Copyright by Wydawnictwo Złote Myśli & Joe Vitale, rok 2010Nr zamówienia: 962663Nr Klienta: 531093Data realizacji zamówien...
Spis treściOstrzeżenie!......................................................................................7Wstęp .........
Rozdział Siódmy................................................................................168    Od „est” aż do tego ...
Dedykuję, z pełną miłością, moimrodzicom
Ostrzeżenie!    Ostrzeżenie!    To, co przeczytasz w tej książce, może Cię zaszokować.    Większość wydarzeń miała miejsce...
Ostrzeżenie!osób pisało do mnie z prośbą, abym opowiedział imo swojej życiowej drodze. Wielu mówiło, że chciałobyprzeczyta...
Ostrzeżenie!ca, fascynująca, sugestywna, dostarczała informacjioraz prowokowała do myślenia”.Przeczytasz o najwcześniejszy...
WstępWstępCzerwiec 1990Mknąłem dzisiaj rano mokrymi ulicami Houston, abywziąć udział w nowym seminarium zatytułowanymZapro...
Wstęptym, jak wykonujesz to ćwiczenie. Dlaczego więc tujesteś?Roześmiałem się głośno. Zdałem sobie sprawę z tego,że nie by...
Wstępże to właśnie Podróż do wnętrza siebie jest projektem,który ma dla mnie teraz największą wartość.Podróż do wnętrza si...
WstępW tej książce nie hamowałem się. Edgar Allan Poepowiedział kiedyś, że nie da się napisać całkowicieszczerej książki b...
Dzieje powstania kronikarza Świata WewnętrznegoRozdział Pierwszy                                          Zakazana strefaD...
Wczesne narodzinykawiło mnie moje życie. To właśnie ta ciekawość orazpragnienie ucieczki od bólu mojego dzieciństwa spra-w...
Wczesne narodzinydziennie, biegał, skakał na skakance i okładał ciosamiworek treningowy, często również wyżywał się narodz...
Wczesne narodzinyByłem przerażony. Czułem, jak włosy mi się jeżą nakarku.Przyłożył swoją wielką dłoń do mojej szyi i pchną...
Taniec z prądemTaniec z prądemPamiętam, jak pewnego jesiennego dnia szedłemz dwójką swoich braci do apteki na rogu. Byłemw...
Taniec z prądem— Weź ich do domu i tam ich zlej — powiedziała.Jestem pewien, że żałowała tego, że zadzwoniła pomojego ojca...
Taniec z prądemdziećmi. Ale działał w przekonaniu o zasadzie mówią-cej, że aby sprawić, żeby dzieci słuchały, należyspuści...
Poszukiwanie spokojuPoszukiwanie spokojuMusiało istnieć coś lepszego!Czasy mojej młodości nie były szczęśliwe. Oczywiściez...
Poszukiwanie spokojuWyglądało na to, że przyjaciel zrozumiał to, co chcia-łem mu powiedzieć. Ale musiałem dodać jeszcze je...
Poszukiwanie spokoju    czy usłyszeć, wtedy najprawdopodobniej uda Ci się go    urzeczywistnić.    Kolejna wspaniała książ...
Poszukiwanie spokojulato jako szesnastolatek przepracowałem na kolei,więc sporo zarobiłem. Nie miałem samochodu, niemusiał...
Poszukiwanie spokoju taśmę i jak z procy wystrzeliłem z pokoju. Chciałem spotkać swoich nauczycieli-duchów, ale zbyt bardz...
Największy magik świataTo fakt psychologiczny. Właśnie o tym przeczytałemi zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Na moim oj...
Największy magik świataPonieważ mój ojciec był osobą zbyt apodyktyczną, abypozwolić mi na swobodę działania, to właśnie mó...
Największy bokser na świeciePewnego dnia kupiłem sztuczkę o nazwie „tańczącachusteczka”. Miała ona polegać na tym, że magi...
Największy bokser na świecietakim dżentelmenem. Spotkałem go, gdy byłem dzie-ciakiem i było to dla mnie jak spotkanie z bo...
Największy hipnotyzer na świecie— Jesteś w świetnej formie — powiedział. Spojrzałemna niego, zastanawiając się, co zaraz d...
Największy hipnotyzer na świecieInnym razem powiedziałem mu, aby zapytał szczerzesamego siebie, kim powinien zostać w przy...
Największy hipnotyzer na świecie— Bill, a teraz się ockniesz — powiedziałem i klasną-łem w dłonie.Bill roześmiał się głośn...
Największy hipnotyzer na świecieW tej chwili słuchawkę podniósł Dr. Carlstone.— Tak? — odezwał się. Brzmiał jak palący cyg...
Największy hipnotyzer na świecie— Proszę poczekać! — krzyknąłem. — Doktorze Carl-ston, szczerze mówiąc, wprowadziłem koleg...
Największy kaznodzieja na świeciePo tym jak się rozłączyłem, podszedłem do Billa.Klasnąłem w dłonie i powiedziałem:— Zbudź...
Największy kaznodzieja na świecieegzekucyjnym i — na kilka sekund przed śmiercią— ocalił go Niemiec miłujący katolików.Prz...
Największy kaznodzieja na świecieświat. Wszystko zdawało się mieć poświatę pełnąenergii, która sprawiała, że czułem się ws...
Największy kaznodzieja na świecie— Zapraszaliśmy pana, żeby usiadł pan z nami, abymógł pan zrozumieć to, co mówimy Joey’ow...
Największy kaznodzieja na świecieduchowo-religijnych poszukiwań, był Billy Graham.Uwielbiałem jego poruszające rozmowy. Pa...
Największy pisarz na świeciepewien tego, czy On istnieje. Innym razem czułem sięjak ateista, który odmawiał wiary w jakiek...
Największy pisarz na świecieKsiążki stały się tak ważną częścią mojego życia, żezdałem sobie sprawę z tego, że ich pisanie...
Największy pisarz na świecieZnów oczekiwałem prawdziwej magii. Dostałem jed-nak życie. Cóż za rozczarowanie.Sterling był c...
Największy pisarz na świeciezrobiłem w swoim życiu, więc myślę, że moja autobio-graa byłaby raczej nudna.Cieszę się, że m...
Największy pisarz na świecieświadomości. I tutaj właśnie jest to duchowe połącze-nie. Kiedy zapadam w „trans pisarza” — ja...
Największy pisarz na świeciez największych sekretów życia. Domyślam się, że byłoto niejako efektem ubocznym bycia pisarzem...
Największy pisarz na świeciedo wnętrza naszej historii, tak abyśmy mogli powrócićdo naszej istności.Do tworzenia możesz wy...
Największy pisarz na świecieco przyjdzie Ci do głowy. Kiedy już to zrobisz,doświadczysz leczniczej siły kreatywności.Oto s...
Największy pisarz na świecie Znam wielu terapeutów i szkoleniowców, którzy wciąż patrzą na swoją przeszłość i łkają. Jeden...
Największy pisarz na świeciejeszcze przed narodzinami, jak mówią niektórzy, musikryć się za tym jakiś POWÓD.Szukanie powod...
Rozdział DrugiRozdział DrugiPrzejażdżka wśród kwiatów pomarańczy       z Rajneeshem (oraz jego upadek) Jeśli masz więcej n...
Rozdział Drugizmarł, gdyż w jego życiu brakowało miłości, co z koleidoprowadziło jego serce do ruiny. Zaś politycy nacałym...
TaoizmTaoizmPrzez całe moje życie nękał mnie pewien symbol.Kiedy byłem nastolatkiem, widziałem go na karto-nach mleka, na ...
Taoizm— To znak od twoich przewodników duchowych, że sąprzy tobie obecni.— Czyżby? — zapytałem. — Dlaczego po prostu nieza...
TaoizmWziąłem do ręki książkę o taoizmie. Na okładcewidniało zdjęcie autora. Nie spodobał mi się. Miałczarną brodę i, z te...
Taoizmi żarty w swój przekaz, który trudno było zapomnieć.I mu się oprzeć.Później przeczytałem jeszcze inne książki. Szał ...
Sannjasinidiach, ale któż mógłby to stwierdzić? Powiedziałemtemu łysemu guru, że rozważam zostanie jegouczniem. Obdarował ...
Sannjasininotatka mówiła o tym, że Anand znaczy „błogość”,a Manjushri oznacza „uczeń Buddy”. Co za zaszczyt!Moje ego unosi...
SannjasiniNo cóż, starałem się najlepiej, jak mogłem.Największy problem miałem z właścicielką wynajmo-wanego mieszkania. B...
Sannjasinimedytacjach i o wielu innych rzeczach. Nie spodobałosię to moim rodzicom. Pomimo że dzieliło nas dwatysiące mil,...
Sannjasini— Nie, i nie zamierzam!— Dlaczego więc wyrażasz o nim JAKIEKOLWIEKsądy?— Posłuchaj mnie, już ja znam ludzi takic...
SunderamPomimo sporadycznych kłótni i dziwnych spojrzeń,bycie sannjasinem było proste. Bhagwan poprosiłmnie, abym używał s...
Sunderamdyrektora centrum. Medytacje Bhagwana są w prze-ważającej części niesamowicie aktywne.Najbardziej znaną oryginalną...
Sunderam w nastroju na odrobinę okrucieństwa. Niesamowicie trudno (przynajmniej dla mnie) jest wykonać tę część. Trzeba zm...
Sunderamniu jest jak przebywanie w szatni po meczu futbolo-wym. Nikt nie czuje się komfortowo. W samotności zazwyczaj wyko...
Sunderampalenia. Albo jedzenia. Albo jakiejkolwiek innej czyn-ności.— Bądź tego świadkiem — często powtarzał. — Wejdźgłębo...
Sunderambrzmieć Sunderam Rajneesh Meditation Center. A jamiałem być jego dyrektorem.Moje ego było bardzo zadowolone. Ego k...
Połamane ręce, zakrwawione nosyPołamane ręce, zakrwawione nosyBhagwan zwykł opowiadać historię o poszukiwaczu,który odkrył...
Połamane ręce, zakrwawione nosychwili jednak dodawał, że jeszcze nie wolno nammedytować. Twój umysł wypełniony jest truciz...
Połamane ręce, zakrwawione nosymałe grupy, Austin było dla mnie większym i bardziejintensywnym przeżyciem. Nigdy tego nie ...
Połamane ręce, zakrwawione nosysię złamało i krew pociekła mi po twarzy. Nie próbo-wałem jednak tego powstrzymać. Byłem zb...
Połamane ręce, zakrwawione nosyPrzytrzymywany uczeń krzyknął. Potem jęknął. Cośsię w nim paliło. Można było to wyczuć.— Co...
Połamane ręce, zakrwawione nosyNieważne, jak tragiczne i szalone mogłoby się Wamwydawać to doświadczenie, chcę, abyście wi...
Połamane ręce, zakrwawione nosyMożecie sobie wyobrazić, że ten rodzaj wolnościekspresji sprawił, że wielu uczniów wpadło w...
Oregonwykluczają się, ale uzupełniają. Kiedyś zastanawia-łem się, kto ma rację, Freud czy Jung? Bhagwanpozwolił mi zrozumi...
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale
Upcoming SlideShare
Loading in …5
×

Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale

2,845 views

Published on

CALY PDF

0 Comments
0 Likes
Statistics
Notes
  • Be the first to comment

  • Be the first to like this

No Downloads
Views
Total views
2,845
On SlideShare
0
From Embeds
0
Number of Embeds
5
Actions
Shares
0
Downloads
39
Comments
0
Likes
0
Embeds 0
No embeds

No notes for slide

Podroze do-wnetrza-siebie Joe Vitale

  1. 1. Copyright by Wydawnictwo Złote Myśli & Joe Vitale, rok 2010Nr zamówienia: 962663Nr Klienta: 531093Data realizacji zamówienia: 2011-02-21Zapłacono: 20,81 złAutor: Joe VitaleTytuł: Podróże do wnętrza siebieData: 2010Zdjęcie do projektu okładki zostało użyte za zgodą istockphoto.comWydawnictwo Złote Myśli sp. z o.o.44-100 Gliwiceul. Daszyńskiego 5www.ZloteMysli.ple-mail: kontakt@zlotemysli.plAutor oraz Wydawnictwo "Złote Myśli" dołożyli wszelkich starań, by zawarte w tej książce informacje byłykompletne i rzetelne. Nie biorą jednak żadnej odpowiedzialności ani za ich wykorzystanie, ani za związane ztym ewentualne naruszenie praw patentowych lub autorskich. Autor oraz Wydawnictwo "Złote Myśli" nieponoszą również żadnej odpowiedzialności za ewentualne szkody wynikłe z wykorzystania informacjizawartych w książce.Niniejsza publikacja, ani żadna jej część, nie może być kopiowana, ani w jakikolwiek inny sposóbreprodukowana, powielana, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgodywydawcy. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośnikufilmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji.Jeśli przez myśl przeszło Ci, aby udostępnić tę książkę za darmo w internecie łamiąc tym samym prawaautorskie, POMYŚL, czy nie lepiej przyłączyć się do Programu Partnerskiego i ZARABIAĆ poprzezpromowanie tej i kilkuset innych książek z naszego wydawnictwa. Zobacz szczegóły.Wszelkie prawa zastrzeżone.All rights reserved.
