HENNING    MANKELL zapora
Niniejsza darmowa publikacja zawiera jedynie fragment                      pełnej wersji całej publikacji.Aby przeczytać t...
Henning Mankell (ur. 1948) – jedenz najpopularniejszych pisarzy szwedzkich,wybitny dziennikarz i cz³owiek teatru. Zas³yn¹³...
HENNING    M A N KEL Lzapora
w serii ukaza y si :Martha Grimes Hotel ParadiseMartha Grimes Stacja Cold Flat JunctionMartha Grimes Hotel Belle RouenMart...
H ENNIN G       M AN KE L Lzaporaprze o y a IRENA KOWAD O-PRZEDMOJSKA
Tytu orygina u: Brandvägg              Brandvägg © 1998 by Henning Mankell   Published by agreement with Leopard Förlag AB...
Cz owiek, który zb dzi z drogi m dro ci,w zgromadzeniu umar ych mieszka b dzie.   Przek ad zaczerpni ty z Biblii Pozna ski...
IZMOWA
1Pod wieczór wiatr nagle przycich . Pó niej ca kiem usta .    Wyszed na balkon. W ci gu dnia, w przerwie mi dzydomami napr...
Sobota 4 pa dziernika 1997. Przez ca y dzie wia po-rywisty wiatr. Wed ug Instytutu Meteorologicznego, z si8-10 m/s. Poszar...
ceg y, w którym mie ci si urz d skarbowy. Przy pieszakroku, dopóki nie wpad w spokojny i wypróbowany wie-czorny rytm. W dz...
Zawróci i ruszy z powrotem. Min urz d skarbowyi poszed w stron bankomatu w centrum handlowym. Wy-maca portfel w kieszeni. ...
W kierunku nocnego promu przejecha kolejny tir.   Potem znów zapanowa a cisza.                            2Kurt Wallander ...
Min y ju trzy lata. Wci jeszcze trudno by o Wallandero-wi poj , e tam, w ród obrazów, wiecznego zapachu ter-pentyny i olej...
pisywa , gryz a go zazdro . Åkeson zdoby si na odwagi zacz nowe ycie, co , o czym Wallander tylko marzy .Teraz dobiega pi ...
jak l kliwo , jak gdyby stale obawia a si najgorszego.Okaza o si , e mia a racj . Wallander przypomina sobieniejasno, e za...
dres i sportowe buty i zacz cz sto chodzi na spacery.Kiedy jednak Martinsson zaproponowa , eby razem biega-li, Wallander o...
uprzedziwszy jej o swoim przyje dzie. Ale nie by o innegom czyzny. Po prostu Baiba nie mog a si zdecydowa napo lubienie po...
i co tam studiowa a – nawet nie wiedzia co – powiedzia- a, e nie mo e wyjecha . Mimo e mia aby ochot . amasobie g ow nad t...
– Tak – odpar Wallander. – Wiem.    M czyzna patrzy na swojego papierosa.    – Dla takiego lepiej, e nie yje.    Wallander...
Ale ch opiec wróci z ró ami. Wallander da mu dwadzie -cia koron. Dziesi , które obieca , i dziesi za to, e tam-ten wróci ....
wtedy z m em daleko, na pe nym morzu, gdzie w po-bli u Landsort.    D wi k muzyki organowej wype ni wn trze ko cio a.Walla...
Znale li si przy wyj ciu, gdzie czeka a na nich Anetaz Jensem.    Zabrzmia y dzwony. Wallander otworzy drzwi. Raz jesz-cze...
Wallander by spocony i zdenerwowany. Wci s yszab agalny krzyk Anety Fredman. Fotograf utkwi wzrok w roz-deptanej rolce z f...
Có , takie rzeczy si zdarzaj , pomy la . Ale to nie zna-czy, e potrafi je zrozumie .   Jecha do Ystadu przez jesienny kraj...
kontroli i nadzoru gangów motocyklowych. Próbowa siwykr ci od tego wyjazdu, ale Liza Holgersson si upar a.Jej zdaniem, pow...
o, e m odsza chodzi do szko y i ma wietne stopnie. Star-sza pracowa a jako recepcjonistka w hotelu, a wcze niejjako opieku...
– Nie. Ale nie wiem, czy powinni my si dziwi . Raczejpowinni my si byli spodziewa , e pr dzej czy pó niej cotakiego nast p...
Niniejsza darmowa publikacja zawiera jedynie fragment                      pełnej wersji całej publikacji.Aby przeczytać t...
Zapora   Henning Mankell ebook
Zapora   Henning Mankell ebook
Upcoming SlideShare
Loading in …5
×

Zapora Henning Mankell ebook

1,203 views

Published on

Published in: Education
0 Comments
0 Likes
Statistics
Notes
  • Be the first to comment

  • Be the first to like this

No Downloads
Views
Total views
1,203
On SlideShare
0
From Embeds
0
Number of Embeds
1
Actions
Shares
0
Downloads
6
Comments
0
Likes
0
Embeds 0
No embeds

No notes for slide

Zapora Henning Mankell ebook

  1. 1. HENNING MANKELL zapora
  2. 2. Niniejsza darmowa publikacja zawiera jedynie fragment pełnej wersji całej publikacji.Aby przeczytać ten tytuł w pełnej wersji kliknij tutaj.Niniejsza publikacja może być kopiowana, oraz dowolnierozprowadzana tylko i wyłącznie w formie dostarczonej przezNetPress Digital Sp. z o.o., operatora sklepu na którym możnanabyć niniejszy tytuł w pełnej wersji. Zabronione sąjakiekolwiek zmiany w zawartości publikacji bez pisemnej zgodyNetPress oraz wydawcy niniejszej publikacji. Zabrania się jejod-sprzedaży, zgodnie z regulaminem serwisu.Pełna wersja niniejszej publikacji jest do nabycia w sklepieinternetowym e-booksweb.pl - Audiobooki, ksiązki audio,e-booki .
