Niniejsza darmowa publikacja zawiera jedynie fragment
pełnej wersji całej publikacji.
Aby przeczytać ten tytuł w pełnej wersji kliknij tutaj.
Niniejsza publikacja może być kopiowana, oraz dowolnie
rozprowadzana tylko i wyłącznie w formie dostarczonej przez
NetPress Digital Sp. z o.o., operatora sklepu na którym można
nabyć niniejszy tytuł w pełnej wersji. Zabronione są
jakiekolwiek zmiany w zawartości publikacji bez pisemnej zgody
NetPress oraz wydawcy niniejszej publikacji. Zabrania się jej
od-sprzedaży, zgodnie z regulaminem serwisu.
Pełna wersja niniejszej publikacji jest do nabycia w sklepie
internetowym Salon Cyfrowych Publikacji ePartnerzy.com.
Tytuł oryginału angielskiego: The Celts. A Chronolo-
gical History
Redakcja i korekta: Margarita Kardasz
Indeksy: Mariusz Zwoliński
Skład i łamanie:
Projekt okładki: Barbara Ćwik
Na okładce: rewers monety celtyckiej z III/II w.
p.n.e. wybitej przez plemię Bojów, znalezionej w
Nowej Cerekwi, gmina Kietrz, woj. opolskie. Ze
zbiorów Muzeum Śląska Opolskiego w Opolu
Fot. dr Marek Bednarek (Uniwersytet Wrocławski)
Książka ukazała się dzięki wsparciu finansowemu
Ireland Literature Exchange (fundusz tłumaczeń),
Dublin, Irlandia.
www.irelandliterature.com
info@irelandliterature.com
Copyright © Daithi O’Hogain, 2002
This translation of THE CELTS is published by ar-
rangement with The Collins Press.
Copyright © for the Polish translation and edition
Wydawnictwo Akademickie DIALOG, 2009
Podręcznik akademicki dotowany przez Ministra
Nauki i Szkolnictwa Wyższego
ISBN (epub) 978-83-8002-126-6
ISBN (mobi) 978-83-8002-130-3
Wydawnictwo Akademickie DIALOG
00–112 Warszawa, ul. Bagno 3/218
tel./faks: (22) 620 87 03
e-mail: redakcja@wydawnictwodialog.pl
www.wydawnictwodialog.pl
Wydanie elektroniczne, Warszawa 2014
Skład wersji elektronicznej:
Virtualo Sp. z o.o.
4/140
Spis treści
Dedykacja
Przedmowa
Od tłumacza
1. Pochodzenie i kultura Celtów
2. Celtowie w Italii
3. Napór na wschód
4. Celtyberia i Galia Przedalpejska
5. Ogólny chaos i katastrofa
6. Starcia z Rzymianami, Germanami
i Dakami
7. Zniszczenie Galii
8. Zmierzch Celtów
9. Przetrwanie na Zachodzie
10. Świt średniowiecza
Źródła i opracowania
Bibliografia
Ilustracje
Spis map
O wydawnictwie
Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wer-
sji książki.
6/140
Rozdział 1
Pochodzenie i kultura Celtów
Jedynych wskazówek na temat ludów zam-
ieszkujących Europę kilka tysięcy lat temu
i trybu ich życia dostarczają nam źródła ar-
cheologiczne. U schyłku epoki kamiennej –
pod koniec III tysiąclecia p.n.e. – rozległe ob-
szary kontynentu europejskiego były zasied-
lone przez rozmaite grupy ludności, niewąt-
pliwie reprezentujące całą gamę języków
i kultur. Istotny wpływ na rozmieszczenie
tych społeczności i kurczenie się zasięgu ich
zamieszkiwania wywierały kolejne, napływa-
jące ze wschodu fale ludów, wśród których za
najważniejsze należy niewątpliwie uznać
grupy mówiące dialektami określonymi
później przez naukowców mianem „ind-
oeuropejskich” – to znaczy dialektami pra-
języka, który ukształtował się gdzieś w połud-
niowej części pogranicza Europy i Azji, skąd
potem rozprzestrzeniał się na wschód i połud-
niowy wschód w głąb Azji oraz na zachód
w głąb Europy.
Na najwyższym poziomie rozwoju wśród
owych ludów znajdowali się twórcy imperium
hetyckiego w Azji Mniejszej oraz cywilizacji
minojsko-mykeńskiej regionu Morza
Egejskiego, z której wyrosła kultura grecka.
Z tych dwóch ośrodków rozprzestrzeniło się
stopniowo na całą Europę użycie brązu,
a kiedy pod koniec II tysiąclecia p.n.e. potęga
obu wymienionych kultur podupadała, to –
jak ukazują źródła archeologiczne – doszło do
wzrostu zamożności i znaczenia nowych,
różnorodnych grup napływających w inne re-
jony kontynentu. Nowo przybyli także posłu-
giwali się dialektami języka ind-
oeuropejskiego, które z czasem rozwinęły się
8/140
w osobne języki, takie jak: dacki i tracki na
zachód od Morza Czarnego, słowiański
i bałtycki na północnym wschodzie, ger-
mański w pobliżu Morza Północnego, a italski
i iliryjski nad Morzem Śródziemnym
i Adriatykiem. Wszystkie te grupy osiedlały
się wśród społeczności tubylczych i – chociaż
mniej od nich liczne – stopniowo pod-
porządkowywały je i poddawały swoim
wpływom.
Początki
Jedną z owych wcześniejszych społeczności
był – według terminologii archeologicznej –
lud kultury kurhanów, zamieszkujący obszary
położone bezpośrednio na północ od Alp,
który swą nazwę zawdzięcza imponującym
kopcom wznoszonym nad pochówkami przy-
wódców. Bardziej na północ rozległe tereny
zajmował lud kultury pól popielnicowych,
który poddawał zwłoki zmarłych ciałopaleniu;
9/140
z kolei spopielone szczątki umieszczano w ur-
nach (popielnicach) i dokonywano
pochówków na płaskich cmentarzyskach.
Zasięg występowania tej kultury wykazywał
korelację ze zjawiskiem przemieszczania się
grup ludności ze wschodu w centralne rejony
kontynentu europejskiego, a stąd – na połud-
nie i wschód. Wydaje się, że migracje były
w rzeczywistości tożsame z rozprzestrzeni-
aniem się dialektów indoeuropejskich, toteż
mamy mocne przesłanki, by stwierdzić, że ty-
mi właśnie dialektami posługiwały się na-
jbardziej wpływowe grupy spośród ludów pól
popielnicowych.
Około roku 1000 p.n.e. kultury kurhanów
i pól popielnicowych zetknęły się na obszarze
naddunajskim, doprowadzając do powstania
silnych grup lokalnych społeczności w całym
regionie. Szczególnie potężny amalgamat tego
rodzaju – mówiący dialektem ind-
oeuropejskim, który możemy określić jako
protoceltycki – zajął wkrótce czołowe miejsce
10/140
w zachodniej części owego obszaru. Tworząca
go społeczność zdobyła niewątpliwie tę
pozycję dzięki przewadze militarnej, a jest
mało prawdopodobne, by początkowo prze-
ważała liczebnie wśród ludności centralnej
Europy. Liczba broni, zwłaszcza mieczy, jakie
znajdowały się w wyposażeniu grobowym
zmarłych, świadczy, że pierwotni Celtowie
byli ludem wojowniczym. Ta cecha prawdo-
podobnie wyjaśnia też pochodzenie ich
nazwy. Badania językoznawstwa porównaw-
czego wskazują, że określenie „Celt” wywodzi
się z indoeuropejskiego rdzenia *kel (co zn-
aczy ‘uderzać’). Autor grecki Pauzaniasz –
w rzeczywistości cytując Hieronima z Kardii
(żyjącego w IV w. p.n.e.) – pisze: „Oni sami
z dawien dawna nazywali siebie Celtami i tak
przez innych byli nazywani”
1
.
Możemy więc powiedzieć, że termin
„Celtowie” w swym podstawowym rozumi-
eniu oznaczał: „wojownicy”, i prawdopodob-
nie był używany przez samych Celtów dla
11/140
wychwalania ich sukcesów, czyli podbojów
i rozszerzania panowania nad innymi ludami.
Sukcesy te były w dużej mierze wynikiem
powszechnego posługiwania się końmi, dzięki
którym Celtowie uzyskali wyraźną przewagę
nad konkurentami zarówno w handlu, jak
i w walce. W VIII i VII w. p.n.e. ekspansja
grup celtyckich ogarnęła terytoria znacznie
większe niż obszar ich pierwotnej ojczyzny.
Jedne grupy zajmowały coraz dalsze ziemie
dzisiejszych południowych Niemiec i zachod-
niej Austrii; inne zaś przenikały na obecne
pogranicze szwajcarsko-francuskie. Kiedy
tylko osiedliły się na jakimś obszarze,
bezzwłocznie przystępowały do zdobycia tam
mocnej i trwałej pozycji. O tym, jakie zn-
aczenie Celtowie przykładali do spraw milit-
arnych, świadczy na przykład duża liczba
wznoszonych i posiadanych przez nich
grodów. Służyły one raczej sprawowaniu
władzy nad miejscowymi poddanymi niż
12/140
zabezpieczeniu się przed atakami obcych grup
wędrujących w poszukiwaniu łupu.
Wiedzę o niektórych zachowaniach wczes-
nych Celtów możemy uzyskać na podstawie
ich pochówków. Występowanie w nich
brązowych mieczy – obok wykonanych
również z brązu urn – oznacza, że mamy do
czynienia z pochówkami naczelników i świad-
czy o ich ambicjach jako wojowników; nato-
miast szczątki czterokołowych wozów oraz
wspaniałe wyroby garncarskie dowodzą istni-
enia wierzeń w podróż do świata zmarłych.
Takie wyposażeniae jest doskonale
reprezentowane w grobowcu w Hart an der
Alz w Górnej Bawarii, datowanym na X w.
p.n.e. Wkrótce powszechne stały się pochówki
szkieletowe przykryte wielkimi kurhanami,
w których grzebano najpotężniejszych moż-
nych; z kolei w VIII w. p.n.e. zaczęła pojawiać
się broń z żelaza.
Najsłynniejsze pochówki celtyckie zostały
odkryte w położonej nad jeziorem
13/140
miejscowości Hallstatt, na południowy zachód
od dzisiejszego Salzburga w Austrii. W efekcie
rozwinięcia na wielką skalę górnictwa soli
Hallstatt stał się najważniejszym centrum
handlowym na północ od Alp. W rezultacie
osiągniętej zamożności doszło do uzyskania
przezeń siły politycznej i wpływów kulturow-
ych. Ich przejawem był fakt, że w VII i VI w.
p.n.e. pochówki typu halsztackiego stały się
typowe na obszarze południowych Niemiec
i zachodnich Czech. Ciało (nie poddane
spaleniu) składano na wozie, często wewnątrz
specjalnie skonstruowanej drewnianej komory
grobowej. Zmarłego przywódcę wyposażano
w żelazne miecze i włócznie, a także w
naczynia, noże oraz pieczeń wołową
i wieprzową, co świadczy, iż wierzono, że na
tamtym świecie zmarły będzie kontynuował
ucztę, podobną do ziemskiej. Istnieją rzeczy-
wiście przesłanki wskazujące, że stypa przy
kurhanie stanowiła część ceremonii pogrze-
bowej naczelnika.
14/140
O rosnącej centralizacji władzy w rękach
silnych grup krewniaczych świadczą ów-
czesne zbiorowe pochówki w kurhanach.
Zawierały one wyszukane wyposażenie
grobowe, w tym ozdoby kobiece. Odzwier-
ciedlając zhierarchizowaną strukturę
społeczeństwa, kurhany wielkich przywódców
wczesnoceltyckich
2
były często otoczone
grobami wojowników – każdego z nich chow-
ano wraz z jego długim mieczem. Gdy
mówimy o początkach kultury celtyckiej,
możemy polegać wyłącznie na źródłach ar-
cheologicznych. Jednak jest dla nas oczy-
wiste, iż władza owych wodzów rozciągała się
wzdłuż doliny górnego Dunaju od zakola
Renu poprzez Szwabię, Bawarię, północną
Austrię aż do Czech. Początkowo dominującą
pozycję zajmowali wschodni Celtowie,
a liczne wielkie grody świadczyły o ich sile
w całym regionie. Były to m.in.: Heuneburg
(na południe od dzisiejszego Hundersingen
w Szwabii), Hohenasperg (na południe od
15/140
dzisiejszego Stuttgartu) i kilka innych
o porównywalnym znaczeniu w Szwajcarii.
Środek ciężkości świata celtyckiego prze-
suwał się stopniowo ze wschodu na zachód,
a moment kulminacyjny tego procesu nastąpił
mniej więcej sto lat później – Herodot mógł
wówczas wspomnieć o regionie, w którym
znajdują się źródła Dunaju, jako o „kraju
Celtów”. To przesunięcie stanowiło w dużej
mierze następstwo faktu, że oto w jednej
części Europy obszar otwarty na ambitne dzi-
ałania kurczył się, a w drugiej – rozszerzał.
W wyniku wzrostu potęgi Scytów duże grupy
Daków i Traków zostały wyparte na równiny
węgierskie; z kolei ponowne umacnianie się
pozycji Greków i Macedończyków zmusiło
Ilirów do przeciwstawienia się za wszelką
cenę naporowi Celtów. Toteż w praktyce
nadzieje na ekspansję na wschód stały się dla
Celtów znacznie mniej realne aniżeli perspek-
tywy ekspansji w kierunku Zachodniej
Europy, gdzie ziemie były bronione znacznie
16/140
słabiej. Zamieszkiwały je różne grupy ind-
oeuropejskie, które osiedliły się tu nieco
wcześniej, a także ludy przedindoeuropejskie
osiadłe tam od bardzo dawna.
Drugim ważnym czynnikiem był rozwój
szlaków handlowych na zachodzie. Przed-
mioty znajdowane w miejscach pochówków
dostarczają nam dowodów na wzrost importu
prestiżowych dóbr pochodzących z obszaru
kultur śródziemnomorskich. Bardzo pożądana
przez Celtów była broń z brązu, a także greck-
ie hełmy i nagolenniki. W większości impor-
towano je za pośrednictwem kolonii greckiej
w Massalii (dziś Marsylia), założonej około
630 r. p.n.e., czyli jeszcze przed przybyciem
Celtów na sąsiednie obszary. Od Mas-
salijczyków nabywano też wyszukaną
ceramikę, jak również wysokiej jakości
dzbany z dzióbkami i inne wyroby z brązu
pochodzące od Etrusków z Italii. Oprócz
wymienionych przedmiotów, najważniejszym
towarem importowanym było wino, pite
17/140
podczas uczt przez arystokrację. Kwitła wymi-
ana handlowa przez przełęcze alpejskie; ze
swej strony Celtowie oferowali bydło,
niewolników i niewątpliwie także złoto – łat-
wo dostępne (dla najpotężniejszych rodów),
uzyskiwane z aluwialnych złóż nad brzegami
Renu, Dunaju i Otavy
3
.
Ekspansja na szerszą skalę
Głód ziemi i rywalizacja doprowadziły do
przemieszczeń potężnych grup Celtów na ich
zachodniej flance. Jednym z najważniejszych
zjawisk tego typu stała się migracja
w kierunku północno-zachodnim – wzdłuż
Renu – grupy ludności lub konglomeratu
grup, które mniej więcej na początku VII w.
p.n.e. zajęły oba brzegi tej rzeki w rejonie ujś-
cia Mozeli. Nowi przybysze byli dość silni,
aby zdominować ludność tubylczą – część
wypierając, część asymilując.
18/140
Migracja ta była równoznaczna z rozszerz-
aniem zasięgu starej kultury halsztackiej,
a uczestniczący w wędrówce Celtowie poddali
swej kontroli pokaźny obszar rozciągający się
od Renu prawie do Sekwany. Kierowała nimi
pewna liczba dominujących rodów, które –
o czym świadczą ich rozbudowane domostwa
i miejsca pochówku – dużo zainwestowały
w swój prestiż i status zdobywców. W pew-
nych okolicznościach otaczały one
szczególnym splendorem niektóre na-
jważniejsze osoby ze swej warstwy, zarówno
kobiety, jak i mężczyzn, co widać na
przykładzie zwłaszcza interesującego
pochówku, datowanego na sam koniec VI w.
p.n.e., znajdującego się na zachodnim skraju
terytorium zajętego przez tę grupę Celtów,
w Vix koło Châtillon-sur-Seine w Burgundii.
Był to pochówek kobiety mającej około 35 lat,
być może kapłanki, wewnątrz dużego kur-
hanu. Ciało zmarłej złożono na wozie pogrze-
bowym; na głowie miała złoty diadem.
19/140
Zmarłą wyposażono też w brązowe naczynia
pochodzenia greckiego z rytymi zdobieniami,
jak również w bransolety i brosze.
Bardziej na południe, poczynając od VII w.
p.n.e., inne ekspansywne grupy celtyckie
napierały w kierunku południowo-zachodnim,
przez Rodan, i weszły w kontakt z osiadłymi
tam Ligurami – grupą etniczną należącą do it-
alskiej gałęzi ludów indoeuropejskich.
Znaleziska archeologiczne związane z Lig-
urami przypominają pod wieloma względami
przedmioty należące do dawnej kultury pól
popielnicowych. Nowo przybyli, zagarniając
ziemie Ligurów i niewątpliwie asymilując
dużą część tego ludu, rozprzestrzenili się na
rozległym obszarze dzisiejszej wschodniej
i środkowej Francji. Szczególnie silna grupa –
przodkowie Kubiów (Cubi) – zajęła ziemie
między Rodanem a Loarą, w dzisiejszej fran-
cuskiej krainie Berry. Inne grupy przekroczyły
Rodan bardziej na południe i spychały plemi-
ona liguryjskie ku Morzu Śródziemnemu.
20/140
Główną rolę wśród przybywających na tamte
ziemie odgrywali przodkowie Arwernów
(Arverni ‘zwierzchnicy’), którzy zdominowali
mniejsze grupy przybyszów w całym regionie
rozciągającym się na zachód aż do rzeki
Garonny.
Na wczesnym etapie – być może mniej
więcej w tym samym czasie – część Ligurów
przekroczyła Pireneje i zmieszała się z tubyl-
czą ludnością północno-zachodniej Hiszpanii.
Celtowie zaś, posuwając się przez terytoria
liguryjskie, dotarli aż do Riwiery, gdzie
przemieszali się z Ligurami. W wyniku tego
procesu ukształtowały się plemiona znane
później pod nazwami celtyckimi, takie jak
Kawarowie (Cavari ‘olbrzymi’) i Salluwiowie
(Salluvii ‘mieszkańcy wybrzeży’). Być może
niektórzy Celtowie przekroczyli w tym czasie
Pireneje, ale jeśli tak się stało, to zapewne
znaleźli się tam w liguryjskiej strefie
wpływów.
21/140
Tymczasem ważne przemiany zachodziły
wśród Celtów mieszkających w rejonie źródeł
Dunaju. Dostępne od IX w. p.n.e. lub nawet
wcześniej żelazo oraz zastosowanie go na
coraz większą skalę do wytwarzania broni za-
pewniły jego posiadaczom wyraźną przewagę.
Uważa się, że plemiona germańskie na
północy zapożyczyły słowo oznaczające
„żelazo” z celtyckiego *isarnon (‘twardy met-
al’). Między Alpami a Dunajem powstały duże
ośrodki hutnictwa żelaza, wytwarzające –
oprócz broni – różnorodne narzędzia, które
z kolei znacznie zwiększyły techniczne możli-
wości wytwórców. Zwiększyło się również za-
stosowanie złota i srebra do wyrobu ozdób.
Dzięki przyswajaniu przez Celtów wiedzy od
innych ludów oraz pojawieniu się rodzimych,
celtyckich mistrzów i warsztatów kowalskich,
mogła – począwszy od VI w. p.n.e. –pojawić
się cała gama nowych wzorów przedmiotów
tak użytkowych, jak dekoracyjnych. Był to tak
zwany okres lateński, który nazwę zawdzięcza
22/140
odkryciu wielkiego zespołu takich wyrobów
w miejscowości La Tène położonej nad jezior-
em Neuchâtel w zachodniej Szwajcarii.
Wzrost zamożności i efektywności stały się
cechami charakteryzującymi społeczeństwo
kultury lateńskiej. Jego osiągnięcia cywiliza-
cyjne przyczyniały się nie tylko do pod-
noszenia prestiżu tej społeczności, ale także
miały wpływ na możliwości w zakresie
polityki i walki. Na przykład, o ile zwykłe
wozy czterokołowe znajdowały się od dawna
w powszechnym użyciu, to teraz specjalne
wozy o zastosowaniu ceremonialnym były
bogato dekorowane z wykorzystaniem (na
coraz większą skalę) elementów z brązu
i żelaza. Z kolei, aby ułatwić podróż i trans-
port, do kół wozów mocowano żelazne
obręcze i ostatecznie doszło do wykształcenia
szybkich, dwukołowych rydwanów używa-
nych w walce. Taki rodzaj rydwanów, za-
pewne wzorowany na pojazdach używanych
przez Etrusków z północno-zachodniej Italii,
23/140
stopniowo zastąpił w pochówkach naczel-
ników wozy starszego typu i dowodzi zn-
aczenia, jakie nowe pojazdy miały dla nowej
przywódczej elity.
Naczelnicy ludności lateńskiej byli związani
z regionem położonym wokół źródeł Renu
i Dunaju sięgającym aż do Alp. W sposób
szczególny wzbogacili się, sprawując kontrolę
nad szlakami wodnymi i dzięki temu – nad
handlem. Z tego regionu ich władza rozszerz-
ała się w sposób bezpośredni w wyniku
ulepszeń w technice walki, a także pośredni –
w następstwie ich autorytetu i wpływów kul-
turowych. Z dominującą pozycją kultury
lateńskiej wiąże się przypuszczalnie
pochodzenie pewnej ważnej innowacji, do
jakiej doszło w mówionym języku celtyckim –
było nią zastąpienie w wymowie
bezdźwięcznego, labiowelarnego ku przez
dwuwargową spółgłoskę zwarto-wybuchową
p. W wyniku procesu rozszerzania się wpły-
wów wyżej rozwiniętych Celtów lateńskich,
24/140
taka wymowa mogła być traktowana jako
modna i przyjmowana na coraz większych ob-
szarach. Starsza wymowa, jak zobaczymy,
zachowała się w formie welarnej spółgłoski
zwarto-wybuchowej k wśród tych grup
Celtów, które nie dostały się pod bezpośredni
wpływ ekspandującej kultury lateńskiej.
Władza i rywalizacja
Układ sił między poszczególnymi królami
i wodzami ulegał niewątpliwie – w war-
unkach ciągłej rywalizacji między nimi – roz-
maitym wahaniom; „księstwa” halsztackie
stały się jednak zbyt ociężałe, a ich arys-
tokratycznym rodom, które już zasmakowały
w zbytku, brakowało umiejętności, by prze-
ciwstawić się poważnej presji z zewnątrz. Jak
wskazują dane archeologiczne, na początku V
w. p.n.e. na zachód od Renu doszło do zer-
wania ciągłości kulturowej, co świadczy
o tym, że w tym regionie zastąpienie
25/140
„księstw” halsztackich przez przybyszów
lateńskich dokonało się w znacznej mierze
drogą podboju militarnego. Tego typu zdar-
zenia wystąpiły nie tylko na obszarze nad-
reńskim, ale także na pewnym odcinku
w kierunku wschodnim wzdłuż Dunaju, gdyż
to właśnie grupy ludności lateńskiej lub
grupy, w których ludność ta stanowiła ele-
ment dominujący, podejmowały wielkie mi-
gracje trwające od VI w. p.n.e. I tak wielka
twierdza w Heuneburgu górująca nad Dun-
ajem była w drugiej połowie V w. p.n.e.
wielokrotnie niszczona przez pożary.
Późniejsi autorzy łacińscy przekazali nam
opis zdarzenia, którego pierwowzór musiał
należeć do tradycji przechowywanej przez sa-
mych Celtów. Według Liwiusza dwaj przedsię-
biorczy książęta, bracia Belowezus
i Segowezus, nieposiadający własnych
królestw, zostali wysłani „do innych siedzib,
które bogowie wskażą przez wróżby”. Można
na tej podstawie przypuszczać, że Celtowie
26/140
traktowali podejmowanie na wielką skalę mi-
gracji jako akt rytualny. Znaczenie imienia
Belowezus to ‘znający się na zabijaniu’
(‘umiejący zabijać’), a Segowezus – ‘znający
się na zwyciężaniu’ (‘umiejący zwyciężać’).
Być może obaj w rzeczywistości nie byli
postaciami historycznymi, to jednak takie
prestiżowe tytuły świadczyły o trwaniu
mitycznej pamięci o wielkich przywódcach.
„Los – jak czytamy u Liwiusza – wyznaczył
Segowezusowi Las Hercyński, Belowezusowi
zaś dali bogowie o wiele lepszą drogę – do
Italii”. Innymi słowy, bogowie woleli, aby
Segowezus wyruszył ze swoimi zwolennikami
w kierunku środkowej Europy, a bardziej
obiecującą perspektywę doliny Padu przezn-
aczono Belowezusowi. Z takiego legendarnego
przekazu nie sposób uzyskać wielu ważnych
szczegółów. Prawdziwie jednak brzmi stwier-
dzenie, że wysyłając obu „młodzieńców
rzutkich”, zezwolono im, iż: „mogą wziąć tyle
ludzi, ile zechcą”, a to w tym celu, „żeby jakiś
27/140
lud nie stawił im jako przybyszom oporu”
4
.
Gwałtowny przyrost ludności mógł
przyspieszyć decyzję ambitnych młodych
ludzi, by wyruszyć z rodzinnych okolic
i znaleźć dla siebie nowe przeznaczenie.
W rzeczywistości migracje – zmitologizowane
w osobach Belowezusa i Segowezusa – musi-
ały zacząć się w VI w. p.n.e. i trwały dobrze
ponad sto lat.
W tych długotrwałych migracjach uczest-
niczyły potężne grupy ludności roz-
przestrzeniające się promieniście we wszys-
tkich kierunkach z ojczyzny położonej na
północ od Alp. Tradycja mówiąca
o Belowezusie, który udaje się do Italii,
stanowiła zapewne echo przekazu o tym, jak
to pewne grupy zaryzykowały wędrówkę na
południe, przekroczyły Alpy przez Przełęcz
Świętego Gotharda i Przełęcz Świętego Bern-
arda, po czym zdominowały kulturę
Golasecca nad rzeką Addą
5
. Pojawiające się
wówczas inskrypcje z tego obszaru zostały
28/140
napisane dialektem języka celtyckiego,
określanym jako lepontyjski. Niewiele one
mówią na temat kultury lepontyjskiej, ale
pokazują przechodzenie dawnego labiow-
elarnego ku w p, świadcząc w ten sposób, że
na północ od Alp przekształcenia językowe
następowały już powszechnie. Na początku
V w. p.n.e. Etruskowie podporządkowali sobie
mieszaną ludność celtycką i kultury
Golasecca, ale jeszcze przez wiele stuleci
rozbrzmiewał na tym obszarze dialekt
lepontyjski.
Najważniejszymi spośród wszystkich mi-
gracji, które zostały podjęte przez ludność
lateńską, były te skierowane na północ –
wzdłuż wschodniego brzegu Renu, tym
samym szlakiem, jaki wiek wcześniej obrali
ich halsztaccy poprzednicy. Teraz nowi i no-
wocześni przybysze z doliny naddunajskiej
skręcili na zachód i przekroczyli Ren
w połowie jego biegu, obeszli Wogezy od
północy i wkrótce opanowali rozległe połacie
29/140
kraju. Zapewne po drodze zabrali ze sobą
dużą część ludności znad środkowego Renu,
w wyniku czego doszło do przemieszczenia
stamtąd części wcześniejszej społeczności
celtyckiej oraz do powstania rozległych
ośrodków osadniczych nad Mozelą i Marną.
Kontrolując szlaki wodne łączące północno-
zachodnie obrzeża Europy z bogatym połud-
niem, lateńscy przybysze czerpali duże zyski
z handlu, dzięki czemu wzrosło ich znaczenie
i wpływy w całym celtyckim świecie.
W ten sposób wcześniejsi osadnicy celtyccy
– w których języku bez wątpienia nadal istni-
ała labiowelarna głoska ku – zostali z tego ob-
szaru w większości wyparci. Część z nich
zepchnięto na zachód – a mianowicie przede
wszystkim Senonów (Senones), których nazwa
może oznaczać albo ‘dawnych mieszkańców’,
albo ‘czcicieli Senosa’, czyli ‘starego’, to jest
boga-przodka. Większość Senonów stworzyła
swój nowy rejon osadniczy nad brzegiem
rzeki Yonne, gdzie ich ośrodkiem zostało
30/140
Agendincum (dziś Sens); wielu Senonów
podzieliło się jednak na mniejsze grupy i roz-
sypało po różnych częściach Galii. Pokrewna
grupa, *Quariti (później znani jako Paryzjow-
ie, Parisii), których nazwa oznaczała
‘skuteczni’ albo czciciele ‘skutecznego’ bóst-
wa, została wypchnięta na północ wzdłuż Sek-
wany, nad którą ostatecznie założyła swój
ośrodek, Lutecję (dziś Paryż).
Inni zostali wyparci na południowy wschód
– jak Sekwanowie (Sequani, których miano
pochodziło od nazwy rzeki Sekwany), a także
pokrewni im Helwetowie (Helvetii ‘posiadacze
niemałych ziem’), którzy przez kilka pokoleń
pozostali na ziemiach dzisiejszej Alzacji, zan-
im ponownie przekroczyli Ren już długo po
wygaśnięciu wielkich migracji Celtów. Wszys-
tkie te plemiona zostały oczywiście z czasem
zasymilowane przez społeczności reprezen-
tujące wyższą kulturę lateńską, ale w zwycza-
jach pogrzebowych Sekwanów i Helwetów
zachowały się pewne cechy charakterystyczne
31/140
dla starszego typu halsztackiego, jak np.
pochówki w pojedynczych kurhanach, a nie
na nowszych cmentarzyskach. Z kolei ci
spośród starszej warstwy Celtów, którzy
znaleźli się na północy, musieli szukać now-
ych terytoriów, toteż zaczęli rozprzestrzeniać
się na zachód i w stronę kanału La Manche.
Pochodzić od nich będą prawdopodobnie
między innymi Aulerkowie (Aulerci ‘wyg-
nańcy’), których nazwa mogła odzwierciedlać
fakt usunięcia ich z pierwotnych siedzib. Echo
rozproszenia stanowiły też nazwy odłamów
Aulerków, czyli: Cenomanowie (Cenomani
‘przesunięci daleko’), Sagiowie (Sagii ‘szuka-
jący’) i Diablintowie (Diablintes
‘niezmordowani’).
Migracja zaś, którą w legendzie przypisano
Segowezusowi, musiała w rzeczywistości
wydarzyć się kilka pokoleń później niż po-
zostałe. W VI w. p.n.e. siła Celtów na
wschodzie słabła, toteż pod pojęciem migracji
Segowezusa mogła przetrwać pamięć
32/140
o różnych wydarzeniach, takich jak np. napór
Celtów znad górnego Dunaju w celu ko-
lonizowania tamtejszych obszarów dla włas-
nych potrzeb. Ruchom tym przewodziły grupy
znane później jako Bojowie (Bogii lub Boii
‘atakujący’), które przedarły się na tereny
kontrolowane przez starsze, halsztackie
„księstwa” w Czechach i ustanowiły swoją su-
premację zarówno nad grupami typu
halsztackiego, jak i nieceltyckimi. Inne plemi-
ona, wspierane przez Bojów, zagarnęły duże
obszary na północny wschód od Alp należące
do Retów – ludu pokrewnego Wenetom
(należącym do północnych Italików).
Skutkiem rozprzestrzeniania się osadnictwa
Celtów lateńskich, obejmującego coraz szer-
szy region i zbliżającego się do nizin węgier-
skich, stanie się ich zetknięcie się z kolejnymi
tubylczymi ludami zamieszkującymi obszary
na wschód od Alp, z plemionami iliryjskimi,
takimi jak Dardanowie i Panonowie,
33/140
a wreszcie – gdy Celtowie zbliżą się do Karpat
– z Dakami.
Królewskość Ambikatusa
W odniesieniu do Celtów, zwłaszcza tych na
wschodzie, autorzy klasyczni używali
niekiedy nazwy „Galatowie” (Galatae). Był to
rodzimy termin celtycki oznaczający wo-
jowników, którego rdzeń stanowiło słowo gal-
(‘umiejętność’ lub ‘waleczność’). Rzymianie
woleli posługiwać się inną wersją tej nazwy:
„Galowie” (Galli) – i taka potoczna forma była
stosowana coraz szerzej.
Określenia „Galowie” używano powszech-
nie wobec plemion celtyckich zamieszkują-
cych tereny dzisiejszej Francji i ziem sąsied-
nich, toteż ten ogromny obszar stał się znany
w języku łacińskim jako Gallia
6
. Początkowo
najpotężniejszymi pośród Galów byli osadnicy
lateńscy nad Mozelą i nad Marną, przy czym
środek ciężkości stopniowo przesuwał się ku
34/140
grupie zamieszkującej nad Marną. Kultura os-
adników nadmozelskich, która rozkwitła w re-
jonie ujścia tej rzeki do Renu, w końcu V w.
p.n.e. znajdowała się już w stanie regresu.
A niedługo potem większość ich terytorium
została zajęta przez Belgów (Belgae) – inny
lud celtycki, również owładnięty przez
ambicje oraz ducha przygody i prowadzący
ekspansję na północ.
Belgowie pochodzili, wedle wszelkiego
prawdopodobieństwa, z centralnej części dzis-
iejszych Niemiec, z okolic rzek Tauber i Men.
Wydaje się, że zalążkiem tego ludu były reli-
gijne związki wojowników, jakie powstały
w próżni wytworzonej przez osłabnięcie
starych „księstw” halsztackich. Nazwa „Bel-
gowie” oznaczała: ‘wściekli’ albo ‘szaleni’
i wszystko wskazuje na to, że pierwszym
członkom tej grupy mniej zależało na stabiliz-
acji, a bardziej na przygodzie. Niektórzy
spośród stojących na czele wojowników mogli
być potomkami miejscowych peryferyjnych
35/140
naczelników halsztackich – młodymi ludźmi
bez dziedzictwa zapewniającego im utrzy-
manie, ale przekonanymi o swych bojowych
umiejętnościach. Kultura Belgów – grupy
dopiero rozwijającej się – była prymity-
wniejsza od kultury ich celtyckich kuzynów;
na przykład Belgowie nie grzebali ciał swych
zmarłych we wspaniałych grobowcach
przykrytych kurhanami, ale praktykowali
ciałopalenie i składanie popiołów w urnach.
Stopniowo jednak przyswajali sobie dialekt
i obyczaje bardziej wpływowych sąsiadów.
Jest bardzo prawdopodobne, że Belgowie byli
stowarzyszeni, a może nawet spokrewnieni,
z wielkim plemieniem Wolków (Volcae), zam-
ieszkującym Bawarię i sąsiednie ziemie połud-
niowych Niemiec.
Celtowie nadmozelscy utracili swe ziemie
na rzecz Belgów, ale część ich potomków
zachowała tożsamość i odrębność plemienną.
Najważniejszą wśród nich pozycję zajmowali
36/140
Mediomatrykowie (Mediomatrici), których
nazwa ‘między matkami’ odnosiła się do
tamtejszych rzek i ich bogiń. Stolicą plemi-
enia było Divodurum (‘boska twierdza’, dziś
Metz), a drugim ważnym miastem –
Verodunum (dziś Verdun) nad Mozą. Kilka in-
nych grup potomków Celtów nadmozelskich
przetrwało na ziemiach położonych dalej
w głąb terytorium opanowanego przez Bel-
gów, po obu stronach rzeki Sambry i w lasach
Ardenów; pochodzili od nich chyba Trew-
erowie (Treveri), Ceutronowie (Ceutrones)
i Eburonowie (Eburones).
