o
                  tw
               ic
              nt
            es
          cz
      u
      e
      n
     w
 ty
 k
A




                                                                              JA i MY w dialogu
                            Aktywne                                             społecznym
                        uczestnictwo                                                             Rozmowa mieszkanki z działaczką




                        O
                                       partycypacji trudno mówić w spo-
                                      sób neutralny, jej istotą jest bowiem
                                      uczestnictwo – i w tym sensie samo
                                      podjęcie przez nas tematu może być
                        odczytane jako gest polityczny. Polityczność tę                                      anna miodyńska: Uczestniczę w konsulta-
                        rozumiemy szeroko, w duchu znacznie dawniejszej,                                     cjach społecznych na temat przestrzeni pu-
                        choć wciąż aktualizowanej tradycji: jako zaangażo-                                   blicznych mojego miasta od dekady. Ulubionym
                        wanie w tę sprawę publiczną, którą stanowi publicz-                                  zarzutem mieszkańców wobec urzędników
                        na przestrzeń. Jej kształt nas nieodmiennie dotyka                                   miejskich jest ich niekompetencja oraz/lub brak
                        i dotyczy, decyduje bowiem o tym, kim jesteśmy.                                      decyzyjności w sprawach, w jakich obywatele na
                                                                                                             debatę przyszli. Kompetencje obywateli debatu-
                        Za właściwą formę tak rozumianego uczestnictwa                                       jących legitymizuje sam fakt mieszkania w mie-
                        w przestrzeni, która nas otacza, uznaliśmy przeka-                                   ście, co nie jest bezzasadne: mieszkanie w bloku
                        zanie głosu osobom i organizacjom angażującym                                        od pięćdziesięciu lat czyni mnie specjalistką od
                        się na co dzień w działania na rzecz partycypacji                                    mieszkania w bloku. Czasem mam jednak wraże-
                        mieszkańców w decyzjach dotyczących zamieszki-                                       nie, że to za mało. Kto jest tym mądrym w deba-
                        wanej przez nich przestrzeni.                                                        cie społecznej?


                        Naszym celem nie jest ani udzielanie poparcia, ani                                   ewa chromniak: Widzę tu pewną prawi-
                        krytyczne podważanie ocen i poglądów politycz-                                       dłowość, która dotyczy zarówno organizacji
                        nych wyrażonych przez Autorów artykułów publi-                                       pozarządowych, jak i pojedynczych obywateli.
                        kowanych w tej części numeru. Istotniejsze wydało                                    Utarło się takie powiedzenie: z nami grzecznie
                        nam się stworzenie takiej przestrzeni, w której                                      – my społecznie. Mam prawo do niewiedzy,
                        Czytelnicy „Autoportretu” będą mogli bezpośred-                                      ponieważ robię coś (uczestniczę w konsulta-
                        nio zapoznać się z doświadczeniami i opiniami                                        cjach społecznych) dla dobra ogółu, za darmo.
                        tych, którzy postanowili – często w naszym imieniu                                   Wiele osób wychodzi z założenia (na pewno nie
                        – aktywnie i bezpośrednio włączyć się w proces                                       do końca fałszywego), że skoro tu mieszkam,
                        kształtowania przestrzeni publicznych.                                               wiem wszystko o tym miejscu i jego mieszkań-
                                                                                                             cach. Rozciąga się więc osobiste doświadczenie
                        Redakcja „Autoportretu”                                                              na doświadczenie wspólnoty (na przykład:
                                                                                                             mieszkańców dzielnicy). Uważam, że jednym
                                                                                                             z problemów z partycypacją jest fakt, że nie



                                                                              autoportret 2 [37] 2012 | 48
Działania w ramach programu „Autoportret. Debaty”
                                                                                                       prowadzonego przez Annę Miodyńską. Mieszkańcy
                                                                                                       Podgórza debatują nad zagospodarowaniem
                                                                                                       terenu zielonego przy ulicy Lipskiej w Krakowie.


potrafimy myśleć w kategoriach MY. Raczej ja         który z racji sprawowanej funkcji powinien        ma decydować każdy mieszkaniec. Ja najlepiej
i moje sprawy.                                       rozumieć, na czym polega demokracja,              czułabym się w tym procesie wówczas, gdybym
                                                     rozumie ją opacznie. Ja, ponieważ jestem          była w niego włączona na każdym poziomie
a.m.: Czyli moje okno i jedno drzewo, które mi       w mniejszości, nie mam prawa dbać o swoje         decyzyjności. Gdyby umożliwiono mi udział
widok zasłania...                                    interesy. A więc mamy dwie perspektywy re-        w tworzeniu strategii rozwoju miasta, znacz-
                                                     lacji ja–my: z jednej strony ja dbam o swoje      nie łatwej byłoby mi myśleć w kategoriach
e.ch.: A dzieje się tak dlatego, że nikt nas         interesy i nie dostrzegam interesu nas,           my o sprawach ulicy czy osiedla. Mówiąc
myślenia w kategoriach my nie uczy. Też dla-         z drugiej myślenie wyłącznie w kategorii          o umożliwieniu udziału, myślę o takiej formie
tego, że nie ma takiej przestrzeni, w której         my ogranicza, a czasem wręcz unicestwia           zaproszenia mnie do współdecydowania, że-
możemy w kategoriach my rozmawiać.                   korzyści pojedynczej osoby. I to jest dylemat     bym chciała i umiała z tego prawa skorzystać.
                                                     demokracji: w jakich sprawach większość           Oraz o takim przedstawieniu mi tematu, abym
a.m.: A jeśli już myślimy w kategoriach my, to jak   ma decydować o mniejszości.                       umiała dostrzec zarówno interes ja, jak i in-




