Successfully reported this slideshow.
We use your LinkedIn profile and activity data to personalize ads and to show you more relevant ads. You can change your ad preferences anytime.

DIALOG POMIĘDZY PROFESOREM - ATEISTĄ A MUZUŁMAŃSKIM STUDENTEM

1,110 views

Published on

DIALOG POMIĘDZY PROFESOREM - ATEISTĄ A MUZUŁMAŃSKIM STUDENTEM

Published in: Education
  • Be the first to comment

  • Be the first to like this

DIALOG POMIĘDZY PROFESOREM - ATEISTĄ A MUZUŁMAŃSKIM STUDENTEM

  1. 1. DIALOG POMIĘDZYPROFESOREM - ATEISTĄ A MUZUŁMAŃSKIM STUDENTEM
  2. 2. 2
  3. 3. W imię Boga Miłosiernego, Litościwego. Oto tłumaczenie książki pt. „Kto jest małpą?”potwierdzającej muzułmańską wiarę odnośnie pochodzeniaczłowieka. Jest to lektura obowiązkowa dla wszystkichpragnących zrozumieć koncept początku życia ludzkiego wislamie. Jest to także książka dla wszystkich studentów. Poniższa scena odgrywa się w instytucie naukowym: „Pozwólcie, że wyjaśnię problem jaki nauka ma zBogiem...” – profesor filozofii będący ateistą milknie namoment, po czym prosi jednego z nowych studentów, byten wstał. „Synu, jesteś muzułmaninem, prawda?” „Tak, proszę pana.” „Zatem wierzysz w Boga?” „Absolutnie!” „Czy Bóg jest dobry?” „Oczywiście! Bóg jest dobry!” „Czy Bóg jest wszechmogący? Czy wszystko może?” 3
  4. 4. „Tak.” Profesor uśmiecha się chytrze i przez moment rozważa.„Oto pytanie do ciebie: Załóżmy, że jest tu chora osoba i tymożesz ją uleczyć. Potrafisz to zrobić. Pomógłbyś jej?Spróbowałbyś?” „Tak, proszę pana, spróbowałbym.” „Zatem jesteś dobry!” „Nie powiedziałbym tak.” „Dlaczego byś tak nie powiedział? Pomógłbyś osobiechorej i kalekiej osobie gdybyś potrafił… Tak naprawdęwiększość z was by to zrobiła, gdyby mogła… A Bóg tegonie robi.” [Brak odpowiedzi.] „Nie robi tego, prawda? Mój brat był muzułmaninem izmarł na raka, chociaż modlił się do Boga, by ten gouleczył. I ten Bóg ma być dobry? Hmm? Możesz miodpowiedzieć?” [Brak odpowiedzi.] 4
  5. 5. Staruszek wyraża współczucie: „Nie, nie możesz,prawda?” Profesor upija łyk wody ze szklanki stojącej na jegobiurku, by dać studentowi chwilę odpoczynku. W filozofiinależy postępować z nowymi osobami ostrożnie. „Zacznijmy od początku, młody kolego. Czy Bóg jestdobry?” „Eee... Tak.” „Czy Szatan jest dobry?” „Nie.” „Skąd się wziął Szatan?” Student waha się. „Od... Boga...” „Racja. Bóg stworzył Szatana, prawda?” Staruszek przeczesuje palcami swoją rozrzedzonączuprynę i zwraca się do rozbawionych słuchaczy: „Myślę, że w tym semestrze sporo się pośmiejemy,panie i panowie.” 5
  6. 6. Znów zwraca się do muzułmanina: „Powiedz mi, synu,czy na tym świecie jest zło?” „Tak, proszę pana.” „Zło jest wszędzie, prawda? Czy Bóg stworzyłwszystko?” „Tak.” „Kto stworzył zło?” [Brak odpowiedzi.] „Czy na świecie istnieją choroby? Niemoralność?Nienawiść? Brzydota? Wszelkie okropne rzeczy – czy oneistnieją na tym świecie?” Student zmieszany odpowiada: „Tak.” „Kto je stworzył?” [Brak odpowiedzi.] Nagle profesor krzyczy na studenta: „KTO JESTWORZYŁ? ODPOWIEDZ, PROSZĘ!” Profesor zbliżaswoją twarz do twarzy muzułmanina, pytając cicho inieubłaganie: „Bóg stworzył wszelkie zło, prawda synu?” 6
  7. 7. [Brak odpowiedzi.] Student stara się utrzymać opanowane spojrzenieprofesora, jednak na darmo. Nagle wykładowca odwraca się,by przejść przed grupą niczym podstarzały, pewny siebielampart. Studenci siedzą jak zahipnotyzowani. Profesorkontynuuje: „Powiedz mi, jak to jest, że Bóg jest dobry,skoro cały czas stwarza całe to zło?” Profesor rozłożyłramiona, jakby chciał objąć całą grzeszność tego świata. „Cała ta nienawiść, brutalność, ból, wszelkie tortury,niepotrzebna śmierć i brzydota, całe cierpienie stworzoneprzez tego dobrego Boga istnieje na świecie, prawda, młodyczłowieku?” [Brak odpowiedzi.] „Czy nie widzisz, że jest to wszędzie? Co?” – profesormilknie na chwilę. „Nie widzisz?" Profesor znów pochyla się do twarzy studenta iszepcze: „Czy Bóg jest dobry?” [Brak odpowiedzi.] „Czy wierzysz w Boga, synu?” 7
  8. 8. Student łamiącym się głosem mamrocze: „Tak,profesorze, wierzę.” Staruszek smutno kiwa głową. „Nauka mówi, że maszpięć zmysłów, których używasz do identyfikowania iobserwowania świata wokół siebie. Nigdy nie widziałeśBoga, prawda?” „Nie, proszę pana. Nigdy Go nie widziałem.” „To powiedz nam, czy kiedykolwiek słyszałeś swojegoBoga?” „Nie proszę pana, nie słyszałem.” „Czy kiedykolwiek dotknąłeś, posmakowałeś swojegoBoga, albo powąchałeś Go? Czy w jakikolwiek sposóbpostrzegałeś swojego Boga dzięki swoim zmysłom?” [Brak odpowiedzi.] „Odpowiedz mi, proszę.” „Nie, proszę pana, obawiam się, że nie.” „OBAWIASZ SIĘ... że nie?” „Tak, proszę pana.” 8
