Successfully reported this slideshow.
We use your LinkedIn profile and activity data to personalize ads and to show you more relevant ads. You can change your ad preferences anytime.

Anna Rumińska - Mieszczuch kontra miastowy

3,612 views

Published on

  • Be the first to comment

  • Be the first to like this

Anna Rumińska - Mieszczuch kontra miastowy

  1. 1. My się wcale nie chcemy wyprowadzać, nie chcemy, żeby się tu coś zmieniało, bo i po co, nie chcemy tutaj obcych − ja chcę spokoju, chcę wieczorem pod domem wypić wó- deczkę, pogadać z sąsiadami, a potem normalnie iść do pracy i żeby dzieci zdrowe były. I żeby te gnoje z X-owieckiej przestały tu zachodzić i nam szyby wybijać i domofony zrywać. To jest nasze podwórze, te gnoje się tu ciągle zapuszczają. Policja ma nas gdzieś.1 Gdzie ma i c h policja? Gdzie policja może i c h mieć? K o g o policja może mieć właśnie tam? Innymi słowy, jak policja identyfikuje i c h, a jak o n i samych siebie? Co więcej, jak my, antropolodzy − badacze i interpretato- rzy − identyfikujemy w tej rozmowie i c h i  n a s? Powyżej przytoczyłam przykładową wypowiedź informatorów z przeprowadzonych przeze mnie Anna Rumińska wywiadów terenowych na śródmiejskich osiedlach Wrocławia. Informo- wanie antropologa badającego (nie tylko miejską) codzienność w płasz-miesZCZUCH czyźnie etycznej nosi znamiona donosicielstwa; wszak celem nas, antropo- logów, jest badanie relacji poprzez wejście w zażyłość − odkrywanie tego, co nieoczywiste, niewidoczne i nieuświadomione, dekonstruowanie tego, KONTRA co jedynie jawi się oczywistym i zrozumiałym. Mimo ogromnych (i jakże często wyuczonych) starań zachowania odrębności i obiektywizmu oraz poszukiwania gęstych opisów rzeczywistości, także antropolog znajduje się w dość chromej etycznie pozycji zaangażowanego słuchacza, krok po MIASTOWY kroku transformując własne ja w stronę konkretnego konfliktu. Geert- zowski opis gęsty2, od którego antropolodzy kultury nie mogą już uciec, wymaga od nich przyjęcia postawy z założenia ambiwalentnej w procesie zbliżania się do t u b y l c a − tym bardziej, gdy jest on przedmiotem badań w kulturze, której uczestnikami w wycinkowym zakresie jesteśmy. Na tak pojętej perspektywie metodologicznej zasadza się dzisiaj antropologiczne badanie m i e j s k i e j t o ż s a m o ś c i l o k a l n e j. Silnie oksymoroniczny jest już sam termin, wyznacznikiem tej miejskości bowiem, zdefiniowanej przez Jacka Gyurkovicha i wyzna- wanej przez wielu architektów, jest istnienie przestrzeni publicznych 1 Wypowiedź pochodząca z materiałów zgromadzonych w czasie antropologicznych badań terenowych na temat percepcji przestrzeni, które autorka artykułu przeprowadziła w 2010 i 2011 roku wśród mieszkańców osiedla Nadodrze. Badania zostały przeprowadzone w ra- mach projektu „eMSA Kulturka Podwórka”. 2 C. Geertz, Interpretacja kultur. Wybrane eseje, Kraków 2005. autoportret 1 [36] 2012 | 38
  2. 2. (w liczbie mnogiej!)3, nie wydaje się natomiast kategorią odnoszącą do jednoznaczności: zgodnie z ujęciem Wolfganga Welscha panuje tusię do przestrzeni półpublicznej, w mieście obejmującej wyjątkowo pluralizm dopełniających się opisów4 .tubylcze (czytaj: oswojone) podwórza. W języku administracyjnymnazywane wnętrzami międzyblokowymi, u tychże tubylców stanowią Mieszczuch to nie miastowy; rozróżnienie ich wydaje się konieczne.wyznacznik silnego terytorializmu, co tym bardziej pozbawia je cech Dobrze znany termin „mieszczanin” pozostawię badaczom operującympublicznych. Opozycja prywatności względem publiczności jest tu perspektywą socjologiczną lub demograficzną: dla antropologa bardziejsilnie zdeterminowana kontekstem i skalą percepcji/recepcji: to, co pociągające są niuanse i konotacje terminów używanych potocznie.publiczne dla badacza, jest prywatne dla tubylca. W skali miasta po- Mieszczuch obserwuje, czyli czuje; miastowy obserwuje, czyli bada. Gdydwórze może być uznane za przestrzeń (pół)publiczną wyłącznie przez ten pierwszy zaczyna