Wiadomosci misyjne nr 24 (2/2012)

515 views

Published on

WIADOMOŚCI MISYJNE to biuletyn informacyjny Sekretariatu Misyjnego Polskiej Prowincji Zgromadzenia Księży Misjonarzy. Wydawany cztery razy w roku.
####
WIADOMOSCI MISYJNE (Mission News) is a periodical pubished four times a year by the Office of Freign Missions of the Province of Poland of the Congregation of the Mission.

  • Be the first to comment

  • Be the first to like this

Wiadomosci misyjne nr 24 (2/2012)

  1. 1. Z celi mierci napisa a do m a i dzieci: Moje dzieci, nie tra cieodwagi, czy wiary w Jezusa Chrystusa... Jeste my chrze cijanamii ubogimi, ale nasza rodzina jest wiat em... Wci nie wiem, kiedymnie powiesz , ale pozosta cie w pokoju, moi kochani; pójd z pod-niesion g ow , bez l ku, bo b dzie ze mn nasz Pan i Dziewica Mary-ja, którzy wezm mnie w swoje ramiona. Módlmy si , aby Bóg skruszy serca tych, którzy chc jej miercii przywróci jej wolno . Pro my tak e dla niej i dla innych prze la-dowanych o ask m stwa na najtrudniejsze chwile.W tym numerze „Wiadomo ci Misyjnych”: Z rado ci publikujemy list i zdj cia z realizacji projektu rozbu-dowy ko cio a w Ambohigogo zrealizowanego przez ks. Marcina Wi- niewskiego przy wspó udziale licznych Przyjació Misji. Ks. W odzimierz Ma ota, który po trzech latach intensywnej pracyprzyje a na zas ony odpoczynek do Ojczyzny, pisze o swoichrado ciach i trudno ciach misyjnej pos ugi. yczymy ks. W odkowizrealizowania wakacyjnych planów, w tym pozyskania nowych mi-sjonarzy. Pragniemy tak e w czy si w realizacj jednego z jegolicznych projektów. Nasi misjonarze bior c przyk ad z Jezusa Chrystusa, nie pozostajoboj tni na potrzeby ludzi, w ród których yj . O zaanga owaniu narzecz rozwoju jako uwierzytelnianiu g oszonej Ewangelii, piszeks. W adys aw Krzywda wieloletni misjonarz w Kongo, obecnie pe -ni cy pos ug kap sk w Belgii. Po ród inicjatyw na rzecz misji na uwag zas uguj rozwijaj ce siw Polsce grupy „kol dników misyjnych”. O jednej z nich pisze do nasks. Tomasz Wa ny. Dzi kujemy kol dnikom misyjnym z Odporyszowaza ich wiadectwo ywej wiary i za ofiar przekazan dla naszych misjo-narzy, a ks. Tomaszowi za przybli enie nam tej formy wspierania misji. Ks. Stanis aw Deszcz CM Dyrektor Sekretariatu Misyjnego 1
  2. 2. List z Madagaskaru AMBOHIGOGO Drodzy Przyjaciele Misji, w pa -dzierniku zesz ego roku uko czy embudow zakrystii i salki ministranckiejprzy ko ciele w Ambohigogo. A todzi ki Waszej hojno ci, dzi ki pie-ni kom zgromadzonym poprzez Se-kretariat Misyjny. Koszty budowywynosi y przesz o 3.000 euro. Zakry-sti dobudowa em od strony pó nocnejko cio a, a salk ministranck z boku,od strony wschodniej. Zwracam si doWas wszystkich, Kochanych Przyja-ció Misji, którzy uczestniczyli ciew tej zbiórce, z gor cym i serdecznym podzi kowaniem. Niech dobryBóg b ogos awi Wam wszystkim, obdarzaj c hojnie swoimi askami,a szczególnie szlachetnym zdrowiem. ycz Wam wszystkim wspania- ego Roku Pa skiego 2012. Niech b dzie rokiem pomy lnym dzi kipomocy Bo ej. U nas na Madagaskarze mamy nadziej , e rok 2012 b dzie ro-kiem wyborów na wszystkich stopniach, pocz wszy od samorz do-wych a do prezydenckich i w ten sposób zako czy si kryzys poli-tyczny, trwaj cy ju trzy lata. niwo jest wprawdzie wielkie, ale robotników ma o. W naszejdiecezji Farafangana wyra nie brakuje ksi y. Obecnie jestem odpo-wiedzialny za trzy sektory misyjne: Sahavoay, którego centrum znaj-duje si w Ambohigogo, miejscowo ci po onej 35 km na pó nocny-zachód od Farafangana, Zaramanampy, centrum jest w Erotroka, Za-rafaniliha i Antevato. Nazwy, które wymieni em, to nazwy tamtej-szych plemion. W duszpasterstwie pomagaj mi ksi a diecezjalni.Malgasze cz sto mnie pytaj , kiedy przyjad m odzi misjonarze pol-scy, aby mi pomoc. Odpowiadam im, e na pewno przyjad , kiedynadejdzie odpowiedni czas. 2
  3. 3. W diecezji Farafangana jestem odpowiedzialny za Komisj Spo- eczno-Charytatywn , której celem jest walka z n dz , nasza diecezjanale y do jednej z najbiedniejszych na Madagaskarze. Jestem odpo-wiedzialny równie za Zielon Diecezj . Biskup naszej diecezji MarcBenjamin Ramaroson, który jest konfratrem z naszego Zgromadzenia,zaprosi nas do pracy w siedmiu kierunkach. Jednym z nich jest Zielo-na Diecezja, tzn. na wszystkich parafiach i przy wszystkich ko cio achpowsta y grupy, których zadaniem jest kontynuowanie dzie a stwo-rzenia, poprzez sadzenie drzew le nych i owocowych oraz ogrodnic-two. Ka dy chrze cijan za pokut od biskupa ma obowi zek posadze-nia minimum pi ciu drzewek. Tymczasem na Madagaskarze pora cyklonów, w tym roku zacz ysi wcze nie, ju na pocz tku stycznia przyw drowa cyklon Bingiza.Odczuli go mocno na wschodnim wybrze u Wyspy, w naszej diecezjizaznaczy si poprzez ulewne deszcze. Na drodze do Etrotroka jest ma arzeczka, która w okresie opadów zamienia si w ogromn rzek . Poprzej ciu Bingiza pr d rzeki by niezwykle silny i potrafi przenie me-talowy most na brzeg rzeki. Prosz zobaczy na zdj ciu. 3
  4. 4. Drugie zdj cie (zob. na ok adce) pokazuje, w jaki sposób ludzieprzeprawiaj si przez rzek i w jaki sposób transportuj rzeczy. Naten most czekali my kilka lat i z pewno ci na nowy znowu trzeba dzie poczeka co najmniej trzy lata. Od rzeki do miejscowo ci Etro-troka jest ponad 12 km. Nie ma innej rady, do mostu mog dojechasamochodem terenowym a potem przejd pieszo. Na szcz cie nogimi jeszcze dobrze s , zaprawione do marszu. Nauczy em si za w. Paw em i wzorem starszych misjonarzy, e wszystkie napotykanetrudno ci dzia aj na mnie jak narkotyk i wyzwalaj nowe si y, i nowyentuzjazm dla pracy misyjnej. W po owie lutego pojawi si nowy cyklon Giovanna. Tym razem dasi we znaki od pó nocnego-wschodu a do stolicy Antananarivo. Silnewichury i du e deszcze poniszczy y ry owiska, a nawet murowane za-budowania, je eli by y na drodze cyklonu. Zgin o kilkana cie ludzi. Odsamego pocz tku w radio przestrzegali przed niebezpiecze stwem cy-klonu. Nasz konfrater P. Daniel Lefevre modli si gor co, aby cyklonomin nasz region i rzeczywi cie omin , ze wschodu i pó nocy szednajpierw na po udniowy-wschód, ale pó niej kierowa si coraz bardziejna po udniowy-zachód i wygas na terenie Kana u Mozambickiego. Z serdecznymi pozdrowieniami i wzajemn modlitw , w Chrystu-sie Panu naszym Zbawicielu i Bracie. Ks. Marcin Wi niewski CM 4
  5. 5. List z Papui Nowej Gwinei Fatima Catholic Mission Station 30 grudnia 2011 r., wi to wi tej Rodziny CHC , EBY FATIM CHRONI SZACUNEK I MI … Uda o nam si odrobi nieco wcze niej ni w zesz ym roku, wi cmog zapuka do Waszych domów jeszcze w Oktawie Bo ego Naro-dzenia, w to pi kne wi to wi tej Rodziny z Nazaretu – Jezusa, Ma-ryi i Józefa. Pozwólcie, e w nie z tej okazji zaczn od ycze .Niech przyk ad wi tej Rodziny b dzie dla Was natchnieniemi umocnieniem na co dzie , zw aszcza gdy si b dzie wydawa , ewszystkim innym rodzinom doko a si lepiej powodzi. Nigdy nie za-pominajcie, e rodzinne ycie Jezusa, Maryi i Józefa od samego po-cz tku by o usiane przeciwno ciami i zagro eniami. Ile lat ich wspól- 5