                                                                                                                                                           fot.: archiwum mik
szerokie powinno ono być? my – mieszkańcy parteru,                                                     teres my. Krótko mówiąc: zaletą zapraszania
my – mieszkańcy ulicy, czy my – mieszkańcy miasta?   a.m.: Jest to bardzo widoczne w debacie spo-      mieszkańców do partycypacji na każdym jej
                                                     łecznej na temat przestrzeni publicznej miasta.   poziomie jest to, że mogą oni widzieć wyraź-
e.ch.: Kiedyś doświadczyłam tego sama,   gdy         Czy o konkretnych placach, ulicach i parkach      nie zarówno duży obrazek (miasto), jak i mały
walczyłam, dosłownie, o progi spowalniają-           powinni decydować mieszkańcy fizycznie z tymi     (swoje osiedle).
ce na mojej ulicy. Wzięłam sprawę w swoje            miejscami związani (lokatorzy najbliższych
ręce i udałam się w imieniu mieszkańców              budynków, ludzie, którzy tam pracują), czy        a.m.: Pomówmy o sporze – relacji nieuniknionej
mojej kamienicy do radnego dzielnico-                mieszkańcy całego miasta? Słowem: jak duże my     przy wspólnym decydowaniu. Zdarza się on już
wego. Ponieważ taką sprawę stosownemu                ma prawo głosu? Kto decyduje o Rynku Głównym      na poziomie MY-mieszkańcy jednego mieszkania,
urzędowi powinna zgłosić Rada Dzielnicy.             w Krakowie? Sąsiedzi? Turyści? Krakowianie?       więc cóż dopiero na poziomie MY-mieszkańcy
Tam usłyszałam, że przychodzę z własnym              A może wszyscy Polacy?                            miasta. Spór jest nie tylko nieunikniony, ale
interesem, droga ta prowadzi bowiem do                                                                 i niezbędny do wprowadzania zmian. Wydaje mi
dużego osiedla i ludzie muszą nią sprawnie           e.ch.: Rozwiązania niestety nie mam, ale          się, że twórczy spór jest niemożliwy tam, gdzie
i szybko dojeżdżać. I że to osiedle ma więcej        uważam, że partycypacja w planowaniu prze-        decydenci i obywatele mówią różnymi języka-
mieszkańców niż moja ulica… Człowiek,                strzennym nie oznacza, że w każdej sprawie        mi, inaczej rozumieją kluczowe pojęcia debaty




                                                              autoportret 2 [37] 2012 | 49
o
                  tw
               ic
              nt
            es
          cz
      u
      e
      n
     w
 ty
 k
A