  2. 2. Spis treściOstrzeżenie!......................................................................................7Wstęp ...........................................................................................10Rozdział Pierwszy ............................................................................14 Dzieje powstania kronikarza Świata Wewnętrznego .................................. 14 Wczesne narodziny ........................................................................ 15 Taniec z prądem ........................................................................... 18 Poszukiwanie spokoju ..................................................................... 21 Największy magik świata ................................................................. 26 Największy bokser na świecie............................................................ 28 Największy hipnotyzer na świecie ....................................................... 30 Największy kaznodzieja na świecie ...................................................... 35 Największy pisarz na świecie ............................................................ 40Rozdział Drugi.................................................................................50 Taoizm....................................................................................... 52 Sannjasini................................................................................... 56 Sunderam ................................................................................... 61 Połamane ręce, zakrwawione nosy....................................................... 67 Oregon ...................................................................................... 74 Zaufaj życiu ................................................................................ 82Rozdział Trzeci................................................................................85 Miejsce dla cudu .......................................................................... 90 Mężczyzna, który stał się bogiem .................................................... 112 Siła wiary................................................................................. 118 Prawdziwy cud ........................................................................... 121Rozdział Czwarty...........................................................................123 O Meirze .................................................................................. 124 Spotkanie z Meirem..................................................................... 126Rozdział Piąty...............................................................................139 Stuart Wilde i okryta złą sławą technika WAM.................................... 139 Wojenna duchowa gra partyzancka.................................................... 142 Mądrość wojownika...................................................................... 149Rozdział Szósty ............................................................................152 Po co iść, skoro możesz biec? ........................................................ 153 Richard Hite: człowiek z kluczami .................................................... 155 Na sprzedaż: cztery godziny........................................................... 161 Za kulisami ............................................................................... 163 Dwa lata później......................................................................... 166
  3. 3. Rozdział Siódmy................................................................................168 Od „est” aż do tego ........................................................................ 169 Weekend pierwszy: najniebezpieczniejszy człowiek ...................................... 170 Drugi weekend: znaczenie blizny ........................................................... 178 Absolutorium: wasze następne seminarium .............................................. 185 Nie to ......................................................................................... 186 Refleksje ...................................................................................... 187Rozdział Ósmy ..................................................................................191 Skupienie...................................................................................... 197 Milton Ward.................................................................................. 201 Co było pierwsze? ........................................................................... 205Rozdział Dziewiąty .............................................................................212 TFC: jesteś kapitanem na swoim statku................................................. 213 Stwarzanie wyników ......................................................................... 217 W trakcie leczenia czy uzdrowiony? ...................................................... 222 Sprzedawanie................................................................................. 225 Punkt dostępu ............................................................................... 228 Potęga wyboru ............................................................................... 230 Twoje dwa pytania........................................................................... 231 Narodziny marzenia.......................................................................... 233 Potęga twojej dłoni ......................................................................... 235Rozdział Dziesiąty .............................................................................239 Wizyta u Marrsa ............................................................................ 240 Mistyk na targowisku....................................................................... 243 Rób to, co kochasz — a później to sprzedawaj! ...................................... 248 Odnoszący największe sukcesy nauczyciel jogi .......................................... 250 Podążaj za swoim wewnętrznym kompasem ............................................. 254 Wewnętrzne spełnienie przynosi gotówkę ................................................ 257 Wykorzystaj sygnał ......................................................................... 259 Zasady biznesu .............................................................................. 262 Człowiek, którego nikt nie zna............................................................. 264Posłowie ..........................................................................................265O Autorze ........................................................................................268
  4. 4. Dedykuję, z pełną miłością, moimrodzicom
  5. 5. Ostrzeżenie! Ostrzeżenie! To, co przeczytasz w tej książce, może Cię zaszokować. Większość wydarzeń miała miejsce ponad dwadzieścia lat temu. Opisałem je ponad dziesięć lat temu1. W owym czasie nie zdecydowałem się na opublikowa- nie tego materiału, gdyż uznałem, że jest zbyt osobisty i emocjonalny. Już same pierwsze dwa rozdziały nie są dla strachliwych. Dlaczego zdecydowałem się na publikację teraz? Po tym, jak moja książka, Marketing duchowy, stała się bestsellerem w księgarni internetowej Amazon, zdałem sobie sprawę z tego, jak wiele osób chciałoby poznać całą moją historię. Wielu pytało o to, co działo się, zanim spotkałem Jonathana, duchowego uzdro- wiciela, o którym pisałem w książce. Nie zwracałem większej uwagi na te prośby, dopóki moja ostatnia książka, Największy w historii sekret robienia pieniędzy, również nie stała się międzynaro- dowym bestsellerem na Amazon. Wtedy jeszcze więcej1 Autor pisał te słowa w 2003 roku [przyp. red.]. 7
  6. 6. Ostrzeżenie!osób pisało do mnie z prośbą, abym opowiedział imo swojej życiowej drodze. Wielu mówiło, że chciałobyprzeczytać moją autobiograę.Jak już wspomniałem, większość tego materiałupowstała ponad dziesięć lat temu, kiedy zmagałemsię z losem, głodowałem i byłem nieznany. Niewielewtedy opublikowałem, mieszkałem w norze, ale wciążpodążałem wytrwale (a raczej ledwo czołgałem się) zaswoimi marzeniami.Przez ponad dziesięć lat książkę, którą teraz trzyma-cie w rękach, odkładałem na bok, ponieważ nie byłemz siebie zadowolony. Miałem za sobą mnóstwo dziw-nych zajęć, począwszy od chodzenia po rozżarzonychwęglach aż po oddawanie czci guru — i niewiele z tegowynikało. Chciałem widzieć rezultaty swoich działań,ale żadnych nie było. W takich okolicznościach wsty-dziłem się wtedy opublikować tę książkę. Nagrałemwięc dokument na dyskietkę i schowałem ją, nawetprzed samym sobą.Dyskietkę znalazłem w czerwcu 2003 roku. TomParish pomógł mi odczytać pliki, ponieważ pisałemte rozdziały, używając programu komputerowego,który nie jest już używany. Jenny Meadows przeczy-tała zaś tę książkę i powiedziała mi, że rzeczywiściepowinienem ją opublikować. Powiedziała mi, że ciężkojej się czytało pierwsze dwa rozdziały, bo były takmocne, ale pozostała część książki była „…interesują- 8
  7. 7. Ostrzeżenie!ca, fascynująca, sugestywna, dostarczała informacjioraz prowokowała do myślenia”.Przeczytasz o najwcześniejszym etapie mojej ducho-wej ścieżki. Myślę, że będzie to dla Ciebie interesują-ca, i być może inspirująca, lektura. Pamiętaj o tym, żepowstała ponad dziesięć lat temu. Zawiera cząstkęmnie, która przeobraziła się w człowieka, którymjestem dzisiaj.Pamiętaj również o tym, że moja nauka była bolesna,zaś Ty możesz nauczyć się czegoś poprzez czytanie.Innymi słowy, podczas gdy ja doświadczałem rzeczywyczerpujących i dziwnych, aby zdobyć wiedzę, którąposiadam dzisiaj, Ty możesz ją zdobyć po prostupoprzez lekturę.Pamiętając o tym, przewróć stronę…Dr. Joe VitaleSierpień 2003 9
  8. 8. WstępWstępCzerwiec 1990Mknąłem dzisiaj rano mokrymi ulicami Houston, abywziąć udział w nowym seminarium zatytułowanymZaprojektuj swoje życie. Jadąc w deszczu, przez całądrogę biłem się z myślami. Chodziło mi po głowie to,że powinienem być teraz domu i pracować nad swojąnajnowszą książką. W pewnym momencie mój samo-chód wpadł w poślizg (na autostradzie!) i obrócił sięo 180 stopni — tak, że był teraz skierowany w stronędomu. Wciąż jednak nie docierały do mnie te sygnały.Godzinę po tym, jak rozpoczął się wykład, kobietasiedząca obok mnie i wykonująca ze mną ćwiczenie,które polegało na określeniu swoich celów życiowychi wartości, spojrzała na mnie i powiedziała:— Co ty tutaj robisz?— Słucham? — zapytałem zdziwiony.— Sam mógłbyś prowadzić takie seminarium — po-wiedziała. — Brałeś udział w większej liczbie warsz-tatów niż 200 osób zebranych na tej sali. Widzę to po 10
  9. 9. Wstęptym, jak wykonujesz to ćwiczenie. Dlaczego więc tujesteś?Roześmiałem się głośno. Zdałem sobie sprawę z tego,że nie byłem wobec siebie szczery i byłem zachwyconytym, że odkryto moje prawdziwe „ja”. Potrzebna mibyła obca osoba z kochającym sercem i bystrymumysłem, żebym usłyszał to, o czym już wiedziałem.Przez dwadzieścia lat pracowałem nad sobą i brałemudział w różnych seminariach, warsztatach i zajęciach.Chodziłem po rozżarzonych węglach. Spędziłem całedwa tygodnie zamknięty w pokoju z grupą spotkanio-wą, której przewodzili przywódcy przypominającyGestapo. Spędziłem siedem lat z jednym z najbardziejznanych i kontrowersyjnych guru na świecie. Znala-złem się w tak wyczerpujących sytuacjach dotyczącychrozwoju osobistego, że doprowadzały one aż do krwa-wienia z nosa. Przeprowadzałem wywiady z licznymiguru, nauczycielami, osobami prowadzącymi semina-ria oraz ze znanymi postaciami ruchu New Age.Ta kobieta miała rację. Co też ja robiłem na tymseminarium?Podziękowałem swojej mądrej partnerce i opuściłemsalę podczas najbliższej przerwy. Pojechałem do domu(bez poślizgów) i powróciłem do pisania najnowszejksiążki. Nie potrzebowałem uczestniczyć do końcaw seminarium Zaprojektuj swoje życie, aby wiedzieć, 11