  6. 6. nego bycia razem – powiedzieliby my pierwszych i najpi kniejszych– sp dzili oni na tu aczce, z dala od Heroda, jego szpiegówi zabójców. adne przeciwno ci i adne zagro enia nie zrujnowa yjednak ich wspólnego wi tego ycia. Niech b dzie ono dla Was wzo-rem i ród em nadziei, e ci, którzy ufaj Bogu i których Bóg prowa-dzi nigdy niczego nie musz si trwo . Gdy pisz te s owa, Fatima rozbrzmiewa radosnym gwarem ro-dzinnej rozrywki. Po porannej uroczystej Mszy wi tej czas na zaba- . W tym roku, z cz ci Waszych ofiar, zakupi em dwa ma e rowerkioraz troch zabawek i klocków do budowy, by dzieci mia y odrobinwi cej rado ci w czasie tych wi t Bo ego Narodzenia. To wielkaprzyjemno dla nas, gdy widzimy, e rodzice ucz swoje pociechyjazdy na rowerze, a inni siedz i buduj z dzieciakami ró ne pojazdyi konstrukcje. Dla wszystkich jest to pierwszy kontakt z tego rodzajurzeczami. Ucz si je dzi i bawi „od zera”. Lubi ich obserwowa ,bo jest to ród o wielu cennych informacji. Wida , e maj „zaleg o- ci” w ogólnoludzkim rozwoju. Ale ucz si szybko i z wielkim entu-zjazmem. Je li tylko zasoby na to pozwol , wci b dziemy inwesto-wa w ten duszpastersko-psychologiczno-rozwojowy projekt. Jednak nie zawsze w roku 2011 by o tak ró owo i weso o... Swojeprzeszli my. Gdybym zacz wymienia wszystkie plagi jakie nasnawiedzi y – i sobie posz y – to tych kilka stron by nie wystarczy o.Wspomn tylko niektóre... a szko jako pierwsz , bo to nieustannewyzwanie. W pewnym momencie ju my la em, e szko mam„z g owy”, e wszystko jest poustawiane i pracuje jak nale y. Jednakw tym samym czasie zacz y si problemy z nauczycielami. Jak niez jednym, to z drugim, a potem z jeszcze inny. W tym roku „wrzucili” nam do szko y trójk nauczycieli „z odzy-sku”, którzy przez ca e swoje ycie nigdy nie sko czyli porz dniejednego roku szkolnego. Z tym „trio” musia em zmarnowa wielecennego czasu. Dla jednego z nich sko czy o si aresztem i wi zie-niem. Wie , e nauczyciel zosta aresztowany i postawiony przed dem, m.in. za pobieranie wynagrodzenia bez obecno ci w pracy,rozesz a si po ca ej diecezji i stolicy jak b yskawica. Niechc cy sta- em si postrachem ró nego rodzaju malwersantów i kombinatorów.Faktem jest, e pierwszy raz w historii nauczyciele posp acali d ugi do 6
  7. 7. szkolnej kasy. Gdy wydawa o si , e sytuacja zosta a opanowana,kolejny cios i to ci ki. Dwóch nieznanych zamaskowanych spraw-ców w ama o si do domu dyrektora szko y i podczas jego nieobecno- ci próbowa o zgwa ci jego on , gro c no em na gardle. Gdy ko-bieta zacz a si modli na g os do Matki Bo ej, wpadli w paniki uciekli do buszu. Sprowadzili my niezw ocznie uzbrojony oddziapolicji z Port Moresby i zacz o si badanie podejrzanych. Sko czy o si nieustaleniemsprawców, najprawdopodobniejbyli oni spoza naszej wspólnoty,ale jednocze nie jasnym sygna- em, e mamy do dyspozycjitak e takie rodki ochrony. Wy-daje si , e ca e zdarzenie by oelementem jakich ciemnychinteresów, w które ta para na-uczycieli si wda a z handla-rzami nielegalnym z otem z To-lokumy. Rok szkolny 2011 ja-ko z bied doci gn li my doko ca i sam fakt, e przetrwali- my jest wielkim osi gni ciem.Nasza szko a jest jedyn jeszczeotwart szko w tej cz ci Go-ilala. To jedyna szko a na oko o 6.000 dzieci i m odzie y... Inna nieprzyjemna historia, która sko czy a si ca kiem przyjem-nie i ostatecznie sta a si ród em wi kszego dobra to w amanie i kra-dzie cz ci instrumentów z naszego klubu m odzie owego. W nocyz niedzieli na poniedzia ek, kto wyj szyby z jednego z okien i wy-niós dwa keyboardy i gitar . Zorientowa em si , e co jest nie takpó nym popo udniem i niezw ocznie zacz li my poszukiwania. Naniewiele si jednak zda y, bo ka dy by w szoku, e w ogóle co ta-kiego si sta o w samej stacji misyjnej, par metrów od domu ksi y.Wyrazi em moje g bokie rozczarowanie i w tpliwo ci odno nie sen-su dalszej pracy w takim miejscu. eby by o „powa nie i gro nie”,zdemontowa em ekran telewizyjny, który mamy na zewn trz i przygo- 7
  8. 8. towa em rusztowanie do demonta u satelity. Rozpali em te du eognisko w rodku stacji i zacz em pali moje osobiste rzeczy, po-wiedzmy – niepotrzebne. To by szok! Ksi dz si pakuje, koniec dobrego. Natychmiast po- ano wiadomo to g ównego klanu, który stanowi rdze parafii.Wodzowie zebrali si wieczorem, p akali ca noc wraz z ca ymi wio-skami, ostrz c jednocze nie maczety i siekiery. Nast pnego rankazjawili si w pe nym „wojennym” sk adzie i rynsztunku. Rzeczy zna-laz y si w 20 minut, porzucone w opuszczonej szkole zawodowej.Jest tylko jeden podejrzany – niekatolik, poligamista – którego wo-dzowie mieli na oku od d szego czasu. Uciek do buszu, ale jego losjest teraz raczej nie do pozazdroszczenia. Wodzowie obiecali mi, enikogo nie zabij ... a jednocze nie wydali tradycyjny dekret, e kto-kolwiek kiedykolwiek b dzie znaleziony w posiadaniu czego z Fati-my, przyp aci to yciem. Ta sama deklaracja zapewnia nietykalnoproboszcza i jego dwóch wikarych. 8
  9. 9. By przypiecz towa t „polis ubezpieczeniow ” wystawili my napokaz du papaj , która par godzin wcze niej by a celem ostregostrzelania z naszego karabinku precyzyjnego. Sam by em zaskoczony, e po tylu latach moje nawyki ze strzelnicy i z zawodów biatlonowychpozosta y. Dwa strza y, dwie ró ne pozycje, dwie ró ne odleg ci –jeden otwór wlotowy mi dzy oczami i dwa du o wi ksze wylotowe zauszami... Ostatecznie, by to tylko pokaz si y, której i tak nigdy by mynie u yli. Musicie sobie jednak zdawa spraw , e yjemy i pracuje-my w ród plemion, które s uwa ane za najgro niejsze w Port Mo-resby, a co za tym idzie i w ca ej Papui Nowej Gwinei. Fakt, e a dotej pory nie mieli my adnych wypadków, w ama i kradzie y by ab-solutnym ewenementem. Tak samo, jak fakt, e stacja jest teraz pe narzeczy, które normalnie w ka dym innym miejscu by yby dawno skra-dzione. Wszyscy si dziwi i pytaj , dlaczego nie mam krat i jakiegospecjalnego ogrodzenia. A ja im odpowiadam, e to oni sobie muszzamontowa moralne kraty i ogrodzenia w sumieniach. Chc , eby Fa-tim chroni szacunek i mi tych, którym s ymy, je li oni uwa aj , e na to zas ugujemy. Je li nie, to... good bye! [ egnajcie]. W ka dym razie, od tego „b ogos awionego” wypadku cieszymy si nie-zwyk sympati naszych parafian i nawet zabawki w ywej szopcezostawiam teraz na noc... a rano dalej tam s nietkni te. Oczywi cie, nie ca y 2011 rok by tak gro ny i powa ny. Jak mo eju wiecie, stary rok zacz si bardzo przyjemnie, od wizyty mojejmamy, Marii oraz kuzynów Basi i Szymona. Dla mnie i dla nich, jak dz , by a to przygoda, która pozostawi lad na d ugie lata albo i naca e ycie. Gdzie na pocz tku grudnia, u wiadomi em sobie, e to juprawie rok od ich odwiedzin. Pierwszy raz na misji do wiadczy em, e czas biegnie tak szybko. Te kilkana cie dni, które sp dzili my ra-zem sta o si punktem odniesienia w tym roku. Szkoda, e byli takkrótko... i szkoda, e tylko ich troje. W ka dym b razie, szlak przezHong Kong zosta przetarty, czekamy na kolejnych mia ków. Nieprzyjemne rzeczy o szkole ju wiecie, to teraz jedna fajna.Mamy now szko , to znaczy nowy wielofunkcyjny budynek, którybudowali my niemal rok. Jak na za czonym poni ej schemacie, all-in-one [wszystko w jednym], budynek ma trzy sale lekcyjne, dwa po-koje go cinne, azienk , pokój nauczycielski, gabinet dyrektora i pro- 9
