Successfully reported this slideshow.
Your SlideShare is downloading. ×

Michał Wiśniewski, Wojna w epoce telewizji kolorowej

Loading in …3
×

Check these out next

1 of 6 Ad
1 of 6 Ad
Advertisement

More Related Content

More from Małopolski Instytut Kultury (20)

Advertisement

Michał Wiśniewski, Wojna w epoce telewizji kolorowej

  1. 1. Michał Wiśniewski w epoce telewizji kolorowej Wojna T uż po północy 17 stycznia 1991 roku rozpoczęło się największe wydarze- nie w historii masowych mediów – operacja Pustynna Burza. Jak na epicki, monumentalny spektakl przy- stało, kosztowało rekordowo dużo, ok. 60 mld dolarów, angażując rekordowo wielu uczestników, ok. 700-tysięczną armię Iraku – wówczas uznawaną za czwartą największą na świecie – oraz niemal milion żołnierzy reprezentujących ponad 30 państw sprzymie- rzonych, wysłanych na Bliski Wschód w celu realizacji rezolucji ONZ nr 678. Nie pieniądze i nie żołnierze byli jednak bohaterami spek- taklu. Tym razem w centrum uwagi znalazły się urządzenia rejestrujące i przekaźniki ob-Ilustracje Anna Zabdyrska
  2. 2. razów wojny w postaci telewizyjnych kamer oraz najnowszego, a zarazem najpotężniejsze- go wynalazku epoki – komercyjnego satelity komunikacyjnego. Dzięki cywilnemu zastoso- waniu tego „dziecka zimnej wojny” militarne i polityczne konsekwencje konfliktu znalazły się w głębokim cieniu medialnego wymiaru wydarzenia. Telewizyjna poświata odbijająca się od zachodzących na Bliskim Wschodzie wydarzeń spowodowała, że po raz pierwszy telewidzowie na całym świecie, byli tak na- macalnie blisko, mogli niemalże uczestniczyć w namierzaniu rakiet powietrze–ziemia, którymi amerykańskie lotnictwo zniszczy- ło iracki arsenał pancerny. Wojna, która zamiast rozwiązywać problemy regionu, wygenerowała nowe (po latach powróciły one ze zwielokrotnioną siłą i pewnie będą jeszcze powracać), przez złośliwych została nazwa- na „wojną epoki gier komputerowych”. To określenie trafnie oddaje jej najmocniejszy, a równocześnie wirtualny wymiar. Operacja Pustynna Burza miała jednak także aspekt jak najbardziej realny, jak najbardziej koszmarny. Tutaj trzeba się cofnąć o kilka miesięcy. Gdy w Europie kończyła się „Histo- ria” – chwilę wcześniej upadł mur berliński, a Związek Radziecki chwiał się w posadach – na Bliskim Wschodzie spuszczone z łańcucha postkolonialne państwa, dotychczas funk- cjonujące zgodnie z wynikającymi z logiki zimnej wojny sojuszami i podziałami, zaczęły przeć do nowego rozdania. Region, który w poprzedniej dekadzie był polem krwawej wojny w Libanie oraz jednego z najdra- matyczniejszych wydarzeń na świe- cie od czasów II wojny światowej – konfliktu pomiędzy Irakiem i Iranem – stawał w obliczu kolejnej konfrontacji. Na początku sierpnia 1990 roku Irak – rzą- dzony twardą ręką przez Saddama Husajna, dyktatora ludobójcę, który nie wahał się użyć broni chemicznej przeciwko zbuntowanym obywatelom swojego kraju – niedługo po zakończeniu trwającej ponad osiem lat wojny z Iranem, dążąc do polepszenia swojej pozycji politycznej i ekonomicznej, napadł na dużo mniejszego i niezdolnego do obrony sąsiada – Kuwejt. Będąc sztucznie uformowanym przez Brytyjczyków zlepkiem trzech nieprzystają- cych części, Irak, po odejściu kolonialnego imperium, istniał głównie dzięki brutalnej sile wspieranego przez Związek Radziecki dyktatora. Poprzednia dekada była dla niego trudna, ale także pełna sukcesów. Pomimo wyniszczającej wojny z Iranem, w trakcie której po obu stronach mogło zginąć nawet milion osób, Husajn skonsolidował władzę, budując na wzór sowiecki państwo z ambit- nym programem społecznym oraz nawiązując więcej niż