  9. 9. „Ale nadal w Niego wierzysz?” „Tak...” „To jest WIARA!” Profesor uśmiecha się rozumnie dorozmówcy. „Zgodnie z zasadami empirycznego, dającego sięzbadać i udowodnić protokołu, nauka mówi, że twój Bógnie istnieje. Co na to powiesz, synu? Gdzie teraz jest twójBóg?” [Student nie odpowiada.] „Usiądź proszę!” [Muzułmanin siada z poczuciem jawnej porażki. Jednaknadchodzi „pomoc od Boga i bliskie zwycięstwo”.] Inny student w islamskim nakryciu głowy, z brodą,ubrany tak, że łatwo można rozpoznać w nimmuzułmanina, podnosi rękę. „Profesorze, czy ja mógłbymzabrać głos?” Profesor odwraca się i uśmiecha się: „O, innymuzułmanin. Z tego co widzę, fundamentalista. Chodź,młody człowieku! Przekaż zebranym swoje mądrości!” 9
  10. 10. Muzułmanin ignoruje sarkazm profesora. Rozgląda siępo sali, czeka, aż studenci skupią uwagę, po czym zwraca siędo profesora, mówiąc: „Profesorze, poruszył pan pewne interesujące kwestie.Za pozwoleniem, chciałbym odnieść się do każdej z nich zosobna. Trzeba do nich podejść logicznie i naukowo, nieemocjonalnie. Pierwsza kwestia to popularna doktrynagłosząca, iż Bóg nie istnieje. Zatem wszechświat rozpocząłsię od Wielkiego Wybuchu i na skutek ewolucji zaistniałczłowiek. Czy w to pan wierzy, profesorze?” „Synu, co do tego nie ma wątpliwości. Jest na to wieledowodów naukowych. Do czego zmierzasz?” „Nie śpieszmy się. Użyjmy logiki i właściwychargumentów naukowych. Na wstępie chciałbym zaznaczyć,że umyślnie używam słowa ‘doktryna’, gdyż kapłanipseudonauki tak naprawdę promują jedynie ateizm jakoreligię. Mam do pana pytanie, profesorze. Mamy na świeciemiliardy sztucznych ogni, amunicji i bomb. Czy słyszał pan,aby któreś z nich wybuchły samoistnie, czy też raczejprzyzna pan, że aby nastąpiła eksplozja, trzeba jezdetonować? Muszą być spełnione dwa warunki: najpierwmusimy mieć właściwe składniki we właściwychproporcjach w odpowiednim środowisku; po drugie, ktośmusi zainicjować wybuch zapałką, spustem w pistolecie czyiskrą elektryczną. Gdyby ktoś na przykład powiedział, żetrzymał w ręku pocisk, który sam się wystrzelił i zabił osobę 10
  11. 11. siedzącą obok, czy którykolwiek z naukowców uwierzyłby wtakie niedorzeczne wytłumaczenie?” „Oczywiście, że nie. Co chcesz przez to powiedzieć?” „Z pewnością więc jeśli chce pan, byśmy uwierzyli wWielki Wybuch, w to, że potężna eksplozja nastąpiłasamoistnie, bez kogoś, kto ‘pociągnął za spust’ czy ‘podpaliłzapałkę’ albo wywołał ‘iskrę elektryczną’, to musi nam panwyjaśnić jak to się dzieje, że mniejsze wybuchy nie zdarzająsię na całym świecie bez zainicjowania ich? Trzeba by toodtworzyć, by można to było przyjąć za prawdę naukową.” Profesor otworzył usta, jednak nie wydobył z siebiedźwięku. „Wiemy też, że nauka wyklucza, aby materia stworzyłasię sama. Weźmy to drewniane biurko. Nie zaistniało samoz siebie. Ktoś je musiał zrobić. Nawet drzewo nie tworzy sięsamo. Wyrasta z nasiona, które zostało zasiane inawadniane. Samo nasiono też skądś pochodzi, niestworzyło się samo. Czy może pan nam wyjaśnić skąd sięwzięła pierwotna materia, która - jak głoszą kapłanipseudonauki – powstała w wyniku Wielkiego Wybuchu, bystworzyć pierwszy organizm żywy? I dlaczego pana kapłaninie potrafią odtworzyć tego zjawiska w laboratorium?Profesorze, musi pan wiedzieć, że wszelkie naukoweargumenty muszą być odtwarzalne, by można było w nieuwierzyć.” 11
  12. 12. „Synu, jesteś naiwny jeśli wierzysz, że możemy cośtakiego uczynić. Energia jaka uwolniła się podczasWielkiego Wybuchu była tak ogromna, że nie mamy dotakiej dostępu, inaczej moglibyśmy odtworzyć to zjawisko.” „Profesorze, nie powiedział nam pan kto dostarczyłpodstawowych składników, nie jest nam pan w staniepowiedzieć również kto nacisnął przycisk lub pociągnął zaspust czy zapalił zapałkę, by wywołać Wielki Wybuch. Skądzatem pochodziła ta ogromna energia, o której pan mówi?No dalej, profesorze, podejdźmy do tego naukowo. Tak,profesorze, potrzeba ogromnej WIARY w naukidoktrynalne kapłanów pseudonauki, by uwierzyć w WielkiWybuch. Czy oczekuje pan od nas, że odrzucimy wszelkiezasady nauki i ślepo uwierzymy w całe to „hokus pokus” wobliczu definitywnych zasad naukowych?” [Brak odpowiedzi.] „Profesorze, jeśli nie ma pan nic przeciwko, przejdęteraz do doktryny ewolucji jaką głoszą kapłani pseudonauki.Zdaje sobie pan sprawę z tego, że nie ma żadnychszczątków wskazujących na pochodzenie człowieka odmałp i że ciągle trwają poszukiwania tego, co określa sięmianem ‘Brakującego Ogniwa’?” „Tak, jednak jest wiele innych dowodów…” 12