Bardziej stabilne okazały się struktury
społeczne Celtów nad Marną. Tamtejsi osad-
nicy, być może wzmocnieni przez niektórych
Celtów nadmozelskich ocalałych po za-
łamaniu się ich kultury, stopniowo uzyskali
dominującą pozycję w całym regionie, na co
jednoznacznie wskazuje ich potężne oppidum
Latisco, położone na górze Lassois u źródeł
Sekwany. Wiele spośród plemion z tamtego
37/140
regionu musiało pochodzić od lateńskich
przybyszów, a tak naprawdę – od ich rodów
przywódczych. Nazwy tych plemion znamy
dopiero z czasów o kilkaset lat późniejszych.
Byli to przede wszystkim Lingonowie
i Eduowie. Lingonowie (Lingones ‘skoczkowie’
lub ‘energiczni’) pozostali nad Marną, a ich
ośrodek stał się zalążkiem dzisiejszego Lan-
gres. Eduowie wywodzili swą nazwę od imi-
enia Aedosa – ‘płomiennego’ (określenie
przodka lub bóstwa solarnego). Byli na tym
obszarze grupą najpotężniejszą i rozszerzali
swą supremację w kierunku południowo-
zachodnim. Ich głównym ośrodkiem było
wielkie, położone na wzgórzu oppidum
Bibrakte (Bibracte ‘miejsce bobrów’, obecnie
identyfikowane z górą Beuvray na zachód od
Autun).
Dominacja wodzów znad Marny nie trwała
jednak dłużej niż parę pokoleń. Inni Celtowie,
którzy niegdyś osiedlili się za Loarą, również
przyswajali kulturę lateńską, a ich siła oraz
38/140
wpływy rosły. Należy tu przede wszystkim
wymienić Kubiów, którzy utworzyli potężny
ośrodek Awarykum (Avaricum, dziś Bourges).
Tradycja przypisała awans tej grupy talentom
przywódczym ich wielkiego króla Am-
bikatusa. Jego autorytet był tak duży, że
w tradycyjnym legendarnym przekazie stał się
on archetypem władcy odnoszącego sukcesy,
bogatego i odważnego, którego panowaniu
błogosławiły niezwykle obfite zbiory. W tym
stwierdzeniu odbija się echem dawna wiara
Celtów, że dobrobyt towarzyszy władzy tego
króla, który ucieleśnia rytualną właściwość
„prawdy”.
Operując bardziej realistycznymi termin-
ami: imię Ambikatus oznaczało tego, „który
zmienia losy bitew”, i wskazywało, jak
skutecznie bronił on spraw i interesów swego
plemienia. Kubiowie (‘zwycięzcy’) rozszerzali
swe terytorium plemienne, aż objęli całą
środkową Galię między rzekami Loarą i Vi-
enne. Szczególne dobro tego obszaru
39/140
stanowiły m.in. wyjątkowo bogate złoża rudy
żelaza. Ich intensywna ekslopatacja przez Ku-
biów w znacznym stopniu przyczyniła się do
szybkiego wzrostu znaczenia plemienia. Am-
bikatus prawdopodobnie jako pierwszy uży-
wał tytułu „Bituryks”, czyli ‘król świata’ –
odnoszącego się do świata celtyckiego
i wskazującego, że w tych czasach ciągle istni-
ało pojęcie jednej kultury celtyckiej, mimo że
różne ośrodki władzy były w rzeczywistości
od siebie niezależne.
Próby ustalenia chronologii panowania Am-
bikatusa wskazują, że działał on w połowie V
w. p.n.e. Kampanie wojenne, dzięki którym
zdobył dominującą pozycję wobec sąsiednich
grup etnicznych, doprowadziły też do zn-
acznego powiększenia terytorium jego plemi-
enia. Kariera Ambikatusa świadczy chyba
o tym, że splendor i scentralizowane rządy
w starym, „halsztackim” stylu mogły zostać
skutecznie połączone z innowacyjną techniką
lateńską i efektywnym zarządzaniem
40/140
zasobami. Pojęcie owej „władzy królewskiej
nad światem” oznaczało, iż Ambikatus spra-
wował przywództwo szerokiej konfederacji,
zróżnicowanej pod względem pochodzenia,
obejmującej wszystkie duże plemiona
środkowej Galii: Eduów, Lingonów i Senonów
na wschodzie, Aulerków na północy oraz Ar-
wernów na południu. Jak się zdaje, najdalej
bezpośrednia władza Kubiów Ambikatusa
sięgała na południowy wschód, gdyż tam
właśnie jeden z odłamów plemienia ustanowił
swą siedzibę w Burdigali (dziś Bordeaux),
gdzie plemię to było znane pod nazwą Wi-
wiskowie (Vivisci).
Wymienione określenie pochodziło od
nazwy używanej dla owego obszaru przez Lig-
urów, którzy od kilku stuleci zasiedlali połud-
niową Francję i północną Hiszpanię, a teraz
znaleźli się pod rosnącym naporem Celtów.
Nacisk tych ostatnich dotknął też te grupy
celtyckie, które już dawno osiadły na połud-
niowym wschodzie, a na których kulturę styl
41/140
lateński miał jak dotąd niewielki wpływ.
Różne przesłanki wskazują, że wśród tych
grup doszło do istotnych przemieszczeń lud-
ności – które objęły m.in. plemiona Turonów
i Lemowików – i wydarzenia te albo roz-
poczęły, albo przyspieszyły proces migracji
Celtów przez Garonnę do Akwitanii. Tam ludy
celtyckie zetknęły się z plemionami lig-
uryjskimi i następnie z niektórymi tubylczymi
ludami nieindoeuropejskimi, takimi jak
Baskowie i Iberowie; w wyniku tych kontak-
tów w południowo-zachodniej Galii wykształ-
ciła się mieszana kultura, przy czym język
celtycki i system społeczny Celtów na ogół
dominowały na zajętych przez nich
obszarach.
Wpływy celtyckie wkrótce rozszerzyły się
poza Pireneje, a odłamy plemion celtyckich
kontynuowały wędrówkę i gdzieś w pobliżu
zachodniego wybrzeża przekroczyły góry.
Przedzierając się przez Półwysep Iberyjski,
przeszły przez terytoria Basków i napierały na
42/140
plemiona znajdujące się dalej na zachód
i południe – Kantabrów, Asturów
i Luzytanów, którzy w przeważającym stopniu
wywodzili się od wcześniejszych fal osad-
ników indoeuropejskich. Głównym oparciem
celtyckich przybyszów stały się zakładane
przez nich silne grody na wzgórzach, które
najpierw wznosili w środkowej części
półwyspu, na coraz większym obszarze,
a z czasem w różnych innych, rozrzuconych
po półwyspie miejscach. Grody owe nazywali
celtyckim słowem briga. Z jego częstego wys-
tępowania w toponimii wyraźnie wynika, że
na tych terenach zaczęto powszechnie używać
języka celtyckiego. Prawdopodobnie to
właśnie tych celtyckich przybyszów wspomin-
ał historyk Tukidydes, cytując mowę Alkibi-
adesa, proponującego Spartanom, podczas
wojny sycylijskiej w 415 r. p.n.e., zaciągnięcie
najemników iberyjskich „oraz innych
tamtejszych barbarzyńców, cieszących się
powszechnie sławą wielkiej dzielności”
7
.
43/140
Jak twierdzi Liwiusz, populacja Galii rosła
tak szybko, iż stary już Ambikatus postanowił,
dla rozładowania napięć wynikających z prze-
ludnienia, polecić niektórym spośród swoich
ludzi, by poszukali nowych miejsc osiedlenia
w odległych krajach. Według Liwiusza mi-
grację, do której następnie doszło, uważano
za akt rytualny, a podobnie traktowano także
wcześniejsze migracje podejmowane przez
Celtów z ich pierwotnych siedzib na północ
od Alp. Rzeczywisty powód migracji, jakim
była eksplozja demograficzna, stanowił oczy-
wiście powtórzenie wcześniejszych doświad-
czeń. Toteż w późniejszej tradycji doszło do
scalenia dwóch różnych zdarzeń, tak iż Am-
bikatus został anachronicznie połączony z le-
gendarnymi braćmi Belowezusem
i Segowezusem. Teksty Liwiusza i innych
autorów łacińskich zawierają pogląd, że byli
oni siostrzeńcami Ambikatusa i że to właśnie
on polecił im wyruszyć na poszukiwanie ziem
do zdobycia.
44/140
Bez wątpienia jednak migracja, którą reko-
mendował Ambikatus, miała miejsce później
i była odrębnym wydarzeniem. Według Li-
wiusza uczestniczące w niej grupy stanowiły
nadwyżkę ludności z plemion galijskich ze
środkowych i wschodnich ziem dzisiejszej
Francji, takich jak Arwernowie, Senonowie,
Eduowie i Aulerkowie. Co prawda Liwiusz
chyba wydedukował to wszystko na podstaw-
ie nazw plemion celtyckich, których obecność
w północnej Italii została poświadczona już
później, to jednak zapewne w informacji tej
tkwiło echo prawdy, gdyż wymienione plemi-
ona stanowiły zapewne największe zagrożenie
dla hegemonii Kubiów. Logiczne więc, że Am-
bikatus nalegał, by młodzi wojownicy opuścili
swe plemiona, a jego nalegania prawdopodob-
nie łączyły zachętę z zawoalowaną groźbą.
Galowie – w wyniku kontaktów handlowych
i pośrednictwa Celtów lepontyjskich z połud-
niowej strony Alp – byli od dawna świadomi
bogactw Italii, toteż zalecanym kierunkiem
45/140
migracji stało się południe. Jeżeli Liwiusz ma
rację, wskazując na schyłek panowania Am-
bikatusa jako na czas wydarzeń, to
wynikałoby, że migracja na południe doliną
Rodanu zaczęła się w połowie V w. p.n.e.
Celtowie na wyspach
Pierwsza pisana relacja dotycząca rzeczy-
wistej geografii zachodniej Europy odnosi się
do podróży Himilkona, który niedługo przed
530 r. p.n.e. żeglował wzdłuż wybrzeża
Oceanu Atlantyckiego w kierunku północnym.
Był Kartagińczykiem, któremu kolonia grecka
w Massalii zleciła rozpoznanie szlaków mor-
skich aż do miasta Tartessos (w pobliżu Za-
toki Kadyksu). Tam jego załoga usłyszała, że
niektórzy żeglarze tartezyjscy – starożytnego
ludu o kwitnącej kulturze z południa dzis-
iejszej Hiszpanii – pływali na północ, wzdłuż
wybrzeża atlantyckiego, a jeden z nich po-
zostawił nawet sprawozdanie z takiej
46/140
podróży. Relacja Himilkona została sporząd-
zona po grecku i chociaż zaginęła, to odniesi-
enia do niej pojawiły się w łacińskim
poemacie napisanym wieleset lat później
przez niejakiego Awienusa. Oczywiście nie
wszystkie zapożyczenia u Awienusa pochodzą
od Himilkona, ale nawet w takiej niesatysfak-
cjonującej formie tekst ten daje nam możli-
wość dokonania kilku wejrzeń w prahistorię.
Widzimy w nim zachodnią Europę, której
obraz jest bardzo spłaszczony. Wynikająca
z niej rozciągłość południkowa Francji jest
bez wątpienia mniejsza niż w rzeczywistości;
kanał La Manche uważany jest za faktyczne
przedłużenie Zatoki Biskajskiej, którą z kolei
traktuje się jako prawie synonim at-
lantyckiego wybrzeża Hiszpanii. Wyspy za
morzem – w tym Brytanię (wspomina się
o pochodzącej stamtąd cynie) – wymienia się
w tekście pod nazwą „Oestrymnides”, a obsz-
ar Bretanii i zachodniej Francji został
określony mianem „Oestrymnis”. Jako aluzję
47/140
do trwającego podboju i wysiedleń ludności
należy być może traktować wzmiankę o up-
rawianiu ziemi przez ludzi z Oestrymnis
w swym kraju, ale „po wielu latach wąż
przegnał uprawiających”. Natomiast wyraźne
odniesienie do wysiedleń pojawia się we frag-
mencie dotyczącym Ligurów – ich ziemię
określono jako „opuszczoną teraz przez
wieśniaków i od dawna wyniszczaną przez
bandy Celtów i wiele krwawych najazdów”.
Być może mamy tu do czynienia ze śladami
pamięci o tym, jak Celtowie w toku swej ek-
spansji wyparli Ligurów z zamieszkanych
przez nich terytoriów w środkowej Francji.
Trudniej jest odszyfrować z tekstu ówczes-
ną sytuację Brytanii i Irlandii. Awienus nazy-
wa Brytanię „rozległą wyspą Albionów”,
a dotycząca jej poniższa wzmianka jest
uderzająco precyzyjna:
Przeciwne brzegi w pewnej odległości,
stawiając czoła mroźnym podmuchom
48/140
północnego wiatru, wznoszą ponad wodę
potężne klify – są tam dwa bliźniacze klify,
a ich żyzną glebę pokrywa murawa, rozciąga-
jąc się aż do miejsca, gdzie w zamglonym
zachodnim morzu Ren się skrywa […]
Wzmianka dotyczy niewątpliwie klifów
Dover. W kręgu języka łacińskiego uważano,
że to właśnie te lśniące klify dały starożytną
nazwę wyspie – *Albiu, co miało znaczyć ‘bi-
ałe miejsce’. Termin Albiu był jednak ist-
niejącym od dawna celtyckim określeniem
wyspy i znaczył po prostu ‘ziemia’ czy ‘kraj’.
Analogicznie rzecz miała się z Irlandią, która
według Awienusa była „gęsto zaludniona
przez Hiernów”. Jej nazwa pochodziła od
staroceltyckiego słowa *Éveriju o znaczeniu:
‘ziemia’ czy ‘rola’ (‘gleba’); u Greków przyjęła
formę: Hivera, którą skojarzyli oni z greckim
słowem hiera i nadali jej znaczenie: ‘święta
wyspa’. Toteż Awienus mówił o dobrobycie
49/140
Irlandii, lężącej „pośród wód, bogatej
w zielone murawy”.
Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa
nazwy Albiu oraz Éveriju zostały nadane obu
wyspom przez Celtów z kontynentu i nawet
gdyby nie występowały w oryginalnym spra-
wozdaniu Himilkona, to można z dużą dozą
pewności przyjąć, że istniały w tej wersji
podróży, którą przekazał w III w. p.n.e.
Eratostenes. Z kolei Pyteasz z Massalii, który
dotarł do Brytanii około 325 r. p.n.e., mógł
już być obeznany z tymi toponimami; mimo
to określa jednak owe kraje łącznie jako
wyspy „Pretyjskie” (Prettanik), które to miano
pochodzi od nazwy ludności – Pritani (‘ci,
którzy się malowali’) – jaka z czasem dała
nazwę wyspie Brytanii. Istnienie nowej nazwy
wskazuje, że istotna część wyspy znajdowała
się już w tym czasie pod panowaniem ludu,
który tak się nazywał, a ludem tym musieli
być Celtowie. Samo określenie Pritani zostało
chyba po raz pierwszy użyte w odniesieniu do
50/140
mieszkańców wyspy przez Celtów
kontynentalnych.
Owi Prytanowie musieli być obecni
w Brytanii od VI w. p.n.e. i używać już
w małej ilości narzędzi żelaznych oprócz
bardziej powszechnych brązowych. Na pod-
stawie listy plemion brytyjskich pochodzącej
z czasów późniejszych o kilka stuleci,
możemy przypuszczać, że wśród ówczesnych
mieszkańców wyspy znajdowali się przodkow-
ie np. Wenikonów (Venicones), Selgowów
(Selgovae), Korionototów (Corionototae)
i Dumnonów (Dumnonii). W następnym stule-
ciu przybyli kolejni – w tym prawdopodobnie
przodkowie Ordowików (Ordovices) i Kornow-
iów (Cornovii). Wydaje się jednak, że do na-
jważniejszej migracji do Brytanii doszło bez-
pośrednio w następstwie ekspansji
„światowej” potęgi Kubiów, gwałtownie
posuwających się przez Galię na północ. Ich
napór odczuły różne plemiona Aulerków,
które już wcześniej przesunęły się na ziemie
51/140
północnej Francji. Jedno z nich, Eburowikow-
ie (Eburovices ‘zdobywcy cisu’) usadowili się
w pobliżu ujścia Sekwany i bez wątpienia
duża liczba członków plemienia na początku
IV w. p.n.e. przekroczyła kanał La Manche.
Nowi przybysze, wkraczając do Brytanii tak
silną falą, musieli popchnąć część
wcześniejszych grup celtyckich ku północy,
a inne – przemieszczając się w tymże kier-
unku – ominąć. Toteż prawdopodobnie owi
Eburowikowie to późniejsi Brygantowie
(Brigantes ‘wysocy’). Nowa nazwa mogła pier-
wotnie wiązać się z faktem ostatecznego os-
iedlenia się plemienia w rejonie Gór Pen-
nińskich; wkrótce jednak interpretacja sa-
mych Brygantów powiązała ich nazwę z imi-
eniem Brygantii (‘najwyższa’), czyli z jednym
z powszechnych określeń celtyckiej bogini-
matki. Natomiast w nazwie: Eburacon, jaką
nadali swej głównej osadzie (dziś York),
brzmiała pierwotna nazwa plemienia
Eburowików. Jeżeli będziemy wnioskować na
52/140
podstawie nazewnictwa, to wydaje się, że
ważna i pokrewna Eburowikom grupa,
Cenomanowie, także przybyła zza kanału do
Brytanii, gdzie stała się znana jako Ceni-
magnowie (Cenimagni) lub Icenowie (Iceni);
przybył też jakiś oddział plemienia *Quariti
(czyli Paryzjów), którzy na nowym miejscu
byli znani zarówno jako Korytanowie
(Coritani), jak i Paryzjowie (Parisi).
W języku ówczesnych celtyckich
mieszkańców Brytanii był nadal obecny stary
fonem ku, zresztą mógł on też pozostawać
w użyciu w mowie poszczególnych grup
przybywających na wyspę. Co do Korytanów
i Paryzjów, to dysponujemy jednoznacznymi
świadectwami pochodzącymi od IV w. p.n.e.
z ich nowego terytorium w dzisiejszym hr-
abstwie Yorkshire o zwyczajach pogrzebow-
ych przeniesionych z północnej Francji, gdzie
Paryzjowie byli sąsiadami Eburowików.
Aczkolwiek do tego czasu żadna z fal
imigracji celtyckiej do Brytanii nie
53/140
reprezentowała w pełni rozwiniętej kultury
lateńskiej, to jednak przyniosły one ze sobą
znacznie więcej broni i narzędzi z żelaza niż
dotąd tam używano. Z kolei dane archeolo-
giczne z Irlandii wskazują, że od V w. p.n.e.
przybywały na tę wyspę luźne grupy wo-
jowników dysponujące bronią z brązu, które
przypłynęły z Brytanii, ale byli to zapewne
ludzie wyparci stamtąd przez przybywających
Celtów. Na zachodniej wyspie jeszcze przez
mniej więcej kolejne stulecie wpływy kultury
celtyckiej w pełni nie zagościły.
Reasumując, strefa zamieszkiwania Celtów
rozszerzała się w tym czasie szybko i objęła
rozległe trawiaste równiny środkowej Europy
od wschodnich Alp aż po Atlantyk na
zachodzie, w głąb Półwyspu Iberyjskiego na
południu i Brytanii na północy. Trwające już
jednak rozprzestrzenianie się ludów ger-
mańskich znad Morza Północnego na połud-
nie doprowadziło do ustanowienia wzajemnej
linii granicznej w rejonie rzeki Men; z kolei
54/140
na wschodzie podobną barierę postawiły
Celtom ludy iliryjskie, dackie i trackie. Dalsza
ekspansja mogła trwać na dwóch peryferyj-
nych obszarach celtyckiego świata – jak
wynika z odpisów fragmentów (o ile są
prawdziwe) pracy greckiego podróżnika
i autora Hekatajosa z Miletu, który pisał na
początku V w. p.n.e. Jedna z owych wzmi-
anek dotyczy miasta Narbona (dziś Narbonne)
jako „rynku i miasta Celtów”, druga – „Nyrax,
miasta celtyckiego” i prawdopodobnie miała
odnosić się do Norei (dziś Neumarkt w Styrii).
Obie wzmianki mogły świadczyć o tym, że
grupy Celtów przenikały aż do wybrzeży
Morza Śródziemnego na liguryjskim połud-
niowym wschodzie Francji, a także daleko
w głąb terytorium iliryjskiego na południowo-
wschodnim skraju Alp.
55/140
Niesamowici obcy
Podstawową strukturą społeczną Celtów było
plemię; posiadało ono określone terytorium,
nad którym sprawowało kontrolę dzięki sile
zbrojnej oraz – o ile to było niezbędne – ne-
gocjacjom i układom z silniejszymi sąsiadami.
Ogólnie biorąc, Celtowie skłaniali się do
poglądu, że wszyscy pochodzili od tego
samego boskiego przodka, ale poszczególne
plemiona mogły urozmaicać i wzbogacać tę
wersję, tak aby podkreślać swą szczególną
tożsamość. Wywód genealogii był sprawą
ważną zarówno jako sposób zdefiniowania
plemienia, jak i określenia statusu jego
członków względem siebie. Struktury
społeczne w poszczególnych plemionach
niewątpliwie nieco różniły się między sobą,
ale wszędzie istniał ogólny podział na trzy
klasy: arystokrację, zwykły lud i niewolników.
Tę ostatnią tworzyli chyba głównie jeńcy wo-
jenni, a należały do niej osoby zarówno
56/140
pochodzenia celtyckiego, jak i nieceltyckiego.
Wszystkie trzy klasy, a także istniejące
wewnątrz nich mniejsze warstwy społeczne
były powiązane ze sobą skomplikowanym
systemem klientalnym. Do pewnego stopnia
możliwe było przechodzenie jednostek między
warstwami i klasami.
Regiony Europy zamieszkane przez Celtów
w dużej mierze były pokryte lasami, ale dobrą
komunikację zapewniały rzeki i coraz lepszy
system dróg. Lasy dostarczały drewna jako
budulca, a także zwierzyny łownej, takiej jak
jelenie i dziki. Zajęcia gospodarcze wiązały
się przede wszystkim z rolnictwem; hodow-
ano duże ilości bydła i owiec, a powszechnie
uprawiano pszenicę, jęczmień i len. Ludność
celtycka, nade wszystko wiejska, rozrzucona
po różnorodnych terytoriach, często skupiała
się w małych osadach. Ośrodki plemienne –
które Rzymianie później opatrzyli mianem:
oppida – były miejscami publicznych zgro-
madzeń i handlu; prowadziły do nich
57/140
zazwyczaj szerokie trakty. W oppidach zbier-
ali się rzemieślnicy i kupcy; sprzedawano
i kupowano zwierzęta oraz towary; były one
miejscem różnorodnych ceremonii społecz-
nych i obrzędów religijnych. Lokalizacja
i plany poszczególnych oppidów bardzo różn-
iły się od siebie. Wiele z nich usytuowano na
wzniesieniach, ale inne znajdowały się na
równinach; jedne miały rozbudowane umoc-
nienia, ale inne – tylko niewielkie, albo zgoła
żadne. Najczęstszym typem umocnień była
drewniana palisada, ale niektóre oppida miały
pokaźne mury kamienne.
Brak gruntownej wiedzy o Celtach i ich
społeczeństwie powodował, że dawni autorzy
greccy zapisali na ich temat różne niezwykłe
stwierdzenia. Celtowie byli dla nich ludem
sławnym, ale zadziwiającym, o którym
poprzekręcane i sensacyjne wieści można było
uzyskać od kupców i żeglarzy. Wielki dramat-
urg Ajschylos użył wobec nich nazwy: Hiper-
borejczycy (Uperboreoi ‘dalecy mieszkańcy
58/140
północy’), a współczesny mu Hellanik
utrzymywał, że był to lud bardzo sprawiedli-
wy, a odżywiał się żołędziami i owocami,
a nie jadł mięsa!
Jeszcze w IV w. p.n.e. Efor twierdził, że
Celtowie „bardzo dbali, by unikać tycia i nie
mieć wielkiego brzucha”, oraz że „młody
człowiek, który w pasie przekroczył ustaloną
miarę, był karany grzywną”. Ale nie wszystkie
niewiarygodne historie, jakie krążyły wśród
Greków, były tak pochlebne dla Celtów.
W tym samym czasie słynny filozof
Arystoteles, w przesadzonych uwagach na ich
temat, wychwalał za odwagę, ale również twi-
erdził, że są do szaleństwa lekkomyślni. Pisał,
że zanurzają swoje nowo narodzone dzieci,
ubrane tylko w cienką koszulkę, w zimnym
strumieniu, aby zapewnić im zdrowie. Inform-
acja ta wynikała być może z niezrozumienia
przez niego informacji o jakiejś formie rytuału
o charakterze chrztu, którego echa możemy
odnaleźć w późniejszej tradycji druidycznej.
59/140
Całkiem wątpliwe jest to, co Arystoteles
pisał o obyczajach seksualnych Celtów, a mi-
anowicie, że „otwarcie aprobują związek
z mężczyzną”. Zarzut ten był chyba wynikiem
braku zrozumienia, że w kontaktach społecz-
nych wśród Celtów panował mniejszy formal-
izm od kulturalnych manier Greków. W spek-
takularnej formie zarzut powtórzył kilkaset lat
później Posejdonios:
Chociaż ich żony są piękne, to jednak
poświęcają im bardzo mało uwagi, natomiast
wykazują dziwne zamiłowanie do uścisków
z mężczyznami. Mają we zwyczaju spać na
gołej ziemi przykryci skórami dzikich zwierząt
i tarzać się między współtowarzyszami z obu
stron. Ale najdziwniejszą rzeczą ze wszys-
tkiego jest to, że nie myśląc nawet, by zachow-
ać właściwe pozory, beztrosko oddają innym
swe dziewictwo; i nie traktują tego jako dys-
honor, ale raczej uważają za zniewagę, gdy
ktoś odmawia przyjęcia względów ofiarowa-
nych mu tak swobodnie.
60/140
Tak naprawdę autorzy klasyczni mogli
ukazywać Celtów jako przeciwieństwo cy-
wilizowanych Greków w każdy, dogodny dla
siebie sposób. W tym samym duchu nauczy-
ciel Arystotelesa – Platon – opisywał Celtów
jako wojowniczy lud, który odmiennie niż
wstrzemięźliwi Grecy, pije wino aż do
„całkowitego upicia się”. Oczywiście
u podłoża takich stwierdzeń leżało być może
trochę prawdy. Podobnie prawda kryła się za-
pewne za stwierdzeniem Arystotelesa, że
Celtów nie zatrważało „ani trzęsienie ziemi,
ani fale” – był to chyba zwrot przysłowiowy,
którego używali oni sami, przechwalając się
swoją odwagą, a dał początek kolejnym
opowieściom.
I tak na przykład Efor twierdził, że Celtowie
– ćwicząc swą odwagę – pozwalają, aby fale
przypływu zmywały do morza ich domy i są
zadowoleni, odbudowując je później, oraz że
„więcej ginie ich od wody niż od wojny”.
Późniejsze teksty mówią o „Celtach, którzy
61/140
chwycili za broń przeciw morskim falom”,
a także o tym, jak walcząc z mieczem w ręku
z przypływem, zginęli w toni wód, „aby nie
wydawało się, że bali się śmierci, uciekając
zawczasu”. U źródeł takich opisów,
aczkolwiek nieścisłych, mogły istnieć jakieś
rzeczywiste sytuacje, np. doniesienia o walce
Celtów z zalewaniem ziemi przez morze,
przypuszczalnie w Niderlandach.
Społeczeństwo bohaterskie
Pozostawiając plotki, nie możemy jednak wąt-
pić w odwagę Celtów i w okazywaną w czasie
bitew brutalność. Toteż wojownicy celtyccy
byli bardzo poszukiwanymi najemnikami do
armii innych ludów. Autorzy klasyczni
rozpisują się obszernie na ten temat, a Posej-
donios stwierdził, że cała celtycka rasa „sza-
leńczo uwielbiała wojnę, była bardzo dzielna
i skora do walki”. Pisał dalej:
62/140
Kiedy są poruszeni, gromadzą się w grupy do
walki, całkiem otwarcie i bez przygotowania,
tak iż łatwo dają się powodować tym, którzy
chcą ich podejść; albowiem w każdym czasie
i miejscu, pod jakimkolwiek pretekstem dadzą
się podburzyć, będą gotowi stawić czoło
niebezpieczeństwu, nawet jeśli mają po swej
stronie tylko swą siłę i odwagę. […] Ich siła
polega na mocy ich ciał, jak i na ich liczbie.
Posejdonios pisał na początku I w. p.n.e.,
a jego dzieło zachowało się tylko we frag-
mentach cytowanych przez późniejszych
autorów. Niewątpliwie dysponował sporą
wiedzą o ówczesnych Celtach, a niektóre
z jego komentarzy opierają się na poglądach
od dawna obecnych wśród Greków. Sięgając
widocznie do Posejdoniosa, autor z Sycylii –
Diodor – jedno czy dwa pokolenia później dał
taki obraz ich uzbrojenia i broni:
Do ich uzbrojenia należą tarcze wielkości
człowieka, indywidualnie dekorowane.
63/140
Niektóre z nich mają wystające wizerunki zwi-
erząt z brązu, wykonane bardzo umiejętnie,
które służą tak do obrony, jak i dekoracji. Na
głowach [Celtowie] noszą brązowe hełmy, na
których sterczą ku górze duże figury,
sprawiające, że wojownik wydaje się być
potężnego wzrostu. W niektórych przypadkach
jedną całość z hełmem tworzą rogi; w innych
są tam przedstawione dzioby ptaków lub pyski
czworonogów. Także ich trąby są szczególne-
go, barbarzyńskiego typu – kiedy dmą w nie,
wydają one ostry dźwięk, pasujący do zgiełku
walki. Niektórzy noszą żelazne kolczugi, ale
inni walczą nago, mając za jedyny pancerz to,
w co wyposażyła ich natura. Zamiast krótkich
mieczy, noszą miecze długie, zawieszone na
żelaznych lub brązowych łańcuchach i zwisa-
jące u ich prawego boku. Niektórzy opasują
swe tuniki pasem ze złotych lub srebrnych
płytek. Włócznie, którymi wywijają w bitwie
i które nazywają lancami, mają żelazne groty
o długości łokcia lub więcej oraz szerokości
64/140
prawie dwóch dłoni. Ich miecze są tak długie,
jak oszczepy u innych ludów, a ich oszczepy
mają czuby dłuższe niż miecze. Niektóre
włócznie mają gładko wykute groty, inne zaś
są spiralne z nacięciami na całej swej długości,
toteż uderzenie nimi nie tylko przecina ciało,
ale i rozrywa je, a wyciągnięcie włóczni
jeszcze bardziej rozdziera ranę.
Co do fizycznego wyglądu Celtów, to kilku
starożytnych autorów opisało ich jako osoby
wysokiego wzrostu, a Diodor Sycylijski dodał,
że mieli skórę „bardzo wilgotną i białą”.
Bardziej romantyczny opis zawarł Wergiliusz
w Eneidzie:
Złote ich włosy, jak i strój: pasiaste
Lśnią się ich szaty, a na mlecznobiałych
Szyjach pozłotą iskrzą się kanaki
8
.
Zazwyczaj mieli jasne włosy, ale stosowali
też sztuczne sposoby, aby uzyskać taki kolor:
„Myli włosy w wapnie i zaczesywali je od
czoła ku czubkowi głowy i dalej na kark”.
65/140
Niektórzy golili brody, inni przystrzygali je
krótko. Arystokraci golili policzki, ale
zostawiali wąsy rosnące swobodnie, tak że
przykrywały usta „i kiedy jedli, to wąsy
wplątywały im się w jedzenie, a kiedy pili, to
napój przepływał jakby przez rodzaj sita”. Na
temat ich ubrania Diodor stwierdza:
Gromadzili duże ilości złota i używali go na
osobiste ozdoby – nie tylko kobiety, ale
i mężczyźni. Nosili bransolety na przegubach
dłoni i na ramionach, a wokół szyi – grube
obręcze z litego złota; zakładali też piękne
pierścienie, a nawet złote tuniki […]. Nosili
dziwny rodzaj ubrania: tuniki farbowane na
różne kolory oraz spodnie, które nazywali
bracae, a także pasiaste płaszcze zapinane na
klamry, grube zimą a lekkie latem,
wyróżniające się różnorodnym wzorem
w małą kratkę.
Posejdoniosa fascynowały celtyckie obycza-
je związane z jedzeniem. Twierdził, że
66/140
Celtowie zaścielają ziemię skórami wilków
lub psów i siadają na nich podczas posiłków,
nie używając żadnych krzeseł. Na pożywienie,
podawane na niskich, drewnianych stołach,
składały się bochenki chleba oraz gotowane
lub pieczone mięsa. „Raczą się nim czysto, ale
na sposób lwi, unosząc w obu rękach całą no-
gę zwierzęcia i odgryzając mięso, a jeśli jakąś
część trudno im oderwać, wtedy odcinają ją
małym sztyletem, który zwisa w odrębnej
pochwie, przymocowany do pochwy miecza”.
Najmłodsze spośród ich dorosłych dzieci, tak
chłopcy, jak i dziewczynki, usługiwały im
przy stole. Obok znajdowały się płonące
paleniska na węgiel drzewny oraz kotły
i rożny z obfitymi porcjami mięsa. Ci Celtow-
ie, którzy mieszkali w pobliżu rzek lub mórz,
jadali pieczone ryby z solą, octem i kminkiem.
Napoje przyrządzali z jęczmienia, miodu
i kminku, a kiedy się upili, popadali „w stan
otępienia lub szaleństwa”.
67/140
Posejdonios wspomina o znamiennym elem-
encie kultury Celtów – o uczcie bohaterów,
odbywanej pod przewodnictwem króla lub
naczelnika. Widzieliśmy już, w jaki sposób
takie królewskie ucztowanie znalazło odzwi-
erciedlenie w starożytnych pochówkach, teraz
przeczytamy opis, jak taka uroczystość wy-
glądała w świecie rzeczywistym:
Kiedy duża ich liczba ucztuje wspólnie, siadają
wtedy w krąg, a miejsce centralne, niby prze-
wodnik chóru, zajmuje ten, który posiada na-
jwiększe wpływy – czy to dlatego, że
przewyższa innych umiejętnościami wo-
jennymi, czy szlachetnością rodu, czy bogact-
wem. Obok niego zasiada gospodarz, a dalej
po obu stronach inni w porządku wedle rangi.
Za każdym stoi jego tarczownik, natomiast
włócznicy zbierają się w krąg po drugiej
stronie i ucztują społem ze swoimi przywód-
cami. Słudzy roznoszą napoje w terakotowych
lub srebrnych kielichach z dzióbkami,
podobnymi do dzbanów. Z tychże materiałów
68/140
wykonane są też tace, na których podają
jedzenie; są też naczynia z brązu oraz plecione
lub drewniane koszyki.
Potem czasami dochodziło do scen bardziej
dramatycznych, o ile źródła są w tej mierze
wiarygodne. Mianowicie ucztujący wo-
jownicy, dotknięci przypadkowymi uwagami,
mieli zwyczaj przechodzić do słownych dys-
put, a podenerwowanie mogło wzrastać,
przechodząc w walkę. Uważano ją za
następstwo starożytnego rytuału związanego
ze sprawą pierwszeństwa:
W dawnych czasach, gdy podawano zadnie
ćwierci mięsiwa, najodważniejszy z bohaterów
sięgał po udziec, a jeśli wtedy ktoś inny zgłasz-
ał żądanie do tej części, stawali wtedy obaj do
pojedynku na śmierć i życie.
Celtowie mieli też zwyczaj organizować,
jako rodzaj ćwiczeń wojskowych, pozorowane
bitwy. Posejdonios opisuje je jako „wzajemne
zadawanie ciosów i odpieranie ich”, ale
69/140
czasami dochodziło do zranień, a stąd do
zdenerwowania i dalej nawet do zabicia prze-
ciwnika, zanim inni uczestnicy ćwiczeń nie
odciągnęli obu rywali. W kilku przekazach
mówi się o pojedynkach wśród Celtów, ale ich
ideały walki znajdowały najpełniejszy wyraz
w toku rzeczywistej wojny. Zginąć na wojnie
uważali za powód do chwały, a przeżyć nie
odniósłszy zwycięstwa – za hańbę. Za na-
jwiększą zaś hańbę uważali porzucenie swego
przywódcy; jeśli jednak tenże poległ – wtedy
opuszczali pole bitwy. Ciała tych, którzy
zginęli w walce, często pozostawiali
czarnowronom na pożarcie, wierząc, że tym
sposobem zostaną oni zabrani przez bogów.