  3. 3. Henning Mankell (ur. 1948) – jedenz najpopularniejszych pisarzy szwedzkich,wybitny dziennikarz i cz³owiek teatru. Zas³yn¹³seri¹ publikowanych od 1991 roku powieœcikryminalnych z komisarzem KurtemWallanderem, prze³o¿onych na 39 jêzykówi wydanych w ³¹cznym nak³adzie oko³o25 milionów egzemplarzy. Cykl doczeka³ siêwielu ekranizacji, w tym trzynastoodcinkowegoserialu telewizyjnego (2004). Mankell jest te¿autorem powieœci o tematyce spo³ecznej (m.in.Comédia infantil, W.A.B. 2008) oraz ksi¹¿ek dladzieci i m³odzie¿y (m.in. Pies, który bieg³ kugwieŸdzie, W.A.B. 2008). Otrzyma³ wiele nagródliterackich, m.in. Nagrodê Astrid Lindgren(1996), a ponadto presti¿ow¹ niemieck¹ NagrodêTolerancji (2004). Mieszka na przemianw Szwecji i w Mozambiku. Nak³adem W.A.B.ukaza³y siê wszystkie powieœci z cykluwallanderowskiego. W przygotowaniu kolejneksi¹¿ki kryminalne autora.Powieœci z Kurtem Wallanderem:Morderca bez twarzy 1991 (W.A.B. 2004)Psy z Rygi 1992 (W.A.B. 2006)Bia³a lwica 1993 (W.A.B. 2005)Mê¿czyzna, który siê uœmiecha³ 1994 (W.A.B. 2007)Fa³szywy trop 1995 (W.A.B. 2002)Pi¹ta kobieta 1996 (W.A.B. 2004)O krok 1997 (W.A.B. 2006)Zapora 1998 (W.A.B. 2008)
  4. 4. HENNING M A N KEL Lzapora
  5. 5. w serii ukaza y si :Martha Grimes Hotel ParadiseMartha Grimes Stacja Cold Flat JunctionMartha Grimes Hotel Belle RouenMartha Grimes Pod HuncwotemJean-Claude Izzo Total CheopsJean-Claude Izzo SzurmoJean-Claude Izzo SoleaTomasz Konatkowski Przystanek mierMarek Krajewski Koniec œwiata w BreslauMarek Krajewski Widma w mieœcie BreslauMarek Krajewski Festung BreslauMarek Krajewski D uma w BreslauMarek Krajewski, Mariusz Czubaj Aleja samobójcówHenning Mankell Morderca bez twarzyHenning Mankell Psy z RygiHenning Mankell Bia a lwicaHenning Mankell M czyzna, który si u miechaHenning Mankell Fa szywy tropHenning Mankell Pi ta kobietaHenning Mankell O krokAleksandra Marinina Kolacja z zabójcAleksandra Marinina Gra na cudzym boiskuAleksandra Marinina Ukradziony senAleksandra Marinina Z owroga p tlaAleksandra Marinina mier i troch mi oœciAleksandra Marinina M skie gryAleksandra Marinina Zabójca mimo woliZygmunt Mi oszewski Uwik anieDenise Mina Pole krwiJoanna Szymczyk Ewa i z oty kot
  6. 6. H ENNIN G M AN KE L Lzaporaprze o y a IRENA KOWAD O-PRZEDMOJSKA
  7. 7. Tytu orygina u: Brandvägg Brandvägg © 1998 by Henning Mankell Published by agreement with Leopard Förlag AB, Stockholm and Leonhardt & Høier Literary Agency A/S, Copenhagen Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo W.A.B., 2008Copyright © for the Polish translation by Wydawnictwo W.A.B., 2008 Wydanie I Warszawa 2008
  8. 8. Cz owiek, który zb dzi z drogi m dro ci,w zgromadzeniu umar ych mieszka b dzie. Przek ad zaczerpni ty z Biblii Pozna skiej. Ksi ga Przys ów 21,16
  9. 9. IZMOWA
  10. 10. 1Pod wieczór wiatr nagle przycich . Pó niej ca kiem usta . Wyszed na balkon. W ci gu dnia, w przerwie mi dzydomami naprzeciwko, wida by o po yskuj ce morze. Te-raz woko o panowa a ciemno . Czasem bra ze sob nabalkon star angielsk lornetk morsk i zagl da w o wiet-lone okna domu po drugiej stronie ulicy. Zwykle po chwiliogarnia o go nieprzyjemne uczucie, e kto go zobaczy . Niebo by o rozgwie d one. Ju jesie , pomy la . Mo e w nocy chwyci przymrozek,chocia jak na Skani , to jeszcze za wcze nie. Gdzie w oddali us ysza samochód. Zatrz s si z zim-na i wszed z powrotem do mieszkania. Drzwi balkonoweci ko si zamyka y. Zapisa to w notesie, który le a oboktelefonu na kuchennym stole. Jutro si tym zajmie. Wszed do pokoju dziennego. Na chwil przystanw drzwiach i rozejrza si . Jak co niedziela posprz ta miesz-kanie. wiadomo , e znajduje si w czystym pokoju, spra-wia a mu niezmiennie t sam przyjemno . Biurko sta o pod cian . Odsun krzes o, zapali lampi wyci gn gruby dziennik pok adowy, który przechowy-wa w jednej z szuflad. Rozpocz jak zwykle od przeczyta-nia zapisu z poprzedniego wieczoru. 9
  11. 11. Sobota 4 pa dziernika 1997. Przez ca y dzie wia po-rywisty wiatr. Wed ug Instytutu Meteorologicznego, z si8-10 m/s. Poszarpane chmury gna y po niebie. O szóstejrano temperatura wynosi a 7 stopni. O drugiej wzros a do8. Wieczorem znów spad a do 5. Pó niej nast powa y tylko cztery zdania. Przestrze jest pusta. adnych wiadomo ci. C nie odpo-wiada na sygna wywo awczy. Panuje spokój. Zdj przykrywk ka amarza i ostro nie zanurzy stalów-k . Pióro odziedziczy po ojcu, który przechowywa je odczasu, gdy w m odo ci stawia pierwsze kroki w ma ymoddziale banku w Tomelilla jako pomocnik kierownika. Nigdy nie pisa innym piórem w dzienniku pok ado-wym. Zanotowa , e wiatr ucich , a pó niej zupe nie usta . Ter-mometr w oknie kuchennym pokazywa plus trzy stopnie.Niebo by o bezchmurne. Pisa dalej, e posprz ta mieszka-nie i e zaj o mu to trzy godziny i dwadzie cia pi minut.Dziesi minut krócej ni w zesz ym tygodniu. W ci gu dnia by na spacerze po przystani, przedtemsp dzi pó godziny na medytacji w ko ciele Sankta Maria. Zastanowi si chwil i dopisa jeszcze jedn linijkw dzienniku: Wieczorem krótki spacer. Delikatnie przycisn bibu do wie ego tekstu, wytarstalówk i przykry ka amarz. Zanim zamkn dziennik, spojrza na stoj cy obok staryzegar okr towy. Wskazówki pokazywa y dwadzie cia po je-denastej. Poszed do przedpokoju, w o y star skórzan kurtk ,stopy wsun w gumowce. Przed wyj ciem z mieszkaniaupewni si , czy ma w kieszeni klucze i portfel. Na ulicy przystan w mroku i rozejrza si dooko a. Ni-kogo. Nikogo si zreszt nie spodziewa . Ruszy . Swoim zwy-czajem skr ci w lewo, przeci drog do Malmö i skierowasi w kierunku centrum handlowego i budynku z czerwonej 10
