Successfully reported this slideshow.
We use your LinkedIn profile and activity data to personalize ads and to show you more relevant ads. You can change your ad preferences anytime.

Wiez 1/2016

193 views

Published on

Piszemy w tym numerze „Więzi”, z rożnych stron, o narodzie polskim. Jak mówić o związkach katolicyzmu z polskością 1050 lat po chrzcie Mieszka? Czy Polacy to naród ochrzczony? Może raczej naród (w większości) ochrzczonych?
Na wolę narodu-suwerena powołuje się dziś rządząca partia, realizując swój plan polityczny. Ale jaka jest rola „woli narodu” w demokratycznym państwie prawa? Jak opisać projekt Prawa i Sprawiedliwości: rewolucja autorytarna, konserwatywna czy moralna?

Artyści słyszą coraz więcej o swoich obowiązkach wobec kultury narodowej. Czy jednak polska sztuka jest tym samym, co sztuka polska? Czy artyści mogą służyć narodowi także przez rozdrapywanie ran?

Published in: News & Politics
  • Login to see the comments

  • Be the first to like this

Wiez 1/2016

  1. 1. wiosna 2016 1 [663] Indeks 381489 Cena 24,99 zł [w tym 5% vat] Naród ochrzczony(ch) Piastowski Wyszyński, jagielloński Wojtyła Naród – kłopoty z suwerenem Rewolucja PiS: autorytarna czy moralna? Sztuka polska / polska sztuka Spór o kulturę narodową Kofta, Leder, Łuczewski, Zoll, Kojder Matyszkowicz, Stokfiszewski, Sosnowski Ryś, Dawidowski, Strzelczyk, Wierzbicki Tokarczuk: Literatura, odwieczny fejsbuk Wajda — aria dla atlety 256 stron!
  2. 2. Kwartalnik Warszawa rok LIX  nr 1 [663] Drodzy Czytelnicy! W tym numerze „Więzi” piszemy, z różnych stron, o narodzie polskim. Na wolę narodu­‑suwerena powołuje się dziś rządząca partia, realizując swój plan polityczny. Artyści słyszą coraz więcej o swoich obowiązkach wobec kultury narodowej. A w tle pojawia się refleksja religijna nawiązująca do 1050-lecia chrztu Polski. W ramach obchodów tego jubileuszu zaplanowano zarówno program duchowy, jak i uroczystości państwowo­‑kościelne. Wy‑ darzenia te mogą być odpowiedzią na ważne potrzeby społeczne, czuć bowiem w narodzie silną tęsknotę za wspólnotą, za warto‑ ściami podstawowymi. Ale jest też druga strona medalu. Polacy są dziś mocno podzieleni, a państwo ze swymi strukturami nie jest obecnie czynnikiem jednoczącym naród. Jak w tej sytuacji budować trwały ład społeczny? I znowu okazuje się, jak ważną rolę ma tu do odegrania — tak istotnydlakształtowaniapolskiejtożsamości —Kościółrzymskokato‑ licki. Powinien on być, zwłaszcza w Roku Miłosierdzia, narzędziem pojednania. W sytuacji ostrych podziałów politycznych niezbędny wydaje mi się zwłaszcza większy dystans Kościoła wobec prób prze‑ kształcania jubileuszu chrztu w celebrowanie „dobrej zmiany” i wo‑ bec tych elementów obchodów, które mają charakter państwowy. Owszem, chrzest Mieszka miał wymiar społeczny i państwowo­ twórczy. Bez chrztu nie byłoby też naszej cywilizacji i kultury. Ale w chrzcie nie o cywilizację chodzi — lecz przede wszystkim o oso‑ bistą więź z Chrystusem. Chrystianizacja ziem polskich nie zakończyła się w średnio‑ wieczu. Ona wciąż stoi przed nami — jako zadanie. Wiara jest przede wszystkim osobową relacją, więc nie da się jej przekazywać tylko jako elementu tradycji czy obyczaju. Politykom można zaś zadedykować przestrogę kard. Stefana Wyszyńskiego, który w lutym 1981 r. mówił w Gnieźnie: „Nie cho‑ dzi dziś bowiem w Polsce o wymianę ludzi, ale o nowego człowieka”. Zbigniew Nosowski
