Successfully reported this slideshow.
We use your LinkedIn profile and activity data to personalize ads and to show you more relevant ads. You can change your ad preferences anytime.

Wywiad z Honorowym Prezesem PZG Kazimierzem Diehlem

1,057 views

Published on

Wywiad przeprowadziła Barbara Jędryszczak

Published in: Career
  • Be the first to comment

  • Be the first to like this

Wywiad z Honorowym Prezesem PZG Kazimierzem Diehlem

  1. 1. Wywiad z Prezesem Honorowym Polskiego Związku Głuchych Kazimierzem Diehlem Barbara Jędryszczak: Panie Prezesie, w czasie Powstania Warszawskiego miał Pan 11 lat, a więc był Pan w wieku, kiedy już się rozumie otaczające zjawiska. Co Pan pamięta z okresu Powstania? Kazimierz Diehl: Moje wspomnienia nie mogą być traktowane jako autentyczne przeżycia uczestnika Powstania, bo nie byłem nim. Nie przebywałem w Warszawie. Mieszkaliśmy wtedy w Łowiczu u rodziny. Opowiem co widziałem, czego się dowiadywałem, może to częściowo odda atmosferę, jaka panowała wówczas nie tak daleko od Warszawy. Warto dzielić się z młodym pokoleniem nawet takim doświadczeniem przeciętnego obserwatora wydarzeń. BJ: Kiedy dowiedział się Pan, że w Warszawie trwa Powstanie? KD: Dokładnie 7 sierpnia. Do domu, rodziny zaczęli przybywać uchodźcy z Warszawy, w tym ranni w walkach. Opowiadali straszne rzeczy - o rozstrzeliwaniach ludności cywilnej, o wypędzaniu z domów, o bombardowaniach, o obozie dla uchodźców w Pruszkowie. Pamiętam jednego pana, który cudem uratował się z pod gruzów domu i rozpaczał, że nie udało się uratować reszty rodziny. Wujek, u którego przebywaliśmy był komendantem AK obwodu łowicko-skierniewickiego, dlatego przybywały do nas różne osoby, które otrzymywały namiary na nasz adres (ten wujek został w 1946 roku, rok po wojnie zamordowany w ubeckich kazamatach w Łodzi). Pamiętam, że dłuższy czas przebywała u nas chora matka przedwojennego premiera Sławoja Składkowskiego, którą znalazła wśród uchodźców na dworcu i opiekowała się nią moja mama. Przybywanie uchodźców trwało przez cały okres Powstania. Jeszcze w listopadzie kilka osób nocowało w zabudowaniach gospodarczych. Oni przeważnie przebywali kilka, może kilkanaście dni, wujek starał się swoimi kanałami załatwiać im inne miejsca pobytu. Pan Lipski, nauczyciel szkół warszawskich mieszkał u nas z żoną dość długo. Dawał mi lekcje w zakresie V klasy szkoły podstawowej. Pewnego dnia przywieziono z Powstania ich rannego 18 letniego syna. O tym, że był to znany
  2. 2. później opozycjonista z czasów PRL i wybitny literaturoznawca Jan Józef Lipski, dowiedziałem się dopiero w latach 90, gdy w jednym z wywiadów wspomniał on, że jego rodzice przebywali wówczas w Łowiczu, a on sam w łowickim szpitalu. Ktoś może zapytać jak to było z utrzymaniem tylu osób przez okres kilku miesięcy. Otóż pomagało społeczeństwo Łowicza, Kościół i okoliczni rolnicy, dostarczając żywność, ubranie, pościel. Wielką pomoc wszystkim uchodźcom znajdującym się w Łowiczu i okolicach niosła księżna Radziwiłłowa z pobliskiego Nieborowa (synowa księcia Janusza). Ona przede wszystkim organizowała i utrzymywała sierocińce, np. w Nieborowie i drugi w klasztorze bernardynek w Łowiczu. Tak działała Armia Krajowa - to była nie tylko armia do walki z hitlerowskim okupantem, ale i czynnik wspierający społeczeństwo. To chyba tyle, co mogę o tym okresie powiedzieć. Wiedziałbym więcej, gdybym był starszy i gdybym był dzieckiem słyszącym. Bo wciąż trwały nocne rodaków rozmowy, których nie słyszałem, a mama opowiadała mi tyle, co było bezpieczne. Długi czas nie wiedziałem np., że wujek jest znaczącą postacią AK. BJ - W kilku artykułach wspominał Pan o udziale w wojnach swojego ojca. Proszę opowiedzieć coś więcej. KD: Ojciec w 1920 roku jako 18 letni uczeń gimnazjum łowickiego zgłosił się ochotniczo do wojska. Został wcielony do 205 ochotniczego pułku piechoty. W walkach z najazdem bolszewickim był dwukrotnie ranny. Z literatury (książki Bohdana Skaradzińskiego i Normana Daviesa) wiem, że 205 pułk przebił się na wschodnią i stronę Niemna, zdobywając most w Druskiennikach. To wydarzenie jest wspomniane w rozkazie Marszałka Piłsudskiego: "... wasza ofiara otworzyła wrota do wiktorii niemeńskiej..."
  3. 3. BJ: Co ojciec opowiadał jeszcze o tej wojnie? KD: Byłem młody nie przywiązywałem wielkiej wagi do opowiadań o przeszłości. Teraz tego żałuję. Pamiętam jednak jak ojciec opowiadał jak żołnierze jego jednostki gonili bosych i w samych kalesonach bolszewików za Niemen. Opowiadał to z humorem, a myśmy pokładali się ze śmiechu. Wszystko co tu przytaczam, wiem z autentycznych dokumentów, które mam po ojcu. W latach potem ojciec skończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim, pracował jako sędzia w Ozorkowie k/Łodzi. W marcu 1939 r otrzymał nominację Prezydenta Rzeczypospolitej na sędziego Sądu Okręgowego w Łodzi. W tydzień potem jako oficer rezerwy został zmobilizowany. 1 września wybuchła II wojna światowa. Ojciec w ramach 37 łęczyckiego pułku piechoty brał udział w walkach nad Bzurą. 18 września w miejscowości Iłów dostał się do niewoli. Sześć lat spędził w oflagu w Murnau. Wrócił do domu dokładnie 8 września 1945 roku. BJ: Czy ojciec miał jakieś odznaczenia wojenne? KD: Tak, za wojnę 1920 roku dwukrotnie Krzyż Walecznych i medal "Polska Swemu Obrońcy".
  4. 4. BJ: Wiem, że ojciec Pana był przez pewien czas działaczem Polskiego Związku Głuchych. KD: Tak, był sekretarzem zarządu oddziału łódzkiego, delegatem na Zjazd Krajowy w 1955 roku i przewodniczącym Głównego Sądu Koleżeńskiego PZG. BJ: Dziękuję za rozmowę.

×