  12. 12. ceg y, w którym mie ci si urz d skarbowy. Przy pieszakroku, dopóki nie wpad w spokojny i wypróbowany wie-czorny rytm. W dzie chodzi szybciej, chcia si zm czyi spoci . Wieczorne spacery by y inne. Stara si wtedyprzede wszystkim odpr y , przygotowa do nocnego snui kolejnego dnia. Przed sklepem z materia ami budowlanymi przechadza- a si kobieta z psem, owczarkiem alzackim. Widywa j nie-mal za ka dym razem, kiedy wychodzi wieczorem. Obokprzemkn samochód. W przelocie zauwa y m odego cz o-wieka za kierownic i us ysza muzyk przez zamkni teokna auta. Nie wiedz , co ich czeka, pomy la . Ci wszyscy m odziludzie w swoich samochodach, którzy niszcz sobie s uchg o n muzyk . Nie wiedz , co nast pi. Ani oni, ani samotne panie naspacerze z psami. My l ta wprawi a go w dobry nastrój. My la o w adzy,któr mia . O tym, e nale y do wybranych. Tych, którychsi a kruszy stare, skamienia e prawdy i buduje nowe. Zatrzyma si i spojrza w rozgwie d one niebo. Wszystko jest niepoj te, my la . W równej mierze moje ycie, jak to, e docieraj ce do mnie wiat o gwiazd w dru-je przez niesko czon czasoprzestrze . To, czym si zajmu-j , przynajmniej nadaje wszystkiemu jaki niejasny sens.Propozycja, któr przyj em bez wahania niemal dwadzie -cia lat temu. Szed coraz szybciej, by podniecony. U wiadomi sobie, e wzbiera w nim niecierpliwo . Czekali ju tak d ugo. Zbli- a a si chwila, gdy zrzuc niewidzialn przy bic , a pot -na fala przewali si przez wiat. Ale ta chwila jeszcze nie nadesz a. Czas jeszcze nie doj-rza . Nie móg sobie pozwoli na niecierpliwo . Przystan . By ju w dzielnicy willowej i nie zamierzai dalej. Po pó nocy chcia by w ó ku. 11
  13. 13. Zawróci i ruszy z powrotem. Min urz d skarbowyi poszed w stron bankomatu w centrum handlowym. Wy-maca portfel w kieszeni. Nie zamierza podejmowa pie-ni dzy, lecz tylko sprawdzi stan konta i upewni si , czywszystko jest w porz dku. Przystan w wietle ko o bankomatu i wyci gn niebie-sk kart . Kobiety z psem ju nie by o. Drog do Malmöz oskotem przejecha wy adowany tir. Pewnie na prom doPolski. Ryk samochodu wiadczy o uszkodzonej rurze wy-dechowej. Wystuka kod, nast pnie wcisn przycisk. Wyj karti wsun j z powrotem do portfela. W automacie zachrz -ci o. U miechn si do swoich my li i za mia si cicho. Gdyby ludzie wiedzieli, pomy la . Gdyby mogli wie-dzie , co ich czeka. W otworze pojawi a si bia a karteczka. Si gn do kie-szeni po okulary i u wiadomi sobie, e zosta y w p aszczu,który mia na sobie na spacerze do przystani. Na momentogarn o go uczucie irytacji, e ich zapomnia . Stan w najja niejszym miejscu pod latarni i mru coczy, odczytywa stan konta. Sta e zlecenie z pi tku by o zarejestrowane. Tak e go-tówka, któr pobra dzie wcze niej. Stan rachunku wynosi9 765 koron. Wszystko si zgadza o. To, co nast pi o, by o zupe nie niespodziewane. Cios w g ow powali go jak kopni cie konia. Ból bystraszliwy. Upad na twarz, r k mia kurczowo zaci ni t na pokry-tym cyframi bia ym wistku papieru. Kiedy uderzy g ow w zimny beton, na moment odzy-ska jasno umys u. Jego ostatni my l by o, e nic nie rozumie. Potem ze wszystkich stron otoczy a go ciemno . W a nie min a pó noc. By poniedzia ek szóstego pa -dziernika 1997 roku. 12
  14. 14. W kierunku nocnego promu przejecha kolejny tir. Potem znów zapanowa a cisza. 2Kurt Wallander wsiada do samochodu na Mariagatanw Ystadzie z uczuciem dojmuj cej przykro ci. By o tu poósmej rano, szóstego pa dziernika 1997 roku. Wyje d aj cz miasta, zastanawia si , jak móg si zgodzi . ywi g bokniech do pogrzebów. A jednak by w drodze na pogrzeb.Poniewa mia du o czasu, postanowi nie jecha prosto doMalmö. Skr ci z szosy w kierunku drogi do Svarte i Trelle-borga, prowadz cej wzd u wybrze a. Po lewej stronie wi-da by o morze. Do portu w a nie zawija prom. Pomy la , e w ci gu ostatnich siedmiu lat jest to juczwarty pogrzeb. Najpierw jego kolega Rydberg zachoro-wa na raka. Choroba by a przewlek a i bolesna. Wallandercz sto odwiedza Rydberga w szpitalu i widzia , jak ten nikw oczach. Jego mier by a dla Wallandera ci kim ciosem.To Rydberg uczyni z niego policjanta. Nauczy go stawianiaodpowiednich pyta . Dzi ki niemu Wallander zdoby stop-niowo trudn umiej tno odczytywania informacji na miej-scu przest pstwa. Zanim zacz pracowa z Rydbergiem,by tylko przeci tnym policjantem. Dopiero du o pó niej,kiedy Rydberg ju nie y , Wallander zda sobie spraw , ema nie tylko konieczn wytrwa o i energi , ale równienieprzeci tne zdolno ci. Nadal cz sto prowadzi w my lachrozmowy z Rydbergiem, zw aszcza gdy nie móg sobie darady z jakim zawi ym dochodzeniem. Niemal codziennieodczuwa brak starszego kolegi. Wiedzia , e ju zawsze takb dzie. Potem nieoczekiwanie zmar mu ojciec. Przewróci sii umar na udar mózgu w swojej pracowni w Löderup. 13