                        i niewłaściwie odczytują wzajemne intencje.             e.ch.: Ja  częściej zabieram głos jako organiza-     organizacja ma zwykle trochę skuteczniej-
                        Odnoszę wrażenie, że to nie jest konflikt twórczy,      cja pozarządowa niż jako obywatelka. Na tym          sze niż pojedynczy obywatele narzędzia do
                        o którym pisał Markus Miessen w swojej książce          polega moja praca oraz działalność społeczna.        prowadzenia dialogu z władzami. Chociaż są
                        The Nightmare of Participation, przenoszący debatę      Wypowiadam się w imieniu mojej organiza-             oczywiście bardzo kompetentni obywatele
                        publiczną na wyższy poziom. Wydaje się, że              cji, ale też często w imieniu szerszego grona        i mało kompetentne organizacje pozarządowe.
                        w naszej debacie o mieście nie jest możliwy nawet       ngo – Krakowskiego Porozumienia Organiza-            Jednym z narzędzi, jakimi mogą posługiwać się
                        dobry konflikt, a co dopiero konsensus.                 cji Obywatelskich. Nie mogę powiedzieć, że           organizacje w dialogu z władzami, są Komisje
                                                                                jesteśmy zawsze i wszędzie poważniej trakto-         Dialogu Obywatelskiego. Do powołania takiej
                        e.ch.:To jedna rzecz. Drugą jest nieumiejęt-            wani w dyskusji niż pojedynczy, niezrzeszeni         komisji w Krakowie potrzeba minimum ośmiu
                        ność prowadzenia debaty. W dobrej debacie               obywatele. Ostatnio prowadziłam szkolenie            organizacji. Pojedynczy obywatel tego instru-
                        punktem wyjścia jest akceptacja każdego, kto            na temat modelu współpracy miasta z organi-          mentu nie ma. Jest również „specjalna” Uchwa-
                        ma inne zdanie.                                         zacjami pozarządowymi i tam usłyszałam za-           ła o konsultacjach z organizacjami w sprawie
                                                                                rzut, że ngo uzurpują sobie prawo mówienia           niektórych polityk samorządowych – to
                        a.m.: Kto kogo powinien nauczyć debatowania?            w imieniu obywateli. Więc nie zgodziłabym            narzędzie również zarezerwowane dla ngo. Ale
                                                                                się z twoimi spostrzeżeniami, że organizacje         już w sprawach przestrzeni, w konsultacjach
                        e.ch.: Gdy nie rozumiemy się nawzajem, po-              pozarządowe (czy lepiej może mówić: społecz-         planów zagospodarowania przestrzennego
                        trzebny jest moderator, przewodnik, tłumacz.            ne) są lepiej traktowane przez urzędników            uwaga zgłoszona przez ngo i spostrzeżenie
                        Osoba lub instytucja. Warto do tego wyzwania            miejskich niż pojedynczy mieszkańcy. Trzeba          pojedynczego mieszkańca mają podobną wagę.
                        podejść systemowo. Być może w tej roli spraw-           by zbadać, ile pozytywnie zweryfikowanych
                        dziłyby się organizacje pozarządowe.                    uwag zgłoszonych zostało przez organiza-             Jest też oczywiście aspekt psychologiczny,
                                                                                cje, a ile przez obywateli. Patrząc z punktu         potwierdzający twój punkt widzenia. Już sam
                        a.m.: Bywając na różnych spotkaniach, które             widzenia Uchwały Rady Miasta o konsulta-             fakt, że ludzie się zorganizowali w formal-
                        w intencji organizatorów miały być debatami nad         cjach społecznych przy realizacji inwestycji         ną strukturę stowarzyszenia, nawet takiego
                        sprawami miasta, obserwuję powtarzający się             miejskich – nie ma różnicy między organiza-          bez osobowości prawnej, że po drodze na-
                        scenariusz. Z jednej strony urzędnicy miejscy oraz      cjami a indywidualnymi osobami, co więcej            byli umiejętności dialogowania, wspólnego
                        radni, których zresztą mieszkańcy wrzucają do           mieszkańcy mają inicjatywę uruchomienia              podejmowania decyzji, procentuje w procesie
                        jednego worka z urzędnikami, tracąc tym samym           konsultacji, a organizacje nie.                      współdecydowania na szerszym forum. Za-
                        potencjalne wsparcie ze strony swoich przedstawi-                                                            pewne jest i tak, że urzędnicy współpracujący
                        cieli; po drugiej stronie mentalnej barykady okopują    a.m.: No tak, ale ty możesz powiedzieć: występuję    z mieszkańcami liczą się bardziej (może nie do
                        się mieszkańcy. Przez pewien czas odbywa się coś        w imieniu 50, 100, 500 członków mojej organizacji,   końca świadomie) z głosami ngo niż pojedyn-
                        na podobieństwo przeciągania liny – bez szans na        a ja wypowiadam się najwyżej w imieniu kilku moich   czych osób.
                        dialog. Po chwili z grona mieszkańców wyłania się       sąsiadów. Nawet nie wiem, czy mogę ich reprezen-
                        trzeci aktor: organizacja pozarządowa. Jej przedsta-    tować… To jednak nie to samo.                        a.m.: A może ngo jest po prostu bardziej skuteczna?
                        wiciel zabiera głos, używając formalnego języka                                                              Determinacja obywatela, nawet bardzo radykalne-
                        przyczyn i skutków, zamiast skarg i pobożnych           e.ch.: Możesz założyć komitet. Wystarczy, że         go, kiedyś się kończy. A organizacja, dzieląc zadania
                        życzeń padają pomysły i bardzo konkretne pytania.       zbierzesz ich podpisy.                               między swoich członków, może dłużej drążyć
                        I oto obywatele widzą, że po ich stronie walczy ktoś,                                                        sprawę.
                        kto używa języka ustaw i kogo urzędnicy traktują        a.m.: A jak nie mam podpisów?
                        mniej protekcjonalnie niż ich. NGO-sy wydają się                                                             e.ch.: Łatwej też zarzucić partykularyzm
                        bardziej upoważnione niż pojedynczy obywatel            e.ch.: To gorzej (śmiech). Chcę tylko powie-         i skompromitować roszczenia pojedynczego
                        do wypowiadania się w imieniu zbiorowości, czyli        dzieć, że niezależnie od twojego odczucia,           obywatela niż całej organizacji.
                        używania komunikatu my. Czy aby mieć wpływ na           ngo nie ma żadnych forów. W ustawie o kon-
                        wizerunek i funkcjonowanie miasta, mieszkańcy           sultacjach społecznych ngo równa się poje-           a.m.: Oprócz mieszkańców, organizacji pozarządo-
                        powinni zapisywać się do organizacji społecznych?       dynczy obywatel. Mogę się zgodzić z tobą, że         wych, radnych i urzędników na scenie konsultacji