badać, staje się miastowym. Wchodząc w rewirjego nie-użytkowników, jednak w skali osiedla i społeczności lokalnej mieszczuchów, antropolog-miastowy musi zarzucić swoją miastowośćjego mieszkańców będzie to dodatkowo przestrzeń prywatna w sensie i otworzyć się na interpretację mieszczucha, wcale się nim nie stając.prywatności zbiorowej, co jaskrawo widoczne jest w zachowaniu jej Dopuszczenie do głosu mieszczuchów wydaje się obecnie konieczneużytkowników − mieszkańców kamienic okalających podwórze. Pojaw przy analizie miejskiej rzeczywistości. Świat ruderalnych komóreksię tam, a natychmiast zostaniesz uznany za intruza. Czy zatem należy lokatorskich, obskurnych klatek schodowych, konfliktogennych garaży,wnioskować, że istnienie takiego zjawiska w jednostce osadniczej ozna- demolowanych ławek i oznaczonych sprejem bram jest światem wciążcza jej nie-miejskość? Czy sprawia, że miasto nie jest miastem? odkrywanym. To świat subtelnie zachowywanej tradycji, rodzinnych i osiedlowych rytuałów, eliminacji dali, narracji nabywania chlebaW ujęciu Gyurkovicha prywatność podwórza może pozbawić miasto i mleka, znaczenia sztucznych kwiatów i innego niby-kiczu, bogactwacech miejskości − takie potraktowanie wyznaczników miejskości broni balkonów i loggi, czujnego oka psów obserwatorów tkwiących w letargusię jednak z trudem, w percepcyjnej skali lokalnej przestrzeń nabiera na parapetach, pozornej banalizacji gumek do włosów, antyśmieciowościbowiem cech analogicznych do tych, jakie charakteryzują bytowanie woreczków po czipsach, biesiadyzacji chińskich zupek na sucho, wspól-lokalne, określane jako terytorialne, swojskie, prywatne lub wprost noty spluwania, symboliki akcesoriów drzwi wejściowych i okiennych,− wiejskie. „Księstwo Leśnica” − tak mówią niektórzy mieszkańcy refleksji nad zanikiem budek z piwem, mikromityzacji żabki i biedronki,(mieszczuchy) o swoim osiedlu, oddalonym o około 13 km od wrocław- makromityzacji wolności i dorosłości. To świat mieszczucha, miejskiegoskiego rynku. W skali lokalnej, jednego budynku lub jednego podwó- tubylca, mieszkańca zabudowy śródmiejskiej − system współpracującychrza różnice między miejskością a wiejskością zdają się zanikać: każdy z sobą elementów nie mniej złożony niż kultura Hopi lub Innuit. To real-jest tu tyleż wieśniakiem, co mieszczuchem (używam tych określeń na kulturka podwórka, którą mieszczuch dekoduje perfekcyjnie i która,w sposób pozbawiony jakiegokolwiek wartościowania). Miejskość jest w myśl definicji Christophera Alexandra5, stanowi część większej całościw efekcie tylko figurą retoryczną pozbawioną znaczenia przy rozpa- − miasta, którego (jak przypomina z kolei Kevin Lynch) ani mieszczuch,trywaniu lokalności, a tożsamość miejska staje się podobną figurą, ani miastowy nie są w stanie ogarnąć ani nim zarządzać6. Strukturygdy usiłujemy przypisać jej skalę miejską. W tym kontekście tożsa- owego świata mieszczuch nie zwerbalizuje − miastowy owszem, jeślimość miejska winna być traktowana z jednej strony jako konstrukt tylko zechce ją zdekodować.fluktuujący i niejednorodny, a z drugiej jako kategoria silnie jedno-znaczna i stosunkowo trwała, przypisana grupie lokalnej lub jednost-ce. Dialektyka pojęcia tożsamości nie nakazuje jednak wcale dążenia 4 W. Welsch, Nasza postmodernistyczna moderna, Warszawa 1998. 5 Zob. Ch. Alexander, A City is Not a Tree, [w:] tegoż, Human Identity in the Urban Environment, ed.3 Zob. J. Gyurkowich, Miejskość miasta, „Czasopismo Techniczne Politechniki Krakowskiej” G. Bell, J. Tyrwhitt, New York 1992.2007, Z. 2-A, s. 111. 6 Zob. K. Lynch, Obraz miasta, Kraków 2011. autoportret 1 [36] 2012 | 39