Wierzyli bowiem, że pod postacią tego
drapieżnego ptaka pojawiała się bogini wojny
albo – jak raczej należałoby powiedzieć –
bogini-matka w swojej wojennej postaci.
Autorzy klasyczni podkreślali, że Celtowie
byli hojni i chętnie zapraszali obcych na swe
uczty, a dopiero po posiłku wypytywali ich,
70/140
kim są i co ich sprowadza. Juliusz Cezar,
korzystając zapewne z Posejdoniosa, pisze:
„Uważają, że nie godzi się skrzywdzić gościa;
tych, którzy z jakiegokolwiek powodu do nich
przybyli, przed wszelaką krzywdą chronią
i uważają za nietykalnych, domy wszystkich
stoją przed nimi otworem, a żywność jest do
podziału”
9
. Cezar przekonuje nas też, że
powszechne wśród Celtów są podziały na
stronnictwa, których przywódcy mają prawo
do podejmowania ostatecznych decyzji
w sprawach dotyczących swych zwolenników.
Przywódca stronnictwa nie mógł tolerować
sytuacji, by jego klienci byli uciskani lub
wyzyskiwani, w przeciwnym bowiem razie ut-
raciłby wpływy i pozycję. Jak mówi Cezar:
„Ustanowiono to – jak się zdaje – już dawno
i to w tym celu, aby nikt z ludu nie był
pozbawiony pomocy przeciw możnym”
10
.
Także inny autor, Strabon, podkreślał skłon-
ność Celtów do współdziałania. Przypisywał
im prostolinijność oraz lekko naiwny
71/140
charakter i twierdził, że „z byle powodu zbi-
erają się w dużej liczbie, zawsze gotowi
współczuć złości sąsiada, który uważa, że
stała mu się krzywda”. Bez wątpienia opinia
ta wynikała z niezrozumienia przez Strabona
tradycyjnych więzi łączących plemiona i rody.
Z kolei z innego jego komentarza wynika
wyraźnie, że w takich sytuacjach ich władza
raczej nie była jednoznacznie określona:
„Mieli zazwyczaj rządy arystokratyczne,
a w dawnych czasach wybierali corocznie jed-
nego przywódcę, a także w ten sam sposób
lud ogłaszał jednego wojownika wodzem na
czas wojny”. Prawdopodobnie informacja ta
oznacza, że król, chociaż był władcą zwi-
erzchnim, to w rządach wspierał go jakiś ad-
ministrator albo sędzia, a do spraw wojskow-
ych delegowano go na przywódcę czasu
wojny.
Juliusz Cezar (znów chyba cytując Posejdo-
niosa) opisuje jeszcze inną starożytną prak-
tykę Celtów:
72/140
Podczas pokoju nie ma żadnej powszechnej
władzy, ale naczelnicy krain i okręgów
wymierzają swoim sprawiedliwość i rozstrzy-
gają sprawy sporne. Rozboju, którym się trud-
nią poza granicami swego kraju, nie uważają
za hańbę, a owszem, rozgłaszają, że uprawia
się go dla ćwiczenia młodzieży i zapobiegania
bezczynności. A więc, gdy któryś z naczel-
ników plemiennych poda się na zgromadzeniu
za wodza takiej rozbójniczej wyprawy i wzywa
chętnych do zgłaszania się, podnoszą się ci,
którym odpowiada taka wyprawa oraz jej
wódz, przyobiecują swoją pomoc, a zgromad-
zony tłum oddaje im pochwały; tych spośród
nich, którzy udziału nie wzięli, traktuje się na
równi ze zbiegami i zdrajcami i na przyszłość
nie daje się im wiary we wszystkich
sprawach
11
.
Fragment ten mówi o obyczaju, wedle
którego młodzi mężczyźni uczyli się rzemiosła
wojennego wyłączeni poza normalne zasady
społeczne, kiedy polegając na swych
73/140
umiejętnościach i sile, najeżdżali inne grupy
etniczne. Istnienie takiego zwyczaju zostało
poświadczone u innych ludów starożytnych,
w tym u dawnych Greków oraz Germanów,
a – jak wyraźnie widać z powyższego frag-
mentu – był to też uznany element życia
społeczeństwa wczesnoceltyckiego.
74/140
1
Pauzaniasz, Wędrówka po Helladzie, ks. I, rozdz.
4, ust. 1; wyd. pol.: W świątyni i w micie. Z Pauz-
aniasza Wędrówki po Helladzie, przeł. Janina
Niemirska-Pliszczyńska, Wrocław 1973 [wszys-
tkie przypisy M.Z.].
2
W literaturze polskiej mówi się o tzw.
pochówkach książęcych.
3
Lewy dopływ Wełtawy w Czechach.
4
Cytaty w tym akapicie: Tytus Liwiusz, Dzieje
Rzymu od założenia miasta, księgi I–V, przeł.
Andrzej Kościółek, Wrocław 1968, ks. V, ust. 34.
5
Spływa z Alp Retyckich, jest lewym dopływem
Padu.
6
W języku polskim według przyjętej obecnie orto-
grafii: Galia.
7
Tukidydes, Wojna peloponeska, przeł. Kazimierz
Kumaniecki, Warszawa 1988, ks. VI, ust. 90.
8
Wergiliusz, Eneida, przeł. Zygmunt Kubiak,
Warszawa 1998, ks. VIII, w. 658–660; kanak –
kosztowny naszyjnik.
9
Gajusz Juliusz Cezar, Wojna galijska, przeł. Eu-
geniusz Konik, Wrocław 1978, ks. VI, ust. 23.
10
Tamże, VI, 11.
11
Tamże, VI, 23.
76/140
Rozdział 3
Napór na wschód
Inwazja na Grecję
Niewątpliwie większość spośród celtyckich
wodzów tych kampanii, a prawdopodobnie
także większość wojowników, stanowili Bo-
jowie i Wolkowie. Najśmielszy z dowódców,
Brennos, należał według przekazów do Tol-
istobojów (Tolistoboii), jednego z najbardziej
przedsiębiorczych odłamów ludu Bojów.
Teraz przejął inicjatywę: spotykał się os-
obiście z innymi celtyckimi przywódcami,
zwoływał publiczne zgromadzenia i cały czas
orędował za potężną wyprawą do Grecji.
Zwracał uwagę różnych naczelników
celtyckich na fakt, że Grecja, chociaż była
bardzo bogatym krajem, miała słabą pozycję
militarną, oraz rozbudzał ich chciwość przy-
pominaniem o nieprzebranych ilościach złota
i srebra, jakie można tam było zdobyć.
Brennos słynął z przenikliwości i chytrości.
Według późniejszego przekazu przyprowadził
greckich jeńców przed zgromadzenie
celtyckich naczelników. Jeńcy byli fizycznie
słabi i wątli, mieli ogolone głowy i brudne,
podarte ubrania. Obok nich postawił najsil-
niejszych i najlepiej wyglądających spośród
własnych wojowników, odzianych jak do bit-
wy. Chciał przez to oczywiście pokazać, że
pokonanie Greków nie będzie trudnym za-
daniem – i pozostali naczelnicy dali się łatwo
przekonać.
W wyniku przebiegłej dyplomacji i różnych
zabiegów Brennos zgromadził w 278 r. p.n.e.
w północnych Bałkanach ogromną armię –
według jednego przekazu liczyła ona ponad
150 000 pieszych i 20 000 konnych, podczas
gdy inny, może dokładniejszy, określa łączną
78/140
liczebność jego wojska na 50 000 ludzi.
Dysponując taką potęgą, znowu w towarzys-
twie swojego zastępcy Akichoriosa, Brennos
wyruszył na południe – ku Delfom. Późniejszy
autor grecki, Pauzaniasz, mocno przesadzając,
stwierdza, że sama jazda liczyła ponad 62 000
konnych. Podaje jednak interesujące w tym
kontekście wyjaśnienie taktyki walki, którą
Celtowie zwali trimarkisja (‘wyczyn trzech
konnych’):
Wtedy, gdy rycerz Galatów był na polu bitwy,
jego słudzy pozostawali z tyłu bojowego szyku
i przychodzili mu z pomocą w taki oto sposób.
Jeśli pod rycerzem padł koń, giermek dostar-
czał mu innego, gdy zaś ginął rycerz, dosiadał
on konia swego pana, a jeśli padł i rycerz,
i koń, gotów był zająć jego miejsce jako
jeździec. Kiedy zaś któryś z rycerzy został
ranny, jeden z giermków odprowadzał go
z pola walki, a drugi zajmował jego miejsce
w szyku bojowym
8
.
79/140
Za swe szybkie sukcesy Celtowie musieli
jednak płacić dyplomatyczną cenę –
uwidoczniło się to szczególnie w wypadku
kampanii greckiej. Grecy zauważyli, że zapła-
cenie daniny nie uchroniło Macedończyków,
Traków, Pajonów i Tesalijczyków przed
splądrowaniem ich ziem. Uznając, że ich nie
uchroni również, postanowili walczyć do os-
tatka. Celtowie szybko przekonali się, że tym
razem mają do czynienia z dużo groźniejszym
przeciwnikiem niż przedtem, porównywalnym
do Rzymu, z którym ich ziomkowie zmagali
się na wielkim półwyspie położonym na
zachód od nich.
Kiedy armia Brennosa wkroczyła do Grecji,
przez jakiś czas nie napotykała na żaden opór
i maszerowała w stronę przesmyku Termo-
pile, przez który można było przedostać się
z Tesalii do Grecji środkowej. Grecy byli
zdecydowani bronić tego wąskiego pasa
terenu, który miał dla nich wielką wartość nie
tylko strategiczną, ale i kulturową. Właśnie
80/140
tam, dwa stulecia wcześniej, trzystu dzielnych
Spartan zatrzymało olbrzymie wojsko dowod-
zone przez króla perskiego Kserksesa I,
rzekomo liczące kilka milionów żołnierzy.
Teraz Grecji znowu zagrażała inwazja obcego
wojska przez Termopile i oddziały z kilku
greckich miast-państw wyruszyły, by bronić
przesmyku. Łącznie greckie wojska liczyły
prawdopodobnie około 40 000 żołnierzy,
a dowodził nimi Ateńczyk Kallippos.
Kiedy Grecy dowiedzieli się, że wojska
Brennosa dotarły do Magnezji, wysłali grupę
1000 pieszych i oddział konnych do rzeki
Sperchejos, by spowolnić ich marsz. Zgodnie
z rozkazami, żołnierze zniszczyli wszystkie
mosty i rozbili obóz na przeciwnym brzegu.
Brennos przewidział to jednak i wysłał w nocy
10 000 wysokich mężczyzn w dół rzeki. Wy-
daje się, że był to osobisty oddział Brennosa,
jako że greccy pisarze – chociaż zauważali, że
„Celtowie przewyższają wzrostem wszystkie
inne ludy”
9
– twierdzą, że oddział ten był
81/140
„złożony z najroślejszych i najdzielniejszych
wojowników”
10
w całej armii. Przekroczyli
rzekę w miejscu, gdzie była szeroka, niektórzy
wpław, niektórzy w bród, a jeszcze inni uży-
wając tarcz jako tratew. Kiedy greccy
żołnierze na brzegu rzeki zdali sobie sprawę
z tego, co się stało, zawrócili i dołączyli do
głównej armii.
Brennos nie marnował czasu na budowanie
nowych mostów przez Sperchejos, żeby cała
jego armia mogła przejść na drugą stronę.
Splądrował okolicę, ale z pośpiechu, by
dotrzeć do Termopil, pozostawił miasto
Herakleja nietknięte. Kiedy dezerterzy poin-
formowali go, że greckie wojska są bardzo
małe w porównaniu z jego armią, stanął
o wschodzie słońca następnego dnia do bitwy.
Grecy podeszli do przesmyku w ciszy
i w zwartym szyku, a Celtowie zauważyli
wkrótce, iż przesmyk jest tak wąski, a grunt
tak śliski i kamienisty, że ich jazda była w tej
bitwie zupełnie bezużyteczna. Okazało się też,
82/140
że nie są dostatecznie zabezpieczeni – Grecy
mieli zbroje, podczas gdy Celtów chroniły je-
dynie tarcze. Hieronim z Kardii opisuje
sposób, w jaki Celtowie walczyli w bitwie:
W porywie gniewu rzucali się bezmyślnie na
nieprzyjaciela jak dzikie zwierzęta. Nawet
ugodzeni siekierą lub mieczem – dopóki star-
czyło im tchu – nie tracili swej zapalczywości.
Przeszyci oszczepem lub strzałą, dopóki żyli,
nie tracili ducha. Niektórzy wyrywali z kr-
wawiących ran oszczepy, którymi ich ugod-
zono, ciskając nimi w Hellenów lub używając
ich do walki wręcz
11
.
Tymczasem grecka flota podpłynęła na tyły
celtyckiej armii tak blisko brzegu, jak tylko
było to możliwe, i rozpoczęła ostrzał
wszelkiego rodzaju pociskami i strzałami.
Wkrótce Celtów, atakowanych z obu stron
i uwięzionych w wąskim przesmyku, ogarnęło
zmęczenie i zniechęcenie, jedni zostali stra-
towani, inni wepchnięci do błota i wody. Tak
83/140
samo jak w Italii okazało się, że nie
dorównują dobrze zorganizowanemu, zdy-
scyplinowanemu i należycie wyposażonemu
oraz taktycznie przygotowanemu wojsku.
W bitwie zginęło tylko czterdziestu Greków,
podczas gdy straty Celtów sięgały tysięcy
ludzi. Przekazy mówią, że Grecy pochowali
własnych poległych i zbezcześcili ciała wroga,
podczas gdy Celtowie nie zadali sobie trudu,
by pochować swoich żołnierzy, zostawiając
ich na pożarcie ptakom i zwierzętom.
Przypisywano to chęci wzbudzenia w Grekach
strachu tak nieczułą obojętnością, jednak
prawdziwy powód mógł być religijnej natury,
jako że – jak widzieliśmy wcześniej –
padlinożerne kruki były dla Celtów wciele-
niem bogini wojny.
Bitwa pod Termopilami nie miała oczy-
wiście decydującego znaczenia, Brennos
uważał ją jedynie za chwilowe niepo-
wodzenie. Sześć dni po niej część celtyckiego
wojska rozpoczęła wspinaczkę w góry Ojte,
84/140
wąską ścieżką z Heraklei. Ich celem były ru-
iny Trachis, gdzie znajdowało się sanktuarium
Ateny z bogatymi darami wotywnymi. Na
drodze stanął im jednak garnizon z Heraklei
dowodzony przez Telezarchosa. W bitwie,
jaka się wywiązała, Telezarchos zginął, ale
jego ludzie zdołali odeprzeć Celtów i ocalić
świątynię. Druga porażka jeszcze bardziej
wpłynęła na nastroje Celtów, ale Brennos –
zdolny strateg – postanowił nie ustępować.
Obmyślił plan, jak odciągnąć od głównej
greckiej armii siły Etolów – około 10 000 wo-
jowników. Plan polegał na najechaniu
i splądrowaniu całej Etolii. W tym celu Bren-
nos wybrał ponoć 40 000 pieszych i 800 kon-
nych, oddając ich pod dowództwo Orestoriosa
i Kombutisa. Grupa ta ponownie przekroczyła
Sperchejos i przeszła przez Tesalię aż do
miasta Kallion w Etolii, które zaatakowała
z niezwykłą zaciekłością. Do Greków zaczęły
docierać doniesienia o wymordowaniu wszys-
tkich mężczyzn w Etolii, gwałtach na
85/140
kobietach, a nawet o kanibalizmie Celtów.
Etolskie wojsko szybko ruszyło do ojczyzny,
gdzie dołączyli do nich przerażeni mieszkańcy
tych miast, które jeszcze nie padły. Na pomoc
przybyło także wojsko z Patras w Achai.
Kiedy Celtowie pod dowództwem Orestori-
osa i Kombutisa wracali po zniszczeniu Kal-
lionu, zaatakowały ich połączone wojska
Etolii i Patras. Patrajczycy uderzyli od czoła
i zdołali wytrzymać siłę celtyckiego kon-
trataku. Tymczasem Etolowie ustawili się
wzdłuż całej drogi i nieustannie ostrzeliwali
Celtów, którzy mieli do ochrony jedynie tar-
cze. Grupki Celtów usiłowały ich ścigać, ale
bez powodzenia, a przy powrocie na drogę
narażały się na kolejne ataki. Byli nękani
w ten sposób przez całą powrotną drogę do
Termopil i, według przekazów, do obozu
Brennosa bezpiecznie wróciła tylko niespełna
połowa spośród wysłanych wojowników.
Brennos wysunął teraz nowy plan – przejść
przez góry Ojte, jednak nie stromą ścieżką
86/140
przez Trachis, ale mniej niebezpieczną, przez
terytorium Ajnian. Aby pozbyć się Celtów,
mieszkańcy Heraklei i Ajnianie zaoferowali
im przewodników. Tak więc Brennos wyr-
uszył ścieżką, mając według doniesień 40 000
ludzi, a resztę swych wojowników pozostawił
w obozie pod dowództwem Akichoriosa,
z rozkazem uderzenia na Greków, jak tylko on
sam dotrze na tyły przeciwnika. Mieszkańcy
Fokidy, uznawani za jednych z najod-
ważniejszych spośród ludów greckich, zostali
wysłani na ścieżkę, by powstrzymać ten
marsz, ale tego akurat dnia w górach
panowała niezwykle gęsta mgła i nie za-
uważyli Celtów, aż ci znaleźli się tuż obok
nich. Fokijczycy zostali pokonani
i przepędzeni ze ścieżki, a droga przed Bren-
nosem stanęła otworem. Jednak część
Fokijczyków zdołała zawiadomić o tym
główne siły greckie, które zostały z Termopil
odtransportowane statkami, wymykając się
w ten sposób z pułapki.
87/140
Kiedy Brennos spostrzegł, że grecka armia
wymknęła mu się, nie czekał nawet, by
połączyć siły z Akichoriosem, ale ruszył
prosto na Delfy. Przerażeni mieszkańcy miasta
zwrócili się do swej słynnej wyroczni, która
zapewniła ich jednak, że są bezpieczni, mimo
nadciągającego zagrożenia. Fokijczycy i Eto-
lowie ściągnęli do Delf, gotowi bronić miasta
do upadłego, a zachęcona ich przykładem
i odwagą reszta greckiego wojska – cokolwiek
przetrzebionego – zaczęła się także tam zbier-
ać. Aby podnieść Greków na duchu, a także ze
względów strategicznych, silna grupa Etolów
udała się z zamiarem przeszkodzenia
w marszu Akichoriosowi, który usiłował
połączyć swoje siły z wojskami Brennosa. Aki-
chorios zostawił część swoich wojowników
w Heraklei, by pilnowali łupów, a Etolowie
przedostali się na tyły jego kolumn marszow-
ych, przechwytując tabor i odcinając strzegą-
cych go ludzi od reszty.
88/140
Tymczasem sam Brennos dotarł do Delf,
gdzie stanął przeciwko głównym greckim
siłom. Greccy autorzy zapisali, że Apollo, bóg
wyroczni, przekazał wiadomość przez swą
kapłankę, „że sam ocali swe dobra”
12
. Według
jednego z przekazów kapłanka, wijąc się na
swym trójnogu, mówiła pełnym wściekłości
głosem, że Apollo i „białe dziewice” będą
bronić świętego miejsca. Brennos wyśmiał
pomysł, że bogowie mieliby się pokazywać
w ludzkiej postaci, z kolei greccy historycy
chcieli ukazać go jako świętokradcę i jako
bezradnego śmiertelnika, który rzucił
wyzwanie losowi. Czytamy zatem, że gdy bit-
wa wybuchła, Apollo natychmiast okazał
Brennosowi swą wrogość. Ziemia pod celtyck-
imi wojskami zaczęła się mocno trząść, po
czym nad ich głowami biły pioruny i waliły
grzmoty. Błyski z nieba uderzały w środek
wojsk, jednych zabijając, innym podpalając
tarcze i ubrania.
89/140
Mówiono także, że zjawy wielkich dawnych
greckich bohaterów pojawiły się przed
Celtami, a kiedy zapadła noc, spadł gęsty
śnieg. Grecy zinterpretowali płatki śniegu nie-
sione wiatrem w twarze Celtów jako „białe
dziewice”, o których wspomniała wyrocznia.
Efekty zamieci pogorszył jeszcze fakt, że
z góry Parnas zaczęły się na napastników
zsuwać głazy. Wiele w tych opisach było
niewątpliwie poetyckich upiększeń; z kolei in-
formacje o zaburzeniach ziemi i nieba
stanowią chyba echo wspomnianego
wcześniej przysłowia Celtów, że boją się oni
jedynie tego, iż spadnie na nich niebo,
a ziemia otworzy się pod nogami. Ale ich
sytuacja była naprawdę poważna. O świcie
główna część greckiej armii wyruszyła z Delf
prosto na nich. Kiedy zaskoczeni Celtowie
usiłowali poradzić sobie z przeciwnikami,
zostali zaatakowani od tyłu przez
Fokijczyków, którzy mimo śniegu zeszli ze
stromych zboczy Parnasu. Pochwyceni
90/140
w pułapkę Celtowie walczyli dzielnie,
zwłaszcza przyboczna gwardia Brennosa,
którą Grecy opisywali jako „najlepszych i na-
jodważniejszych spośród nich wszystkich”.
Brennos został ranny i bezbronnego zniesiono
z pola bitwy. Strata dowódcy tak zniechęciła
wojsko, że zdecydowało o ogólnym odwrocie.
Odwrót Celtów trwał aż do zachodu słońca,
kiedy rozbili obóz najlepiej, jak się dało.
Greccy autorzy twierdzą, że Celtów ogarniał
strach wzbudzony przez bożka Pana –
wieczorem niektórym roiły się dźwięki nad-
ciągającej wrogiej armii, tętent kopyt sz-
arżujących koni i panika ta stopniowo ogar-
nęła całą armię. W ciemnościach zaczęli brać
siebie nawzajem za Greków i wszczynali
walki między sobą. Fokijczycy, obserwujący
to z daleka, wzmogli wysiłki, możemy więc
przeczytać, że oprócz straty 6000 wo-
jowników w bitwie dzień wcześniej Celtowie
stracili dalszych 10 000 podczas chaotycznego
odwrotu. Fokijczycy zadbali, by na drodze
91/140
uciekającego wojska nie było żadnych za-
pasów jedzenia, dał się więc we znaki głód,
powodując utratę kolejnych tysięcy ludzi.
Ateńczycy i Beoci dołączyli do pościgu,
posuwając się obok wojsk celtyckich, za-
stawiając zasadzki na mniejsze grupy i zabi-
jając tych, którzy pozostawali w tyle.
Akichorios zdołał połączyć się z wojskami
Brennosa pod Herakleją, ale teraz cała
potężna celtycka armia była już tylko cieniem
swojej dawnej siły. Brennos, chociaż jego rany
nie były śmiertelnie groźne, czuł się zhań-
biony i upokorzony porażką. Zwołał armię
i nakazał zabić wszystkich rannych i spalić
wozy, żeby wracać do domu z jak najm-
niejszym obciążeniem. Polecił też obwołać
Akichoriosa dowódcą, po czym popełnił sam-
obójstwo – prawdopodobnie używając do tego
miecza, chociaż jedno ze źródeł mówi o wypi-
ciu nierozcieńczonego wina. Akichorios dopil-
nował pochówku wodza, po czym kazał zabić
tysiące niesprawnych przed wyruszeniem do
92/140
domu tą samą drogą, którą przybyli. Wyco-
fujący się Celtowie dotarli w końcu do rzeki
Sperchejos, a po jej przekroczeniu zostali
znowu zaatakowani przez Tesalijczyków
i Malijczyków, którzy chcieli pomścić swoje
wcześniejsze krzywdy. Ich pełna udręk podróż
wiodła dalej na północ, aż dotarli do
stosunkowo bezpiecznych terytoriów swoich
własnych współplemieńców osiadłych
w Tracji.
Taki obrót spraw przyniósł Grekom wielką
radość i ulgę, zwycięstwo świętowano w Del-
fach odtąd co cztery lata, urządzając
uroczystości znane jako Soteria. Również
długo pamiętano o Brennosie – zarówno
z odrazą, jak i z podziwem. Rabował
świątynie, stał się więc archetypem świę-
tokradcy, a mimo to uważano go za męża
wybitnego i odważnego, który popełnił tra-
giczny błąd, bowiem rozgniewał Apollina.
Bóg ten – jak wierzono – zadał mu w bitwie
trzy rany. Apollo i pozostałe nadprzyrodzone
93/140
istoty w Delfach były w zasadzie duchami
strzegącymi tamtejszych skarbów, to też oczy-
wiście zwróciły się przeciwko Brennosowi,
który na te skarby chciał podnieść rękę. Niew-
iele wiadomo o samym Brennosie, ale był na-
jwyraźniej charyzmatycznym przywódcą.
Możliwe, że otrzymał imię na cześć innego
wielkiego celtyckiego wodza, który sto lat
wcześniej walczył w Italii.
Ekspansja celtyckiej potęgi
Straty poniesione przez Celtów w kampanii
greckiej były olbrzymie, ale ich znaczenie we
wschodniej Europie bynajmniej nie dobiegło
końca. Autorzy antyczni świadczą, że Celtow-
ie zdołali ustabilizować władzę nad swymi
głównymi terytoriami i zatrzymać większość
z podbitych ziem sąsiednich. Zdołali nawet
rozszerzyć wpływy w jedynym kierunku,
który pozostał dla nich otwarty – dalej na
wschód. Zagwarantować to mogła jedynie
94/140
możliwość zdobycia dużej liczby wojowników
po nieudanej inwazji na Grecję, gdyż zdemo-
bilizowanie wojsk bez dania im nadziei na
jakiś inny podbój nie było możliwe. Dane his-
toryczne pokazują, że krótko po klęsce ponie-
sionej w Delfach oddziały celtyckich wo-
jowników opanowywały kolejne ziemie we
wschodniej Tracji i planowały zapuścić się
jeszcze dalej.
Wojny na wschodzie mocno nadwerężyły
siły Wolków, ale niewątpliwie odłamy tego
ludu osiadłe w Karpatach zostały dotknięte
nimi w mniejszym stopniu niż te, które zam-
ieszkiwały bliżej centrum wydarzeń. Wraz
z weteranami, którzy przeżyli kampanię
grecką, chętnie dołączyły one do grup Bojów
i innych plemion w nowej przygodzie w Azji
Mniejszej; z kolei za nimi do Tracji przedost-
awały się następne odłamy Celtów. Przez cały
ten czas główny bastion Celtów stanowili Bo-
jowie, jako że ich terytoria były rozległe i,
w większości wypadków, dawno przez nich
95/140
zasiedlone. Ich klientami od północy byli
między innymi Windelikowie (Vindelici) na
równinie bawarskiej; ich nazwa wskazuje, że
czcili to samo bóstwo, co Bojowie – boga Win-
dosa. Rozległe terytoria na południowym
brzegu Dunaju i we wschodnich Alpach zaj-
mowały ludy wenetyjskie, takie jak Retowie,
Karpowie i Karnowie, ale były one pod coraz
silniejszym wpływem Celtów.
Dalej na wschód, aż po Karpaty, znaj-
dowały się terytoria celtyckich Arawisków
(Aravisci) (‘przyjaźni w pobliżu’), którą to
nazwę mogli im nadać Bojowie. Wyżej
w górach na północ od Arawisków żyli Osow-
ie (Osi ‘wysoko mieszkający’), podczas gdy
Kotynowie (Cotini, a może poprawniej Cottini
‘starzy członkowie plemienia’) osiedli w Mało-
polsce oraz w rozproszeniu poza Karpatami.
Wypierali plemiona germańskie, jak Bastar-
nowie czy Skirowie, i zakładali ważne oppida
wzdłuż Dniestru, jak Carrodunum, Maetoni-
um, Vibantavarium i Eractum. Osowie
96/140
i Kotynowie byli prawdopodobnie odłamami
Wolków. Od końca IV w. p.n.e. oni
i pokrewne im grupy osiedlali się wśród
Daków – bez wątpienia w odizolowanych, ale
licznych grupach – niemal aż do Morza
Czarnego.
Kotensowie (Contensii) musieli należeć do
tego samego plemienia co Kotynowie, a ich
ośrodek stanowiła Ramadawa – na rzece
zwanej później Ramna. Nazwa miejscowości,
której pierwsza połowa jest celtycka (rama
‘wiosłować’), a druga dacka (dava ‘miasto’),
jest dobrym symbolem dwujęzyczności
panującej na tych dalekich celtyckich
przyczółkach. Przykładem, jak daleko sięgnęli
Celtowie, jest atak jednej z ich grup w III w.
p.n.e. na grecką kolonię Olbia (w pobliżu
dzisiejszej Odessy), w najbardziej na północ
wysuniętej części Morza Czarnego. Do
nieudanego ataku doszło w środku zimy, przy
pomocy germańskiego plemienia Skirów.
Kilka oppidów celtyckich zostało założonych
97/140
u ujścia Dunaju – takie jak na przykład Arru-
bium, Noviodunum czy Aliobrix – a Plutarch
wspomina nawet o celtyckich osadach
wysuniętych jeszcze dalej na wschód, aż po
Morze Azowskie. Ciekawe, że ci celtyccy wo-
jownicy nie przesuwali się na południe
wzdłuż wybrzeża Morza Czarnego, aby naw-
iązać kontakt ze swymi kuzynami wdziera-
jącymi się do południowej Tracji. Potężne
miasta greckie na wybrzeżu wyraźnie
uniemożliwiały podobny bieg wydarzeń – os-
adnicy celtyccy mieszkający u ujścia Dunaju
musieli znajdować się w znacznej mniejszości
wobec ludności miejscowej i szybko się
zasymilowali.
Na północnych Bałkanach parcie na wschód
powodowało tworzenie się nowych skupisk
ludów celtyckich, zasilanych przez wo-
jowników wracających z nieudanej wyprawy
do Grecji. Wszyscy łączyli się, aby zatrzymać
jak najwięcej zdobyczy, i zdołali usta-
bilizować swoją pozycję elementu
98/140
dominującego wśród bardziej licznych
miejscowych populacji Traków i Ilirów. Naj-
potężniejszym z tych nowych ludów
celtyckich, powstałych z wymieszania się róż-
nych dotychczasowych grup, byli
Skordyskowie (Scordisci). Uformowali się
z tych, którzy po powrocie z Grecji, pod
dowództwem Batanatosa, osiedli u zbiegu
Dunaju i Sawy. Ich nazwa pochodziła od góry
Scordus (dziś pasmo Szar Płanina).
Skordyskowie założyli ważną fortecę –
Singidunum (dała początek Belgradowi).
Znakomicie opanowali sztukę kowalstwa i to
prawdopodobnie oni jako pierwsi zaczęli bić
celtyckie monety – srebrne, wzorowane na
macedońskich. Wywarli silny wpływ na cały
okoliczny region, zwłaszcza w kierunku
południowo-zachodnim, gdzie między nimi
a Adriatykiem żyło potężne iliryjskie plemię
Japydów. Części tego plemienia stały się
dwujęzyczne, niektórzy nawet prawdopodob-
nie przyjęli język celtycki jako swój własny.
99/140
W południowo-wschodnich Alpach osiedlili
się Tauryskowie, którzy przyjęli nazwę od
znajdujących się tam gór Taurów. Byli praw-
dopodobnie konglomeratem celtyckich ludów
– żyjących w tamtym regionie od czasów
wodzów halsztackich – które połączyły się
z różnymi mniejszymi grupkami Celtów oraz
z Wenetami i Ilirami mieszkającymi u pod-
nóży Alp. Dzielili się na Ambidrawów (czyli
żyjących na brzegach rzeki Drawy)
i Ambisontów (znad rzeki Isonty, dziś
Salzach). Ich głównymi ośrodkami były
Noreja (dziś Neumarkt w Styrii) oraz Virunum
(dziś Magdalensburg koło Klagenfurtu). W re-
gionie tym wydobywano żelazo, toteż ośrodki
te uczestniczyły z dużym powodzeniem
w handlu z Bałkanami, a nawet z Italią. Siła
nizinnych Taurysków rosła coraz bardziej,
stopniowo oddzielali się oni od swoich gór-
skich krewniaków, wreszcie mieszkańców
tego wschodnioalpejskiego regionu zaczęto
100/140
określać mianem: Norykowie (od nazwy
miasta Noreja), a ich terytorium – Norykum.
Nie załamując się porażką w Grecji,
Skordyskowie postanowili rozszerzać swoją
władzę na wschód. Komontorios, dawny
oficer w armii Brennosa, podbił znaczną część
Tracji i utworzył celtyckie królestwo na
południowym wschodzie tego regionu.
W rzeczywistości musiało się ono składać
z panującej warstwy celtyckich wojowników
rządzących miejscowymi Trakami. Stolicą
państwa zostało Tylis (prawdopodobnie dziś
Tulowo w pobliżu Starej Zagory), skąd
Celtowie prowadzili ataki na Bizantyńczyków
w celu wymuszania na nich daniny i zyskali
sobie opinię tych, co wolą złoto kraść, niż je
wydobywać. Pierwsze ataki poprowadził
Komontorios – odstąpienie jego wojsk zostało
kupione za ogromną cenę tysięcy sztuk złota.
W końcu Bizantyńczycy zgodzili się płacić
roczną daninę w wysokości 80 talentów
w zamian za bezpieczeństwo.
101/140
Najazd na Azję Mniejszą
Celtowie we wschodniej Europie byli za-
zwyczaj zwani przez Greków i Rzymian Gal-
atami. Jak twierdzi jeden z ówczesnych
autorów, byli oni wtedy tak liczni, że ich
ogromne mrowie zaczęło przedostawać się do
Azji. Jest to, oczywiście, przesada, ale po por-
ażce na południowych Bałkanach oczy Celtów
nieuchronnie zwróciły się ponownie na
wschód. W 278 r. p.n.e., jak czytamy, „więk-
szość Galatów” przeprawiła się statkami do
Azji Mniejszej i zrabowała tamtejsze
wybrzeże.
Rzymski historyk Liwiusz twierdzi, że
Celtowie, którzy udali się do Azji Mniejszej,
odłączyli się od armii Brennosa na Bałkanach
po kłótni z nim. Według niego jakieś 20 000
wojowników, pod dowództwem Lonoriosa
i Lutariosa, odeszło od Brennosa przed wyr-
uszeniem przeciwko Delfom i zamiast tego
wybrało się przez Trację do Bizancjum.
102/140
Przekaz ten wydaje się być nieporozumieniem
wynikającym ze skomplikowania serii ek-
spansji podjętych przez Celtów w okresie od
281 do 278 r. p.n.e. Możliwe, że kiedy Bren-
nos usiłował namówić większość celtyckich
wojowników do najechania Grecji, to niek-
tórzy z tych, którzy uczestniczyli wcześniej
w kampanii Keretriosa w Tesalii, zdecydowali
teraz szukać szczęścia na wschodzie. Do nich
dołączyłyby później w Tracji resztki armii
Brennosa i połączone siły podjęły wyprawę do
Azji.
W każdym razie na czele całego przed-
sięwzięcia stały niewątpliwie grupy Wolków
i Bojów, a sądząc po nieustających sukcesach,
ich całkowita liczba musiała znacznie
przekraczać owe 20 000 ludzi, o których
wspomina Liwiusz. Twierdzi on również, że
po zyskaniu kontroli nad wybrzeżem Pro-
pontydy i nałożeniu daniny na leżące tam
miasta, Galatów skusiły wieści o bogactwach
Azji. Zajmując dalsze terytoria, ruszyli ku
103/140
Hellespontowi, skąd wysłali posłów do
Antypatra, króla Cylicji, który kontrolował
wybrzeże. Podczas czekania na odpowiedź
między dwoma dowódcami zapanowała niez-
goda i Lonorios wrócił do Bizancjum z więk-
szą częścią wojsk. Natomiast Lutarios zabrał
wysłannikom Antypatra kilka statków
i stopniowo przetransportował swoich ludzi
przez Hellespont do Azji Mniejszej. Wkrótce
potem nadciągnął tam z Bizancjum Lonorios,
uzyskawszy pomoc od króla Bitynii,
Nikomedesa.
