Successfully reported this slideshow.
We use your LinkedIn profile and activity data to personalize ads and to show you more relevant ads. You can change your ad preferences anytime.
jakub puchalski



                            muzyka
                            w przestrzeni
                          ...
il. za: e. zavarský, „jan sebasian bach”, pwn, cop. 1985




                                                             ...
ze współczesnymi „rewolucjonistami” prowadzącymi        – powróci nawet po kilku sekundach. Jakie jest mo-




    fot. za...
„Kto choć raz słyszał Wandę Lan-
dowską grającą «Koncert włoski» na cu-
downym pleyelowskim klawesynie, który
ozdabiał jej...
Upcoming SlideShare
Loading in …5
×

Jakub Puchalski, "Muzyka w przestrzeni wnętrz", Przestrzenie dźwięku

1,226 views

Published on

  • Be the first to comment

  • Be the first to like this

Jakub Puchalski, "Muzyka w przestrzeni wnętrz", Przestrzenie dźwięku

  1. 1. jakub puchalski muzyka w przestrzeni wnętrz fot.: jakub puchalski od kościoła do sali koncertowej 4
  2. 2. il. za: e. zavarský, „jan sebasian bach”, pwn, cop. 1985 Muzyka rozbrzmiewa od wieków. Od wieków, miałem wiele szczęścia z wybitną „Mszą h-moll” brzmiąc, wypełnia kolejne przestrzenie, jakie pod kierunkiem Sigiswalda Kuijkena w krakow- otrzymuje od ludzi. Wypełnia je idealnie lub karyka- skim kościele śś. Piotra i Pawła (przywilej miejsca turalnie. Przestrzeń współgra bowiem z muzykami. prasowego – z przodu!), która jednak nie dotarła Pozwala słuchaczom sycić uszy pięknem dźwięku do mych przyjaciół, stojących nieco w głębi. Dla i wspaniałością konstrukcji dzieł lub niszczy je, nich był to stracony wieczór. zamieniając w chaotyczne zlewisko dźwięków. Zdarzył się i inny występ. Jeden z pierwszych Akustyka wnętrza jest oceanem, w którym zatonął koncertów w oddanym po ćwierćwieczu odbudowy już niejeden koncert. Na dno szły drobne muzyczne wnętrzu wrocławskiego kościoła św. Elżbiety. Naj- barki i wspaniałe Titaniki. większa w mieście gotycka bazylika, niegdysiejsza duma wrocławskiego mieszczaństwa, przed pożarem Słuchanie teoretyczne w 1976 r. słynęła z wyjątkowych organów. Po poża- rze – może słynąć z betonowych sklepień i pustki. Raz tylko widziałem dyrygującego Witolda Luto- Dla muzyki oznacza to skumulowanie wszystkich sławskiego. To musiał być rok 1993, nadzwyczajny negatywnych cech kościoła: koncertowanie w św. Elż- koncert festiwalu Wratislavia Cantans, wówczas biecie obłożone jest akustyczną klątwą. Ale... Ten jeszcze mieniącego się wielkim festiwalem orato- jeden raz zespół instrumentów dętych, wykonujących ryjno-kantatowym. Większe koncerty tej imprezy jakieś fanfary w przedsięwzięciu artystycznym, któ- odbywały się i nadal odbywają w kościele, gotyc- rego idea zatarła się już w mej pamięci, ustawiony kiej bazylice św. Marii Magdaleny. Gdy weszliśmy, został nie przy ołtarzu, jak zawsze, lecz na emporze: miejsca z przodu, i tak zarezerwowane, były już specjalnej galerii podwieszonej przy skrzyżowaniu zajęte. Utknęliśmy w ostatnich ławkach. W połowie nawy głównej i bocznej. I stał się cud. Głosy instru- koncertu towarzysząca mi koleżanka zrezygnowała: mentów pysznie wypełniły cały ogromny kościół, „Tego Lutosławskiego nie da się słuchać!”