  10. 10. Wstępże to właśnie Podróż do wnętrza siebie jest projektem,który ma dla mnie teraz największą wartość.Podróż do wnętrza siebie jest prawdziwą historiąmojej dwudziestoletniej przygody z różnymi guru,seminariami i wydarzeniami New Age. Książka ta,przynajmniej w moim odczuciu, stanowi częściowoautobiograę, powieść przygodową, poradnik orazprzypowieść. Moim zamiarem jest pokazać Ci nakartach tej książki, jak to jest brać udział w nieco-dziennych warsztatach (takich jak chodzenie po roz-żarzonych węglach) albo być uczniem kontrowersyj-nego człowieka, takiego jak guru Rajneesh. Chcęrównież, aby ta książka dostarczyła Ci informacji natemat metod i nauczycieli, którzy są skuteczni (takichjak Meir Schneider, który leczy ślepotę, czy Barry NeilKaufman, który leczy autyzm). Pragnę również, abyta książka zwróciła uwagę na rzeczy, które zbyt częstobezkrytycznie przyjmujemy (jak np. channeling, zwa-ny też kanalizmem) albo zbyt szybko odrzucamy (jaksiła wiary).Pisanie tej książki było dla mnie wypełnione śmie-chem. A właściwie śmiechem przez łzy. W końcu udałomi się opowiedzieć swoją historię. CAŁĄ historię.Zawsze się pilnowałem, kiedy publicznie wypowiada-łem się na temat swoich doświadczeń. Nigdy niewdawałem się w szczegóły ani nie byłem do końcaszczery. Nawet sam ze sobą. 12
  11. 11. WstępW tej książce nie hamowałem się. Edgar Allan Poepowiedział kiedyś, że nie da się napisać całkowicieszczerej książki bez spalania papieru, na którym siępisze. No cóż, również powinieneś poczuć ciepło naswoich palcach, przewracając strony tej książki! (Jeślizaś tego nie czujesz, przejdź do Rozdziału 6, gdzieopisuję chodzenie po rozżarzonych węglach!)Napisałem tę historię w równej mierze dla Ciebie, jaki dla siebie. Chcę, żebyś zrozumiał moje życie, alepragnę również podzielić się z Tobą pewnymi prze-myśleniami, które wniosą w Twoje życie zmiany. Życiewiększości z nas biegnie przewidywalnym torem.Chcę, żeby ta książka poszerzyła Twoje horyzontyi zniosła bariery wokół Ciebie.Chcę Ci pomóc sięgnąć do Twojego wnętrza.Baw się dobrze!Joe VitaleAustin, Texaswww.mrre.com 13
  12. 12. Dzieje powstania kronikarza Świata WewnętrznegoRozdział Pierwszy Zakazana strefaDzieje powstania kronikarza ŚwiataWewnętrznegoZastanawiasz się pewnie nad tym, jak to się stało, żezostałem wciągnięty do kontrkulturowego ruchu o na-zwie New Age. Sam się nad tym zastanawiam.Czasami wydaje mi się, że nie miałem na to większegowpływu. Często wydawało mi się, że coś prowadzimnie na tę dziwną ścieżkę. Ale uchylanie się ododpowiedzialności nie pozwoli mi wyjaśnić, dlaczegozrobiłem to, co zrobiłem.Najlepsze, co mogę zrobić, to opisać niektóre wyda-rzenia w swoim życiu. Być może wtedy zrozumiesz,dlaczego życie w „zakazanej stree” wydawało mi sięatrakcyjniejsze od szarej rzeczywistości. Zawsze cie- 14
  13. 13. Wczesne narodzinykawiło mnie moje życie. To właśnie ta ciekawość orazpragnienie ucieczki od bólu mojego dzieciństwa spra-wiły, że szukałem nowego sposobu na życie.Wczesne narodzinyUrodziłem się wcześnie. Mój ojciec był elektrykiem, jabyłem dla niego jak pierwsze porażenie prądem.Właściwie to mój ojciec był brygadzistą na kolei,byłym żołnierzem piechoty morskiej oraz bokserem,który był tak bardzo wdzięczny Bogu za narodzinyswojego pierwszego syna, że w ten zimowy deszczowydzień 1953 roku poszedł do kościoła, padł na kolanai podziękował Panu.Jego wdzięczność jednak nie trwała długo. Ojciectraktował mnie oraz moją matkę jak żołnierzy zeswojego plutonu. Był autorytatywny, surowy, machoi, czasami, okrutny. Dopiero po czasie zrozumiałempresję, którą odczuwał, więc nie piszę tego, aby było Cimnie żal. Fakty to fakty.Mój ojciec odebrał stare włoskie wychowanie, któremówiło, że to mężczyzna jest głową rodziny i ma nadnią pełną kontrolę. To przekonanie było dla niegoźródłem ogromnego stresu. Pomimo że ćwiczył co- 15
  14. 14. Wczesne narodzinydziennie, biegał, skakał na skakance i okładał ciosamiworek treningowy, często również wyżywał się narodzinie. Nigdy nie było to miłe. Ponieważ jednakbyłem dzieckiem i nie mogłem nic zrobić, nie było odtego ucieczki.Pamiętam, jak raz ojciec popchnął mnie w kałużęciepłego moczu. Miałem wtedy chyba szesnaście lat.Nadal moczyłem łóżko. Było to dla mnie upokarzającei niewygodne. Teraz wiem, że było to spowodowanestrachem przed ojcem. Bałem się go. Jego zachowaniewywoływało taki strach u mnie i u moich braci, żetylko w nocy dawaliśmy upust emocjom, zaś efektytego były tragiczne.W końcu mocz wypalił dziurę w moim materacu. Tadziura stopniowo się zwiększała, aż mocz w końcuzaczął się zbierać na dnie łóżka w plastikowej obudo-wie. Był to okropny, cuchnący i żenujący widok.Pamiętam dzień, w którym mojemu ojcu puściłynerwy. Ludzie wnosili wtedy dla mnie nowy materac.Była przy tym obecna moja matka, bracia, siostrai babcia. Kiedy pracownicy dostawy podnieśli mójstary materac, plastikowa obudowa pękła, a żółtatrucizna rozlała się po podłodze. Mój ojciec straciłpanowanie nad sobą. Żyła na jego szyi pulsowała. Jegooczy przypomniały oczy dzikiego zwierzęcia. Wielerazy mówił o tym, że kiedy uprawia boks, czuje dzikążądzę zabijania. W tej właśnie chwili ją dostrzegłem. 16
  15. 15. Wczesne narodzinyByłem przerażony. Czułem, jak włosy mi się jeżą nakarku.Przyłożył swoją wielką dłoń do mojej szyi i pchnąłmnie na ziemię. Następnie pchnął moją twarz w kału-żę moczu. Nie mogłem mu się przeciwstawić ani teżnie śmiałbym tego zrobić.— Wpakuj tam swoją gębę! — krzyczał ojciec. — Po-smakuj tego!Płakałem. Moja matka była przerażona i nie mogła sięruszyć. Babcia, matka mojego ojca, powiedziała mu powłosku pełnym poruszenia głosem, żeby przestał. Pokilku minutach tej tortury ojciec dał mi spokój.Trudno jest zapomnieć o takim znęcaniu się. Albowybaczyć. Już samo pisanie o tym sprawia, że prze-szywają mnie dreszcze. W końcu, oczywiście, przesta-łem się moczyć w nocy, ale nie była to świadomadecyzja. W miarę dorastania zmieniłem się. Nigdyjednak nie zapomniałem lat naznaczonych strasznymznęcaniem i poniżaniem. 17
  16. 16. Taniec z prądemTaniec z prądemPamiętam, jak pewnego jesiennego dnia szedłemz dwójką swoich braci do apteki na rogu. Byłemwtedy nastolatkiem, najstarszym w rodzinie, więcopiekowałem się braćmi. Moi bracia rzucali w domykamieniami. Kazałem im przestać, ale wiedzieli, żetak naprawdę nic im nie mogę zrobić. Rzucali więcdalej. Nagle z jednego z domów wybiegła kobietai przydybała nas we trójkę.Ta wielka, wredna kobieta zmusiła nas, żebyśmyweszli z nią do jej domu i żebym zadzwonił po swojegoojca.— Nie chce pani, żebym po niego dzwonił — powie-działem.— Dzwoń natychmiast albo ja zadzwonię! — zażądała.Sami możecie sobie wyobrazić, co się działo dalej.Chwilę później mój ojciec był przed jej domem,wściekły, z czerwoną twarzą i gotów, by zabić.Chwycił jednego z moich braci i zaczął okładać gopasem. Mój brat wisiał w powietrzu, podczas gdyojciec trzymał go za ramię i bił do nieprzytomności.Kobieta, widząc wściekłość i furię mojego ojca, krzy-czała, żeby przestał. 18
  17. 17. Taniec z prądem— Weź ich do domu i tam ich zlej — powiedziała.Jestem pewien, że żałowała tego, że zadzwoniła pomojego ojca, kiedy zobaczyła, jak traktuje swoje dzieci.Nie powstrzymała go jednak.— Weź ich do domu i tam to rób — powtarzała. — Nierób tego tutaj.Ojciec kazał nam wsiąść do samochodu, pognał dodomu i okładał nas przez całą drogę. Nie zdążyliśmynawet dojść do drzwi, a już płakaliśmy, krzyczelimyi słanialiśmy się z bólu. Jego pas był dla mojej skóryniczym porażenia prądem.Zakryłem swoją głowę i krzyczałem:— MOJA GŁOWA! MOJA GŁOWA!Udawałem, że uderzyłem głową o drzwi, żeby ojciecprzestał nas lać. I w końcu przestał. Na tyle długo,żebym zdążył sprawdzić stan swojej czaszki. A późniejznów zaczął nas bić.Ja oberwałem najmocniej. Nie miało znaczenia, żenigdy nie rzuciłem kamieniem w dom tej kobiety. To jabyłem „na czele grupy” i powinienem był powstrzymaćmoich braci. Całe lata po tym wydarzeniu moi rodzicewciąż twierdzili, że to była moja wina. Nigdy niezapomniałem tego, co się stało — bardziej chodzio niesprawiedliwość całej sytuacji niż o lanie.Nie winię ojca. To, co zrobił, było straszne. W dzisiej-szych czasach poszedłby siedzieć za znęcanie się nad 19
  18. 18. Taniec z prądemdziećmi. Ale działał w przekonaniu o zasadzie mówią-cej, że aby sprawić, żeby dzieci słuchały, należyspuścić im lanie. Nie widział innego wyjścia.Lata po tym wydarzeniu, gdy byłem już żonatyi miałem problemy nansowe, poczułem to, co musiałczuć mój ojciec. Na co dzień nie bił mnie z powodumoczenia łóżka, ale robił to wtedy, gdy musiał kupićnowy materac. To ta czynność go tak bolała. Przypo-mniała mu o tym, jak mało posiadamy, jak ciężkomusiał pracować i ile rachunków miał do zapłacenia.Kolejny materac był dużym obciążeniem dla domowe-go budżetu.Porównałem to uczcie do sytuacji, gdy razem z żonąpotrzebowaliśmy nowego samochodu, ale nie mieli-śmy pieniędzy. Albo do sytuacji, gdy jeden z naszychkotów przegryzł kabel elektryczny i wymagał natych-miastowej pomocy weterynarza, a my nie mieliśmyżadnych pieniędzy w banku i nie mogliśmy za tozapłacić. To bolało. Bolało pewnie tak samo, jakmusiało boleć mojego ojca.Różniliśmy się jedynie tym, że ja nigdy na nikogo niepodniosłem ręki z tego powodu. 20
  19. 19. Poszukiwanie spokojuPoszukiwanie spokojuMusiało istnieć coś lepszego!Czasy mojej młodości nie były szczęśliwe. Oczywiściezdarzały się radosne chwile, ale ogólnie rzecz biorąc,było beznadziejnie. Kiedy byliśmy gotowi na to, abywprowadzić się do domu, który mój ojciec sam wybu-dował, moja matka powiedziała:— Będziemy tam mieć wszystko, czego potrzebujemy,a w piwnicy będzie wisiał pas do zlania Joeya.Moje bicie wpisało się na stałe w krajobraz rodzinny.A byłem tylko nastolatkiem.Jeden z moich przyjaciół starał się kiedyś usprawie-dliwić wszystkie lania, które spuścił mi ojciec.— Ojciec nauczył cię posłuszeństwa — mówił. — Na-uczyłeś się postępować słusznie.— Niee — zaprzeczyłem. — Nauczyłem się, jak niedać się złapać, gdy postępuję źle.— Ale bicie nauczyło cię być dobrą osobą, czyż nie?— Byłem dobrym człowiekiem i bez bicia — odpowie-działem. — I nadal nim jestem. Spójrz na mojąsiostrę. Wychowała trójkę dzieci na wzorowychuczniów, są lubiane i zdrowe. Nigdy nie podnosi nanie ręki. Traktuje je z szacunkiem, nie jak zwierzęta. 21
  20. 20. Poszukiwanie spokojuWyglądało na to, że przyjaciel zrozumiał to, co chcia-łem mu powiedzieć. Ale musiałem dodać jeszcze jednowyjaśnienie (lubię mieć ostatnie słowo).— Jeśli traktujesz ludzi z szacunkiem, nauczą się oniszanować samych siebie — powiedziałem. — Ale jeśliich bijesz, uczysz ich tego, że są nic nie warci.Postrzegają samych siebie jako niewolników.Ponieważ nie byłem zadowolony z tego, co miałem,zapragnąłem czegoś innego. I w tym właśnie momen-cie zacząłem zapoznawać się z alternatywami. Innedzieciaki mogą uciekać w narkotyki lub alkohol, ja zaśwybrałem ucieczkę w obszar własnego umysłu.Kierowała mną silna ciekawość życia, ale nauczyłemsię poruszać w ściśle określonych rejonach. Byłemuważny — a może raczej przerażony — zrobieniemczegokolwiek, co mogłoby rozzłościć mojego ojca. Za-miast więc rozpocząć poszukiwania od tego, co nazewnątrz, zwróciłem się w głąb siebie.Czytałem książki o postrzeganiu pozazmysłowym(ESP, ang. Extra-sensory perception), zjawiskach nad-naturalnych, hipnozie, duchach, telepatii, magii i wie-lu innych. Książka Claude’a Bristola pt. Magia wiary,klasyk, była moim wstępem do metazyki. Nauczyłamnie ona o niesamowitej mocy ludzkiego umysłu.W chwili, kiedy uda Ci się stworzyć w umyśle obraz,który będzie tak żywy, że będziesz mógł go niemalzobaczyć, dotknąć, posmakować, a nawet powąchać 22