Obie armie połączyły się znowu i wystę-
powały w roli klientów Nikomedesa w wojnie
z jego rywalem, Zybojtesem. Nikomedes
odniósł zwycięstwo w znacznej mierze dzięki
pomocy Celtów, którzy byli jednak najem-
nikami niebezpiecznymi i niełatwo było ich
zaspokoić. Nie zważając na Nikomedesa,
ruszyli w głąb Azji Mniejszej, odbierając dan-
iny od wszystkich, których napotkali. Ludy
takich państw, jak Pont, Paflagonia,
104/140
Kapadocja czy Pergamon – osłabione nieus-
tannymi wojnami – nie były w stanie prze-
ciwstawić się najeźdźcom, którzy mimo
słabego uzbrojenia cieszyli się sławą groźnych
wojowników. Inskrypcja z miasta Priene in-
formuje, że rabowali świątynie, podpalali obe-
jścia i tak sterroryzowali ludność, że nikt nie
odważył im się przeciwstawić. Zagrozili
dużym miastom – takim jak Troja, Efez czy
Kelainai. Według greckich legend mieszkańcy
miasta Themisonion zostali zaprowadzeni do
bezpiecznych kryjówek w jaskiniach przez
bogów Heraklesa [heros], Hermesa i Apollina;
a trzy dziewice z Miletu popełniły samobójst-
wo, by uniknąć gwałtu ze strony straszliwych
najeźdźców.
105/140
8
Pauzaniasz, Wędrówka po Helladzie, przeł. Henryk
Podbielski, ks. X, rozdz. 19, ust. 10, [w:] U stóp
boga Apollina. Z Pauzaniasza Wędrówki po Hel-
ladzie, Wrocław 1989.
9
Tamże, X, 20, 7.
10
Tamże, X, 23, 6.
11
Tamże, X, 21, 3.
12
Tamże, X, 22, 12.
Rozdział 7
Zniszczenie Galii
WRzymie nowy konsul Gajusz Juliusz
Cezar zabiegał o przyjaźń dwóch innych
czołowych postaci państwa: Marka Licyniusza
Krassusa i Gnejusza Pompejusza Wielkiego,
mimo że owi dwaj rywalizowali ze sobą.
W efekcie jego starań doszło do pojednania
wszystkich trzech i zawarcia przez nich w 59
r. p.n.e. triumwiratu, czyli porozumienia, na
mocy którego mieli wspólnie rządzić imperi-
um
1
. Następnie Cezar zrealizował dwa
spośród głównych celów, jakie postawił przed
sobą: ograniczył wpływy Cycerona oraz
uzyskał na pięć lat zarząd rzymskiej Galii.
Funkcję tę zamierzał wykorzystać jako
odskocznię do uzyskania pełni władzy
w państwie.
Tymczasem cały region zaalpejski ogarnęła
zawierucha: Bojowie i inni przybysze ze
wschodu zostali odepchnięci z powrotem na
ziemie zajęte wówczas przez celtycko-wen-
etyjskie plemię Retów oraz celtyckich Nantu-
atów (Nantuates ‘ludzie doliny’) i Latobrygów
(Latobrigi ‘ludzie ze zboczy wzgórz’); podob-
nie na Helwetów napierano od północy;
z kolei Arwernowie i Allobrogowie ciągle
próbowali odzyskać siły po miażdżącej klęsce,
jakiej doznali uprzednio z rąk Rzymian. W ten
wir problemów – kurczącego się terytorium,
rywalizacji plemiennej i ogólnej frustracji –
wkroczył Cezar.
Atak na południową Galię
Helwetowie, znajdujący się między Renem,
górami Jura i Jeziorem Genewskim, pragnęli
przenieść się na ziemie mniej narażone na
108/140
ataki Germanów. Główny wódz Helwetów,
Orgetoryks, od lat planował znalezienie
miejsca dla swego plemienia poprzez
usunięcie wpływów rzymskich z Galii
Zaalpejskiej i w tym celu umocnił już porozu-
mienia z Kastikosem, synem poprzedniego
króla Sekwanów na zachodzie, oraz z Dum-
noryksem, jednym z wodzów Eduów i bratem
ich prorzymskiego króla Dywicjaka. Dla sce-
mentowania sojuszu Orgetoryks wydał swą
córkę za mąż za Dumnoryksa.
Pod panowaniem starzejącego się króla Dy-
wikona Helwetom brakowało silnego, central-
nego przywództwa, a Orgetoryks był
podejrzewany przez innych członków arys-
tokracji plemiennej o zamiar zagarnięcia na-
jwyższej władzy. Kiedy dowiedziano się
o jego układach z Kastikosem
i Dumnoryksem, wezwano go przed sąd, gdzie
groziła mu kara śmierci. Ale Orgetoryks
przybył na rozprawę w towarzystwie 10 000
zwolenników, czym uniemożliwił
109/140
jakiekolwiek postępowanie przeciwko sobie.
Wybuch wojny domowej wśród Helwetów
wisiał w powietrzu, wkrótce jednak Orget-
oryks został znaleziony martwy. Twierdzono,
że popełnił samobóstwo, ale wydaje się, iż
raczej doszło do morderstwa. Natomiast linia
polityczna Orgetoryksa uzyskała szerokie
poparcie wśród Helwetów, którzy w 58 r.
p.n.e. jak jeden mąż podjęli decyzję o migracji
na południe przez rzymską prowincję Galii
Narbońskiej.
Cezar przystąpił natychmiast do gro-
madzenia wielkiej armii w okolicach Genewy
i nakazał zniszczenie mostu na Rodanie. Gdy
Helwetowie zwrócili się do niego o zgodę na
pokojowy przemarsz przez Galię Narbońską,
zwlekał z odpowiedzią, budując swą armię.
W rzeczywistości nie miał zamiaru przychylić
się do ich prośby, a w pisanych przez siebie
komentarzach na temat wojny
2
wyjaśnił, że
łaknął zemsty za porażkę zadaną Rzymianom
przez Tygurynów pod Agen prawie 50 lat
110/140
wcześniej. Ufortyfikował brzegi Rodanu, po
czym zabronił Helwetom przekraczania rzeki.
Kiedy mimo to niektórzy z nich próbowali się
przez nią przedostać, zostali odparci przez
rzymskich żołnierzy. Wówczas Edueńczyk
Dumnoryks zwrócił się do Sekwanów z prośbą
o pozwolenie Helwetom na przejście przez ich
kraj. Dumnoryks (którego imię znaczyło ‘król
ziemi’) – szlachetny i lubiany, odważny i ob-
darzony talentami dyplomatycznymi –
doprowadził do porozumienia między obu
plemionami, gwarantowanego wymianą
zakładników.
Chociaż planowany szlak wędrówki Hel-
wetów nie naruszał obszaru rzymskiej prow-
incji, to jednak Cezar wolał potraktować prze-
marsz jako zagrożenie. Czynił tak nie tylko
dlatego, że w ten sposób uzyskiwał pretekst
do głębszego zaangażowania się w sprawy
galijskie, lecz także dlatego, iż niepokoiła go
rewolucyjna aktywność Dumnoryksa
i ucieczki wielu rzymskich niewolników,
111/140
którzy przyłączali się do Galów. Przeprowadz-
ił w Italii zaciąg żołnierzy do dwóch nowych
legionów, podnosząc wielkość swych sił do
sześciu legionów, i wkroczył na scenę.
Zaatakował Tygurynów (którzy stanowili os-
tatnią z grup helweckiej migracji) w chwili,
gdy przekraczali Saonę, i zabił wielu spośród
nich. Z propozycją pokoju wystąpił natychmi-
ast stary król Helwetów, Dywikon, tłumacząc,
że Helweci chcą jedynie osiąść w tym rejonie,
który będzie odpowiadał Cezarowi, ale os-
trzegając jednocześnie, że jeśli zostaną
zmuszeni toczyć wojnę, to mogą zniszczyć
armię Cezara, gdyż „nauczyli się od swych
ojców i przodków walczyć jak dzielni mężow-
ie i nie polegać na oszustwach i fortelach”.
Cezar odebrał mowę jako aluzję do porażki,
jaką dawno temu Rzymianie doznali od Dy-
wikona jako przywódcy Tygurynów, odpow-
iedział więc wyniośle i zażądał zakładników.
Dywikon odparł, że Helwetowie przywykli
brać, a nie dawać zakładników i odjechał.
112/140
Helwetowie zwinęli obóz i kontynuowali
wędrówkę. Przez dwa tygodnie Cezar wraz ze
swą jazdą i legionami szedł tuż za nimi. Siły
znajdujące się pod jego dowództwem mogły
liczyć do 30 000 ludzi, z których większość
stanowili dobrze wyszkoleni i doświadczeni
żołnierze. Wreszcie, w pobliżu Bibrakte,
stolicy Eduów, obie armie zwarły się ze sobą.
Helwetowie uformowali falangę, ale ich
włócznie były tak długie, że podczas walki za-
częli przeszkadzać sobie nawzajem. Roz-
poczęli odwrót ku położonemu na wzgórzu
oppidum, a ścigających Rzymian zaatakowały
nagle na ich prawym skrzydle tysiące Bojów
i Tulingów. Walka trwała od południa aż do
nocy, ostatecznie jednak Celtowie uszli z pola
bitwy. Cezar pojmał syna i córkę Orgetoryksa,
ale wielu wojowników celtyckich ocalało.
Maszerowali następnie trzy dni przez kraj Lin-
gonów i na koniec, zdziesiątkowani głodem
oraz nękani przez Rzymian i ich sojuszników,
poddali się.
113/140
Cezar twierdzi, że otrzymał pewne
zestawienia, sporządzone przez Helwetów,
a napisane alfabetem greckim, dotyczące
liczby ludzi biorących udział w planowanej
migracji. Według tych spisów (obejmujących
mężczyzn, kobiety i dzieci) Helwetów było
263 000, a towarzyszyło im 36 000 Tulingów,
14 000 Latobrygów, 23 000 Rauraków i 32
000 Bojów. Wśród tego mrowia znajdowało
się 92 000 mężczyzn zdolnych do noszenia
broni. Po kapitulacji jedna z podgrup Hel-
wetów, o nazwie Werbigenowie, licząca 6 000
ludzi, wymknęła się, mając nadzieję uciec na
ziemie germańskie; Cezar zagroził każdemu,
kto udzieliłby im pomocy i w efekcie Werbi-
genów sprowadzono z powrotem i wszystkich
stracono. Natomiast pozostałym ocalałym Hel-
wetom i ich sojusznikom – których liczba
spadła już do 110 000 – Cezar zezwolił na
powrót do domów. Polecił Allobrogom zao-
patrywać ich w żywność, aż zbiorą nowe
plony i przekonał Eduów, aby przyjęli
114/140
ocalałych Bojów na swe terytorium. Taka
pobłażliwość Cezara wynikała stąd, iż chciał
pozostawić Celtów jako zaporę przed ekspans-
ją Germanów.
W wyniku odniesionego zwycięstwa Cezar
uzyskał kontrolę nad większością południowej
i środkowej Galii, tak że mógł nawet podjąć
przygotowania do zwołania delegatów
reprezentujących plemiona z całego regionu
na zgromadzenie, które określił jako „ogólną
radę Galów”. Rada taka byłaby w rzeczywis-
tości zgromadzeniem wysłuchującym poleceń
Cezara i niewiele ponadto. Dyplomacji Cezar
potrzebował dla umocnienia podbojów, toteż
decydował się zachować – tak długo, jak było
to dla niego korzystne – zewnętrzne pozory
dobrowolnego sojuszu. Przyjął więc z całą
kurtuazją przywódców galijskich, którzy
przybyli, aby „złożyć mu gratulacje” z okazji
jego zwycięstw. W ten sposób zwierzchnictwo
Cezara zostało uznane przez kilka potężnych
plemion i ich klientów. Ze szczególnym
115/140
zadowoleniem Rzymianie musieli przyjąć
obecność w tej grupie Biturygów, których
Dumnoryks uprzednio włączył w plany so-
juszu celtyckiego, wydając w tym celu swą
owdowiałą matkę za mąż za ich na-
jważniejszego wodza. Pamiętano też oczy-
wiście o tym, że Biturygowie stanowili nieg-
dyś czołowe plemię wielkiej federacji
galijskiej, która w V w. p.n.e. doprowadziła
do najazdu Celtów na Italię. Innym ludem
dobrze znanym Rzymianom, ze względu na
istnienie jego italskiej gałęzi, byli Senonowie.
Oni i ich sojusznicy na północy, Paryzjowie,
znaleźli się teraz pod całkowitą, aczkolwiek
pośrednią, kontrolą Cezara.
Terytoria innych plemion, które po raz pier-
wszy znalazły się w zasięgu Rzymian, roz-
ciągały się aż do Atlantyku. Do plemion tych
należeli: Turonowie (Turones ‘energiczni’), od
których pochodzi nazwa Tours, gdzie znaj-
dowała się ich główna twierdza; Piktonowie
(Pictones ‘wojowniczy’), których głównym
116/140
miastem było Lemonum (dziś Poitiers);
a także Lemowikowie (Lemovices ‘zdobywcy
wiązu’), których stolica dała początek miastu
Limoges. Rzymskie zwierzchnictwo objęło też:
Petrukoriów (Petrucorii ‘cztery oddziały’), ma-
jących siedzibę w Vesunnie (dziś Vésone),
a od których wywodzi się nazwa krainy Périg-
ord w departamencie Dordogne; Santonów
(Santones ‘podróżujący’), których imię
utrwaliło się w nazwie obszaru Saintonge na
północ od Bordeaux; a także mniejsze grupy,
takie jak Wasatowie (Vasates ‘grabieżcy’)
w obecnym Bazas i Medułowie (Medulli
‘pijący miód’) na półwyspie Médoc.
Przewidywania Cezara odnośnie Germanów
okazały się słuszne. Już wkrótce Dywicjak
wskazał mu, że wszystkie plemiona galijskie
z tego obszaru chciałyby zrzucić jarzmo ger-
mańskiego zwierzchnika, Ariowista, który
traktował je niezwykle okrutnie. Ariowist za-
warł już wcześniej traktat z Rzymianami –
obie strony uznały w nim, że kluczowe
117/140
znaczenie ma dla nich obrona Norykum jako
bariery przeciwko możliwemu uderzeniu na
zachód Burebisty i jego ogromnej dackiej
armii. W owej chwili jednak Burebista kon-
centrował uwagę na wschodnich rubieżach
swego królestwa, gdzie zwabiły go bogate
miasta greckie z rejonu Morza Egejskiego
i pogranicza Azji. Cezar – zdając sobie sprawę
z tego, że to rosnąca potęga i ambicje Ari-
owista stwarzają bardziej bezpośrednią groźbę
dla interesów Rzymu – zdecydował się podjąć
szybkie działania przeciw germańskiemu
wodzowi. Wysłał posłów z żądaniem
spotkania, ale Ariowist nie spieszył się na nie.
Ostatecznie do spotkania doszło na terenie
Alzacji, gdzie armie obu wodzów stanęły
niedaleko siebie, w pobliżu Vesontio, stolicy
Sekwanów. Ariowist przemawiał do Cezara
jak do równego sobie. Przypomniał mu, że
obaj byli zdobywcami i zasugerował, aby
podzielili Galię między siebie. Cezar,
rozzłoszczony tą otwartością, zażądał od
118/140
Ariowista wycofania wszystkich jego wojsk
z powrotem za Ren.
Ariowistowi i jego armii zależało na
odroczeniu walki, gdyż zostali ostrzeżeni
przez swych wróżbitów, że trwająca wówczas
faza ubywania księżyca jest dla nich
nieszczęśliwa. Cezar, dowiedziawszy się o tym
od jeńców, parł do walki i wkrótce obie armie
starły się w pobliżu dzisiejszej Miluzy. Rzymi-
anie odnieśli całkowite zwycięstwo, większość
Germanów zginęła, sam Ariowist ledwo
uszedł z życiem. Wynik bitwy nie oznaczał, że
Celtów spotkała pełnia szczęścia. W rzeczy-
wistości bowiem Ariowist – pomijając już jego
wcześniejsze relacje z Arwernami i Sek-
wanami – był silnie związany z Celtami. Jak
się wydaje, jego imię, składające się z cząstek
*ario-vid-s (‘ten, który przewiduje’), było
bardziej celtyckie niż germańskie, co pozwala
przypuszczać, że jego rodzimy lud Swebów
był pod silnymi wpływami kultury celtyckich
sąsiadów. Istotnie sam Ariowist nauczył się
119/140
języka galijskiego, a Cezar twierdzi, że
w wyniku „długiej praktyki” posługiwał się
nim płynnie. Co więcej, jedna z jego dwóch
żon, zabitych w trakcie bitwy, była siostrą
Wokcjona, celtyckiego króla Norykum.
Zadowolony z dotychczasowych osiągnięć,
Cezar zostawił swą armię na leżach zimowych
w kraju Sekwanów, a sam wrócił do Italii.
Jednej kwestii nie rozwiązał. Były to stosunki
między królem Eduów Dywicjakiem a jego
młodszym bratem Dumnoryksem. Mając za
sobą doświadczenia wojen z Helwetami
i z Germanami, Cezar opisywał Dywicjaka
jako tego, któremu „ufał bardziej niż
jakiemukolwiek innemu Galowi”, mimo że to
właśnie brat tegoż człowieka był czołową
postacią całego ruchu antyrzymskiego.
W trakcie kampanii przeciw Helwetom Cezar
był informowany przez Liskosa z plemienia
Eduów, że Dumnoryks nieustannie podburza
Eduów do zerwania z Rzymianami. Dalsze
dochodzenia ujawniły Cezarowi, że
120/140
Dumnoryks pomagał Helwetom, jak tylko
mógł, i informował ich o planach Rzymian.
Jako dowódca jazdy Eduów, Dumnoryks pol-
ecił swym ludziom, aby uciekali przed Hel-
wetami, podkopując w ten sposób morale
armii. Kilka swoich kuzynek wydał za mąż za
czołowych przedstawicieli innych plemion
galijskich, dążąc do umocnienia sojuszów.
Cieszył się również nadzwyczajną popularnoś-
cią wśród zwykłych ludzi i mógł łatwo fin-
ansować swe działania, gdyż przejął ściąganie
wszystkich podatków wśród Eduów.
Cezar sugerował Dywicjakowi skazanie
brata na śmierć, ale Dywicjak powołał się na
uczucia braterskie, a także wskazał, że takie
postępowanie zraziłoby całą Galię. Cezar
ustąpił, wysłał jednak szpiegów, aby śledzili
każdy ruch Dumnoryksa. Cezar był uza-
leżniony od wsparcia ze strony Dywicjaka,
który z kolei chciał zachować dla siebie różne
możliwości na wypadek wzmocnienia Galów
a osłabienia Rzymian. W każdym bądź razie
121/140
do całkowitego zaakceptowania przez Galów
rzymskiego zwierzchnictwa było jeszcze
bardzo daleko.
Atak na Belgów
Podczas zimy, którą Cezar spędził w Italii,
dochodziły go raporty z powtarzającą się in-
formacją, że plemiona Belgów, zamieszkujące
na północny wschód od Galii, zdawały sobie
sprawę, iż zostaną wkrótce zaatakowane
przez Rzymian i przygotowywały się do wo-
jny. Belgowie, których korzenie sięgały
starych celtyckich ziem południowej Ger-
manii, tworzyli wówczas luźną konfederację
plemion i już od wielu stuleci rozprzestrzeni-
ali się na przyległe regiony Galii. Ich odłamy
osiedliły się na wybrzeżach Morza Północne-
go, a znaczne grupy już od kilku pokoleń
przeprawiały się przez morze do Brytanii i za-
kładały tam królestwa. W ten sposób Belgow-
ie, którzy również posiedli umiejętności
122/140
wojskowe, stali się też znakomitymi żeglar-
zami i kupcami.
Pamiętano, że plemiona Belgów – liczne
i zajmujące rozległe terytorium – rządzone
były niegdyś przez potężnego króla Suess-
jonów o imieniu Dywicjak
3
, którego zwierzch-
nia władza rozciągała się nawet na osadnict-
wo Belgów w południowo-wschodniej
Brytanii. W Wojnie galijskiej Cezar podaje, że
za jego rządów królem Suessjonów był Galba,
„sprawiedliwy i zdolny mąż”. Suessjonowie
(Suessiones ‘sześć klanów’) zajmowali więk-
szość dzisiejszego departamentu Aisne, a ich
stolicę stanowiło Soissons. Wśród Belgów byli
od dawna jednym z najsilniejszych i na-
jbardziej zuchwałych plemion. Blisko
spokrewnieni z nimi byli Remowie (Remi ‘
pierwsi’), którzy być może – na co wskazuje
ich nazwa – stanowili tradycyjnie czołową
grupę Belgów. Zajmowali północ dziesiejszych
departamentów Marny i Aisne, ze stolicą
w Durocortorum (dziś Reims). Kolejna ich
123/140
twierdza nosiła nazwę pochodzącą od imienia
jednego z głównych bóstw celtyckich – było
to Lugudunum, czyli ‘twierdza Luga’ (dziś
Laon).
Na północy liczny lud Menapiów (Menapii
‘ludzie znad wody’) zamieszkiwał nadbrzeżne
obszary dzisiejszej Francji, Belgii i Holandii –
od Calais aż po Ren. Ich kraj graniczył
z ziemiami potężnych germańskich Batawów,
a ich główny ośrodek dał początek dzis-
iejszemu miastu Cassel, położonemu na
południe od Dunkierki. Menapiowie założyli
między innymi miejscowość znaną – podobnie
jak w przypadku kilku innych ośrodków
celtyckich – jako „twierdza” boga Luga, czyli
Lugudunum (dziś Lejda). Innym miastem
Menapiów było Noviomagus (‘nowy targ’, dziś
Nijmegen). Na południe od nich mieszkali
Nerwiowie (Nervii ‘lud Neriosa’, czyli jednego
z bogów celtyckich – jego imię znaczyło
‘mocny’). Byli oni podobno najod-
ważniejszymi ze wszystkich Belgów. Ich kraj
124/140
obejmował równinę Belgii aż po rzekę Sambrę
i dzisiejszy francuski departament Nord, a ich
plemiennym centrum było Bagacum (dziś
Bavay). Północny odłam Nerwiów,
sąsiadujący z Menapiami, zwano Ambiwa-
rytami (Ambivariti) – wywodzi się od nich
nazwa dzisiejszej Antwerpii.
Z kolei Ambianowie (Ambiani ‘ci z obu
stron rzeki’) zamieszkiwali dzisiejszy fran-
cuski departament Sommy; od tej rzeki wzięła
nazwę ich stolica, Samarobriva (‘most na
Samarze’, dziś Bray-sur-Somme). Po sąsiedzku
mieszkali Wiromanduowie (Viromandui ‘kier-
ujący ludźmi’ albo ‘depczący ludzi’, ‘tratujący
ludzi’) i Atrebatowie (Atrebates ‘mieszkańcy’);
stolica Wiromanduów to późniejszy Vermand,
którego nazwa wywodzi się od nazwy plemi-
enia; ośrodkiem zaś Atrebatów było Nemeta-
cus (‘święte miejsce’, dziś Arras). Atrebatowie
mieli swych klientów – lud Morynów (Morini
‘morscy’), których głównym ośrodkiem była
Tarvanna (dziś Thérouanne), a głównym
125/140
portem – Bononia (dziś Boulogne-sur-Mer),
przez którą Belgowie utrzymywali kontakt
z Brytanią.
Na zachodzie, dzisiejszy francuski departa-
ment Oisne, mieszkali Bellowakowie
(Bellovaci ‘wojenni pogromcy’) – ich stolica to
obecne Beauvais, a nazwa plemienia sugeruje,
że byli oni bardzo skutecznymi wojownikami.
Stanowili najliczniejsze plemię wśród wszys-
tkich Belgów. Przypuszczalnie kilka stuleci
wcześniej odłamy Bellowaków i Suessjonów
przenikały na ziemie obecnej zachodniej
Francji. Główne grupy obu tych belgijskich
plemion zostały odepchnięte na wschód przez
odradzające się plemię Karnutów i inne ludy
środkowej Galii, ale mapa rozmieszczenia
grup etnicznych nad brzegami Sekwany
wskazywała na istniejące nadal napięcia
w tym regionie. Suessjonowie bardzo wzmoc-
nili tam swoje pozycje w kierunku
południowo-wschodnim, a na pierwszej linii
znajdowali się ich klienci, Meldowie (Meldi –
126/140
‘mili’, ‘łagodni’); mieszkali oni w miejscu,
które – od ich nazwy plemiennej – zostało
później nazwane Meaux.
Inna grupa Belgów, Katalaunowie –
a poprawniej Katuwellaunowie (Catuvellauni
‘najlepsi w walce’) – zamieszkiwała wewnątrz
kraju Senonów i musiała zadowalać się
pozycją ich klientów. Stolicę Katuwellaunów
stanowiło Durocatalaunum (dziś Chalonge).
Wydaje się, że we wcześniejszym okresie byli
oni plemieniem potężniejszym i mieszkali
bardziej na północ. Nazwę „Kassowie” nosiły
różne grupy etniczne zaliczane zazwyczaj do
Galów, a nie do Belgów, co może jednak
wprowadzać w błąd. Bajokassowie (Baiocasses
‘zręcznie uderzający’) zamieszkiwali wzdłuż
wybrzeża atlantyckiego; ich miastem, które
wzięło od nich swą nazwę, było Bayeux; do
pokrewnych im Widukassów (Viducasses
‘zręczni leśni ludzie’) należało miasto Aragen-
uae (dziś Vieux). Kolejny lud z tej grupy,
Weliokassowie, czyli Kaletowie (Caleti
127/140
‘odważni’) osiadł na wschodnim brzegu Sek-
wany; ich głównym ośrodkiem był Rotomagus
(dziś Rouen), a portem – Caracotinum (dziś
Harfleur). Człon „Kassowie” słychać też
w nazwach plemiennych Trykassów
(Tricasses) z Troyes i Wadykassów (Vadicasses)
z okolic Nancy. Jak już wspomniano, możli-
we, że Katuwellaunowie mieszkali dawniej na
północny zachód od Sekwany, ale zostali
rozbici na różne grupy przez odradzające się
plemiona środkowej Galii.
Na północnym wschodzie regionu bel-
gijskiego zamieszkiwało potężne plemię Trew-
erów (Treveri ‘przewoźnicy’). Zajmowali oni
dolinę Mozeli aż do Renu, a ich stolica dała
początek dzisiejszemu Trewirowi. Dane arche-
ologiczne wskazują, że Trewerowie nie byli
plemieniem pochodzenia belgijskiego, ale
raczej wywodzili się od Celtów nadmozel-
skich, którzy zajmowali cały tamten region
w okresie lateńskim. Innymi plemionami,
które, jak się wydaje, pochodziły od owych
128/140
starszych Celtów nadmozelskich, byli Eburo-
nowie (Eburones ‘ ludzie cisu’) – nieliczny ale
odważny lud w lasach Ardenów – a także inne
małe ale nie nieistotne plemiona zam-
ieszkujące okolice rzeki Sambry, takie jak
Ceutronowie, Lewakowie, Kondrusowie,
Ceresowie, Pemanowie i Segnowie. Jeszcze
dalej na południe znajdowali się Leukowie
(Leuci ‘lśniący’), których ziemie rozciągały się
do źródeł rzeki Mozy i do granic kraju plemi-
enia Lingonów. Leukowie, których ośrodkiem
było Tullum (dziś Toul), także mogli być
plemieniem pochodzenia przedbelgijskiego,
które dostało się pod dominację Belgów.
Cezar zlecił Senonom i innym plemionom
galijskim graniczącym z Belgami, aby dostar-
czali mu informacji na ich temat i w efekcie
dysponował dokładną wiedzą dotyczącą bel-
gijskiej konfederacji, rozmieszczenia
poszczególnych terytoriów plemiennych oraz
stanu stosunków z sąsiadami. Nie tracił czasu;
zaciągnął w Italii kolejne dwa legiony
129/140
i wiosną 57 r. p.n.e. pospieszył z powrotem
do Galii. Miał teraz osiem legionów, co –
doliczywszy oddziały posiłkowe (auxilia) –
mogło oznaczać, że liczebność jego wojsk zn-
acznie przekraczała 40 000 ludzi. Remowie
natychmiast wysłali do niego dwóch spośród
swych przywódców, Ikcjosa i Andekom-
bogiosa, proponując mu sojusz i zakładników.
Ale pozostali Belgowie byli niewzruszeni.
Według informacji dostarczonych przez
Remów, gromadzili wielką liczbę wo-
jowników, przygotowując się do nadciąga-
jącej wojny. W Wojnie galijskiej Cezar być
może nieco przesadził, podając liczby wo-
jowników belgijskich: ogółem miało ich być
prawie 300 000, w tym ponad 60 000 Bel-
lowaków oraz po 50 000 Suessjonów
i Nerwiów.
Zdając sobie sprawę z potencjalnych możli-
wości bitewnych tak wielkiej chmary wo-
jowników – o ile tylko Belgowie potrafiliby
ich zgromadzić i odpowiednio przygotować –
130/140
Cezar zdecydował się przeprowadzić
wyprzedzające uderzenie na najsilniejsze
plemię, czyli na Bellowaków. Wiedział już, że
chcieli oni albo stanąć do walki samodzielnie,
albo pełnić rolę przywódczą. Teraz wysłał Dy-
wicjaka i jego oddziały Eduów, by najechały
ziemie Bellowaków. Belgowie jednak zdążyli
już skoncentrować większość wojsk i przys-
tąpili do oblężenia Bibraks (dziś Bièvre) –
miasta Remów. Działali w sposób, który został
opisany przez Cezara jako typowo galijska
metoda prowadzenia oblężenia: „skoro tylko
całość obwarowań otoczą tłumem piechoty,
zaczynają obrzucać mury z wszystkich stron
kamieniami”
4
, następnie unosili tarcze, zwier-
ali je nad głowami, podchodzili do samych
murów i podkopywali się pod nie.
Tak też Bibraks zostało obsypane gradem
kamieni i włóczni, a dowódca miasta, Ikcjos,
nie utrzymałby się długo, gdyby Cezar nie
pchnął ku miastu części swych sił z odsieczą.
Oblegający ruszyli tłumnie w kierunku obozu
131/140
Rzymian. Cezar, wiedząc, że Belgowie cieszą
się opinią bardzo odważnych, zachował os-
trożność i nakazał wykopanie rowów ze
wszystkich stron obozu oraz umocnienie go
szańcami i machinami miotającymi. Wysłał
najpierw jazdę, by wybadała przeciwnika, po
czym rozwinął szeregi swej armii do bitwy.
Po krótkich potyczkach zdecydował się na za-
stosowanie jednej ze swoich ulubionych tak-
tyk – manewru pozorującego: cofnięcie się
piechoty Rzymian do obozu spowodowało, że
Belgowie rzucili się za nią triumfalnie i gdy
brnęli przez rzekę Aisne, Cezar przeprowadził
kontruderzenie. Po zażartej walce Belgowie
wycofali się. Ponieważ tymczasem Eduowie
pustoszyli kraj Bellowaków, więc ci ostatni
chcieli wrócić na swe ziemie. W oczekiwaniu
na dalsze kroki Rzymian, Belgowie rozdzielili
swe wojska. Następnego ranka Cezar ski-
erował legiony przeciw rozproszonym prze-
ciwnikom i przez cały dzień ścigający ich
132/140
Rzymianie siali spustoszenie wśród belgijskich
wojowników.
Teraz Cezar postanowił ujarzmić po kolei
wszystkie plemiona Belgów i dokonał tego,
zdobywając ich grody. Metoda, jaką zwykle
stosował, wyglądała następująco: Rzymianie
usypywali przy twierdzy własne umocnienia
z ziemi oraz budowali wieże i machiny miota-
jące, służące do szturmu. Suessjonowie pod-
dali wkrótce swą główną twierdzę; wśród za-
kładników, których Cezar wziął od nich, znaj-
dowali się synowie króla Galby. Następnie ob-
legał twierdzę Bellowaków i po wstawien-
nictwie Dywicjaka na ich rzecz, przyjął
kapitulację. Poddali mu się także Ambianow-
ie, natomiast ich sąsiedzi – Nerwiowie –
poprzysięgli nie podporządkowywać się Rzy-
mianom. Nerwiowie, wśród których tradycje
wojskowe były bardzo silne, przekonali Atre-
batów i Wiromanduów, by wspólnie stawić
opór. Nie mieli jazdy, ale byli specjalistami
w przygotowywaniu różnorodnych przeszkód
133/140
– z młodych drzew, płotów i cierni – przeciw
konnicy wroga. Opisując przygotowania Ner-
wiów, Cezar wspomina o czynionych przez
nich środkach ostrożności, do których niewąt-
pliwie często uciekały się atakowane przezeń
celtyckie plemiona: „kobiety oraz tych,
których ze względu na wiek uznali za niezdat-
nych do walki, zebrali w takiej okolicy, gdzie
z powodu bagien wojsko nasze nie miałoby
dostępu”
5
.
Niektórzy spośród tych Belgów, jacy skapit-
ulowali przed Cezarem, potajemnie przekazy-
wali Nerwiom informacje o rozmieszczeniu
Rzymian, a szczególnie o fakcie, że każdy le-
gion maszerował osobno i w znacznej
odległości od innych. Cezar dowiedział się
o tych doniesieniach i przebiegle nakazał le-
gionom, aby maszerowały bliżej siebie. Kiedy
obozowano niedaleko Sambry, rzeki szerokiej
i o stromych brzegach, Rzymianie zostali
nagle zaatakowani przez Nerwiów, szarżują-
cych na nich pieszo w bród przez rzekę
134/140
z nieprawdopodobną prędkością. Legiony,
mimo zaskoczenia i ucieczki sprzymierzeńczej
jazdy numidyjskiej, utrzymały pole, odpiera-
jąc falowe ataki Nerwiów dowodzonych przez
ich naczelnego wodza, Boduognatusa.
Zastępca Cezara, Labienus, który przebywał
w ariergardzie wraz z dwoma legionami to-
warzyszącymi taborom, dołączył do bitwy
i Rzymianie odzyskali siły.
Szala zwycięstwa przechyliła się na ich
stronę, ale Nerwiowie i ich sojusznicy
wzgardzili ucieczką. Nawet będąc już w bezn-
adziejnym położeniu „tak wielkim odznaczali
się męstwem, że – jak mówi Cezar – gdy padli
pierwsi spośród nich, kolejni wstępowali na
ciała poległych i z nich dalej walczyli, a gdy
i ci padli, i potworzyły się zwały trupów, to
pozostali przy życiu miotali z nich, jakby
z pagórków, pociski na naszych i z powrotem
odrzucali przechwytywane w locie
włócznie”
6
. Walcząc do końca, prawie wszy-
scy wojownicy Nerwiów padli w bitwie. Cezar
135/140
twierdził, że spośród ich wojsk liczących
w sumie 60 000 ludzi, ostało się zaledwie 500
i że przeżyło tylko 3 członków zgromadzenia
plemiennego liczącego 600 starszych.
Podobna katastrofa czekała Aduatuków
(Aduatuci) – mieszkające w tym regionie
plemię mieszanego pochodzenia, które wy-
wodziło się w większości z resztek germańsko-
celtyckiej armii, jaka niegdyś toczyła z Rzymi-
anami zaciekłe boje na dalekim południu
Galii w 105 r. p.n.e. Zaledwie jedno czy dwa
pokolenia wcześniej osiedlili się oni nad rzeką
Sambrą, strzegąc szlaków wiodących do Ger-
manii. Ulokowali się mocno w miejscu
zwanym Aduatuka, od którego wzięli swą
nazwę etniczną, a które później przyjęło ger-
mańską nazwę Tungros (dziś Tongres). Pam-
ięć historyczna nakazywała Aduatukom trak-
tować podejrzliwie zamiary Rzymian, toteż
słysząc o groźnym zbliżaniu się legionów Cez-
ara, zaczęli przygotowywać się na
spodziewany najazd. Zorganizowali silną
136/140
armię, która miała wspomóc Nerwiów, ale
gdy doszły wieści o klęsce tego plemienia
i o nadciąganiu całej armii rzymskiej, zdecy-
dowali się zająć pozycje w swojej naj-
potężniejszej fortecy. Była nią prawdopodob-
nie skalista twierdza Namur.