  13. 13. „Przepraszam, że panu przerywam, profesorze.Przyznaje pan, że nie ma bezpośredniego ogniwa. Musi pantakże przyznać, że nie ma żadnych szczątków ukazującychwyraźne pośrednie kroki w przemianie małpy w człowieka. Ijestem pewien, że słyszał pan również o Fałszerstwie zPiltdown, profesorze.” „Piltdown...? Piltdown...?” „Pozwoli pan, że odświeżę panu pamięć, profesorze. Wmiejscu zwanym Piltdown znajdującym się w Angliiznalezione zostały pewne szczątki. Te szczątki wykazywaływszystkie cechy ‘Brakującego Ogniwa’ w teorii ewolucji,którego poszukiwali wszyscy kapłani pseudonauki i ateizmu.Uwierzył w to cały świat, przekonali się nawet sceptycy – doczasu, gdy około czterdziestu lat później odkryto, że ktoś zbractwa naukowych kapłanów ‘sfabrykował’ te szczątki tak,by wyglądały jak brakujące ogniwo. Było to jedno wielkiekłamstwo, masowe oszustwo, jakiego dopuścili się panakapłani, by przekonać świat, że religia ateizmu jestprawdziwa i człowiek pochodzi od małp! Jeśli chce panwiedzieć więcej na ten temat, proszę poczytać praceprofesora Tobiasa z RPA na temat tego oszustwa.” Profesor aż zbielał. Nadal nie komentował. „Jeśli już mówimy o szczątkach, profesorze, czy wiepan co to jest plagiat? Czy może pan wyjaśnić grupie co tojest plagiat?” 13
  14. 14. Profesor rzekł z wahaniem: „Plagiat jest wtedy, gdywykorzystujemy czyjeś dzieło i ukazujemy je jako swojewłasne.” „Dokładnie. Dziękuję, profesorze.Gdyby pan zadałsobie trud podjęcia szczerych badań, zauważyłby pan, żeludzie Zachodu splagiatowali wszelkie PRAWDZIWE pracenaukowe muzułmanów, po czym je rozbudowali i dodaliswoje własne ‘odkrycia’, które doprowadziły do światowegopostępu nauki. Nie musi mi pan wierzyć na słowo. Niechpan po prostu napisze do „Centrum Badań i Nauki”, Al-Humera, Muzzammil Manzil, Dodhpur, Aligarh, Indie, a oniz przyjemnością wyślą panu wszelkie lektury dotyczące tegotematu, które to panu udowodnią.” Cała grupa uważnie słuchała słów muzułmanina ipośpiesznie zanotowała ten adres. „Wróćmy teraz do doktryny ewolucji, którą kapłanipseudonauki omamili świat. Podstawą wszelkich ich doktrynjest koncept ‘naturalnej selekcji’. To oznacza, że gatunkiprzystosowały się do zmian środowiska poprzez zmianymorfologiczne i fizjologiczne, zmiany, które dalej przeszłyna następne pokolenia, umożliwiając im przetrwanie; zaś tegatunki, które się nie przystosowały, wymarły. Klasycznymprzykładem jaki się podaje są dinozaury, nie mogącerywalizować z mniejszymi, bardziej zwinnymi zwierzętami,które w cudowny sposób ‘ewoluowały’, przez co większe,wolniejsze zwierzęta wymarły, podczas gdy te mniejsze 14
  15. 15. przetrwały. Także to, co podczas ewolucji byłobezużyteczne, zaniknęło, jak ogony i szpony, zwierzętaposiadające je zostały zastąpione gatunkami bezogoniastymii z chwytnymi rękami, których ostatnim stadium byłczłowiek. Zgadza się pan z tą doktryną, prawda,profesorze?” Biedny profesor nie wiedział, czy potwierdzić, czyzaprzeczyć, gdyż nie wiedział skąd nastąpi kolejny atak. „No dalej, profesorze! To jest kamień węgielnydoktryny ewolucji, którą pana kapłani omamili nieświadomemasy. Skonfrontujmy tą pseudonaukę z prawdziwą nauką.Profesorze, czy którykolwiek z naukowców kiedykolwiekstworzył jakąś nową formę życia w swoim laboratoriumpoprzez kontrolowanie i zmienianie środowiska? Niech panpamięta, nauka przyjmuje jakiś materiał jeśli można goodtworzyć.” [Brak odpowiedzi.] „Oczywiście, że nie, chociaż z pewnością próbowano!Pójdźmy o krok dalej: Wiemy, że Żydzi obrzezują swoichmęskich potomków zaraz po urodzeniu. Wiemy także, żeobrzezanie było przez nich praktykowane nieprzerwanie odczasów Abrahama (pokój z nim). W efekcie zmieniły siępewne choroby. Każdy chłopczyk z odziedziczonątendencją do krwawienia zmarłby z wykrwawienia i jego 15
  16. 16. choroba nie przeszłaby na następne pokolenie. Zgadza siępan, profesorze?” Profesor ochoczo przytaknął, sądząc, że to przemawiana jego korzyść. „Niech nam pan zatem powie, profesorze, czy wszyscyżydowscy chłopcy rodzą się bez napletka? Nawet gdybynapletek nie zaniknął całkowicie, to zgodnie z doktrynąnaturalnej selekcji pana kapłanów byłyby pewne oznaki jegozaniku! Czy zgadza się pan ze mną, profesorze?” Biedny profesor tylko patrzał błędnie przed siebiezastanawiając się co nastąpi dalej! „Profesorze, czy ma pan dzieci?” Zadowolony ze zmiany tematu profesor usiłowałprzywrócić swoją wcześniejszą pewność siebie. „Tak, mam. Mam dwóch synów i córkę.” Profesornawet zdołał się uśmiechnąć mówiąc o swoich dzieciach. „Profesorze, czy karmił je pan piersią kiedy byłyniemowlakami?” Nieco zaskoczony tym niedorzecznym pytaniemprofesor odrzekł: 16