poprawne relacje z USA i inny- mi mocarstwami Zachodu. Panika po upadku monarchii w Iranie i nastaniu rewolucji religijnej oraz dążenie USA do rewanżu na tym państwie spowodo- wały, że kiedy groźny iracki watażka w 1980 roku napadł na swojego perskiego sąsiada, nie tylko nie został potępiony, ale także zyskał niemal nieograniczone wsparcie ze strony Zachodu. Był też hojnie opłacany przez najważniejszych producentów ropy w regionie, w tym przez Arabię Saudyjską i Kuwejt. Dzięki temu mógł uchodzić w świe- cie arabskim za obrońcę sunnitów walczących z szyickim Iranem, dobijać interesów gospo- darczych z państwami Układu Warszawskie- go, np. z Polską, oraz negocjować zakup broni z jastrzębiami w administracji Ronalda Re- gana, m.in. z Donaldem Rumsfeldem. Wojna z Iranem, oznaczająca setki tysięcy zabitych Irakijczyków, paradoksalnie uczyniła Husaj- na ważnym graczem w regionie. Rozochocony coraz mocniejszą pozycją oraz znajdując się pod presją związaną z koniecznością spłaca- nia długów, a także ze zmianą sytuacji geopo- litycznej po 1989 roku, dyktator postanowił rozpocząć nowy konflikt, tym razem z po- zornie łatwiejszym do pokonania i słabszym rywalem – Kuwejtem. Napaść na niewielkie- go, leżącego u ujścia Tygrysu sąsiada, który pod koniec zimnej wojny dysponował złożami i mocami wydobywczymi odpowiadającymi za nawet 5% światowej produkcji ropy naftowej, okazała się strategiczną pomyłką. Samo zajęcie Kuwejtu nie stanowiło większe- go problemu i odbyło się niemalże natych- miastowo. Utworzony przez Brytyjczyków głównie w celu utrudniania Irakowi dostępu
  3. 3. do Zatoki Perskiej i blokowania eksportu ropy nie był w stanie samodzielnie prze- ciwstawić się najazdowi. Co więcej, Irak, po wojnie z Iranem, miał w Kuwejcie długi sza- cowane na 14 mld dolarów, których żadnym sposobem nie był w stanie spłacać. Zajęcie tego niewygodnego, ale małego i słabego są- siada było więc logiczną konsekwencją dążeń Husajna do dominacji w regionie. Zaskocze- niem dla agresora okazała się jednak natych- miastowa reakcja międzynarodowa. Stany Zjednoczone, które od czasów klęski w Wiet- namie unikały bezpośredniego zaangażowa- nia militarnego, nie zawahały się tym razem stanąć w obronie podbitego państewka i po raz pierwszy od czasu wygaśnięcia zimnej wojny postanowiły zademonstrować światu zasady Pax Americana, nowego ładu opartego na militarnej, gospodarczej i dyplomatycznej przewadze globalnego hegemona. W sytuacji, gdy interesy supermocarstwa zostały naruszone, konieczne było zademon- strowanie siły. Już kilka dni po zajęciu Ku- wejtu ONZ przyjęła rezolucje, które potępiły wojnę, narzuciły sankcje na Irak oraz otwie- rały drogę do użycia siły przeciwko agreso- rowi. Spotkało się to z szerokim poparciem i rezolucje zostały przyjęte bez sprzeciwu za- zwyczaj blokującego tego typu decyzje Związ- ku Radzieckiego. Jeszcze większym sukcesem USA okazało się jednak zbudowanie między- narodowej koalicji, do której akces szybko zgłosiły wszystkie główne państwa Zachodu oraz niektóre państwa istniejącego chwilę wcześniej bloku wschodniego. Znaczące dla dalszych działań Amerykanów było poparcie ze strony większości państw sąsiadujących z Irakiem, na czele z najbardziej zagrożoną potencjalną agresją wojsk Saddama Husajna Arabią Saudyjską. Buńczuczny dyktator, który jeszcze niedawno bronił interesów sunnitów w wojnie z szyickim Iranem, nagle – ku swemu ogromnemu zaskoczeniu – został sam. Nie ujął się za nim również Związek Radziecki, który znajdował się już w tym czasie w stanie głębokiego kryzysu. Jedynym protestującym przeciwko interwencji mię- dzynarodowej, ale bez większego