  10. 10. boszcza, magazyn oraz du y hall. To pierwszy taki budynek szkolnyw ca ych Górach Goilala i mówi , e to state of art [dzie o sztuki]w ca ej Prowincji. Rzeczywi cie, nawet bior c pod uwag standardydla budowli „w buszu” ten budynek jest inny. Przede wszystkim, gdygo rysowa em na pocz tku tego roku, chcia em, eby by odpowiedzina wiele naszych potrzeb na stacji, tak w yciu duszpasterskim jaki spo ecznym. St d w nie du y hall o powierzchni prawie 100 m2,by my mieli miejsce pod dachem na jakiekolwiek wydarzenia. Dotego dwa niezale ne pokoje go cinne z azienk , by nasi go cie czulisi wygodnie. Przestronny magazyn, by mo na by o w ko cu upo-rz dkowa zapasy szkolne i narz dzia. Przytulny pokój nauczycielskiz aneksem kuchennym oraz du y gabinet proboszcza i dyrektora szko- y, by si pracowa o przyjemnie. W tych dniach robimy meble i „wy-ko czeniówk ”. Pr d i woda ju s w budynku. Za tydzie ruszamyz tzw. landscaping [architektura zieleni] i w tym sensie budynek orazjego parkowo-ogrodowe otoczenie b dzie pere Fatimy. eby by o jasne, budujemy fizycznie tylko w wolnym czasie, mi -dzy budowaniem „duchowo”. Idzie to powolutku, ale zdecydowanie.Przypomnijmy, e mam teraz pod opiek cztery parafie i kopalni ota z 6.000 górników i ich rodzin. Do pomocy mam dwóch wika-rych – Jana Paw a i Piotra. Przez rok by te z nami na praktyce kleryk 10
  11. 11. Jeremiasz. Ka z parafii odwiedzili my na przeci gu roku po 6-7razy, za ka dym razem penetruj c najdziksze ich zak tki, gdzie kap a-na widziano ostatnio ze 20-30 lat temu. To ogromna ró nica w yciutych wspólnot, bo teraz s obj ci naprawd regularn opiek duszpa-stersk . Oczywi cie, nie jest to idealna sytuacja, bo to wci tylkoadministracja z daleka, z Fatimy, ale w porównaniu do tego, co mieliprzez ostatnie 20 lat, to niebo a ziemia. Poza tym, zapowiada si , e dzie nawet lepiej w przysz ym roku... przynajmniej dla tych, któreju s pod nasz administracj . Mo e si okaza , e b dziemy mielikolejn , bo od kilku tygodni jeszcze jedna parafia jest wakuj ca. Pozwólcie, e w tym kontek cie zrobimy sobie szybkie podsumo-wanie ostatnich trzech lat. Gdy po raz pierwszy wyl dowa em w Gó-rach Goilala w marcu 2009 roku, by em najm odszym „nieopierzonym”proboszczem w okolicy. Przede wszystkim, by a „okolica”, bo mia em siadów proboszczów ze wszystkich stron. Po trzech latach, jeste mytu w Fatimie (wraz z wikarymi) jedynymi ksi mi w okolicy (100 ki-lometrów, kilka dni na piechot przez busz), a ja jestem dziekanem tego„dekanatu-widma”. Najbli szy s siad-proboszcz jest par dni drogi,albo w stolicy... Inne porównanie: w 2009 roku mieli my trzy loty 11
  12. 12. w tygodniu do Port Moresby – poniedzia ek, roda, sobota. Poza tym,mo na by o sobie za atwi czarter z ka lotnicz firm w mie cie.Trzy lata pó niej: firma z trzema lotami ju nie lata w ogóle, bo w dwalata straci a dwa samoloty, zabijaj c 46 pasa erów. Inna firma przej a„biznes”, ale lata tylko raz w tygodniu i to nie zawsze. Pozosta e firmynawet nie chc s ucha o lataniu w góry. Bilet kosztowa w 2009 rokuoko o 200 kina, teraz to koszt niemal 400. W tamtych czasach za jednkin p aci o si 1,2 z , teraz z otówka spad a do poziomu 1 kina = 1,7 z .No i najciekawsze: w 2009 roku koszt jednego kilograma frachtu by napoziomie 2 kina i mo na by o wys ka ilo , kiedykolwiek. Terazzostaje nam tylko bardzo kosztowny czarter, a w nim 6 kina za ka dykilogram adunku. W 2009 roku w stacji rz dowej w Woitape by yjeszcze jakie „resztki” lokalnego rz du i prawo rz du. Koniec 2011roku to kompletna pustka i pró nia. Nie ma nikogo. Ka dy si dziwi,jakim cudem my tu jeszcze jeste my i robimy wszystkie te rzeczy? Anojeste my, robimy, a cudem... jest aska Bo a, opieka Pani Fatimskiejoraz Wy, Drodzy Przyjaciele Misji, z Wasz modlitw i ofiarno ci . 12
  13. 13. Jak wspomnia em, jeste my i pracujemy, przede wszystkim „du-chowo”. Oprócz normalnej codziennej pracy duszpasterskiej, rok2011 by naznaczony dwoma specjalnymi inicjatywami duszpaster-skimi. W sierpniu, w czno ci z papie em Benedyktem XVI i m o-dzie z ca ego wiata, prze ywali my nasz lokalny Goilala World Yo-uth Day 2011 [ wiatowy Dzie M odzie y]. Przylecia nasz biskup Ro-chus, który poprowadzi katechezy i wymowne nabo stwa. Codzienniei „na ywo” ogl dali my, co si dzieje w Madrycie. Dla wi kszo ciuczestników, by a to pierwsza okazja w yciu, by zobaczy Ojca wi -tego oraz tak liczb m odych katolików, wyznaj cych publicznie swo- wiar . Wymiernym owocem tych Dni M odzie y w Fatimie by oprzebudzenie wielu m odych ludzi z naszej w asnej wspólnoty, aletak e narodziny podobnych inicjatyw w s siednich parafiach. Po kilkumiesi cach widzimy, e te owoce trwaj , a nawet si rozwijaj . Podobn nadziej mamy odno nie naszych wieckich wspó pracow-ników, dla których w grudniu tego starego roku przygotowali my spe-cjalny kurs. Kurs poprowadzi Ojciec Rey, m ody karmelita z Filipin,którego pozna em swego czasu na Gregorianie w Rzymie. wiat jestmalutki... i Rey jest teraz w jednej z parafii na wybrze u naszej diecezji.Kurs okaza si te wydarzeniem.Po wielu wielu latach, nareszcieudaje si nam wróci do normal-nej regularnej formacji wiec-kich. Jak wspomnia em w mojejmowie wst pnej na rozpocz ciekursu, uwa am ten kurs za naj-wa niejsz rzecz, jak uda o misie zrobi w Fatimie w ci gu mo-ich trzech lat pobytu tutaj. To jestnaprawd sedno naszej misji –formacja tych, którzy b rdze-niem parafii i diecezji w nast p-nym pokoleniu. Tak w odniesie-niu do wieckich wiernych, jaki lokalnego duchowie stwa. 13
  14. 14. „Ora et labora” [Módl si i pracuj] pozostaje zawsze naszymprzewodnim has em, wi c w czasie, gdy si nie modlimy, pracujemy.Pracowali my w tym 2011 roku bardzo ci ko, eby Fatim przywró-ci do jej dawnego blasku, albo nawet wi cej... Nie wszystko cochcia em uko czy w tym roku, uda o si . Tak czy inaczej, uda o namsi uporz dkowa par „k tów” na stacji. Jak mo ecie zobaczy nazdj ciach, du a zmiana to dawny, tzw. Guest House [dom go ci],a teraz wielofunkcyjny budynek, w którym wiele si dzieje w ci gudnia, pocz wszy od porannej toalety w cywilizowanych warunkach,a sko czywszy na spotkaniach m odzie y nawet do godz. 11.00w nocy. Werand przed yli my „za róg” i w ten sposób mamy teraz ówne wej cie do stacji pod dachem, gdzie ludzie mog sobie usi ,odpocz i... poogl da wie ci ze wiata. To chyba jedyna taka stacja,gdzie ludzie mog sobie obejrze telewizj praktycznie o ka dej porzednia. Rano w czamy kana y informacyjne, potem co edukacyjnego.W po udnie wiadomo ci, a ca e popo udnie nale y do katolickiejEWTN. Przerwa na wieczorn Msz wi i Ró aniec, a po nich razjeszcze breaking news from all around the world [wiadomo ci z ca e-go wiata]. Osobi cie jestem zadowolony ze sposobu w jaki ludzie 14
