ruiny samotnych zamków, okien, że obrosną go trawa i krzaki. Nieprawdopodobne w otoczeniu których dominowała zieleń, lub których oto- 2 Tamże. jest jednak, żeby w takiej cywilizacji nie wykorzystano czenie było zabudowane na tyle nietrwale, że już dawno 3 Ch. Jencks, Ruch nowoczesny w architekturze, Warszawa 1987, s. 263, 299; drewnianych żaluzji-ekranów z drewna tekowego, które zupełnie zniszczało. Skądinąd wiadomo, że obok przedsta- P. Gössel, G. Leuthauser, Architecture In the Twentieth Century, Köln 2001, s. 296; M. Hollingsworth, Architecture of the 20th Century, Greenwich, CT 1988, obecnie zabezpieczają pokoje naukowców przed nadmia- wionych ruin stały i stoją nadal budynki skonstruowane s. 140; D. Ghirardo, Architektura po modernizmie, Toruń 1999, s. 224. rem słońca. Tymczasem te ekrany w obrazie Lunda istnie- równie solidnie jak te, które uniknęły zagłady.
  • 3.
    Po lewej: NicolasGrospierre, The Life of Buildings / Rondo One (proj. Skidmore, Owings & Merill i azo, 2006), Warszawa 2008 Po prawej: Kobas Laksa, The Afterlife of Buildings / Rondo One Columbarium / 2071 Wskazuje to na specyficzny charakter katastrofy, jakiej śliłem). Tak od dawna dzieje się z północnymi elewacjami uległy nie tylko same obiekty, ale także sposób ich po- różnych zabytków (na północnej półkuli naszego globu), strzegania, odbioru i użytkowania. Obrazy pod tytułem które trzeba by fotografować pod słońce. Lund pokazuje, The Future of Architecture z roku 1979 wieszczą w swej ilustra- jaką rolę odgrywają tu nie tylko możliwości sfotografo- cyjnej warstwie fizyczną eliminację wszystkiego, co wte- wania, ale także uwaga turysty, architekta, badacza czy dy, w 1979 roku, nie funkcjonowało w „świecie architektu- studenta przyciągana pojedynczymi, znanymi ujęciami ry” (na wzór „świata sztuki” w instytucjonalnej teorii tej („znacie, to posłuchajcie”, „lubię tylko te piosenki, które ostatniej). Ta prognoza, jak się wydaje, na naszych oczach znam”) − odbiorca tym samym jest utwierdzany w prze- zwykłych budynków, które bywają wyburzane − ikony zaczyna dotykać właśnie architekturę późnego moderni- konaniu, że oto właśnie zobaczył wszystko, co warte było nawet po wyburzeniu trwają jak mumie w przekazie zmu, choć akurat zniszczenie nie dotyczy dokładnie tych zobaczenia i doświadczenia i właśnie tego doznał. Jest to zapośredniczonym. Podobnie rzecz się ma w filmie: astro- obiektów przedstawionych na obrazach Lunda. Wobec kolejny uboczny efekt globalizacji i siły pośrednictwa me- nauci − bohaterowie filmu Planeta małp zidentyfikowali dzisiejszych potrzeb przebudowy, termomodernizacji itp., diów w poznawaniu świata: widzimy coraz więcej, więc tajemniczą planetę, na której wylądowali, jako Ziemię szansę na konserwatorskie ograniczenia w przekształca- coraz bardziej powierzchownie patrzymy. W ślad za muze- wtedy, gdy odkopali fragment nowojorskiej Statuy Wol- niu takiej jeszcze niezabytkowej, a już sławnej substancji ami promującymi się za pomocą posiadanych dzieł, „okrę- ności, a więc czegoś, co było i jest ikoną kultury masowej. budowlanej ma właśnie ten widok najbardziej znany tów flagowych” kolekcji (z krótkiej listy najdroższych Utopia Lunda wieszczy przyszłość architektury jako ikon, z fotografii (niekoniecznie jest to tradycyjna „elewacja