  3. 3. Spis treści Podziękowania dla Przyjaciół Chodzi o osobistą odpowiedź rozmowa Czego o chrzcie Polski nie dowiedzieliście się w szkole Piastowski Wyszyński, jagielloński Wojtyła. Dwie chrześcijańskie interpretacje polskości Kłopoty z teologią narodu Baza niejawnych danych osobowych, Czternastolatek idący bardzo długo Nota bene Ocalić sobór przed katastrofą Otwarta ortodoksja Kościół Franciszka jest kobietą Dzieci Abrahama Przyjaźń rabina i kardynała. Osobiste więzi a dialog międzyreligijny Litery na piasku I — jak inwentaryzacja 5 7 17 26 34 44 46 52 60 68 Naród ochrzczony(ch) Bp Grzegorz Ryś, Zbigniew Nosowski Grzegorz Pac Ks. Alfred Marek Wierzbicki Ks. Grzegorz Strzelczyk Janusz Szuber Antoine Arjakovsky Ks. Andrzej Draguła Susannah Heschel Michał Zioło OCSO
  4. 4. Rewolucja PiS: autorytarna, konserwatywna czy moralna? dyskusja Demokracja, czyli napięcie rozmowa (Prawie) każda władza jest władzą pańską Czy w Polsce możliwe jest jeszcze pojednanie? Rok lata życia, Niepisana, Wywiedzione Pomagać etycznie i skutecznie. Europa i Polska wobec kwestii uchodźczej Polemiki Czemu nie nazywam cię dobrym? O niebezpieczeństwach pragnienia posiadania pewnej zasługi Europejka i turban Czytanie świata Wyspa, która nas chce Z drugiej strony Bugu Pożegnanie i pojednanie. Ukraina w procesie redefinicji Historia Nikt nie ma prawa do monopolu List 59 sprzed 40 lat — wtedy i dziś 73 91 100 111 118 121 131 144 149 157 170 Naród – kłopoty z suwerenem Mirosław Kofta, Andrzej Leder, Michał Łuczewski, Sebastian Duda, Maria Rogaczewska Andrzej Zoll, Jakub Halcewicz Andrzej Kojder Wiesław Dawidowski OSA Krzysztof Siwczyk Marek Rymsza Justyna Melonowska Zbigniew Nosowski Aleksandra Nizioł Ola Hnatiuk Andrzej Friszke
  5. 5. Rzeczy (nie)pospolite Naród — bogactwo różnorodności Kultura do dezynfekcji? Trzy tezy o sztuce narodowej Spór o kulturę narodową dyskusja Olbrzym i karzeł. Pytania o naród, człowieka i uniwersalizm Miłość, W sposób oczywisty, Refleksja nad tomikiem wierszy Literatura, czyli odwieczny fejsbuk rozmowa Ksiądz z kobietą w kinie Aria dla atlety Książki Łatwe oskarżenia, trudne odpowiedzi Jarmark i mistycyzm W Galerii „Więzi” Sławomir Wąsik Na progu Pochwała progu 181 187 198 210 219 222 233 241 245 249 250 Aleksander Hall Polska sztuka / sztuka polska Jerzy Sosnowski Mateusz Matyszkowicz, Igor Stokfiszewski, Katarzyna Jabłońska Krzysztof Biedrzycki Ewa Heise-Zielicz Olga Tokarczuk, Janina Koźbiel Katarzyna Jabłońska, ks. Andrzej Luter Tomasz Dostatni OP Marcin Cielecki Jerzy Sosnowski
  6. 6.  5 Podziękowania dla Przyjaciół Serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy odpowiedzieli na nasz apel o pomoc finansową. W ostatnim okresie wsparcia udzieliły „Więzi” następujące osoby: Maria Ciemniewska, po raz dwunasty Ryszard Danielewski (Poznań), po raz drugi Jacek Haman (Warszawa), po raz ósmy Krzysztof Jedliński (Warszawa), po raz dziesiąty Michał Kosmulski (Warszawa), po raz piąty Ludwik Lenkiewicz (Gliwice), po raz siódmy Marcin Listwan (Czernica), po raz piąty Roman Murawski (Poznań), po raz jedenasty Paweł Sawicki (Warszawa), po raz czternasty Krzysztof Marian Szczyrba (Zabrze), po raz piąty Jan Wyrowiński (Toruń), po raz czterdziesty dziewiąty Jak można pomóc? Każda forma pomocy jest cenna. Będziemy wdzięczni zarówno za wpłaty jedno­razowe, jak i regularne (np. w formie stałego zlecenia bankowego). Nazwiska Ofiarodawców będziemy