  21. 21. Poszukiwanie spokoju czy usłyszeć, wtedy najprawdopodobniej uda Ci się go urzeczywistnić. Kolejna wspaniała książka, której zresztą nie udało mi się odnaleźć od dwóch dekad, nosiła tytuł How to strengthen your life with mental isometrics2. Napisał ją angielski hipnotyzer o imieniu Sidney Petrie, razem z pisarzem Robertem Stone’em. Pamiętam, że ta książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Tak samo jak książka Bristola, nauczyła mnie, że umysł człowieka jest najsilniejszym z ludzkich narzędzi. Kolejna osoba, która wywarła na mnie wpływ, to Robert Collier. Jego sławne, zamawiane pocztą książ- ki nauczyły mnie, że pozytywne myślenie może prze- kładać się na pozytywne wyniki. Przeczytałem jego klasyczną pozycję, The Secret of the Ages3 oraz jeszcze jedną wspaniałą książkę Colliera, tj. Riches Within Your Reach4. Każda z nich malowała obraz nieba na ziemi — w ca- łości stworzonego w ludzkim umyśle.Byłem również członkiem ESP Lab5. Al Manning i jego tajemniczy przyjaciele dostali sporo z moich pieniędzy. Dzięki temu, że skłamałem co do kwestii swojego wieku, całe2 Jak wzmocnić swoje życie za pomocą izometrii duchowej [przyp. tłum.].3 Sekret wieków [przyp. tłum.].4 Bogactwa w twoim zasięgu [przyp. tłum.].5 ESP Lab — grupa zajmująca się postrzeganiem pozazmysłowym [przyp. tłum.]. 23
  22. 22. Poszukiwanie spokojulato jako szesnastolatek przepracowałem na kolei,więc sporo zarobiłem. Nie miałem samochodu, niemusiałem płacić czynszu ani rachunków. Wydawałemwięc niemal wszystko na samodoskonalenie. Zapisa-łem się na kurs korespondencyjny uczący korzystaniaz „I Ching”, czyli chińskiej Księgi Przemian. Kupiłemtaśmy do magnetofonu szpulowego, aby posłuchaćtego, co Al Manning miał do powiedzenia na tematżycia i seksu (głównie tego drugiego). Kupowałemksiążki Ala, kasety, pudry itp. Al Manning był sporączęścią mojego życia w owym czasie, więc nawet dziś,dwadzieścia lat później, myślę o nim z ciepłym uśmie-chem na twarzy.Miałem 16 lat i pragnąłem mieć mądrego przyjaciela.Uznałem, że takim przyjacielem mogą być duchy.Włączyłem jedną z taśm Ala Manninga i się rozluź-niłem. Zacząłem słuchać Profesora Reinhardta, jegowłasnego przewodnika duchowego. Podczas słuchaniazaczął mnie ogarniać strach. A jeśli RZECZYWIŚCIEspotkam swojego duchowego nauczyciela? Ducha?A jeśli do mnie przemówi? Albo — dobry Boże — jeślibędzie chciał mnie DOTKNĄĆ?Delikatny podmuch omiótł moją twarz. Czy to byłduch? Czy to był duch kobiety? Czy będzie chciała sięze mną kochać? Ponieważ byłem prawiczkiem, ta myślwcale nie pomagała mi się rozluźnić.Usłyszałem skrzypienie podłogi, jakby ktoś po niejchodził. W mgnieniu oka zerwałem się, wyłączyłem 24
  23. 23. Poszukiwanie spokoju taśmę i jak z procy wystrzeliłem z pokoju. Chciałem spotkać swoich nauczycieli-duchów, ale zbyt bardzo się tego obawiałem. Pomimo to, jeszcze przez kilka dni po tym wydarzeniu miałem dziwne wrażenie, że„ktoś” mnie obserwuje…Umysł mnie fascynował. Wiedziałem, że można robićrzeczy, o których ludziom się nie śniło i byłem gotówspróbować czegokolwiek (oprócz spotykania niewi-dzialnych martwych ludzi). Pamiętam, jak próbowałem przejść przez ścianę. Czytałem o tym, że wszystko, co nas otacza, to energia; nasze włosy są energią, ciało, a także ściany. Doszedłem więc do wniosku, że jeśli mam odpowiedni rodzaj energii, uda mi się przejść przez ścianę. Oczywiście nigdy mi się nie udało. Nigdy nie miałem„prawidłowej” energii do tego.Myślę, że pragnąłem mieć superumysł, aby mócpokonać mojego ojca jego siłą. Walczenie z nim jegowłasną bronią nie wchodziło w rachubę. Był zbytdobrze wytrenowany, jak zabójca. Tytuł jego ulubionejksiążki brzmiał Zabij lub zgiń.Dlatego też użyłem mojego umysłu. Szybko jednakzorientowałem się, że nie słuchał tego, czego sięnauczyłem. Pamiętam, jak mu powiedziałem:— Tato, czy wiedziałeś o tym, że gdy twoja wyobraźniawalczy z twoją wolą, wyobraźnia zawsze wygrywa? 25
  24. 24. Największy magik świataTo fakt psychologiczny. Właśnie o tym przeczytałemi zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Na moim ojcujednak nie.— Nieprawda — odpowiedział.— Ależ tak. Przeczytałem o tym w książce.— Książki nie zawsze mówią prawdę, Joey.Rozumiecie, o co mi chodzi. Gdyby próbował mniepokonać za pomocą siły swojego ciała, mógłby mniełatwo pokonać. Gdy próbowałem użyć swojego umy-słu, po prostu zaprzeczał temu, co mówię. To byłobardzo frustrujące.Największy magik świataCzytam sporo biograi. Nieważne, czy byłaby tobiograa Daniela Boonne’a, czy Herry’ego Houdinie-go, zrozumiałem, że ludzie muszą się mierzyć z wielo-ma przeciwnościami losu. Nie byłem więc sam. Rozu-miem również, że zazwyczaj wychodzili z tychtrudności zwycięsko; nieważne, że sytuacja wydawałasię beznadziejna. Żeby tak się stało potrzeba nadziei,marzeń, odwagi, wytrwałości i szczęścia. 26
  25. 25. Największy magik świataPonieważ mój ojciec był osobą zbyt apodyktyczną, abypozwolić mi na swobodę działania, to właśnie mójumysł stał się dla mnie miejscem pełnym przygód.Czytanie książek było bezpieczne, ale ekscytujące. Codziwne, to właśnie dzięki książkom zacząłem wycho-dzić ze swojej skorupy. To one pchnęły mnie dodziałania. Sprawiły, że obudziło się we mnie pragnie-nie życia, które opisywały.Przeczytawszy książkę o Houdinim, podjąłem decyzję,że zostanę największym magikiem na świecie. Wymy-śliłem sobie nawet imię oraz kilka sztuczek karcia-nych. Pozwalałem swoim braciom na to, żeby związy-wali mnie liną w piwnicy, abym mógł ćwiczyć ucieczki.Zawsze udawało mi się uciec. Żaden węzeł nie dał mirady!Ćwiczyłem też wstrzymywanie oddechu. Zaplanowa-łem, że pozwolę się związać i zrzucić z mostu prosto dorzeki. Nawet wtedy myślałem o swoim wizerunkui powodowaniu medialnego zamętu. Nie wiedziałem,dlaczego wcześniej na to nie wpadłem. Być możepowstrzymywał mnie strach. Być może ojciec. Niepamiętam.Nigdy jednak nie przestałem interesować się magią.Jeden z powodów, dla których zająłem się metazyką,był taki, że poszukiwałem PRAWDZIWEJ magii.Byłem bardzo zawiedziony, że wszystkie magicznesztuczki, które zakupiłem i których się nauczyłem,były właśnie tylko tym: SZTUCZKAMI! 27
  26. 26. Największy bokser na świeciePewnego dnia kupiłem sztuczkę o nazwie „tańczącachusteczka”. Miała ona polegać na tym, że magikwyciągał chusteczkę z kieszeni i ona tańczyła przednim na podłodze. Kupiłem sekret pozwalający nawykonanie tej sztuczki. Kiedy przeczytałem instruk-cję, byłem zdumiony, że aby chusteczka zaczęła tań-czyć, potrzebne były druciki. Naprawdę wierzyłemw to, że chusteczka będzie tańczyć jak żywa. Pamię-tam, że położyłem ją na podłodze i rozkazałem:TAŃCZ! Kiedy się nie poruszyła, przeczytałem in-strukcję. Byłem głęboko zawiedziony.Pragnąłem prawdziwej magii.Największy bokser na świecieMój ojciec był bokserem. Podobno całkiem niezłym.Przeczytałem wiele biograi bokserów i temat tenmnie zafascynował. Byli barwnymi postaciami. Za-cząłem uwielbiać takich ludzi jak James J. Corbett,który pobił sławnego Johna L. Sullivana. Niewieleosób wie, że Corbett napisał swoją autobiograę.Oczywiście przeczytałem ją.Czytałem o Gene Tunneyu, który pokonał JackaDempseya. Jednym z moich ulubionych bokserówbył Floyd Patterson. Floyd zawsze wydawał się być 28
  27. 27. Największy bokser na świecietakim dżentelmenem. Spotkałem go, gdy byłem dzie-ciakiem i było to dla mnie jak spotkanie z bożyszczem.Floyd właśnie pokonał jakiegoś lokalnego bokseraw Cleveland i zmierzał w stronę swojej szafki. Wdra-pałem się na siedzenie, przebiegłem między rzędami,przeskoczyłem ogrodzenie tylko po to, by móc położyćmu dłoń na ramieniu. Floyd był największym i najsil-niejszym mężczyzną, jakiegokolwiek widziałem.Chciałem być taki jak on.Pomimo że mógł mnie trenować ojciec, trenowałemsam. Traktowałem to serio! Na moje treningi składałysię codzienne biegi po kilka mil, treningi z workiemtreningowym, skakanie na skakance, aż obracającysię sznur zlewał się w świszczącą plamę, robieniepompek, przysiadów itd. Każdego wieczoru kładłemsię do łóżka i widziałem siebie jako mistrza światawagi ciężkiej. Wszystko, czego się nauczyłem od AlaManninga, Claude’a Bristola i Roberta Colliera byłoprzydatne. Wyobrażałem sobie siebie na ringu,w chwale, ze wzniesionymi rękoma, tak aby każdywiedział, że jestem zwycięzcą.W tamtym okresie byłem w najlepszej formie w całymswoim życiu. A później zszedłem po schodach dopiwnicy, gdzie na krześle przy schodach siedział mójojciec i powiedział coś, co wszystko zniszczyło. 29
  28. 28. Największy hipnotyzer na świecie— Jesteś w świetnej formie — powiedział. Spojrzałemna niego, zastanawiając się, co zaraz doda. — Aleprzez całe życie będziesz walczył z nadwagą.Byłem zdumiony. Przygnębiony. Zdruzgotany. Zała-many. Uwierzyłem, że jestem w beznadziejnej sytu-acji. Ciężko pracowałem na to, aby być w wyśmienitejkondycji zycznej. A teraz usłyszałem, że w oczachmojego ojca zawsze będę miał „problem” z wagą.W tym momencie się poddałem.Największy hipnotyzer na świeciePrzez chwilę chciałem być hipnotyzerem. Przeczyta-łem kilka książek na ten temat i znalazłem przyja-ciela, który zgodził się być moim królikiem doświad-czalnym.Wprowadziłem go w trans i powiedziałem:— Twoja ręka jest zdrętwiała. Za chwilę poczujeszdotyk kostki lodu na swojej ręce.Przystawiłem zapaloną zapałkę do jego skóry.— Rzeczywiście zimne! — powiedział z uśmiechem. 30
  29. 29. Największy hipnotyzer na świecieInnym razem powiedziałem mu, aby zapytał szczerzesamego siebie, kim powinien zostać w przyszłości.— Widzę zegar — opowiedział. — Co piętnaście minutpojawia się inny zawód. To są pewnie możliwe wybory.— Jakie są te cztery zawody?— Cały czas zmieniają się — powiedział. — Nie wiem,co jest dla mnie odpowiednie.Chociaż eksperyment okazał się trochę frustrujący,byłem pod wrażeniem tego, że mojemu przyjacielowiudało się wydobyć odpowiedź ze swojej podświadomo-ści.Nasze eksperymenty nie zawsze się udawały.Czytałem o tzw. regresji wiekowej i chciałem wypró-bować ją na Billu, moim przyjacielu i pomocniku.Wprowadziłem go w głęboki trans i cofnęliśmy sięw czasie aż do momentu, gdy miał pięć lat. Poprosi-łem, żeby powiedział mi, ile ma lat.— Siedemdziesiąt dwa, a ty?! — powiedział, śmiejącsię jak psotliwe dziecko i uderzając dłońmi w kolana.— Billy, powiedz mi, ile masz lat.— Siedemdziesiąt dwa, a ty ile?!Ponieważ nasza rozmowa zmierzała donikąd, zdecy-dowałem się obudzić Billy’ego. Klasnąłem w dłonie,gdyż to był nasz znak, na który Billy miał się obudzić. 31
  30. 30. Największy hipnotyzer na świecie— Bill, a teraz się ockniesz — powiedziałem i klasną-łem w dłonie.Bill roześmiał się głośno. Brzmiał jak mały dzieciak,który nie zamierza posłuchać się osoby starszej.Znów klasnąłem w dłonie. Śmiał się. „A niech to”,pomyślałem.— Ile masz lat, Bill?— Więcej niż ty.Spanikowałem. Jak miałem przywrócić go do odpo-wiedniego wieku? Jak wytłumaczyć jego matce, że niema już 16 lat — tylko cofnął się do wieku pięciu lat!?Ponieważ byłem mistrzem w wizualizacji, łatwo wy-obraziłem sobie siebie za kratkami za zrobienieBillowi prania mózgu.W poszukiwaniu wiedzy o hipnozie dowiedziałem się,że w Cleveland, w stanie Ohio, jest kilku hipnotyze-rów klinicznych. Zdecydowałem, że zadzwonię dojednego z nich. Wiedziałem, że stało się coś poważne-go. Musiałem coś zrobić. I to szybko.— Proszę mnie połączyć z Dr. Carlstonem — powie-działem do sekretarki lub pielęgniarki, która odebrałatelefon.— W jakiej sprawie?— To nagły wypadek — powiedziałem, starając siębrzmieć jak zmartwiona, dorosła osoba. — To na-prawdę ważne. 32
  31. 31. Największy hipnotyzer na świecieW tej chwili słuchawkę podniósł Dr. Carlstone.— Tak? — odezwał się. Brzmiał jak palący cygarafreudowski analityk. Jego głos był szorstki i nieprzy-jemny.— Proszę pana, mam pytanie — byłem zdenerwowa-ny. Zaledwie kilka metrów ode mnie siedział Bill naswoim krześle i śmiał się jak idiota. Zastanawiałemsię, czy doktor to słyszy.— O co chodzi?— Nazywam się Joe Vitale i uczę się hipnozy.— Że co robisz?— Uczę się hipnozy. Zastanawiałem się, co się robiw przypadku, gdy dana osoba nie może wyjść z transu.— Bawisz się hipnozą?— Nie, proszę pana. Ja i mój przyjaciel po prostu siętego uczymy i…— Dajcie sobie, dzieciaki, lepiej spokój z hipnozą!— Ależ nie, nie, nie — odpowiedziałem łamiącym sięgłosem. W tle wciąż było słychać śmiech Billa. — Cosię dzieje, kiedy ktoś nie może wyjść z transu?— Nie mam czasu odpowiadać na te pytania — powie-dział. — Zadzwoń wieczorem, kiedy będę miał czas. 33