  3. 3. Kondycję ulicy można ocenić na podstawie potencjału splotu, a nie nasycenia tranzytu pieszych lub podmiotów handlu. Na zdjęciu ul. Szewska we Wrocławiu w czasie wydarzenia Splot Szewska 2Język mieszczucha, postrzegany przez pryzmat modelu języka miastowego,projektującego rzeczywistość 7, bywa niedopuszczany do rangi przedmiotubadań; szybciej uznany zostaje za zbędny element docelowej struktury,przeznaczony do eliminacji. Michael Fleischer, specjalista od komunikacjispołecznej, postuluje: „trzeba po prostu brutalnie oczyścić dzielnicę z ludzi,których w niej nie chcemy. Nie mam nic przeciwko nim, to są tacy samiludzie, jak ja, ale oni się nie nadają do kultywowania takich miejsc jakNadodrze”. „Tacy sami jak ja”? Z pewnością nie. Uprzedmiotowienie ludzijako nieprzystających do odgórnie narzuconej wizji postuluje nie tylkoFleischer8. Owemu światu nie przyznaje się prawa do bycia elementem kon-stytuującym tożsamość zbiorową lub tożsamość miejsca (owego genius loci,za którym tęsknią architekci tradycjonaliści) – tym bardziej, że ulega onstopniowemu zatraceniu i eliminacji. Duch miejsca wciąż JEST, lecz pozo-staje czytelny dla wybranych. Implozja rozumu dyktuje opis gęsty − zejściez piedestału „kultury wysokiej” na pozornie płaskie równiny „kultury fot.: a. rumińskaniskiej”. W osiedlowym realu nie ma miejsca na pytanie, „czy mogę siędosiąść?”, tak zapyta tylko obcy: badacz wkraczający na śliski grunt sobieobcych. Zajmując miejsce przy nieoswojonym stole, podejmujemy wyzwanieprzyjęcia tożsamości zastanej lub zachowania własnej − bez względu na to,czy ktoś jest antropologiem, czy innym specjalistą, czy może „nie ma nawet czucha jako jednostkę. Dzień jest dniem, noc nocą, śmieć śmieciem, smródmatury”9. Trwałość tej pierwszej opcji jest dla badacza pozorem, lecz dla smrodem, głupek głupkiem, kotlet kotletem, a ci, którzy mieszają porządki,uczestnika kultury − tak zwanego informatora lub tubylca − koniecznością. są wariatami. Nie tworzy się tu zbitek typu kotwa chemiczna − jest alboTożsamość lokalna, ów metaforyczny stół, zazdrośnie chroni się przed zbyt- kotwa (przyrząd ze stali), albo chemia (nie-przyrząd, substancja), a na okre-nim tłumem. Dosiadać może się każdy, ale tylko miastowy spyta, czy może, ślenie tego czegoś jest przecież tradycyjny, dobry wyraz: klej. Rozum miasto-podczas gdy mieszczuch usiądzie z gotowością udzielenia na to pytanie wego łatwo przyswaja postmodernistyczne oksymorony, na przykład kotwęnieplanowanej odpowiedzi. chemiczną, biodegradowalny plastik, kotlet sojowy, ciepłe lody lub piwo bezalkoholowe; dla mieszczucha jest to pomieszanie-z-poplątaniem. JestMiasto, jako lokum przemysłu i handlu, ma ofertę szeroką, lecz jej ob- więc kotwa koniecznie stalowa, klej koniecznie mocny, plastik koniecznieszerność jest czytelna i osiągalna wyłącznie dla miastowych, podczas gdy trwały, nowe tworzywo (cornastik?) koniecznie ulegające rozkładowi (wszakmieszczuchy pozostają w mikrokosmosie lokalnych, dużo węższych potrzeb, sztuczne nie jest, bo wzięte z natury), kotlet koniecznie wieprzowy, sojazasobów i możliwości. Świat mieszczucha to świat porządków zastanych, koniecznie roślinna, pianka ciepła, lody zimne, piwo alkoholowe, a inneodwiecznych, tradycyjnych, wzmacniających lokalną społeczność i miesz- napoje koniecznie bezalkoholowe (po które można wysłać „dzieciaka”). Mieszczuch nie odrzuca smrodu, toleruje go bez dramatyzmu. Podobnie, jak7 Zob. E. Hall, Ukryty wymiar, Warszawa 2009. miastowy, marzy o zapachach − woniach przyjemnych, modele zapachowe8 „To, co tutaj mieszka, zaczyna dominować w całej dzielnicy”: takiego sformułowania użył buduje bowiem podobnie na bazie otaczającej rzeczywistości i napływają-M. Fleischer w swojej wypowiedzi podczas spotkania „Śniadania mistrzów” w Infopunktcie cych z niej komunikatów, głównie komercyjnych. W odróżnieniu od swoichprzy ul. Łokietka 5 na osiedlu Nadodrze.9 To wypowiedź jednego z informatorów badań terenowych przeprowadzanych w ramach dzieci mieszczuch szuka porządku, pozycji i tradycji − choćby w zawieraniuprojektu „eMSA Kulturka Podwórka”. znajomości. Tutaj rytualne przejście „na ty” podczas nocnej libacji nie koń- autoportret 1 [36] 2012 | 40