  17. 17. „Co za głupie pytanie! Oczywiście, że nie! Moja żona jekarmiła.” „Profesorze, a czy ateistyczni kapłani kiedykolwiekwidzieli mężczyznę, który karmi swoje niemowlęta?” „Znów głupie pytanie. Tylko kobiety karmią piersią.” „Profesorze, nawet bez rozbierania pana wiem zpewnością, że ma pan dwa sutki, tak jak wszyscy innimężczyźni. Dlaczego nie zaniknęły one skoro nie sąużywane? Zgodnie z doktryną naturalnej selekcji, takiebezużyteczne rzeczy jak sutki u mężczyzn powinny zaniknąću wszystkich samców tysiące – jeśli nie miliony – lat temu,profesorze.” Muzułmański student mówił łagodnie, nie krzyczał inie zbliżał swej twarzy do twarzy profesora. „Jestem pewien, że bazując na właściwych argumentachnaukowych, a nie na tych pseudonaukowych, zgodzi się panze mną, że doktryna ewolucji jest jedną wielką bzdurą?” Twarz profesora mieniła się różnymi kolorami, mógłtylko coś niewyraźnie wybełkotać. Muzułmanin zwrócił się do grupy studentów i zuśmiechem na ustach rzekł do nich: „Tak naprawdę ktoś 17
  18. 18. mógłby iść dalej i stwierdzić, że ktokolwiek wierzy, że jestpotomkiem małpy musi być małpą!” Chwilę zajęło grupie załapanie owej gry słów, ale kiedyzrozumieli, wybuchnęli śmiechem. Kiedy śmiech ucichł, muzułmanin zaczął kontynuować.Zwracając się do profesora, rzekł: „Jest tyle dziur wdoktrynie ewolucji, że przecieka ona jak sito. Jednakże czasucieka; wkrótce muszę iść do meczetu pomodlić się, więcnie mogę teraz obalić wszystkich mitów. Przejdźmy dotematu moralności, który pan podjął. Ale zanim to zrobimy,przyjrzyjmy się przypadkowi pana brata, który zmarł naraka. Jeśli pan smuci się, że on zmarł, to jest pannierozsądny. To, że ludzie i wszystkie inne organizmy żywez pewnością umrą jest faktem; wierzą w to wszyscy ludzie,niezależnie od tego, czy wierzą w Boga, czy nie i nikt niemoże przeciwstawić się śmierci. Po drugie, nie może byćpan tak naiwny, by przeciwstawić się chorobie – czy torakowi, czy jakiejkolwiek innej, albo wypadkowi, itd. – jakopreludium śmierci. Pana sprzeciw wywodzi się z błędnegorozumowania, że ‘dobro’ to uwolnienie od cierpienia, apowodowanie cierpienia jest ‘okrutne’. Gdyby tak było, to –profesorze – nie miałby pan wyjścia jak tylko przytaknąć, żenajokrutniejszymi ludźmi na świecie są naukowcy robiącybadania medyczne, którzy wykorzystują zwierzęta do swoichstrasznych eksperymentów. Z pewnością jest pan świadomytego, że tysiące zwierząt poddawanych jest różnym torturomi cierpią potworne męki po to, by udowodnić bądź obalić 18
  19. 19. pewne naukowe i medyczne twierdzenia. Czyż teeksperymenty nie są okrutne? Nadąża pan za mną,profesorze?” Profesor nie wyglądał dobrze. Student podał mu wodędo picia. „Profesorze, zadam panu inne oczywiste pytanie. Jestpan zorientowany w kwestii egzaminów – testów, którezdawać muszą studenci, aby zdać na następny rok?” Profesor skinął głową twierdząco. „Studenta kosztuje to wiele wyrzeczeń, nawetzamieszkuje z dala od domu, by móc uczęszczać nauniwersytet czy do college’u; musi pozbawić się wszelkichwygód domowych; ma mnóstwo pracy; musi wyrzec sięwolnego czasu i snu, aby przygotować się do egzaminów;następnie daje mu się strasznie trudne pytania i może byćtakże katowany na egzaminie ustnym – i jeszcze musi płacićza to, by ta instytucja poddawała go takim torturom! – czynie uważa pan, że to jest okrutne? Czy profesor jest ‘dobrą’osobą poddając studenta takim fizycznym i umysłowymcierpieniom?” „Nie nadążam za twoim rozumowaniem. Oczywiście,że instytucja i profesor wyświadczają studentowi przysługęnauczając go, aby wykształcić go w danej dziedzinie. Tylkobardzo krótkowzroczna osoba przeciwstawiłaby się 19
  20. 20. poddawaniu studentów egzaminom, niezależnie odwyrzeczeń jakich muszą dokonać.” Muzułmański student pokręcił głową ze smutkiem:„Profesorze, to zadziwiające, że tak dobrze rozumie panpotrzebę testów i egzaminów kiedy to pan je przeprowadza,zaś nie dostrzega tej samej mądrości kiedy to Bóg poddajetestom i egzaminom Swoje stworzenie. Weźmy pana brata –jeśli przetrwał on test swojej choroby i zmarł w wierze,którą nazywamy ‘Iman’ – zostanie nagrodzony siedzibą wRaju ze względu na cierpienia, jakich tu musiał doświadczać.Do tego stopnia, że chciałby on cierpieć sto razy bardziejdla tak wielkiej nagrody - nagrody, której żadne oko niewidziało i żaden umysł sobie nie wyobraził! Niestety, ‘tylkobardzo krótkowzroczna osoba – oraz ignorant –sprzeciwiliby się testowi nałożonemu przez Boga na Jegostworzenia, kiedy pamięta się o nagrodzie czekającej na tych,którzy ten test zdadzą.” „Że co? Raj? Czy kiedykolwiek widziałeś raj? Dotknąłeśgo, posmakowałeś, usłyszałeś? Zgodnie z zasadamiempirycznego, dającego się zbadać i udowodnić protokołu,nauka mówi, że twój Raj nie istnieje.” „Zajmiemy się także tą kwestią, jak Bóg da.Kontynuujmy. Niech mi pan powie, profesorze; czy istniejecoś takiego jak ciepło?” Profesor nieco doszedł do siebie i poczuł się pewniej. 20