                                                                                            autoportret 2 [37] 2012 | 50
Zespół Biura Inicjatyw Społecznych (BIS) , którego
                         prezesem jest Ewa Chromniak




społecznych występują także eksperci. Jaka jest ich
rola? Czy ekspert może być narzędziem manipulacji
zwykłymi obywatelami?


e.ch.: Ekspertów  na ogół powołuje i włącza do
debaty urząd miasta lub gminy. Źle się dzieje,
kiedy dochodzi do konfrontacji ekspert–
mieszkańcy. W takiej debacie obywatele są na
straconej pozycji wobec żonglującego danymi
fachowca. Bywa, że eksperta powołuje strona               i podstawową – bo nie chodzi o ekspercką – po-      wydaje się, że partycypacja bardziej ludziom
obywatelska (na przykład Komisja Dialogu                  zyskać. Do tego dochodzi nieznajomość samego        szkodzi niż pomaga. Ale tylko uczestnicząc,
Obywatelskiego lub organizacja pozarządo-                 procesu debaty i narzędzi partycypacji. Może stąd   możemy, jako obywatele, czegoś się na-
wa). Rola eksperta w debacie jest uzasadnio-              ta ułomność naszych debat i konsultacji?            uczyć. Bo jak mieszkaniec miałby zdobywać




                                                                                                                                                                   fot.: archiwum bis
na, pod warunkiem, że zadbamy o właściwy                                                                      wiedzę potrzebną mu do współdecydowania
kontekst dla jego wypowiedzi. Niewątpliwie                e.ch.: Czy należy za ten brak wiedzy winić          w sprawach miasta? Chodzić na szkolenia?
ma sens debata fachowców reprezentujących                 obywateli?                                          Przeczytać książkę o architekturze?
różne punkty widzenia na dany problem,
dotyczący na przykład przestrzeni publicznej.             a.m.: A kogo?                                       a.m.: Ale żeby uczestniczących uczyć, potrzeb-
Pozwala to uczestnikom debaty lepiej zrozu-                                                                   ny jest pomysł na element edukacji w debacie
mieć złożoność sprawy. Jednak „wystawienie”               e.ch.: W ilu szkołach uczniowie ćwiczą              społecznej.
swojego eksperta wobec grupy nieprzygoto-                 debatę oksfordzką? W ilu uczy się skuteczne-
wanej do dyskusji na poziomie detali ociera               go dialogowania? A w ilu można się czegoś           e.ch.: Tak! I jeżeli taki pomysł się pojawi, ze
się o manipulację. Dotyczy to zarówno grup                dowiedzieć o planowaniu przestrzennym?              strony obywatela ważna i konieczna będzie
obywatelskich, zaskakujących urzędników                                                                       gotowość do poszerzania swoich kompe-
„swoim” ekspertem bez dania im możliwości                 a.m.: No szkoła nie nauczyła, ale…                  tencji, a władze miejskie powinny zadbać
wcześniejszego zapoznania się z ekspercki-                                                                    o to, żeby mieszkańców w potrzebną wiedzę
mi argumentami, jak i urzędników, którzy                  e.ch.: Władze miejskie przedstawiają obywa-         wyposażyć. Powinno to być traktowane
w konfrontacji z mieszkańcami wytaczają jak               telom jako przedmiot konsultacji opasłe tomy        jako wyrównywanie szans mieszkańców
działo na przykład fachowca od planowania                 dokumentów napisane prawniczym językiem             w procesie dialogu z ekspertami i urzędni-
przestrzennego lub ekologii. Powinna obowią-              – to też nie ułatwia sytuacji.                      kami. Trzeba mieszkańców w tym procesie
zywać zasada: ekspert kontra ekspert. Plus                                                                    wzmocnić, tak by oprócz wiedzy na temat
kultura dialogu, oczywiście!                              a.m.: Kto jest więc odpowiedzialny za to, że my,    przedmiotu debaty poznali również narzę-
                                                          mieszkańcy, nie wiemy tego, co powinniśmy           dzia dialogu społecznego. To jest rola władz
a.m.: Chciałabym się z tobą podzielić jeszcze jedną       wiedzieć, i nie umiemy odnaleźć się w procesie      miejskich.
rozterką obywatelską, dotyczącą przestrzeni pu-           partycypacji publicznej?
blicznych miasta. Ta sama rozterka dotyczy zresztą                                                            a.m.: Czy w naszym mieście władze się z tego
wszystkich innych tematów debaty publicznej.              e.ch.: Z tego,co mówisz, wynika, że                 zadania wywiązują?
Mieszkaniec, taki jak ja, biorąc udział w debacie,        większość ludzi nie powinna się w ogóle
dysponuje niewielką wiedzą na temat planowania            odzywać, bo nie są ekspertami. Jednak               e.ch.: Nie.
przestrzennego. Na żadnym etapie edukacji szkol-          w partycypacji chodzi, moim zdaniem,
nej takiej wiedzy mi nie zapewniono. Ludzie mają          raczej o proces niż o gotowy rezultat. Budo-        a.m.: To krótka i radykalna odpowiedź. Mało opty-
prawo do decydowania o przestrzeni publicznej,            wanie wspólnej perspektywy my, złożonej             mistyczna jak na koniec wywiadu. Potraktujmy ją
ale sami czują, że wielu rzeczy o niej nie wiedzą.        z elementów: my-mieszkańcy, my-radni                nie jako zarzut, ale jako diagnozę ważnej potrzeby
Nie wiedzą też, skąd potrzebną wiedzę, konkretną          i my-urzędnicy, to proces bolesny. Czasem           społecznej. Bardzo ci dziękuję za rozmowę.