  15. 15. korzystaj z tego dobrodziejstwa. Bardzo na to k ad em nacisk, e niechc tutaj nikogo widzie siedz cego ca y dzie i patrz cego w to askie pude ko. I zasadniczo dzia a to adnie. Na przyk ad, dzieciaki„wyczai y”, e pó nym popo udniem jest fajny program katolicki dladzieci. No to przylatuj , siadaj , patrz ... i si ucz . Jest kilku m -czyzn, którzy lubi dyskutowa o problemach, to i oni sobie co wy-patrzyli w ramówce, co im daje wi cej argumentów w dyskusjach. Nasza mikro elektrownia wodna pracuje ju ponad rok i by a przezten rok wielkim sprzymierze cem w tego rodzaju duszpasterskiej,spo ecznej i materialnej odbudowie Fatimy. Wiele dobrych rzeczydzieje si na stacji i w parafii tylko dlatego, e mamy pr d 24 godzinyna dob . Przekonali my si o tym na prze omie sierpnia i wrze nia,kiedy ko o wodne ledwo si kr ci o i hydro produkowa o mniej ni100 Watów. Pora sucha by a tego roku rzeczywi cie sucha i strumie ,na którym mamy nasz elektrowni prawie wysech . Na dziewi dnizapanowa y w Fatimie egipskie ciemno ci i ycie wróci o do epokikamienia upanego. Tak e akumulatory, które stanowi bufor maga-zynuj cy nadmiar energii mi dzy alternatorami a transformatoremdo y kresu swych dni i nie by y w stanie da nic wi cej ni to, coaktualnie alternatory im dosy y. Jaka by a rado , gdy pierwszedeszcze z ko cem wrze nia rozp dzi y ko o wodne do normalnejpr dko ci. Wymienili my te szybko akumulatory na nowe i wi ksze,i teraz cieszymy si znowu pe ni ycia. Fatima t tni yciem duszpa-sterskim i spo ecznym do pó nej nocy, szczególnie za spraw m o-dzie y z „Iskierki” i nowo rodz cej si grupy m odych ma stw. Czasami relaksujemy si w ogrodzie. Jego jedn cz mamy jusko czon , tzn. tak jak jest teraz ju b dzie. Co kilka tygodni przekopu- moj cz , wysiewam rzodkiewk i inne warzywa, by mie ich wie dostaw ca y czas. Ostatnio uda a mi si kapusta. Nic dziwnego,je li ros a na 10 centymetrach obornika. Kawa ek po kawa ku otaczamystacj ogrodzeniem z kwiatów i innych ozdobnych ro lin, by by o wi-da z samolotu gdzie jest dok adnie to ma e królestwo Pani Fatimskiejw Górach Goilala. Nietrudno wypatrze Fatim z samolotu czy mi- owca, bo b yszcz si ze stacji ju trzy stawy, w tym jeden du y. Cie-szy si w nim yciem 80 karpi, dokarmianych przez natur wszystkimco ulewny deszcz wyp ucze z buszu, a kana przyniesie do naszego hy- 15
  16. 16. dro. Ko czymy kolejny staw, w którym swój ekosystem znajdzie tilapia– co w rodzaju naszego okonia. Wygl da, e Fatima b dzie si rozwi-ja w nie w tym kierunku – rybo ówstwa, bior c pod uwag ci kisprz t budowlany, który niebawem zawita do naszej stacji. Na koniec kilka s ów o personaliach... pogarsza nam si sytuacjaw diecezji. Ksi y ubywa, a pracy przybywa. Jak wspomnia em, mo- emy mie wkrótce kolejn parafi pod administracj , a to by by junaprawd spory kawa ek diecezji. Biskup te nam si starzeje i pod-czas wielkanocnego patrolu do jednej z górskich parafii otar sio granice swoich fizycznych mo liwo ci. Sytuacja by a tak powa na, e trzeba by o wys mig owiec, eby go ratowa . Nasz przyjaciel –Dietrich, dyrektor generalny Tolokuma Gold Mine, bardzo nam po-móg w tym krytycznym momencie. W pewnym sensie komplikuje nam si te sytuacja w naszej mi-sjonarskiej mi dzynarodowej wspólnocie, tzn. przynajmniej w PortMoresby. Superior – Ojciec Homero z Kolumbii, dwa razy wyl dowaw szpitalu. „Serducho” nie nad a i wydaje si , e bajpasy s jedynymrozwi zaniem. A to oznacza raczej wyjazd z misji. Ojciec Justin z Nigeriiza rok ko czy pierwsz cz kontraktu i leci do Rzymu na studia. OjciecEmanuel z Filipin wspomina, e ta misja to chyba za du o..., czyli mo esi okaza , e zostan sam... z Jorjem. Najpi kniejsza wie w tym roku: mia wspó brata w Woitape. Ojciec Georges z Libanu ma juwszystkie papiery po dwuletnim czekaniu! Przyleci za par tygodnii b dzie odpowiedzialny za Kosipe/Tanipai. Du a nadzieja na wsparciepersonalne w wizytacji naszego Prze onego Generalnego, który przy-leci do Papui Nowej Gwinei w styczniu. Zabieramy go na par dni tak edo Fatimy. Mo e, gdy zobaczy nasze potrzeby, skieruje wi cej ch tnychna nasz misj . Wci bardzo licz , e tak e moja macierzysta Prowincjaotworzy si raz jeszcze na misje mi dzynarodowe. Moi Drodzy BraciaMisjonarze, wierzcie mi, misje to jest to! A Fatima to the best place inthe world to spend the best years of your life [najlepsze miejsce na wie-cie, aby prze najlepsze lata swojego ycia]. Koniec strony na horyzoncie, to jeszcze par wa nych i bardzo wa -nych s ów. Dzi kuj Wam serdecznie za ka oznak yczliwo ci.Przede wszystkim, wielkie dzi ki za modlitw . S rzeczy, których Wamtutaj nie pisz , jak wszelkiego rodzaju wyzwania i rozterki duchowe mi- 16
  17. 17. sjonarza w obcym kraju, w ród obcych ludzi, w bardzo ci kim „terenie”w sensie spo ecznym i religijnym. W pewnym sensie samego „jak palec”nawet, je li nie samego. Ile razy ju mnie „przycisn o do ciany”...i z Bo pomoc jako si wymkn em. Ale ka dego dnia, ka dego wie-czoru mo e by raz jeszcze. A za ka dym razem s ysz te same czu e owa z Ewangelii w. Jana: Do you love me? How much do you loveme? [Czy mnie kochasz? Jak bardzo mnie kochasz?]. Je li jeszcze wcijestem na tej misji i chc tu by jak najd ej, to dzi ki Waszej modli-twie. Polecamy si jej – ja, John Paul i Pieter. Ogromne dzi ki za Wasze ofiary. To dzi ki nim nie tylko tu jeste- my, ale te co nieco dzia amy. Dla dobra naszych ubogich bracii sióstr. Dzi kuj szczególnie tym Ofiarodawcom, którzy za yli naswoim koncie bankowym sta e zlecenie przelewu. Mam nadziej , e Wasnie zrujnuj . Bóg zap ! Szczególne podzi kowania dla ks. Stanis awaz Sekretariatu Misyjnego i Wszystkich Przyjació Misji, którzy do ylisi do tych 6.000 z , które dotar y do nas na gwiazdk . Wydamy je naprzygotowanie salki dla rodz cej si – jak ja to nazywam – Oazy Rodzin.Mamy par m odych ma stw, które chc si spotyka . Mamy salk 17
  18. 18. i dzi ki tej ofierze adnie j odnowimy i zaadoptujemy. W tej trosceo materialne potrzeby Fatimy mamy jednego wyj tkowego sponsora,który nam p ata „figle” w swoje wi ta. Pami tacie mig owce z tarcici tartakiem w Niepokalane Pocz cie NMP w 2010 roku? W tym roku, potrzech latach stara otrzymali my od rz du nale ny zwrot podatku.W po owie grudnia zjawi em si w ministerstwie. Nie mamy tam zbytwielu przyjació , bo jedno z naszych „bratnich” wrogich wyzna opano-wa o ten urz d. Szcz liwie, czek na spor sum czeka . Patrz na czek...,a tam data wystawienia 8 XII 2011 r., normalnie... zaniemówi em i dosta- em g siej skórki. Tak si nasza Mama troszczy o nas tutaj w Fatimie. Tym pi knym akcentem, który nam przypomina, e testamentswojego Syna z Krzy a Maryja bierze powa nie i go realizuje w sobie ciwy, perfekcyjny, matczyny sposób. To oznacza tak e trosko tych, którzy bardziej lub mniej nieudolnie g osz Ewangeli w odle- ych zak tkach wiata. ycz Wam wszystkim, by cie na co dziedo wiadczali Jej wstawiennictwa i matczynej troski. W Nowym 2012Roku yczymy Wam z Fatimy – Szcz Bo e! Do rych ego... Ks. W odzimierz Ma ota CM 18
  19. 19. 15
  20. 20. 16
  21. 21. 17
  22. 22. 18
