Successfully reported this slideshow.
We use your LinkedIn profile and activity data to personalize ads and to show you more relevant ads. You can change your ad preferences anytime.

8. marcin wicha architektura chochoła

3,586 views

Published on

  • Login to see the comments

  • Be the first to like this

8. marcin wicha architektura chochoła

  1. 1. Marcin WichaArchitekturachochoła1.Znalazłem tę książkę w pracowni ojca. Po-ziomy format i okładka z brązowego płótnamogły sugerować, że to jakiś zapomnianyfragment dokumentacji budowlanej. Nicpodobnego. Trzymałem w ręku oprawnekserokopie, rodzaj chałupniczego reprintuwykonanego przez zakład małej poligrafiina wydziale czy w jakimś biurze projektów,być może w charakterze lewizny... Właściwiekażde z tych określeń – „lewizna”, „małapoligrafia”, „biuro projektów” – jest znakiemminionych czasów. W połowie lat 80. ktośstrona po stronie skserował całą Odbudowę pol-skiej wsi, dzieło oryginalnie wydane siedem-dziesiąt lat wcześniej w Krakowie.Dziś można tę publikację znaleźć w internecie.Ukazało się też reprintowe wydanie, na pewnobardziej eleganckie od mojego. Odbudowa… tokatalog projektów przygotowany w połowiewielkiej wojny przez galicyjskich społeczni-ków, inteligentów przerażonych zniszcze-niami, ale przekonanych, że świat, którypowstanie z ruin, będzie lepszy i piękniejszyniż przedtem. To odwieczne złudzenie wyra-ziło się w postaci kilkudziesięciu całostronico-wych tablic zawierających bodaj najładniejszerysunki architektoniczne, jakie znam. Nary-sowane precyzyjną, ale żywą i czujną kreskąplany, przekroje i perspektywy składają się naobraz wsi idealnej (drugi tom poświęcono mia-steczkom). Mamy tu chaty kryte strzechą lubdachówką. Jest kościół i dom ludowy. Budynekszkoły roztacza aurę skromnego autorytetu.Jednak oba tomy nie są dziełem pięknodu-chów. Zawierają wiele wskazówek dotyczą-cych higieny, bezpieczeństwa pożarowego,dostępności materiałów i kosztów budowy.2.Prawie równocześnie z krakowską publika-cją, w 1915 roku, w Warszawie ukazał się bliź-niaczy wzornik Odbudowa polskiej wsi (proszęznaleźć jeden szczegół, którym różnią się tedwa tytuły...). Zawierał on prace zgłoszonena konkurs architektoniczny CentralnegoKomitetu Obywatelskiego. Wśród laureatówznaleźli się Romuald Gutt i Rudolf Świer-czyński, więc całe przedsięwzięcie ma swojemiejsce w historii polskiej architektury.Warto zacytować przedmowę, utrzymanąw bardzo podniosłym stylu: „Sztuka ludowa,wywdzięczając się drzewu za jego wierne służ-by, przyoblekła je w formy pieściwe a jędrne”– zaczyna autor, by zaraz dodać, że „koniecz-ność życiowa zmusza lud nasz do rozstaniasię ze swym przyjacielem wiernym [drewnem– przyp. aut.] i do wznoszenia swych siedzibz materyałów nowych”. Dalej pojawia sięzapewnienie: „przetwarzaniu się temu wsimoglibyśmy się przyglądać ze spokojem i ufno-ścią, gdyż lud nasz piastujący w swej duszywiecznie żywe źródło twórczości, zdolen jestopanować i te nowe materyały, nadając im
  2. 2. kształty (...) treściwe i piękne, a z charakte-rem narodowym zgodne”. Jednak w obliczuwojennych zniszczeń i konieczności szybkiejodbudowy tysięcy chat i zagród, ludowi trzebapomóc, dostarczając wiejskim majstromwłaściwe wzory („projekty otrzymać możnaw Sekcyi Budowlanej Koła Architektów ul.Włodzimierska 5 za zwrotem jedynie kosztówreprodukcyi”).3.Pod młodopolskim językiem krył się po-mysł nie tylko szlachetny, ale i racjonalny.Oczywiście nie wiem, ilu chętnych zwróciłosię po bezpłatne „reprodukcyje”… A paterna-listyczny ton brzmiący w cytatach (naszemuwspaniałemu ludowi trzeba troszkę podpo-wiedzieć) był chyba nie do uniknięcia, boodzwierciedla