                                                                   autoportret 2 [37] 2012 | 51

Ja i my w dialogu społecznym. Rozmowa mieszkanki z działaczką - Anna Miodyńska, Ewa Chromniak

  • 1.
    o tw ic nt es cz u e n w ty k A JA i MY w dialogu Aktywne społecznym uczestnictwo Rozmowa mieszkanki z działaczką O  partycypacji trudno mówić w spo- sób neutralny, jej istotą jest bowiem uczestnictwo – i w tym sensie samo podjęcie przez nas tematu może być odczytane jako gest polityczny. Polityczność tę anna miodyńska: Uczestniczę w konsulta- rozumiemy szeroko, w duchu znacznie dawniejszej, cjach społecznych na temat przestrzeni pu- choć wciąż aktualizowanej tradycji: jako zaangażo- blicznych mojego miasta od dekady. Ulubionym wanie w tę sprawę publiczną, którą stanowi publicz- zarzutem mieszkańców wobec urzędników na przestrzeń. Jej kształt nas nieodmiennie dotyka miejskich jest ich niekompetencja oraz/lub brak i dotyczy, decyduje bowiem o tym, kim jesteśmy. decyzyjności w sprawach, w jakich obywatele na debatę przyszli. Kompetencje obywateli debatu- Za właściwą formę tak rozumianego uczestnictwa jących legitymizuje sam fakt mieszkania w mie- w przestrzeni, która nas otacza, uznaliśmy przeka- ście, co nie jest bezzasadne: mieszkanie w bloku zanie głosu osobom i organizacjom angażującym od pięćdziesięciu lat czyni mnie specjalistką od się na co dzień w działania na rzecz partycypacji mieszkania w bloku. Czasem mam jednak wraże- mieszkańców w decyzjach dotyczących zamieszki- nie, że to za mało. Kto jest tym mądrym w deba- wanej przez nich przestrzeni. cie społecznej? Naszym celem nie jest ani udzielanie poparcia, ani ewa chromniak: Widzę tu pewną prawi- krytyczne podważanie ocen i poglądów politycz- dłowość, która dotyczy zarówno organizacji nych wyrażonych przez Autorów artykułów publi- pozarządowych, jak i pojedynczych obywateli. kowanych w tej części numeru. Istotniejsze wydało Utarło się takie powiedzenie: z nami grzecznie nam się stworzenie takiej przestrzeni, w której – my społecznie. Mam prawo do niewiedzy, Czytelnicy „Autoportretu” będą mogli bezpośred- ponieważ robię coś (uczestniczę w konsulta- nio zapoznać się z doświadczeniami i opiniami cjach społecznych) dla dobra ogółu, za darmo. tych, którzy postanowili – często w naszym imieniu Wiele osób wychodzi z założenia (na pewno nie – aktywnie i bezpośrednio włączyć się w proces do końca fałszywego), że skoro tu mieszkam, kształtowania przestrzeni publicznych. wiem wszystko o tym miejscu i jego mieszkań- cach. Rozciąga się więc osobiste doświadczenie Redakcja „Autoportretu” na doświadczenie wspólnoty (na przykład: mieszkańców dzielnicy). Uważam, że jednym z problemów z partycypacją jest fakt, że nie autoportret 2 [37] 2012 | 48
  • 2.
    Działania w ramachprogramu „Autoportret. Debaty” prowadzonego przez Annę Miodyńską. Mieszkańcy Podgórza debatują nad zagospodarowaniem terenu zielonego przy ulicy Lipskiej w Krakowie. potrafimy myśleć w kategoriach MY. Raczej ja który z racji sprawowanej funkcji powinien ma decydować każdy mieszkaniec. Ja najlepiej i moje sprawy. rozumieć, na czym polega demokracja, czułabym się w tym procesie wówczas, gdybym rozumie ją opacznie. Ja, ponieważ jestem była w niego włączona na każdym poziomie a.m.: Czyli moje okno i jedno drzewo, które mi w mniejszości, nie mam prawa dbać o swoje decyzyjności. Gdyby umożliwiono mi udział widok zasłania... interesy. A więc mamy dwie perspektywy re- w tworzeniu strategii rozwoju miasta, znacz- lacji ja–my: z jednej strony ja dbam o swoje nie łatwej byłoby mi myśleć w kategoriach e.ch.: A dzieje się tak dlatego, że nikt nas interesy i nie dostrzegam interesu nas, my o sprawach ulicy czy osiedla. Mówiąc myślenia w kategoriach my nie uczy. Też dla- z drugiej myślenie wyłącznie w kategorii o umożliwieniu udziału, myślę o takiej formie tego, że nie ma takiej przestrzeni, w której my ogranicza, a czasem wręcz unicestwia