  23. 23. Moje wspomnienie i refleksja z misji w Kongo (Zair)...Ludzie mog w tpiw to co mówisz, ale uwierzw to co robisz... Gdybym postawi naszymczytelnikom pytanie: Kim jestmisjonarz? – przypuszczam, eby oby wiele odpowiedzi. Mi-sjonarz – opuszcza swoj rodzi- , ojczyzn i udaje si do ob-cego kraju. Tam naucza, mówio Bogu, a nawet pomaga lu-dziom, na laduj c Chrystusa, osiciela Dobrej Nowiny. Tewszystkie odpowiedzi s praw-dziwe. Patrz c na Jezusa, który druje po Palestynie zauwa- amy nie tylko, jak wchodzi do synagogi by g osi , e bliskie jestKrólestwo Niebieskie. Chrystus uzdrawia chorych, karmi g odnych,a oni staj si Jego uczniami i id za Nim. Tutaj docieramy do sednaproblemu pracy misyjnej – eby mówi cz owiekowi o Bogu, by g o-szone s owo Bo e zosta o przyj te przez serca ludzkie i wyda o obfityowoc, trzeba najpierw rozwi za jego problem. Trudno bowiem jestosobom g odnym i chorym s ucha nauki o Królestwie Niebieskim.Ewangelizacja obejmuje nie tylko dusz , lecz tak e cia o, czy id cdalej ca ego cz owieka – jego ycie wieczne oraz to doczesne. Ludziemog w tpi w to co mówisz, ale uwierz w to co robisz. W niniejszym tek cie pragn podzieli si z Wami swoimi wspo-mnieniami z zakresu tej niezb dnej, konkretnej, cz sto materialnej po-mocy, z jak misja wychodzi a do mieszka ców wiosek, czy inicjaty-wami oraz formami naszej obecno ci w ich codziennym yciu. Ko cióby tutaj jednocze nie pierwsz instytucj , która stara a si prze amawielowiekowy marazm, stagnacj , pomagaj c im zrobi krok w stron 19
  24. 24. rozwoju cywilizacyjnego. Przez 22 lata dane mi by o z woli Bo ej pra-cowa w Kongo (Zair). Uczestniczy em w pracy duszpasterskiej w bu-szu, w drowa em z wioski do wioski sprawuj c Eucharysti , odwiedza- c chorych. Razem z tubylcami budowali my kaplice, szko y, o rodkizdrowia, do których przychodzili leczy si nie tylko chorzy, ale i tutaj– namiastce szpitala – kobiety wydawa y na wiat swoje potomstwopod okiem fachowego piel gniarza. W wi kszych wioskach ludzieuwa ali wr cz posiadanie tych trzech punktów za chlub . Dawa o imto pewnego rodzaju poczucie bezpiecze stwa. Byli wtedy jednocze- nie bardziej sk onni anga owa si w ycie i powstawanie ko cio a,wykonuj c niezb dne prace jak: szukanie drzewa do budowy, robieniecegie , czy same prace konstrukcyjne. Misjonarze pod swoj opiek mieli równie szko y. W Kongowszystkie szko y misyjne zosta y upa stwowione w 1970 r. Nie funk-cjonowa y wówczas w nale yty sposób, dlatego w 1973 r. rz d zwrócisi do w adz ko cielnych o ich ponowne przej cie. W rezultacie podpi-sano porozumienie, w którym pa stwo zobowi za o si do op acanianauczycieli, a ko ció przej nad nimi faktyczny zarz d. Organizacyj-nie by o to rozwi zane w nast puj cy sposób: pod koniec ka dego mie-si ca misja odbiera a pieni dze z banku, które by y przeznaczone nawyp at nauczycieli i rozdziela a je pomi dzy szko ami. W Itipo, gdziepracowa em, by o 10 szkó podstawowych i 7 szkó rednich. Pod ko-niec ka dego miesi ca, zgodnie z powy szym je dzi em na misj cen-traln , by odebra wyp at dla nauczycieli. Po moim powrocie dyrekto-rzy przychodzili po odbiór pieni dzy dla swojego personelu. Przy oka-zji swojego pobytu kupowali kred , zeszyty, d ugopisy, zamawiali ta-blice, awki do klas. W czasie wizyty w buszu misjonarze odwiedzaliszko y, organizowali dni skupienia dla nauczycieli, celebrowali Msze wi te na rozpocz cie, czy zako czenie roku szkolnego. W czasie matury, która trwa a tydzie , przyje przedstawicielpa stwa. Zadania przechowywa wówczas na misji, eby „nie by oprzecieku”. W czasie samych egzaminów szko a by a obstawiona -nierzami, którzy pilnowali porz dku. Tak dla stworzenia pozorów.W rzeczywisto ci, w kraju, który by dog bnie skorumpowany, cz -sto pytania by y przemycane, grupa profesorów pracowa a nad odpo-wiedziami, które ponownie wraca y do sali egzaminacyjnej i ucznio- 20
  25. 25. Szko a rednia w Itipowie kopiowali gotowe odpowiedzi. Za t „us ug ” musieli p aci pro-fesorom, nierzom i przedstawicielowi urz du pa stwowego. Namaturze mo na by o po prostu zarobi . Je li chodzi o o rodki zdrowia, misja anga owa a si nie tylkow ich budow , ale zaopatrywa a je równie w podstawowe lekarstwa,czy inne instrumenty medyczne, inicjowa a formacje piel gniarzy.Organizowano szczepienia noworodków i dzieci. Zajmowa y si tymSiostry Mi osierdzia, które by y generalnie odpowiedzialne za organi-zowanie s by medycznej. Zdarza o si , e miejscowy piel gniarz niemóg sobie poradzi , wi c wysy chorego do szpitala misyjnego (np.gdy by y problemy z porodem; kto wymaga operacji na wyrostekrobaczkowy itp.). Wtedy tak osob przewozi o si samochodem mi-syjnym. Pami tam, jak pewnego dnia musia em transportowa chore-go z pokaleczon twarz w wyniku bardzo nieszcz liwego wypadku.Dwóch m czyzn z tej samej rodziny posz o na polowanie do lasu.Tak byli nim poch oni ci, e zapomnieli o sobie nawzajem. Kiedyjeden z nich us ysza szmery w zaro lach my la , e to zwierz . Odda 21
  26. 26. strza wprost do swojego towarzysza. Nabój do strzelby by skonstru-owany z ma ych kuleczek, jak w ysku do roweru, które pad y najego twarz. Miejscowy piel gniarz swoim zwyczajem odes choregona misj . Ludzie przynie li go na noszach. Pojecha em z nim szybkodo szpitala wraz z siostr piel gniark . Tylko operacyjnie mo na by opowyci ga te kuleczki. Do szpitala by o 75 km, samochodem jecha osi cztery godziny! Zosta o nam jeszcze do przejechania 20 km, gdysiostra informuje nas, e chory zmar . Co mieli my robi ? Zawracamydo wioski. Po pó godzinie drogi powrotnej „zmar y” nagle poprosio wod do picia. Co robimy? Oczywi cie, ponownie zawracamy i je-dziemy do szpitala! Dojechali my na miejsce szcz liwie. Choryprze , wyzdrowia , ale straci jedno oko. Gdyby nie udzielona po-moc, na pewno zmar by w wiosce, a rodzina pozosta aby sk ócona. Nasze o rodki misyjne by y miejscami, gdzie ludzie udawali si zeswoimi potrzebami, problemami i wiedzieli, e misjonarz im pomo e.Tak wi c, przychodzili, by przes pieni dze dla swoich dzieci, którestudiowa y w Kinszasie (stolicy Konga), wys wiadomo do rodzi-ny o mierci kogo bliskiego, czy po to, by zrobi trumn dla kogo ,kto zmar . Dzieci przed rozpocz ciem zaj w szkole kupowa y ze-szyt, czy d ugopis. By y wi c o rodkami promocji socjalnej s cymimiejscowej ludno ci, krokiem naprzód na rzecz redukcji ubóstwaw którym yli na co dzie . Mieli my stolarni , gdzie produkowali mymeble, sto y, ka, drzwi, okna. Ludzie mogli przyj po to by zmie-li kukurydz , maniok, naostrzy narz dzia, zespawa po amane ro-wery, b ce dla nich cz sto jedynym rodkiem transportu. Misja by awi c obecna w ich yciu w naturalny sposób, by a jego cz ci . WY DAJCIE IM JE ... W Ewangelii czytamy, e Chrystus nakarmi rzesze ludzi, którzyprzyszli s ucha jego nauki. Powiedzia do aposto ów: Wy dajcie imje ... To wezwanie by o ywe równie w ród nas ka dego dnia pracy.Wezwanie, wyzwanie i nie lada problem, bo w Kongo g ód i niedo y-wienie, to element codzienno ci. Miejscowa ludno uprawia a tradycyj-nie maniok, na którego zbiory trzeba by o czeka od 9-ciu do 12-stu mie-si cy. W plemieniu Ekonda, gdzie rozpocz em i zako czy em prac 22
  27. 27. Matki z dzie mi w oczekiwaniu na szczepieniamisyjn , ludzie uprawiali ziemi metodami tradycyjnymi. Wiele dzie-ci umiera o z g odu i niedo ywienia. Powoli wprowadzali my nowysystem uprawy grochu, kukurydzy, ry u i orzeszków ziemnych. Potrzech miesi cach by y ju zbiory. M ka kukurydziana okaza a sidoskona ym po ywieniem dla dzieci. W czasie, kiedy oczekiwano nazbiory manioku, mo na by o ywi si grochem, kukurydz , ry em.Tymczasem w ród miejscowych, panowa o silne przywi zanie doupraw tradycyjnych z dziada pradziada, jak wy ej wspomniany ma-niok. Pewnym urozmaiceniem by y ananasy, sadzone mi dzy manio-kiem albo rosn ce na dziko, oprócz tego banany i makembe (du ebanany, które, nie by y s odkie, wi c mo na by o je je z mi sem lubsame), czy patate douce (s odkie ziemniaki). W niektórych wioskach uprawiano tak e orzeszki ziemne. Mówi , e w niektórych, bo w tych, gdzie nie by o tego zwyczaju na pytanie:Dlaczego? – ludzie odpowiadali, e nasi przodkowie tego nie uprawiali.To by a ich gotowa odpowied i wyt umaczenie, które sami uwa ali zaoczywiste. By co zmieni , cho by w zakresie ywienia, pomimo, e tomia o poprawi ich warunki ycia, niemal na ka dym kroku trzeba by onajpierw przebi si przez ten mur tradycyjnej mentalno ci, pokaza , e 23