. Wówczas zachowując jednak przy tym czytelność, kontrolę przeszedłem do przodu: stanąłem gdzieś z boku, nad brzmieniem i indywidualne charaktery. oparty o filar – i udało mi się wreszcie wyłapać znane Nigdy więcej czegoś podobnego nie zdarzyło mi frazy. Wyłapać z dźwiękowej magmy, która do- mi się słyszeć. cierała do mych uszu. Oczywiście nie była to wina Lutosławskiego. Ale ile osób o tym wiedziało? Muzyka w kościele Przykłady „słuchania teoretycznego”, kiedy to brzmienia docierające do naszych uszu w ni- istniała zawsze. O to, jak brzmiała w pierwszym czym nie przypominają tego, co muzyk starał się tysiącleciu triumfującego chrześcijaństwa, kłócą się uzyskać, my, słuchacze koncertów w przestronnych, dziś zwolennicy XIX-wiecznej tradycji (powstałej bazylikowych kościołach, możemy mnożyć. Ja sam w benedyktyńskim opactwie w Solesmes we Francji) 5
  3. 3. ze współczesnymi „rewolucjonistami” prowadzącymi – powróci nawet po kilku sekundach. Jakie jest mo- fot. za: m. tomaszewski, „chopin. człowiek, dzieło, rezonans”, podsiedlik-raniowski i spółka, cop. 1998 własne, śmiałe poszukiwania dotyczące początków delowe wnętrze oferujące takie właśnie warunki? muzyki sakralnej (ich mistrzem jest kierownik wo- Wielka hala? Tak. Oraz duży, przestrzenny kościół. kalnego zespołu Organum, Marcel Pérès). Spory Pytanie: co zrobić, by zmniejszyć pogłos, jeśli te zostawmy na inny raz. W każdym razie muzyka, nie możemy w żaden sposób wytłumić wnętrza? zwłaszcza śpiewana, była stałym elementem ob- Odpowiedź nie będzie trudna, jeśli wyobrazimy rządków. Zapewne nie miała ona jednak stałego, sobie drogę, którą biec będzie fala dźwiękowa: jedynego miejsca w budynku kościoła: do zasadni- od źródła dźwięku do sklepienia w jedną stronę oraz czych elementów liturgii należały procesje – i muzyka do posadzki (i zarazem do uszu słuchaczy) w drugą mogła wędrować po kościele wraz z intonującymi – potem odbicie – i to samo w przeciwnym kierun- ją duchownymi. ku. Proste! By można było w tym wytrzymać, trzeba Od początku IX w. pojawiają się pierwsze zapisy zrównać obie drogi: między źródłem a sklepieniem muzyki – Karol Wielki pragnie wprowadzić na swych oraz między źródłem a posadzką. Czyli – oddalić ziemiach ujednoliconą liturgię, zastąpić liczne ob- muzyków od podłogi, a przybliżyć ich do sklepienia. rządki lokalne jednym obrządkiem rzymskim. Z tego Czyli podnieść. Czyli ustawić na emporze. czasu znajdujemy ciekawe świadectwo liturgii: oto Według tej koncepcji muzyka koncertująca funk- w największym karolińskim opactwie (Centula) cjonowała w kościele aż do czasów nowoczesnych. uczestniczą dwie, zsynchronizowane procesje. Zawieszeniu muzyków między sklepieniem-niebem I jednocześnie we wspaniałym kościele w Corvey a posadzką-ziemią zawdzięczamy nawet zestaw naj- (Westfalia) odnajdujemy na ścianie empory ślady doskonalszych dzieł przełomu renesansu i baroku: ówczesnego zapisu muzycznego (tzw. neum). w końcu XVI w., w bazylice św. Marka w Wenecji, Na emporze tej stał więc chór mnichów, który miał kompozytorzy Andriaen Willaert oraz Andrea i Gio- zanotowane swe teksty do śpiewu bezpośrednio vanni Gabrieli postanowili skorzystać z akustyki na ścianie (pulpit do czytania olbrzymiego kodeksu i rozbić dodatkowo swoje wielogłosowe utwory z melodiami wprowadzono dopiero w XII-XIII w.). wokalno-instrumentalne na zespoły, „chóry”, usta- Projektanci, a już na pewno użytkownicy karoliń- wione na wiszących galeriach. Do polifonii dodano skich kościołów rozumieli więc, że dźwięk ma swo- polichóralność. Powstawał efekt swoistej stereofo- je własne prawa. I dla jego potrzeb decydowali się nii – zapewne nie do