  32. 32. Największy hipnotyzer na świecie— Proszę poczekać! — krzyknąłem. — Doktorze Carl-ston, szczerze mówiąc, wprowadziłem kolegę w transi on nie może z niego wyjść.— CO ZROBIŁEŚ?! — zagrzmiał.— Staraliśmy się dokonać regresji wiekowej i…— Jezu! Możesz w ten sposób narobić kłopotów! Coz wami, dzieciaki? Nie można bawić się czymś takpotężnym jak hipnoza.W słuchawce słychać było tylko ciężki oddech. Wie-działem, że mam być cicho. W końcu doktor przemó-wił.— Co teraz robi twój przyjaciel?Obejrzałem się za siebie. Bill wciąż siedział nakrześle, śmiejąc się z jakiegoś wymyślonego przezsiebie żartu.— Śmieje się — odpowiedziałem. — Najprawdopodob-niej ma około pięciu lat.— Boże! No cóż, przejdzie mu. Trans sam się zakończyalbo chłopak zaśnie i się obudzi. Nic mu nie będzie.— Naprawdę? — zapytałem. — Czy mam coś jeszczezrobić?— Przestań bawić się hipnozą. To zawód i umiejętność,nie jest dla dzieci.— Już więcej nie będę tego robił — obiecałem. 34
  33. 33. Największy kaznodzieja na świeciePo tym jak się rozłączyłem, podszedłem do Billa.Klasnąłem w dłonie i powiedziałem:— Zbudź się!Bill zamrugał oczami. Przez moment wyglądał naskołowanego. Spojrzał na mnie i powiedział:— Śniło mi się, że mam jakieś pięć lat.— Już więcej nie chcę zajmować się hipnozą — odpo-wiedziałem.Największy kaznodzieja na świecieKiedy myślisz o swoim życiu, przed oczami pojawiająCi się różne obrazy. O istnieniu niektórych nie miałeśnawet pojęcia.Niemal całkowicie zapomniałem o tym, że w pewnymmomencie życia, jako nastolatek — a więc w decydu-jącym wieku — chciałem być przywódcą religijnym.Zostałem wychowany w rodzinie katolickiej i tensposób życia nie był dla mnie zrozumiały. Mój dalszykuzyn, ksiądz, również nie pomógł mi w żaden sposób.To fascynujący człowiek. Mówi dziewięcioma języka-mi, urodził się w Rzymie, był więźniem wojennym zaczasów Mussoliniego, dwa razy stał przed plutonem 35
  34. 34. Największy kaznodzieja na świecieegzekucyjnym i — na kilka sekund przed śmiercią— ocalił go Niemiec miłujący katolików.Przez długi czas katolikom nie wolno było spożywaćmięsa w piątki. Mój kuzyn był w restauracji z mojąrodziną i zamówił hamburgera. Wszyscy spojrzeliśmypo sobie. W końcu mój ojciec, najodważniejszy z całejgrupy, przemówił.— Wybacz ojcze, ale czy dzisiaj nie jest piątek?— Tak.— Ale właśnie zamówiłeś hamburgera.Kelnerka przyniosła hamburgera i postawiła przedksiędzem. Mój kuzyn spojrzał na soczyste mięsoi tłustą bułeczkę, przeciągnął dłonią nad hamburge-rem i rzekł:— W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego — i stało sięrybą.Było to ironiczne zachowanie, które wprawiło mniew zakłopotanie. Przez chwilę myślałem, że samzostanę księdzem. Odwiedziłem kilku księży w moimmiasteczku i zapytałem ich o swoje zamiary. Byliporuszeni tym, że nastolatek pragnie świętości. Jedenz nich dotknął mojego policzka i dał mi błogosławień-stwo. Pamiętam, że po tym poszedłem do kościoła i sięmodliłem. Kiedy wyszedłem, świat zdawał mi się byłprzepełniony światłością. Tak jakby Bóg obmył cały 36
  35. 35. Największy kaznodzieja na świecieświat. Wszystko zdawało się mieć poświatę pełnąenergii, która sprawiała, że czułem się wspaniale.Nie podobał mi się jednak brak zgodności w kościelei wśród jego sług. Głównym czynnikiem motywującymbył strach. Chodź do kościoła i módl się albo pójdzieszdo piekła. Też mi wybór. Ponieważ sam już bardzobałem się życia, chodzenie do miejsca, gdzie ten strachbyłby umacniany, a nawet pożądany, nie wydawało misię dobrym wyborem. Dlatego zrezygnowałem.Przez jakiś czas chodziłem na spotkania Mormonów.Historia Josepha Smitha, który odkrył nową Biblięi widział duchy, zaintrygowała mnie. Kilku misjona-rzy przyszło do mojego domu i przez kilka dni nauczylimnie zasad mormonizmu. Przeszedłem nawet swójpierwszy post z nimi, w ramach procesu oczyszczają-cego, zanim miałem zostać ochrzczony jako Mormon.Tutaj jednak interweniował mój ojciec. Na wieczórprzed moim chrztem Tata wziął na rozmowę dwóchmłodych nauczycieli Mormonów, którzy zostali moimiprzyjaciółmi.— Już od kilku tygodni słuchałem was obu — powie-dział mój Tata do Mormonów siedzących przy naszymkuchennym stole. — Zrobiliście mu pranie mózgu,żeby myślał, że wasz sposób na życie jest najlepszy.Otóż, nie jest!Pomimo zaskoczenia, Mormoni zachowali spokój. 37
  36. 36. Największy kaznodzieja na świecie— Zapraszaliśmy pana, żeby usiadł pan z nami, abymógł pan zrozumieć to, co mówimy Joey’owi — powie-dział jeden z nich.— Słuchałem was z pokoju obok — powiedział Tata.— To niedorzeczne. Zaraz wam podam przykład.Mówicie, że każdy powinien oddać dziesięć procentswojego dochodu, a stanie się bogatszy.— Zgadza się.— Dajcie spokój! Oczekujecie, że głodujący ludziez trzeciego świata oddadzą swoje ostatnie pieniądze?Oczekujecie, że ubodzy ludzie mieszkający na połu-dniu u stóp gór oddadzą dziesięć procent tego, coposiadają?— Tak.Tata zwrócił się do mnie:— Widzisz, co oni wygadują? Chcą, żeby ludzie odda-wali pieniądze IM, żeby oni mogli dalej działać!— Ale tato…— Wynoście się z mojego domu — powiedział mój Tatadwóm gościom. — Zrobiliście mojemu Joey’owi praniemózgu, żeby myślał tak jak wy. Wynocha. Natych-miast!Chyba nie muszę mówić, że zrobili tak, jak kazał.Kolejnym przystankiem, który zadowoliłby mnie— i może również mojego ojca — na mojej ścieżce 38
  37. 37. Największy kaznodzieja na świecieduchowo-religijnych poszukiwań, był Billy Graham.Uwielbiałem jego poruszające rozmowy. Pamiętam, żeczytałem jego prace i podobało mi się jego bardziejpozytywne podejście do religii. Tacie Billy również siępodobał.Zainteresowałem się ewangelicyzmem i czytałemksiążki o Billym Sudayu, poprzedniku Billyego Gra-hama. Mówcy pokroju „przyjdź do mnie i dostąpzbawienia”, tacy jak Sunday i Graham, mieli chary-zmę i moc, której trudno było się oprzeć. Byli wyćwi-czonymi mówcami. Wiedzieli, jak panować nad tłu-mem.Tym, co jednak mnie martwiło w ich przypadku— i niemal w przypadku każdej religii, którą sięinteresowałem — było ich odrzucenie bardziej meta-zycznych, czy też może wewnętrznych, aspektówżycia. Duchy i zjawiska nadnaturalne uważane byłyza dzieło szatana. Nie mogłem się z tym zgodzić. Byłoto ograniczające i zarozumiałe. W pewnym sensiewiedziałem, że religia powinna obejmować wszystkieaspekty życia. Nie można powiedzieć, że ma się racjęi odrzucić wszystko inne jako niesłuszne, tak jak torobi wielu fundamentalistów. Świat był zbyt ogromny.Było zbyt dużo kultur, aby istniała jedna religia, któramogłaby stwierdzić, że ma odpowiedzi na wszystkiepytania.Moje poszukiwania trwały dalej. Czasami czułem sięjak agnostyk, który chciał wierzyć w Boga, ale nie był 39
  38. 38. Największy pisarz na świeciepewien tego, czy On istnieje. Innym razem czułem sięjak ateista, który odmawiał wiary w jakiekolwiekbóstwo.Pamiętam, że obwiniałem Boga za wiele trudnościw moim życiu. Pewnego dnia ćwiczyłem w piwnicyw domu rodziców, gdy usłyszałem, że się kłócą. Ojciecwydzierał się na matkę, a ona mu odszczekiwała.Słyszałem ich i czułem, jak przepełnia mnie uczucieudręki. Było to bardzo bolesne.— I to ma być życie? — powiedziałem głośno, ponie-waż chciałem, żeby w jakiś sposób moje słowa dotarłydo „Boga”. — Jeśli mnie słyszysz, spraw, żeby prze-stali się kłócić!Czekałem. Moi rodzice wciąż prowadzili bitwę nasłowa. Stałem tam na dole, z twarzą zalaną łzami,i słuchałem. Uznałem, że Boga nie było w domu albonie słuchał — bądź też nie istniał. Żadna z tych opcjimnie nie uszczęśliwiała.Największy pisarz na świecieGdzieś pośród wszystkich moich doświadczeń zdałemsobie sprawę z tego, że mógłbym być, KIMKOLWIEKtylko zapragnę, gdybym został pisarzem. 40
  39. 39. Największy pisarz na świecieKsiążki stały się tak ważną częścią mojego życia, żezdałem sobie sprawę z tego, że ich pisanie mogłobybyć dla mnie niesamowicie satysfakcjonującym zaję-ciem. Czytałem również wiele książek Roda Sterlinga,twórcy Strefy mroku, i wiedziałem, że mogę zagraćkażdą rolę, jaką chcę — od boksera, przez magika, ażdo kaznodziei poprzez po prostu pisanie o tymi umieszczanie siebie samego w książce.Do dzisiaj jestem pełen podziwu dla siebie samego zato, jak bardzo pracowałem nad swoim rozwojem.Przeczytałem każdą książkę na temat pisania. Wyko-nałem wszystkie ćwiczenia, które polecali ich autorzy.Potrałem przesiadywać godzinami w bibliotece, pra-cując nad gramatyką, poszukując materiałów, pracu-jąc nad stylem i ucząc się sztuki pisania.Kiedy miałem 17 lat, spotkałem Roda Sterlinga. Miałwłaśnie przeprowadzić wykład w Youngstown, w sta-nie Ohio. Zadbałem o to, żeby siedzieć w pierwszymrzędzie. Zawsze podziwiałem talenty twórcze Sterlin-ga. Byłem podenerwowany i podekscytowany tymspotkaniem.Przeżyłem jednak zawód. Sterling okazał się byćmałym człowiekiem w przeciętnym garniturze, z na-piętym uśmiechem na twarzy. Jego górna warga nieruszała się, jakby była przyklejona do górnych zębów.Chyba oczekiwałem, że pojawi się na scenie w obłokudymu i olśni nas swoimi zdolnościami werbalnymi. 41
  40. 40. Największy pisarz na świecieZnów oczekiwałem prawdziwej magii. Dostałem jed-nak życie. Cóż za rozczarowanie.Sterling był człowiekiem. Pomimo że pisał mrożącekrew w żyłach historie, powiedział: „gdybym usłyszałhałas w środku nocy, byłbym pierwszym, który wy-skoczy ze strachu z portek”. Był również bokseremi powiedział, że był jedynym, którego zarówno wno-szono na ring, jak i wynoszono z ringu.Był otwarty i można było go polubić, ale z pewnościąnie był Bogiem, za którego go miałem. Opowiadało byciu pisarzem i o tym, że jego pomysły częstoodrzucano. Mówił również, że sprzedanie pierwszejksiążki było dla niego bardziej ekscytujące niż zgar-nięcie sześciocyfrowej sumy za scenariusz, którynapisał. Pod koniec swojego wykładu, zachęcał nasdo zadawania pytań. Podniosłem rękę i zadałempytanie.— Czy planuje pan napisać autobiograę? Proszęuzasadnić swoją odpowiedź.Byłem bardzo zdenerwowany i zadałem to pytaniez prędkością karabinu maszynowego. Ktoś w tylnymrzędzie zaczął się ze mnie śmiać. Sterling jednakzdawał się rozumieć moje pytanie.— Napisać swoją biograę? — zapytał. — Nie sądzę,abym kiedykolwiek to zrobił. Niczego takiego nie 42
  41. 41. Największy pisarz na świeciezrobiłem w swoim życiu, więc myślę, że moja autobio-graa byłaby raczej nudna.Cieszę się, że mogłem z nim porozmawiać. Myślęjednak, że jego odpowiedź pokazała, jak bardzo niedoceniał swojego życia ani swojej wyjątkowości. Rze-czywiście nigdy nie napisał swojej historii. Uważam,że dla nas jest to wielka strata, ponieważ umarł kilkalat później po tym, jak go spotkałem.Od tamtej pory jednak uzależniłem się od pisania.Kochałem tworzyć historie, kształtować słowa w zda-nia, które sprawiały, że ludzie się śmiali, płakali,myśleli lub odczuwali. Bycie pisarzem pokrywało sięz moim zainteresowaniem metazyką. Nie zdawałemsobie wtedy z tego sprawy, ale wybrałem zawód, któryjest bardzo duchowy i zorientowany na życie we-wnętrzne człowieka.Większość pisarzy nie wie, skąd płyną ich słowa.James Dickey mawiał, że to, co pisze, jest dla niegowiększym zaskoczeniem niż dla samych czytelników.Pastor Eric Butterworth mówił, że każdego dniasiadał do maszyny do pisania i po prostu zaczynałstukać w klawisze. Prędzej czy później natraał nażyzny grunt pełen pomysłów i tak powstawały kolejnejego książki.Kiedy zaczynam pisać, słowa wzbierają gdzieś we-wnątrz mnie i przedostają się do mojej świadomości.W tym momencie zaczynam je zapisywać. Ale słowa tepochodzą z moich głębokich czeluści, nie z mojej 43