publikować w kolejnych numerach „Więzi”. Wpłaty na rzecz statutowej działalności Towarzystwa „Więź” mogą być odliczane od do‑ chodu jako darowizny. Prosimy o przekazywanie wpłat, także dewizowych, na konto: Towarzystwo „Więź”, 00–074 Warszawa, ul. Trębacka 3 PKO BP S.A. XV O/Warszawa, nr 79 1020 1156 0000 7702 0067 6866 z dopiskiem: darowizna na rzecz działalności statutowej Towarzystwa „Więź” Zachęcamy Państwa również do prenumeraty redakcyjnej naszego pisma oraz polecania prenumeraty „Więzi” swoim Bliskim i Przyjaciołom. Warunki prenumeraty — zob. s. 255. Bez Ciebie nie przetrwa „Więź”!
  7. 7.  6  WIĘŹ  Wiosna 2016 Wiara
  8. 8.  7 Naród ochrzczony(ch) Chodzi o osobistą odpowiedź Z bp. Grzegorzem Rysiem rozmawia Zbigniew Nosowski Zbigniew Rozmawiam z biskupem, który jest historykiem mediewistą. Chciał- Nosowski bym więc zacząć od pytania o fakty: kto przyjął chrzest w 966 roku? Mieszko, jego dwór, jego poddani, Polska, naród polski, państwo polskie? Bp Najłatwiej byłoby oczywiście powiedzieć, że Mieszko. Tyle że ani Grzegorz on nie był osobą prywatną, ani jego decyzja nie miała charakteru Ryś prywatnego. Mówimy przecież o wydarzeniu, które odbywało się w epoce średniowiecza, a nie w Kościele starożytnym. W okresie starożytnym przygotowanie do chrztu miało wymiar bardzo in‑ dywidualny, oczywiście w ramach wspólnoty eklezjalnej. Wtedy istniał katechumenat dorosłych. W czasach Mieszka to wszystko było już czasem zaprzeszłym. Decyzję Mieszka trzeba umieścić w określonym kontekście historycznym. Jego chrzest to było coś zdecydowanie innego niż chrzest Konstantyna. Gdy Konstantyn decydował o przyjęciu
  9. 9.  8  WIĘŹ  Wiosna 2016 Z bp. Grzegorzem Rysiem rozmawia Zbigniew Nosowski chrztu, nie decydował o losach cesarstwa. W jego czasach może dziesięć procent ludzi w Cesarstwie Rzymskim było chrześcijanami. W średniowieczu ugruntowała się wizja procesu chrystianiza‑ cji, jaka pojawiła się od czasów Chlodwiga. Gdy władca przyjmo‑ wał chrzest, tym samym decydował o wyznaniu podlegających mu ludzi. Średniowieczny model chrystianizacji koncentruje się zatem nie na osobie, lecz na całej społeczności. Wtedy przyjmowano, że człowiek żyje w określonej wspólnocie i jego decyzja dotyka tej społeczności, zwłaszcza jeśli ów człowiek to władca. W tym sensie chrzest Chlodwiga był nie tylko jego chrztem, lecz także chrztem Franków. Oczywiście nie zostali oni ochrzczeni w tym samym dniu, ale chrzest Chlodwiga inicjował proces dotyczący ludu, któremu przewodził. Widać to najlepiej w zapisach kroniki Jana Długosza o chrzcie Litwy czy Żmudzi. Tam czytamy, jak chrzciło się cały lud w ty‑ dzień. Najpierw trzy dni na nauczanie. A czego można nauczyć w trzy dni? Ojcze nasz i Wierzę w Boga, ale na tym koniec. Jeśli ktoś tyle się nauczy, to i tak dużo. Potem odbywał się masowy chrzest. Długosz pisze, że Litwini przyjmowali chrzest w grupach około pięćdziesięcioosobowych. Wchodziło do rzeki pięćdziesięciu mężczyzn, zanurzało się i wychodziło pięćdziesięciu Stanisławów, potem pięćdziesięciu Jerzych, potem pięćdziesięciu Czesławów. A potem kobiety: Urszule, Barbary, Małgorzaty... Nikogo to wtedy nie gorszyło. Tak wyglądała chrystianiza‑ cja przez całe średniowiecze. Gdy Włodzimierz Wielki przyjmo‑ wał chrzest w Kijowie, to następnego dnia ludzie szli i masowo się chrzcili, mówiąc, że jeśli nie byłoby to dobre, to nasz książę by nam nie kazał. Na początek tyle wystarczało za