cały paradoks chłopomanii.Jednak, niezależnie od kwestii ludowościi stylu narodowego, pompatyczna przedmowatrafia w sedno. W każdym razie odpowiadamojemu obrazowi architekta – jako dorosłe-go mądrali, który mebluje dziecinny pokój.Rodzica, który chce nas wychować, uszczę-śliwić, nastraszyć – zależnie od wyznawa-nej szkoły pedagogicznej. Albo zwyczajniezapchać nam usta żelkami i coca-colą.4.Osobisty podtekst tej opinii jest aż nazbytwidoczny. Nic nie poradzę. Wyniosłem takiobraz z dzieciństwa, a szczególnie z wakacjispędzanych z rodzicami w Domu Pracy Twór-czej Architektów.Z dzisiejszej perspektywy wypoczynek pole-gający na zgromadzeniu w jednym miejscuprojektantów różnych pokoleń i szkół wydajesię pomysłem dość egzotycznym. Ale takwłaśnie było i trzeba przyznać, że wśród gościpanowała względna harmonia. Nawet jeślizdarzały się napięcia, to i tak wszyscy zgodnieszli na kolację, a potem wspólnie dokarmialitłuste i rozpuszczone sarpowskie psy.Centrum tego kruchego świata stanowił samDom, zbudowany i wyposażony w połowie lat50. Była to strefa estetycznego bezpieczeń-stwa i niezmienności.Wokół rozciągało się miasto, pełne zabytkóworaz kamienic zbudowanych w połowie XXwieku. Zwłaszcza te ostatnie wyrażały „du-cha polskiego miasteczka” lepiej niż najbar-dziej historyczny autentyk. Nad tą urbani-styczną enklawą zawsze wisiały jakieś czarnechmury. Czasem władza chciała zbudowaćmonstrualny dom wczasowy, to znów wysta-wić jakieś skromne blokowisko. W tamtejepoce istniał tam jeszcze urząd miejskiegokonserwatora zabytków, a protesty autory-tetów czasem działały. Do najgorszego niedoszło. Przynajmniej wtedy.5.A dalej, kilka kilometrów od rynku, zaczy-nała się wieś. I tam kończyło się panowaniearchitektów, ustawały ich wpływy, a żadnaperswazja czy protest nie mogły już nicpomóc.W latach 80. wieś definitywnie porzucała„formy pieściwe a jędrne”. Masowo stawianoogromne słupkowate domy z płaskim dachemi – zazwyczaj – niewykończonym piętrem.Był to czas pustaków, eternitu i porcelano-wej stłuczki służącej do ozdoby. Nadzieja,że „ci, co ludowi naszemu z pomocą mająpospieszyć, wyplenią obce surogaty i tandetętechniczną”, okazała się płonna.Drewniane chaty porzucano, burzono lubsprzedawano za bezcen. Miastowi rozbieralije na części, a potem pieczołowicie składaliw nowym miejscu, stając się kustoszami cu-dzej przeszłości. Albo (częściej) rozbudowującte domostwa w najbardziej nieoczekiwanysposób.6.Minęło sporo lat, ale nadal bywam w tamtychstronach. Teraz na łąkach pasą się główniebillboardy. Ścieżki, którymi kiedyś chodzi-łem, pozarastały zielskiem albo, przeciwnie,zostały rozjeżdżone przez quady. Przybyłohoteli krytych dachówką bitumiczną, rozple-niła się kostka Bauma (bardziej wykształcenimówią „kostka Baumana”). Wieś jest czystszai zamożniejsza. Za to miasteczko zbrzydło,rozdeptane przez masowy ruch turystyczny.Jednak najgorsze ciosy krajobrazowi zadaliprzyjezdni, nowi potentaci z Lublina i War-szawy, ambitni budowniczowie hollywoodz-kich pałaców.Jeden z przybyszów, ani lepszy, ani gorszy odpozostałych, wybudował gmach z kamienia,we wsi mówią, że w stylu cottage. Dookoławyplenił roślinność, żeby urządzić trawniko rozmiarach pola golfowego. Wąwóz prze-grodził siatką z nieuniknionym logo firmyochroniarskiej i kamerą monitoringu. Na ko-niec ustawił murowaną kapliczkę: cepeliow-ski świątek patrzy na ten obraz zniszczeniai dogląda posesji. Kuriozalny ukłon w stronętradycji.Na pamiątkę czasów, kiedy jeszcze przejmo-waliśmy się takimi sprawami, została midziwaczna książka w brązowej płóciennejokładce.autoportret 4 [39] 2012 | 50
  3. 3. fot.a.zabdyrska

×