Rzymianie oblegali ją, a Aduatukowie –
zdając sobie sprawę, że ich sytuacja jest
rozpaczliwa – wahali się między kapitulacją
a walką. Negocjacje zostały zerwane, Rzymi-
anie zaatakowali i mimo dzielnej obrony,
zdobyli fortecę. Cezar twierdził, że
Aduatukowie próbowali go oszukać, nie zda-
jąc mu wszystkiej broni, a następnie próbując
przeprowadzić zdradziecki atak i dlatego po-
traktował ich bez litości. Cała przebywająca
w twierdzy ludność Aduatuków – 53 000 osób
– została sprzedana w niewolę.
137/140
1
I triumwirat, nieformalne porozumienie zawarte
w 60 r. p.n.e. przez wymienionych polityków,
„w myśl którego nic nie miało się dziać odtąd
w państwie, co mogłoby się nie podobać jed-
nemu z trzech” (Swetoniusz, Żywoty cezarów,
przeł. Janina Niemirska-Pliszczyńska).
2
Commentarii de bello Gallico – istnieją różne
przekłady pol., w tej książce wszystkie cytaty
wg: Gajusz Juliusz Cezar, Wojna galijska, przeł.
Eugeniusz Konik, Wrocław 1978.
3
Nie należy go mylić z królem Eduów o tym
samym imieniu.
4
Cezar, dz. cyt., II, 6.
5
Tamże, II, 16.
6
Tamże, II, 27.
@Created by PDF to ePub
Niniejsza darmowa publikacja zawiera jedynie fragment
pełnej wersji całej publikacji.
Aby przeczytać ten tytuł w pełnej wersji kliknij tutaj.
Niniejsza publikacja może być kopiowana, oraz dowolnie
rozprowadzana tylko i wyłącznie w formie dostarczonej przez
NetPress Digital Sp. z o.o., operatora sklepu na którym można
nabyć niniejszy tytuł w pełnej wersji. Zabronione są
jakiekolwiek zmiany w zawartości publikacji bez pisemnej zgody
NetPress oraz wydawcy niniejszej publikacji. Zabrania się jej
od-sprzedaży, zgodnie z regulaminem serwisu.
Pełna wersja niniejszej publikacji jest do nabycia w sklepie
internetowym Salon Cyfrowych Publikacji ePartnerzy.com.

Celtowie. Dzieje - ebook

  • 2.
    Niniejsza darmowa publikacjazawiera jedynie fragment pełnej wersji całej publikacji. Aby przeczytać ten tytuł w pełnej wersji kliknij tutaj. Niniejsza publikacja może być kopiowana, oraz dowolnie rozprowadzana tylko i wyłącznie w formie dostarczonej przez NetPress Digital Sp. z o.o., operatora sklepu na którym można nabyć niniejszy tytuł w pełnej wersji. Zabronione są jakiekolwiek zmiany w zawartości publikacji bez pisemnej zgody NetPress oraz wydawcy niniejszej publikacji. Zabrania się jej od-sprzedaży, zgodnie z regulaminem serwisu. Pełna wersja niniejszej publikacji jest do nabycia w sklepie internetowym Salon Cyfrowych Publikacji ePartnerzy.com.
  • 4.
    Tytuł oryginału angielskiego:The Celts. A Chronolo- gical History Redakcja i korekta: Margarita Kardasz Indeksy: Mariusz Zwoliński Skład i łamanie: Projekt okładki: Barbara Ćwik Na okładce: rewers monety celtyckiej z III/II w. p.n.e. wybitej przez plemię Bojów, znalezionej w Nowej Cerekwi, gmina Kietrz, woj. opolskie. Ze zbiorów Muzeum Śląska Opolskiego w Opolu Fot. dr Marek Bednarek (Uniwersytet Wrocławski) Książka ukazała się dzięki wsparciu finansowemu Ireland Literature Exchange (fundusz tłumaczeń), Dublin, Irlandia. www.irelandliterature.com info@irelandliterature.com Copyright © Daithi O’Hogain, 2002 This translation of THE CELTS is published by ar- rangement with The Collins Press. Copyright © for the Polish translation and edition Wydawnictwo Akademickie DIALOG, 2009
  • 5.
    Podręcznik akademicki dotowanyprzez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego ISBN (epub) 978-83-8002-126-6 ISBN (mobi) 978-83-8002-130-3 Wydawnictwo Akademickie DIALOG 00–112 Warszawa, ul. Bagno 3/218 tel./faks: (22) 620 87 03 e-mail: redakcja@wydawnictwodialog.pl www.wydawnictwodialog.pl Wydanie elektroniczne, Warszawa 2014 Skład wersji elektronicznej: Virtualo Sp. z o.o. 4/140
  • 6.
    Spis treści Dedykacja Przedmowa Od tłumacza 1.Pochodzenie i kultura Celtów 2. Celtowie w Italii 3. Napór na wschód 4. Celtyberia i Galia Przedalpejska 5. Ogólny chaos i katastrofa 6. Starcia z Rzymianami, Germanami i Dakami 7. Zniszczenie Galii 8. Zmierzch Celtów 9. Przetrwanie na Zachodzie
  • 7.
    10. Świt średniowiecza Źródłai opracowania Bibliografia Ilustracje Spis map O wydawnictwie Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wer- sji książki. 6/140
  • 8.
    Rozdział 1 Pochodzenie ikultura Celtów Jedynych wskazówek na temat ludów zam- ieszkujących Europę kilka tysięcy lat temu i trybu ich życia dostarczają nam źródła ar- cheologiczne. U schyłku epoki kamiennej – pod koniec III tysiąclecia p.n.e. – rozległe ob- szary kontynentu europejskiego były zasied- lone przez rozmaite grupy ludności, niewąt- pliwie reprezentujące całą gamę języków i kultur. Istotny wpływ na rozmieszczenie tych społeczności i kurczenie się zasięgu ich zamieszkiwania wywierały kolejne, napływa- jące ze wschodu fale ludów, wśród których za najważniejsze należy niewątpliwie uznać grupy mówiące dialektami określonymi
  • 9.
    później przez naukowcówmianem „ind- oeuropejskich” – to znaczy dialektami pra- języka, który ukształtował się gdzieś w połud- niowej części pogranicza Europy i Azji, skąd potem rozprzestrzeniał się na wschód i połud- niowy wschód w głąb Azji oraz na zachód w głąb Europy. Na najwyższym poziomie rozwoju wśród owych ludów znajdowali się twórcy imperium hetyckiego w Azji Mniejszej oraz cywilizacji minojsko-mykeńskiej regionu Morza Egejskiego, z której wyrosła kultura grecka. Z tych dwóch ośrodków rozprzestrzeniło się stopniowo na całą Europę użycie brązu, a kiedy pod koniec II tysiąclecia p.n.e. potęga obu wymienionych kultur podupadała, to – jak ukazują źródła archeologiczne – doszło do wzrostu zamożności i znaczenia nowych, różnorodnych grup napływających w inne re- jony kontynentu. Nowo przybyli także posłu- giwali się dialektami języka ind- oeuropejskiego, które z czasem rozwinęły się 8/140
  • 10.
    w osobne języki,takie jak: dacki i tracki na zachód od Morza Czarnego, słowiański i bałtycki na północnym wschodzie, ger- mański w pobliżu Morza Północnego, a italski i iliryjski nad Morzem Śródziemnym i Adriatykiem. Wszystkie te grupy osiedlały się wśród społeczności tubylczych i – chociaż mniej od nich liczne – stopniowo pod- porządkowywały je i poddawały swoim wpływom. Początki Jedną z owych wcześniejszych społeczności był – według terminologii archeologicznej – lud kultury kurhanów, zamieszkujący obszary położone bezpośrednio na północ od Alp, który swą nazwę zawdzięcza imponującym kopcom wznoszonym nad pochówkami przy- wódców. Bardziej na północ rozległe tereny zajmował lud kultury pól popielnicowych, który poddawał zwłoki zmarłych ciałopaleniu; 9/140
  • 11.
    z kolei spopieloneszczątki umieszczano w ur- nach (popielnicach) i dokonywano pochówków na płaskich cmentarzyskach. Zasięg występowania tej kultury wykazywał korelację ze zjawiskiem przemieszczania się grup ludności ze wschodu w centralne rejony kontynentu europejskiego, a stąd – na połud- nie i wschód. Wydaje się, że migracje były w rzeczywistości tożsame z rozprzestrzeni- aniem się dialektów indoeuropejskich, toteż mamy mocne przesłanki, by stwierdzić, że ty- mi właśnie dialektami posługiwały się na- jbardziej wpływowe grupy spośród ludów pól popielnicowych. Około roku 1000 p.n.e. kultury kurhanów i pól popielnicowych zetknęły się na obszarze naddunajskim, doprowadzając do powstania silnych grup lokalnych społeczności w całym regionie. Szczególnie potężny amalgamat tego rodzaju – mówiący dialektem ind- oeuropejskim, który możemy określić jako protoceltycki – zajął wkrótce czołowe miejsce 10/140
  • 12.
    w zachodniej częściowego obszaru. Tworząca go społeczność zdobyła niewątpliwie tę pozycję dzięki przewadze militarnej, a jest mało prawdopodobne, by początkowo prze- ważała liczebnie wśród ludności centralnej Europy. Liczba broni, zwłaszcza mieczy, jakie znajdowały się w wyposażeniu grobowym zmarłych, świadczy, że pierwotni Celtowie byli ludem wojowniczym. Ta cecha prawdo- podobnie wyjaśnia też pochodzenie ich nazwy. Badania językoznawstwa porównaw- czego wskazują, że określenie „Celt” wywodzi się z indoeuropejskiego rdzenia *kel (co zn- aczy ‘uderzać’). Autor grecki Pauzaniasz – w rzeczywistości cytując Hieronima z Kardii (żyjącego w IV w. p.n.e.) – pisze: „Oni sami z dawien dawna nazywali siebie Celtami i tak przez innych byli nazywani” 1 . Możemy więc powiedzieć, że termin „Celtowie” w swym podstawowym rozumi- eniu oznaczał: „wojownicy”, i prawdopodob- nie był używany przez samych Celtów dla 11/140
  • 13.
    wychwalania ich sukcesów,czyli podbojów i rozszerzania panowania nad innymi ludami. Sukcesy te były w dużej mierze wynikiem powszechnego posługiwania się końmi, dzięki którym Celtowie uzyskali wyraźną przewagę nad konkurentami zarówno w handlu, jak i w walce. W VIII i VII w. p.n.e. ekspansja grup celtyckich ogarnęła terytoria znacznie większe niż obszar ich pierwotnej ojczyzny. Jedne grupy zajmowały coraz dalsze ziemie dzisiejszych południowych Niemiec i zachod- niej Austrii; inne zaś przenikały na obecne pogranicze szwajcarsko-francuskie. Kiedy tylko osiedliły się na jakimś obszarze, bezzwłocznie przystępowały do zdobycia tam mocnej i trwałej pozycji. O tym, jakie zn- aczenie Celtowie przykładali do spraw milit- arnych, świadczy na przykład duża liczba wznoszonych i posiadanych przez nich grodów. Służyły one raczej sprawowaniu władzy nad miejscowymi poddanymi niż 12/140
  • 14.
    zabezpieczeniu się przedatakami obcych grup wędrujących w poszukiwaniu łupu. Wiedzę o niektórych zachowaniach wczes- nych Celtów możemy uzyskać na podstawie ich pochówków. Występowanie w nich brązowych mieczy – obok wykonanych również z brązu urn – oznacza, że mamy do czynienia z pochówkami naczelników i świad- czy o ich ambicjach jako wojowników; nato- miast szczątki czterokołowych wozów oraz wspaniałe wyroby garncarskie dowodzą istni- enia wierzeń w podróż do świata zmarłych. Takie wyposażeniae jest doskonale reprezentowane w grobowcu w Hart an der Alz w Górnej Bawarii, datowanym na X w. p.n.e. Wkrótce powszechne stały się pochówki szkieletowe przykryte wielkimi kurhanami, w których grzebano najpotężniejszych moż- nych; z kolei w VIII w. p.n.e. zaczęła pojawiać się broń z żelaza. Najsłynniejsze pochówki celtyckie zostały odkryte w położonej nad jeziorem 13/140
  • 15.
    miejscowości Hallstatt, napołudniowy zachód od dzisiejszego Salzburga w Austrii. W efekcie rozwinięcia na wielką skalę górnictwa soli Hallstatt stał się najważniejszym centrum handlowym na północ od Alp. W rezultacie osiągniętej zamożności doszło do uzyskania przezeń siły politycznej i wpływów kulturow- ych. Ich przejawem był fakt, że w VII i VI w. p.n.e. pochówki typu halsztackiego stały się typowe na obszarze południowych Niemiec i zachodnich Czech. Ciało (nie poddane spaleniu) składano na wozie, często wewnątrz specjalnie skonstruowanej drewnianej komory grobowej. Zmarłego przywódcę wyposażano w żelazne miecze i włócznie, a także w naczynia, noże oraz pieczeń wołową i wieprzową, co świadczy, iż wierzono, że na tamtym świecie zmarły będzie kontynuował ucztę, podobną do ziemskiej. Istnieją rzeczy- wiście przesłanki wskazujące, że stypa przy kurhanie stanowiła część ceremonii pogrze- bowej naczelnika. 14/140
  • 16.
    O rosnącej centralizacjiwładzy w rękach silnych grup krewniaczych świadczą ów- czesne zbiorowe pochówki w kurhanach. Zawierały one wyszukane wyposażenie grobowe, w tym ozdoby kobiece. Odzwier- ciedlając zhierarchizowaną strukturę społeczeństwa, kurhany wielkich przywódców wczesnoceltyckich 2 były często otoczone grobami wojowników – każdego z nich chow- ano wraz z jego długim mieczem. Gdy mówimy o początkach kultury celtyckiej, możemy polegać wyłącznie na źródłach ar- cheologicznych. Jednak jest dla nas oczy- wiste, iż władza owych wodzów rozciągała się wzdłuż doliny górnego Dunaju od zakola Renu poprzez Szwabię, Bawarię, północną Austrię aż do Czech. Początkowo dominującą pozycję zajmowali wschodni Celtowie, a liczne wielkie grody świadczyły o ich sile w całym regionie. Były to m.in.: Heuneburg (na południe od dzisiejszego Hundersingen w Szwabii), Hohenasperg (na południe od 15/140
  • 17.
    dzisiejszego Stuttgartu) ikilka innych o porównywalnym znaczeniu w Szwajcarii. Środek ciężkości świata celtyckiego prze- suwał się stopniowo ze wschodu na zachód, a moment kulminacyjny tego procesu nastąpił mniej więcej sto lat później – Herodot mógł wówczas wspomnieć o regionie, w którym znajdują się źródła Dunaju, jako o „kraju Celtów”. To przesunięcie stanowiło w dużej mierze następstwo faktu, że oto w jednej części Europy obszar otwarty na ambitne dzi- ałania kurczył się, a w drugiej – rozszerzał. W wyniku wzrostu potęgi Scytów duże grupy Daków i Traków zostały wyparte na równiny węgierskie; z kolei ponowne umacnianie się pozycji Greków i Macedończyków zmusiło Ilirów do przeciwstawienia się za wszelką cenę naporowi Celtów. Toteż w praktyce nadzieje na ekspansję na wschód stały się dla Celtów znacznie mniej realne aniżeli perspek- tywy ekspansji w kierunku Zachodniej Europy, gdzie ziemie były bronione znacznie 16/140
  • 18.
    słabiej. Zamieszkiwały jeróżne grupy ind- oeuropejskie, które osiedliły się tu nieco wcześniej, a także ludy przedindoeuropejskie osiadłe tam od bardzo dawna. Drugim ważnym czynnikiem był rozwój szlaków handlowych na zachodzie. Przed- mioty znajdowane w miejscach pochówków dostarczają nam dowodów na wzrost importu prestiżowych dóbr pochodzących z obszaru kultur śródziemnomorskich. Bardzo pożądana przez Celtów była broń z brązu, a także greck- ie hełmy i nagolenniki. W większości impor- towano je za pośrednictwem kolonii greckiej w Massalii (dziś Marsylia), założonej około 630 r. p.n.e., czyli jeszcze przed przybyciem Celtów na sąsiednie obszary. Od Mas- salijczyków nabywano też wyszukaną ceramikę, jak również wysokiej jakości dzbany z dzióbkami i inne wyroby z brązu pochodzące od Etrusków z Italii. Oprócz wymienionych przedmiotów, najważniejszym towarem importowanym było wino, pite 17/140
  • 19.
    podczas uczt przezarystokrację. Kwitła wymi- ana handlowa przez przełęcze alpejskie; ze swej strony Celtowie oferowali bydło, niewolników i niewątpliwie także złoto – łat- wo dostępne (dla najpotężniejszych rodów), uzyskiwane z aluwialnych złóż nad brzegami Renu, Dunaju i Otavy 3 . Ekspansja na szerszą skalę Głód ziemi i rywalizacja doprowadziły do przemieszczeń potężnych grup Celtów na ich zachodniej flance. Jednym z najważniejszych zjawisk tego typu stała się migracja w kierunku północno-zachodnim – wzdłuż Renu – grupy ludności lub konglomeratu grup, które mniej więcej na początku VII w. p.n.e. zajęły oba brzegi tej rzeki w rejonie ujś- cia Mozeli. Nowi przybysze byli dość silni, aby zdominować ludność tubylczą – część wypierając, część asymilując. 18/140
  • 20.
    Migracja ta byłarównoznaczna z rozszerz- aniem zasięgu starej kultury halsztackiej, a uczestniczący w wędrówce Celtowie poddali swej kontroli pokaźny obszar rozciągający się od Renu prawie do Sekwany. Kierowała nimi pewna liczba dominujących rodów, które – o czym świadczą ich rozbudowane domostwa i miejsca pochówku – dużo zainwestowały w swój prestiż i status zdobywców. W pew- nych okolicznościach otaczały one szczególnym splendorem niektóre na- jważniejsze osoby ze swej warstwy, zarówno kobiety, jak i mężczyzn, co widać na przykładzie zwłaszcza interesującego pochówku, datowanego na sam koniec VI w. p.n.e., znajdującego się na zachodnim skraju terytorium zajętego przez tę grupę Celtów, w Vix koło Châtillon-sur-Seine w Burgundii. Był to pochówek kobiety mającej około 35 lat, być może kapłanki, wewnątrz dużego kur- hanu. Ciało zmarłej złożono na wozie pogrze- bowym; na głowie miała złoty diadem. 19/140
  • 21.
    Zmarłą wyposażono teżw brązowe naczynia pochodzenia greckiego z rytymi zdobieniami, jak również w bransolety i brosze. Bardziej na południe, poczynając od VII w. p.n.e., inne ekspansywne grupy celtyckie napierały w kierunku południowo-zachodnim, przez Rodan, i weszły w kontakt z osiadłymi tam Ligurami – grupą etniczną należącą do it- alskiej gałęzi ludów indoeuropejskich. Znaleziska archeologiczne związane z Lig- urami przypominają pod wieloma względami przedmioty należące do dawnej kultury pól popielnicowych. Nowo przybyli, zagarniając ziemie Ligurów i niewątpliwie asymilując dużą część tego ludu, rozprzestrzenili się na rozległym obszarze dzisiejszej wschodniej i środkowej Francji. Szczególnie silna grupa – przodkowie Kubiów (Cubi) – zajęła ziemie między Rodanem a Loarą, w dzisiejszej fran- cuskiej krainie Berry. Inne grupy przekroczyły Rodan bardziej na południe i spychały plemi- ona liguryjskie ku Morzu Śródziemnemu. 20/140
  • 22.
    Główną rolę wśródprzybywających na tamte ziemie odgrywali przodkowie Arwernów (Arverni ‘zwierzchnicy’), którzy zdominowali mniejsze grupy przybyszów w całym regionie rozciągającym się na zachód aż do rzeki Garonny. Na wczesnym etapie – być może mniej więcej w tym samym czasie – część Ligurów przekroczyła Pireneje i zmieszała się z tubyl- czą ludnością północno-zachodniej Hiszpanii. Celtowie zaś, posuwając się przez terytoria liguryjskie, dotarli aż do Riwiery, gdzie przemieszali się z Ligurami. W wyniku tego procesu ukształtowały się plemiona znane później pod nazwami celtyckimi, takie jak Kawarowie (Cavari ‘olbrzymi’) i Salluwiowie (Salluvii ‘mieszkańcy wybrzeży’). Być może niektórzy Celtowie przekroczyli w tym czasie Pireneje, ale jeśli tak się stało, to zapewne znaleźli się tam w liguryjskiej strefie wpływów. 21/140
  • 23.
    Tymczasem ważne przemianyzachodziły wśród Celtów mieszkających w rejonie źródeł Dunaju. Dostępne od IX w. p.n.e. lub nawet wcześniej żelazo oraz zastosowanie go na coraz większą skalę do wytwarzania broni za- pewniły jego posiadaczom wyraźną przewagę. Uważa się, że plemiona germańskie na północy zapożyczyły słowo oznaczające „żelazo” z celtyckiego *isarnon (‘twardy met- al’). Między Alpami a Dunajem powstały duże ośrodki hutnictwa żelaza, wytwarzające – oprócz broni – różnorodne narzędzia, które z kolei znacznie zwiększyły techniczne możli- wości wytwórców. Zwiększyło się również za- stosowanie złota i srebra do wyrobu ozdób. Dzięki przyswajaniu przez Celtów wiedzy od innych ludów oraz pojawieniu się rodzimych, celtyckich mistrzów i warsztatów kowalskich, mogła – począwszy od VI w. p.n.e. –pojawić się cała gama nowych wzorów przedmiotów tak użytkowych, jak dekoracyjnych. Był to tak zwany okres lateński, który nazwę zawdzięcza 22/140
  • 24.
    odkryciu wielkiego zespołutakich wyrobów w miejscowości La Tène położonej nad jezior- em Neuchâtel w zachodniej Szwajcarii. Wzrost zamożności i efektywności stały się cechami charakteryzującymi społeczeństwo kultury lateńskiej. Jego osiągnięcia cywiliza- cyjne przyczyniały się nie tylko do pod- noszenia prestiżu tej społeczności, ale także miały wpływ na możliwości w zakresie polityki i walki. Na przykład, o ile zwykłe wozy czterokołowe znajdowały się od dawna w powszechnym użyciu, to teraz specjalne wozy o zastosowaniu ceremonialnym były bogato dekorowane z wykorzystaniem (na coraz większą skalę) elementów z brązu i żelaza. Z kolei, aby ułatwić podróż i trans- port, do kół wozów mocowano żelazne obręcze i ostatecznie doszło do wykształcenia szybkich, dwukołowych rydwanów używa- nych w walce. Taki rodzaj rydwanów, za- pewne wzorowany na pojazdach używanych przez Etrusków z północno-zachodniej Italii, 23/140
  • 25.
    stopniowo zastąpił wpochówkach naczel- ników wozy starszego typu i dowodzi zn- aczenia, jakie nowe pojazdy miały dla nowej przywódczej elity. Naczelnicy ludności lateńskiej byli związani z regionem położonym wokół źródeł Renu i Dunaju sięgającym aż do Alp. W sposób szczególny wzbogacili się, sprawując kontrolę nad szlakami wodnymi i dzięki temu – nad handlem. Z tego regionu ich władza rozszerz- ała się w sposób bezpośredni w wyniku ulepszeń w technice walki, a także pośredni – w następstwie ich autorytetu i wpływów kul- turowych. Z dominującą pozycją kultury lateńskiej wiąże się przypuszczalnie pochodzenie pewnej ważnej innowacji, do jakiej doszło w mówionym języku celtyckim – było nią zastąpienie w wymowie bezdźwięcznego, labiowelarnego ku przez dwuwargową spółgłoskę zwarto-wybuchową p. W wyniku procesu rozszerzania się wpły- wów wyżej rozwiniętych Celtów lateńskich, 24/140
  • 26.
    taka wymowa mogłabyć traktowana jako modna i przyjmowana na coraz większych ob- szarach. Starsza wymowa, jak zobaczymy, zachowała się w formie welarnej spółgłoski zwarto-wybuchowej k wśród tych grup Celtów, które nie dostały się pod bezpośredni wpływ ekspandującej kultury lateńskiej. Władza i rywalizacja Układ sił między poszczególnymi królami i wodzami ulegał niewątpliwie – w war- unkach ciągłej rywalizacji między nimi – roz- maitym wahaniom; „księstwa” halsztackie stały się jednak zbyt ociężałe, a ich arys- tokratycznym rodom, które już zasmakowały w zbytku, brakowało umiejętności, by prze- ciwstawić się poważnej presji z zewnątrz. Jak wskazują dane archeologiczne, na początku V w. p.n.e. na zachód od Renu doszło do zer- wania ciągłości kulturowej, co świadczy o tym, że w tym regionie zastąpienie 25/140
  • 27.
    „księstw” halsztackich przezprzybyszów lateńskich dokonało się w znacznej mierze drogą podboju militarnego. Tego typu zdar- zenia wystąpiły nie tylko na obszarze nad- reńskim, ale także na pewnym odcinku w kierunku wschodnim wzdłuż Dunaju, gdyż to właśnie grupy ludności lateńskiej lub grupy, w których ludność ta stanowiła ele- ment dominujący, podejmowały wielkie mi- gracje trwające od VI w. p.n.e. I tak wielka twierdza w Heuneburgu górująca nad Dun- ajem była w drugiej połowie V w. p.n.e. wielokrotnie niszczona przez pożary. Późniejsi autorzy łacińscy przekazali nam opis zdarzenia, którego pierwowzór musiał należeć do tradycji przechowywanej przez sa- mych Celtów. Według Liwiusza dwaj przedsię- biorczy książęta, bracia Belowezus i Segowezus, nieposiadający własnych królestw, zostali wysłani „do innych siedzib, które bogowie wskażą przez wróżby”. Można na tej podstawie przypuszczać, że Celtowie 26/140
  • 28.
    traktowali podejmowanie nawielką skalę mi- gracji jako akt rytualny. Znaczenie imienia Belowezus to ‘znający się na zabijaniu’ (‘umiejący zabijać’), a Segowezus – ‘znający się na zwyciężaniu’ (‘umiejący zwyciężać’). Być może obaj w rzeczywistości nie byli postaciami historycznymi, to jednak takie prestiżowe tytuły świadczyły o trwaniu mitycznej pamięci o wielkich przywódcach. „Los – jak czytamy u Liwiusza – wyznaczył Segowezusowi Las Hercyński, Belowezusowi zaś dali bogowie o wiele lepszą drogę – do Italii”. Innymi słowy, bogowie woleli, aby Segowezus wyruszył ze swoimi zwolennikami w kierunku środkowej Europy, a bardziej obiecującą perspektywę doliny Padu przezn- aczono Belowezusowi. Z takiego legendarnego przekazu nie sposób uzyskać wielu ważnych szczegółów. Prawdziwie jednak brzmi stwier- dzenie, że wysyłając obu „młodzieńców rzutkich”, zezwolono im, iż: „mogą wziąć tyle ludzi, ile zechcą”, a to w tym celu, „żeby jakiś 27/140
  • 29.
    lud nie stawiłim jako przybyszom oporu” 4 . Gwałtowny przyrost ludności mógł przyspieszyć decyzję ambitnych młodych ludzi, by wyruszyć z rodzinnych okolic i znaleźć dla siebie nowe przeznaczenie. W rzeczywistości migracje – zmitologizowane w osobach Belowezusa i Segowezusa – musi- ały zacząć się w VI w. p.n.e. i trwały dobrze ponad sto lat. W tych długotrwałych migracjach uczest- niczyły potężne grupy ludności roz- przestrzeniające się promieniście we wszys- tkich kierunkach z ojczyzny położonej na północ od Alp. Tradycja mówiąca o Belowezusie, który udaje się do Italii, stanowiła zapewne echo przekazu o tym, jak to pewne grupy zaryzykowały wędrówkę na południe, przekroczyły Alpy przez Przełęcz Świętego Gotharda i Przełęcz Świętego Bern- arda, po czym zdominowały kulturę Golasecca nad rzeką Addą 5 . Pojawiające się wówczas inskrypcje z tego obszaru zostały 28/140
  • 30.
    napisane dialektem językaceltyckiego, określanym jako lepontyjski. Niewiele one mówią na temat kultury lepontyjskiej, ale pokazują przechodzenie dawnego labiow- elarnego ku w p, świadcząc w ten sposób, że na północ od Alp przekształcenia językowe następowały już powszechnie. Na początku V w. p.n.e. Etruskowie podporządkowali sobie mieszaną ludność celtycką i kultury Golasecca, ale jeszcze przez wiele stuleci rozbrzmiewał na tym obszarze dialekt lepontyjski. Najważniejszymi spośród wszystkich mi- gracji, które zostały podjęte przez ludność lateńską, były te skierowane na północ – wzdłuż wschodniego brzegu Renu, tym samym szlakiem, jaki wiek wcześniej obrali ich halsztaccy poprzednicy. Teraz nowi i no- wocześni przybysze z doliny naddunajskiej skręcili na zachód i przekroczyli Ren w połowie jego biegu, obeszli Wogezy od północy i wkrótce opanowali rozległe połacie 29/140
  • 31.
    kraju. Zapewne podrodze zabrali ze sobą dużą część ludności znad środkowego Renu, w wyniku czego doszło do przemieszczenia stamtąd części wcześniejszej społeczności celtyckiej oraz do powstania rozległych ośrodków osadniczych nad Mozelą i Marną. Kontrolując szlaki wodne łączące północno- zachodnie obrzeża Europy z bogatym połud- niem, lateńscy przybysze czerpali duże zyski z handlu, dzięki czemu wzrosło ich znaczenie i wpływy w całym celtyckim świecie. W ten sposób wcześniejsi osadnicy celtyccy – w których języku bez wątpienia nadal istni- ała labiowelarna głoska ku – zostali z tego ob- szaru w większości wyparci. Część z nich zepchnięto na zachód – a mianowicie przede wszystkim Senonów (Senones), których nazwa może oznaczać albo ‘dawnych mieszkańców’, albo ‘czcicieli Senosa’, czyli ‘starego’, to jest boga-przodka. Większość Senonów stworzyła swój nowy rejon osadniczy nad brzegiem rzeki Yonne, gdzie ich ośrodkiem zostało 30/140
  • 32.
    Agendincum (dziś Sens);wielu Senonów podzieliło się jednak na mniejsze grupy i roz- sypało po różnych częściach Galii. Pokrewna grupa, *Quariti (później znani jako Paryzjow- ie, Parisii), których nazwa oznaczała ‘skuteczni’ albo czciciele ‘skutecznego’ bóst- wa, została wypchnięta na północ wzdłuż Sek- wany, nad którą ostatecznie założyła swój ośrodek, Lutecję (dziś Paryż). Inni zostali wyparci na południowy wschód – jak Sekwanowie (Sequani, których miano pochodziło od nazwy rzeki Sekwany), a także pokrewni im Helwetowie (Helvetii ‘posiadacze niemałych ziem’), którzy przez kilka pokoleń pozostali na ziemiach dzisiejszej Alzacji, zan- im ponownie przekroczyli Ren już długo po wygaśnięciu wielkich migracji Celtów. Wszys- tkie te plemiona zostały oczywiście z czasem zasymilowane przez społeczności reprezen- tujące wyższą kulturę lateńską, ale w zwycza- jach pogrzebowych Sekwanów i Helwetów zachowały się pewne cechy charakterystyczne 31/140
  • 33.
    dla starszego typuhalsztackiego, jak np. pochówki w pojedynczych kurhanach, a nie na nowszych cmentarzyskach. Z kolei ci spośród starszej warstwy Celtów, którzy znaleźli się na północy, musieli szukać now- ych terytoriów, toteż zaczęli rozprzestrzeniać się na zachód i w stronę kanału La Manche. Pochodzić od nich będą prawdopodobnie między innymi Aulerkowie (Aulerci ‘wyg- nańcy’), których nazwa mogła odzwierciedlać fakt usunięcia ich z pierwotnych siedzib. Echo rozproszenia stanowiły też nazwy odłamów Aulerków, czyli: Cenomanowie (Cenomani ‘przesunięci daleko’), Sagiowie (Sagii ‘szuka- jący’) i Diablintowie (Diablintes ‘niezmordowani’). Migracja zaś, którą w legendzie przypisano Segowezusowi, musiała w rzeczywistości wydarzyć się kilka pokoleń później niż po- zostałe. W VI w. p.n.e. siła Celtów na wschodzie słabła, toteż pod pojęciem migracji Segowezusa mogła przetrwać pamięć 32/140
  • 34.
    o różnych wydarzeniach,takich jak np. napór Celtów znad górnego Dunaju w celu ko- lonizowania tamtejszych obszarów dla włas- nych potrzeb. Ruchom tym przewodziły grupy znane później jako Bojowie (Bogii lub Boii ‘atakujący’), które przedarły się na tereny kontrolowane przez starsze, halsztackie „księstwa” w Czechach i ustanowiły swoją su- premację zarówno nad grupami typu halsztackiego, jak i nieceltyckimi. Inne plemi- ona, wspierane przez Bojów, zagarnęły duże obszary na północny wschód od Alp należące do Retów – ludu pokrewnego Wenetom (należącym do północnych Italików). Skutkiem rozprzestrzeniania się osadnictwa Celtów lateńskich, obejmującego coraz szer- szy region i zbliżającego się do nizin węgier- skich, stanie się ich zetknięcie się z kolejnymi tubylczymi ludami zamieszkującymi obszary na wschód od Alp, z plemionami iliryjskimi, takimi jak Dardanowie i Panonowie, 33/140
  • 35.
    a wreszcie –gdy Celtowie zbliżą się do Karpat – z Dakami. Królewskość Ambikatusa W odniesieniu do Celtów, zwłaszcza tych na wschodzie, autorzy klasyczni używali niekiedy nazwy „Galatowie” (Galatae). Był to rodzimy termin celtycki oznaczający wo- jowników, którego rdzeń stanowiło słowo gal- (‘umiejętność’ lub ‘waleczność’). Rzymianie woleli posługiwać się inną wersją tej nazwy: „Galowie” (Galli) – i taka potoczna forma była stosowana coraz szerzej. Określenia „Galowie” używano powszech- nie wobec plemion celtyckich zamieszkują- cych tereny dzisiejszej Francji i ziem sąsied- nich, toteż ten ogromny obszar stał się znany w języku łacińskim jako Gallia 6 . Początkowo najpotężniejszymi pośród Galów byli osadnicy lateńscy nad Mozelą i nad Marną, przy czym środek ciężkości stopniowo przesuwał się ku 34/140
  • 36.
    grupie zamieszkującej nadMarną. Kultura os- adników nadmozelskich, która rozkwitła w re- jonie ujścia tej rzeki do Renu, w końcu V w. p.n.e. znajdowała się już w stanie regresu. A niedługo potem większość ich terytorium została zajęta przez Belgów (Belgae) – inny lud celtycki, również owładnięty przez ambicje oraz ducha przygody i prowadzący ekspansję na północ. Belgowie pochodzili, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa, z centralnej części dzis- iejszych Niemiec, z okolic rzek Tauber i Men. Wydaje się, że zalążkiem tego ludu były reli- gijne związki wojowników, jakie powstały w próżni wytworzonej przez osłabnięcie starych „księstw” halsztackich. Nazwa „Bel- gowie” oznaczała: ‘wściekli’ albo ‘szaleni’ i wszystko wskazuje na to, że pierwszym członkom tej grupy mniej zależało na stabiliz- acji, a bardziej na przygodzie. Niektórzy spośród stojących na czele wojowników mogli być potomkami miejscowych peryferyjnych 35/140
  • 37.
    naczelników halsztackich –młodymi ludźmi bez dziedzictwa zapewniającego im utrzy- manie, ale przekonanymi o swych bojowych umiejętnościach. Kultura Belgów – grupy dopiero rozwijającej się – była prymity- wniejsza od kultury ich celtyckich kuzynów; na przykład Belgowie nie grzebali ciał swych zmarłych we wspaniałych grobowcach przykrytych kurhanami, ale praktykowali ciałopalenie i składanie popiołów w urnach. Stopniowo jednak przyswajali sobie dialekt i obyczaje bardziej wpływowych sąsiadów. Jest bardzo prawdopodobne, że Belgowie byli stowarzyszeni, a może nawet spokrewnieni, z wielkim plemieniem Wolków (Volcae), zam- ieszkującym Bawarię i sąsiednie ziemie połud- niowych Niemiec. Celtowie nadmozelscy utracili swe ziemie na rzecz Belgów, ale część ich potomków zachowała tożsamość i odrębność plemienną. Najważniejszą wśród nich pozycję zajmowali 36/140
  • 38.