  4. 4. Od- i do-społeczne ławki są doskonałym narzędziem trwałego i taniego badania relacji w miejskiej przestrzeni publicznej oraz skali kapitału i zaufania społecznego.czy się wraz z wytrzeźwieniem i powrotem do porządku dnia (tryb charak-terystyczny dla miastowych). Młode pokolenie mieszczuchów niewątpliwiebliższe jest miastowym; dopóki nie określą swojej tożsamości jako tożsa-mości mieszczuchów, nie widzą niczego niestosownego w oksymoronachi mieszaniu porządków. Chrupią ziemniaki o smaku grzybów, żują plastiko smaku jagód, podcierają się truskawkami, na podłogach chcą mieć morskąbryzę, a zeszyty gumować różami. Nie ma miejsca na zwyczajność, porzą-dek, tradycyjne podziały − ma być nowocześnie, multitaskingowo i dalekood natury. Drastycznie i solidarnie (jak rzadko kiedy!) zareagowały parę lattemu wrocławskie hipermarkety (popierane przez prasę), protestując prze-ciw sprzedaży tak zwanych Śmierdzieli, fascynujących laleczek przywraca- fot.: a. rumińskających równowagę zapachów i smrodów, które ambitni Rodzice WszystkichGrzecznych Dzieci10 zdecydowanie odrzucili. Edukacja olfaktoryczna zostałauniemożliwiona. W sprzedaży pozostała jedynie Perfumella, wersja piękniepachnących laleczek „dla dziewczynek”. Śmierdziele − wersja chłopacka− przywracały zafałszowanej zapachowo rzeczywistości zatraconą har-monię: dziecko mogło poznać woń zgniłego jaja, starej skarpety, krowiego do zmiany terytorium, towarzystwa, statusu lub stylu życia, prowoku-placka − a smród dekodowany był przez nominację: Kamil Krowi Placek, je i zachęca do zmian, odwiecznie przypomina, że „nie musisz się tutajPoldek Pleśniak, Gienio Gnojowica, Czosnkowy Czaruś, Walduś Wymiotny. męczyć” − „nie musisz mieć właśnie TEJ tożsamości”. To jest tożsamość go-Współczesność zabiera dzieciom możliwość poznania zapachu zgniłego jaja, ścia hotelowego, gdzie hotelem jest osiedle lub miasto. Miejski wędrowiec,podobnie jak poznania źródła zupy mlecznej, kopytek czy kotleta. Dzieci- architekt lub urbanista mija cudze terytoria z perspektywy samochodu,-mieszczuchy, zatopione w ponowoczesnej mieszaninie porządków, odrzu- dążąc w swym non-stop zmiennym celu. Miastowy jest jak taksówkarzcają nawet współczesne rozumienie śmiecia. Tym, czego się nie chce, nie − nigdy nie wie, dokąd wezwie go klient. Jest w ciągłym ruchu, a w tymmoże być to, o czym się marzy: opakowanie po czipsach czy stara gumka do czasie mieszczuch siedzi i „zawija sreberka”… obserwuje, chłonie, czuje,włosów nie są śmieciami, to mikroteksty kultury, nośniki narracji. widzi, słucha, wącha, słyszy − buduje swoje JA. Ignoruje odczucie dali, odległości od swych celów, o ile są w jego zasięgu. Dla niego nie ma „końcaPowiedzenia „my house is my castle” lub „nie przesadza się starych historii” ani „końca człowieka”, bo te istnieją zawsze w czasie lokalnymdrzew” mają w sobie tyle miłości, co ślubna przysięga „i nie opuszczę cię i cyklicznym. Dzieci do dziesiątego roku życia nie mają prawa wałęsaćaż do śmierci”. Tożsamość jest bowiem koherentna z miłością do Miejsca, się po mieście bez opieki − dzieci miastowe pozostają więc pod opieką,które dla mieszczucha jest zawsze miejscem antropologicznym 11; jest ona podczas gdy dzieci mieszczuchowe kursują poza obszar kwartału i osiedlaobarczona terytorialnym umiłowaniem. Mieszczuch, podobnie jak wie- już w wieku około sześciu lat. Miastowy powie: „dziecko bez opieki, jakieśniak, nie opuści Miejsca (jego zwykłego miejsca) – będzie narzekał, maru- biedne”, mieszczuch: „dziecko samodzielne, niech sobie radzi”. Czasem so-dził, zrzędził, walczył, kłócił się, ale go nie zostawi. Uznawanie nie-miejsc bie nie radzi, czasem próbuje nawet popełnić samobójstwo12, ale na pewnoza Miejsca jest wpisane w tożsamość mieszczucha. Tożsamość miastowego uczy się tej swoiście pojmowanej anty-pedagogiki13. Zasięg tych wędrówekfluktuuje, jest zmienna, aterytorialna, płynna, daje coraz to nowe okazje wzrasta wraz z nim − po dziesiątych urodzinach dziecko może zgodnie10 To już swoista, odrębna kultura miejska. 12 Sytuacja taka zdarzyła się kilkakrotnie w szkołach na wrocławskich osiedlach śródmiejskich.11 Zob. M. Augé, Nie-miejsce. Wstęp do antropologii hipernowoczesności, Warszawa 2010. 13 Zob. H. von Schoenebeck, Antypedagogika. Być i wspierać zamiast wychowywać, Warszawa 2007. autoportret 1 [36] 2012 | 41
