Successfully reported this slideshow.
We use your LinkedIn profile and activity data to personalize ads and to show you more relevant ads. You can change your ad preferences anytime.

MUROWANY DWÓR W GOSZYCACH (przewodnik)

9,174 views

Published on

Przewodnik po obiekcie przygotowanyw ramach XII Małopolskich Dni Dziedzictwa Kulturowego (2010).

Published in: Education
  • Be the first to comment

  • Be the first to like this

MUROWANY DWÓR W GOSZYCACH (przewodnik)

  1. 1. zobacz z bliska www.dnidziedzictwa.pl Wielka historia w małym dworze Murowany dwór w Goszycach XII MałopolskIe DnI DzIeDzIctwa kulturowego realizator:
  2. 2. Miejscowość Goszyce położona jest około 20 km na północny-wschód od Krakowa. W średniowieczu była zapewne własnością rycerską, później należała do dóbr królew- skich, a wreszcie do kapituły krakowskiej. Od XVI do XVIII w. Goszyce dość często zmieniały właścicieli; pozostał po nich XVII-wieczny dwór modrzewiowy. Majątek goszycki kupił na początku XIX w. Wojciech Boduszyński, lekarz i profesor Uniwersy- tetu Jagiellońskiego. Przekazał go swojemu synowi Feliksowi, a ten z kolei córce Józefie, która wyszła za mąż za Antoniego Zawiszę. Ich starszy syn, Artur, wzniósł niedaleko starego, drewnianego dworu nową siedzibę. Murowany, parterowy dwór z piętrowym skrzydłem, wraz z otaczającym go par- kiem krajobrazowym powstał na przełomie XIX i XX w. Goszyce pozostawały w rękach cór- ki Artura, Zofii Zawisza-Kernowej, do reformy rolnej w 1945 r. Wówczas goszycki majątek z dworami przeszedł na własność państwa. Oddano go w użytkowanie Akademii Górni- czo-Hutniczej w Krakowie, a później Stacji Hodowli Roślin w Skrzeszowicach. W latach 80. drewniany dwór sprzedano, a zdewa- stowany, murowany dwór starała się od 1989 r. odzyskać Anna Turowiczowa, córka Zofii. Pod koniec 2002 r. dwór odsprzedano spadkobiercom zmarłej Anny Turowiczowej. Obecnie w goszyckim dworze mieszka wnuk Anny – Michał Smoczyński – z rodziną. Dwór goszycki, lata międzywojenne Murowany dwór w Goszycach
  3. 3. Murowany, parterowy dwór położony jest w parku, na wzniesieniu. Zbudowany z cegły, tynkowany, posadowiony został na wysokich piwnicach. Składa się z wydłużo- nego, prostokątnego korpusu i szerszego, przylegającego doń od wschodu skrzydła z narożnym, ukośnym ryzalitem. Skrzydło to było pierwotnie piętrowe, z wysokim, ozdobnym szczytem oraz balkonem; uległo zniszczeniu w czasie pierwszej wojny światowej. W elewacji północnej, tuż przy wschodnim skrzydle znajdują się schody i ta- ras wejściowy z ażurową balustradą o wzorze czteroliścia. Od strony ogrodu umieszczony jest taras ze schodami, zadaszony wysuniętą połacią dachu, a także wspomniany ryzalit skrzydła wschodniego oraz balkon pokoju na poddaszu. Prostokątne dwu- i trójdzielne okna ujęte są ozdobnymi obramieniami z pa- rapetem i bocznymi listwami, zamkniętymi profilowanym gzymsem kostkowym na kon- solkach. Wejście z tarasu prowadzi do sieni, z której na wprost jest przejście do jadalni. Stąd można wyjść na taras południowy i do ogrodu, wprost na aleję różaną. Z dawną jadalnią sąsiaduje salon z ryzalitem, gdzie zachował się ozdobny gzyms. Pomieszczenie po prawej stronie sieni to dawny kredens. W ścianie pomiędzy nim a holem zachował się szyb windy kuchennej, którą z kuchni w piwnicach transportowano jedzenie na górę. Dalej na prawo od sieni usytuowane były dwa rzędy pokoi rozdzielonych wąskim korytarzem, na końcu którego znajdowały się schody prowadzące na poddasze i do piwnicy oraz łazienka. Po lewej stronie sieni mieścił się dawniej gabinet; obecnie jest tutaj przechowywane archiwum Jerzego Turowicza. Pierwotny układ pomieszczeń i ich przeznaczenie zostały zaburzone przez przebudowy z lat powojennych, jednak wła- ściciele dworu powoli i cierpliwie przywraca- ją im dawny wygląd.