obrazów kilku najbardziej znanych malarzy danej epoki), wycinanych z magazynów zdjęć, nieoferujących nawet frontowa”, skoro te późnomodernistyczne obiekty nie za- w ślad za uniwersytetami (amerykańskimi) licytującymi żadnego świadomie przeżytego doświadczenia przestrze- wsze takową posiadały). W Leicester jest to widok z placy- się liczbą zatrudnionych noblistów, w ślad za miastami ni, a ocenianych jako obrazek − de facto z pominięciem ku przed budynkiem, w La Jolla − widok z wewnętrznego oferującymi ciągle te same widoki jako swoje „ikony”, tak kryteriów przestrzennych. patia. Jest to efekt operowania we współczesnej kulturze samo budynki pokazuje się na fotografiach powielających uproszczonymi widokami, „ikonami” budynków, krążący- stereotyp „najbardziej spektakularnego kadru”, mimo że Dzisiaj podobnym zabiegiem posługuje się Kobas Laksa mi i wywierającymi wpływ nieproporcjonalnie większy od w rzeczywistym oglądzie tych kadrów interesujących wi- w swoich prowokacyjnych kolażach niedawnych osiągnięć samych budynków, które jako „ikony” niby reprezentują. zualnie jest dużo więcej, nie mówiąc o miejscach ważnych polskiej architektury: ekskluzywnych warszawskich dla użytkowników (z kolei pocztówkowe widoki dostępne biurowców, przykładów architektury high-tech, dumy Co bardziej znaczące, obrazy Lunda ironicznie pokazują bywają na przykład tylko z lotu ptaka). miasta i inwestorów. Lund odsyłał do zdjęć z literatury, powszechną ślepotę na to, co może spokojnie istnieć, łatwo dostępnych i znanych potencjalnym odbiorcom zajmować mnóstwo miejsca w przestrzeni, być codziennie Na przekór twierdzeniom Klotza, ikony nie niszczeją jego obrazów. Kolaże Laksy (cykl The Afterlife of Buildings) używane, ale z różnych powodów nie wzbudzać zaintere- tak samo jak nieinteresujące z punktu widzenia mediów były eksponowane na Biennale Architektury w Wenecji sowania fotografów, a więc nie być „zapośredniczone me- obiekty powszednie. Niszczejąc, stają się tym bardziej w 2008 roku obok zdjęć Nicolasa Grospierre’a (cykl The dialnie” (straszne sformułowanie, ale to nie ja je wymy- ikoną, tyle że zniszczoną/uszkodzoną. Nie dzielą losu Life of Buildings), tak żeby nie było wątpliwości ani co do
  • 4.
    Po lewej: NicolasGrospierre, The Life of Buildings / Metropolitan (proj. Norman Foster, 2003), Warszawa 2008 Po prawej: Kobas Laksa, The Afterlife of Buildings / The Metropolitan Prison / 2082 źródła kadru, w jakim sfotografowano budynek, ani co wali to, co dało się łatwo wymontować, i tak dalej. Wtedy trzebuje. Kawałki utopii leżą wokół nas i funkcjonują jako do jego aktualnego stanu4. Groza przyszłości lub wariacja nadszedł czas owego życia po życiu budynków (Afterlife fragmenty/części różnych maszyn, budynków i przedmio- na temat ducha przeszłości, który mógłby powrócić, była of Buildings), kiedy ich rany, blizny i pauperyzacja stały tów, które używamy. dawkowana wraz ze środkiem uspokajającym − przedsta- się wizualnie atrakcyjne, modne. Tak dzieje się obecnie wieniem stanu obecnego. Nostalgia za „rajem utraconym” z (przynajmniej niektórymi) XIX-wiecznymi budynkami Co więcej, wcześniejsze ironiczne czy desperackie anty- i dreszcz emocji związany z „rajem oczekiwanym” są przemysłowymi. Dopiero w tym hipotetycznym momencie utopie stają