  5. 5. Osiedlowe podwórka wrocławskiego Ołbina – terytorium życia i walki mieszczuchów oraz badań miastowychz prawem poruszać się samodzielnie w przestrzeni publicznej, choć małoktóry miastowy zauważa ten inicjacyjny moment.Punktem odniesienia nie tylko dla dziecka, ale również dla każdego miesz-czucha i miastowego jest zawsze DOM, kwartał, ulica. Ze wzrostem skalii poziomu percepcji ulega on rozszerzeniu, przyjmując formę proporcjonal-nego do owego rozszerzenia punktu strefowego lub przestrzennego. W ska-li myszy (czyli domu) środkiem kosmosu jest mieszkanie lub własny pokój;w skali wróbla (kwartału lub osiedla) jest nim dom (kamienica, blok,willa); w skali bociana (miasta) − kwartał lub osiedle. Gatunki zwierząt fot.: a. rumińskasą różnicującą metaforą odwołującą się do rewirów ich funkcjonowania,które badają etolodzy cytowani przez Edwarda Halla14. Osiedle Plac Grun-waldzki i jego okolice, zbadane pod tym kątem w kilku moich projektach,wykazuje ogromną rozbieżność w percepcji makro i lokalnej, a map-ping kontekstualny zastosowany w tych badaniach dostarcza wnioskówo rozbieżności percepcji, które operują różnymi skalami15. Percepcja ulicy W autorskim opisie filmów Luca Godarda Łukasz Ziomek cytuje na po-Szewskiej zdiagnozowana w działalności placemakingowej16 i badaniach czątek wypowiedź z filmu Made in USA, nadając jej rangę motta swojegoterenowych metodą makiety mentalnej pozwala określić sposób kodowa- tekstu: „Dramat mojej świadomości polega na tym, że utraciłam światnia przestrzeni przez miastowych i mieszczuchów oraz odczytywania jej i chcę odnaleźć siebie, jednocześnie się w tym zatracając”19. Owe mottoznaków. Makieta mentalna, dla wielu zaskakująca, lecz łatwiejsza i atrak- dotyczy nas wszystkich, odkąd mamy świadomość braku własnego JA, odcyjniejsza do wykonania niż mapa, pokazuje trójwymiarowo semiotykę kiedy dążymy do skonstruowania własnej lub zbiorowej tożsamości. Bycieprzestrzeni17. Na tej kanwie można wysnuć niejedną narrację: doczekali- w mieście, jak i w każdej innej jednostce osadniczej, opiera się na oksy-śmy się wielu Historii − Wrocławia, Litwy czy Polski, jest też jednak Histo- moronizacji, tworzeniu przeciwieństw, choćby (jak pokazuje to głębszaria Ulicy Szewskiej. Jak brzmiałaby historia Nadodrza? Ołbina? Historia analiza) były one pozorne. Ten proces budowania konfliktu oraz jednocze-Placu Grunwaldzkiego? Historia Osiedla? Te historie winny pisać mieszczu- sne usilne próby jego eliminacji towarzyszą życiu w mieście (i nie tylkochy piórami miastowych, jednak wobec rozbieżności porządków i narracji tutaj), odgrywa także istotną rolę w konstruowaniu tożsamości – równieżuzależnionych między innymi od skali percepcji18 wydaje się to utopią. opartym na dychotomii, dialektyce, sprzeczności. „Tożsamość miejska” to brak tożsamości w rozumieniu lokalnym – może to oznaczać związanie nie14 Zob. E. Hall, dz. cyt. z żadnym Miejscem lokalnym, lecz z miastem jako modelem życia/bycia.15 Zob. badania terenowe autorki w ramach projektów: PR.PRL.12.13.14. Manhattan, PR.PRL. To giddensowska tożsamość nowoczesności – makrotożsamość elastyczna.20 To jestInterpretacje, Przestrzeń dla ludzi, ludzie dla przestrzeni, Kulturka Podwórka i in. prowadzone od 2006roku. już dychotomia, bo w skład tożsamości makro wchodzi wiele tożsamości16 Zob. projekt Splot Szewska, splotszewskawro.pl oraz publikacje na ten temat, np. a przykład lokalnych, z którymi nosiciel tożsamości makro się nie identyfikuje, leczhttp://issuu.com/emsa.relacje/docs/szewska_badania_ter_ruminska_2009-2010 oraz http:// których istnieniu nie zaprzecza. Termin „tożsamość miejska” to zatemissuu.com/emsa.relacje/docs/pytania_splot.17 Zob. nieopublikowane badania autorki nad percepcją i recepcją przestrzeni publicznej ulicy prosty i zamknięty (pozornie) oksymoron oraz złożony konstrukt osobowo-Szewskiej przeprowadzone metodą makiety mentalnej, dostępne na stronie: https://picasa- ści i modelu bycia.web.google.com/105259009233878765810/MentalModelMaquetteSzewskaStreet#.18 Jest to szczególnie widoczne, gdy zestawić wywiady terenowe i zapisy „Studium uwarun-kowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Wrocławia”, zob. http://wrosystem. 