Successfully reported this slideshow.
We use your LinkedIn profile and activity data to personalize ads and to show you more relevant ads. You can change your ad preferences anytime.
 	  	  	  	  	  	  	  	  	  	  	  	  	  	  	  	  	  	  	                                  	         „Problemy	  współczesn...
         Biegłam coraz szybciej, nie oglądając się za siebie, wokół mnie były ścianyporośnięte bluszczem. Nie wiedziałam, ...
- Nie, nie uważam tak. – odparłam chcąc zakończyć tę dyskusje, choć w mojej głowie odpowiedź była zupełnie inna. Pani Kowa...
Miała jeszcze coś dodać, ale pojawili się jej znajomi.- Aga, wszędzie Cię szukamy, pamiętasz o imprezie u Piotrka? Musimy ...
Upcoming SlideShare
Loading in …5
×

Problemy współczesnej młodzieży.

467 views

Published on

Opowiadanie w ramach konkursu "Bądź sobą, szukaj własnej drogi. Janusz Korczak".

Published in: Education
  • Be the first to comment

  • Be the first to like this

Problemy współczesnej młodzieży.

  1. 1.                                           „Problemy  współczesnej  młodzieży”   -­‐  Monika  Milewska                                                
  2. 2.   Biegłam coraz szybciej, nie oglądając się za siebie, wokół mnie były ścianyporośnięte bluszczem. Nie wiedziałam, gdzie jestem, ani czemu biegnę. Jedyne coczułam, to strach. Usłyszałam jak ktoś woła moje imię, jednak wokół nie było nikogo.Dźwięk stawał się coraz głośniejszy, a głos bardziej rozdrażniony.Po chwili obudziłam się przerażona. To była moja mama, która krzyczała, że czas doszkoły. Niechętnie wstałam z łóżka i poszłam do toalety. Po wykonaniu wszystkichczynności, ubrana zeszłam na dół. W kuchni krzątali się rodzice, tata jak zwykle czegoś szukał, a mama karmiłamoją młodszą siostrę. W domu od dawna nic nie było dobrze. Odkąd tata dostałwyższe stanowisko w firmie, coraz rzadziej go widywałyśmy.Ciągle wyjeżdżał w długie podróże do Chin bądź Ameryki. Natomiast, kiedy byłw domu, siedział w swoim gabinecie, nawet do późna w nocy. Niewątpliwie jegorelacja z mamą również na tym ucierpiała. Mama starała się, jak tylko mogła, jednakczasami brakło jej już sił. Starałam się jej pomagać, ale to i tak było za mało.- Siadaj do stołu Sara, bo się spóźnisz! – powiedziała mama.Nic nie mówiąc, usiadłam i zaczęłam jeść kanapki. 10 minut później byłam już w drodze. Szłam zamyślona z trudemprzemierzając dobrze znaną mi ulicę. Śniegu przybywało z dnia na dzień,a temperatura utrzymywała się na minusie. Po chwili byłam już przed murami mojejszkoły, zmarznięta weszłam do środka. Byłam uczennicą drugiej klasy jednegoz lepszych liceów warszawskich. Gdy byłam jeszcze w gimnazjum, odmierzałam dnido końca roku szkolnego mając nadzieję na lepsze życie w liceum. Ale jak toniektórzy mówią o nadziei – sprowadza wieczne nieszczęście. W moim przypadkunie było inaczej.Z początku było bardzo dobrze, zyskałam grono nowych przyjaciół, częstowychodziłam z domu, byłam szczęśliwa. Wszystko zmieniło się dokładnie rok temu,10 lutego, gdy dowiedziałam się, że mój najlepszy przyjaciel przedawkował kokainę.Zmarł w wieku 17 lat. Miał marzenia i plany, jednak uzależnienie okazało się zbytsilne. Od tego dnia przestałam sięgać po wszelkiego rodzaju używki, przez coograniczyłam swój kontakt ze znajomymi, którzy nie umieli się bawić bez paruskrętów i wódki. Tomek był wspaniałym