  42. 42. Największy pisarz na świecieświadomości. I tutaj właśnie jest to duchowe połącze-nie. Kiedy zapadam w „trans pisarza” — jak to określamistrz horrorów, Stephen King — doświadczam nie-samowitego wymiaru kreatywności, w którym nieliczy się ego. To pomaga mi pielęgnować swoją świa-domość, wrażliwość, empatię, ciekawość i mądrośćoraz mam nadzieję, że dzięki temu to, co piszę, dobrzesię czyta.William Saroyan był kolejnym sławnym pisarzem,który wywarł na mnie wpływ. Napisałem o nim nawetkiedyś sztukę teatralną. W jego książkach było coś, cosprawiało, że ożywały — chodziły, mówiły, żyły i oddy-chały. Pamiętam go z jego wcześniejszych opowiadań,które powstały, kiedy miał pewnie około trzydziestulat, gdzie główny bohater jest uczestnikiem wypadkuz udziałem autobusu. Do stojącej obok dziewczynymówi:— Nic mi nie będzie. Po prostu bądź świadkiem tego,co się dzieje.Bycie „świadkiem” czy obserwatorem to bardzo du-chowe zajęcie. Pozwala spojrzeć na życie z dystansu.Pozwala oderwać się od bólu i cierpienia.Ale skąd Saroyan, Amerykanin armeńskiego pocho-dzenia, który nie interesował się duchowością, mógłwiedzieć coś o byciu „świadkiem”? Przeczytałemwszystkie jego książki i biograe o nim. Niewiele jestw nich odniesień do Wschodu. Wygląda jednak na to,że autor na swojej życiowej ścieżce poznał jeden 44
  43. 43. Największy pisarz na świeciez największych sekretów życia. Domyślam się, że byłoto niejako efektem ubocznym bycia pisarzem.Zdobywając wiedzę na temat pisania i pisarzy, ćwi-czyłem swój warsztat oraz nauczyłem się poddawaćimpulsom, które skłaniają mnie do pisania — powoliodkrywałem leczniczą moc twórczości. Prowadzę zna-ne warsztaty Pisanie dla Przemian, podczas którychpomagam ludziom doświadczyć tego aspektu tworze-nia. Wszyscy to uwielbiają. Jedna kobieta powiedziałami: „twoje zajęcia mają lepsze działanie terapeutyczneniż siedem lat terapii, na którą chodziłam”.Ale to nie moja zasługa. Ani nie zajęć. To siłatworzenia, którą wyrażamy poprzez pisanie. Jestemprzekonany o tym, że wszyscy pisarze tego doświad-czyli — i że tak to pokochali, że kiedy nie tworzyli,zaglądali do kieliszka. Szara codzienność nie może sięz tym równać.Pomimo że w książce tej opisuję różne przygody,odkrycia i przełomy, których doświadczyłem, w sercucałej tej podróży zawsze leży proces tworzenia. Ko-cham tworzyć i wierzę w to, że jestem tutaj, abyobudzić twórczość w Tobie i w każdym, kogo spotkam.Kreatywność to po prostu niedrogi sposób na bycie „nahaju”, który może zmienić Twoje życie. To narkotykdla duszy. Mówi się, że „na początku było słowo”. A ja mówię, że„na początku była cisza, a my zapełniliśmy tę ciszę słowami”. Pisanie jest dla mnie sposobem na dotarcie 45
  44. 44. Największy pisarz na świeciedo wnętrza naszej historii, tak abyśmy mogli powrócićdo naszej istności.Do tworzenia możesz wykorzystać doświadczeniaz własnego życia. Możesz też wymyślić historię napodstawie tego, co masz pod ręką. Np. Mark Twainczerpał z codziennych doświadczeń, pisząc swojezabawne historie. Moja żona często jest zdumionatym, jak szybko potraę stworzyć coś na podstawietego, co działo się w ciągu dnia. Żartobliwie mówi, żemam talent do „małego, błyskawicznego zmyślania”.Odpowiadam jej wtedy, że wolę, żeby mówiła, żejestem twórczy.Nie ma doświadczeń, które zdobyliśmy na swojejdrodze bez żadnego celu. Znęcanie w dzieciństwie,boks, magia czy pisanie — to wszystko składa się namój bagaż doświadczeń, który mnie ukształtował.Każde z tych doświadczeń pozwoliło mi coś zrozumieć.Doświadczenia naszego życia są jak zioła i przyprawy,które nadają nam smak. Nie zjedlibyśmy samegoczosnku (chociaż moi bracia zjedli kiedyś całą główkęczosnku, żeby wygrać zakład z ojcem). Dodaj jednakodrobinę czosnku do chili, a otrzymasz coś wyśmieni-tego!Ty również składasz się z takich przypraw, którenadają smak całej potrawie. Wykorzystaj więc przy-prawy ze swojego życia i twórz. Możesz stworzyćksiążkę, piosenkę, obraz, rzeźbę czy cokolwiek innego, 46
  45. 45. Największy pisarz na świecieco przyjdzie Ci do głowy. Kiedy już to zrobisz,doświadczysz leczniczej siły kreatywności.Oto szybki przykład: kiedy byłem w college’u, strasz-nie podobała mi się dziewczyna o imieniu Wendy. Aleona nie odwzajemniała mojego uczucia. Typowa nie-odwzajemniona miłość. Napisałem więc sztukę te-atralną, w której dałem jej rolę, a grana przez niąbohaterka została przeze mnie uśmiercona. Mój na-uczyciel od sztuki był zachwycony. Dla mnie zaś miałoto działanie terapeutyczne.Jeszcze jeden przykład: lata temu znalazłem sięw Dallas bez samochodu, bez pieniędzy, pracy, przy-jaciół i z niewielkimi nadziejami. Poszedłem narozmowę o pracę do jednej z największych gazet.Mężczyzna, który przeprowadzał rozmowę, był bardzoniemiły i płytki. Przypominał maszynę. Kiedy wróci-łem do domu, napisałem opowiadanie o mężczyźnie,który idzie na rozmowę o pracę, którą prowadzi robot.W tej historii głównemu bohaterowi udaje się prze-chytrzyć robota i wyjść zwycięsko z całej sytuacji. Toteż miało dla mnie działanie terapeutyczne.Rozumiecie więc, o co chodzi.Z odwiedzania „zakazanej strefy” życia wynika jednakcoś jeszcze bardziej wspaniałego. Kiedy całkowicie siętemu poddasz i pozwolisz swojemu umysłowi działać,gdzieś znika ego, wewnętrzny cenzor robi sobie prze-rwę, a do głosu dochodzi Twoje wnętrze. Daje toniesamowitego kopa. 47
  46. 46. Największy pisarz na świecie Znam wielu terapeutów i szkoleniowców, którzy wciąż patrzą na swoją przeszłość i łkają. Jeden mówi:„musisz uwolnić emocje ze swojego ciała, które po- wstały poprzez znęcanie”. Inny zaś mówi: „wybacz i idź dalej”.Każda ścieżka jest słuszna, dla różnych ludzi, napewnym etapie życia. Problemy pojawiają się, gdypróbuje się takie rozwiązanie sprzedać, jako uniwer-salny lek na wszystko. Pisanie pomogło mi zrozumiećwłasne życie. Jako dziennikarzowi ruchu New Ageudało mi się zachować trzeźwy umysł, ponieważmusiałem opisać to, czego doświadczałem. Ale żadenpisarz nie jest obiektywny. Patrzymy na życie zeswojej perspektywy i przemawiają przez nas wpojonenam idee. Ja też dałem się ponieść.Leo Buscaglia, sławny mówca i autor piszący o miłości,mówi, że miał szczęśliwe dzieciństwo. Z czułościąmówi o swoim ojcu i matce oraz o latach, które spędziliwspólnie jako rodzina. Czytałem kiedyś jednak arty-kuł, w którym jego brat dziwił się:— O czym on mówi? Nasze życie rodzinne wcale taknie wyglądało.Wszystko jednak zależy od tego, jak na to spojrzymy.Nie cieszę się z tego, że w dzieciństwie się nade mnąznęcano, ale przyjmuję do wiadomości to, co się stało.To mnie ukształtowało. Jeśli prawdą jest to, żewybieramy swoich rodziców i swoje przeznaczenie 48
  47. 47. Największy pisarz na świeciejeszcze przed narodzinami, jak mówią niektórzy, musikryć się za tym jakiś POWÓD.Szukanie powodu jest zajęciem dla rozumu. Być możemądrzej byłoby zaakceptować to, kim jesteśmy, skądprzyszliśmy i dokąd zmierzamy. Pewien mędrzecpowiedział kiedyś: „kiedy budzisz się, to wstajesz”.Nie trzeba nosić ze sobą bagażu przeszłości. Możnazostawić go z tyłu w tej właśnie chwili.Kiedy jadę na zajęcia, gdzie uczę pisania, moją głowęczęsto zaprzątają różne zmartwienia, plany, zadaniado wykonania. Ale kiedy już docieram na miejsce, towszystko zostawiam za drzwiami. Porzucam po pro-stu cały ten umysłowy bagaż i robię swoje. Można tosamo robić w każdym aspekcie życia.Tak jak to kiedyś powiedziała Jane Roberts Seth— „potęga tkwi w chwili obecnej”. 49
  48. 48. Rozdział DrugiRozdział DrugiPrzejażdżka wśród kwiatów pomarańczy z Rajneeshem (oraz jego upadek) Jeśli masz więcej niż 40 lat, musiałeś już kiedyś słyszeć o Rajneeshem. Jestem tego pewien. Przez kilka miesięcy w połowie lat 80. pisała o nim każda gazeta w kraju. Bhagwan Shree Rajneesh był hindu- skim guru z białą brodą, który kierował jednym z największych — i najbardziej kontrowersyjnych— ruchów duchowych na świecie. Mówiono o nim„guru seksu”, a także „guru dla bogaczy”. Bhagwan stał się największym okrytym złą sławą guru dekady. Posiadał sto Rolls Royce’ów i pół miliona uczniów. Po tym jak deportowano go z USA, żaden kraj nie chciał udzielić mu schronienia. Przez chwilę zastanawiałem się, gdzie wyląduje swoim odrzutowcem.Rajneesha już nie ma. Zmarł w styczniu 1990 rokuw wieku 58 lat z powodu niewydolności serca. Jegouczniowie twierdzą, że nie powróci, ponieważ doznałoświecenia, a jego przeznaczenie się wypełniło. Ludziezajmujący się metazyką twierdzą, że Bhagwan 50
  49. 49. Rozdział Drugizmarł, gdyż w jego życiu brakowało miłości, co z koleidoprowadziło jego serce do ruiny. Zaś politycy nacałym świecie cieszą się, że odszedł. Nigdy go nielubili.Byłem uczniem Bhagwana przez ponad siedem lat.Ponieważ nigdy nie wycofałem swoich dokumentów,pewnie nadal mogę być uważany za jego „sannjasina”.Prowadziłem jego centrum medytacyjne w Houston,dwa razy odwiedziłem go w Oregonie, siedziałemprzed nim, gdy milczał, siedziałem przed nim, gdywykładał, organizowałem dla niego przyciągająceuwagę wydarzenia w Teksasie.Ludzie zastanawiają się, dlaczego to robiłem. Dlacze-go ten porządny katolicki chłopak szuka wewnętrzne-go spełnienia na Wschodzie. Dlaczego ten młody facet,wywodzący się z klasy średniej i wychowany w Ohio,ubiera się na pomarańczowo i nosi naszyjnik zrobionyze 108 drewnianych paciorków? Dlaczego pracownikkoncernu Exxon nosi na szyi medalion z portretemBhagwana, skoro jego twarz spogląda ze wszystkichokładek największych czasopism? Dlaczego ten cał-kiem inteligentny pisarz nadal kocha swojego nauczy-ciela, nawet gdy ruch guru został oskarżony o defrau-dację, usiłowanie zabójstwa, przewinienia seksualnei mieszanie się do polityki?Powiem wam dlaczego. 51
  50. 50. TaoizmTaoizmPrzez całe moje życie nękał mnie pewien symbol.Kiedy byłem nastolatkiem, widziałem go na karto-nach mleka, na pociągach, nawet na książkach. Niemiałem zwidów. Symbol zawsze pojawiał się jako znakhandlowy lub logo jakiejś rmy. Nie rozumiałem,dlaczego tak wiele rm go używa. Ani dlaczego takbardzo mnie prześladuje.Gdy miałem 16 lat, dowiedziałem się, że ten symbol tostarożytny chiński symbol yin-yang. Znacie go. Jest tokoło podzielone na dwie części esowatą linią — jednapołowa jest ciemna, zaś druga jasna. Czasami pojawiasię biała kropka w ciemnej połówce i czarna kropkaw jasnej połówce. Symbol obrazuje równowagę świata.Mężczyznę i kobietę, jasność i ciemność, dobro i zło.Ogólnie rzecz ujmując, yin-yang uznaje się za symboltaoizmu.Nie dowiedziałem się o tym wszystkim od razu.Zabrało to trochę czasu. Najpierw widziałem tensymbol niemal wszędzie, gdzie spojrzałem i zastana-wiałem się, dlaczego, do diabła, tak bardzo rzuca misię w oczy, a innym nie, no i co to OZNACZA?Byłem członkiem E.S.P. Laboratory z Los Angelesi zapytałem kierownika, Ala Manninga, co ten symboloznacza. 52
  51. 51. Taoizm— To znak od twoich przewodników duchowych, że sąprzy tobie obecni.— Czyżby? — zapytałem. — Dlaczego po prostu niezadzwonią?Al nie śmiał się. Traktował swoje seanse i zdolnościduchowe całkiem poważnie.W ten sposób zetknąłem się z taoizmem. Byłem jużwtedy żonaty i mieszkałem w Houston. Wciąż byłemzagubiony, poszukiwałem, byłem zmęczony, męczyłemsię jako kiepski student college’u i jako nieszczęśliwykierowca ciężarówki (to była wtedy moja praca).Wszedłem więc do jednej z najsławniejszych księgarnispecjalizującej się w literaturze metazycznej.Księgarnia „Era Wodnika” mieści się w wielkim domuna terenie Uniwersytetu Rice w centrum Houston.Kiedy wszedłem tam po raz pierwszy, byłem podwrażeniem ścian pełnych półek z książkami. Mielitam wszystko — od lozoi, poprzez astrologię, aż dodziwnych książek o „mocy piramid” i „energii krysz-tałów”.Ale tym, co przykuło moją uwagę — widzę to przedoczyma nawet teraz — były książki po prawej stroniesklepu. Wszystkie napisał ten sam człowiek. Rajne-esh. Tematem jego książek był Zen, Chrystus, Buddai — pewnie się domyślacie — taoizm. 53