    Mediomatrykowie (Mediomatrici), których nazwa‘między matkami’ odnosiła się do tamtejszych rzek i ich bogiń. Stolicą plemi- enia było Divodurum (‘boska twierdza’, dziś Metz), a drugim ważnym miastem – Verodunum (dziś Verdun) nad Mozą. Kilka in- nych grup potomków Celtów nadmozelskich przetrwało na ziemiach położonych dalej w głąb terytorium opanowanego przez Bel- gów, po obu stronach rzeki Sambry i w lasach Ardenów; pochodzili od nich chyba Trew- erowie (Treveri), Ceutronowie (Ceutrones) i Eburonowie (Eburones). Bardziej stabilne okazały się struktury społeczne Celtów nad Marną. Tamtejsi osad- nicy, być może wzmocnieni przez niektórych Celtów nadmozelskich ocalałych po za- łamaniu się ich kultury, stopniowo uzyskali dominującą pozycję w całym regionie, na co jednoznacznie wskazuje ich potężne oppidum Latisco, położone na górze Lassois u źródeł Sekwany. Wiele spośród plemion z tamtego 37/140
  • 39.
    regionu musiało pochodzićod lateńskich przybyszów, a tak naprawdę – od ich rodów przywódczych. Nazwy tych plemion znamy dopiero z czasów o kilkaset lat późniejszych. Byli to przede wszystkim Lingonowie i Eduowie. Lingonowie (Lingones ‘skoczkowie’ lub ‘energiczni’) pozostali nad Marną, a ich ośrodek stał się zalążkiem dzisiejszego Lan- gres. Eduowie wywodzili swą nazwę od imi- enia Aedosa – ‘płomiennego’ (określenie przodka lub bóstwa solarnego). Byli na tym obszarze grupą najpotężniejszą i rozszerzali swą supremację w kierunku południowo- zachodnim. Ich głównym ośrodkiem było wielkie, położone na wzgórzu oppidum Bibrakte (Bibracte ‘miejsce bobrów’, obecnie identyfikowane z górą Beuvray na zachód od Autun). Dominacja wodzów znad Marny nie trwała jednak dłużej niż parę pokoleń. Inni Celtowie, którzy niegdyś osiedlili się za Loarą, również przyswajali kulturę lateńską, a ich siła oraz 38/140
  • 40.
    wpływy rosły. Należytu przede wszystkim wymienić Kubiów, którzy utworzyli potężny ośrodek Awarykum (Avaricum, dziś Bourges). Tradycja przypisała awans tej grupy talentom przywódczym ich wielkiego króla Am- bikatusa. Jego autorytet był tak duży, że w tradycyjnym legendarnym przekazie stał się on archetypem władcy odnoszącego sukcesy, bogatego i odważnego, którego panowaniu błogosławiły niezwykle obfite zbiory. W tym stwierdzeniu odbija się echem dawna wiara Celtów, że dobrobyt towarzyszy władzy tego króla, który ucieleśnia rytualną właściwość „prawdy”. Operując bardziej realistycznymi termin- ami: imię Ambikatus oznaczało tego, „który zmienia losy bitew”, i wskazywało, jak skutecznie bronił on spraw i interesów swego plemienia. Kubiowie (‘zwycięzcy’) rozszerzali swe terytorium plemienne, aż objęli całą środkową Galię między rzekami Loarą i Vi- enne. Szczególne dobro tego obszaru 39/140
  • 41.
    stanowiły m.in. wyjątkowobogate złoża rudy żelaza. Ich intensywna ekslopatacja przez Ku- biów w znacznym stopniu przyczyniła się do szybkiego wzrostu znaczenia plemienia. Am- bikatus prawdopodobnie jako pierwszy uży- wał tytułu „Bituryks”, czyli ‘król świata’ – odnoszącego się do świata celtyckiego i wskazującego, że w tych czasach ciągle istni- ało pojęcie jednej kultury celtyckiej, mimo że różne ośrodki władzy były w rzeczywistości od siebie niezależne. Próby ustalenia chronologii panowania Am- bikatusa wskazują, że działał on w połowie V w. p.n.e. Kampanie wojenne, dzięki którym zdobył dominującą pozycję wobec sąsiednich grup etnicznych, doprowadziły też do zn- acznego powiększenia terytorium jego plemi- enia. Kariera Ambikatusa świadczy chyba o tym, że splendor i scentralizowane rządy w starym, „halsztackim” stylu mogły zostać skutecznie połączone z innowacyjną techniką lateńską i efektywnym zarządzaniem 40/140
  • 42.
    zasobami. Pojęcie owej„władzy królewskiej nad światem” oznaczało, iż Ambikatus spra- wował przywództwo szerokiej konfederacji, zróżnicowanej pod względem pochodzenia, obejmującej wszystkie duże plemiona środkowej Galii: Eduów, Lingonów i Senonów na wschodzie, Aulerków na północy oraz Ar- wernów na południu. Jak się zdaje, najdalej bezpośrednia władza Kubiów Ambikatusa sięgała na południowy wschód, gdyż tam właśnie jeden z odłamów plemienia ustanowił swą siedzibę w Burdigali (dziś Bordeaux), gdzie plemię to było znane pod nazwą Wi- wiskowie (Vivisci). Wymienione określenie pochodziło od nazwy używanej dla owego obszaru przez Lig- urów, którzy od kilku stuleci zasiedlali połud- niową Francję i północną Hiszpanię, a teraz znaleźli się pod rosnącym naporem Celtów. Nacisk tych ostatnich dotknął też te grupy celtyckie, które już dawno osiadły na połud- niowym wschodzie, a na których kulturę styl 41/140
  • 43.
    lateński miał jakdotąd niewielki wpływ. Różne przesłanki wskazują, że wśród tych grup doszło do istotnych przemieszczeń lud- ności – które objęły m.in. plemiona Turonów i Lemowików – i wydarzenia te albo roz- poczęły, albo przyspieszyły proces migracji Celtów przez Garonnę do Akwitanii. Tam ludy celtyckie zetknęły się z plemionami lig- uryjskimi i następnie z niektórymi tubylczymi ludami nieindoeuropejskimi, takimi jak Baskowie i Iberowie; w wyniku tych kontak- tów w południowo-zachodniej Galii wykształ- ciła się mieszana kultura, przy czym język celtycki i system społeczny Celtów na ogół dominowały na zajętych przez nich obszarach. Wpływy celtyckie wkrótce rozszerzyły się poza Pireneje, a odłamy plemion celtyckich kontynuowały wędrówkę i gdzieś w pobliżu zachodniego wybrzeża przekroczyły góry. Przedzierając się przez Półwysep Iberyjski, przeszły przez terytoria Basków i napierały na 42/140
  • 44.
    plemiona znajdujące siędalej na zachód i południe – Kantabrów, Asturów i Luzytanów, którzy w przeważającym stopniu wywodzili się od wcześniejszych fal osad- ników indoeuropejskich. Głównym oparciem celtyckich przybyszów stały się zakładane przez nich silne grody na wzgórzach, które najpierw wznosili w środkowej części półwyspu, na coraz większym obszarze, a z czasem w różnych innych, rozrzuconych po półwyspie miejscach. Grody owe nazywali celtyckim słowem briga. Z jego częstego wys- tępowania w toponimii wyraźnie wynika, że na tych terenach zaczęto powszechnie używać języka celtyckiego. Prawdopodobnie to właśnie tych celtyckich przybyszów wspomin- ał historyk Tukidydes, cytując mowę Alkibi- adesa, proponującego Spartanom, podczas wojny sycylijskiej w 415 r. p.n.e., zaciągnięcie najemników iberyjskich „oraz innych tamtejszych barbarzyńców, cieszących się powszechnie sławą wielkiej dzielności” 7 . 43/140
  • 45.
    Jak twierdzi Liwiusz,populacja Galii rosła tak szybko, iż stary już Ambikatus postanowił, dla rozładowania napięć wynikających z prze- ludnienia, polecić niektórym spośród swoich ludzi, by poszukali nowych miejsc osiedlenia w odległych krajach. Według Liwiusza mi- grację, do której następnie doszło, uważano za akt rytualny, a podobnie traktowano także wcześniejsze migracje podejmowane przez Celtów z ich pierwotnych siedzib na północ od Alp. Rzeczywisty powód migracji, jakim była eksplozja demograficzna, stanowił oczy- wiście powtórzenie wcześniejszych doświad- czeń. Toteż w późniejszej tradycji doszło do scalenia dwóch różnych zdarzeń, tak iż Am- bikatus został anachronicznie połączony z le- gendarnymi braćmi Belowezusem i Segowezusem. Teksty Liwiusza i innych autorów łacińskich zawierają pogląd, że byli oni siostrzeńcami Ambikatusa i że to właśnie on polecił im wyruszyć na poszukiwanie ziem do zdobycia. 44/140
  • 46.
    Bez wątpienia jednakmigracja, którą reko- mendował Ambikatus, miała miejsce później i była odrębnym wydarzeniem. Według Li- wiusza uczestniczące w niej grupy stanowiły nadwyżkę ludności z plemion galijskich ze środkowych i wschodnich ziem dzisiejszej Francji, takich jak Arwernowie, Senonowie, Eduowie i Aulerkowie. Co prawda Liwiusz chyba wydedukował to wszystko na podstaw- ie nazw plemion celtyckich, których obecność w północnej Italii została poświadczona już później, to jednak zapewne w informacji tej tkwiło echo prawdy, gdyż wymienione plemi- ona stanowiły zapewne największe zagrożenie dla hegemonii Kubiów. Logiczne więc, że Am- bikatus nalegał, by młodzi wojownicy opuścili swe plemiona, a jego nalegania prawdopodob- nie łączyły zachętę z zawoalowaną groźbą. Galowie – w wyniku kontaktów handlowych i pośrednictwa Celtów lepontyjskich z połud- niowej strony Alp – byli od dawna świadomi bogactw Italii, toteż zalecanym kierunkiem 45/140
  • 47.
    migracji stało siępołudnie. Jeżeli Liwiusz ma rację, wskazując na schyłek panowania Am- bikatusa jako na czas wydarzeń, to wynikałoby, że migracja na południe doliną Rodanu zaczęła się w połowie V w. p.n.e. Celtowie na wyspach Pierwsza pisana relacja dotycząca rzeczy- wistej geografii zachodniej Europy odnosi się do podróży Himilkona, który niedługo przed 530 r. p.n.e. żeglował wzdłuż wybrzeża Oceanu Atlantyckiego w kierunku północnym. Był Kartagińczykiem, któremu kolonia grecka w Massalii zleciła rozpoznanie szlaków mor- skich aż do miasta Tartessos (w pobliżu Za- toki Kadyksu). Tam jego załoga usłyszała, że niektórzy żeglarze tartezyjscy – starożytnego ludu o kwitnącej kulturze z południa dzis- iejszej Hiszpanii – pływali na północ, wzdłuż wybrzeża atlantyckiego, a jeden z nich po- zostawił nawet sprawozdanie z takiej 46/140
  • 48.
    podróży. Relacja Himilkonazostała sporząd- zona po grecku i chociaż zaginęła, to odniesi- enia do niej pojawiły się w łacińskim poemacie napisanym wieleset lat później przez niejakiego Awienusa. Oczywiście nie wszystkie zapożyczenia u Awienusa pochodzą od Himilkona, ale nawet w takiej niesatysfak- cjonującej formie tekst ten daje nam możli- wość dokonania kilku wejrzeń w prahistorię. Widzimy w nim zachodnią Europę, której obraz jest bardzo spłaszczony. Wynikająca z niej rozciągłość południkowa Francji jest bez wątpienia mniejsza niż w rzeczywistości; kanał La Manche uważany jest za faktyczne przedłużenie Zatoki Biskajskiej, którą z kolei traktuje się jako prawie synonim at- lantyckiego wybrzeża Hiszpanii. Wyspy za morzem – w tym Brytanię (wspomina się o pochodzącej stamtąd cynie) – wymienia się w tekście pod nazwą „Oestrymnides”, a obsz- ar Bretanii i zachodniej Francji został określony mianem „Oestrymnis”. Jako aluzję 47/140
  • 49.
    do trwającego podbojui wysiedleń ludności należy być może traktować wzmiankę o up- rawianiu ziemi przez ludzi z Oestrymnis w swym kraju, ale „po wielu latach wąż przegnał uprawiających”. Natomiast wyraźne odniesienie do wysiedleń pojawia się we frag- mencie dotyczącym Ligurów – ich ziemię określono jako „opuszczoną teraz przez wieśniaków i od dawna wyniszczaną przez bandy Celtów i wiele krwawych najazdów”. Być może mamy tu do czynienia ze śladami pamięci o tym, jak Celtowie w toku swej ek- spansji wyparli Ligurów z zamieszkanych przez nich terytoriów w środkowej Francji. Trudniej jest odszyfrować z tekstu ówczes- ną sytuację Brytanii i Irlandii. Awienus nazy- wa Brytanię „rozległą wyspą Albionów”, a dotycząca jej poniższa wzmianka jest uderzająco precyzyjna: Przeciwne brzegi w pewnej odległości, stawiając czoła mroźnym podmuchom 48/140
  • 50.
    północnego wiatru, wznosząponad wodę potężne klify – są tam dwa bliźniacze klify, a ich żyzną glebę pokrywa murawa, rozciąga- jąc się aż do miejsca, gdzie w zamglonym zachodnim morzu Ren się skrywa […] Wzmianka dotyczy niewątpliwie klifów Dover. W kręgu języka łacińskiego uważano, że to właśnie te lśniące klify dały starożytną nazwę wyspie – *Albiu, co miało znaczyć ‘bi- ałe miejsce’. Termin Albiu był jednak ist- niejącym od dawna celtyckim określeniem wyspy i znaczył po prostu ‘ziemia’ czy ‘kraj’. Analogicznie rzecz miała się z Irlandią, która według Awienusa była „gęsto zaludniona przez Hiernów”. Jej nazwa pochodziła od staroceltyckiego słowa *Éveriju o znaczeniu: ‘ziemia’ czy ‘rola’ (‘gleba’); u Greków przyjęła formę: Hivera, którą skojarzyli oni z greckim słowem hiera i nadali jej znaczenie: ‘święta wyspa’. Toteż Awienus mówił o dobrobycie 49/140
  • 51.
    Irlandii, lężącej „pośródwód, bogatej w zielone murawy”. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa nazwy Albiu oraz Éveriju zostały nadane obu wyspom przez Celtów z kontynentu i nawet gdyby nie występowały w oryginalnym spra- wozdaniu Himilkona, to można z dużą dozą pewności przyjąć, że istniały w tej wersji podróży, którą przekazał w III w. p.n.e. Eratostenes. Z kolei Pyteasz z Massalii, który dotarł do Brytanii około 325 r. p.n.e., mógł już być obeznany z tymi toponimami; mimo to określa jednak owe kraje łącznie jako wyspy „Pretyjskie” (Prettanik), które to miano pochodzi od nazwy ludności – Pritani (‘ci, którzy się malowali’) – jaka z czasem dała nazwę wyspie Brytanii. Istnienie nowej nazwy wskazuje, że istotna część wyspy znajdowała się już w tym czasie pod panowaniem ludu, który tak się nazywał, a ludem tym musieli być Celtowie. Samo określenie Pritani zostało chyba po raz pierwszy użyte w odniesieniu do 50/140
  • 52.
    mieszkańców wyspy przezCeltów kontynentalnych. Owi Prytanowie musieli być obecni w Brytanii od VI w. p.n.e. i używać już w małej ilości narzędzi żelaznych oprócz bardziej powszechnych brązowych. Na pod- stawie listy plemion brytyjskich pochodzącej z czasów późniejszych o kilka stuleci, możemy przypuszczać, że wśród ówczesnych mieszkańców wyspy znajdowali się przodkow- ie np. Wenikonów (Venicones), Selgowów (Selgovae), Korionototów (Corionototae) i Dumnonów (Dumnonii). W następnym stule- ciu przybyli kolejni – w tym prawdopodobnie przodkowie Ordowików (Ordovices) i Kornow- iów (Cornovii). Wydaje się jednak, że do na- jważniejszej migracji do Brytanii doszło bez- pośrednio w następstwie ekspansji „światowej” potęgi Kubiów, gwałtownie posuwających się przez Galię na północ. Ich napór odczuły różne plemiona Aulerków, które już wcześniej przesunęły się na ziemie 51/140
  • 53.
    północnej Francji. Jednoz nich, Eburowikow- ie (Eburovices ‘zdobywcy cisu’) usadowili się w pobliżu ujścia Sekwany i bez wątpienia duża liczba członków plemienia na początku IV w. p.n.e. przekroczyła kanał La Manche. Nowi przybysze, wkraczając do Brytanii tak silną falą, musieli popchnąć część wcześniejszych grup celtyckich ku północy, a inne – przemieszczając się w tymże kier- unku – ominąć. Toteż prawdopodobnie owi Eburowikowie to późniejsi Brygantowie (Brigantes ‘wysocy’). Nowa nazwa mogła pier- wotnie wiązać się z faktem ostatecznego os- iedlenia się plemienia w rejonie Gór Pen- nińskich; wkrótce jednak interpretacja sa- mych Brygantów powiązała ich nazwę z imi- eniem Brygantii (‘najwyższa’), czyli z jednym z powszechnych określeń celtyckiej bogini- matki. Natomiast w nazwie: Eburacon, jaką nadali swej głównej osadzie (dziś York), brzmiała pierwotna nazwa plemienia Eburowików. Jeżeli będziemy wnioskować na 52/140
  • 54.
    podstawie nazewnictwa, towydaje się, że ważna i pokrewna Eburowikom grupa, Cenomanowie, także przybyła zza kanału do Brytanii, gdzie stała się znana jako Ceni- magnowie (Cenimagni) lub Icenowie (Iceni); przybył też jakiś oddział plemienia *Quariti (czyli Paryzjów), którzy na nowym miejscu byli znani zarówno jako Korytanowie (Coritani), jak i Paryzjowie (Parisi). W języku ówczesnych celtyckich mieszkańców Brytanii był nadal obecny stary fonem ku, zresztą mógł on też pozostawać w użyciu w mowie poszczególnych grup przybywających na wyspę. Co do Korytanów i Paryzjów, to dysponujemy jednoznacznymi świadectwami pochodzącymi od IV w. p.n.e. z ich nowego terytorium w dzisiejszym hr- abstwie Yorkshire o zwyczajach pogrzebow- ych przeniesionych z północnej Francji, gdzie Paryzjowie byli sąsiadami Eburowików. Aczkolwiek do tego czasu żadna z fal imigracji celtyckiej do Brytanii nie 53/140
  • 55.
    reprezentowała w pełnirozwiniętej kultury lateńskiej, to jednak przyniosły one ze sobą znacznie więcej broni i narzędzi z żelaza niż dotąd tam używano. Z kolei dane archeolo- giczne z Irlandii wskazują, że od V w. p.n.e. przybywały na tę wyspę luźne grupy wo- jowników dysponujące bronią z brązu, które przypłynęły z Brytanii, ale byli to zapewne ludzie wyparci stamtąd przez przybywających Celtów. Na zachodniej wyspie jeszcze przez mniej więcej kolejne stulecie wpływy kultury celtyckiej w pełni nie zagościły. Reasumując, strefa zamieszkiwania Celtów rozszerzała się w tym czasie szybko i objęła rozległe trawiaste równiny środkowej Europy od wschodnich Alp aż po Atlantyk na zachodzie, w głąb Półwyspu Iberyjskiego na południu i Brytanii na północy. Trwające już jednak rozprzestrzenianie się ludów ger- mańskich znad Morza Północnego na połud- nie doprowadziło do ustanowienia wzajemnej linii granicznej w rejonie rzeki Men; z kolei 54/140
  • 56.
    na wschodzie podobnąbarierę postawiły Celtom ludy iliryjskie, dackie i trackie. Dalsza ekspansja mogła trwać na dwóch peryferyj- nych obszarach celtyckiego świata – jak wynika z odpisów fragmentów (o ile są prawdziwe) pracy greckiego podróżnika i autora Hekatajosa z Miletu, który pisał na początku V w. p.n.e. Jedna z owych wzmi- anek dotyczy miasta Narbona (dziś Narbonne) jako „rynku i miasta Celtów”, druga – „Nyrax, miasta celtyckiego” i prawdopodobnie miała odnosić się do Norei (dziś Neumarkt w Styrii). Obie wzmianki mogły świadczyć o tym, że grupy Celtów przenikały aż do wybrzeży Morza Śródziemnego na liguryjskim połud- niowym wschodzie Francji, a także daleko w głąb terytorium iliryjskiego na południowo- wschodnim skraju Alp. 55/140
  • 57.
    Niesamowici obcy Podstawową strukturąspołeczną Celtów było plemię; posiadało ono określone terytorium, nad którym sprawowało kontrolę dzięki sile zbrojnej oraz – o ile to było niezbędne – ne- gocjacjom i układom z silniejszymi sąsiadami. Ogólnie biorąc, Celtowie skłaniali się do poglądu, że wszyscy pochodzili od tego samego boskiego przodka, ale poszczególne plemiona mogły urozmaicać i wzbogacać tę wersję, tak aby podkreślać swą szczególną tożsamość. Wywód genealogii był sprawą ważną zarówno jako sposób zdefiniowania plemienia, jak i określenia statusu jego członków względem siebie. Struktury społeczne w poszczególnych plemionach niewątpliwie nieco różniły się między sobą, ale wszędzie istniał ogólny podział na trzy klasy: arystokrację, zwykły lud i niewolników. Tę ostatnią tworzyli chyba głównie jeńcy wo- jenni, a należały do niej osoby zarówno 56/140
  • 58.
    pochodzenia celtyckiego, jaki nieceltyckiego. Wszystkie trzy klasy, a także istniejące wewnątrz nich mniejsze warstwy społeczne były powiązane ze sobą skomplikowanym systemem klientalnym. Do pewnego stopnia możliwe było przechodzenie jednostek między warstwami i klasami. Regiony Europy zamieszkane przez Celtów w dużej mierze były pokryte lasami, ale dobrą komunikację zapewniały rzeki i coraz lepszy system dróg. Lasy dostarczały drewna jako budulca, a także zwierzyny łownej, takiej jak jelenie i dziki. Zajęcia gospodarcze wiązały się przede wszystkim z rolnictwem; hodow- ano duże ilości bydła i owiec, a powszechnie uprawiano pszenicę, jęczmień i len. Ludność celtycka, nade wszystko wiejska, rozrzucona po różnorodnych terytoriach, często skupiała się w małych osadach. Ośrodki plemienne – które Rzymianie później opatrzyli mianem: oppida – były miejscami publicznych zgro- madzeń i handlu; prowadziły do nich 57/140
  • 59.
    zazwyczaj szerokie trakty.W oppidach zbier- ali się rzemieślnicy i kupcy; sprzedawano i kupowano zwierzęta oraz towary; były one miejscem różnorodnych ceremonii społecz- nych i obrzędów religijnych. Lokalizacja i plany poszczególnych oppidów bardzo różn- iły się od siebie. Wiele z nich usytuowano na wzniesieniach, ale inne znajdowały się na równinach; jedne miały rozbudowane umoc- nienia, ale inne – tylko niewielkie, albo zgoła żadne. Najczęstszym typem umocnień była drewniana palisada, ale niektóre oppida miały pokaźne mury kamienne. Brak gruntownej wiedzy o Celtach i ich społeczeństwie powodował, że dawni autorzy greccy zapisali na ich temat różne niezwykłe stwierdzenia. Celtowie byli dla nich ludem sławnym, ale zadziwiającym, o którym poprzekręcane i sensacyjne wieści można było uzyskać od kupców i żeglarzy. Wielki dramat- urg Ajschylos użył wobec nich nazwy: Hiper- borejczycy (Uperboreoi ‘dalecy mieszkańcy 58/140
  • 60.
    północy’), a współczesnymu Hellanik utrzymywał, że był to lud bardzo sprawiedli- wy, a odżywiał się żołędziami i owocami, a nie jadł mięsa! Jeszcze w IV w. p.n.e. Efor twierdził, że Celtowie „bardzo dbali, by unikać tycia i nie mieć wielkiego brzucha”, oraz że „młody człowiek, który w pasie przekroczył ustaloną miarę, był karany grzywną”. Ale nie wszystkie niewiarygodne historie, jakie krążyły wśród Greków, były tak pochlebne dla Celtów. W tym samym czasie słynny filozof Arystoteles, w przesadzonych uwagach na ich temat, wychwalał za odwagę, ale również twi- erdził, że są do szaleństwa lekkomyślni. Pisał, że zanurzają swoje nowo narodzone dzieci, ubrane tylko w cienką koszulkę, w zimnym strumieniu, aby zapewnić im zdrowie. Inform- acja ta wynikała być może z niezrozumienia przez niego informacji o jakiejś formie rytuału o charakterze chrztu, którego echa możemy odnaleźć w późniejszej tradycji druidycznej. 59/140
  • 61.
    Całkiem wątpliwe jestto, co Arystoteles pisał o obyczajach seksualnych Celtów, a mi- anowicie, że „otwarcie aprobują związek z mężczyzną”. Zarzut ten był chyba wynikiem braku zrozumienia, że w kontaktach społecz- nych wśród Celtów panował mniejszy formal- izm od kulturalnych manier Greków. W spek- takularnej formie zarzut powtórzył kilkaset lat później Posejdonios: Chociaż ich żony są piękne, to jednak poświęcają im bardzo mało uwagi, natomiast wykazują dziwne zamiłowanie do uścisków z mężczyznami. Mają we zwyczaju spać na gołej ziemi przykryci skórami dzikich zwierząt i tarzać się między współtowarzyszami z obu stron. Ale najdziwniejszą rzeczą ze wszys- tkiego jest to, że nie myśląc nawet, by zachow- ać właściwe pozory, beztrosko oddają innym swe dziewictwo; i nie traktują tego jako dys- honor, ale raczej uważają za zniewagę, gdy ktoś odmawia przyjęcia względów ofiarowa- nych mu tak swobodnie. 60/140
  • 62.
    Tak naprawdę autorzyklasyczni mogli ukazywać Celtów jako przeciwieństwo cy- wilizowanych Greków w każdy, dogodny dla siebie sposób. W tym samym duchu nauczy- ciel Arystotelesa – Platon – opisywał Celtów jako wojowniczy lud, który odmiennie niż wstrzemięźliwi Grecy, pije wino aż do „całkowitego upicia się”. Oczywiście u podłoża takich stwierdzeń leżało być może trochę prawdy. Podobnie prawda kryła się za- pewne za stwierdzeniem Arystotelesa, że Celtów nie zatrważało „ani trzęsienie ziemi, ani fale” – był to chyba zwrot przysłowiowy, którego używali oni sami, przechwalając się swoją odwagą, a dał początek kolejnym opowieściom. I tak na przykład Efor twierdził, że Celtowie – ćwicząc swą odwagę – pozwalają, aby fale przypływu zmywały do morza ich domy i są zadowoleni, odbudowując je później, oraz że „więcej ginie ich od wody niż od wojny”. Późniejsze teksty mówią o „Celtach, którzy 61/140
  • 63.
    chwycili za brońprzeciw morskim falom”, a także o tym, jak walcząc z mieczem w ręku z przypływem, zginęli w toni wód, „aby nie wydawało się, że bali się śmierci, uciekając zawczasu”. U źródeł takich opisów, aczkolwiek nieścisłych, mogły istnieć jakieś rzeczywiste sytuacje, np. doniesienia o walce Celtów z zalewaniem ziemi przez morze, przypuszczalnie w Niderlandach. Społeczeństwo bohaterskie Pozostawiając plotki, nie możemy jednak wąt- pić w odwagę Celtów i w okazywaną w czasie bitew brutalność. Toteż wojownicy celtyccy byli bardzo poszukiwanymi najemnikami do armii innych ludów. Autorzy klasyczni rozpisują się obszernie na ten temat, a Posej- donios stwierdził, że cała celtycka rasa „sza- leńczo uwielbiała wojnę, była bardzo dzielna i skora do walki”. Pisał dalej: 62/140
  • 64.
    Kiedy są poruszeni,gromadzą się w grupy do walki, całkiem otwarcie i bez przygotowania, tak iż łatwo dają się powodować tym, którzy chcą ich podejść; albowiem w każdym czasie i miejscu, pod jakimkolwiek pretekstem dadzą się podburzyć, będą gotowi stawić czoło niebezpieczeństwu, nawet jeśli mają po swej stronie tylko swą siłę i odwagę. […] Ich siła polega na mocy ich ciał, jak i na ich liczbie. Posejdonios pisał na początku I w. p.n.e., a jego dzieło zachowało się tylko we frag- mentach cytowanych przez późniejszych autorów. Niewątpliwie dysponował sporą wiedzą o ówczesnych Celtach, a niektóre z jego komentarzy opierają się na poglądach od dawna obecnych wśród Greków. Sięgając widocznie do Posejdoniosa, autor z Sycylii – Diodor – jedno czy dwa pokolenia później dał taki obraz ich uzbrojenia i broni: Do ich uzbrojenia należą tarcze wielkości człowieka, indywidualnie dekorowane. 63/140
  • 65.
    Niektóre z nichmają wystające wizerunki zwi- erząt z brązu, wykonane bardzo umiejętnie, które służą tak do obrony, jak i dekoracji. Na głowach [Celtowie] noszą brązowe hełmy, na których sterczą ku górze duże figury, sprawiające, że wojownik wydaje się być potężnego wzrostu. W niektórych przypadkach jedną całość z hełmem tworzą rogi; w innych są tam przedstawione dzioby ptaków lub pyski czworonogów. Także ich trąby są szczególne- go, barbarzyńskiego typu – kiedy dmą w nie, wydają one ostry dźwięk, pasujący do zgiełku walki. Niektórzy noszą żelazne kolczugi, ale inni walczą nago, mając za jedyny pancerz to, w co wyposażyła ich natura. Zamiast krótkich mieczy, noszą miecze długie, zawieszone na żelaznych lub brązowych łańcuchach i zwisa- jące u ich prawego boku. Niektórzy opasują swe tuniki pasem ze złotych lub srebrnych płytek. Włócznie, którymi wywijają w bitwie i które nazywają lancami, mają żelazne groty o długości łokcia lub więcej oraz szerokości 64/140
  • 66.
    prawie dwóch dłoni.Ich miecze są tak długie, jak oszczepy u innych ludów, a ich oszczepy mają czuby dłuższe niż miecze. Niektóre włócznie mają gładko wykute groty, inne zaś są spiralne z nacięciami na całej swej długości, toteż uderzenie nimi nie tylko przecina ciało, ale i rozrywa je, a wyciągnięcie włóczni jeszcze bardziej rozdziera ranę. Co do fizycznego wyglądu Celtów, to kilku starożytnych autorów opisało ich jako osoby wysokiego wzrostu, a Diodor Sycylijski dodał, że mieli skórę „bardzo wilgotną i białą”. Bardziej romantyczny opis zawarł Wergiliusz w Eneidzie: Złote ich włosy, jak i strój: pasiaste Lśnią się ich szaty, a na mlecznobiałych Szyjach pozłotą iskrzą się kanaki 8 . Zazwyczaj mieli jasne włosy, ale stosowali też sztuczne sposoby, aby uzyskać taki kolor: „Myli włosy w wapnie i zaczesywali je od czoła ku czubkowi głowy i dalej na kark”. 65/140
  • 67.
    Niektórzy golili brody,inni przystrzygali je krótko. Arystokraci golili policzki, ale zostawiali wąsy rosnące swobodnie, tak że przykrywały usta „i kiedy jedli, to wąsy wplątywały im się w jedzenie, a kiedy pili, to napój przepływał jakby przez rodzaj sita”. Na temat ich ubrania Diodor stwierdza: Gromadzili duże ilości złota i używali go na osobiste ozdoby – nie tylko kobiety, ale i mężczyźni. Nosili bransolety na przegubach dłoni i na ramionach, a wokół szyi – grube obręcze z litego złota; zakładali też piękne pierścienie, a nawet złote tuniki […]. Nosili dziwny rodzaj ubrania: tuniki farbowane na różne kolory oraz spodnie, które nazywali bracae, a także pasiaste płaszcze zapinane na klamry, grube zimą a lekkie latem, wyróżniające się różnorodnym wzorem w małą kratkę. Posejdoniosa fascynowały celtyckie obycza- je związane z jedzeniem. Twierdził, że 66/140
  • 68.
    Celtowie zaścielają ziemięskórami wilków lub psów i siadają na nich podczas posiłków, nie używając żadnych krzeseł. Na pożywienie, podawane na niskich, drewnianych stołach, składały się bochenki chleba oraz gotowane lub pieczone mięsa. „Raczą się nim czysto, ale na sposób lwi, unosząc w obu rękach całą no- gę zwierzęcia i odgryzając mięso, a jeśli jakąś część trudno im oderwać, wtedy odcinają ją małym sztyletem, który zwisa w odrębnej pochwie, przymocowany do pochwy miecza”. Najmłodsze spośród ich dorosłych dzieci, tak chłopcy, jak i dziewczynki, usługiwały im przy stole. Obok znajdowały się płonące paleniska na węgiel drzewny oraz kotły i rożny z obfitymi porcjami mięsa. Ci Celtow- ie, którzy mieszkali w pobliżu rzek lub mórz, jadali pieczone ryby z solą, octem i kminkiem. Napoje przyrządzali z jęczmienia, miodu i kminku, a kiedy się upili, popadali „w stan otępienia lub szaleństwa”. 67/140
  • 69.
    Posejdonios wspomina oznamiennym elem- encie kultury Celtów – o uczcie bohaterów, odbywanej pod przewodnictwem króla lub naczelnika. Widzieliśmy już, w jaki sposób takie królewskie ucztowanie znalazło odzwi- erciedlenie w starożytnych pochówkach, teraz przeczytamy opis, jak taka uroczystość wy- glądała w świecie rzeczywistym: Kiedy duża ich liczba ucztuje wspólnie, siadają wtedy w krąg, a miejsce centralne, niby prze- wodnik chóru, zajmuje ten, który posiada na- jwiększe wpływy – czy to dlatego, że przewyższa innych umiejętnościami wo- jennymi, czy szlachetnością rodu, czy bogact- wem. Obok niego zasiada gospodarz, a dalej po obu stronach inni w porządku wedle rangi. Za każdym stoi jego tarczownik, natomiast włócznicy zbierają się w krąg po drugiej stronie i ucztują społem ze swoimi przywód- cami. Słudzy roznoszą napoje w terakotowych lub srebrnych kielichach z dzióbkami, podobnymi do dzbanów. Z tychże materiałów 68/140
  • 70.
    wykonane są teżtace, na których podają jedzenie; są też naczynia z brązu oraz plecione lub drewniane koszyki. Potem czasami dochodziło do scen bardziej dramatycznych, o ile źródła są w tej mierze wiarygodne. Mianowicie ucztujący wo- jownicy, dotknięci przypadkowymi uwagami, mieli zwyczaj przechodzić do słownych dys- put, a podenerwowanie mogło wzrastać, przechodząc w walkę. Uważano ją za następstwo starożytnego rytuału związanego ze sprawą pierwszeństwa: W dawnych czasach, gdy podawano zadnie ćwierci mięsiwa, najodważniejszy z bohaterów sięgał po udziec, a jeśli wtedy ktoś inny zgłasz- ał żądanie do tej części, stawali wtedy obaj do pojedynku na śmierć i życie. Celtowie mieli też zwyczaj organizować, jako rodzaj ćwiczeń wojskowych, pozorowane bitwy. Posejdonios opisuje je jako „wzajemne zadawanie ciosów i odpieranie ich”, ale 69/140
  • 71.
    czasami dochodziło dozranień, a stąd do zdenerwowania i dalej nawet do zabicia prze- ciwnika, zanim inni uczestnicy ćwiczeń nie odciągnęli obu rywali. W kilku przekazach mówi się o pojedynkach wśród Celtów, ale ich ideały walki znajdowały najpełniejszy wyraz w toku rzeczywistej wojny. Zginąć na wojnie uważali za powód do chwały, a przeżyć nie odniósłszy zwycięstwa – za hańbę. Za na- jwiększą zaś hańbę uważali porzucenie swego przywódcy; jeśli jednak tenże poległ – wtedy opuszczali pole bitwy. Ciała tych, którzy zginęli w walce, często pozostawiali czarnowronom na pożarcie, wierząc, że tym sposobem zostaną oni zabrani przez bogów. Wierzyli bowiem, że pod postacią tego drapieżnego ptaka pojawiała się bogini wojny albo – jak raczej należałoby powiedzieć – bogini-matka w swojej wojennej postaci. Autorzy klasyczni podkreślali, że Celtowie byli hojni i chętnie zapraszali obcych na swe uczty, a dopiero po posiłku wypytywali ich, 70/140
  • 72.
    kim są ico ich sprowadza. Juliusz Cezar, korzystając zapewne z Posejdoniosa, pisze: „Uważają, że nie godzi się skrzywdzić gościa; tych, którzy z jakiegokolwiek powodu do nich przybyli, przed wszelaką krzywdą chronią i uważają za nietykalnych, domy wszystkich stoją przed nimi otworem, a żywność jest do podziału” 9 . Cezar przekonuje nas też, że powszechne wśród Celtów są podziały na stronnictwa, których przywódcy mają prawo do podejmowania ostatecznych decyzji w sprawach dotyczących swych zwolenników. Przywódca stronnictwa nie mógł tolerować sytuacji, by jego klienci byli uciskani lub wyzyskiwani, w przeciwnym bowiem razie ut- raciłby wpływy i pozycję. Jak mówi Cezar: „Ustanowiono to – jak się zdaje – już dawno i to w tym celu, aby nikt z ludu nie był pozbawiony pomocy przeciw możnym” 10 . Także inny autor, Strabon, podkreślał skłon- ność Celtów do współdziałania. Przypisywał im prostolinijność oraz lekko naiwny 71/140
  • 73.
    charakter i twierdził,że „z byle powodu zbi- erają się w dużej liczbie, zawsze gotowi współczuć złości sąsiada, który uważa, że stała mu się krzywda”. Bez wątpienia opinia ta wynikała z niezrozumienia przez Strabona tradycyjnych więzi łączących plemiona i rody. Z kolei z innego jego komentarza wynika wyraźnie, że w takich sytuacjach ich władza raczej nie była jednoznacznie określona: „Mieli zazwyczaj rządy arystokratyczne, a w dawnych czasach wybierali corocznie jed- nego przywódcę, a także w ten sam sposób lud ogłaszał jednego wojownika wodzem na czas wojny”. Prawdopodobnie informacja ta oznacza, że król, chociaż był władcą zwi- erzchnim, to w rządach wspierał go jakiś ad- ministrator albo sędzia, a do spraw wojskow- ych delegowano go na przywódcę czasu wojny. Juliusz Cezar (znów chyba cytując Posejdo- niosa) opisuje jeszcze inną starożytną prak- tykę Celtów: 72/140
  • 74.