zaproszenia mnie do współdecydowania, że- możemy w kategoriach my rozmawiać. korzyści pojedynczej osoby. I to jest dylemat bym chciała i umiała z tego prawa skorzystać. demokracji: w jakich sprawach większość Oraz o takim przedstawieniu mi tematu, abym a.m.: A jeśli już myślimy w kategoriach my, to jak ma decydować o mniejszości. umiała dostrzec zarówno interes ja, jak i in- fot.: archiwum mik szerokie powinno ono być? my – mieszkańcy parteru, teres my. Krótko mówiąc: zaletą zapraszania my – mieszkańcy ulicy, czy my – mieszkańcy miasta? a.m.: Jest to bardzo widoczne w debacie spo- mieszkańców do partycypacji na każdym jej łecznej na temat przestrzeni publicznej miasta. poziomie jest to, że mogą oni widzieć wyraź- e.ch.: Kiedyś doświadczyłam tego sama, gdy Czy o konkretnych placach, ulicach i parkach nie zarówno duży obrazek (miasto), jak i mały walczyłam, dosłownie, o progi spowalniają- powinni decydować mieszkańcy fizycznie z tymi (swoje osiedle). ce na mojej ulicy. Wzięłam sprawę w swoje miejscami związani (lokatorzy najbliższych ręce i udałam się w imieniu mieszkańców budynków, ludzie, którzy tam pracują), czy a.m.: Pomówmy o sporze – relacji nieuniknionej mojej kamienicy do radnego dzielnico- mieszkańcy całego miasta? Słowem: jak duże my przy wspólnym decydowaniu. Zdarza się on już wego. Ponieważ taką sprawę stosownemu ma prawo głosu? Kto decyduje o Rynku Głównym na poziomie MY-mieszkańcy jednego mieszkania, urzędowi powinna zgłosić Rada Dzielnicy. w Krakowie? Sąsiedzi? Turyści? Krakowianie? więc cóż dopiero na poziomie MY-mieszkańcy Tam usłyszałam, że przychodzę z własnym A może wszyscy Polacy? miasta. Spór jest nie tylko nieunikniony, ale interesem, droga ta prowadzi bowiem do i niezbędny do wprowadzania zmian. Wydaje mi dużego osiedla i ludzie muszą nią sprawnie e.ch.: Rozwiązania niestety nie mam, ale się, że twórczy spór jest niemożliwy tam, gdzie i szybko dojeżdżać. I że to osiedle ma więcej uważam, że partycypacja w planowaniu prze- decydenci i obywatele mówią różnymi języka- mieszkańców niż moja ulica… Człowiek, strzennym nie oznacza, że w każdej sprawie mi, inaczej rozumieją kluczowe pojęcia debaty autoportret 2 [37] 2012 | 49
  • 3.
    o tw ic nt es cz u e n w ty k A i niewłaściwie odczytują wzajemne intencje. e.ch.: Ja częściej zabieram głos jako organiza- organizacja ma zwykle trochę skuteczniej- Odnoszę wrażenie, że to nie jest konflikt twórczy, cja pozarządowa niż jako obywatelka. Na tym sze niż pojedynczy obywatele narzędzia do o którym pisał Markus Miessen w swojej książce polega moja praca oraz działalność społeczna. prowadzenia dialogu z władzami. Chociaż są The Nightmare of Participation, przenoszący debatę Wypowiadam się w imieniu mojej organiza- oczywiście bardzo kompetentni obywatele publiczną na wyższy poziom. Wydaje się, że cji, ale też często w imieniu szerszego grona i mało kompetentne organizacje pozarządowe. w naszej debacie o mieście nie jest możliwy nawet ngo – Krakowskiego Porozumienia Organiza- Jednym z narzędzi, jakimi mogą posługiwać się dobry konflikt, a co dopiero konsensus. cji Obywatelskich. Nie mogę powiedzieć, że organizacje w dialogu z władzami, są Komisje jesteśmy zawsze i wszędzie poważniej trakto- Dialogu Obywatelskiego. Do powołania takiej e.ch.:To jedna rzecz. Drugą jest nieumiejęt- wani w dyskusji niż pojedynczy, niezrzeszeni komisji w Krakowie potrzeba minimum ośmiu ność prowadzenia debaty. W dobrej debacie obywatele. Ostatnio prowadziłam szkolenie organizacji. Pojedynczy obywatel tego instru- punktem wyjścia jest akceptacja każdego, kto na temat modelu współpracy miasta z organi- mentu nie ma. Jest również „specjalna” Uchwa- ma inne zdanie. zacjami pozarządowymi i tam usłyszałam za- ła o konsultacjach z organizacjami w sprawie rzut, że ngo uzurpują sobie prawo mówienia niektórych polityk samorządowych – to a.m.: Kto kogo powinien nauczyć debatowania? w imieniu obywateli. Więc nie zgodziłabym