  21. 21. „Tak, ciepło istnieje.” „A czy istnieje zimno?” „Tak, zimno także istnieje.” „Nie, proszę pana, nie ma czegoś takiego jak zimno.” Profesor spojrzał obojętnie. Student wyjaśnił: „Może pan mieć mnóstwo ciepła, a nawet jeszczewięcej, super ciepło, mega ciepło, biały żar, czy przeciwnie –niewiele ciepła albo brak ciepła, ale nie możemy otrzymaćczegoś zwanego ‘zimnem’. Możemy osiągnąć 458 stopniponiżej zera. Widzi pan, proszę pana, ‘zimno’ jest tylkosłowem używanym do określania braku ciepła. Nie możemyzmierzyć zimna. Ciepło możemy zmierzyć jednostkamitermalnymi, ponieważ ciepło jest energią. Zimno nie jestprzeciwieństwem ciepła, a jedynie jego brakiem.” Zapadła cisza. Gdzieś na sali upada zawleczka. Student muzułmański kontynuuje: „Czy istnieje coś takiego jak ciemność profesorze?” „To głupie pytanie, synu. Czym jest noc jeśli nieciemnością? Do czego zmierzasz?” 21
  22. 22. „Więc mówi pan, że jest coś takiego jak ciemność?” „Tak…” „I znów się pan myli, profesorze! Ciemność nie jestbytem. Jest to brak światła. Ktoś może mieć światłoprzyćmione, światło normalne, jasne światło, światłomigające. Jeśli ktoś nie ma żadnego światła, wówczas nie manic, nazywamy to ciemnością, prawda? To jest określeniejakiego używamy, by zdefiniować świat. W rzeczywistościciemności nie ma. Gdyby była, ktoś mógłby stworzyćciemność w stopniu równym, oraz ciemność ciemniejszą iwłożyć ją do pojemnika. Czy potrafi mi pan napełnić słoikciemniejszą ciemnością, profesorze?” „Czy mógłbyś nam powiedzieć o co ci chodzi, młodyczłowieku?” „Tak, profesorze. Zmierzam do tego, że panafilozoficzne założenie jest od początku wadliwe, więc i panawniosek musi być błędny. Nie jest pan naukowcem, leczpseudonaukowcem!” Profesor zezłościł się. „Wadliwe? Jak śmiesz!” Muzułmanin pozostaje opanowany, mówi uprzejmie,jak do małego chłopca: „Proszę pana, czy mogę wyjaśnić comam na myśli?” 22
  23. 23. Studenci w klasie niecierpliwie kiwają potakującogłowami. Zamieniają się w słuch. Profesor nie ma innegowyjścia jak tylko się zgodzić. „Wyjaśnij... och, wyjaśnij…” – machnął ręką obojętnie,usiłując odzyskać kontrolę. Nagle sam staje się uprzejmy.Grupa oczekuje w milczeniu. „Opiera się pan na założeniu dwoistości” – wyjaśniamuzułmanin. „Czyli że na przykład jest życie i jest śmierć,dwa różne byty; dobry Bóg i zły Bóg. Postrzega pankoncept Boga jako skończony byt - byt, który możemyzmierzyć. Proszę pana, nauka nie może nawet wyjaśnićczym są myśli. Wykorzystuje elektryczność i magnetyzm, alenigdy ich nie widziała, a tym bardziej nie zrozumiała.Postrzeganie śmierci jako przeciwieństwo życia to bycieignorantem wobec faktu, że śmierć nie może istnieć jakokonkretny byt. Śmierć nie jest przeciwieństwem życia, ajedynie jego brakiem.” Młodzieniec chwyta gazetę, którą wziął ze stolikajednego ze studentów. „Oto jeden z najgorszych tabloidóww naszym kraju, profesorze. Czy istnieje coś takiego jakniemoralność?” „Oczywiście, że tak. Zobacz...” „I znów błąd, proszę pana. Widzi pan, niemoralność tojedynie brak moralności. Czy jest coś takiego jak 23
  24. 24. niesprawiedliwość? Nie, proszę pana. Niesprawiedliwość tobrak sprawiedliwości. Czy istnieje coś takiego jak zło?”Muzułmanin robi przerwę. „Czyż zło nie jest brakiemdobra?” Twarz profesora przybrała alarmujący kolor. Był takzły, że aż zaniemówił. Muzułmanin kontynuuje: „Jeśli istnieje na tym świeciezło – a wszyscy zgadzamy się, że istnieje – wówczas Bógmusi czegoś dokonać za pomocą tego zła. Czego Bóg dziękitemu dokonuje? W wersecie 35. Rozdziału ‘Prorocy’ wSzlachetnym Koranie Bóg mówi: „Każda dusza zakosztujeśmierci. My doświadczamy was złem i dobrem dlawypróbowania, i wy do Nas będziecie sprowadzeni”. Islammówi nam, że to po to, by zobaczyć co wybierzemy - dobroczy zło. „Odnośnie pana pytania o Szatana: Skąd pochodziSzatan? I że to Bóg stworzył Szatana, tak? Szlachetny Koranwspomina, że diabeł nie stał się demonem, lecz raczej żeodmówił spełnienia rozkazu Bożego i stał się wrogiemludzkości. Bóg (Allah) mówi w Rozdziale ‘Abraham’ werset22. Szlachetnego Koranu: „Powiedział szatan, kiedy sprawazostała rozstrzygnięta: Zaprawdę, Bóg dał wam obietnicę,obietnicę prawdy! I ja wam dałem obietnicę, lecz ja wasoszukałem; ja nie miałem nad wami żadnej władzy. Ja tylkowzywałem was, a wyście mi odpowiedzieli. Nie gańcie mniewięc, lecz gańcie samych siebie! Ani ja wam nie pomogę, ani 24