  28. 28. to przyniesie im korzy . Ludzi yj cych w buszu nie jest atwo prze-kona sam teori , ona nic nie znaczy. Musz zobaczy pewne rzeczyna w asne oczy. Bardzo pomocne by o w tej pracy centrum rozwojuo którym pisa ks. Zwoli ski (zob. WM, nr 4(22) 2011, s. 24-26). Pe-wien agronom – Belg, przyje regularnie do naszych wiosek, prze-konywa , t umaczy , e mo na uprawia inne ro liny i lepiej. Samskupywa od ludzi – groch, soj , kukurydz . Wreszcie sami zrozumieli, e z nowych upraw mog wy ywi rodzin , nadwy sprzeda , a pie-ni dze przeznaczy na w asny u ytek. To by a taka nasza powolna,cierpliwa praca u podstaw – stopniowo, ale zawsze w stron celu. Sposób przygotowania pola do uprawy by bardzo pracoch onny.Trzeba by o najpierw wyci drzewa, spali je – ze wzgl du na ci kicharakter pracy, by o to zadaniem m czyzn. Wysoka wilgotno za-pobiega a po arom lasu. Du e drzewa cinano siekierami i maczetami(no e d ugo ci 60 cm). Ostrzenie tych narz dzi odbywa o si na misji,na ostrza ce nap dzanej agregatem pr dotwórczym. Dopiero pó niejwychodzi y kobiety ze swoimi kopaczkami, motykami, eby przygo-towa teren pod upraw . Ka da rodzina pocz tkowo pracowa a sama,wi c obsadzenie pojedynczego pola trwa o d ugo. Na to jednak rów-nie znalaz a si rada – organizowali my kobiety w specjalne grupyBamama Catholiques. Celem g ównym zrzeszenia w Bamama Catho-liques by a promocja socjalna kobiet, u atwienie im ycia, zapoznaniez nowymi metodami ywienia, higieny i uprawy. Siostry Mi osierdzia,które pracowa y na naszych misjach, organizowa y dla nich kursygotowania, szycia, piel gnacji dzieci. Kobiety mia y swoje spotkaniaregularnie, swój program prac, a tak e w cza y si bezpo redniow ycie ko cio a – przychodzi y, sprz ta y w ka sobot , podczasliturgii piewa y w chórze parafialnym, czy czyta y Pismo wi te. W przypadku anga owania ich w nowy system pracy, pomys bybardzo prosty: ka da kobieta musia a mie w asne, przypisane pole, zaktóre niejako by a odpowiedzialna, ale efektywno opiera a si naidei wzajemnej pomocy. Obsadzenie ca ego pola przez jedn kobiettrwa oby zbyt d ugo, a tak, kiedy wysz o ich 20 – zadanie by o uko -czone w ci gu jednego dnia. Zazwyczaj sz y do pracy wcze nie rano,a dzieci do szko y na godz. 8.00 rano. Z tym, e we wtorki nikt nie pra-cowa w polu – to by dzie po wi cony przodkom. Tak by o w ple- 24
  29. 29. Uprawa maniokumieniu Ekonda. Kobieta wraca a do domu po po udniu nios c zawszena plecach du y kosz z maniokiem albo z mpondu (li cie manioku),które przygotowywa a po powrocie, jako posi ek dla rodziny. Przy-rz dzano je z olejem palmowym, czasem w rodku by y kawa ki su-szonej ryby, spo ywali je z kwanga (ugotowane korzenie manioku).Kobiety w Kongo pracowa y wi cej ni m czy ni, równie te w sta-nie brzemiennym. Pami tam jedn z nich, która spodziewa a si po-tomstwa. Widzia em, jak rano sz a pracowa w pole, a wieczoremrozesz a si wie , e urodzi a dziecko w misyjnym szpitalu – oczywi- cie naturalnie. Kobiety s bardzo odporne i silne fizycznie. Czasami, do ludzi trzeba by o po prostu wyj z pewnymi inicjaty-wami, pomys ami, ale nigdy z rozkazami. W latach 80-tych, kiedy dro-gi by y zniszczone, a tym samym komunikacja z miastem bardzoutrudniona – brakowa o rodków czysto ci. Misja wówczas wysz az propozycj produkowania myd a. Do jego produkcji potrzebowanoolej owoców palmowych i sod kaustyczn , któr mo na by o kupiw stolicy – Kinszasie. Wyprodukowane w wioskach myd o u ywano doprania, czy mycia naczy kuchennych. 25
  30. 30. ABY BYLI JEDNO... W codziennej pracy spotykali my si z ró nymi podzia ami i for-mami stratyfikacji miejscowej ludno ci. W plemieniu Ekonda, istniejdwie grupy spo eczne: Nkundu i Pigmeje (w j zyku miejscowym na-zywani Batwa). Pigmeje mieszkaj zawsze na pocz tku albo na ko cuwioski – s niewolnikami Nkundu. Pracuj na ich polach za darmo alboza bardzo marne grosze. wietnie znaj si na polowaniu, ale je li upolu- w lesie zwierz , nie mog sami go skonsumowa – musz wed ugzwyczaju przynie je do swojego w ciciela Nkundu, a on zabierawi ksz cz , reszt daje Pigmejowi. Nkundu nie mog spo ywa je-dzenia przygotowanego przez Pigmeja, uwa aj ich bowiem za bruda-sów, nie przestrzegaj cych higieny i si nimi brzydz . Te dwie grupy yj w spo ecznej separacji. Oczywi cie, nie mo e by nawet mowyo ma stwie pomi dzy ich cz onkami. Pigmeje nie uprawiaj pól, yj wy cznie z tego, co daje natura, dlatego znaj wszystkie tajemnicelasu. Praca ewangelizacyjna w ród tych ludzi nie by a atwa. Przycho-dzili do ko cio a, ale zawsze zajmowali ostatnie miejsca. Zdarza y siwioski zamieszka e przez samych Pigmejów, ale katechist , czyli odpo-wiedzialnym za wspólnot ko cieln by w nich i tak Nkundu. Trudnoby o znale w ród nich kogo , kto umia czyta i pisa . Dzieci Pigme-jów chodzi y do szko y tylko w sezonie deszczowym, gdy przestawa opada – zamiast do szko y sz y owi ryby. Pracowa em na misji w Bokongo równie z t grup ludzi. Pami -tam zw aszcza jedn kobiet – mama Cécile, która umia a czyta , pi-sa , a nawet szy – by a w szkole prowadzonej przez Siostry Mi o-sierdzia. Pewnego razu zapyta a mnie, dlaczego Bamama Catholiques tylko dla kobiet Nkundu, a dla nich nie. Powiedzia em, e nic niestoi na przeszkodzie, eby zorganizowa a ch tne Pigmejki, by razempracowa y, uprawia y pola, sadzi y maniok, kukurydz itd. Po kilkutygodniach powsta a taka grupa, która nazwa a si Bamama Bakanja.Sk d nazwa? Nie by a ona przypadkowa. Izidor Bakanja (1885-1909), by Kongijczykiem, który pracowa u bia ego kolonizatora,jako kucharz na pó noc od Mbandaki – zosta wych ostany za to, ecodziennie odmawia ró aniec, nosi szkaplerz Matki Bo ej, któryotrzyma na Chrzcie wi tym i g osi Dobr Nowin . Podczas ch osty yto bicza zako czonego gwo dziami. Biczowanie i umieszczenie go 26