  52. 52. TaoizmWziąłem do ręki książkę o taoizmie. Na okładcewidniało zdjęcie autora. Nie spodobał mi się. Miałczarną brodę i, z tego, co sobie przypominam, nagąklatkę piersiową. Był też Hindusem. Nie potrałempoczuć z nim więzi. Ale zauważyłem jego oczy. Byłyduże, ciemne i pełne światła. Było w nich coś, coprzykuło moją uwagę.Otworzyłem książkę. Przeczytałem kilka zdań. Jakoosoba, która kocha książki, zawsze lubię poznawaćnowych autorów i ich styl. Styl Rajneesha był poetyc-ki, łagodny i mądry. Jego słowa przemawiały do mnie.W tej chwili nie pamiętam już, o czym dokładnieczytałem, ale wiem, że traał do mnie.Wymagało ode mnie sporo dyscypliny, aby nie kupićtej książki. Udało mi się jednak wyjść z księgarni bezniej. Przynajmniej chwilowo.W ramach pracy musiałem pojechać do miejsca, gdzieprodukuje się najsłynniejsze lody w Teksasie. Przezcałą drogę, kierując wielką ciężarówką i jadąc pomię-dzy łagodnymi wzniesieniami niedaleko Austin, my-ślałem o Rajneeshem i jego książce. Zanim dotarłemdo Houston, przepadłem. Poszedłem kupić tę książkę.Tego wieczoru razem z żoną czytaliśmy książkę nazmianę. Byliśmy pod ogromnym wrażeniem. W sło-wach Rajneesha było coś prawdziwego. Tak jakbymówił do nas z miejsca wiedzy, którego nie byliśmyw stanie przeniknąć. Potrał też wpleść opowiadania 54
  53. 53. Taoizmi żarty w swój przekaz, który trudno było zapomnieć.I mu się oprzeć.Później przeczytałem jeszcze inne książki. Szał zaku-pów dawał pokarm mojej duszy, ale opróżniał mojekonto bankowe. Nie szkodzi. Pracowałem nad sobąi byłem szczęśliwszy. Poza tym pieniądze są czymśmaterialnym, a ja pragnąłem czegoś duchowego.A przynajmniej tak wtedy sądziłem.Taoizm nie był w centrum moich zainteresowań.Pomimo że moja żona zamówiła dla mnie obrączkęślubną z wygrawerowanym symbolem yin-yang, a tao-izm wydawał się najlepszą dla mnie religią, chodziłomi o coś więcej. Rajneesh nie znał granic. Potrałrozmawiać o lozoi Zen i o taoizmie z taką łatwością,z jaką mógł opowiadać żarty czy cytować psychologówi zyków. Wydawał się być geniuszem. Prawdziwymówca, który potrał zawładnąć umysłami słuchaczy.Wciągnęło mnie to. Czytając, dowiedziałem się, żeRajneesh był guru. Miał swoich uczniów zwanychsannjasinami. Miał również swój aszram, zwanynajwiększym centrum rozwoju na świecie, w mieściePune, w Indiach.Możecie się domyślić, co działo się później. Najpierwrozważałem możliwość zostania uczniem guru. Podej-mowanie decyzji nigdy nie przychodziło mi łatwo. Tymrazem nie było inaczej. Pewnej nocy miałem sen,w którym przyszedł do mnie Bhagwan. Siedzieliśmyrazem w pokoju. Wydawało mi się, że to było w In- 55
  54. 54. Sannjasinidiach, ale któż mógłby to stwierdzić? Powiedziałemtemu łysemu guru, że rozważam zostanie jegouczniem. Obdarował mnie ciepłym, pełnym miłościuśmiechem, który był niemal zaraźliwy, ale niepowiedział ani słowa. Powiedziałem, że nie byłempewien, jaką decyzję powinienem podjąć. Powiedziałtrzy słowa — nie potraę sobie przypomnieć, co tobyły za słowa — abym został jego uczniem. Kiedyobudziłem się rano, napisałem list do Rajneeshai poprosiłem o zostanie sannjasinem.SannjasiniListonosz jest moim przyjacielem. Nieważne, czy goznam, czy nie. Ważne jest to, że przynosi mi książki,nagrania, listy, katalogi, paczki, czeki itd. Każdy dzieńjest jak Boże Narodzenie — jeśli jest to dzień dostar-czania poczty — ponieważ nigdy nie wiesz, co przy-niesie listonosz. Do moich drzwi nigdy nie musidzwonić dwa razy.List od Bhagwana przyszedł we wrześniu 1979 roku.Był słoneczny dzień. W swojej skrzynce dojrzałembeżową kopertę i w podskokach wróciłem do domu.Byłem wniebowzięty. Rozdarłem kopertę, a tam byłomoje nowe imię. Swami Anand Manjushri. Załączona 56
  55. 55. Sannjasininotatka mówiła o tym, że Anand znaczy „błogość”,a Manjushri oznacza „uczeń Buddy”. Co za zaszczyt!Moje ego unosiło się nad ziemią.Nie wiedziałem jednak, jak się wymawia moje imię.Poszedłem do biblioteki, ale pracownik tylko wzruszyłramionami.— Naucz się sanskrytu.Pewnego dnia wychodziłem z poczty, gdy zauważyłemidącego ulicą Hindusa. Zawołałem go.— Jak wypowiada się to imię? — zapytałem, pokazu-jąc moje imię sannjasina.— Łatwizna. A-nałn Man-dżał-szri.Od tamtej chwili używałem tego imienia. Nie było toproste. Pewnego dnia, gdy wykonywałem zlecenie dlakonserwatywnego pracodawcy z Południa, przedsta-wiłem się jako Anand Manjushri. Spojrzał na mniezdumiony.— Że jak?Powtórzyłem swoje imię.— Pochodzisz z tych okolic?— Z Ohio.— Masz jakieś przezwisko?— Możesz mówić do mnie Joe. 57
  56. 56. SannjasiniNo cóż, starałem się najlepiej, jak mogłem.Największy problem miałem z właścicielką wynajmo-wanego mieszkania. Była po siedemdziesiątce i uczyław szkółce niedzielnej. Kiedy zobaczyła moje pomarań-czowe szaty i mój mala — sznur drewnianych pacior-ków i znak Rajneesha, zmartwiła się.— Czego szukasz aż w Indiach? — zapytała. — Co jestnie tak z naszymi religiami?— Czy jesz tylko amerykańskie jedzenie? — zapyta-łem, przeczuwając, że szykuje się awantura. — Innekraje mają do zaoferowania coś innego. Może nawetlepszego.— A co jedzenie ma tu do rzeczy?Widziaem, że nie rozumiała. Postanowiłem podejść dosprawy w sposób bezpośredni.— Przyjrzałem się im dokładnie i zauważyłem braki— odpowiedziałem. — Kłócą się pomiędzy sobą wza-jemnie, wszystkie opierają się na Biblii, ale mimo tonie potraą dojść do porozumienia. Żadna z nich nigdynie sprawiła, żebym poczuł się szczęśliwy.Odpuściła, ponieważ uznała, że jestem miłym facetemi prędzej czy później odzyskam rozum.Największą kłótnię miałem z moim ojcem. Wysłałemrodzicom artykuł, który napisałem i w którym odda-wałem cześć Rajneeshowi. Opowiedziałem w nimo swoich rozmowach, szczęściu, książkach Bhagwana, 58
  57. 57. Sannjasinimedytacjach i o wielu innych rzeczach. Nie spodobałosię to moim rodzicom. Pomimo że dzieliło nas dwatysiące mil, czułem na odległość ich złość.— Co ty wyprawiasz z tym Rajneeshem? — zapytałmój ojciec przez telefon. — Co się z tobą stało?— Tato, ten człowiek to geniusz.— Joe, ten facet to nowoprzybyły.— Kto taki?— Nowoprzybyły.— Co to znaczy? — zapytałem.— Nie wykazał się niczym. Jest tu nowy.— Wobec mnie się wykazał, tato.— To nie przetrwa — powiedział ojciec. — Powinieneśzostawić go w tej chwili.— Tato, co bycie nowym przybyszem ma z tym wspól-nego? To bez sensu, tato. On jest żywy, więc oczywiściemoże ci się wydawać nowoprzybyłym.— Zaraz mi powiesz, że Marconi też był nowoprzyby-łym.— Co takiego?— Uważasz, że Kolumb też był nowym przybyszem?— Tato, o czym ty wygadujesz? Bhagwan to wspaniałyczłowiek. Czytałeś kiedyś jego książki? 59
  58. 58. Sannjasini— Nie, i nie zamierzam!— Dlaczego więc wyrażasz o nim JAKIEKOLWIEKsądy?— Posłuchaj mnie, już ja znam ludzi takich jak on.— Tato, nic o nim nie wiesz. Gdybyś wiedział, cieszył-byś się moim szczęściem.Przez chwilę zapanowała cisza.— Zrobił ci pranie mózgu, co Joe?Tego było już za wiele. Załamałem się. Zacząłempłakać. Odłożyłem słuchawkę. Po raz pierwszy w mo-im życiu rozłączyłem się ze swoim ojcem.Chodziłem po pokoju, płacząc, złoszcząc się i odczuwa-jąc zagubienie spowodowane śmiesznymi argumenta-mi mojego ojca. Czułem się tak, jakby grzmotyi błyskawice bawiły się w berka w moim brzuchu.Deszcz obmywał moje policzki, kiedy łkałem. Ból.Straszny ból. Dzięki Bogu była przy mnie mojawspaniała żona, żeby mnie wspierać. Po kilku minu-tach się uspokoiłem i zadzwoniłem do ojca.— Przepraszam, tato. Kocham cię. Ale mylisz się co dotego, co powiedziałeś.— Tak, jasne — odpowiedział mój ojciec. Wciąż byłjednak przekonany o tym, że zrobiono mi praniemózgu. Po tym wydarzeniu długo ze sobą nie rozma-wialiśmy. Do naszego następnego spotkania musiałominąć dziesięć lat. 60
  59. 59. SunderamPomimo sporadycznych kłótni i dziwnych spojrzeń,bycie sannjasinem było proste. Bhagwan poprosiłmnie, abym używał swojego nowego imienia, a co zatym idzie, zerwał z przeszłością, co pragnąłem zrobić,oraz abym nosił pomarańczowe szaty i codzienniemedytował.Czy taka prośba brzmi dla Was jak prośba szaleńca?SunderamDziało się to na kilka miesięcy zanim poznałemsannjasinów. Spacerowałem po Houston, myśląco tym, że wyglądam jak chodząca reklama Rajneesha,aż zobaczyłem drugą chodzącą reklamę w pomarań-czowych szatach, wychodzącą ze sklepu z naturalnążywnością. Okazało się, że był to dyrektor centrummedytacyjnego w Houston. Był również profesorem naUniwersytecie w Houston. Dzięki niemu poznałemwielu innych sannjasinów, m.in. jednego z najbardziejznanych chirurgw z prestiżowego Texas Medical Cen-ter. Bhagwan potrał przyciągać do siebie najlepszychludzi. Gdyby ktoś go oceniał po tym, jakich miałwychowanków, zdałby egzamin.Zacząłem uczęszczać na medytacje i słuchałem wy-kładów Bhagwana w mieszkaniu, które należało do 61
  60. 60. Sunderamdyrektora centrum. Medytacje Bhagwana są w prze-ważającej części niesamowicie aktywne.Najbardziej znaną oryginalną medytacją jest medyta-cja „Dynamiczna”. Większość osób nie jest w stanieznieść trwającej godzinę medytacji rodem z obozówtreningowych, chyba że oszukują.Pierwsze dziesięć minut medytacji „Dynamicznej”polega na oczyszczającym oddychaniu. To jest dzikiedoznanie. Polega na tym, że trzeba stać i oddychać jakszaleniec, który nie może zaczerpnąć tchu. Wyobraźsobie, że robi to 15 osób w małym pomieszczeniu, a Tyjesteś od tego aż cały zasmarkany. To jednak napraw-dę pomaga ożywić ducha i napełnia cały organizmenergią.Drugi etap polega na oczyszczeniu. Oznacza to, żepozwalasz, aby prowadziły Cię pragnienia emocjonal-ne. Masz ochotę krzyczeć? Krzycz aż do zdarcia płuc.Masz ochotę płakać? Zalej się łzami. Chcesz okładaćpięściami poduszkę? Daj jej wycisk. Podczas tych 15minut samooczyszczenia wszystko jest dozwolone.Osoby postronne lubią obserwować ten etap, gdyżmogą popatrzeć na szaleństwo w czystej postaci.Trzeci 10-minutowy etap polega na tym, że musisztrzymać ręce wyciągnięte prosto w stronę nieba (lubsutu), skacząc w górę i krzycząc „HOO!”, gdy lądu-jesz na ziemi. Jest to bardzo wyczerpujące. Myślę, żeBhagwan stworzył tę drogę ku błogości w stylu Rambozainspirowany suzmem. Albo może był po prostu 62
  61. 61. Sunderam w nastroju na odrobinę okrucieństwa. Niesamowicie trudno (przynajmniej dla mnie) jest wykonać tę część. Trzeba zmagać się ze swoim umysłem, który woła„STOP!” za każdym razem, gdy Ty wołasz „HOO!”.Nagle pada rozkaz „STOP!” i każdy zamiera w miej-scu, w którym się znalazł. Wyobraź to sobie. Podska-kujesz, pocisz się i wrzeszczysz „HOO!”, i bez względuna to, w którym miejscu jesteś, masz się zatrzymać.Żadnego ruchu. Nic. Chodzi o to, żeby zajrzeć w głąbsiebie. Obserwować. Być świadkiem swojego istnienia.Jestem pewien, że za tą częścią stoi inspiracja wiel-kim rosyjskim nauczycielem Gurdżijewem. Jeśli opu-ścisz ręce lub spróbujesz się rozluźnić, z powrotemdziałasz na zasadzie autopilota i nie jesteś już świa-dom sam siebie. Tak więc na 10 minut stajesz sięposągiem. To właśnie ten ostatni, czwarty etap, jestdla mnie najbardziej owocny. Wszystko, co jest przednim, stanowi wstęp, który ma prowadzić do oświece-nia.I na końcu, przez ostatnie 10 minut, tańczysz. Świę-tujesz poprzez poruszanie się, bujanie, skakanie,śmiech — w dowolny sposób, w który chcesz wyrazićradość. I uwierz mi, po ponad godzinie takiej medy-tacji człowiek bardzo chętnie świętuje jej zakończenie.Medytacja „Dynamiczna” nie była popularna podczasnaszych cotygodniowych spotkań. Teraz rozumieszdlaczego. Była zbyt forsowna i wyczerpująca. A prze-bywanie po tej medytacji z 15 osobami w pomieszcze- 63
  62. 62. Sunderamniu jest jak przebywanie w szatni po meczu futbolo-wym. Nikt nie czuje się komfortowo. W samotności zazwyczaj wykonywałem medytację„Mandala”. Zaczyna się ona od 15-minutowego joggin- gu w miejscu. Robiłem dwie rzeczy za jednym zama- chem — godzina medytacji A DO TEGO ćwiczenia zyczne. Uważałem, że to bardzo mądre.Bhagwan wierzył w to, że wszystko może być medy-tacją. Jedynym wymogiem była Twoja świadomość.Istnieje zabawna historyjka Zen o mnichu w klaszto-rze, który zapytał swojego przełożonego:— Czy mogę palić, kiedy się modlę?Drugi mnich mu odpowiedział:— Nie ma mowy! Modlitwa jest święta! Żadnegopalenia!Następnego dnia mnich, który wcześniej pytał o pale-nie, palił na zewnątrz fajkę, gdy przechodził kołoniego przełożony. Młodszy mnich zatrzymał starszegoi zapytał:— Czy wolno mi modlić się, kiedy palę?— Ależ oczywiście! — uśmiechnął się starszy mnich.— Możesz się modlić, robiąc cokolwiek.Bhagwan też taki był. Byłby jednym z pierwszych,który by powiedział, że możesz medytować podczas 64