  4. 4. Letni dzień 3 sierpnia 1914 r. Nowy dwór w Goszy- cach jeszcze w pierwotnym, zaplanowanym przez architekta kształcie, dopiero jesienią artyleryjski pocisk zniszczy piętro. Na ganku stoi siedmiu mło- dych mężczyzn w mundurach. Żołnierze to słynna siódemka Beliny-Prażmowskiego, patrol rozpo- znawczy, wysłany przez komendanta Legionów Józefa Piłsudskiego przed wymarszem Pierwszej Kompanii Kadrowej. „Stłoczeni na kamiennych schodkach – pisał później Jan Józef Szczepański – wsparci niedbale o żelazną poręcz lub przechy- leni przez balustradę, wyglądający spoza ramion kolegów, rozbawieni, szczęśliwi chłopcy, którzy – nie wiedząc o niczym – wyruszyli przeciw złym mocom”. Gotowi na śmierć – przekroczyli przecież granicę zaborów. Goszyce to już zabór rosyjski. Poza kadrem znalazła się – może to ona jest autorką zdjęcia? – Zofia Zawiszanka, córka właści- cielki dworu, Marii z Wolskich. Gorąca patriotka i wytrawna konspiratorka, działaczka organizacji niepodległościowych i ruchu chłopskiego, pro- wadząca wojskowe kursy dla dziewcząt, jako wy- wiadowczyni Legionów ubezpieczać będzie marsz Kadrówki; aresztowana, otrze się o śmierć. Swoją pracę wywiadowczą, trwającą do maja 1916 r., opisze w książce Poprzez fronty. W 1915 r. wyjdzie za mąż za towarzysza broni, Janusza Gąsiorowskiego, w przyszłości generała i szefa sztabu Marszałka Piłsudskiego. Małżeństwo dwojga konspiratorów nie okazało się trwałe; rozpadło się niedługo po przyjściu na świat córki Anny. Drugim mężem Zofii Zawiszanki został Romuald Kern, absolwent Politechniki Lwowskiej, trzeźwy realista i świetny gospodarz, znający przy tym biegle język nie- miecki. Wszystkie te cechy okażą się szczególnie przydatne, gdy nadejdzie kolejna wojna. Nim to się jednak stanie – jeszcze jeden obra- zek. Znów ganek w Goszycach, przed nim miesz- kańcy dworu i uczestnicy historycznego patrolu, starsi jednak o dziesięć lat. Wśród nich – sam Marszałek. U jego stóp dwie dziewczynki – jedną z nich jest Anna Gąsiorowska, chrzestna córka Józefa Piłsudskiego, w przyszłości żona Jerzego Turowicza, twórcy „Tygodnika Powszechnego”. Goszyce, 3 sierpnia 1914 r. Pierwszy Patrol (Siódemka) Beliny wysłany z Oleandrów 2 sierpnia 1914 r. do Jędrzejowa z zadaniem przeszkodzenia w mobilizacji rosyjskiej. Stoją od lewej na górze: Ludwik Kmicic Skrzyński, Władysław Belina-Prażmowski, pod nimi: Zygmunt Bończa Karwacki, Stanisław Grzmot Skotnicki, Janusz Głuchowski, Antoni Zdzisław Jabłonowski, leży: Stefan Hanka Kulesza Zofia z Zawiszów i Janusz Gąsiorowscy, 1915 r. Goszyce 3 sierpnia 1924 r. – 10. rocznica postoju w Goszycach Pierwszego Patrolu Beliny-Prażmowskiego; stoją od góry: Kazimierz Stamirowski, Ludwik Kmicic Skrzyński, Janusz Głuchowski, Władysław Belina-Prażmowski, Antoni Zdzisław Jabłonowski, Wanda Szczepanowska, Stefania Flekówna-Krasowska, Zofia Zawiszanka, Wanda Marokini; siedzą od lewej: Bolesław Wieniawa-Długoszowski, Anna Kuhn, Maria Dargunówna, Józef Piłsudski, Klara Schrenzel, Alicja Wentkowska; na ziemi: Janka Lenartówna, Anna Gąsiorowska; stoją po lewej stronie: Leon Kozłowski (w cywilu), Edward Dzik Kleszczyński, Michał Galiński