całą motywację. Ten model chrystianizacji polegał na rozszerzaniu granic nowego kultu — bez wielkiego przygotowania, bo na to nie było czasu. Raczej chodziło o narzucenie nowego prawa, także w obszarze wiary, zaprowadzenie nowego zwyczaju, który następnie będzie potrzebował czasu, żeby się ugruntować — z nadzieją, że może po jakichś dwóch, trzech wiekach zmieni się myślenie ludzi. Po‑ czątkowo nieunikniony był więc okres dwuwiary. Nosowski Element przymusu pojawiał się nie tylko w związku z poddaniem władcy. Była też przemoc. Bolesław Chrobry, jak z uznaniem pisze Thietmar, kazał wybijać zęby za łamanie postu... Bp Ryś Tak to się wtedy odbywało. Chrystianizacja była skoncentrowana na tym, co widoczne i weryfikowalne. Można było zobaczyć, czy ktoś jest obecny na niedzielnej Eucharystii, czy zachowuje posty,
  10. 10.  9 Naródochrzczony(ch) Chodzi o osobistą odpowiedź czy ma jedną, czy więcej żon. Można było sprawdzić, czy pocho‑ wał zmarłych, grzebiąc ich w ziemi, czy też ich spalił. To były kwe‑ stie weryfikowalne. Natomiast o wiele trudniej zobaczyć zmiany, które dotyczą mentalności i całego obszaru ducha. Na to potrzeba dwustu­‑trzystu lat. Nie mam jednak wątpliwości, że Mieszko doskonale wiedział, że jego decyzja — najgłębiej osobista — nie odnosi się tylko do niego samego, nie ma więc wyłącznie prywatnego charakteru i dotyczy także ludu, któremu on przewodzi. Nosowski Czy to jednak wystarcza, aby mówić o chrzcie Polski lub chrzcie narodu? Bp Ryś Ahistoryczne byłoby mówienie wówczas o narodzie polskim, bo jeszcze nie nadszedł czas używania takich pojęć. Na to potrzeba było kolejnych kilku wieków. Myślę, że w Polsce trzeba na to czekać przynajmniej do czasów Kazimierza Wielkiego. Może Mieszko przeczuwał, że jego chrzcielnica będzie kolebką rodzą‑ cego się narodu — trudno powiedzieć. Na pewno jednak 1050 lat temu książę wiedział, że prowadzi swoich pobratymców w świat łacińskiej kultury i że czyni ich obywatelami wspólnoty ludów zwanej christianitas — wspólnoty, w której każdy wymiar życia osobistego i ­publicznego (z politycznym włącznie) naznaczony był chrześcijaństwem. Nosowski Tak jak średniowiecze różniło się od starożytności, tak też dzisiej‑ sze kościelne rozumienie chrztu różni się od średniowiecznego. Obecnie znowu bardzo podkreślamy wymiar osobisty jako funda‑ mentalny w wierze. Jak zatem po 1050 latach nawiązywać w życiu Kościoła do takiego wydarzenia zbiorowego, w którym jednostki pytano o ich wolę jedynie formalnie? Bp Ryś W jubileuszu 1050-lecia nie chodzi o wspominki, jak to kiedyś było pięknie. Z punktu widzenia Kościoła jubileusz ma być postawie‑ niem pytania, na ile chrzest jest dla nas rzeczywistością żywą i dyna‑ miczną. Tak jak za Mieszka kolejność wydarzeń — i przyczynowość (!) — były i pozostają takie same: najpierw potrzebny jest osobisty wybór i życie wiary we wspólnocie Kościoła; później dopiero ob‑ jawiają się ich konsekwencje w życiu społecznym: od rodziny po naród, a nawet wspólnotę narodów, jaką dla nas pozostaje Europa. Nosowski W ubiegłorocznym liście pasterskim Konferencji Episkopatu Polski na 1050-lecie chrztu jest takie istotne zdanie, że kwestie społeczne,