  63. 63. Sunderampalenia. Albo jedzenia. Albo jakiejkolwiek innej czyn-ności.— Bądź tego świadkiem — często powtarzał. — Wejdźgłęboko w ten proces.Każdego tygodnia grupa uczniów z Houston orazposzukiwacze ciekawych doznań wykonywali różnegorodzaju medytacje Bhagwana. Były też bardziej od-prężające medytacje — Bhagwan miał ich setki napodorędziu — a potem słuchaliśmy tego, co naszmistrz miał do powiedzenia. Po kilku godzinachwymienialiśmy uściski, krótko gawędziliśmy, po czymkażdy szedł w swoją stroną.Mnie to nigdy nie wystarczało. Uważałem, że Bha-gwan zasługiwał na więcej i że jego uczniowie moglizrobić więcej. Nigdy też nie przepadałem za dyrekto-rem centrum. Bhagwan posiadał jednak umiejętnośćzbliżania do siebie ludzi, którzy wcześniej się niedogadywali. Nazwij to, jak chcesz, ale uczniowie,którzy mieli ze sobą na pieńku, zawsze się jakoś zesobą stykali. Pojedynki ego. Wybuchające kłótnie.Bhagwan pewnie siedział w Pune i ryczał ze śmiechu.Ponieważ jego celem było unicestwienie ego, bezwątpienia uwielbiał patrzeć na te wszystkie potyczki.Tak czy inaczej, otworzyłem własny ośrodek. Napisa-łem do Bhagwana i powiedziałem mu, co zamierzam.Musiałem napisać dwa razy, zanim otrzymałem odpo-wiedź w beżowej kopercie. Nazwa ośrodka miała 65
  64. 64. Sunderambrzmieć Sunderam Rajneesh Meditation Center. A jamiałem być jego dyrektorem.Moje ego było bardzo zadowolone. Ego kierownikadrugiego centrum nienawidziło zaistniałej sytuacji.Ponieważ jednak większość uczniów lubiła mnie, a niejego, mój ośrodek kwitł.Dwa razy w tygodniu organizowałem medytacje, comiesiąc prezentowałem wstęp do lozoi Bhagwana,organizowałem wspólne spotkania przy posiłku, wy-nająłem przestrzeń w wielkim domu dla naszychspotkań grupowych, sprowadziłem do Houston ShaktiGawain, autorkę bestsellerów, aby przeprowadziła dlanas warsztaty, zorganizowałem też wielkie wydarze-nie — z pomocą chirurga z Houston — aby przedsta-wić Bhagwana fachowcom (przybyły setki ludzi),przyprowadziłem również głównych uczniów mistrzaoraz znanych przywódców grup.Oczywiście grupy Bhagwana i przywódcy grup tozupełnie oddzielny temat. Byli tak samo kontrower-syjni, jak ich mistrz. Poprzez nich człowiek doświad-czał życia w jego najsurowszej formie i czasamirównież najbardziej niebezpiecznej. 66
  65. 65. Połamane ręce, zakrwawione nosyPołamane ręce, zakrwawione nosyBhagwan zwykł opowiadać historię o poszukiwaczu,który odkrył tajemnicze plemię na szczycie góry.Kiedy natknął się na tę grupę, był zdumiony. Ludzietańczyli, darli się, płakali, krzyczeli, bili się wzajem-nie, cudzołożyli, pili, jedli — cokolwiek jesteś sobiew stanie tylko wyobrazić. Było to jak spojrzeniew czeluście piekieł.Poszukiwacz zawrócił i uciekł od tej szalonej hałastry.Wiele lat później, odbywając podróż w poszukiwaniuprawdy, ten sam poszukiwacz odwiedził to samoplemię na szczycie góry. Tylko że teraz wszyscysiedzieli w milczeniu. Każdy miał na twarzy wymalo-wany spokój.Poszukiwacz chciał się przyłączyć do tej grupy. Usiadłrazem z medytującym plemieniem. Nie potrał jed-nak usiedzieć na miejscu. Jego umysł był niespokojny.Podczas gdy inni siedzieli w błogości, on czuł sięniespokojny. Drapał się po kolanie, zmieniał pozycję,jego myśli gdzieś galopowały, wyobrażał sobie scenyz piekła rodem. Nie zdążyło upłynąć dużo czasu, ażnasz poszukiwacz rzucił to wszystko w cholerę i opu-ścił szczyt góry.Bhagwan opowiadał tę historię na okrągło, zaś jegocelem było wprowadzenie nas w stan medytacji. Po 67
  66. 66. Połamane ręce, zakrwawione nosychwili jednak dodawał, że jeszcze nie wolno nammedytować. Twój umysł wypełniony jest trucizną,mawiał. Musisz wyrzucić z siebie te wszystkie śmieci,zanim uspokoisz umysł.Tak samo jak plemię na szczycie góry, które wyglądałodziwnie, krzycząc i lamentując, my, uczniowie Bha-gwana, również rozpoczynaliśmy swój oczyszczającyproces. Medytacja „Dynamiczna” miała oczywiście zazadanie pomóc nam zrzucić bagaż emocjonalny i umy-słowy. Ale trwało to tylko godzinę. My zaś potrzebo-waliśmy czegoś bardziej intensywnego, co trwałobydłużej.Dostaliśmy to. Grupa Bhagwana stała się znana zeswojego bezkompromisowego podejścia do rozwojuwewnętrznego. Przyciągała do siebie jednych z najbar-dziej poważanych terapeutów na świecie, ludzi z Esa-len i Anglii, ze Szwajcarii i Niemiec, oarując imwolność. Spotkania były często tak intensywne, żedochodziło do łamania kości. Nikt jednak — a przynaj-mniej nic mi o tym nie wiadomo — nie narzekał.Dobrowolnie zapisywali się do grup spotkaniowychi, pomimo strachu, dobrowolnie przez to przechodzili.W Austin znajdowało się większe i bardziej aktywneniż w Houston Centrum Medytacyjne Rajneesh. Towłaśnie tam miałem swój pierwszy kontakt z grupąsannjasinów. Pomimo że byłem w Geetam, gdzieBhagwan miał dużą oazę na pustyni i organizował 68
  67. 67. Połamane ręce, zakrwawione nosymałe grupy, Austin było dla mnie większym i bardziejintensywnym przeżyciem. Nigdy tego nie zapomnę.Z jakiegoś dziwnego powodu dwudniowe spotkaniemiało miejsce dwa dni po świętach Bożego Narodze-nia. Już sam ten fakt zdenerwował moją żonę, ponie-waż musiałem wyjechać w dzień Bożego Narodzenia,a grupa spotykała się dla mnie i miałem stawić jejczoła.Moja żona nie najlepiej to zniosła i większość czasuspędziła, pijąc i zastanawiając się, co też robił jej mąż.Dotarły do niej również plotki o swobodzie seksualnej.Wiedziałem, że w grupie Rajneesha wszystko może sięzdarzyć i to sprawiało, że się denerwowałem. Próbo-wałem to ukryć, co sprawiało, że byłem straszniespięty.W grupie było 30 osób. Siadaliśmy i pozwalaliśmy, abywydarzenia toczyły się własnym torem. Przywódcygrup spoglądali zazwyczaj prosto na człowieka i nicnie mówili. Nie było to komfortowe uczucie. Mógłbyśsię zastanawiać, czy potraą czytać Ci w myślach.Zakładając, że tak jest, człowiek otwierał usta i sięobnażał. W momencie, gdy ktoś otwierał usta, stawałsię zwierzyną łowną dla grupy.Podczas jednej z wyjątkowo intensywnych scen zaczę-ło mi krwawić z nosa. Nikt mnie nie uderzył, alepomieszczenie było tak przesiąknięte energią, a ja takbardzo starałem się ukryć w sobie swoje obawy, że coś 69
  68. 68. Połamane ręce, zakrwawione nosysię złamało i krew pociekła mi po twarzy. Nie próbo-wałem jednak tego powstrzymać. Byłem zbyt mocnopochłonięty tym, co działo się przede mną.Młody mężczyzna, który wciąż nie potrał wymówićimienia Bhagwana, klęczał na czworakach na środkupokoju. Miał nagi tors, a jego drewniana mala koły-sała się na jego szyi. Po jego prawej stronie stałnajwiększy mężczyzna w grupie i trzymał go w miej-scu. Po stronie lewej stał drugi największy mężczyznaw grupie i trzymał go z drugiej strony. Naprzeciwkoprzytrzymywanego ucznia znajdował się przywódcagrupy. Dokuczał mu.— Twoja żona spała z dwoma facetami zeszłej nocypowiedział przywódca. — Jak się z tym czujesz?Uczeń starał się uwolnić od dwóch przytrzymującychgo olbrzymów.— Gdzie są ci mężczyźni? — zapytał przywódca. — Ci,którzy spali z twoją żoną.Dwóch mężczyzn wstało. Podeszli do przywódcy gru-py.— Usiądźcie koło mnie, żeby mógł was widzieć — roz-kazał.— Ci faceci pieprzyli się z twoją żoną — powiedział.— Jak się z tym czujesz? 70
  69. 69. Połamane ręce, zakrwawione nosyPrzytrzymywany uczeń krzyknął. Potem jęknął. Cośsię w nim paliło. Można było to wyczuć.— Co chcesz zrobić? — zapytał przywódca grupy.— Chcę was, kurwa, ZABIĆ! — krzyknął i próbowałsię rzucić na przywódcę. Ale dwóch osiłków trzymałogo na miejscu.— Poczuj gniew — powiedział przywódca. — Niechprzez ciebie przepłynie.Uczeń, wciąż przytrzymywany, wydał się z siebieprzeciągły żałosny jęk, który zamienił się w głośnestęknięcie, po czym krzyknął tak przeraźliwie, że ażprzeszły mi ciarki po plecach.W pewnej chwili wzniósł oczy w stronę sutu, wycią-gnął szyję i zawył niczym samotny wilk na pustyni.Każdy czuł jego cierpienie. Nawet w tej chwili, gdypiszę te słowa, przechodzą mnie dreszcze, a oczy robiąsię wilgotne.Po kilku minutach — nie jestem pewien ilu — męż-czyzna upadł na ziemię. Z nosa leciała mi krew.Wszyscy patrzyliśmy, jak uczeń płacze i płacze. Byłoto żałosne. Zastanawiałem się, dlaczego siedzę w tympokoju. Jedna z kobiet, niebędąca sannjasinem, wy-szła już wcześniej, kiedy przywódca mówił innejkobiecie, że albo powinna nauczyć się czerpać radośćz seksu oralnego, który daje mężczyźnie, albo niepowinna tego robić. Dlaczego nie wyszedłem razemz nią? 71
  70. 70. Połamane ręce, zakrwawione nosyNieważne, jak tragiczne i szalone mogłoby się Wamwydawać to doświadczenie, chcę, abyście wiedzieli, żezmieniło mężczyznę, który to przeszedł. Po tymdziwnym krzyku poczuł się lepiej i wyglądał naszczęśliwszego. To tak, jakby dał ujście całemu gnie-wowi i napięciu, które trzymał w sobie. Tak samo jakplemię na szczycie góry, które zaczynało od katharsis,aby móc później siedzieć w spokoju, ten uczeń potrze-bował porzucić swój ból spowodowany niewiernościążony, zanim mógł się zrelaksować.Cóż za sposób na odprężenie!Oczywiście istniały inne niezwykłe wydarzenia doty-czące grupy Bhagwana. Wciąż mam przed oczyma, jakjedna z atrakcyjnych uczennic leżała na środkutwardej, drewnianej podłogi, nad nią stało trzydziestuuczniów, a przywódca zaspokajał ją seksualnie. Napoczątku nie wiedziałem, co robił. Była ubrana, więczałożyłem, że robi coś związanego z „uwalnianiemenergii”. No cóż, właściwie tak było. Nie zorientowa-łem się jednak, aż do momentu, gdy zobaczyłem, żedziewczyna wije się i jęczy z rozkoszy.Grupy Bhagwana zostały stworzone, aby prowadzićdo wewnętrznego pokoju.Jeśli kogoś prześladowała myśl, aby coś zrobić, Bha-gwan i jego przywódcy grup mówili:— Zrób to! Tak, aby wyrzucić to z siebie. 72
  71. 71. Połamane ręce, zakrwawione nosyMożecie sobie wyobrazić, że ten rodzaj wolnościekspresji sprawił, że wielu uczniów wpadło w tarapaty.Pomimo szaleństwa w grupach, wynikiem tych dzia-łań był zazwyczaj trzeźwy osąd. W paradoksalnysposób szaleństwo prowadziło do spokoju. Grupyspotkaniowe były popularne w latach 60. i wciążmożna się na nie natknąć. Jednak żadna z nich niedawała takiej wolności — niemal licencji na zabijanie— jak grupy usankcjonowane przez Bhagwana. Pew-nie zastanawiacie się dlaczego. Czy Bhagwan był poprostu tylko kontrowersyjny? Mało prawdopodobne.W Indiach był uważany za największego okrytego złąsławą przywódcę. Czy Bhagwan celowo poddawałpróbom swoich zwolenników? Raczej nie. Jego ucznio-wie nosili pomarańczowe szaty i mala (sznur drew-nianych paciorków z zawieszką z wizerunkiem Bha-gwana). Każdy, kto to robił w obliczu pogardyspołeczeństwa, udowadniał miłość dla swojego mi-strza.Myślę, że Bhagwan był superpsychologiem. To nieprzypadek, że przyciągał do siebie zawodowych tera-peutów. Miał umiejętność, która pozwalała mu zajrzećpod maskę ludzi i ich przejrzeć — ale także zobaczyćich prawdziwą naturę i pozwolić jej się pokazać. Taksamo jak Ken Wilber, autor książki No Boundaryi innych świetnych publikacji na temat wschodnio-zachodniej psychologii i duchowości, Bhagwan wie-dział, że różne ścieżki prowadzące do rozwoju nie 73
  72. 72. Oregonwykluczają się, ale uzupełniają. Kiedyś zastanawia-łem się, kto ma rację, Freud czy Jung? Bhagwanpozwolił mi zrozumieć, czy ci dwaj psychologowie, taksamo jak wielu innych, są niczym szczeble drabiny.Większość z nas wierzyła, że na szczycie tej drabinyjest Bhagwan i spogląda na wszystko z góry. Myślę, żez tego powodu istniał jakiś boski cel uczestniczeniaw tych wszystkich naładowanych emocjami grupachspotkaniowych.Hemingway powiedział wszak, że złamana ręka jestsilniejsza po tym, jak się zrośnie.I Bóg mi świadkiem, że mogłem oddychać swobodniejpo tym, jak krew popłynęła mi z nosa.OregonNigdy nie widziałem Bhagwana w Indiach. Dwatygodnie przed tym, jak mój samolot miał wystarto-wać, Bhagwan zniknął. Przez niemal rok nikt niewiedział, gdzie się znajdował. I tak nikt by niepowiedział.Bhagwan pogrążył się w milczeniu. Nic już nie mówił,tylko siedział i promieniował swoim wnętrzem. Zaak-ceptowałem jego milczenie, ale byłem zawiedziony 74

×