19 Zob. Ł. Ziomek, Godard. W poszukiwaniu straconych tożsamości, „Kino” 2011, nr 10.um.wroc.pl/beta_4/webdisk/61529/3249ru04z01-Tom1.pdf. 20 Zob. A. Giddens, Nowoczesność i tożsamość, Warszawa 2007. autoportret 1 [36] 2012 | 42
  6. 6. Znakowanie/ozdabianie ciała to praktyki dobrzeznane w grupie młodych wrocławianek z osiedla Ołbin.Szczególnie ważne są więzy przyjaźni i siostrzeństwanajbardziej rozwinięte wśród dziewcząt starających sięwzmocnić swoją wciąż wątłą tożsamość. udzielonym Philippowi Nicoletowi w 2008 roku, gdy wspólne projekty lu- dzi różnych regionów identyfikował z wspólną tożsamością, a odrzucenie państwa narodowego uznawał za warunek konieczny integracji europej- skiej21. Opozycja Unia Europejska/państwo narodowe odpowiada swoją strukturą omawianej tu opozycji miasto/osiedle (lub nawet kwartał). Formuła myślowa NIMBY22 może być zatem przywołana na różnych pozio- mach analizy i interpretacji. I tak jak Bronisław Geremek mówił o wspól- nocie europejskiej, że „prawdziwa Europa jest Europą wielu tożsamości”, tak też w skali ogólnomiejskiej można stwierdzić, iż „prawdziwe miasto jest miastem wielu tożsamości”. Czy ma ono jednak własną tożsamość? Profesor Geremek zasygnalizował jedynie w swoim wywiadzie rolę oby- watela − mieszkańca, o którym tu mowa − i przypisał mu funkcję istoty konstytuującej wspólnotę. „Obywatelstwo europejskie” prowadzi wprost fot.: a. nowel-śmigaj do lokalnej postawy obywatelskiej i nie jest to tylko gra rzeczowników z przymiotnikami, lecz przywołanie hierarchicznego modelu interpretacji tożsamości. Pewną koherencję może przynieść nieco dziennikarska teoria globalizacji lokalności Thomasa Friedmana23. Czy może istnieć coś takiego jak „miejska tożsamość lokalna”, skoro Głoszone przezeń spłaszczenie świata, realizowane choćby poprzez miejskość (wolność, swoboda, obszerność, fluktuacja, zmienność) narzuca Internet i system podwykonawczy (o czym rok wcześniej pisał, mniej nie-lokalność, a lokalność (ograniczenie, przywiązanie, tradycja, zwyczaj, kategorycznie, Benjamin Barber24), zasadza się na percepcji globalnej, cykliczność) generuje nie-miejskość? Jeśli postanowimy przyjrzeć się bliżej która w skali lokalnej traci sens. Globalizacja lokalności to według słów dialektyce tych kategorii, stwierdzimy, że przymiotniki użyte w tym Friedmana „pokazanie własnej kultury światu”. Poprzez analizę wytwo- pojęciu odnoszą się do dwóch odmiennych porządków. Jeśli określenie rów muzycznych i kulinarnych Friedman dochodzi do wniosku, iż „to, że „miejski” odniesiemy do terytorium, a przymiotnik „lokalny” do świado- wykształceni ludzie w krajach rozwijających się mogą pracować w swoich mości, konstrukcja stanie się akceptowalna. Innymi słowy, poprzez „miej- zawodach, nigdzie nie emigrując, sprawia, że lokalne kultury mają więk- ską tożsamość lokalną” możemy wyrażać świadomość bycia w warunkach sze szanse na ocalenie”25. To dowód na to, że Polska krajem rozwijającym lokalnych ulokowanego w szerokim zbiorze warunków makro. Podobnie się nie jest, wielu bowiem, choćby w środowisku architektów, wielu wyso- konstytuuje się pojęcie „myśleć globalnie, działać lokalnie” − kolejna ce wykształconych i bardzo zdolnych młodych ludzi emigruje na Zachód oksymoronizacja sposobu istnienia w przestrzeni miejskiej (a nawet me- tropolitalnej) i wiejskiej popularna w terminologii jednostek administracji publicznej i dotacyjnych programów unijnych. 21 Zob. B. Geremek, Głos w Europie, Kraków 2010. 