  15. 15. Min y ju trzy lata. Wci jeszcze trudno by o Wallandero-wi poj , e tam, w ród obrazów, wiecznego zapachu ter-pentyny i olejnych farb nie ma ju ojca. Dom w Löderupzosta sprzedany po jego mierci. Wallander kilkakrotnieprzeje d a obok i widzia mieszkaj cych tam obcych ludzi.Nigdy si nie zatrzyma . Od czasu do czasu odwiedza gróbojca, zawsze z niejasnym poczuciem winy. Ale te wizytyz czasem stawa y si rzadsze. U wiadomi sobie, e coraztrudniej mu przywo a rysy ojcowskiej twarzy. Nie yj cy cz owiek staje si w ko cu cz owiekiem, którynigdy nie istnia . Nast pny by Svedberg. Kolega z pracy, rok temu bru-talnie zamordowany we w asnym mieszkaniu. Wallandermy la wtedy o tym, jak niewiele wie o ludziach, z którymipracuje. mier Svedberga ods oni a przed nim strony y-cia, o jakich mu si nawet nie ni o. A teraz by w drodze na czwarty pogrzeb, jedyny, na któ-ry w a ciwie nie musia jecha . Zatelefonowa a do niego w rod . Wallander mia w a -nie wychodzi z biura. By o pó ne popo udnie. Rozbola ago g owa od bezowocnego l czenia nad materia em doty-cz cym przemytu papierosów ukrytych w tirze na promiedo Ystadu. Trop prowadzi do pó nocnej Grecji, a nast pniesi urywa . Wallander nawi za kontakt z greck i niemieckpolicj . Jednak wci nie udawa o si schwyta sprawców.Teraz u wiadomi sobie, e kierowca, który zapewne niewiedzia , e w przewo onym adunku znajduje si przemy-cany towar, zostanie skazany na kilkumiesi czne wi zienie.Nic gorszego nie nast pi. By pewny, e do Ystadu codzien-nie przyp ywaj transporty nielegalnych papierosów. W t-pi , eby kiedykolwiek uda o si ukróci przemyt. Dodatkowo zatru a mu dzie k ótnia z prokuratorem– zast pc Pera Åkesona, który kilka lat temu wyjecha doSudanu i wcale nie zamierza wraca . Kiedy my la o wy-je dzie Åkesona i czyta listy, które ten regularnie do niego 14
  16. 16. pisywa , gryz a go zazdro . Åkeson zdoby si na odwagi zacz nowe ycie, co , o czym Wallander tylko marzy .Teraz dobiega pi dziesi tki. Zdawa sobie spraw , chocianiech tnie si do tego przyznawa , e wszystkie prze omo-we decyzje w yciu ma ju za sob . Na zawsze pozostaniepolicjantem. Jedyne, co mo e zrobi , zanim przejdzie naemerytur , to stara si by jeszcze lepszym ledczym.Ewentualnie przekaza co ze swojej wiedzy m odszymkolegom. Poza tym nie mia widoków na jakikolwiek punktzwrotny w yciu. Nie czeka na niego aden Sudan. Sta z kurtk w r ce, kiedy zadzwoni a. Z pocz tku nie wiedzia , z kim rozmawia. Po chwili si zorientowa , e to matka Stefana Fredmana.Opad y go my li i wspomnienia. W ci gu kilku sekund przy-wo a w pami ci zdarzenia sprzed trzech lat. Wtedy to ch opiec przebrany za Indianina postanowisi zem ci na m czyznach, którzy doprowadzili do ob -du jego siostr i nape nili przera eniem jego m odszegobrata. Jednym z tych, których zabi , by jego w asny ojciec.Wallander przypomnia sobie upiorn scen , kiedy ch opakna kl czkach szlocha nad cia em martwej siostry. Nie wie-dzia , co nast pi o pó niej. Tyle tylko, e ch opak nie wyl -dowa naturalnie w wi zieniu, lecz na zamkni tym oddzialepsychiatrycznym. Teraz dzwoni a Aneta Fredman z wiadomo ci , e Stefannie yje. Odebra sobie ycie, skacz c z budynku, w któ-rym by przetrzymywany. Wallander z o y matce wyrazywspó czucia i w g bi duszy poczu smutek. A mo e raczejuczucie rozpaczliwej beznadziei. Jednak w dalszym ci gunie rozumia , w jakim celu kobieta do niego dzwoni. Sta zes uchawk w r ce i usi owa wywo a w pami ci jej obraz.Dwa lub trzy razy zetkn si z ni na peryferiach Malmö,kiedy poszukiwali Stefana, usi uj c pogodzi si z my l , e sprawc bestialskich mordów mo e by czternastoletnich opak. Pami ta , e by a nieufna i spi ta. Mia a w sobie 15
  17. 17. jak l kliwo , jak gdyby stale obawia a si najgorszego.Okaza o si , e mia a racj . Wallander przypomina sobieniejasno, e zastanawia si wtedy, czy nie jest uzale nionaod alkoholu lub leków uspokajaj cych. Nie wiedzia . I trud-no mu by o przywo a w pami ci jej twarz. G os, który s y-sza w s uchawce, brzmia obco. Po chwili wyja ni a, w jakiej sprawie dzwoni. Prosi a, eby Wallander przyjecha na pogrzeb. Nikogoinnego nie b dzie. Zosta a tylko ona i m odszy brat Stefana,Jens. Mimo wszystko uwa a Wallandera za yczliw osobi wie, e chcia dobrze. Wallander obieca , e si zjawi. W tejsamej chwili tego po a owa . Ale by o ju za pó no. Pó niej próbowa si dowiedzie , co sta o si dalejz ch opcem po zatrzymaniu. Rozmawia z lekarzem ze szpi-tala, w którym umieszczono Stefana. Przez lata tam sp -dzone Stefan prawie si nie odzywa , ca kowicie zamknsi w sobie. Wallander dowiedzia si równie , e ch opak,który le a martwy na asfalcie, mia wymalowane na twarzybarwy wojenne, a sp ywaj ca krew i farba utworzy y upior-n mask ; by mo e mówi a ona wi cej o spo ecze stwie,w którym przysz o mu y , ni o rozdwojonej osobowo ciStefana. Wallander jecha powoli. Kiedy rano w o y ciemneubranie, ze zdziwieniem zauwa y , e spodnie dobrze le .Czyli e straci na wadze. Okaza o si jaki rok temu, e macukrzyc i musi zmieni dotychczasowy sposób od ywia-nia, zacz si wi cej rusza i pilnowa wagi. Z pocz tku,powodowany nadmiern gorliwo ci , stawa na azienkowejwadze wiele razy dziennie. Wreszcie wyrzuci j w napa-dzie w ciek o ci. Skoro nie potrafi si odchudzi bez nie-ustannej kontroli, to lepiej da sobie z tym spokój. Ale lekarz, do którego regularnie chodzi , nie ust powa ,nalegaj c, by Wallander porzuci dotychczasowy tryb ycia– nieregularne i niezdrowe jedzenie przy niemal ca kowi-tym braku ruchu. W ko cu dopi swego. Wallander kupi 16