narzędzie również zarezerwowane dla ngo. Ale się z twoimi spostrzeżeniami, że organizacje już w sprawach przestrzeni, w konsultacjach e.ch.: Gdy nie rozumiemy się nawzajem, po- pozarządowe (czy lepiej może mówić: społecz- planów zagospodarowania przestrzennego trzebny jest moderator, przewodnik, tłumacz. ne) są lepiej traktowane przez urzędników uwaga zgłoszona przez ngo i spostrzeżenie Osoba lub instytucja. Warto do tego wyzwania miejskich niż pojedynczy mieszkańcy. Trzeba pojedynczego mieszkańca mają podobną wagę. podejść systemowo. Być może w tej roli spraw- by zbadać, ile pozytywnie zweryfikowanych dziłyby się organizacje pozarządowe. uwag zgłoszonych zostało przez organiza- Jest też oczywiście aspekt psychologiczny, cje, a ile przez obywateli. Patrząc z punktu potwierdzający twój punkt widzenia. Już sam a.m.: Bywając na różnych spotkaniach, które widzenia Uchwały Rady Miasta o konsulta- fakt, że ludzie się zorganizowali w formal- w intencji organizatorów miały być debatami nad cjach społecznych przy realizacji inwestycji ną strukturę stowarzyszenia, nawet takiego sprawami miasta, obserwuję powtarzający się miejskich – nie ma różnicy między organiza- bez osobowości prawnej, że po drodze na- scenariusz. Z jednej strony urzędnicy miejscy oraz cjami a indywidualnymi osobami, co więcej byli umiejętności dialogowania, wspólnego radni, których zresztą mieszkańcy wrzucają do mieszkańcy mają inicjatywę uruchomienia podejmowania decyzji, procentuje w procesie jednego worka z urzędnikami, tracąc tym samym konsultacji, a organizacje nie. współdecydowania na szerszym forum. Za- potencjalne wsparcie ze strony swoich przedstawi- pewne jest i tak, że urzędnicy współpracujący cieli; po drugiej stronie mentalnej barykady okopują a.m.: No tak, ale ty możesz powiedzieć: występuję z mieszkańcami liczą się bardziej (może nie do się mieszkańcy. Przez pewien czas odbywa się coś w imieniu 50, 100, 500 członków mojej organizacji, końca świadomie) z głosami ngo niż pojedyn- na podobieństwo przeciągania liny – bez szans na a ja wypowiadam się najwyżej w imieniu kilku moich czych osób. dialog. Po chwili z grona mieszkańców wyłania się sąsiadów. Nawet nie wiem, czy mogę ich reprezen- trzeci aktor: organizacja pozarządowa. Jej przedsta- tować… To jednak nie to samo. a.m.: A może ngo jest po prostu bardziej skuteczna? wiciel zabiera głos, używając formalnego języka Determinacja obywatela, nawet bardzo radykalne- przyczyn i skutków, zamiast skarg i pobożnych e.ch.: Możesz założyć komitet. Wystarczy, że go, kiedyś się kończy. A organizacja, dzieląc zadania życzeń padają pomysły i bardzo konkretne pytania. zbierzesz ich podpisy. między swoich członków, może dłużej drążyć I oto obywatele widzą, że po ich stronie walczy ktoś, sprawę. kto używa języka ustaw i kogo urzędnicy traktują a.m.: A jak nie mam podpisów? mniej protekcjonalnie niż ich. NGO-sy wydają się e.ch.: Łatwej też zarzucić partykularyzm bardziej upoważnione niż pojedynczy obywatel e.ch.: To gorzej (śmiech). Chcę tylko powie- i skompromitować roszczenia pojedynczego do wypowiadania się w imieniu zbiorowości, czyli dzieć, że niezależnie od twojego odczucia, obywatela niż całej organizacji. używania komunikatu my. Czy aby mieć wpływ na ngo nie ma żadnych forów. W ustawie o kon- wizerunek i funkcjonowanie miasta, mieszkańcy sultacjach społecznych ngo równa się poje- a.m.: Oprócz mieszkańców, organizacji pozarządo- powinni zapisywać się do organizacji społecznych? dynczy obywatel. Mogę się zgodzić z tobą, że wych, radnych i urzędników na scenie konsultacji autoportret 2 [37] 2012 | 50
  • 4.