    Podczas pokoju niema żadnej powszechnej władzy, ale naczelnicy krain i okręgów wymierzają swoim sprawiedliwość i rozstrzy- gają sprawy sporne. Rozboju, którym się trud- nią poza granicami swego kraju, nie uważają za hańbę, a owszem, rozgłaszają, że uprawia się go dla ćwiczenia młodzieży i zapobiegania bezczynności. A więc, gdy któryś z naczel- ników plemiennych poda się na zgromadzeniu za wodza takiej rozbójniczej wyprawy i wzywa chętnych do zgłaszania się, podnoszą się ci, którym odpowiada taka wyprawa oraz jej wódz, przyobiecują swoją pomoc, a zgromad- zony tłum oddaje im pochwały; tych spośród nich, którzy udziału nie wzięli, traktuje się na równi ze zbiegami i zdrajcami i na przyszłość nie daje się im wiary we wszystkich sprawach 11 . Fragment ten mówi o obyczaju, wedle którego młodzi mężczyźni uczyli się rzemiosła wojennego wyłączeni poza normalne zasady społeczne, kiedy polegając na swych 73/140
  • 75.
    umiejętnościach i sile,najeżdżali inne grupy etniczne. Istnienie takiego zwyczaju zostało poświadczone u innych ludów starożytnych, w tym u dawnych Greków oraz Germanów, a – jak wyraźnie widać z powyższego frag- mentu – był to też uznany element życia społeczeństwa wczesnoceltyckiego. 74/140
  • 76.
    1 Pauzaniasz, Wędrówka poHelladzie, ks. I, rozdz. 4, ust. 1; wyd. pol.: W świątyni i w micie. Z Pauz- aniasza Wędrówki po Helladzie, przeł. Janina Niemirska-Pliszczyńska, Wrocław 1973 [wszys- tkie przypisy M.Z.]. 2 W literaturze polskiej mówi się o tzw. pochówkach książęcych. 3 Lewy dopływ Wełtawy w Czechach. 4 Cytaty w tym akapicie: Tytus Liwiusz, Dzieje Rzymu od założenia miasta, księgi I–V, przeł. Andrzej Kościółek, Wrocław 1968, ks. V, ust. 34. 5 Spływa z Alp Retyckich, jest lewym dopływem Padu. 6 W języku polskim według przyjętej obecnie orto- grafii: Galia. 7 Tukidydes, Wojna peloponeska, przeł. Kazimierz Kumaniecki, Warszawa 1988, ks. VI, ust. 90. 8 Wergiliusz, Eneida, przeł. Zygmunt Kubiak, Warszawa 1998, ks. VIII, w. 658–660; kanak – kosztowny naszyjnik.
  • 77.
    9 Gajusz Juliusz Cezar,Wojna galijska, przeł. Eu- geniusz Konik, Wrocław 1978, ks. VI, ust. 23. 10 Tamże, VI, 11. 11 Tamże, VI, 23. 76/140
  • 78.
    Rozdział 3 Napór nawschód Inwazja na Grecję Niewątpliwie większość spośród celtyckich wodzów tych kampanii, a prawdopodobnie także większość wojowników, stanowili Bo- jowie i Wolkowie. Najśmielszy z dowódców, Brennos, należał według przekazów do Tol- istobojów (Tolistoboii), jednego z najbardziej przedsiębiorczych odłamów ludu Bojów. Teraz przejął inicjatywę: spotykał się os- obiście z innymi celtyckimi przywódcami, zwoływał publiczne zgromadzenia i cały czas orędował za potężną wyprawą do Grecji. Zwracał uwagę różnych naczelników celtyckich na fakt, że Grecja, chociaż była
  • 79.
    bardzo bogatym krajem,miała słabą pozycję militarną, oraz rozbudzał ich chciwość przy- pominaniem o nieprzebranych ilościach złota i srebra, jakie można tam było zdobyć. Brennos słynął z przenikliwości i chytrości. Według późniejszego przekazu przyprowadził greckich jeńców przed zgromadzenie celtyckich naczelników. Jeńcy byli fizycznie słabi i wątli, mieli ogolone głowy i brudne, podarte ubrania. Obok nich postawił najsil- niejszych i najlepiej wyglądających spośród własnych wojowników, odzianych jak do bit- wy. Chciał przez to oczywiście pokazać, że pokonanie Greków nie będzie trudnym za- daniem – i pozostali naczelnicy dali się łatwo przekonać. W wyniku przebiegłej dyplomacji i różnych zabiegów Brennos zgromadził w 278 r. p.n.e. w północnych Bałkanach ogromną armię – według jednego przekazu liczyła ona ponad 150 000 pieszych i 20 000 konnych, podczas gdy inny, może dokładniejszy, określa łączną 78/140
  • 80.
    liczebność jego wojskana 50 000 ludzi. Dysponując taką potęgą, znowu w towarzys- twie swojego zastępcy Akichoriosa, Brennos wyruszył na południe – ku Delfom. Późniejszy autor grecki, Pauzaniasz, mocno przesadzając, stwierdza, że sama jazda liczyła ponad 62 000 konnych. Podaje jednak interesujące w tym kontekście wyjaśnienie taktyki walki, którą Celtowie zwali trimarkisja (‘wyczyn trzech konnych’): Wtedy, gdy rycerz Galatów był na polu bitwy, jego słudzy pozostawali z tyłu bojowego szyku i przychodzili mu z pomocą w taki oto sposób. Jeśli pod rycerzem padł koń, giermek dostar- czał mu innego, gdy zaś ginął rycerz, dosiadał on konia swego pana, a jeśli padł i rycerz, i koń, gotów był zająć jego miejsce jako jeździec. Kiedy zaś któryś z rycerzy został ranny, jeden z giermków odprowadzał go z pola walki, a drugi zajmował jego miejsce w szyku bojowym 8 . 79/140
  • 81.
    Za swe szybkiesukcesy Celtowie musieli jednak płacić dyplomatyczną cenę – uwidoczniło się to szczególnie w wypadku kampanii greckiej. Grecy zauważyli, że zapła- cenie daniny nie uchroniło Macedończyków, Traków, Pajonów i Tesalijczyków przed splądrowaniem ich ziem. Uznając, że ich nie uchroni również, postanowili walczyć do os- tatka. Celtowie szybko przekonali się, że tym razem mają do czynienia z dużo groźniejszym przeciwnikiem niż przedtem, porównywalnym do Rzymu, z którym ich ziomkowie zmagali się na wielkim półwyspie położonym na zachód od nich. Kiedy armia Brennosa wkroczyła do Grecji, przez jakiś czas nie napotykała na żaden opór i maszerowała w stronę przesmyku Termo- pile, przez który można było przedostać się z Tesalii do Grecji środkowej. Grecy byli zdecydowani bronić tego wąskiego pasa terenu, który miał dla nich wielką wartość nie tylko strategiczną, ale i kulturową. Właśnie 80/140
  • 82.
    tam, dwa stuleciawcześniej, trzystu dzielnych Spartan zatrzymało olbrzymie wojsko dowod- zone przez króla perskiego Kserksesa I, rzekomo liczące kilka milionów żołnierzy. Teraz Grecji znowu zagrażała inwazja obcego wojska przez Termopile i oddziały z kilku greckich miast-państw wyruszyły, by bronić przesmyku. Łącznie greckie wojska liczyły prawdopodobnie około 40 000 żołnierzy, a dowodził nimi Ateńczyk Kallippos. Kiedy Grecy dowiedzieli się, że wojska Brennosa dotarły do Magnezji, wysłali grupę 1000 pieszych i oddział konnych do rzeki Sperchejos, by spowolnić ich marsz. Zgodnie z rozkazami, żołnierze zniszczyli wszystkie mosty i rozbili obóz na przeciwnym brzegu. Brennos przewidział to jednak i wysłał w nocy 10 000 wysokich mężczyzn w dół rzeki. Wy- daje się, że był to osobisty oddział Brennosa, jako że greccy pisarze – chociaż zauważali, że „Celtowie przewyższają wzrostem wszystkie inne ludy” 9 – twierdzą, że oddział ten był 81/140
  • 83.
    „złożony z najroślejszychi najdzielniejszych wojowników” 10 w całej armii. Przekroczyli rzekę w miejscu, gdzie była szeroka, niektórzy wpław, niektórzy w bród, a jeszcze inni uży- wając tarcz jako tratew. Kiedy greccy żołnierze na brzegu rzeki zdali sobie sprawę z tego, co się stało, zawrócili i dołączyli do głównej armii. Brennos nie marnował czasu na budowanie nowych mostów przez Sperchejos, żeby cała jego armia mogła przejść na drugą stronę. Splądrował okolicę, ale z pośpiechu, by dotrzeć do Termopil, pozostawił miasto Herakleja nietknięte. Kiedy dezerterzy poin- formowali go, że greckie wojska są bardzo małe w porównaniu z jego armią, stanął o wschodzie słońca następnego dnia do bitwy. Grecy podeszli do przesmyku w ciszy i w zwartym szyku, a Celtowie zauważyli wkrótce, iż przesmyk jest tak wąski, a grunt tak śliski i kamienisty, że ich jazda była w tej bitwie zupełnie bezużyteczna. Okazało się też, 82/140
  • 84.
    że nie sądostatecznie zabezpieczeni – Grecy mieli zbroje, podczas gdy Celtów chroniły je- dynie tarcze. Hieronim z Kardii opisuje sposób, w jaki Celtowie walczyli w bitwie: W porywie gniewu rzucali się bezmyślnie na nieprzyjaciela jak dzikie zwierzęta. Nawet ugodzeni siekierą lub mieczem – dopóki star- czyło im tchu – nie tracili swej zapalczywości. Przeszyci oszczepem lub strzałą, dopóki żyli, nie tracili ducha. Niektórzy wyrywali z kr- wawiących ran oszczepy, którymi ich ugod- zono, ciskając nimi w Hellenów lub używając ich do walki wręcz 11 . Tymczasem grecka flota podpłynęła na tyły celtyckiej armii tak blisko brzegu, jak tylko było to możliwe, i rozpoczęła ostrzał wszelkiego rodzaju pociskami i strzałami. Wkrótce Celtów, atakowanych z obu stron i uwięzionych w wąskim przesmyku, ogarnęło zmęczenie i zniechęcenie, jedni zostali stra- towani, inni wepchnięci do błota i wody. Tak 83/140
  • 85.
    samo jak wItalii okazało się, że nie dorównują dobrze zorganizowanemu, zdy- scyplinowanemu i należycie wyposażonemu oraz taktycznie przygotowanemu wojsku. W bitwie zginęło tylko czterdziestu Greków, podczas gdy straty Celtów sięgały tysięcy ludzi. Przekazy mówią, że Grecy pochowali własnych poległych i zbezcześcili ciała wroga, podczas gdy Celtowie nie zadali sobie trudu, by pochować swoich żołnierzy, zostawiając ich na pożarcie ptakom i zwierzętom. Przypisywano to chęci wzbudzenia w Grekach strachu tak nieczułą obojętnością, jednak prawdziwy powód mógł być religijnej natury, jako że – jak widzieliśmy wcześniej – padlinożerne kruki były dla Celtów wciele- niem bogini wojny. Bitwa pod Termopilami nie miała oczy- wiście decydującego znaczenia, Brennos uważał ją jedynie za chwilowe niepo- wodzenie. Sześć dni po niej część celtyckiego wojska rozpoczęła wspinaczkę w góry Ojte, 84/140
  • 86.
    wąską ścieżką zHeraklei. Ich celem były ru- iny Trachis, gdzie znajdowało się sanktuarium Ateny z bogatymi darami wotywnymi. Na drodze stanął im jednak garnizon z Heraklei dowodzony przez Telezarchosa. W bitwie, jaka się wywiązała, Telezarchos zginął, ale jego ludzie zdołali odeprzeć Celtów i ocalić świątynię. Druga porażka jeszcze bardziej wpłynęła na nastroje Celtów, ale Brennos – zdolny strateg – postanowił nie ustępować. Obmyślił plan, jak odciągnąć od głównej greckiej armii siły Etolów – około 10 000 wo- jowników. Plan polegał na najechaniu i splądrowaniu całej Etolii. W tym celu Bren- nos wybrał ponoć 40 000 pieszych i 800 kon- nych, oddając ich pod dowództwo Orestoriosa i Kombutisa. Grupa ta ponownie przekroczyła Sperchejos i przeszła przez Tesalię aż do miasta Kallion w Etolii, które zaatakowała z niezwykłą zaciekłością. Do Greków zaczęły docierać doniesienia o wymordowaniu wszys- tkich mężczyzn w Etolii, gwałtach na 85/140
  • 87.
    kobietach, a naweto kanibalizmie Celtów. Etolskie wojsko szybko ruszyło do ojczyzny, gdzie dołączyli do nich przerażeni mieszkańcy tych miast, które jeszcze nie padły. Na pomoc przybyło także wojsko z Patras w Achai. Kiedy Celtowie pod dowództwem Orestori- osa i Kombutisa wracali po zniszczeniu Kal- lionu, zaatakowały ich połączone wojska Etolii i Patras. Patrajczycy uderzyli od czoła i zdołali wytrzymać siłę celtyckiego kon- trataku. Tymczasem Etolowie ustawili się wzdłuż całej drogi i nieustannie ostrzeliwali Celtów, którzy mieli do ochrony jedynie tar- cze. Grupki Celtów usiłowały ich ścigać, ale bez powodzenia, a przy powrocie na drogę narażały się na kolejne ataki. Byli nękani w ten sposób przez całą powrotną drogę do Termopil i, według przekazów, do obozu Brennosa bezpiecznie wróciła tylko niespełna połowa spośród wysłanych wojowników. Brennos wysunął teraz nowy plan – przejść przez góry Ojte, jednak nie stromą ścieżką 86/140
  • 88.
    przez Trachis, alemniej niebezpieczną, przez terytorium Ajnian. Aby pozbyć się Celtów, mieszkańcy Heraklei i Ajnianie zaoferowali im przewodników. Tak więc Brennos wyr- uszył ścieżką, mając według doniesień 40 000 ludzi, a resztę swych wojowników pozostawił w obozie pod dowództwem Akichoriosa, z rozkazem uderzenia na Greków, jak tylko on sam dotrze na tyły przeciwnika. Mieszkańcy Fokidy, uznawani za jednych z najod- ważniejszych spośród ludów greckich, zostali wysłani na ścieżkę, by powstrzymać ten marsz, ale tego akurat dnia w górach panowała niezwykle gęsta mgła i nie za- uważyli Celtów, aż ci znaleźli się tuż obok nich. Fokijczycy zostali pokonani i przepędzeni ze ścieżki, a droga przed Bren- nosem stanęła otworem. Jednak część Fokijczyków zdołała zawiadomić o tym główne siły greckie, które zostały z Termopil odtransportowane statkami, wymykając się w ten sposób z pułapki. 87/140
  • 89.
    Kiedy Brennos spostrzegł,że grecka armia wymknęła mu się, nie czekał nawet, by połączyć siły z Akichoriosem, ale ruszył prosto na Delfy. Przerażeni mieszkańcy miasta zwrócili się do swej słynnej wyroczni, która zapewniła ich jednak, że są bezpieczni, mimo nadciągającego zagrożenia. Fokijczycy i Eto- lowie ściągnęli do Delf, gotowi bronić miasta do upadłego, a zachęcona ich przykładem i odwagą reszta greckiego wojska – cokolwiek przetrzebionego – zaczęła się także tam zbier- ać. Aby podnieść Greków na duchu, a także ze względów strategicznych, silna grupa Etolów udała się z zamiarem przeszkodzenia w marszu Akichoriosowi, który usiłował połączyć swoje siły z wojskami Brennosa. Aki- chorios zostawił część swoich wojowników w Heraklei, by pilnowali łupów, a Etolowie przedostali się na tyły jego kolumn marszow- ych, przechwytując tabor i odcinając strzegą- cych go ludzi od reszty. 88/140
  • 90.
    Tymczasem sam Brennosdotarł do Delf, gdzie stanął przeciwko głównym greckim siłom. Greccy autorzy zapisali, że Apollo, bóg wyroczni, przekazał wiadomość przez swą kapłankę, „że sam ocali swe dobra” 12 . Według jednego z przekazów kapłanka, wijąc się na swym trójnogu, mówiła pełnym wściekłości głosem, że Apollo i „białe dziewice” będą bronić świętego miejsca. Brennos wyśmiał pomysł, że bogowie mieliby się pokazywać w ludzkiej postaci, z kolei greccy historycy chcieli ukazać go jako świętokradcę i jako bezradnego śmiertelnika, który rzucił wyzwanie losowi. Czytamy zatem, że gdy bit- wa wybuchła, Apollo natychmiast okazał Brennosowi swą wrogość. Ziemia pod celtyck- imi wojskami zaczęła się mocno trząść, po czym nad ich głowami biły pioruny i waliły grzmoty. Błyski z nieba uderzały w środek wojsk, jednych zabijając, innym podpalając tarcze i ubrania. 89/140
  • 91.
    Mówiono także, żezjawy wielkich dawnych greckich bohaterów pojawiły się przed Celtami, a kiedy zapadła noc, spadł gęsty śnieg. Grecy zinterpretowali płatki śniegu nie- sione wiatrem w twarze Celtów jako „białe dziewice”, o których wspomniała wyrocznia. Efekty zamieci pogorszył jeszcze fakt, że z góry Parnas zaczęły się na napastników zsuwać głazy. Wiele w tych opisach było niewątpliwie poetyckich upiększeń; z kolei in- formacje o zaburzeniach ziemi i nieba stanowią chyba echo wspomnianego wcześniej przysłowia Celtów, że boją się oni jedynie tego, iż spadnie na nich niebo, a ziemia otworzy się pod nogami. Ale ich sytuacja była naprawdę poważna. O świcie główna część greckiej armii wyruszyła z Delf prosto na nich. Kiedy zaskoczeni Celtowie usiłowali poradzić sobie z przeciwnikami, zostali zaatakowani od tyłu przez Fokijczyków, którzy mimo śniegu zeszli ze stromych zboczy Parnasu. Pochwyceni 90/140
  • 92.
    w pułapkę Celtowiewalczyli dzielnie, zwłaszcza przyboczna gwardia Brennosa, którą Grecy opisywali jako „najlepszych i na- jodważniejszych spośród nich wszystkich”. Brennos został ranny i bezbronnego zniesiono z pola bitwy. Strata dowódcy tak zniechęciła wojsko, że zdecydowało o ogólnym odwrocie. Odwrót Celtów trwał aż do zachodu słońca, kiedy rozbili obóz najlepiej, jak się dało. Greccy autorzy twierdzą, że Celtów ogarniał strach wzbudzony przez bożka Pana – wieczorem niektórym roiły się dźwięki nad- ciągającej wrogiej armii, tętent kopyt sz- arżujących koni i panika ta stopniowo ogar- nęła całą armię. W ciemnościach zaczęli brać siebie nawzajem za Greków i wszczynali walki między sobą. Fokijczycy, obserwujący to z daleka, wzmogli wysiłki, możemy więc przeczytać, że oprócz straty 6000 wo- jowników w bitwie dzień wcześniej Celtowie stracili dalszych 10 000 podczas chaotycznego odwrotu. Fokijczycy zadbali, by na drodze 91/140
  • 93.
    uciekającego wojska niebyło żadnych za- pasów jedzenia, dał się więc we znaki głód, powodując utratę kolejnych tysięcy ludzi. Ateńczycy i Beoci dołączyli do pościgu, posuwając się obok wojsk celtyckich, za- stawiając zasadzki na mniejsze grupy i zabi- jając tych, którzy pozostawali w tyle. Akichorios zdołał połączyć się z wojskami Brennosa pod Herakleją, ale teraz cała potężna celtycka armia była już tylko cieniem swojej dawnej siły. Brennos, chociaż jego rany nie były śmiertelnie groźne, czuł się zhań- biony i upokorzony porażką. Zwołał armię i nakazał zabić wszystkich rannych i spalić wozy, żeby wracać do domu z jak najm- niejszym obciążeniem. Polecił też obwołać Akichoriosa dowódcą, po czym popełnił sam- obójstwo – prawdopodobnie używając do tego miecza, chociaż jedno ze źródeł mówi o wypi- ciu nierozcieńczonego wina. Akichorios dopil- nował pochówku wodza, po czym kazał zabić tysiące niesprawnych przed wyruszeniem do 92/140
  • 94.
    domu tą samądrogą, którą przybyli. Wyco- fujący się Celtowie dotarli w końcu do rzeki Sperchejos, a po jej przekroczeniu zostali znowu zaatakowani przez Tesalijczyków i Malijczyków, którzy chcieli pomścić swoje wcześniejsze krzywdy. Ich pełna udręk podróż wiodła dalej na północ, aż dotarli do stosunkowo bezpiecznych terytoriów swoich własnych współplemieńców osiadłych w Tracji. Taki obrót spraw przyniósł Grekom wielką radość i ulgę, zwycięstwo świętowano w Del- fach odtąd co cztery lata, urządzając uroczystości znane jako Soteria. Również długo pamiętano o Brennosie – zarówno z odrazą, jak i z podziwem. Rabował świątynie, stał się więc archetypem świę- tokradcy, a mimo to uważano go za męża wybitnego i odważnego, który popełnił tra- giczny błąd, bowiem rozgniewał Apollina. Bóg ten – jak wierzono – zadał mu w bitwie trzy rany. Apollo i pozostałe nadprzyrodzone 93/140
  • 95.
    istoty w Delfachbyły w zasadzie duchami strzegącymi tamtejszych skarbów, to też oczy- wiście zwróciły się przeciwko Brennosowi, który na te skarby chciał podnieść rękę. Niew- iele wiadomo o samym Brennosie, ale był na- jwyraźniej charyzmatycznym przywódcą. Możliwe, że otrzymał imię na cześć innego wielkiego celtyckiego wodza, który sto lat wcześniej walczył w Italii. Ekspansja celtyckiej potęgi Straty poniesione przez Celtów w kampanii greckiej były olbrzymie, ale ich znaczenie we wschodniej Europie bynajmniej nie dobiegło końca. Autorzy antyczni świadczą, że Celtow- ie zdołali ustabilizować władzę nad swymi głównymi terytoriami i zatrzymać większość z podbitych ziem sąsiednich. Zdołali nawet rozszerzyć wpływy w jedynym kierunku, który pozostał dla nich otwarty – dalej na wschód. Zagwarantować to mogła jedynie 94/140
  • 96.
    możliwość zdobycia dużejliczby wojowników po nieudanej inwazji na Grecję, gdyż zdemo- bilizowanie wojsk bez dania im nadziei na jakiś inny podbój nie było możliwe. Dane his- toryczne pokazują, że krótko po klęsce ponie- sionej w Delfach oddziały celtyckich wo- jowników opanowywały kolejne ziemie we wschodniej Tracji i planowały zapuścić się jeszcze dalej. Wojny na wschodzie mocno nadwerężyły siły Wolków, ale niewątpliwie odłamy tego ludu osiadłe w Karpatach zostały dotknięte nimi w mniejszym stopniu niż te, które zam- ieszkiwały bliżej centrum wydarzeń. Wraz z weteranami, którzy przeżyli kampanię grecką, chętnie dołączyły one do grup Bojów i innych plemion w nowej przygodzie w Azji Mniejszej; z kolei za nimi do Tracji przedost- awały się następne odłamy Celtów. Przez cały ten czas główny bastion Celtów stanowili Bo- jowie, jako że ich terytoria były rozległe i, w większości wypadków, dawno przez nich 95/140
  • 97.
    zasiedlone. Ich klientamiod północy byli między innymi Windelikowie (Vindelici) na równinie bawarskiej; ich nazwa wskazuje, że czcili to samo bóstwo, co Bojowie – boga Win- dosa. Rozległe terytoria na południowym brzegu Dunaju i we wschodnich Alpach zaj- mowały ludy wenetyjskie, takie jak Retowie, Karpowie i Karnowie, ale były one pod coraz silniejszym wpływem Celtów. Dalej na wschód, aż po Karpaty, znaj- dowały się terytoria celtyckich Arawisków (Aravisci) (‘przyjaźni w pobliżu’), którą to nazwę mogli im nadać Bojowie. Wyżej w górach na północ od Arawisków żyli Osow- ie (Osi ‘wysoko mieszkający’), podczas gdy Kotynowie (Cotini, a może poprawniej Cottini ‘starzy członkowie plemienia’) osiedli w Mało- polsce oraz w rozproszeniu poza Karpatami. Wypierali plemiona germańskie, jak Bastar- nowie czy Skirowie, i zakładali ważne oppida wzdłuż Dniestru, jak Carrodunum, Maetoni- um, Vibantavarium i Eractum. Osowie 96/140
  • 98.
    i Kotynowie byliprawdopodobnie odłamami Wolków. Od końca IV w. p.n.e. oni i pokrewne im grupy osiedlali się wśród Daków – bez wątpienia w odizolowanych, ale licznych grupach – niemal aż do Morza Czarnego. Kotensowie (Contensii) musieli należeć do tego samego plemienia co Kotynowie, a ich ośrodek stanowiła Ramadawa – na rzece zwanej później Ramna. Nazwa miejscowości, której pierwsza połowa jest celtycka (rama ‘wiosłować’), a druga dacka (dava ‘miasto’), jest dobrym symbolem dwujęzyczności panującej na tych dalekich celtyckich przyczółkach. Przykładem, jak daleko sięgnęli Celtowie, jest atak jednej z ich grup w III w. p.n.e. na grecką kolonię Olbia (w pobliżu dzisiejszej Odessy), w najbardziej na północ wysuniętej części Morza Czarnego. Do nieudanego ataku doszło w środku zimy, przy pomocy germańskiego plemienia Skirów. Kilka oppidów celtyckich zostało założonych 97/140
  • 99.
    u ujścia Dunaju– takie jak na przykład Arru- bium, Noviodunum czy Aliobrix – a Plutarch wspomina nawet o celtyckich osadach wysuniętych jeszcze dalej na wschód, aż po Morze Azowskie. Ciekawe, że ci celtyccy wo- jownicy nie przesuwali się na południe wzdłuż wybrzeża Morza Czarnego, aby naw- iązać kontakt ze swymi kuzynami wdziera- jącymi się do południowej Tracji. Potężne miasta greckie na wybrzeżu wyraźnie uniemożliwiały podobny bieg wydarzeń – os- adnicy celtyccy mieszkający u ujścia Dunaju musieli znajdować się w znacznej mniejszości wobec ludności miejscowej i szybko się zasymilowali. Na północnych Bałkanach parcie na wschód powodowało tworzenie się nowych skupisk ludów celtyckich, zasilanych przez wo- jowników wracających z nieudanej wyprawy do Grecji. Wszyscy łączyli się, aby zatrzymać jak najwięcej zdobyczy, i zdołali usta- bilizować swoją pozycję elementu 98/140
  • 100.
    dominującego wśród bardziejlicznych miejscowych populacji Traków i Ilirów. Naj- potężniejszym z tych nowych ludów celtyckich, powstałych z wymieszania się róż- nych dotychczasowych grup, byli Skordyskowie (Scordisci). Uformowali się z tych, którzy po powrocie z Grecji, pod dowództwem Batanatosa, osiedli u zbiegu Dunaju i Sawy. Ich nazwa pochodziła od góry Scordus (dziś pasmo Szar Płanina). Skordyskowie założyli ważną fortecę – Singidunum (dała początek Belgradowi). Znakomicie opanowali sztukę kowalstwa i to prawdopodobnie oni jako pierwsi zaczęli bić celtyckie monety – srebrne, wzorowane na macedońskich. Wywarli silny wpływ na cały okoliczny region, zwłaszcza w kierunku południowo-zachodnim, gdzie między nimi a Adriatykiem żyło potężne iliryjskie plemię Japydów. Części tego plemienia stały się dwujęzyczne, niektórzy nawet prawdopodob- nie przyjęli język celtycki jako swój własny. 99/140
  • 101.
    W południowo-wschodnich Alpachosiedlili się Tauryskowie, którzy przyjęli nazwę od znajdujących się tam gór Taurów. Byli praw- dopodobnie konglomeratem celtyckich ludów – żyjących w tamtym regionie od czasów wodzów halsztackich – które połączyły się z różnymi mniejszymi grupkami Celtów oraz z Wenetami i Ilirami mieszkającymi u pod- nóży Alp. Dzielili się na Ambidrawów (czyli żyjących na brzegach rzeki Drawy) i Ambisontów (znad rzeki Isonty, dziś Salzach). Ich głównymi ośrodkami były Noreja (dziś Neumarkt w Styrii) oraz Virunum (dziś Magdalensburg koło Klagenfurtu). W re- gionie tym wydobywano żelazo, toteż ośrodki te uczestniczyły z dużym powodzeniem w handlu z Bałkanami, a nawet z Italią. Siła nizinnych Taurysków rosła coraz bardziej, stopniowo oddzielali się oni od swoich gór- skich krewniaków, wreszcie mieszkańców tego wschodnioalpejskiego regionu zaczęto 100/140
  • 102.
    określać mianem: Norykowie(od nazwy miasta Noreja), a ich terytorium – Norykum. Nie załamując się porażką w Grecji, Skordyskowie postanowili rozszerzać swoją władzę na wschód. Komontorios, dawny oficer w armii Brennosa, podbił znaczną część Tracji i utworzył celtyckie królestwo na południowym wschodzie tego regionu. W rzeczywistości musiało się ono składać z panującej warstwy celtyckich wojowników rządzących miejscowymi Trakami. Stolicą państwa zostało Tylis (prawdopodobnie dziś Tulowo w pobliżu Starej Zagory), skąd Celtowie prowadzili ataki na Bizantyńczyków w celu wymuszania na nich daniny i zyskali sobie opinię tych, co wolą złoto kraść, niż je wydobywać. Pierwsze ataki poprowadził Komontorios – odstąpienie jego wojsk zostało kupione za ogromną cenę tysięcy sztuk złota. W końcu Bizantyńczycy zgodzili się płacić roczną daninę w wysokości 80 talentów w zamian za bezpieczeństwo. 101/140
  • 103.
    Najazd na AzjęMniejszą Celtowie we wschodniej Europie byli za- zwyczaj zwani przez Greków i Rzymian Gal- atami. Jak twierdzi jeden z ówczesnych autorów, byli oni wtedy tak liczni, że ich ogromne mrowie zaczęło przedostawać się do Azji. Jest to, oczywiście, przesada, ale po por- ażce na południowych Bałkanach oczy Celtów nieuchronnie zwróciły się ponownie na wschód. W 278 r. p.n.e., jak czytamy, „więk- szość Galatów” przeprawiła się statkami do Azji Mniejszej i zrabowała tamtejsze wybrzeże. Rzymski historyk Liwiusz twierdzi, że Celtowie, którzy udali się do Azji Mniejszej, odłączyli się od armii Brennosa na Bałkanach po kłótni z nim. Według niego jakieś 20 000 wojowników, pod dowództwem Lonoriosa i Lutariosa, odeszło od Brennosa przed wyr- uszeniem przeciwko Delfom i zamiast tego wybrało się przez Trację do Bizancjum. 102/140
  • 104.
    Przekaz ten wydajesię być nieporozumieniem wynikającym ze skomplikowania serii ek- spansji podjętych przez Celtów w okresie od 281 do 278 r. p.n.e. Możliwe, że kiedy Bren- nos usiłował namówić większość celtyckich wojowników do najechania Grecji, to niek- tórzy z tych, którzy uczestniczyli wcześniej w kampanii Keretriosa w Tesalii, zdecydowali teraz szukać szczęścia na wschodzie. Do nich dołączyłyby później w Tracji resztki armii Brennosa i połączone siły podjęły wyprawę do Azji. W każdym razie na czele całego przed- sięwzięcia stały niewątpliwie grupy Wolków i Bojów, a sądząc po nieustających sukcesach, ich całkowita liczba musiała znacznie przekraczać owe 20 000 ludzi, o których wspomina Liwiusz. Twierdzi on również, że po zyskaniu kontroli nad wybrzeżem Pro- pontydy i nałożeniu daniny na leżące tam miasta, Galatów skusiły wieści o bogactwach Azji. Zajmując dalsze terytoria, ruszyli ku 103/140
  • 105.
    Hellespontowi, skąd wysłaliposłów do Antypatra, króla Cylicji, który kontrolował wybrzeże. Podczas czekania na odpowiedź między dwoma dowódcami zapanowała niez- goda i Lonorios wrócił do Bizancjum z więk- szą częścią wojsk. Natomiast Lutarios zabrał wysłannikom Antypatra kilka statków i stopniowo przetransportował swoich ludzi przez Hellespont do Azji Mniejszej. Wkrótce potem nadciągnął tam z Bizancjum Lonorios, uzyskawszy pomoc od króla Bitynii, Nikomedesa. Obie armie połączyły się znowu i wystę- powały w roli klientów Nikomedesa w wojnie z jego rywalem, Zybojtesem. Nikomedes odniósł zwycięstwo w znacznej mierze dzięki pomocy Celtów, którzy byli jednak najem- nikami niebezpiecznymi i niełatwo było ich zaspokoić. Nie zważając na Nikomedesa, ruszyli w głąb Azji Mniejszej, odbierając dan- iny od wszystkich, których napotkali. Ludy takich państw, jak Pont, Paflagonia, 104/140
  • 106.
    Kapadocja czy Pergamon– osłabione nieus- tannymi wojnami – nie były w stanie prze- ciwstawić się najeźdźcom, którzy mimo słabego uzbrojenia cieszyli się sławą groźnych wojowników. Inskrypcja z miasta Priene in- formuje, że rabowali świątynie, podpalali obe- jścia i tak sterroryzowali ludność, że nikt nie odważył im się przeciwstawić. Zagrozili dużym miastom – takim jak Troja, Efez czy Kelainai. Według greckich legend mieszkańcy miasta Themisonion zostali zaprowadzeni do bezpiecznych kryjówek w jaskiniach przez bogów Heraklesa [heros], Hermesa i Apollina; a trzy dziewice z Miletu popełniły samobójst- wo, by uniknąć gwałtu ze strony straszliwych najeźdźców. 105/140
  • 107.