22 Skrót NIMBY oznacza Not In My Backyard, czyli „nie na moim podwórku” i stanowi w dys- kursie tożsamościowym symbol partykularyzmu. W śródmiejskich kamienicach funkcjonują plemiona złożone z około pięć- 23 Określenie zapożyczone od urodzonego w Indiach eksperta od globalizacji i tożsamości dziesięciu członków, jednak to nie one są uznawane przez miastowych za kulturowej, Indrajita Banerjee. Zob. T. L. Friedman, Świat jest płaski. Krótka historia XXI wieku, Poznań 2006, s. 515. podstawę nowoczesnej tożsamości miejskiej, narodowej lub europejskiej. 24 Zob. B. Barber, Dżihad kontra McŚwiat, Warszawa 2005. Nie tę tożsamość lokalną miał na myśli Bronisław Geremek w wywiadzie 25 T. L. Friedman, dz. cyt., s. 514. autoportret 1 [36] 2012 | 43
  7. 7. w poszukiwaniu ambitnej i kreatywnej pracy. System edukacji akademic- ne gastronomicznie), na ławeczce popija piwo lub strzela setki z innymi tu-kiej ich w tym wspiera poprzez organizację programu Erasmus, z którego bylcami, peroruje na skwerku na temat beznadziejnych działań politykówczęsto wcale nie wracają, kończąc studia na Zachodzie lub pracując bez i urzędników, które wciąż utrudniają mu osiągnięcie owego wyśnionegowymarzonego mgr. inż., który przestaje być celem samym w sobie26. szczęścia − szczęścia uświadomionego, zmityzowanego. Z drugiej strony wspomniana fikcja jest w pełni konstruktem tożsamościowym, budujeDalej Friedman nadmienia, że „kultury są osadzone w środowisku” – bowiem lokalną kulturę mieszczucha. Gdyby jej zabrakło, nie miałby możea zatem zapewne i tożsamość, osadzona w kulturach, bazuje na lokalnym do czego dążyć. Ta dychotomia nadaje codzienności mieszczucha wymiarśrodowisku i dzięki spłaszczeniu świata nie jest zagrożona. Przyznaję mu tragiczny, wymiar ciągłego niezadowolenia, dążenia do Lepszego Bytu.rację, lecz wyłącznie w kontekście tożsamości mieszczucha, mieszkań- W tym zatem mieszczuch niczym nie różni się od miastowego, dla któregoca kamienicy przy ulicy X-owskiej. W przypadku miastowego, którego fikcja jest planem do zrealizowania, a nie odległym, nierealnym, arkadyj-tożsamość fluktuuje pomiędzy terytoriami, kultury są osadzone w świa- skim celem.domości jednostki, która zmieniając terytorium, wprowadza je do nowegorewiru − jak silnie i z jakim skutkiem, to insza inszość. Młodzi architekci Świadomość odnalezienia własnego JA nie ma prawa być uświadomiona,przebywający na Zachodzie wtapiają się w ograniczonym zakresie w lokal- im większa bowiem świadomość, tym większa niemożność odnalezienianą tożsamość miejsca lub grupy. Zdarza się, że mimo działań globalnych tego JA − wracając do godardowskiego dylematu tożsamości i podmiotowo-nadal myślą lokalnie, według kryteriów grupy własnej, opuszczonej nieja- ści. Tożsamość mieszczucha jest jak animistyczna nieświadomość własnegoko z konieczności, która przysłania wolność wyboru. Rozróżnienie między człowieczego bytu, przekonanie, że jest się w bycie ducha − zwierzęcia,mieszczuchem i miastowym jest narzędziem opisu − dobrze, jeśli osiągnie chmury, wiatru, drzewa lub skały. Mieszczuchem jest więc najbardziejon odpowiednią głębię i pokaże własną złożoność. Friedman również to za- ten, który stara się usilnie być miastowym, którego świadomość byciauważa, twierdząc, że wyżej opisani młodzi architekci „mogą wykorzystać w mieście jest sprowadzona do struktury stref (kwartałów) i sieci szlakówspłaszczenie świata, by nie tracić kontaktu ze swoją kulturą”27. (ulic) między nimi. Świadomość oferty miasta niesie natychmiastową transformację z mieszczucha w miastowego, dychotomiczne oddalenie odW końcu dociera jednak autor do wytęsknionej przeze mnie koherencji: miasta, jako terytorium tożsamości, i przybliżenie doń, jako do hiperato-„siły różnicujące są dziś niemal równoważne siłom ujednolicającym mu pełnego elektronów ofert. Los tragiczny, ale i los dialektyczny. Inter-świat”. Uderzeniowa siła tytułu książki wydać się może zatem jedynie pretację lokalności bliską Friedmanowskiej przytaczają Roland Robert-zabiegiem komercyjnym, skądinąd rzeczywiście skutecznym. Wspomniany son28, a za nim Waldemar Kuligowski29, obaj piszący o glokalizacji.mieszczuch