  18. 18. dres i sportowe buty i zacz cz sto chodzi na spacery.Kiedy jednak Martinsson zaproponowa , eby razem biega-li, Wallander opryskliwie odmówi . S jakie granice. Jegoko czy a si na spacerach. U o y sobie godzinn tras odMariagatan przez park Sandskogen i z powrotem. Zmuszasi do wyj cia przynajmniej cztery razy w tygodniu. Prze-sta równie jada w barach z hamburgerami. W rezultaciespad mu poziom cukru we krwi i straci na wadze. Pewne-go ranka, przy goleniu, zauwa y , e inaczej wygl da. Miawkl s e policzki. Odniós wra enie, e odzyskuje w asntwarz, przez d ugi czas ukryt pod warstw t uszczu i nie-zdrow cer . Córka Wallandera, Linda, by a przyjemniezaskoczona widokiem ojca. Ale w komendzie policji nikt nieskomentowa zmian w jego wygl dzie. Zupe nie jak gdyby my si nie dostrzegali, pomy laWallander. Pracujemy razem, ale si nie dostrzegamy. Mija pla w Mossby, pust o jesiennej porze. Przypo-mnia sobie, jak sze lat temu przybi a tu do brzegu gumo-wa tratwa z cia ami dwóch m czyzn. Zahamowa gwa townie i zjecha z g ównej drogi. Wcimia du o czasu. Zgasi silnik i wysiad z auta. Dzie bybezwietrzny, kilka stopni powy ej zera. Zapi p aszcz i ru-szy kr t drog mi dzy wydmami. Tu by o morze. I pustybrzeg. lady ludzi i psów. I ko skich podków. Spojrza przedsiebie. Stado ptaków mkn o na po udnie. Nadal dok adnie pami ta miejsce, w którym tratwa wy-p yn a na brzeg. Trudne dochodzenie zawiod o go potemna otw , do Rygi. I tam pozna Baib . Wdow po zamor-dowanym otewskim policjancie, cz owieku, którego poznai polubi . Baiba i on. D ugo wierzy , e b d razem. e ona prze-niesie si do Szwecji. Kiedy nawet wspólnie ogl dali domna przedmie ciu Ystadu. Potem jednak Baiba zacz a siwycofywa . W przyp ywie zazdro ci podejrzewa , e po-zna a kogo innego. Pewnego razu wybra si do Rygi, nie 17
  19. 19. uprzedziwszy jej o swoim przyje dzie. Ale nie by o innegom czyzny. Po prostu Baiba nie mog a si zdecydowa napo lubienie policjanta i opuszczenie w asnego kraju, gdziemia a le p atn , ale interesuj c prac jako t umaczka. Takto si sko czy o. Wallander szed wzd u brzegu i my la , e min juprzesz o rok, od kiedy ostatni raz ze sob rozmawiali. By-wa o, e pojawia a si w jego snach. Ale nigdy nie uda omu si jej dotkn . Kiedy szed w jej stron lub wyci ga doniej r k , zawsze znika a. Zastanawia si nad tym, czy na-prawd mu jej brakuje. Nie by ju zazdrosny. Teraz potrafij sobie wyobrazi u boku innego m czyzny bez uk uciaw sercu. To kwestia obcowania z drug osob , pomy la . PrzyBaibie nie odczuwa em samotno ci, z której wcze niej na-wet nie zdawa em sobie sprawy. Brakuje mi jej, bo t skniza poczuciem blisko ci. Wróci do samochodu. le znosi odludne, opustosza ewybrze a. Szczególnie jesieni . Kiedy wyznaczy sobie samotny posterunek na najda-lej na pó noc wysuni tym kra cu Pó wyspu Jutlandzkiego.By wówczas na zwolnieniu lekarskim z powodu g bokiejdepresji i nie wierzy , e kiedykolwiek wróci do komendyw Ystadzie. Min y lata, a on wci odczuwa przera enie,gdy tylko sobie przypomnia , jak si wówczas czu . Niechcia by tego prze ywa po raz drugi. Ten krajobraz wzbu-dza w nim wy cznie l k. Wsiad do samochodu i ruszy w stron Malmö. Wokópanowa a g boka jesie . Zastanawia si , jaka b dzie zima.Czy spadnie du o niegu, który w po czeniu z wichuramispowoduje chaos w mie cie, czy raczej pogoda b dzie desz-czowa. G owi si , co zrobi z tygodniem urlopu, który mu-sia wykorzysta w listopadzie. Proponowa córce, Lindzie,wycieczk do jakiego ciep ego kraju. Chcia jej zafundowaten wypad. Ale Linda, która nadal mieszka a w Sztokholmie 18
  20. 20. i co tam studiowa a – nawet nie wiedzia co – powiedzia- a, e nie mo e wyjecha . Mimo e mia aby ochot . amasobie g ow nad tym, z kim móg by si wybra razem naurlop. Ale nikogo takiego nie by o. Nie mia prawie adnychprzyjació . Jednym z nielicznych by Sten Widén, w a cicielstadniny koni pod Sturup. Ale Wallander raczej nie przeja-wia ochoty na jego towarzystwo. W du ej mierze z powoduproblemów Widéna z alkoholem. Widén nieustannie popija ,podczas gdy Wallander znacznie zmniejszy spo ycie alko-holu na skutek surowych napomnie swojego lekarza. Mógoczywi cie zwróci si do Gertrudy, wdowy po ojcu. Ale niewiedzia by, o czym z ni rozmawia przez ca y tydzie . Poza tym nie mia nikogo. Wobec tego zostanie w domu. Pieni dze, zamiast na po-dró , przeznaczy na nowy samochód. Jego peugeot ju sisypie. Teraz, w drodze do Malmö, s ysza jaki podejrzanyodg os w silniku.Dotar na przedmie cie Rosengård tu po dziesi tej. Po-grzeb mia si zacz o jedenastej w nowo wybudowanymko ciele. Kilku ch opaków kopa o pi k przy pobliskimmurze. Siedzia w samochodzie, przygl daj c im si . By oich siedmiu. Trzej z nich to czarni. Pozosta a trójka równiewygl da a na dzieci imigrantów. I jeszcze jeden, piegowaty,z jasn czupryn . Ch opcy zapami tale kopali pi k , weso- o si miej c. Przez chwil Wallander poczu nieprzepartch , by si do nich przy czy . Ale siedzia dalej. Z ko -cio a wyszed m czyzna i zapali papierosa. Wallander wy-siad z auta i podszed do pal cego m czyzny. – Czy to pogrzeb Stefana Fredmana? M czyzna przytakn i zapyta : – To pana krewny? – Nie. – Nie b dzie chyba du o ludzi – powiedzia m czyzna.– Przypuszczam, e pan wie, co on zrobi . 19