    8 Pauzaniasz, Wędrówka poHelladzie, przeł. Henryk Podbielski, ks. X, rozdz. 19, ust. 10, [w:] U stóp boga Apollina. Z Pauzaniasza Wędrówki po Hel- ladzie, Wrocław 1989. 9 Tamże, X, 20, 7. 10 Tamże, X, 23, 6. 11 Tamże, X, 21, 3. 12 Tamże, X, 22, 12.
  • 108.
    Rozdział 7 Zniszczenie Galii WRzymienowy konsul Gajusz Juliusz Cezar zabiegał o przyjaźń dwóch innych czołowych postaci państwa: Marka Licyniusza Krassusa i Gnejusza Pompejusza Wielkiego, mimo że owi dwaj rywalizowali ze sobą. W efekcie jego starań doszło do pojednania wszystkich trzech i zawarcia przez nich w 59 r. p.n.e. triumwiratu, czyli porozumienia, na mocy którego mieli wspólnie rządzić imperi- um 1 . Następnie Cezar zrealizował dwa spośród głównych celów, jakie postawił przed sobą: ograniczył wpływy Cycerona oraz uzyskał na pięć lat zarząd rzymskiej Galii. Funkcję tę zamierzał wykorzystać jako
  • 109.
    odskocznię do uzyskaniapełni władzy w państwie. Tymczasem cały region zaalpejski ogarnęła zawierucha: Bojowie i inni przybysze ze wschodu zostali odepchnięci z powrotem na ziemie zajęte wówczas przez celtycko-wen- etyjskie plemię Retów oraz celtyckich Nantu- atów (Nantuates ‘ludzie doliny’) i Latobrygów (Latobrigi ‘ludzie ze zboczy wzgórz’); podob- nie na Helwetów napierano od północy; z kolei Arwernowie i Allobrogowie ciągle próbowali odzyskać siły po miażdżącej klęsce, jakiej doznali uprzednio z rąk Rzymian. W ten wir problemów – kurczącego się terytorium, rywalizacji plemiennej i ogólnej frustracji – wkroczył Cezar. Atak na południową Galię Helwetowie, znajdujący się między Renem, górami Jura i Jeziorem Genewskim, pragnęli przenieść się na ziemie mniej narażone na 108/140
  • 110.
    ataki Germanów. Głównywódz Helwetów, Orgetoryks, od lat planował znalezienie miejsca dla swego plemienia poprzez usunięcie wpływów rzymskich z Galii Zaalpejskiej i w tym celu umocnił już porozu- mienia z Kastikosem, synem poprzedniego króla Sekwanów na zachodzie, oraz z Dum- noryksem, jednym z wodzów Eduów i bratem ich prorzymskiego króla Dywicjaka. Dla sce- mentowania sojuszu Orgetoryks wydał swą córkę za mąż za Dumnoryksa. Pod panowaniem starzejącego się króla Dy- wikona Helwetom brakowało silnego, central- nego przywództwa, a Orgetoryks był podejrzewany przez innych członków arys- tokracji plemiennej o zamiar zagarnięcia na- jwyższej władzy. Kiedy dowiedziano się o jego układach z Kastikosem i Dumnoryksem, wezwano go przed sąd, gdzie groziła mu kara śmierci. Ale Orgetoryks przybył na rozprawę w towarzystwie 10 000 zwolenników, czym uniemożliwił 109/140
  • 111.
    jakiekolwiek postępowanie przeciwkosobie. Wybuch wojny domowej wśród Helwetów wisiał w powietrzu, wkrótce jednak Orget- oryks został znaleziony martwy. Twierdzono, że popełnił samobóstwo, ale wydaje się, iż raczej doszło do morderstwa. Natomiast linia polityczna Orgetoryksa uzyskała szerokie poparcie wśród Helwetów, którzy w 58 r. p.n.e. jak jeden mąż podjęli decyzję o migracji na południe przez rzymską prowincję Galii Narbońskiej. Cezar przystąpił natychmiast do gro- madzenia wielkiej armii w okolicach Genewy i nakazał zniszczenie mostu na Rodanie. Gdy Helwetowie zwrócili się do niego o zgodę na pokojowy przemarsz przez Galię Narbońską, zwlekał z odpowiedzią, budując swą armię. W rzeczywistości nie miał zamiaru przychylić się do ich prośby, a w pisanych przez siebie komentarzach na temat wojny 2 wyjaśnił, że łaknął zemsty za porażkę zadaną Rzymianom przez Tygurynów pod Agen prawie 50 lat 110/140
  • 112.
    wcześniej. Ufortyfikował brzegiRodanu, po czym zabronił Helwetom przekraczania rzeki. Kiedy mimo to niektórzy z nich próbowali się przez nią przedostać, zostali odparci przez rzymskich żołnierzy. Wówczas Edueńczyk Dumnoryks zwrócił się do Sekwanów z prośbą o pozwolenie Helwetom na przejście przez ich kraj. Dumnoryks (którego imię znaczyło ‘król ziemi’) – szlachetny i lubiany, odważny i ob- darzony talentami dyplomatycznymi – doprowadził do porozumienia między obu plemionami, gwarantowanego wymianą zakładników. Chociaż planowany szlak wędrówki Hel- wetów nie naruszał obszaru rzymskiej prow- incji, to jednak Cezar wolał potraktować prze- marsz jako zagrożenie. Czynił tak nie tylko dlatego, że w ten sposób uzyskiwał pretekst do głębszego zaangażowania się w sprawy galijskie, lecz także dlatego, iż niepokoiła go rewolucyjna aktywność Dumnoryksa i ucieczki wielu rzymskich niewolników, 111/140
  • 113.
    którzy przyłączali siędo Galów. Przeprowadz- ił w Italii zaciąg żołnierzy do dwóch nowych legionów, podnosząc wielkość swych sił do sześciu legionów, i wkroczył na scenę. Zaatakował Tygurynów (którzy stanowili os- tatnią z grup helweckiej migracji) w chwili, gdy przekraczali Saonę, i zabił wielu spośród nich. Z propozycją pokoju wystąpił natychmi- ast stary król Helwetów, Dywikon, tłumacząc, że Helweci chcą jedynie osiąść w tym rejonie, który będzie odpowiadał Cezarowi, ale os- trzegając jednocześnie, że jeśli zostaną zmuszeni toczyć wojnę, to mogą zniszczyć armię Cezara, gdyż „nauczyli się od swych ojców i przodków walczyć jak dzielni mężow- ie i nie polegać na oszustwach i fortelach”. Cezar odebrał mowę jako aluzję do porażki, jaką dawno temu Rzymianie doznali od Dy- wikona jako przywódcy Tygurynów, odpow- iedział więc wyniośle i zażądał zakładników. Dywikon odparł, że Helwetowie przywykli brać, a nie dawać zakładników i odjechał. 112/140
  • 114.
    Helwetowie zwinęli obózi kontynuowali wędrówkę. Przez dwa tygodnie Cezar wraz ze swą jazdą i legionami szedł tuż za nimi. Siły znajdujące się pod jego dowództwem mogły liczyć do 30 000 ludzi, z których większość stanowili dobrze wyszkoleni i doświadczeni żołnierze. Wreszcie, w pobliżu Bibrakte, stolicy Eduów, obie armie zwarły się ze sobą. Helwetowie uformowali falangę, ale ich włócznie były tak długie, że podczas walki za- częli przeszkadzać sobie nawzajem. Roz- poczęli odwrót ku położonemu na wzgórzu oppidum, a ścigających Rzymian zaatakowały nagle na ich prawym skrzydle tysiące Bojów i Tulingów. Walka trwała od południa aż do nocy, ostatecznie jednak Celtowie uszli z pola bitwy. Cezar pojmał syna i córkę Orgetoryksa, ale wielu wojowników celtyckich ocalało. Maszerowali następnie trzy dni przez kraj Lin- gonów i na koniec, zdziesiątkowani głodem oraz nękani przez Rzymian i ich sojuszników, poddali się. 113/140
  • 115.
    Cezar twierdzi, żeotrzymał pewne zestawienia, sporządzone przez Helwetów, a napisane alfabetem greckim, dotyczące liczby ludzi biorących udział w planowanej migracji. Według tych spisów (obejmujących mężczyzn, kobiety i dzieci) Helwetów było 263 000, a towarzyszyło im 36 000 Tulingów, 14 000 Latobrygów, 23 000 Rauraków i 32 000 Bojów. Wśród tego mrowia znajdowało się 92 000 mężczyzn zdolnych do noszenia broni. Po kapitulacji jedna z podgrup Hel- wetów, o nazwie Werbigenowie, licząca 6 000 ludzi, wymknęła się, mając nadzieję uciec na ziemie germańskie; Cezar zagroził każdemu, kto udzieliłby im pomocy i w efekcie Werbi- genów sprowadzono z powrotem i wszystkich stracono. Natomiast pozostałym ocalałym Hel- wetom i ich sojusznikom – których liczba spadła już do 110 000 – Cezar zezwolił na powrót do domów. Polecił Allobrogom zao- patrywać ich w żywność, aż zbiorą nowe plony i przekonał Eduów, aby przyjęli 114/140
  • 116.
    ocalałych Bojów naswe terytorium. Taka pobłażliwość Cezara wynikała stąd, iż chciał pozostawić Celtów jako zaporę przed ekspans- ją Germanów. W wyniku odniesionego zwycięstwa Cezar uzyskał kontrolę nad większością południowej i środkowej Galii, tak że mógł nawet podjąć przygotowania do zwołania delegatów reprezentujących plemiona z całego regionu na zgromadzenie, które określił jako „ogólną radę Galów”. Rada taka byłaby w rzeczywis- tości zgromadzeniem wysłuchującym poleceń Cezara i niewiele ponadto. Dyplomacji Cezar potrzebował dla umocnienia podbojów, toteż decydował się zachować – tak długo, jak było to dla niego korzystne – zewnętrzne pozory dobrowolnego sojuszu. Przyjął więc z całą kurtuazją przywódców galijskich, którzy przybyli, aby „złożyć mu gratulacje” z okazji jego zwycięstw. W ten sposób zwierzchnictwo Cezara zostało uznane przez kilka potężnych plemion i ich klientów. Ze szczególnym 115/140
  • 117.
    zadowoleniem Rzymianie musieliprzyjąć obecność w tej grupie Biturygów, których Dumnoryks uprzednio włączył w plany so- juszu celtyckiego, wydając w tym celu swą owdowiałą matkę za mąż za ich na- jważniejszego wodza. Pamiętano też oczy- wiście o tym, że Biturygowie stanowili nieg- dyś czołowe plemię wielkiej federacji galijskiej, która w V w. p.n.e. doprowadziła do najazdu Celtów na Italię. Innym ludem dobrze znanym Rzymianom, ze względu na istnienie jego italskiej gałęzi, byli Senonowie. Oni i ich sojusznicy na północy, Paryzjowie, znaleźli się teraz pod całkowitą, aczkolwiek pośrednią, kontrolą Cezara. Terytoria innych plemion, które po raz pier- wszy znalazły się w zasięgu Rzymian, roz- ciągały się aż do Atlantyku. Do plemion tych należeli: Turonowie (Turones ‘energiczni’), od których pochodzi nazwa Tours, gdzie znaj- dowała się ich główna twierdza; Piktonowie (Pictones ‘wojowniczy’), których głównym 116/140
  • 118.
    miastem było Lemonum(dziś Poitiers); a także Lemowikowie (Lemovices ‘zdobywcy wiązu’), których stolica dała początek miastu Limoges. Rzymskie zwierzchnictwo objęło też: Petrukoriów (Petrucorii ‘cztery oddziały’), ma- jących siedzibę w Vesunnie (dziś Vésone), a od których wywodzi się nazwa krainy Périg- ord w departamencie Dordogne; Santonów (Santones ‘podróżujący’), których imię utrwaliło się w nazwie obszaru Saintonge na północ od Bordeaux; a także mniejsze grupy, takie jak Wasatowie (Vasates ‘grabieżcy’) w obecnym Bazas i Medułowie (Medulli ‘pijący miód’) na półwyspie Médoc. Przewidywania Cezara odnośnie Germanów okazały się słuszne. Już wkrótce Dywicjak wskazał mu, że wszystkie plemiona galijskie z tego obszaru chciałyby zrzucić jarzmo ger- mańskiego zwierzchnika, Ariowista, który traktował je niezwykle okrutnie. Ariowist za- warł już wcześniej traktat z Rzymianami – obie strony uznały w nim, że kluczowe 117/140
  • 119.
    znaczenie ma dlanich obrona Norykum jako bariery przeciwko możliwemu uderzeniu na zachód Burebisty i jego ogromnej dackiej armii. W owej chwili jednak Burebista kon- centrował uwagę na wschodnich rubieżach swego królestwa, gdzie zwabiły go bogate miasta greckie z rejonu Morza Egejskiego i pogranicza Azji. Cezar – zdając sobie sprawę z tego, że to rosnąca potęga i ambicje Ari- owista stwarzają bardziej bezpośrednią groźbę dla interesów Rzymu – zdecydował się podjąć szybkie działania przeciw germańskiemu wodzowi. Wysłał posłów z żądaniem spotkania, ale Ariowist nie spieszył się na nie. Ostatecznie do spotkania doszło na terenie Alzacji, gdzie armie obu wodzów stanęły niedaleko siebie, w pobliżu Vesontio, stolicy Sekwanów. Ariowist przemawiał do Cezara jak do równego sobie. Przypomniał mu, że obaj byli zdobywcami i zasugerował, aby podzielili Galię między siebie. Cezar, rozzłoszczony tą otwartością, zażądał od 118/140
  • 120.
    Ariowista wycofania wszystkichjego wojsk z powrotem za Ren. Ariowistowi i jego armii zależało na odroczeniu walki, gdyż zostali ostrzeżeni przez swych wróżbitów, że trwająca wówczas faza ubywania księżyca jest dla nich nieszczęśliwa. Cezar, dowiedziawszy się o tym od jeńców, parł do walki i wkrótce obie armie starły się w pobliżu dzisiejszej Miluzy. Rzymi- anie odnieśli całkowite zwycięstwo, większość Germanów zginęła, sam Ariowist ledwo uszedł z życiem. Wynik bitwy nie oznaczał, że Celtów spotkała pełnia szczęścia. W rzeczy- wistości bowiem Ariowist – pomijając już jego wcześniejsze relacje z Arwernami i Sek- wanami – był silnie związany z Celtami. Jak się wydaje, jego imię, składające się z cząstek *ario-vid-s (‘ten, który przewiduje’), było bardziej celtyckie niż germańskie, co pozwala przypuszczać, że jego rodzimy lud Swebów był pod silnymi wpływami kultury celtyckich sąsiadów. Istotnie sam Ariowist nauczył się 119/140
  • 121.
    języka galijskiego, aCezar twierdzi, że w wyniku „długiej praktyki” posługiwał się nim płynnie. Co więcej, jedna z jego dwóch żon, zabitych w trakcie bitwy, była siostrą Wokcjona, celtyckiego króla Norykum. Zadowolony z dotychczasowych osiągnięć, Cezar zostawił swą armię na leżach zimowych w kraju Sekwanów, a sam wrócił do Italii. Jednej kwestii nie rozwiązał. Były to stosunki między królem Eduów Dywicjakiem a jego młodszym bratem Dumnoryksem. Mając za sobą doświadczenia wojen z Helwetami i z Germanami, Cezar opisywał Dywicjaka jako tego, któremu „ufał bardziej niż jakiemukolwiek innemu Galowi”, mimo że to właśnie brat tegoż człowieka był czołową postacią całego ruchu antyrzymskiego. W trakcie kampanii przeciw Helwetom Cezar był informowany przez Liskosa z plemienia Eduów, że Dumnoryks nieustannie podburza Eduów do zerwania z Rzymianami. Dalsze dochodzenia ujawniły Cezarowi, że 120/140
  • 122.
    Dumnoryks pomagał Helwetom,jak tylko mógł, i informował ich o planach Rzymian. Jako dowódca jazdy Eduów, Dumnoryks pol- ecił swym ludziom, aby uciekali przed Hel- wetami, podkopując w ten sposób morale armii. Kilka swoich kuzynek wydał za mąż za czołowych przedstawicieli innych plemion galijskich, dążąc do umocnienia sojuszów. Cieszył się również nadzwyczajną popularnoś- cią wśród zwykłych ludzi i mógł łatwo fin- ansować swe działania, gdyż przejął ściąganie wszystkich podatków wśród Eduów. Cezar sugerował Dywicjakowi skazanie brata na śmierć, ale Dywicjak powołał się na uczucia braterskie, a także wskazał, że takie postępowanie zraziłoby całą Galię. Cezar ustąpił, wysłał jednak szpiegów, aby śledzili każdy ruch Dumnoryksa. Cezar był uza- leżniony od wsparcia ze strony Dywicjaka, który z kolei chciał zachować dla siebie różne możliwości na wypadek wzmocnienia Galów a osłabienia Rzymian. W każdym bądź razie 121/140
  • 123.
    do całkowitego zaakceptowaniaprzez Galów rzymskiego zwierzchnictwa było jeszcze bardzo daleko. Atak na Belgów Podczas zimy, którą Cezar spędził w Italii, dochodziły go raporty z powtarzającą się in- formacją, że plemiona Belgów, zamieszkujące na północny wschód od Galii, zdawały sobie sprawę, iż zostaną wkrótce zaatakowane przez Rzymian i przygotowywały się do wo- jny. Belgowie, których korzenie sięgały starych celtyckich ziem południowej Ger- manii, tworzyli wówczas luźną konfederację plemion i już od wielu stuleci rozprzestrzeni- ali się na przyległe regiony Galii. Ich odłamy osiedliły się na wybrzeżach Morza Północne- go, a znaczne grupy już od kilku pokoleń przeprawiały się przez morze do Brytanii i za- kładały tam królestwa. W ten sposób Belgow- ie, którzy również posiedli umiejętności 122/140
  • 124.
    wojskowe, stali sięteż znakomitymi żeglar- zami i kupcami. Pamiętano, że plemiona Belgów – liczne i zajmujące rozległe terytorium – rządzone były niegdyś przez potężnego króla Suess- jonów o imieniu Dywicjak 3 , którego zwierzch- nia władza rozciągała się nawet na osadnict- wo Belgów w południowo-wschodniej Brytanii. W Wojnie galijskiej Cezar podaje, że za jego rządów królem Suessjonów był Galba, „sprawiedliwy i zdolny mąż”. Suessjonowie (Suessiones ‘sześć klanów’) zajmowali więk- szość dzisiejszego departamentu Aisne, a ich stolicę stanowiło Soissons. Wśród Belgów byli od dawna jednym z najsilniejszych i na- jbardziej zuchwałych plemion. Blisko spokrewnieni z nimi byli Remowie (Remi ‘ pierwsi’), którzy być może – na co wskazuje ich nazwa – stanowili tradycyjnie czołową grupę Belgów. Zajmowali północ dziesiejszych departamentów Marny i Aisne, ze stolicą w Durocortorum (dziś Reims). Kolejna ich 123/140
  • 125.
    twierdza nosiła nazwępochodzącą od imienia jednego z głównych bóstw celtyckich – było to Lugudunum, czyli ‘twierdza Luga’ (dziś Laon). Na północy liczny lud Menapiów (Menapii ‘ludzie znad wody’) zamieszkiwał nadbrzeżne obszary dzisiejszej Francji, Belgii i Holandii – od Calais aż po Ren. Ich kraj graniczył z ziemiami potężnych germańskich Batawów, a ich główny ośrodek dał początek dzis- iejszemu miastu Cassel, położonemu na południe od Dunkierki. Menapiowie założyli między innymi miejscowość znaną – podobnie jak w przypadku kilku innych ośrodków celtyckich – jako „twierdza” boga Luga, czyli Lugudunum (dziś Lejda). Innym miastem Menapiów było Noviomagus (‘nowy targ’, dziś Nijmegen). Na południe od nich mieszkali Nerwiowie (Nervii ‘lud Neriosa’, czyli jednego z bogów celtyckich – jego imię znaczyło ‘mocny’). Byli oni podobno najod- ważniejszymi ze wszystkich Belgów. Ich kraj 124/140
  • 126.
    obejmował równinę Belgiiaż po rzekę Sambrę i dzisiejszy francuski departament Nord, a ich plemiennym centrum było Bagacum (dziś Bavay). Północny odłam Nerwiów, sąsiadujący z Menapiami, zwano Ambiwa- rytami (Ambivariti) – wywodzi się od nich nazwa dzisiejszej Antwerpii. Z kolei Ambianowie (Ambiani ‘ci z obu stron rzeki’) zamieszkiwali dzisiejszy fran- cuski departament Sommy; od tej rzeki wzięła nazwę ich stolica, Samarobriva (‘most na Samarze’, dziś Bray-sur-Somme). Po sąsiedzku mieszkali Wiromanduowie (Viromandui ‘kier- ujący ludźmi’ albo ‘depczący ludzi’, ‘tratujący ludzi’) i Atrebatowie (Atrebates ‘mieszkańcy’); stolica Wiromanduów to późniejszy Vermand, którego nazwa wywodzi się od nazwy plemi- enia; ośrodkiem zaś Atrebatów było Nemeta- cus (‘święte miejsce’, dziś Arras). Atrebatowie mieli swych klientów – lud Morynów (Morini ‘morscy’), których głównym ośrodkiem była Tarvanna (dziś Thérouanne), a głównym 125/140
  • 127.
    portem – Bononia(dziś Boulogne-sur-Mer), przez którą Belgowie utrzymywali kontakt z Brytanią. Na zachodzie, dzisiejszy francuski departa- ment Oisne, mieszkali Bellowakowie (Bellovaci ‘wojenni pogromcy’) – ich stolica to obecne Beauvais, a nazwa plemienia sugeruje, że byli oni bardzo skutecznymi wojownikami. Stanowili najliczniejsze plemię wśród wszys- tkich Belgów. Przypuszczalnie kilka stuleci wcześniej odłamy Bellowaków i Suessjonów przenikały na ziemie obecnej zachodniej Francji. Główne grupy obu tych belgijskich plemion zostały odepchnięte na wschód przez odradzające się plemię Karnutów i inne ludy środkowej Galii, ale mapa rozmieszczenia grup etnicznych nad brzegami Sekwany wskazywała na istniejące nadal napięcia w tym regionie. Suessjonowie bardzo wzmoc- nili tam swoje pozycje w kierunku południowo-wschodnim, a na pierwszej linii znajdowali się ich klienci, Meldowie (Meldi – 126/140
  • 128.
    ‘mili’, ‘łagodni’); mieszkalioni w miejscu, które – od ich nazwy plemiennej – zostało później nazwane Meaux. Inna grupa Belgów, Katalaunowie – a poprawniej Katuwellaunowie (Catuvellauni ‘najlepsi w walce’) – zamieszkiwała wewnątrz kraju Senonów i musiała zadowalać się pozycją ich klientów. Stolicę Katuwellaunów stanowiło Durocatalaunum (dziś Chalonge). Wydaje się, że we wcześniejszym okresie byli oni plemieniem potężniejszym i mieszkali bardziej na północ. Nazwę „Kassowie” nosiły różne grupy etniczne zaliczane zazwyczaj do Galów, a nie do Belgów, co może jednak wprowadzać w błąd. Bajokassowie (Baiocasses ‘zręcznie uderzający’) zamieszkiwali wzdłuż wybrzeża atlantyckiego; ich miastem, które wzięło od nich swą nazwę, było Bayeux; do pokrewnych im Widukassów (Viducasses ‘zręczni leśni ludzie’) należało miasto Aragen- uae (dziś Vieux). Kolejny lud z tej grupy, Weliokassowie, czyli Kaletowie (Caleti 127/140
  • 129.
    ‘odważni’) osiadł nawschodnim brzegu Sek- wany; ich głównym ośrodkiem był Rotomagus (dziś Rouen), a portem – Caracotinum (dziś Harfleur). Człon „Kassowie” słychać też w nazwach plemiennych Trykassów (Tricasses) z Troyes i Wadykassów (Vadicasses) z okolic Nancy. Jak już wspomniano, możli- we, że Katuwellaunowie mieszkali dawniej na północny zachód od Sekwany, ale zostali rozbici na różne grupy przez odradzające się plemiona środkowej Galii. Na północnym wschodzie regionu bel- gijskiego zamieszkiwało potężne plemię Trew- erów (Treveri ‘przewoźnicy’). Zajmowali oni dolinę Mozeli aż do Renu, a ich stolica dała początek dzisiejszemu Trewirowi. Dane arche- ologiczne wskazują, że Trewerowie nie byli plemieniem pochodzenia belgijskiego, ale raczej wywodzili się od Celtów nadmozel- skich, którzy zajmowali cały tamten region w okresie lateńskim. Innymi plemionami, które, jak się wydaje, pochodziły od owych 128/140
  • 130.
    starszych Celtów nadmozelskich,byli Eburo- nowie (Eburones ‘ ludzie cisu’) – nieliczny ale odważny lud w lasach Ardenów – a także inne małe ale nie nieistotne plemiona zam- ieszkujące okolice rzeki Sambry, takie jak Ceutronowie, Lewakowie, Kondrusowie, Ceresowie, Pemanowie i Segnowie. Jeszcze dalej na południe znajdowali się Leukowie (Leuci ‘lśniący’), których ziemie rozciągały się do źródeł rzeki Mozy i do granic kraju plemi- enia Lingonów. Leukowie, których ośrodkiem było Tullum (dziś Toul), także mogli być plemieniem pochodzenia przedbelgijskiego, które dostało się pod dominację Belgów. Cezar zlecił Senonom i innym plemionom galijskim graniczącym z Belgami, aby dostar- czali mu informacji na ich temat i w efekcie dysponował dokładną wiedzą dotyczącą bel- gijskiej konfederacji, rozmieszczenia poszczególnych terytoriów plemiennych oraz stanu stosunków z sąsiadami. Nie tracił czasu; zaciągnął w Italii kolejne dwa legiony 129/140
  • 131.
    i wiosną 57r. p.n.e. pospieszył z powrotem do Galii. Miał teraz osiem legionów, co – doliczywszy oddziały posiłkowe (auxilia) – mogło oznaczać, że liczebność jego wojsk zn- acznie przekraczała 40 000 ludzi. Remowie natychmiast wysłali do niego dwóch spośród swych przywódców, Ikcjosa i Andekom- bogiosa, proponując mu sojusz i zakładników. Ale pozostali Belgowie byli niewzruszeni. Według informacji dostarczonych przez Remów, gromadzili wielką liczbę wo- jowników, przygotowując się do nadciąga- jącej wojny. W Wojnie galijskiej Cezar być może nieco przesadził, podając liczby wo- jowników belgijskich: ogółem miało ich być prawie 300 000, w tym ponad 60 000 Bel- lowaków oraz po 50 000 Suessjonów i Nerwiów. Zdając sobie sprawę z potencjalnych możli- wości bitewnych tak wielkiej chmary wo- jowników – o ile tylko Belgowie potrafiliby ich zgromadzić i odpowiednio przygotować – 130/140
  • 132.
    Cezar zdecydował sięprzeprowadzić wyprzedzające uderzenie na najsilniejsze plemię, czyli na Bellowaków. Wiedział już, że chcieli oni albo stanąć do walki samodzielnie, albo pełnić rolę przywódczą. Teraz wysłał Dy- wicjaka i jego oddziały Eduów, by najechały ziemie Bellowaków. Belgowie jednak zdążyli już skoncentrować większość wojsk i przys- tąpili do oblężenia Bibraks (dziś Bièvre) – miasta Remów. Działali w sposób, który został opisany przez Cezara jako typowo galijska metoda prowadzenia oblężenia: „skoro tylko całość obwarowań otoczą tłumem piechoty, zaczynają obrzucać mury z wszystkich stron kamieniami” 4 , następnie unosili tarcze, zwier- ali je nad głowami, podchodzili do samych murów i podkopywali się pod nie. Tak też Bibraks zostało obsypane gradem kamieni i włóczni, a dowódca miasta, Ikcjos, nie utrzymałby się długo, gdyby Cezar nie pchnął ku miastu części swych sił z odsieczą. Oblegający ruszyli tłumnie w kierunku obozu 131/140
  • 133.
    Rzymian. Cezar, wiedząc,że Belgowie cieszą się opinią bardzo odważnych, zachował os- trożność i nakazał wykopanie rowów ze wszystkich stron obozu oraz umocnienie go szańcami i machinami miotającymi. Wysłał najpierw jazdę, by wybadała przeciwnika, po czym rozwinął szeregi swej armii do bitwy. Po krótkich potyczkach zdecydował się na za- stosowanie jednej ze swoich ulubionych tak- tyk – manewru pozorującego: cofnięcie się piechoty Rzymian do obozu spowodowało, że Belgowie rzucili się za nią triumfalnie i gdy brnęli przez rzekę Aisne, Cezar przeprowadził kontruderzenie. Po zażartej walce Belgowie wycofali się. Ponieważ tymczasem Eduowie pustoszyli kraj Bellowaków, więc ci ostatni chcieli wrócić na swe ziemie. W oczekiwaniu na dalsze kroki Rzymian, Belgowie rozdzielili swe wojska. Następnego ranka Cezar ski- erował legiony przeciw rozproszonym prze- ciwnikom i przez cały dzień ścigający ich 132/140
  • 134.
    Rzymianie siali spustoszeniewśród belgijskich wojowników. Teraz Cezar postanowił ujarzmić po kolei wszystkie plemiona Belgów i dokonał tego, zdobywając ich grody. Metoda, jaką zwykle stosował, wyglądała następująco: Rzymianie usypywali przy twierdzy własne umocnienia z ziemi oraz budowali wieże i machiny miota- jące, służące do szturmu. Suessjonowie pod- dali wkrótce swą główną twierdzę; wśród za- kładników, których Cezar wziął od nich, znaj- dowali się synowie króla Galby. Następnie ob- legał twierdzę Bellowaków i po wstawien- nictwie Dywicjaka na ich rzecz, przyjął kapitulację. Poddali mu się także Ambianow- ie, natomiast ich sąsiedzi – Nerwiowie – poprzysięgli nie podporządkowywać się Rzy- mianom. Nerwiowie, wśród których tradycje wojskowe były bardzo silne, przekonali Atre- batów i Wiromanduów, by wspólnie stawić opór. Nie mieli jazdy, ale byli specjalistami w przygotowywaniu różnorodnych przeszkód 133/140
  • 135.
    – z młodychdrzew, płotów i cierni – przeciw konnicy wroga. Opisując przygotowania Ner- wiów, Cezar wspomina o czynionych przez nich środkach ostrożności, do których niewąt- pliwie często uciekały się atakowane przezeń celtyckie plemiona: „kobiety oraz tych, których ze względu na wiek uznali za niezdat- nych do walki, zebrali w takiej okolicy, gdzie z powodu bagien wojsko nasze nie miałoby dostępu” 5 . Niektórzy spośród tych Belgów, jacy skapit- ulowali przed Cezarem, potajemnie przekazy- wali Nerwiom informacje o rozmieszczeniu Rzymian, a szczególnie o fakcie, że każdy le- gion maszerował osobno i w znacznej odległości od innych. Cezar dowiedział się o tych doniesieniach i przebiegle nakazał le- gionom, aby maszerowały bliżej siebie. Kiedy obozowano niedaleko Sambry, rzeki szerokiej i o stromych brzegach, Rzymianie zostali nagle zaatakowani przez Nerwiów, szarżują- cych na nich pieszo w bród przez rzekę 134/140
  • 136.
    z nieprawdopodobną prędkością.Legiony, mimo zaskoczenia i ucieczki sprzymierzeńczej jazdy numidyjskiej, utrzymały pole, odpiera- jąc falowe ataki Nerwiów dowodzonych przez ich naczelnego wodza, Boduognatusa. Zastępca Cezara, Labienus, który przebywał w ariergardzie wraz z dwoma legionami to- warzyszącymi taborom, dołączył do bitwy i Rzymianie odzyskali siły. Szala zwycięstwa przechyliła się na ich stronę, ale Nerwiowie i ich sojusznicy wzgardzili ucieczką. Nawet będąc już w bezn- adziejnym położeniu „tak wielkim odznaczali się męstwem, że – jak mówi Cezar – gdy padli pierwsi spośród nich, kolejni wstępowali na ciała poległych i z nich dalej walczyli, a gdy i ci padli, i potworzyły się zwały trupów, to pozostali przy życiu miotali z nich, jakby z pagórków, pociski na naszych i z powrotem odrzucali przechwytywane w locie włócznie” 6 . Walcząc do końca, prawie wszy- scy wojownicy Nerwiów padli w bitwie. Cezar 135/140
  • 137.
    twierdził, że spośródich wojsk liczących w sumie 60 000 ludzi, ostało się zaledwie 500 i że przeżyło tylko 3 członków zgromadzenia plemiennego liczącego 600 starszych. Podobna katastrofa czekała Aduatuków (Aduatuci) – mieszkające w tym regionie plemię mieszanego pochodzenia, które wy- wodziło się w większości z resztek germańsko- celtyckiej armii, jaka niegdyś toczyła z Rzymi- anami zaciekłe boje na dalekim południu Galii w 105 r. p.n.e. Zaledwie jedno czy dwa pokolenia wcześniej osiedlili się oni nad rzeką Sambrą, strzegąc szlaków wiodących do Ger- manii. Ulokowali się mocno w miejscu zwanym Aduatuka, od którego wzięli swą nazwę etniczną, a które później przyjęło ger- mańską nazwę Tungros (dziś Tongres). Pam- ięć historyczna nakazywała Aduatukom trak- tować podejrzliwie zamiary Rzymian, toteż słysząc o groźnym zbliżaniu się legionów Cez- ara, zaczęli przygotowywać się na spodziewany najazd. Zorganizowali silną 136/140
  • 138.
    armię, która miaławspomóc Nerwiów, ale gdy doszły wieści o klęsce tego plemienia i o nadciąganiu całej armii rzymskiej, zdecy- dowali się zająć pozycje w swojej naj- potężniejszej fortecy. Była nią prawdopodob- nie skalista twierdza Namur. Rzymianie oblegali ją, a Aduatukowie – zdając sobie sprawę, że ich sytuacja jest rozpaczliwa – wahali się między kapitulacją a walką. Negocjacje zostały zerwane, Rzymi- anie zaatakowali i mimo dzielnej obrony, zdobyli fortecę. Cezar twierdził, że Aduatukowie próbowali go oszukać, nie zda- jąc mu wszystkiej broni, a następnie próbując przeprowadzić zdradziecki atak i dlatego po- traktował ich bez litości. Cała przebywająca w twierdzy ludność Aduatuków – 53 000 osób – została sprzedana w niewolę. 137/140
  • 139.
    1 I triumwirat, nieformalneporozumienie zawarte w 60 r. p.n.e. przez wymienionych polityków, „w myśl którego nic nie miało się dziać odtąd w państwie, co mogłoby się nie podobać jed- nemu z trzech” (Swetoniusz, Żywoty cezarów, przeł. Janina Niemirska-Pliszczyńska). 2 Commentarii de bello Gallico – istnieją różne przekłady pol., w tej książce wszystkie cytaty wg: Gajusz Juliusz Cezar, Wojna galijska, przeł. Eugeniusz Konik, Wrocław 1978. 3 Nie należy go mylić z królem Eduów o tym samym imieniu. 4 Cezar, dz. cyt., II, 6. 5 Tamże, II, 16. 6 Tamże, II, 27.
  • 141.
  • 142.
    Niniejsza darmowa publikacjazawiera jedynie fragment pełnej wersji całej publikacji. Aby przeczytać ten tytuł w pełnej wersji kliknij tutaj. Niniejsza publikacja może być kopiowana, oraz dowolnie rozprowadzana tylko i wyłącznie w formie dostarczonej przez NetPress Digital Sp. z o.o., operatora sklepu na którym można nabyć niniejszy tytuł w pełnej wersji. Zabronione są jakiekolwiek zmiany w zawartości publikacji bez pisemnej zgody NetPress oraz wydawcy niniejszej publikacji. Zabrania się jej od-sprzedaży, zgodnie z regulaminem serwisu. Pełna wersja niniejszej publikacji jest do nabycia w sklepie internetowym Salon Cyfrowych Publikacji ePartnerzy.com.