przyjacielem, któremu ufałambezgranicznie, mogłam mu o wszystkim opowiedzieć, a on słuchał i zawsze wiedział,co powiedzieć. Jednak pod wpływem niektórych substancji Tomek stawał sięzupełnie innym człowiekiem. Kiedy prosiłam go, żeby już nie brał narkotykówkrzyczał, rzucał się, raz podniósł nawet na mnie rękę. Potem przepraszał i bardzożałował tego co zrobił. Jego nastrój zmieniał się tak szybko, że czasem trudno było zanim nadążyć. Wielokrotnie prowadzałam go na leczenie, ale ten, przerażony uciekał.Niestety, nie umiałam mu pomóc, nie było dla niego ratunku. Z moich rozmyślań,wyrwała mnie pani Kowalska:- Sara? – powiedziała nauczycielka języka polskiego.- Tak, słucham? – odparłam.- Jak myślisz, czy Werter miał słuszność mówiąc, że samobójstwo może być jedynymwyjściem z beznadziejnej sytuacji?- To zależy od tego, jak bardzo ta osoba cierpi. – bez namysłu odpowiedziałam napytanie i wnet zobaczyłam 20 par oczu skierowanych na mnie. - Czy dobrze zrozumiałam? Sugerujesz, że czasami jedynym wyjściem jest odebrać sobie życie? – kontynuowała oburzona nauczycielka.
  3. 3. - Nie, nie uważam tak. – odparłam chcąc zakończyć tę dyskusje, choć w mojej głowie odpowiedź była zupełnie inna. Pani Kowalska już miała coś powiedzieć, jednak przeszkodził jej dzwonek sygnalizujący przerwę. Niezauważona szybko wybiegłam z klasy. Poszłam do łazienki i zamknęłam się w jednej z kabin. Tylko w tym miejscu mogłam dać upust moim emocjom. Szlochałam, jak najciszej mogłam, a w piersi brakowało mi tchu. Jednak tym razem po policzkach nie spływały mi słone łzy, najwyraźniej wyczerpałam już limit płaczu, jeśli taki istnieje. Byłam zmęczona, zmęczona moim życiem. Mogłabym zostać nawet w tej kabinie, byle nie przechodzić korytarzami tej szkoły. Jednak rzeczywistość nie jest taka kolorowa, ludzie, których spotykam codziennie, to tak naprawdę ludzie odpowiedzialni za moje łzy i smutek. I znów dzwonek i kolejna godzina wyjęta z mojego życia. Wyszłam z toalety i udałam się do klasy. Lekcje mijały jedna za drugą, aż w końcu doczekałam się upragnionej ostatniej godziny. Na lekcji wos-u parę osób wymieniało z nauczycielem swoje poglądy na temat praw dziecka, ja byłam raczej biernym słuchaczem. Pan Drozdek pytał uczniów m.in. o to, czy prawa dziecka są wszędzie respektowane. - Nie każdy rodzic przestrzega tych praw, kiedy nie daje dziecku możliwości do rozwoju i edukacji. – powiedziała jak zawsze pewna siebie Ola. - A co jeśli nie mają środków? – spytał ktoś z końca sali. - Rodzice powinni o tym pomyśleć wcześniej, zanim postanowili starać się o dziecko. – odparła dziewczyna. - To słuszna uwaga. – powiedział nauczyciel.Kolejne osoby wypowiadały się na temat poszanowania prywatności, życia bezprzemocy oraz wolności wypowiedzi. Moje zdanie na ten temat od zawsze było takiesamo: nie wszyscy szanują prawa swoich dzieci, ponieważ nie każdy nawet o nichsłyszał. Uważam, że konwencja o prawach dziecka powinna być szerzej nagłaśniana,by każdy rodzic wiedział, jaki ma obowiązek wobec dziecka. Wybiła 15, a lekcje dobiegły końca, udałam się w stronę mojej szafki,niefortunnie natrafiłam przy niej na Agnieszkę. Ta szczupła, drobna brunetka,o szerokim uśmiechu nie tak dawno była moją przyjaciółką. Ostatnimi czasy małorozmawiałyśmy, ona preferowała inny typ spędzania czasu niż ja i nowe gronoprzyjaciół. Jednak czekała na mnie pod szafką, by mi coś powiedzieć. Idąc w jejkierunku podejrzewałam o co zamierza spytać, jednak dałam jej szansę, by zaczęłarozmowę.