  21. 21. – Tak – odpar Wallander. – Wiem. M czyzna patrzy na swojego papierosa. – Dla takiego lepiej, e nie yje. Wallander wpad w z o . – Stefan nie mia jeszcze osiemnastu lat. Dla kogo takm odego nie jest lepiej, jak nie yje. Zorientowa si , e mówi podniesionym g osem. M -czyzna z papierosem obrzuci go zdziwionym spojrzeniem.Wallander gniewnie potrz sn g ow i odwróci si . W tejsamej chwili pod ko ció zajecha czarny wóz pogrzebowy.Wyniesiono br zow trumn , przykryt samotnym wie -cem. U wiadomi sobie w tym momencie, e powinien bykupi kwiaty. Podszed do ch opców kopi cych pi k . – Czy który z was zna jak kwiaciarni w pobli u? – za-pyta . Jeden z ch opców r k wskaza kierunek. Wallander si gn do portfela i wyj stukoronowy bank-not. – Le i kup kwiaty – powiedzia . – Ró e. I wracaj jak naj-szybciej. Dostaniesz dych za fatyg . Ch opiec spojrza na niego zdziwiony. Ale wzi pie-ni dze. – Jestem policjantem – o wiadczy Wallander. – I to gro -nym. Jak zwiejesz z pieni dzmi, to ci na pewno dopadn . Ch opiec pokr ci g ow . – Nie ma pan munduru – odpar amanym szwedzkim.– I nie wygl da pan na policjanta. A ju na pewno nie nagro nego. Wallander wyj legitymacj . Ch opiec przygl da si jejprzez chwil . Potem skin g ow i ruszy biegiem do kwia-ciarni. Pozostali ch opcy nadal kopali pi k . Ca kiem mo liwe, e nie wróci, pomy la ponuro Wallan-der. Ju od dawna w tym kraju nie szanuje si policji. 20
  22. 22. Ale ch opiec wróci z ró ami. Wallander da mu dwadzie -cia koron. Dziesi , które obieca , i dziesi za to, e tam-ten wróci . Oczywi cie za du o. Ale teraz ju nie móg siwycofa . W chwil potem pod ko ció zajecha a taksówka.Rozpozna matk Stefana. Postarza a si i by a chorobliwiewychudzona. Obok niej sta Jens, ch opiec mo e siedmiolet-ni, bardzo podobny do brata. Mia du e, wystraszone oczy.Pozosta w nim l k z tamtego czasu. Wallander podszed , eby si przywita . – B dziemy tylko my – oznajmi a kobieta. – I pastor. Powinien by jeszcze organista, pomy la Wallander. Alenic nie powiedzia . Weszli do ko cio a. M ody kap an siedzia nieopodaltrumny na krze le i czyta gazet . Aneta Fredman chwyci anagle Wallandera za rami . Rozumia j . Pastor schowa gazet . Usiedli z prawej strony trumny.Kobieta wci nie puszcza a ramienia Wallandera. Najpierw straci a m a, pomy la Wallander. Björn Fred-man – gbur i brutal, bi on i zastrasza dzieci. Ale to jed-nak ojciec. Zabi go w asny syn. Potem umar a najstarszacórka, Luiza. A teraz Aneta siedzi tutaj i ma pochowa syna.Ile jej zosta o? Pó ycia? Mo e nawet nie tyle. Kto wszed do ko cio a. Aneta Fredman nie us ysza a,a mo e ca y wysi ek skierowa a na to, by jako przetrwado ko ca ceremonii. Jaka kobieta nadchodzi a rodkowymprzej ciem. By a w wieku Wallandera. Aneta po chwili jdostrzeg a i skin a jej g ow na powitanie. Kobieta usiad akilka rz dów za nimi. – To lekarka – szepn a Aneta. – Agneta Malmström. Kie-dy opiekowa a si Jensem, jak by chory. Wallander gdzie ju s ysza to nazwisko. Chwil trwa- o, zanim skojarzy , e to w a nie Agneta Malmströmi jej m naprowadzili go na najwa niejszy trop w spra-wie Stefana Fredmana. Pami ta , jak pewnej nocy rozma-wia z ni za po rednictwem Radia Sztokholm. eglowa a 21
  23. 23. wtedy z m em daleko, na pe nym morzu, gdzie w po-bli u Landsort. D wi k muzyki organowej wype ni wn trze ko cio a.Wallander zorientowa si , e to nie organista, lecz ta maw czona przez pastora. Ciekaw by , dlaczego nie s ycha dzwonów. Czy pogrzebnie rozpoczyna si zawsze od bicia dzwonów? My l siurwa a, gdy poczu jeszcze silniejszy u cisk d oni na ra-mieniu. Rzuci wzrokiem na ch opca siedz cego obok Ane-ty Fredman. Czy powinno si zabiera na pogrzeb siedmio-letnie dziecko? Wallander nie by przekonany. Ale ch opieczachowywa si spokojnie. Muzyka ucich a. Pastor zacz mówi . Punktem wyj cia by- y s owa Jezusa: „Pozwólcie dzieciom przychodzi do mnie”.Wallander utkwi wzrok w wie cu na trumnie i usi owa li-czy kwiaty, by opanowa wzruszenie ciskaj ce mu gard o. Nabo e stwo trwa o krótko. Podchodzili kolejno dotrumny. Aneta oddycha a z trudem, jakby pokonywa a ostat-nie metry na finiszu. Agneta Malmström do czy a do nich.Wallander zwróci si do pastora, który wygl da na znie-cierpliwionego. – Dzwony – powiedzia surowo. – Maj dzwoni , jak b -dziemy wychodzili z ko cio a, i najlepiej nie z ta my. Duchowny skin niech tnie g ow . Wallander zastana-wia si , jak by zareagowa , gdyby on wyj policyjn legi-tymacj . Aneta Fredman i Jens wyszli pierwsi. Komisarzprzywita si z Agnet Malmström. – Pozna am pana – rzek a. – Nigdy pana nie widzia am,ale pami tam twarz z gazet. – Prosi a mnie, ebym przyszed . Do pani te dzwoni a? – Nie. Sama przysz am. – Co teraz b dzie? Agneta Malmström wolno pokr ci a g ow . – Nie mam poj cia. Zacz a stanowczo za du o pi . Niewiem, jak poradzi sobie Jens. 22