  31. 31. na cztery dni w w dzarni kauczuku, stanowi o pocz tek jego m cze -skiej, sze ciomiesi cznej agonii, spowodowanej infekcj ran. Zostaog oszony b ogos awionym w 1994 r. podczas I Specjalnego Zgroma-dzenia Synodu Biskupów po wi conego Afryce – te kobiety Pigmejkiuto samia y si z nim. One same te czu y si poni ane przez Nkun-du. Zacz y si do niego modli , przychodzi y na misj po wsparcieduchowe, a teraz równie , jak Bamama Catholiques Bakanja, chcia ywspólnie pracowa . One tak e postawi y sobie za cel, by ka da mia aprzypisane w asne pole. Co wi cej, przecie te uwa y si za chrze- cijanki, wi c zaproponowa y swój udzia w ko ciele – w sobotsprz tanie, a w niedziel przychodzi y na Msz wi . Uderza azw aszcza solidarno , któr mi dzy sob zbudowa y. Teraz czu y siwarto ciowymi cz onkami tej wspólnoty, czu y si docenione. Dzi kitemu atwiej by o do nich dotrze , przekaza pewne warto ci wiary,czy po prostu u wiadomi im, e s stworzone na obraz Bo y. Na codzie s ysza y tylko wyzwiska ze strony Nkundu, e s nyama – zwie-rz tami. To zaanga owanie by o, jak ich osobista manifestacja tego, e te co potrafi zrobi i maj swoj warto . Sposób traktowaniaPigmejów przez Nkundu, te ulega stopniowo zmianie. MOSTEM PO MOST WIARY... Innym problemem by y k opoty z transportem. Drogi, które zosta- y zrobione w czasach kolonialnych, po odzyskaniu niepodleg cikraju, nie by y utrzymywane w nale yty sposób, zacz y si niszczy ,a przemieszczanie nimi by o coraz bardziej uci liwe. Nic wi c dziw-nego, e samochody ci arowe przesta y przyje , ludzie podró- owali pieszo, lub rowerem. Komunikacja z miastem by a mocnoutrudniona. Produkty rolnicze wyprodukowane w wioskach gni y, bonie by o mo liwo ci ich zbycia. Uruchomi o to znany mechanizm,dyktowany prawem rynku. Nie by o zbytu, wi c produkowali mniej,niewystarczaj co, a st d ju prosta droga do g odu i chorób. Pojawisi kolejny problem w yciu tych ludzi, a tym samym i misjonarzy imtowarzysz cych. Do najbli szego miasta Mbandaki, odleg ego o 100km – szli pieszo 2-3 dni. Innym wyj ciem by a droga wodna – rzek ,w porze deszczowej mo na by o p yn pirog ( ódka, ód wyci taz pnia drzewa). P yn o si przez las równikowy, nawigacja by a trud- 27
  32. 32. na i na pokonanie tej drogi potrzebowano 3-4 dni. Oczywi cie, trzebaby o ca y czas wios owa . Nie zawsze by o to bezpiecznie, prze ado-wanie odzi prowadzi o do jej zatopienia. Na pocz tku lat 90-tych Bank wiatowy przydzieli pewn sumpieni dzy na odbudow infrastruktury komunikacyjnej w Zairze. Pie-ni dze te w kraju, w którym w adza by a skorumpowana, pow drowa- y do prywatnych kieszeni. Ludzie, którzy nale eli do partii ówcze-snego prezydenta (Mobutu) pisali fikcyjne raporty, informuj ce, ilekilometrów dróg zosta o rzekomo naprawionych. Problem, który ge-nerowa kolejne, dalej pozostawa jednak nierozwi zany. W 1989 roku zosta em skierowany przez prze onych do pracy namisji w Bokongo, która by a oddalona od naszej misji centralnej Biko-ro 50 km. By dosta si do g ównej drogi trzeba by o pokona 20 kmi ... 30 mostów. Drogi przechodzi y przez rozlewiska wodne. Mo naby o porusza si po usypanym wale o szeroko ci 5 metrów, z koleiw sezonie deszczowym, aby woda mog a przep ywa , robiono w nimbetonowe przepusty. Oczywi cie zniszczy y si , zosta y wi c zast - Droga w porze deszczowej 28
  33. 33. pione drewnianymi belkami, po których przeje ano. Up ywaj cyczas i wilgo sprawia y, e belki te gni y albo ama y si pod ci aremsamochodu. Pewnego dnia wybra em si do buszu, eby odwiedzimoich nowych parafian. Id c drog mój wzrok przyci gn y metaloweprzedmioty zaro ni te traw i krzewami. Ciekawy by em co to jest,podszed em bli ej i ku mojemu zdziwieniu – prosz ! By a to forma dorobienia betonowych przepustów na drogi! Po powrocie z mojej wizy-ty misyjnej, z kilkoma lud mi wróci em na miejsce znaleziska i zabra-li my j na misj . Okaza o si , e by a jeszcze w dobrym stanie. Trze-ba by o j tylko oczy ci i naoliwi . Le a w lesie porzucona od roku1963! W 1964 roku og oszono niepodleg Konga. Belgowie, którzyrozbudowywali drogi wyjechali, a po nich nikt tej pracy nie kontynu-owa , forma le a w lesie i niszcza a. To by o jak znak i zach ta do nowej pracy, której efekt mia u a-twi ludziom ycie. Najpierw jednak trzeba by o znale rodki, po-rozmawia z tubylcami, czy s gotowi si zaanga owa . Uda o mi si ,dzi ki interwencji miejscowego ks. bpa Frédérica Etsou, otrzymapomoc finansow z organizacji, która pomaga a misjonarzom z Ho-landii. Po kilku zebraniach z miejscowymi, przedstawi em plan pracyi ruszyli my do dzie a! Musia em zorganizowa cement i op acidwóch pracowników, którzy robili przepusty z betonu. To by o mojezadanie. Oni zajmowali si wyci ganiem piasku z rozlewisk wodnych(praca ta by a mo liwa tylko w sezonie suchym tzn. w okresie od ko -ca grudnia do marca i potem od czerwca do wrze nia) oraz wyci ga-niem „limonitu” (drobne kamienie, które umyte z ziemi mo na by omiesza z piaskiem, cementem robi c beton). Kiedy wyprodukowali- my pierwszych sze przepustów, trzeba by o przywie pi przy-czep traktorowych limonitu, którym równie te przepusty zasypywali- my. W ten sposób mo na by o przyst pi do konstrukcji pierwszegomostu. I tutaj napotkali my na kolejny problem – tym razem w lu-dziach, którzy patrzyli na to troch z niedowierzaniem, a troch prze-straszeni ci prac , która ich czeka a, a przecie chodzi o tylkoo ich dobro, lepsze po czenie z miastem. Na pocz tku nie by o zbyt wielu ch tnych, ale po zbudowaniupierwszego mostu spodoba o im si i zacz li przychodzi w liczniej-szych grupach. Cz owiek my li praktycznie. Przekonali si ponownie, 29
  34. 34. e nie jest to tylko okresowe dzia anie. Chcieli przecie pracowa ,produkowa i sprzedawa swoje produkty, eby pó niej kupi po-trzebne artyku y do domu. Widzieli efekty, a przede wszystkim, jakbardzo zaoszcz dzi to ich dotychczasow prac – nie trzeba b dzie cina drzew, eby wymieni zgni e albo z amane belki, które i takby y mizern namiastk mostu – u one po dwie na szeroko kósamochodu, a w rodku nic innego jak... dziura. Teraz po nowym mo- cie mo na by o i spokojnie nie obawiaj c si , e mo na si po li-zn . Przy naprawie drogi sp dzali my czas od godz. 8.00 do 14.00we wtorki, bo wtedy tubylcy nie szli pracowa w pole. By o to dzia a-nie spo eczne, nie otrzymywali wynagrodzenia. Pó niej sami zapro-ponowali jeszcze jeden dzie w tygodniu i by a to sobota. Przynosilize sob wod do picia i du y garnek ugotowanych li ci manioku. Wymian dotychczasowych drewnianych belek na betonowe prze-pusty rozpocz em na drodze w wiosce z misj . By o to wietne posu-ni cie strategiczne – ludzie potrzebowali motywacji. Mieszka cy in-nych wiosek przychodzili, patrzyli, podziwiali i zaowocowa o toczym na kszta t zdrowej konkurencji. Ka da wioska w parafii chcia amie dobr drog , prosili wi c, eby u nich rozpocz prac . atwiejjest robi z kim co , czego on sam chce, je li narzucasz pewne spra-wy, to nie zawsze jest to dobrze przyj te. Ich zaanga owanie by o dlamnie ju du ym u atwieniem. W takich przypadkach odpowiada emkrótko – wyci gajcie piasek i limonit, a ja zajm si zrobieniem beto-nowych przepustów. Podziwia em tych ludzi, którzy naprawd potra-fili si zaanga owa . W ten sposób uda o si rozwi za problem ko-munikacji drogowej, a w wioskach zacz y pojawia si samochodyci arowe, które przyje y z miasta kupowa maniok, banany, ku-kurydz . Mieszka cy zacz li wi cej produkowa , z atwo ci podró- owali do miasta, by kupi cukier, sól, myd o itd. Z ANTEN SATELITARN KROK W CYWILIZACJ ... W XX wieku, wa rol w formacji i rozwoju cz owieka zacz yodgrywa rodki masowego przekazu: radio, prasa, telewizja, Internet.Ko ció idzie z duchem czasu i u ywa ich do g oszenia Ewangelii.W Kongo, drodzy Czytelnicy zadziwi was, te wprowadzali my pew-ne zdobycze techniki. Ka dy rodek jest dobry, by dotrze do cz o- 30