rezonansu, były Chiny. Od chwili przyjęcia rezolucji ONZ, przez ko- lejne miesiące, trwało masowe przerzucanie sprzętu i żołnierzy z licznych państw w rejon Zatoki Perskiej. Niejednokrotnie towarzyszy- ło temu wręcz ostentacyjne demonstrowanie poparcia oraz chęci poprawienia stosunków z rosnącym w siłę USA. Ku zaskoczeniu wielu, jednym z pierwszych sojuszników okazała się Francja, która natychmiast po wybuchu konfliktu wysłała lotniskowiec w rejon Zatoki, aby wspierać amerykańską flotę. Swoje siły wysłały również państwa byłego bloku wschodniego, m.in. istniejąca jeszcze wówczas Czechosłowacja oraz Polska. Warto zaznaczyć, że w chwili przyjmowania rezolucji ONZ mało kto zdawał sobie sprawę z kierunku, w jakim potoczy się konflikt, i mało kto przypuszczał, że główny gracz wal- czący o odbicie Kuwejtu postanowi wykorzy- stać wojnę, aby dosłownie zademonstrować całemu światu swoją dominację. Do realizacji tego planu konieczne było uży- cie środków masowego rażenia. Nie chodziło jednak o broń atomową albo chemiczną, ale o media. Warto w tym miejscu przypomnieć, że internet dopiero się rodził, a system Windows jeszcze nie zadebiutował. W takiej rzeczywistości główną rolę odgrywał dostęp do telewizji, która – co również warto przy- pomnieć – pod koniec zimnej wojny wchodzi- ła w fazę daleko idących zmian i coraz dalej posuniętej deregulacji. Do lat 80. XX wieku była domeną agend rządowych, szczegól- nie w Europie bawiła i uczyła za pieniądze podatnika i pod kontrolą urzędników. W USA dominował sektor prywatny, ale w omawia- nym okresie główni gracze, podobnie jak narodowe agencje w Europie Zachodniej, zaczęli wpadać w turbulencje. Po obu stro- nach Atlantyku sytuacja zaczęła się zmieniać za sprawą pojawienia się nowego środka transmisji sygnału telewizyjnego, czyli ko- mercyjnych satelitów telekomunikacyjnych, które umożliwiły nowym stacjom wdarcie się na rynek. W Europie Zachodniej, ze względu na różnice językowe, nowych graczy było więcej, na przykład na Wyspach Brytyjskich trumfy święciły stacje Ruperta Murdocha, a we Włoszech – Silvia Berlusconiego. Zanim stały się podstawą gospodarczej i politycznej ekspansji magnatów medialnych, zmieniły standardy w rozrywce i sporcie. Szybko za- gospodarowały także dużą, jeśli nie najważ- niejszą, część tortu reklamowego, co umoż- liwiło w kolejnych dekadach niespotykaną wcześniej w demokratycznych państwach koncentrację mediów, na przykład przejmo- wanie gazet i radiostacji oraz idące za tym budowanie finansowych potęg. Na starym kontynencie najważniejszym momentem tego procesu było powstanie zare- jestrowanej w Luksemburgu spółki SES S.A., dzisiaj globalnego lidera na rynku telekomu- nikacji kosmicznej, oraz wysłanie na orbitę pod jej auspicjami satelity Astra 1A, która pozwoliła na wejście na szklany ekran nowym graczom, którzy szybko przemodelowali świat mediów. Sukces wypromowanej przez Berlu- sconiego piłkarskiej Ligii Mistrzów, ekspansja autoportret 3 [46] 2014 | 74
  4. 4. wówczas muzycznej stacji MTV czy pojawienie się pierwszych reality shows i rozwój świata celebrytów bez Astry, przynajmniej w Europie, nie byłyby możliwe. Te nowe zjawiska prze- niosły świat mediów z zarządzanej i kontrolo- wanej przez elity strefy kultury popularnej do ludycznej, opierającej się na oddolnych reak- cjach kultury masowej. Historycznym wręcz wydarzeniem był debiut programu Big Brother, który zgodnie z założeniem organizatorów oddał głos „zwykłym ludziom”. W niektórych krajach uczestnicy tego show stawali się póź- niej gwiazdami mediów lub… parlamentarzy- stami. W Niemczech ważnym momentem roku 2000 była emisja