  24. 24. Znale li si przy wyj ciu, gdzie czeka a na nich Anetaz Jensem. Zabrzmia y dzwony. Wallander otworzy drzwi. Raz jesz-cze rzuci okiem za siebie, na trumn . Kilku m czyzn wy-nosi o j bocznym wyj ciem. Nagle poczu na twarzy b ysk flesza. Przed ko cio emsta fotograf. Aneta Fredman usi owa a zakry twarz. Fo-tograf schyli si i skierowa aparat na ch opca. Wallanderchcia go zas oni , ale fotograf by szybszy. Zd y pstryk-n zdj cie. – Nie mo ecie zostawi nas w spokoju? – krzykn aAneta. Ch opiec od razu wybuchn p aczem. Wallander z apafotografa za rami i odci gn na bok. – Co pan wyprawia? – wrzasn . – Odwal si pan, nie pana interes – odgryz si fotograf.By w wieku Wallandera i mia nie wie y oddech. – Fotogra-fuj , co mi si podoba – ci gn . – Pogrzeb seryjnego mor-dercy Stefana Fredmana. Dobrze si sprzeda. Szkoda tylko, e nie zd y em wcze niej tu przyjecha . Wallander ju si ga po policyjn legitymacj , ale sirozmy li i jednym ruchem wyszarpn fotografowi aparat.Tamten usi owa mu go odebra , lecz Wallander okaza sisilniejszy. Otworzy aparat i wyci gn film. – S jakie granice – powiedzia i zwróci aparat w a ci-cielowi. Fotograf wbi w niego wzrok, potem wyj z kieszeni ko-mórk . – Dzwoni po policj – o wiadczy . – To napa . – Dzwo – rzuci Wallander – prosz bardzo. Jestem ledczym w wydziale kryminalnym w Ystadzie. KomisarzKurt Wallander. Dzwo do moich kolegów w Malmö i mów,co chcesz. Wallander rzuci rolk z filmem na ziemi i rozgniót jczubkiem buta. W tej samej chwili dzwony umilk y. 23
  25. 25. Wallander by spocony i zdenerwowany. Wci s yszab agalny krzyk Anety Fredman. Fotograf utkwi wzrok w roz-deptanej rolce z filmem. Mali ch opcy nadal grali w pi k . Wcze niej, w rozmowie telefonicznej, Aneta pyta a, czyWallander wst pi do niej na kaw . Nie by w stanie od-mówi . – Nie b dzie zdj w gazetach – zapewni . – Dlaczego oni nie zostawi nas w spokoju? Wallander nie wiedzia , co powiedzie . Spojrza na Ag-net Malmström. Ale ona równie milcza a. Mieszkanie na czwartym pi trze w zaniedbanym czyn-szowym domu wygl da o tak samo jak kiedy . AgnetaMalmström przysz a z nimi. W milczeniu czekali, a kawab dzie gotowa. Wallanderowi zdawa o si , e s yszy brz kszk a w kuchni. Ch opiec siedzia na pod odze i bawi si po cichu sa-mochodem. Wallander widzia , e Agneta Malmström jestrównie przybita jak on. Trzymali w r ku fili anki z kaw . Oczy Anety Fredmanb yszcza y. Agneta Malmström usi owa a si dowiedzie , jakbezrobotna Aneta daje sobie rad finansowo. Aneta odpo-wiada a wymijaj co. – Jako leci. Dajemy sobie rad . yjemy z dnia nadzie . Rozmowa si urwa a. Wallander spojrza na zegarek.Dochodzi a pierwsza. Wsta i poda r k Anecie. I wtedyona wybuchn a p aczem. Wallander nie wiedzia , jak za-reagowa . – Zostan jeszcze chwil – powiedzia a AgnetaMalmström. – Niech pan ju idzie. – Postaram si odezwa – obieca na odchodnym. Pog a-dzi niezr cznie ch opca po g owie i wyszed . Przez chwil siedzia w samochodzie, nie zapuszczaj csilnika. My la o fotografie przekonanym, e dobrze sprzedazdj cia z pogrzebu seryjnego mordercy. 24
  26. 26. Có , takie rzeczy si zdarzaj , pomy la . Ale to nie zna-czy, e potrafi je zrozumie . Jecha do Ystadu przez jesienny krajobraz Skanii. Poran-ne prze ycia go przygn bi y. Zerwa si wschodni wiatr. Nad wybrze em stopniowogromadzi y si chmury. 3Kiedy Wallander wszed do pokoju, poczu , e boli gog owa. Otwiera kolejne szuflady biurka w poszukiwaniuproszków przeciwbólowych. Korytarzem szed , pogwizdu-j c, Hansson. W ko cu Wallander natrafi na zmi te opako-wanie disprilu w dolnej szufladzie. Poszed do kafeterii poszklank wody i fili ank kawy. Kilku m odych policjantów,od paru lat pracuj cych w komendzie, siedzia o przy stoli-ku, g o no rozmawiaj c. Wallander skin im g ow na po-witanie. S ysza , jak wspominaj Wy sz Szko Policyjn .Wróci do pokoju i usiad za biurkiem, utkwiwszy wzrokw szklance, w której z wolna rozpuszcza y si tabletki. My la o Anecie Fredman. Zastanawia si , jak ch opiec,który po cichu bawi si w mieszkaniu w Rosengård, pora-dzi sobie w przysz o ci. Jakby ukry si tam przed wiatem.Ze wspomnieniem nie yj cego ojca i dwójki nie yj cegorodze stwa. Wallander opró ni szklank i odniós wra enie, e bólg owy natychmiast ust puje. Przed nim na stole le a a tecz-ka, na której Martinsson przylepi czerwon karteczk z na-pisem: „Pilne jak diabli”. Wallander wiedzia , co zawiera.Rozmawiali o tym wydarzeniu telefonicznie pod koniectygodnia. Dosz o do niego w rod , tydzie wcze niej. Wal-lander by wtedy w Hässleholm na konferencji G ównegoZarz du Policji w sprawie nowych wytycznych w zakresie 25