powtórzenia w jakimkolwiek oddać przestrzeń wyjątkową, jaką była empora innym wnętrzu. Chociaż więc istnieją dziś świetne zachodniego chóru! rekonstrukcje muzyki weneckiej – zwłaszcza autor- Nie potrzeba wiele wyobraźni, by przedstawić stwa Paula McCreesha – czekam, aż zostaną one sobie zasadę zjawiska. Ze źródła dźwięku – instru- nagrane w samej bazylice. Bez św. Marka – to tylko mentu lub krtani śpiewaka – wydobywa się fala połowa dzieła! dźwiękowa, która rozchodzi się koncentrycznie aż Sądząc po rycinach, aż do XVIII w. dla muzyków do napotkania przeszkody, która tę falę wchłonie lub przeznaczona była empora. Nie byle jakie to miejsce odbije. Jeśli pomieszczenie wyłożone jest miękkim w kościele! W praskiej katedrze św. Wita była bodaj materiałem (jak sala kinowa lub teatralna), fala jest pierwszym promieniem renesansu (w tym stylu, wchłaniana. W efekcie dźwięk wybrzmiewa krótko, w 1557 r., wykończył ją królewski architekt Bonifaz za krótko. Akustyka jest sucha, a na dłuższą metę, Wohlmut). W XV stuleciu, we florenckiej Santa Maria zwłaszcza przy słuchaniu muzyki instrumentalnej, del Fiore, nad stworzeniem dwóch cantorie praco- męcząca. Łatwo można za to zrozumieć, co mówią wali Donatello i Luca della Robbia. Do dziś empory aktorzy. Dla odmiany, jeśli pomieszczenie jest wiel- śpiewacze często pozostają charakterystycznymi kie, a jego ściany twarde i płaskie, fale dźwiękowe punktami wielkich, zabytkowych świątyń. będą się od nich odbijać – w nikłym tylko stopniu Muzyków grających i śpiewających na emporze ulegając rozproszeniu i tłumieniu. Dźwięk będzie nie było dobrze widać, było ich za to dobrze słychać. więc zamierał powoli, bardzo powoli. Echo – pogłos Potrzeba było dopiero romantyzmu z jego etosem ar- 6
  4. 4. „Kto choć raz słyszał Wandę Lan- dowską grającą «Koncert włoski» na cu- downym pleyelowskim klawesynie, który ozdabiał jej muzyczny pokój, temu wprost trudno uwierzyć, że utwór ten można także odtwarzać na współczesnym fortepianie. tysty-kapłana, by muzyk zaczął dbać głównie o to, by Joseph Haydn dał muzyce 2. poł. XVIII w. pełne Lecz już w salce koncertowej, choćby być widzianym, a nie słyszanym. Florenckie cantorie menu – i de facto wykreował gatunek. Jego znacze- całkiem małej, nawet fanatyk klawesynu zdobią dziś sale muzeum, a muzycy, okupujący ko- nie podkreślił Mozart swymi wielkimi, ostatnimi sym- zwalczać musi niemiłe uczucia, pragnąc ścielne prezbiteria, w miarę wygodnie oglądani – nie foniami, a wreszcie na szczyty podniósł Beethoven. zachować swój entuzjazm, ponieważ są już słuchani. A właściwie: nie są „słuchalni”. Umierając w 1827 r. mógł już przewidywać przyszłe dźwięk ów, z bliska tak szemrzący, przy losy recepcji tej formy. Do dnia dzisiejszego nic odległości siedmiu czy ośmiu metrów Od komnaty do estrady się nie zmieniło: filharmonie, czyli niegdysiejsze staje się słaby i dygocący”. Opinia Al- towarzystwa koncertowe, zajmując specjalnie dla berta Schweitzera, zamieszczona w jego Mianem muzyki kameralnej określa się dziś nich tworzone sale, są głównymi organizacjami wiekopomnej monografii Jana Sebastiana każdy utwór na niewielki zestaw instrumentów. muzycznymi współczesnego świata. Bacha, dziś byłaby trudna do obronienia. Pierwotnie jednak muzyka kameralna – to muzyka Autor pisał te słowa na początku XX w., salonów i saloników. To muzyka „na pokojach”: dla Repryza: da camera nie mógł więc przewidzieć rozwoju kla- sentymentalnych dam i wyrafinowanych