  5. 5. W chwili wybuchu wojny Goszyce były dosko- nale prosperującym majątkiem. Na szczęście – bowiem dom państwa Kernów szybko zaczął się zmieniać w prawdziwą arkę, przygarniającą kolejnych gości. W pierwszych dniach września zamieszkali na piętrze młodzi małżonkowie oczekujący pierwszego dziecka – Anna i Jerzy Turowiczowie. Później przybyli ze wschodu krewni pani Zofii – córka i synowa poetki Mary- li Wolskiej z dziećmi. To właśnie córce Wolskiej, malarce Leli (Anieli) Pawlikowskiej zawdzięcza- my cykl scenek z codziennego życia wojennych Goszyc, zdobiący rękopiśmienną księgę zwaną nie przypadkiem „Arką Noego”. W Goszycach ukrywała się rodzina Aleksan- dra Glücksmanna, kolegi z gimnazjum Romual- da Kerna. W spisanym po wojnie świadectwie Wanda Glücksmann wspomina niezwykłą serdeczność obojga Kernów i ich opiekę, która trwała także wtedy, gdy trzeba było zmienić kryjówkę. Dwór goszycki przeżył bowiem najazd żandarmów – podczas rewizji nie znaleziono na szczęście ani broni, choć mieszkająca tu mło- dzież zawzięcie konspirowała, ani też mnóstwa podziemnych gazetek, które Jerzy Turowicz przechowywał pod warstwą słomy i suchych łodyg, wyściełających strych... Innym razem Niemcy aresztowali Kerna i Turowicza; spokój i nienaganna niemczyzna gospodarza Goszyc okazała się jednak na tyle przekonująca, że obu wkrótce zwolniono. Pod rządami Romualda Kerna gospodarstwo sprawnie funkcjonowało, a podział ról – praca w kuchni czy ogrodzie, pranie, prasowanie, sprzątanie – obejmował zarówno służbę, jak i gości. Mleko goszyckich krów dostarczano dzieciom profesorów Uniwersytetu Jagielloń- skiego. Wspierano działające w okolicy oddziały partyzanckie. Sieć porozumienia obejmowała wszystkie okoliczne dwory: Luborzycę Kozłow- skich, Wilków Zubrzyckich... W 1943 r. Zofia Kernowa podjęła się nawet, choć bez powodze- nia, pracy łączniczki konspiracyjnej we Lwowie. To jednak, co robiła w Goszycach, zmieniając swój dom w przystań dla potrzebujących pomo- cy, było chyba ważniejsze. Rysunek Anieli Pawlikowskiej z „Arki Noego” przedstawiający gości goszyckich, w środku jako pogromca gospodarz Romuald Kern, na balkoniku Anna i Jerzy Turowiczowie Romuald Kern z dziećmi goszyckimi na ganku północnym, około 1943 r.
  6. 6. Kazimierz Wyka, Elżbieta Turowiczówna i Jerzy Andrzejewski na ganku południowym, lipiec 1942 Dwór w Goszycach był podczas wojny nie tylko azylem – dla uciekinierów ze wschodu, party- zantów, Żydów, dla krewnych gospodarzy i ludzi całkiem obcych. Był także miejscem spotkań. W księdze domu znajdziemy wpisy twórcy teatru Reduta, Juliusza Osterwy, i jego żony Matyldy, bratanicy kardynała Adama Stefana Sapiehy. Gościem Goszyc był mieszkający pod- czas wojny w Krzeszowicach Kazimierz Wyka, historyk literatury i krytyk, uczestniczący, podobnie jak Jerzy Turowicz, w podziemnym życiu kulturalnym. W księdze wpisał zabawny wiersz, w listach wymieniają się z Turowiczem uwagami na temat lektur, pożyczają też sobie książki i konspiracyjne druki przywożone z War- szawy – wiersze Baczyńskiego, Borowskiego, Gajcego, Stroińskiego. Inny