  27. 27. kontroli i nadzoru gangów motocyklowych. Próbowa siwykr ci od tego wyjazdu, ale Liza Holgersson si upar a.Jej zdaniem, powinien jecha on, nikt inny. Jeden z gangówzakupi w a nie farm w okolicach Ystadu i nale a o byprzygotowanym na ewentualne k opoty w przysz o ci. Wallander westchn i postanowi powróci do codzien-no ci. Przejrza zawarto teczki i stwierdzi , e Martinssonprzedstawi jasny i zwi z y raport z wydarze . Odchyli sido ty u na krze le i my la o tym, co przeczyta . Dwie dziewczyny, jedna dziewi tnastoletnia, druga zale-dwie czternastoletnia, zamówi y taksówk do restauracji wewtorek, oko o dziesi tej wieczór. Mia y jecha do Rydsgård.Jedna usiad a obok kierowcy. Przy wyje dzie z Ystadu po-prosi a go, by si zatrzyma , bo chce si przesi do ty u.Taksówkarz przystan na skraju szosy. Wtedy dziewczynasiedz ca z ty u wyj a m otek i uderzy a go w g ow . Jed-nocze nie ta z przodu pchn a go no em w pier . Zabra ymu portfel i komórk i uciek y. Taksówkarz, mimo e ranny,zdo a przez radio zaalarmowa policj . Nazywa si JohanLundberg. Mia ponad sze dziesi t lat. Przez ca e swojedoros e ycie by taksówkarzem. Poda dok adny rysopisobu dziewczyn. Martinsson, który pierwszy przyby namiejsce, bez wi kszego trudu ustali ich personalia, prze-prowadzaj c rozmowy z go mi z restauracji. Obie zosta yzatrzymane we w asnych domach. Dziewi tnastolatka mia- a pozosta w areszcie. Z uwagi na charakter przest pstwapostanowiono zatrzyma równie czternastolatk . JohanLundberg by przytomny w drodze do szpitala, ale pó niejjego stan gwa townie si pogorszy . Straci przytomno i le-karze nie byli pewni, czy j odzyska. Z raportu Martinssonawynika o, e dziewczyny poda y „potrzeb pieni dzy” jakopowód napa ci. Wallander si skrzywi . Nigdy dot d z czym podobnymsi nie spotka . To znaczy, z równie brutaln przemoc zestrony m odych dziewczyn. Z notatek Martinssona wynika- 26
  28. 28. o, e m odsza chodzi do szko y i ma wietne stopnie. Star-sza pracowa a jako recepcjonistka w hotelu, a wcze niejjako opiekunka do dzieci w Londynie. Teraz mia a zaczstudia j zykowe na uniwersytecie. adna nie by a notowa-na na policji ani w rejestrze opieki spo ecznej. Nie mog tego zrozumie , my la zgn biony Wallander.Tej ca kowitej pogardy dla ludzkiego ycia. Mog y przeciego zabi – zreszt kto wie, czy si nie oka e, e to zrobi y.Je eli taksówkarz umrze w szpitalu. Dwie dziewczyny. Gdy-by to byli ch opcy, pewnie atwiej bym to zrozumia . Jakobardziej naturalne. Przerwa o mu stukanie do drzwi. W progu stan a Ann--Britt Höglund. Jak zwykle blada i wym czona. Zmieni a siod czasu, kiedy zacz a prac w Ystadzie. By a jedn z naj-lepszych absolwentek Wy szej Szko y Policyjnej i przyby atu pe na energii i ambicji. Wci mia a siln motywacj , alejednak si zmieni a. Blado na twarzy odzwierciedla a jejstan ducha. – Przeszkadzam? – zapyta a. – Nie. Usiad a ostro nie na chwiejnym krze le dla interesan-tów. Wallander wskaza otwart teczk . – Co na to powiesz? – zagadn . – To te dziewczyny z taksówki? – Tak. – Rozmawia am ze starsz , Soni Hökberg. Mówi jasno,udziela szczegó owych i precyzyjnych odpowiedzi. Drug ,m odsz , zajmuje si od wczoraj opieka spo eczna. – Potrafisz to zrozumie ? Ann-Britt Höglund odpowiedzia a po chwili milczenia: – Tak i nie. Wiadomo, e przemocy dopuszczaj si co-raz m odsi. – Nie przypominam sobie przypadku, eby dwie na-stolatki napad y na kogo z m otkiem i no em. Czy by ypijane? 27
  29. 29. – Nie. Ale nie wiem, czy powinni my si dziwi . Raczejpowinni my si byli spodziewa , e pr dzej czy pó niej cotakiego nast pi. Wallander pochyli si do przodu. – Wyt umacz mi, co masz na my li. – Nie wiem, czy potrafi . – Spróbuj. – Kobiety przesta y by potrzebne na rynku pracy. Tenokres ju min . – I to t umaczy, dlaczego dziewczyny uzbrojone w m o-tek i nó atakuj taksówkarza? – Musi si za tym kry jeszcze co . Ani ty, ani ja nie uwa- amy, e cz owiek rodzi si z y. Wallander pokiwa g ow . – Staram si w to wierzy – odpar . – Chocia czasaminie jest to atwe. – Wystarczy wzi do r ki które z pism dla dziewcz tw tym wieku. Pisz tylko o tym, jak by pi kn , o niczyminnym. Jak zdoby ch opaka, a potem znale sens ycia,dziel c jego zainteresowania. – Czy kiedy by o inaczej? – Tak. Popatrz na swoj córk . Czy ona nie ma w asnegopomys u na ycie? Wallander wiedzia , e Ann-Britt ma racj . Ale nie dawaza wygran . – W dalszym ci gu nie rozumiem, dlaczego zaatakowa yLundberga. – A powiniene . Do dziewcz t stopniowo zaczyna docie-ra , jak jest naprawd . Nie tylko nikt ich nie chce, ale w a -ciwie w ogóle nie s nikomu potrzebne. I wtedy reaguj taksamo jak ch opcy. Mi dzy innymi przemoc . Wallander milcza . Teraz dotar o do niego, co mia a namy li Ann-Britt Höglund. – Nie umiem chyba tego lepiej wyt umaczy – zako czy- a. – Nie chcesz sam z ni porozmawia ? 28
  30. 30. Niniejsza darmowa publikacja zawiera jedynie fragment pełnej wersji całej publikacji.Aby przeczytać ten tytuł w pełnej wersji kliknij tutaj.Niniejsza publikacja może być kopiowana, oraz dowolnierozprowadzana tylko i wyłącznie w formie dostarczonej przezNetPress Digital Sp. z o.o., operatora sklepu na którym możnanabyć niniejszy tytuł w pełnej wersji. Zabronione sąjakiekolwiek zmiany w zawartości publikacji bez pisemnej zgodyNetPress oraz wydawcy niniejszej publikacji. Zabrania się jejod-sprzedaży, zgodnie z regulaminem serwisu.Pełna wersja niniejszej publikacji jest do nabycia w sklepieinternetowym e-booksweb.pl - Audiobooki, ksiązki audio,e-booki .

×