- Hej, jak się czujesz? – niepewnie spytała.- Hej, dobrze. Ty? – odparłam, wyjmując książki z torby.- Wiesz o co mi chodzi. Jak przeżywasz ten dzień? – naciskała z pytaniem- Tak jak powiedziałam – dobrze. Jakoś sobie radzę. – powiedziałam łamiącym sięgłosem.Po chwili Aga ściskała mnie mocno, a jej łzy spływały po moim ramieniu.Nie sądziłam, że i ona przejmowała się śmiercią Tomka. Nigdy o tym nierozmawiałyśmy, od tamtego pamiętnego dnia zamknęłam się w sobie, nie chciałamz nikim o tym rozmawiać. Okazuje się, że nie tylko ja potrzebowałam wtedy mojejprzyjaciółki.- Nie płacz, już dobrze. – powiedziałam miłym głosem.- Tęsknie za Tobą Sara, dlaczego nie może być jak dawniej? – spytała.- Zmieniłam się, nie wiem, czy miałybyśmy jeszcze o czym rozmawiać. -odparłam.- Zawsze możemy przecież spróbować. – powiedziała zachęcająco.
  4. 4. Miała jeszcze coś dodać, ale pojawili się jej znajomi.- Aga, wszędzie Cię szukamy, pamiętasz o imprezie u Piotrka? Musimy jeszczeogarnąć jakiś alkohol i dojechać na Bielany – bezczelnie kontynuował jeden z jejkolegów.- Tak pamiętam, nie widzisz, że rozmawiam? – odparła stanowczo- Z kim? Z nią? Nie trać czasu na ten kłębek nerwów. – powiedział po czym zwróciłsię do swojej grupki- Dzisiaj na polskim rozważała czy się nie zabić! – wszyscy zaczęli się śmiać, a onnajgłośniej.- Rafał, skończ. – nakazała AgaChciała coś mi powiedzieć, ale mnie już dawno tam nie było. Biegłam przed siebieze łzami w oczach. Myślałam, jak można być tak nieczułym, jak można śmiać siękomuś prosto w twarz, żartować z tak poważnych tematów. Przemierzałam ulice, niezwracając na nic uwagi, aż w końcu upadłam z braku sił. Usiadłam pod pniemdrzewa i płakałam jeszcze mocniej. Wraz z kolejnymi łzami myślałam o lekcjipolskiego i o tym jak zachowałby się Werter, gdyby był na moim miejscu. Po paruminutach przestałam płakać, patrzyłam już tylko w dal, czując ogarniającą mniebezsilność. Wstałam i ruszyłam do domu, było mi już wszystko jedno.W domu zastałam płaczącą Ninkę i mamę, która starała się ją uspokoić,przygotowując w tym samym czasie obiad.- Hej – powiedziałam- Hej, mogłabyś ją uspokoić, płacze i płacze, już mnie głowa boli! – krzyczała mama- Nie ma sprawy, jest po prostu głodna i śpiąca. – odparłam i zajęłam się siostrą.Usłyszałam pukanie do drzwi, wstałam, ostrożnie kładąc Ninkę do łóżeczkai poszłam sprawdzić kto to. Po chwili zobaczyłam zapłakaną Agnieszkę.- Co się stało? – spytałam obojętnym tonem.- Pokłóciłam się z Rafałem. Tak bardzo Cię przepraszam za to co powiedział. -odparła.- W porządku, nie płacz. Choć pójdziemy się przejść. – powiedziałam. Szłyśmy rozmawiając tak jak za dawnych czasów. Agnieszka opowiedziała mio swoich problemach, o tym jak podłym człowiekiem potrafi być Rafał, że liczy siędla niego tylko seks i narkotyki. Ja z kolei powiedziałam jej jak się czuję od śmierciTomka oraz o moich problemach rodzinnych. Aga okazała się bardzo dobrymsłuchaczem. Od dłuższego czasu trzymałam wszystko w sobie, nie mówiąc o swoichuczuciach, ta rozmowa okazała się miłą alternatywą dla szarych i smutnych dni,które spędzałam sama z moimi myślami.I chociaż miałam wiele problemów, z którymi musiałam się dalej zmagać, tegowieczoru zasnęłam z uśmiechem na ustach.

×