meloma- wesynistyki i konsekwencji rekonstrukcji nów, którzy rozkoszują się nią, grając swą partię Termin da camera okazał się proroczy. Dziś bo- instrumentów w ostatnim stuleciu; dla w rodzinnym kwartecie smyczkowym. To muzyka wiem głównym miejscem słuchania muzyki nie jest nas istotne jest jednak powiązanie cech do czerpania radości z gry i do słuchania z małej żadna z sal koncertowych, nie jest nim też kościół brzmienia instrumentu z pomieszczeniem, odległości, w naturalnej przestrzeni i atmosferze. (który, jako instytucja, właściwie wyparł się sztuki w którym może on koncertować. Klawesyn Będzie tu miejsce nie tylko na architekturę dźwię- dźwięku i zadowala się udostępnianiem miejsca o dźwięku „migotliwym” i „szemrzącym” ków, ale i na najdrobniejsze niuanse, jeśli bowiem na koncerty). Współczesny miłośnik muzyki słucha jest idealny dla dzieł Bacha granych w sa- siedzi się kilka metrów od grającego ansamblu, głównie w domu. W domu, w odpowiednio dosto- lonie, jednak większa sala wymaga, mimo żaden szczegół nie ujdzie uwadze słuchacza. Nie sowanym lub zupełnie niedostosowanym pokoju wszystko, fortepianu. schowa się w długim pogłosie kościoła, nie da się przeżywa chorały, pasje, oratoria, symfonie, kwartety, ukryć za kolegami z sekcji wielkiej orkiestry. recitale fortepianowe i pieśniowe, a nawet teatralne Dziś ta muzyka intymnych przeżyć rzadko z założenia opery. Trzyma je na półce, zaklęte jednak pozostaje w intymnej przestrzeni. Trudno w srebrne lub czarne krążki, i doświadcza ich dzięki współcześnie znaleźć dom, w którym fortepian głośnikom. Ile jednak z nich słyszy? Może słyszeć i pulpity rodzinnego kwartetu zajmują miejsce te- dużo i niemal prawdziwie, jeśli zadba o właściwy do- lewizora. Dziś słucha się kameralistyki w wykona- bór i ustawienie swych instrumentów – odtwarzacza niach profesjonalnych, często znakomitych, jednak ze wzmacniaczem i kolumnami; jeśli na podłodze w salach, które są z reguły kameralne tylko z nazwy ma dywan niezbyt gruby, a przy ścianach łagodnie (średnio kilkaset foteli). Od indywidualnych predys- rozpraszające dźwięk regały z książkami. Jeśli pokpi pozycji słuchacza zależy, czy będzie to właściwa sprawę, może słyszeć mało. Może wreszcie słyszeć przestrzeń na wzruszenia. Szczęśliwie jednak w tej fałszywie – co innego niż grali muzycy, innego niż wielkości sali wciąż można uzyskiwać odpowiednią zostało nagrane. Za pomocą korektorów barwy lub akustykę, wciąż możemy pozostać w bezpośrednim poprzez efekciarski sprzęt z reguły przekłada się bo- kontakcie jeśli już nie z muzykiem, to przynajmniej wiem „jakość” (która to kategoria przy nagraniach z instrumentem. dźwięku nie ma racji bytu) nad „wierność”. To jednak Trudniej o takie wrażenie w wypadku sali kon- wierność, ukryta nawet w terminie hi-fi, high fidelity, certów symfonicznych – ale też nie o to tutaj chodzi. jest najważniejsza. Historia symfoniki jest idealnym przykładem ilustrują- Dziś, gdy każdy z nas może być architektem cym socjologiczny wymiar historii muzyki: symfonia, swej własnej sali koncertowej, pamiętajmy więc fot.: archiwum autora szczyt form muzycznych, powstała właściwie dlate- o tym, o czym nie zawsze pamiętają współcześni go, że zaczęły się rozwijać instytucje publicznych organizatorzy koncertów. Wierność dźwiękowi koncertów. Mnożące się towarzystwa koncertowe oznacza wierność muzyce. A w niej nie można potrzebowały repertuaru. Pisząc swe 104 symfonie fałszować. 7

×