  25. 25. wy mi nie pomożecie. Wyrzekam się tego, czego wy niegdyśuczyniliście mnie współuczestnikiem. Zaprawdę,niesprawiedliwych czeka kara bolesna’.” Profesor oburzył się: „Jako filozof i naukowiec niemogę się zgodzić z tym, że ta kwestia ma cokolwiekwspólnego z wyborem; jako realista absolutnie nie uznajękonceptu Boga ani innego teologicznego czynnika jakoczęści zrównoważenia świata, ponieważ Boga nie możnazaobserwować.” „Ja myślę, że nieobecność Bożych zasad moralnych jestprawdopodobnie jednym z najbardziej obserwowalnychzjawisk jakie mają miejsce” – odpowiedział muzułmanin. „Gazety zarabiają krocie donosząc o tym każdegotygodnia. Profesorze, próbował pan obwinić o całe zło tegoświata Boga, w którego pan nie wierzy, co jest oczywistąsprzecznością. Jednakże przeanalizujmy to kto jest taknaprawdę odpowiedzialny za szerzenie się zła – ci, którzywierzą w Boga, czy ci, którzy w Niego nie wierzą?Fundamentalna wiara jaką posiada muzułmanin to ta, żezostanie on wskrzeszony w Dniu Sądu i zda relacje zeswoich uczynków na tym świecie. Zostanie nagrodzony zakażdy dobry uczynek jaki zrobił, będzie też musiał ponieśćkonsekwencje za każdy zły uczynek. Każdy muzułmaninmusi wierzyć, że jest odpowiedzialny za swoje czyny i niktinny nie poniesie jego ciężaru w Dniu Sądu. Koncept Rajujako nagrody dla wiernych i Piekła będącego siedzibą dla 25
  26. 26. niewiernych także jest fundamentalną wiarą, podobnie jakto, że każdy źle czyniący muzułmanin zostanie ukarany zaswoje przestępstwa. Profesorze, ten konceptpowstrzymywał wiele milionów muzułmanów odpopełniania przestępstw. Bez tego nic nie funkcjonowałobyjak należy; kary, grzywna, więzienie są nieodłączną częściąkażdego cywilizowanego systemu. Z drugiej strony mamykapłanów ateizmu, którzy nie wierzą w ten koncept wkontekście kwestii moralności. Dla nich nie istnieje DzieńSądu, odpowiedzialność, nagroda i kara. Przesłanie dlainnych jest całkiem jasne – jeśli potrafisz się od tego odciąć,jesteś w porządku, nie musisz się o nic martwić. Widząc tostwierdzają oni, że nie ma czegoś takiego jak grzech – wnaszym kontekście grzech oznacza wykroczenie przeciwPrawu Boskiemu – każda jednostka może robić co zechce inie można tego postrzegać jako ‘złe’. Pozwoli pan, żepodsumuję to następująco: kapłani ateizmu utrzymują, żeBóg nie istnieje. Jeśli On nie istnieje, to nie może ustanawiaćżadnych zasad odnośnie tego co jest dobre, a co złe – zatemnie można popełnić grzechu, gdyż grzech to sprzeciwieniesię woli Boga. Tak więc człowiek może ustanawiać swojezasady, swój własny kod ‘moralności’. To dlatego mężczyźni‘wychodzą za mąż’ za innych mężczyzn, kobiety ‘żenią się’ zkobietami; szerzenie AIDS i innych chorób jest w porządku;nie ma niczego grzesznego w zdradzie i nierządzie, dokądstrony biorące w nich udział są dorosłe i na to przystają;zgodnie z logiką ateistów nawet kazirodztwo nie byłobygrzeszne, gdyby dopuścili się go ‘przystający na to dorośli’,gdyż kazirodztwo bazuje na kodzie moralności 26
  27. 27. wywodzącym się z religii, zaś pan profesor kategorycznieoświadczył, że ‘zupełnie nie uznaje konceptu Boga aniinnego teologicznego czynnika jako części świata’. Zabijaniedzieci w łonach ich matek jest w porządku – jest to ‘prawo’kobiety; i tak dalej. Lista ‘zasad’ pomijanych przezateistycznych kapłanów pseudonauki nie ma końca.Szczytem intelektualnej nieuczciwości jest przypisywaniewiny za szerzenie się tej niemoralności i nieczystości Bogu!Podejdźmy naukowo do sprawy w całości, profesorze.Niech pan weźmie grupę ludzi, którzy są świadomi istnieniaBoga – którzy w Niego wierzą tak, jak się powinno – orazgrupę ludzi będących zwolennikami pana ateistycznegowyznania. Proszę obiektywnie ocenić która z nich szerzyzło. Nie chciałbym skupiać się na tym punkcie, ale każdyobiektywny obserwator natychmiast zauważy, że grupa ludziświadomych istnienia Boga, przestrzegająca PrawWszechmogącego jako własnego kodu moralnego, taknaprawdę szerzy dobro; zaś ci, którzy tworzą własne zasady‘względnej moralności’ są tak naprawdę tymi, którzy szerzązło na świecie.” Tu muzułmanin robi przerwę, aby te ważnespostrzeżenia mogły dotrzeć do słuchaczy. Oczy studentóww klasie aż zabłysły, kiedy tak jasno zobaczyli tę kwestię.Nikt nigdy wcześniej nie wyjaśnił im tych ważnych sprawtak bardzo krytykowanych przez mass media. „Profesorze, jestem zdumiony - choć nie zaskoczony -pana nienaukowym przywiązaniem do moralności. Jestem 27