wydaje się wolny od dylematów, gdyż jego lokalność z pewno-ścią nie staje się globalna. Mieszczuch żyje medialną fikcją, której dość Badając tożsamość miejską, czyli myśląc o tożsamości makro i globalnie,spontanicznie używa do konstruowania własnej tożsamości − przepełnio- w opisie gęstym konieczne jest odwołanie do skali obszernego terytorialnieny mitem o potencjalnych modelach własnego życia, o mieście jako jego miasta − nazywam ją metaforycznie skalą bociana. Dopiero w skali myszy,krainie szczęśliwości, wreszcie o szczęściu za wszelką cenę, do którego to jest w percepcji na poziomie obiektu lub punktu, ujawniają się niuansedąży często na oślep. Jednocześnie wykonuje czynności określane mianem tożsamości niemożliwe do odkrycia w pierwszym ujęciu. Społecznościprozaicznych konstytuujące najsilniej, lecz w nieuświadomiony sposób kamienicowe stanowią grupę silnie zintegrowaną i mają silną tożsamośćjego lokalne JA − kupuje chleb i mleko (bułki są już za drogie i mało wydaj- 28 Zob. R. Robertson, The Conceptual Promise of Glocalization: Commonality and Diversity, http://arte- fact.mi2.hr/_a04/lang_en/theory_robertson_en.htm.26 Zob. A. Rumińska, MEA Odjechani?, Wrocław 2009; zob. też http://issuu.com/emsa.relacje/ 29 Zob. W. Kuligowski, Gdzie coca-cola ożywia zmarłych, „Polityka” 25.09.2006, nr 30; http://docs/mea_odjechani/1. www.polityka.pl/spoleczenstwo/niezbednikinteligenta/193087,1,czy-uzasadniona-jest-teza-o-27 T. L. Friedman, dz. cyt., s. 515. rozrastajacej-sie-zachodniej-monokulturze.read. autoportret 1 [36] 2012 | 44
  8. 8. lokalną (punktową, obiektową, bazującą na konkretnym budynku30), byćmoże nawet silniejszą niż liczne zbiorowisko mieszkańców tak zwanegobloku mieszkalnego. Socjologia blokowisk podsuwa przykłady wskazujące,że blok nie musi być synonimem dezintegracji31. W bloku mieszkalnym niewszyscy lokatorzy są jednak świadomymi członkami społeczności. Dobrymprzykładem może być kamienica przy ulicy Rejtana 5 we Wrocławiu, o któ-rej w lipcu 2009 roku na łamach „Gazety Wyborczej” pisała MagdalenaPiekarska, a w której państwo Kochelowie mieszkają od 58 lat32. Stwierdze-nie jednej z mieszkanek, zacytowane przez autorkę tekstu, że „obcy nie mado nas wstępu” prezentuje jakże znaną antropologii opozycję, na którejzasadza się tożsamość lokalna. W „czworakach” lub w dużych wieloro-dzinnych kamienicach liczba mieszkańców wydaje się zbyt mała, by mócstanowić podstawę dla integracji i budowy zbiorowej tożsamości lokalnej.Wobec wyraźnie (dzięki niskiej liczebności) zaznaczającej się sprzecznościinteresów trudno tu o zgodność lub nawet zdecydowaną większość głosówpotrzebną do podjęcia potencjalnej decyzji końcowej. Niewiele więc sięzmienia − trwamy w plemiennej strukturze, nieco inne są jedynie jejformy i maski.Marshall McLuhan pisząc o retrybalizacji, ubiegł o wiele lat posłankęAnnę Muchę, która wspomniała, z przykrymi zresztą skutkami, o senio-rach chodzących do przychodni nie po to, by się leczyć, lecz „dla rozryw-ki”. Polityczce niepolitycznie tak stwierdzić, z antropologiem jest inaczej.Rację ma Anna Mucha: przychodnia, apteka, poczta i sklep z warzywami/spożywczy to zaskakująco mało doceniane ośrodki kształtowania tożsamo-ści lokalnej, centra animacji mieszczuchów, w których zanikają podziałyna płeć, status społeczny lub wygląd. Choć nie można powiedzieć, żeby taostatnia kategoria nie była istotna. To już jednak inna historia.Dziękuję Przyjacielowi D.D. za rozmowy o tożsamości i konsultacje niniejszego tekstu.30 Dlatego też wspólnoty lokalne (tak zwane mieszkaniowe) zabiegają o renowację kamienicbez względu na wartość, jaką mają owe budynki z perspektywy historii sztuki. Sprzecznościtych dwóch porządków dowiodły mapy mentalne z badań na obszarze Placu Grunwaldzkiegoprzeprowadzonych przez autorkę w latach 2008–2011.31 Interesującym przykładem jest tu budynek Superjednostka w Katowicach.32 Zob. M. Piekarska, Na Rejtana chce się żyć, „Gazeta Wyborcza” 10.07.2009. autoportret 1 [36] 2012 | 45

×