się materiałem dla projektowania tech- stabilizowane obrazem „(prawie-)raju istniejącego”. taki budynek mógł się stać tematem prac plastycznych nokratycznie optymistycznych gadżetów i budynków, wystawianych na Biennale Architektury. Ponieważ histo- a utopie optymistyczne − materiałem dla plakatów czy Grospierre bowiem też pokazuje swego rodzaju utopię, ria wygląda inaczej, a czas się nie cofa, ewidentne jest, że akcji ekologicznych, ostrzegających przed dalekosiężnymi (właśnie) zrealizowaną: budynek tak nowy, że wygląda budynki są poorane sztucznymi bliznami, jak poobijani skutkami eksploatacji przyrody, ale zaprojektowanych jak sztuczny, jak własny projekt, nawet niezasłonięty bill- herosi pod koniec filmu akcji, ucharakteryzowani tak, w świecie o kilkadziesiąt lat późniejszym, gdzie inna boardami, kadrowany tak, że stoi samotnie na tle neutral- że właśnie te blizny dodają im atrakcyjności (aktorom jest już powszechna wrażliwość i gdzie spowszedniały nego, bladego nieba. Laksa pokazuje antyutopię, powrót − w oczach żeńskiej widowni, budynkom i maszynom obrazy niegdyś uważane za utopijne. To kolejny przykład (odwiecznego) bałaganu, tak sugestywnego między inny- − w oczach miłośników historii techniki, budynkom na na rozszczepienie „znaczonego” i „znaczącego” w języku mi dlatego, że niebo wypełnia prawie bez reszty dodany- kolażach Kobasa Laksy − w oczach zwiedzających Bienna- komunikacji masowej (reklamy-teksty) i komunikacji mi elementami. Prace Laksy oferują zapętlenie w czasie le Architektury). Jeśli taka hipotetyczna rekonstrukcja wizualnej (reklamy-obrazy, obrazy architektury, architek- jeszcze bardziej przewrotne niż Lunda. Otóż pomiędzy przyszłych/przeszłych wydarzeń zapisanych w kolażach tura), które dwie czy trzy dekady temu tak emocjonowało teraz, kiedy obiekty te są tak czyste i świeże jak na zdję- Laksy nie została przez oglądającego dokonana, to i tak wynalazców dekonstrukcji i jej krytyków. ciach Grospierre’a, a przyszłością, kiedy stało się z nimi oferują one widzowi bogaty przegląd rekwizytów wizual- to, co pokazuje Laksa, czas musiał się cofnąć do początków nej poetyki destrukcji i test dociekliwości w wynajdowa- Dziękujemy Nilsowi-Ole Lundowi, Nicolasowi Grospierre'owi i Kobaso- XX wieku. Wtedy to hipotetycznie podupadłe za sprawą niu frapujących detali plastycznych. wi Laksie za zgodę na wykorzystanie ich prac. jakiegoś kataklizmu centrum Warszawy ktoś przekształ- cił w tereny przemysłowe z dominującym przemysłem Możemy zauważyć, że utopijne przedmioty czy budowle ciężkim, potem ten przemysł sam zdążył podupaść, aby na jako inspiracje dla kształtów realnych przedmiotów bądź opuszczonych fabrykach, w które przekształcono dzisiej- ich funkcji przedostają się tylnymi drzwiami do rzeczy- sze biurowce, wyrosło zielsko, by szabrownicy wymonto- wistości materialnej, przechodzą nawet do standardu, czasami jako przeciwieństwa pierwotnych idei lub funkcji utopijnych, czasami jako ich bezpośrednie realizacje, 4 K. Laksa, cykl The Afterlife of Buildings; Nicolas Grospierre, cykl The Life of Buildings; kuratorzy Grzegorz Piątek i Jarosław Trybuś, 11. Biennale czasami jako reklamy czegoś, co takich kształtów wywo- Architektury w Wenecji, 2008. dzących się z utopijnych wizji ani nie posiada, ani nie po-