  28. 28. zdumiony, że choć wierzy pan w to, że człowiek pochodziod małp, nie zachowuje się pan jak zwierzę! Jestemzdumiony, że – choć nie wierzy pan w anioły – oczekujepan, by człowiek zachowywał się jak anioł z własnej woli,bez udziału Boskiego kodu moralnego. Nie jestemzaskoczony dlatego, że tak zagmatwanego myślenia możnaoczekiwać po tych, którzy są zwolennikami fałszywegokreda ateizmu!” Z sali można było usłyszeć aplauz. „Omówiliśmy już ewolucję, profesorze. Czyzaobserwował pan ewolucję swoimi oczami?” Profesor zazgrzytał zębami i spojrzał na studenta wmilczeniu. „Profesorze, skoro nikt nigdy nie zaobserwowałprocesu ewolucji w trakcie jej postępowania i nie możenawet udowodnić, że proces ten trwa, to czy nie naucza pandoktryny – doktryny przeciekającej jak sito i mającejmniejszą wartość aniżeli jakiekolwiek nauki teologiczne? Tapseudonauka, bo nie nauka, oraz jej orędownicy są jedynienieświadomymi kapłanami!” Profesorowi zrobiło się słabo. „Co za tupet!” Oddychałciężko i chodził nerwowo po klasie, w końcu jednak udałomu się odzyskać nieco samokontroli. 28
  29. 29. „W świetle naszej filozoficznej dyskusji przymknę okona twoje zuchwalstwo, synu. Czy skończyłeś już?” –wysyczał. „Proszę pana, pan nie uznaje Bożego kodu moralnegojako rozstrzygającego o tym, co jest dobre?” „Wierzę w to, co istnieje – czyli w naukę.” „Proszę pana, za przeproszeniem, to, w co pan wierzyto nie nauka, ale pseudonauka; i ta pana pseudonauka jest wdodatku zakłamana!” „PSEUDONAUKA? ZAKŁAMANA?” Profesorwyglądał, jak by zaraz miał wybuchnąć. W grupie zawrzało.Muzułmanin pozostał spokojny, na jego twarzy namalowałsię lekki uśmiech. Kiedy zgiełk ustał, zaczął kontynuować: „Widzi pan, profesorze, PRAWDZIWA NAUKA toodkrywanie praw i zamysłów jakie Stwórca wszechświataobmyślił dla systemu działania tego wszechświata, od tychnajwiększych po najmniejsze, od tych dostrzegalnych po teniedostrzegalne. Pseudonauka to religia ateistyczna, którastara się przeciwstawić temu konceptowi za pomocąoszustw, manipulacji statystyk, półprawdy, itd. Pseudonaukapostuluje istnienie mitycznej bezimiennej siły – ich własne,fałszywe bóstwo – która spowodowała Wielki Wybuch, anastępnie zapoczątkowała proces ewolucji, który stoi wsprzeczności z tym, co tak naprawdę nastąpiło. Kapłani tej 29
  30. 30. ateistycznej religii są tymi, którzy próbują usprawiedliwićbełkot jaki towarzyszy takiemu fałszowi za pomocąoszustw, półprawd i manipulowania danymi. Prawda musiwygrać; prawda logicznego wnioskowania, którą każdyrozsądny człowiek może wydedukować – że istnieje jedenBóg (Allah), będący Stwórcą całego wszechświata. Onstworzył cały ten system, dzięki któremu cały wszechświatdziała bezproblemowo od niepamiętnych czasów. Wróćmydo tego, o czym wspomniał pan wcześniej poprzedniemustudentowi, a ja powiedziałem, że odniosę się do tegopóźniej. Dam panu przykład, który każdy możezaobserwować: Czy ktokolwiek tutaj w klasie widział kiedyśpowietrze, cząsteczki tlenu, atomy lub mózg profesora?” Grupa wybucha śmiechem. „Czy ktokolwiek tutaj kiedykolwiek usłyszał mózgprofesora, dotknął go, powąchał lub posmakował?” Nikt sięnie odezwał. Muzułmanin smutnie potrząsnął głową.„Wygląda na to, że nikt nigdy nie doświadczył za pomocązmysłów mózgu pana profesora. Zatem – zgodnie zzasadami wygłaszanymi przez samego profesora, zasadamiempirycznego, stałego, możliwego do udowodnieniaprotokołu pseudonauki profesora – OGŁASZAM TUTAJ,że pan profesor nie ma mózgu!” Profesor opadł na krzesło. Grupa znów spontanicznieprzyklasnęła. 30
  31. 31. Student podał profesorowi wodę. Ten po chwilidoszedł do siebie. Spojrzał wściekle na studenta i rzekł:„Twoja bezczelność w żaden sposób nie dowodzi istnieniaBoga.” Muzułmanin odpowiedział: „Profesorze, jestemszczerze zdziwiony. Myślałem, że przyzna się pan doporażki. Ale wydaje mi się, że pan lubi być tak traktowany.” Tu zrobił pauzę, zdumiony spojrzał na grupę, anastępnie na profesora, do którego znów przemówił:„Proszę pana, czy ma pan rodziców – ojca i matkę?” „Kolejne z twoich głupich pytań. To jasne, że wszyscymamy rodziców.” „Cierpliwości, profesorze. Czy jest pan pewien, że panaojciec jest pana ojcem, a matka – matką?” Profesor zezłościł się: „Co za absurd! OCZYWIŚCIE,ŻE MÓJ OJCIEC JEST MOIM OJCEM, A MATKAMOJĄ MATKĄ!” – wykrzyczał. Muzułmanin zrobił pauzę,która się przedłużała. Zapanowała nerwowa atmosfera;student nagle usiadł na krawędzi ławki. Spokojnym głosemrzekł: „Niech mi pan to udowodni!” Napięcie wzrosło. Profesor nie potrafił się jużkontrolować. Jego twarz poczerwieniała. „JAK ŚMIESZ!” –krzyknął jeszcze głośniej, wbrew sobie. „MAM JUŻ 31