programu Big Brother na ante- nie stacji RTL 2. Do jego rozgłosu przyczyniło się między innymi uczestnictwo pochodzącego z Macedonii Zlatka Trpkovskiego, który wcale się nie przejmował, że nie zna odpowiedzi na pytanie, kim był William Shakespeare. Niby normalna rzecz, większość ludzi nie wie, ale dotychczas nie było wolno się do tego przyzna- wać, a telewizja miała za zadanie uzupełnić te braki w wiedzy. Wraz z tą, wówczas sensacyj- ną i bawiącą niemiecką gawiedź, wypowiedzią coś ważnego się skończyło lub raczej zaczęło – manifestacja ignorancji, od czasów oświece- nia wyszydzanej i blokującej awans społeczny oraz ekonomiczny, została nagle dozwolona, otwierała drzwi do bogactwa i stała się wręcz powodem do dumy. W roku 2000 media były pełne programów i analiz, a księgarnie – książek poświęconych kończącemu się stuleciu i początkowi nowej, nieznanej epoki. Wiele mówiono o wojnach, wynalazkach i końcu „Historii”. Z perspektywy już kilkunastu lat śmiało można zaliczyć nieustająco uśmiech- niętego Zlatka Trpkovskiego do najważniej- szych postaci początku stulecia. Można to nazwać przypadkiem, ale w tym samym 2000 roku Jörg Haider skrajnie prawicowy polityk z Karyntii wprowadził swoją Austriacką Partię Wolnościową do au- striackiego rządu. Głosząc rewizjonistyczną wizję historii Austrii, według której naziści proponowali właściwe rozwiązania społeczne oraz atakując imigrantów i wstąpienie do Unii Europejskiej, Haider stanowił zapo- wiedź nowych, bazujących na populizmie zjawisk w europejskiej polityce. Bez dostępu do opartych na sensacji mediów gotowych do bezkrytycznego uczestniczenia w manipu- lacjach lub spektaklach nienawiści ten styl dyskursu politycznego nie znalazłby prze- strzeni dla akceptacji. Świat po końcu „Historii” to świat zdomi- nowany przez media i budowany przez nie jego wizerunek. Ta fundamentalna zmiana szybko znalazła odzwierciedlenie w polityce. Piłkarskie sukcesy z końca lat 80. nale- żącego do Berlusconiego klubu AC Milan, wzmocnione niedługo później pojawieniem się Ligii Mistrzów, sprawiły, że ten wyjąt- kowo ekscentryczny i związany z mediami biznesmen, chociaż zamieszany w afery gospodarcze i obyczajowe oraz podejrzewany o kontakty z mafią, mógł trzykrotnie pełnić funkcję premiera i także dzisiaj ma znaczny wpływ na życie polityczne kraju będącego jedną z największych gospodarek świata! W Wielkiej Brytanii satelita Astra 1A stała się dźwignią dla przedsięwzięć Ruperta Murdo- cha, agresywnego przedsiębiorcy z Australii, który w epoce wdrożonej przez Margaret Thatcher deregulacji podważył status quo lokalnego rynku mediów, wprowadzając do gry sieć kanałów Sky Television. W kolejnej dekadzie popularne na Wyspach i bardzo wymowne stało się powiedzenie, że nie moż- na zostać premierem Wielkiej Brytanii bez zgody Murdocha. Innym zwycięzcą nowego ładu stał się niemiecki koncern Bertelsmann i nadawane przez niego, poprzez Astrę, kana- ły wchodzące w skład RTL Group. Co ciekawe, pojawienie się nowego medium na początku 1989 roku oraz rozwój nowych zjawisk z po- granicza mediów i polityki prawie zbiegły się z końcem zimnej wojny. Jednym z ciekawszych fenomenów wygenero- wanych przez opisywane procesy i ważnych później dla wojny w Zatoce Perskiej było pojawienie się infotainmentu, który połączył pokazywanie wiadomości ze świata z przy- stępną formą opartą na prostych pytaniach i szybkich komentarzach, najlepiej z miejsca akcji. Najważniejsza w tym względzie była działalność tym razem amerykańskiej stacji CNN, która nadając z prowincjonalnej Atlan- ty w stanie Georgia, wyrosła na globalną po- tęgę medialną. W historii tej stacji było