wiersz – romantycz- na ballada o goszyckich pannach – wyszedł spod pióra początkującego pisarza i żołnierza Armii Krajowej, Jana Józefa Szczepańskiego. Autor jeszcze wtedy nie wiedział, że wśród tych panien jest jego przyszła żona – ciemnowłosa Danuta Wolska o brwiach jak „skrzydła jaskółki”, osie- rocona przez oboje rodziców wychowanica pani Kernowej. Na piętrze, w pokoiku zwanym „rezerwo- arem”, bo tuż obok znajdował się duży zbiornik bulgocącej cicho wody, Jerzy Turowicz urządzał wieczory literackie, podczas których „miękkim, starannie kontrolowanym barytonem” czytał swoje ulubione wiersze albo na przykład króla Ubu, sławną groteskę napisaną przez francuskie- go nastolatka Alfreda Jarry’ego, która dzieje się „w Polsce czyli nigdzie”. „Pokraczny, sztubacki humor Jarry’ego – wspominał po latach Szcze- pański – okazywał się znakomitym zaklęciem przeciwko absurdom i grozom otaczającej nas rzeczywistości”. I tylko Zofia Kernowa, wycho- wana na wielkich romantykach, sama pisząca młodopolskie z ducha wiersze – nie mogła się pogodzić z tak nonszalanckim stosunkiem do tradycji.
  7. 7. Bywają wydarzenia, które z czasem nabierają wagi symbolu. Uwiecznione przez literaturę, zmieniają się w zwierciadło epoki. Tak się stało, dzięki Wyspiańskiemu, z pewnym bronowickim weselem na początku XX w. Podobnie – z ostat- nim wojennym Sylwestrem w Goszycach. Front już się zbliżał, gdy podczas szalonej kostiumowej zabawy spotkali się mieszkańcy dworu i goście z rozmaitych stron. Byli wśród nich Czesław Miłosz, uciekinier z Warszawy, zaprzyjaźniony z Turowiczem; Jan Józef Szczepański, młody par- tyzant z lasów na Kielecczyźnie; Stefan Szuman i Mieczysław Choynowski, dwaj psychologowie, wybitni uczeni. W opowiadaniu koniec legendy Szczepań- ski opisał tę zabawę, podczas której nie tylko się tańczy, ale też toczy dramatyczny spór o przeszłość i przyszłość. O sens romantycznych zrywów, zwłaszcza zakończonego straszliwą klęską powstania warszawskiego. Spór pragma- tyków i realistów z idealistami, czy może tylko – ludźmi broniącymi swoich osobistych wyborów, przedkładającymi wierność sobie nad wykalku- lowane racje. Spór partyzanta Szarego – to autoportret autora opowiadania – z poetą Wielgoszem, czyli Miłoszem, był wielokrotnie analizowany. Trzeba na niego patrzeć z perspektywy tego, co zda- rzyło się później. Miłosz przeżył już katastrofę swojego świata i rozumiał, że to samo spotka za chwilę Goszyce, w których tak serdecznie go przygarnięto i w których napisał kilka pięknych wierszy. Wydawało mi się – opowiadał po latach – że to jest Nawłoć z Przedwiośnia Żeromskiego, że oni niczego nie rozumieją, że są nieświadomi tego, co nadchodzi. Było chyba inaczej – wszyscy już pewnie rozumieli, że to koniec starego świata. Wkrótce trzeba było opuścić dwór, Zofia i Romuald Kernowie zamieszkali w niewielkim mieszkaniu na krakowskiej Olszy. W 1955 r. zmarł pan Kern, w 1971 – jego żona. Trzy lata później ukazała się Rafa – tom opowiadań Jana Józefa Szczepań- skiego, wśród których najdłuższe, Trzy czerwone róże, jest wspaniałym, ciepłym, pełnym humoru i wzruszenia portretem Zofii z Zawiszów Kerno- wej. Niezłomnej idealistki, która do końca po- została wierna wartościom przyjętym za swoje, anachroniczna – i godna podziwu. Anna i Jerzy Turowiczowie na ganku południowym

×