  35. 35. Antena satelitarna na misji w Itipowieka. Zacz o si tak – w 2003 roku zakupili my anten satelitarnna nasz misj by mie kontakt ze wiatem. Wieczorami ch tnie samizasiadali my do wiadomo ci, ale i udost pniali my ludziom, którzyprzychodzili specjalnie, by ogl da telewizj . Rozpocz li my nawet„profesjonalne” projekcje – dzi ki aparatowi do powi kszania obrazuna bia ym prze cieradle wywieszonym w drzwiach wej ciowych, lu-dzie mogli ogl da wiadomo ci, mecze pi karskie i ciekawe reporta ez Afryki. Ten kontakt z inn rzeczywisto ci wp ywa na ich mental-no i zmienia sposób my lenia. Byli dumni, chwalili si przed lud -mi z innych misji, e „maj ” telewizj . Kiedy zmar papie Polak Jan Pawe II, nagra em na kasecie wideojego pogrzeb i wieczorem odby a si projekcja. Ludzie szli pieszo20 kilometrów, eby zobaczy pogrzeb papie a. Byli zdziwieni s o-wami komentatora, e nie pozostawi adnych bogactw. W mentalno- ci afryka skiej, je li kto sprawuje wa ny urz d to jest to cz owiekbogaty i ma du o dóbr materialnych. 31
  36. 36. Bycie misjonarzem wymaga od cz owieka du ego zaanga owania.Wyje aj c na urlop nie mo esz si tak po prostu odci , dlategookres ten jest równie czasem wyt onej pracy, a przede wszystkimszukania rodków finansowych. Przebywaj c na urlopie w Polscew 2002 roku zakupi em na nasz misj laptop i cyfrowy aparat foto-graficzny. Komputer wykorzystywa em m.in. do redagowania gazetkimisyjnej. Pisa em o programie pracy, podawa em kalendarz wizytw buszu, zamieszcza em zdj cia z ró nych okazji, takich, jak: chrzest, lub... To by y zaledwie dwie strony, ale niezwykle wa ne dla tychludzi – mia y charakter informacyjny, a ich „presti ” podnosi fakt, eby a to jedyna forma gazety, z któr ludzie mieli styczno w buszu.Nak ad nie by du y, ale te dwie kartki, które przychodzi y do katechi-sty czy dyrektora szko y, czytali wszyscy ludzie w wiosce. Problemem by o równie zrobienie zdj cia potrzebnego do wia-dectwa maturalnego. Do najbli szego fotografa trzeba by o i pieszo180 km, poza tym by y one drogie. Dlatego, zakupionym aparatemcyfrowym robi em zdj cia formatu paszportowego, kupowa em papierfotograficzny w Kinszasie i drukowa em po cztery zdj cia. M odziezwraca a mi za papier i tusz do drukarki. W ten sposób oszcz dzaliczas i pieni dze. Byli tym bardzo zainteresowani. Kongijczycy lubisobie robi zdj cia, ale te po prostu lubi je mie . Rodzice cz stoprzychodzili fotografowa si ze swoimi dzie mi. Pary ma skie,które zawiera y zwi zek w ko ciele, chcia y mie pami tk i te prosi- y o zdj cia. Te nowinki, by y krokiem w stron wspó czesnej cywili-zacji. Ko ció w Kongo jest jedyn instytucj , która troszczy sio ludzi, s y im oraz prowadzi ich w stron rozwoju, dlatego te ko-rzystaj c z tych dóbr doczesnych pozostaj mu wierni. REFLEKSJA Z DZISIEJSZEJ PERSPEKTYWY... Szukaj c w my lach obrazów sk adaj cych si na ten fragment mo-ich wspomnie , z dzisiejszej perspektywy, musz powiedzie , e by ato przyjemna praca, która dawa a mi zadowolenie, rado i satysfakcj .Pracuj c, by em w ród tych ludzi autentycznie. Przy o tarzu by emzawsze przed nimi, a tu by em po prostu w ród nich – w ten sposóbpoznawa em ich coraz lepiej, ich zwyczaje, mentalno . Musisz poznacz owieka, do którego wyci gasz r , bo tak, jak ty stajesz si elemen- 32
  37. 37. tem jego ycia, on staje si cz ci twojego. Ka da praca, któr misjo-narz wykonuje, czy b dzie ni sprawowanie Eucharystii, katecheza,chrzest, transport chorego do szpitala, naprawa drogi, ma t sam war-to , mierzon warto ci najcenniejsz , bo s by cz owiekowi. Pracamisyjna Ko cio a jest prowadzona na szerokiej p aszczy nie spo ecznej,politycznej, gospodarczej. Nie zawsze jest lekko i atwo. Problemy tychtrzech natur, cz sto wyst puj razem, a stosunek do nich jest spraw-dzianem to samo ci Ko cio a i prawdy, któr g osi. Misje nie mogi nie trac z pola widzenia dzia ania horyzontalnego – pracy na rzeczrozwoju cz owieka, w ca ej z ono ci tego wyzwania. Ks. W adys aw Krzywda CM Misja w Itipo 33
  38. 38. Z DZIA ALNO CI KÓ MISYJNYCH Z KOL MISYJN W PARAFII ODPORYSZÓW Jest pi knym zwyczajem diecezji tarnowskiej, a od pewnego czasutak e wielu innych polskich diecezji, e od kilkunastu ju lat, w po- wi teczne dni grudnia wychodz na ulice miast i wiejskie drogi, gru-py kol dników misyjnych. Grupy te, licz ce zwykle czworo, pi ciorodzieci, ubrane s „po kol dniczemu”, a jednak równie troch egzo-tycznie. Zwykle bowiem jedno lub dwoje dzieci z takiej grupy prze-brane s za mieszka ca Afryki, Azji czy Ameryki Po udniowej. Dzie-ci te chodz od domu do domu, w ka dym mieszkaniu odgrywajscenk zwi zan z yciem mieszka ców jakiego egzotycznego kraju,oczywi cie piewaj kol dy – i prosz o datek na potrzeby misji. Napami tk za zostawiaj fantazyjny obrazek z modlitw w którymz najbardziej nieznanych j zyków albo narzeczy trzeciego wiata. Grupa kol dników misyjnych na trasie kol dowania 34
  39. 39. Z t inicjatyw wyszed przed laty ówczesny ordynariusz diecezjitarnowskiej biskup Wiktor Skworc, który pe ni tak e obowi zki Prze-wodnicz cego Komisji Episkopatu do spraw misji. Przez kilkana cie latruch Kol dników Misyjnych niezwykle si rozwin , a doroczne spotka-nia kol dników, które maj miejsce zwykle w po owie stycznia, groma-dz ju tysi ce kolorowo przebranych dzieci z terenu ca ej diecezji. Warto doda , e ka degoroku misyjni kol dnicy zbierajpieni dze na jaki inny region wiata, a cel zbiórki jest jasnookre lony: to konkretna szko a,konkretna wspólnota parafialna,konkretny szpital. W tym rokuna przyk ad zbiórka by a prze-znaczona na budow szko y dla uchoniemych w Kamerunie,na leczenie dzieci w szpitalachw Republice rodkowej Afrykioraz na remont szpitala w Za-mbii. Ruch ten animuj m odziludzie z gimnazjów i liceów –animatorzy misyjni, którzy spo-tykaj si co kilka miesi cy naspecjalnych dniach skupienia Kol dnicy misyjni z Chor cai odprawach w Domu Rekolek- pod wodz s. Beaty Bia kowskiej SMcyjnym w Czchowie-Kozie cu. W tym roku w t pi kn akcj postanowi a w czy si „z przytu-pem” misjonarska parafia w Odporyszowie. Co prawda kol dnicymisyjni chodzili ju po naszej parafii od kilku lat, nigdy jednak nieodbywa o si to na tak skal . W tym roku dwie animatorki Misyjne:Natalia Mendala i Ewa Lebica, zmobilizowa y do w czenia siw akcj a pi grup kol dniczych. Dzieci chodzi y po kol dziew dniach 26 i 27 grudnia 2011 r., po wioskach nale cych do parafiiw Odporyszowie: Morzychnie, Sieradzy, Fiuku, Laskówce Chor -skiej, Chor cu, no i – rzecz jasna – po samym Odporyszowie. Jakoparafia (by o, nie by o) misjonarska, postanowili my tak e po ow 35
  40. 40. zebranej przez dzieci kwoty przeznaczy na potrzeby dzia alno cimisyjnej naszej prowincji. Wsparci niezwyk yczliwo ci ks. pro-boszcza Ryszarda Kowalskiego oraz wspania ych rodziców, którzyz entuzjazmem zaanga owali si w przygotowanie tegorocznej kol dy(warto tu podkre li wielk rol pani Marty Warzechy z Sieradzy)kol dnicy wyruszyli w drog . Kol dnicy misyjni z Laskówki Chor skiej Mieszka cy naszej parafii przyjmowali kol duj ce dzieci nadzwy-czaj ciep o, a i hojnych ofiar na rzecz misji nie sk pili. Zasili y one,zgodnie z naszym postanowieniem, zarówno misyjny fundusz diecezjitarnowskiej, jak i konto Sekretariatu Misyjnego Polskiej ProwincjiZgromadzenia Ksi y Misjonarzy. Cieszymy si , e w ten sposóbmogli my si w czy nie tylko w prace misyjne ziemi tarnowskiej(wci dzi ki Bogu bogatej w powo ania misyjne), ale i naszegoZgromadzenia. No i wszyscy mamy nadziej , e w przysz ym rokuznów wyruszymy na kol dniczy szlak. A wi c: do zobaczenia – i przeczytania – za rok! Ks. Tomasz Wa ny CM 36
  41. 41. 37
  42. 42. 38

×