kilka przełomowych momentów. Widzowie dostrze- gli ją w 1981 roku, dzięki relacjom prowa- dzonym po zamachu na prezydenta Ronalda Reagana. Strategia oparta na podgrzewaniu emocji w sposób mający za zadanie kreowa- nie wrażenia merytorycznego przekazu, budowanie złudzenia bliskości kontaktu z re- lacjonowanymi wydarzeniami oraz dociera- nie do informacji najwcześniej ze wszystkich mediów okazały się tym, na co amerykańscy telewidzowie czekali. Największym sukcesem dziennikarzy pracujących dla Teda Turnera okazała się jednak wojna w Zatoce Perskiej, która ustanowiła nowe standardy w relacjach telewizyjnych z pola walki. Trzeba zaznaczyć, że w trakcie wojny pa- nowała synergia między działaniami rządu i wojska Stanów Zjednoczonych a aktywno- autoportret 3 [46] 2014 | 75
  5. 5. ścią stacji telewizyjnych. Inaczej niż podczas wojny w Wietnamie, administracja ame- rykańska dążyła do tego, aby do szerokiego odbiorcy nie dotarły obrazy ewentualnych porażek oraz aby przekaz koncentrował się na szybkim i bezprecedensowym w swojej skali sukcesie. Między innymi dlatego posta- nowiono oprzeć interwencję na uzyskaniu dominacji w powietrzu, która pozwoliłaby na zminimalizowanie – jeżeli nie całkowite uniknięcie – strat na ziemi, w tym liczby poległych żołnierzy. Strach przed gniewem wywołanym śmiercią „naszych chłopców” był decydujący dla militarnych działań USA przez całą następną dekadę. Podczas wojny w Bośni (1995) oraz w Serbii (1999) zaanga- żowanie Stanów Zjednoczonych polegało na niszczeniu przez wojska lotnicze celów naziemnych. Ofiary wroga nie były tutaj istotne. Ważne było, aby przypadkiem nie zginął nikt z „naszych”. Dramatyczne walki uliczne w Mogadiszu, stolicy Somalii, na początku 1993 roku, w wyniku których zginęło osiemnastu amerykańskich koman- dosów, spowodowały natomiast wycofanie się Amerykanów z prowadzonej przez ONZ akcji militarnej, spychając ten kraj w otchłań chaosu i wywołując dalsze krwawe konflikty i rebelie w różnych zakątkach Afryki i Bli- skiego Wschodu. W 1991 roku o sukces w Iraku nie było trud- no. Taktyka wojsk sił zjednoczonych opierała się na dążeniu do zdominowania przestrzeni powietrznej. Armia iracka, która przez wiele lat rozbudowywała przede wszystkim arsenał pancerny, nie była w stanie odpowiedzieć na taki atak. Amerykanie, dysponujący już wów- czas niewidzialnymi dla radarów myśliwca- mi i bombowcami, szybko przejęli kontrolę, zatrzymując na pustyni czołgi przeciwnika. Do dzisiaj na pograniczu Iraku i Kuwejtu znajduje się wielkie cmentarzysko rozbitych wówczas maszyn. Szybka i masowa destruk- cja irackiego sprzętu wojskowego, który pochodził przede wszystkim z fabryk państw Układu Warszawskiego, dodatkowo podkre- ślała, która ze stron zwyciężyła w zimnej wojnie. Efekt był jednak o wiele silniejszy, ponieważ niemalże namacalnie i w czasie rzeczywistym telewizja pokazywała całe- mu światu, jak rakiety uderzają i niszczą czołgi oraz inne cele militarne. W drugiej fazie trwającej kilka tygodni wojny Saddam Husajn sięgnął po bardziej wyrafinowane środki, atakując punktowo Izrael za pomocą pochodzących z ZSRR rakiet krótkiego zasię- gu Scud. Rezultat użycia Scudów był mizerny, rakiety okazały się mało precyzyjne, a ich udział w wojnie jeszcze bardziej podkre- ślił brak równowagi pomiędzy walczącymi stronami. Upokorzył już nie tylko Irak, ale mający upaść w tym samym roku Związek Radziecki. Z punktu widzenia telewizyjnej odsłony wojny powtarzane w nieskończoność ujęcia z noktowizorów oraz znak celownika w ka- drze same w sobie były narzędziem maso- wego rażenia, stając się w kolejnej dekadzie pożywką dla scenarzystów