    Zespół Biura InicjatywSpołecznych (BIS) , którego prezesem jest Ewa Chromniak społecznych występują także eksperci. Jaka jest ich rola? Czy ekspert może być narzędziem manipulacji zwykłymi obywatelami? e.ch.: Ekspertów na ogół powołuje i włącza do debaty urząd miasta lub gminy. Źle się dzieje, kiedy dochodzi do konfrontacji ekspert– mieszkańcy. W takiej debacie obywatele są na straconej pozycji wobec żonglującego danymi fachowca. Bywa, że eksperta powołuje strona i podstawową – bo nie chodzi o ekspercką – po- wydaje się, że partycypacja bardziej ludziom obywatelska (na przykład Komisja Dialogu zyskać. Do tego dochodzi nieznajomość samego szkodzi niż pomaga. Ale tylko uczestnicząc, Obywatelskiego lub organizacja pozarządo- procesu debaty i narzędzi partycypacji. Może stąd możemy, jako obywatele, czegoś się na- wa). Rola eksperta w debacie jest uzasadnio- ta ułomność naszych debat i konsultacji? uczyć. Bo jak mieszkaniec miałby zdobywać fot.: archiwum bis na, pod warunkiem, że zadbamy o właściwy wiedzę potrzebną mu do współdecydowania kontekst dla jego wypowiedzi. Niewątpliwie e.ch.: Czy należy za ten brak wiedzy winić w sprawach miasta? Chodzić na szkolenia? ma sens debata fachowców reprezentujących obywateli? Przeczytać książkę o architekturze? różne punkty widzenia na dany problem, dotyczący na przykład przestrzeni publicznej. a.m.: A kogo? a.m.: Ale żeby uczestniczących uczyć, potrzeb- Pozwala to uczestnikom debaty lepiej zrozu- ny jest pomysł na element edukacji w debacie mieć złożoność sprawy. Jednak „wystawienie” e.ch.: W ilu szkołach uczniowie ćwiczą społecznej. swojego eksperta wobec grupy nieprzygoto- debatę oksfordzką? W ilu uczy się skuteczne- wanej do dyskusji na poziomie detali ociera go dialogowania? A w ilu można się czegoś e.ch.: Tak! I jeżeli taki pomysł się pojawi, ze się o manipulację. Dotyczy to zarówno grup dowiedzieć o planowaniu przestrzennym? strony obywatela ważna i konieczna będzie obywatelskich, zaskakujących urzędników gotowość do poszerzania swoich kompe- „swoim” ekspertem bez dania im możliwości a.m.: No szkoła nie nauczyła, ale… tencji, a władze miejskie powinny zadbać wcześniejszego zapoznania się z ekspercki- o to, żeby mieszkańców w potrzebną wiedzę mi argumentami, jak i urzędników, którzy e.ch.: Władze miejskie przedstawiają obywa- wyposażyć. Powinno to być traktowane w konfrontacji z mieszkańcami wytaczają jak telom jako przedmiot konsultacji opasłe tomy jako wyrównywanie szans mieszkańców działo na przykład fachowca od planowania dokumentów napisane prawniczym językiem w procesie dialogu z ekspertami i urzędni- przestrzennego lub ekologii. Powinna obowią- – to też nie ułatwia sytuacji. kami. Trzeba mieszkańców w tym procesie zywać zasada: ekspert kontra ekspert. Plus wzmocnić, tak by oprócz wiedzy na temat kultura dialogu, oczywiście! a.m.: Kto jest więc odpowiedzialny za to, że my, przedmiotu debaty poznali również narzę- mieszkańcy, nie wiemy tego, co powinniśmy dzia dialogu społecznego. To jest rola władz a.m.: Chciałabym się z tobą podzielić jeszcze jedną wiedzieć, i nie umiemy odnaleźć się w procesie miejskich. rozterką obywatelską, dotyczącą przestrzeni pu- partycypacji publicznej? blicznych miasta. Ta sama rozterka dotyczy zresztą a.m.: Czy w naszym mieście władze się z tego wszystkich innych tematów debaty publicznej. e.ch.: Z tego,co mówisz, wynika, że zadania wywiązują? Mieszkaniec, taki jak ja, biorąc udział w debacie, większość ludzi nie powinna się w ogóle dysponuje niewielką wiedzą na temat planowania odzywać, bo nie są ekspertami. Jednak e.ch.: Nie. przestrzennego. Na żadnym etapie edukacji szkol- w partycypacji chodzi, moim zdaniem, nej takiej wiedzy mi nie zapewniono. Ludzie mają raczej o proces niż o gotowy rezultat. Budo- a.m.: To krótka i radykalna odpowiedź. Mało opty- prawo do decydowania o przestrzeni publicznej, wanie wspólnej perspektywy my, złożonej mistyczna jak na koniec wywiadu. Potraktujmy ją ale sami czują, że wielu rzeczy o niej nie wiedzą. z elementów: my-mieszkańcy, my-radni nie jako zarzut, ale jako diagnozę ważnej potrzeby Nie wiedzą też, skąd potrzebną wiedzę, konkretną i my-urzędnicy, to proces bolesny. Czasem społecznej. Bardzo ci dziękuję za rozmowę. autoportret 2 [37] 2012 | 51