  32. 32. DOSYĆ TWOJEJ ZUCHWAŁOŚCI! WYNOŚ SIĘ ZMOJEJ KLASY! DONIOSĘ NA CIEBIE DOREKTORA!” Taki wybuch sprawił, że studenci znieruchomieli. Czyprofesor nie dostanie jakiegoś ataku albo udaru? Muzułmanin pozostał niewzruszony. Odwrócił się doklasy, podniósł rękę, zapewniając ich, że nie ma się czymmartwić. Następnie spojrzał z litością na profesora. Z jegowzroku emanowała siła. Profesor nie mógł znieść tegospojrzenia, spuścił więc wzrok. Jego złość ustąpiła. Oparłsię na krześle i złapał się za głowę. Po kilku minutach muzułmanin znów się odezwał,bardzo uprzejmie: „Drogi profesorze, ja nie sugeruję, żepana rodzice nie są pana rodzicami. Ja tylko próbujępokazać, że ani pan, ani ja, ani nikt z nas tutaj zebranych niepotrafi udowodnić, czy nasi rodzice są naszymi rodzicami,czy nie.” Zapadła cisza. „Powodem jest to, że nikt z nas nie był świadkiem aktuwspółżycia naszych rodziców kiedy nas poczęli. Nie byłonas tam, byśmy mogli stwierdzić czyja sperma dotarła dokomórki jajowej w łonie naszej mamy. Wierzymy naszymrodzicom na słowo gdy mówią, że są naszymi rodzicami.Postrzegamy ich jako uczciwych i prawdomównych w tej 32
  33. 33. kwestii. Nie kwestionujemy ich prawości. Tak samo panadzieci będą musiały uwierzyć panu na słowo, że jest pan ichojcem i że ich mama jest naprawdę ich mamą. Czyż nie jesttak, panie profesorze?” Profesor podniósł głowę. Spojrzał na muzułmanina.Można było zobaczyć, że jego twarz jaśnieje, kiedyzrozumiał o co chodzi. Złość ustąpiła. Powoli powtórzył:„Wszyscy wierzymy naszym rodzicom... Wszyscy wierzymynaszym rodzicom…” „Tak, profesorze. Jest tak wiele kwestii, w którychmusimy polegać na słowach innych. Istnienie powietrza,tlenu, cząsteczek, atomów, i tak dalej. Zatem kiedy chodzi osprawy metafizyczne, z naszych prawdziwych badańnaukowych dowiadujemy się, że nie było na świecie nikogobardziej uczciwego i godnego zaufania aniżeli ci, którychnazywa się Wysłannikami (‘Rasul’). My muzułmanieręczymy naszym życiem za to, że Muhammad (pokój z nim)miał absolutnie doskonały charakter. Nigdy nikogo nieokłamał. Był tak uczciwy, że nawet jego zacięci wrogowienazywali go ‘Al-Amin’ (Prawdomówny). Jeśli on powiedział,że Bóg (Allah) istnieje – a my gotowi jesteśmy przyjąć słowanaszych rodziców, że są oni naszymi rodzicami – to chcącbyć uczciwymi musimy przyjąć także jego słowa; musimyteż uwierzyć w wiele innych rzeczy – istnienie Raju i Piekła;istnienie aniołów; nadejście Dnia Sądu; rozliczenie się przedBogiem z naszych uczynków na tym świecie; a także wieleinnych konceptów. Są jeszcze inne rzeczy wskazujące na 33
  34. 34. istnienie Boga (Allaha). Ostateczne Objawienie zwane‘Szlachetnym Koranem’ dostępne jest dla każdego dozbadania. Zawiera ono pewne bardzo szczególne wyzwaniadla tych, którzy mają jakieś wątpliwości. Tym wyzwaniomnie sprostano przez czternaście stuleci jego istnienia. Jeśliktoś nie jest gotów uwierzyć w takiego Wysłannika (pokój ibłogosławieństwo Boga z nim), to czystą hipokryzją jestprzyjęcie sów naukowców, których doktryny ciągle sięzmieniają, a nawet wierzenie w słowa naszych rodziców.Sądząc po ilości rozpraw jakie mają miejsce każdego roku wnaszych sądach, gdzie rodzice wypierają się swojegorodzicielstwa, a także biorąc pod uwagę fakt, że jest takwiele dzieci poczętych dzięki dawcom spermy, którzy sąobcymi mężczyznami, oraz to, że tak wiele dzieci zostaje wokresie niemowlęcym adoptowanych przez bezdzietne pary iwychowywane jak własne dzieci, statystycznie rzecz biorącistnieje duże prawdopodobieństwo błędu w twierdzeniu, żejest się biologicznym dzieckiem własnych rodziców.” Odwracając się do grupy, muzułmanin podsumowuje:„Jest to naszym osobistym obowiązkiem by dowiedzieć sięwięcej o islamie. ‘Szlachetny Koran’ jest dostępny dlawszystkich, każdy może go zbadać. Jest wiele książek oislamie. Moim obowiązkiem jest jedynie poinformowanie, żejedyną Prawdą jest Islam. Nie ma przymusu w religii.Prawość zawsze odróżniała się od nieprawości. A ten, ktoodrzuca fałszywe bóstwa i wierzy w Boga, chwycił zanajpewniejszy uchwyt, który nigdy nie pęknie. A Allah jestWszystko Słyszący, Wszechwiedzący. Kiedy już was o tym 34
  35. 35. poinformowałem, moim obowiązkiem jest zaproszenie wasdo przyłączenia się do braci muzułmańskiej poprzezprzyjęcie islamu. Allah jest Obrońcą tych, którzyszczerze wierzą. On wyprowadza ich z ciemności do światła.A dla tych, którzy nie wierzą, obrońcami są fałszywebóstwa. One sprowadzają ich od światła do ciemności... Tosą wersety ‘Szlachetnego Koranu’ – SłowaWszechmogącego – które wam zacytowałem.” Muzułmanin spojrzał na zegarek. „Panie profesorze,drodzy studenci, dziękuję wam, że daliście mi możliwośćwyjaśnienia wam tych kwestii. A teraz wybaczcie, ale muszęiść do meczetu na modlitwę. Pokój wszystkim tym, którzypodążają za właściwym przewodnictwem.” koniec 35

×