gier komputero- wych. Noc z 16 na 17 stycznia, kiedy wybuchła wojna, zszokowała śledzących wydarzenia na Bliskim Wschodzie widzów. Niczym brzytwa przy oku z filmu Luisa Buñuela, nowy, jedno- stronny sposób przekazu oraz spektakular- ność prowadzonych działań mogły przestra- szyć i zdominować percepcję milionów. Do tego dziennikarze CNN, niemalże z miejsca spadania rakiet ogłaszający telewidzom na całym świecie, czego są świadkami i co zobaczą w kolejnym serwisie lub tuż po reklamach, wzmacniali swoją obecnością na polu walki realność i sugestywność obrazu. Peter Arnett, największa ówczesna gwiazda stacji, z ogromnym poświęceniem relacjonował całemu światu, jak zwyciężają Amerykanie. To nie mogło się nie podobać! To nie mogło nie robić wrażenia! Świat ponownie pokochał Amerykę, przekazując włodarzom Białego Domu i Pentagonu klucze do swojego bezpieczeństwa, a zarządom CNN oraz innych medialnych imperiów, np. The Walt Disney Company, klucze do swoich serc i świadomości. Architektonicznym symbolem tego zjawiska wydają się dzisiaj siedziby medialnych gigan- tów. Chyba najbardziej wymowny przykład to ukończony w 1991 roku według projektu Michaela Gravesa postmodernistyczny zespół Walt Disney Team w Burbank na przed- mieściach Los Angeles. Główna elewacja, stylizowana na antyczną świątynię, została podporządkowana wertykalnym podziałom, w których dominują postaci z kreskówki o Królewnie Śnieżce i siedmiu krasnolud- kach. Na osi gmachu na całość spogląda odlana w brązie figura założyciela przedsię- biorstwa – Walta Disneya – który za rękę trzyma Myszkę Miki. Przewrotna w koncep- cji i kiczowata w formie konstrukcja niesie w sobie także złowieszcze proroctwo. Po końcu „Historii” to globalne media przejęły dużą część władzy nad światem, zarówno autoportret 3 [46] 2014 | 76
  6. 6. ekonomicznej, jak i politycznej. Patetyczny pałac Disneya z krasnoludkami i Myszką Miki, który miał ocieplać wizerunek firmy, może być traktowany jako przesłanie nowych czasów. W 1998 roku w USA przyjęto Copyright Term Extension Act, nazywany przez wielu złośli- wie Mickey Mouse Protection Act, na mocy którego opóźniono czas przeniesienia do domeny publicznej dzieł objętych prawa- mi autorskimi. Ustawa, za którą lobbował m.in. Disney, dała ogromną moc świato- wym koncernom medialnym, zapewniając im władzę nad tworami ludzkiej wyobraź- ni, często nad fundamentami dwudziesto- wiecznej kultury. Efekt medialny Pustynnej Burzy okazał się piorunujący. Francuski filozof Jean Baudril- lard porażony tym, co zobaczył w CNN w 1991 roku, stwierdził, że wojny w Zatoce po prostu nie było, a to, co świat oglądał, to jedynie symulakrum, precyzyjnie sformatowany i wyreżyserowany obraz, który służył zupeł- nie innym celom i niósł w sobie informacje o czymś zupełnie innym, niż dane było zoba- czyć masowemu odbiorcy. Wydana niedługo później książka poświęcona tym obserwacjom wywarła nie mniejszy wpływ na media niż sama relacja z pola walki, stając się podstawą dla takich hollywoodzkich superprodukcji jak Matrix lub Truman Show. Wyimaginowany magnat telewizyjny, który dąży do zdobycia władzy nad światem, był również czarnym charakterem filmu Tomorrow Never Dies (1997) – jednego z kolejnych odcinków serii o Jamesie Bondzie. Na marginesie warto zaznaczyć, że odgrywający rolę Elliota Carvera, demo- nicznego magnata medialnego, który chce wywołać III wojnę światową, Jonathan Pryce swoją charakteryzacją mógł budzić skojarze- nia z Rupertem Murdochem. Po premierze świat odetchnął: James Bond po raz kolejny uratował świat, tym razem od władzy telewi- zji. Cóż, chciałoby się powiedzieć, że telewi- zja – podobnie jak tytułowe jutro – nigdy nie umiera, a przynajmniej w latach 90. nie umierała. Rzeczywistość czy symulakrum? Od wojny w Zatoce Perskiej wiele relacji medialnych budziło to pytanie. Przekaz z 11 września i pokazywane w nieskończoność samoloty uderzające w wieże nowojorskiego World Trade Center szybko wzbudziły podejrzli- wość i stały się podstawą teorii spiskowych dotyczących tego tragicznego wydarzenia. Być może fala podejrzliwości nie byłaby tak duża, gdyby nie balansujący na granicy manipulacji przekaz z wojny w Zatoce Perskiej. W tym kontekście można, idąc tropem Baudrillarda, zauważyć, że wojny w Zatoce Perskiej – albo raczej rzetelnego przekazu z wojny – nie było. Z perspektywy dwóch następnych dekad trzeba też stwierdzić, że Baudrillard wykazał się ogromnym wyczuciem. W rzeczywistości sukces Amerykanów był głównie medialny. Bo- jąc się o relacje ze Związkiem Radzieckim oraz chcąc zapobiec długotrwałej okupacji, która oznaczałaby liczne ofiary wśród amerykań- skich żołnierzy, zwycięska strona postanowiła zawrócić w pół drogi. Kuwejt, marionetkowy protektorat USA w Zatoce, został odbity, a wydobycie ropy, pomimo prób niszczenia infrastruktury przez irackie wojsko, szybko wznowione. To wystarczyło, aby ogłosić sukces i zorganizować zwycięską defiladę. Globalny hegemon postanowił jednak nie mieszać się wówczas do wewnętrznych spraw samego Iraku, oddając ponownie los mieszkańców kraju w ręce tyrana. Nie ma sensu tworzenie alternatywnych scenariuszy dla wydarzeń historycznych. Trzeba jednak pamiętać, że po- zostawienie u władzy Saddama Husajna dopro- wadziło do kolejnej, tym razem pozbawionej realnych podstaw i jeszcze bardziej tragicznej w skutkach, wojny w Iraku. W 2011 roku po ośmiu latach okupacji, wojska USA oraz ich sojuszników opuściły ten kraj, pozostawiając po sobie jeszcze większe zgliszcza oraz jeszcze słabsze państwo, któremu obecnie grozi roz- pad i zaangażowanie w następną wojnę, tym razem o przetrwanie. Co więc pozostało z operacji Pustynna Burza? Na pewno nie stabilne rozwiązania pokojowe na Bliskim Wschodzie. Bez wątpienia bar- dziej trwałe okazały się piaskowe uniformy wojskowe, które szybko przedostały się do kultury masowej oraz znalazły się w no- wej ofercie sklepów z militariami. Innym reliktem okazała się pamięć niesamowitego widowiska, które przez wiele dni przykuwało publiczność do telewizorów. W świecie spo- łeczeństwa spektaklu zawładnięcie wydarze- niem, przekazem z wojny albo z pogrzebu księżny Diany jest bezcenne, daje władzę mediom oraz ułudę stabilności. Bez wątpie- nia daje też możliwość choćby chwilowej kontroli, zarządzania emocjami i kierowania nimi. W latach 90., w epoce jednego cen- tralnego medium, było to wciąż możliwe. Internet pozornie skomplikował tę sytuację, ale czy w świecie, w którym można łatwo policzyć wszystkich odbiorców komunikatu i precyzyjnie sformułować dla nich przekaz, hegemonia mediów runęła? Raczej weszła w nową fazę. Po rewolucji w Egipcie Twit- ter ogłosił, że gdyby nie możliwości, jakie oferuje ten serwis, nie doszłoby do niej. Jak widać, w dobie internetu i tysięcy niesko- ordynowanych relacji, na przykład z pola walki, wielkie medialne wydarzenie wyrasta- jące z realnego konfliktu zbrojnego nie jest już potrzebne. Miliony informacji z Libii lub z Syrii wrzucanych do portali, nie wiedzieć czemu zwanych „społecznościowymi”, za- miast spektakularnych rozwiązań potrzebują niewielkich zmian, wobec których publicz- ność sama buduje emocje. Inne medium rzą- dzi się już zmienionymi prawami. Pod tym względem epoka Pustynnej Burzy odeszła do lamusa. autoportret 3 [46] 2014 | 77

×