  11. 11.  10  WIĘŹ  Wiosna 2016 Z bp. Grzegorzem Rysiem rozmawia Zbigniew Nosowski kulturowe czy narodowe są z pewnością ważne, „ale to przecież nie te pytania usłyszał Mieszko, gdy stanął przy chrzcielnicy”. Bp Ryś Oczywiście, że nie te. Usłyszał pytanie, które dotyczyło go osobi‑ ście: czy się wypiera grzechu, szatana, czy wierzy w Boga w Trójcy Jedynego. Nie pytano go przy chrzcielnicy, czy chce tworzyć chrze‑ ścijańską Polskę. O tej kolejności i przyczynowości trzeba pamiętać. Przecież to nowi ludzie tworzą nowy świat, a nie odwrotnie. Nowi ludzie wypowiadają się przez nową kulturę, nowe instytucje, struktury i zapisy prawne. Ich doświadczenie wiary z mocą przekłada się na ich postawy moralne — także w życiu gospodarczym i poli‑ tycznym. Zapominając o tej prawidłowości, łatwo narażamy się na niebezpieczeństwo przenikliwie opisane już jakiś czas temu przez Benedykta XVI w jego liście Porta fidei ogłaszającym Rok Wiary: „Zdarza się dość często, że chrześcijanie bardziej troszczą się o konsekwencje społeczne, kulturowe i polityczne swego za‑ angażowania, myśląc nadal o wierze jako oczywistej przesłance życia wspólnego”, gdy tymczasem jesteśmy świadkami „głębokiego kryzysu wiary, który dotknął wielu ludzi”. Jakże łatwo w takim wy‑ padku o redukcję wiary do jakiejś formy ideologii, w której liczą się już tylko rzeczy lub co najwyżej wartości, a nie prawdziwe relacje między osobami: każdego z nas z Bogiem, a w Bogu — między nami. Nosowski Jakie są zatem kluczowe pytania tegorocznego jubileuszu? Bp Ryś Musimy najpierw pytać o rzeczywistość chrztu w Polsce dzi‑ siaj. Nie myślę przy tym jedynie o prostej rejestracji „procentu” ochrzczonych. Chodzi o rzeczywistą inicjację rodziców i rodzi‑ ców chrzestnych; o jakość towarzyszenia dorosłym w ich drodze do chrztu; o prawdziwe prowadzenie dzieci, młodzieży i doro‑ słych do pozostałych sakramentów wtajemniczenia, tzn. bierzmo‑ wania i Eucharystii. Chodzi wreszcie o zróżnicowany w formie, ale powszechny pochrzcielny katechumenat dla nas wszystkich, prowadzący każdego z nas do odkrycia naszej chrzcielnej tożsa‑ mości. Wszyscy potrzebujemy inicjacji, nawrócenia i doświadcze‑ nia spotkania z Jezusem Chrystusem. Bez tego nawet katecheza nie ma właściwego fundamentu, a co dopiero zaangażowanie społeczne. Jest tu nawet pewne podobieństwo z chrztem poddanych Mieszka. Dzisiaj przecież — i z tego akurat bardzo się cieszę! — wciąż w Polsce niewielu ludzi świadomie przy chrzcie osobiście odpowiada na pytania o wiarę. Są bowiem chrzczeni w wieku nie‑
  12. 12.  11 Naródochrzczony(ch) Chodzi o osobistą odpowiedź mowlęcym — i dlatego właśnie muszą właściwie odkryć tę prawdę o chrzcie już później, w pochrzcielnym katechumenacie. Nosowski A co z wymiarem społecznym? Bp Ryś Nie bałbym się refleksji w wymiarze wspólnotowym, ale po pierw‑ sze, w odpowiedniej kolejności, a po drugie, w aspekcie bardziej eklezjalnym niż państwowym. Od średniowiecza rzeczywistość przecież bardzo się zmieniła. Nasze struktury społeczne to już nie średniowieczne christianitas, monolit kościelno­‑społeczny, we‑ wnątrz którego co najwyżej można się spierać, kto jest wyżej: książę czy biskup, ale w istocie jest to jedna społeczność. Żyjemy dziś w innej rzeczywistości społeczno­‑kulturowej, ale ten wspól‑ notowy wymiar przeżywania wiary też trzeba dzisiaj bardzo pod‑ kreślać — tyle że w odpowiedzi na inne ryzyko. Obecnie wiele osób przeżywa wiarę w sposób niesamowicie zindywidualizowany, nie tyle osobowo, ile indywidualistycznie, prywatnie. Ludzie stają się zdecydowanie coraz bardziej samotni i anonimowi. Kultura indywidualizmu jest zabójcza i dla człowieka, i dla wiary. Nosowski Łatwo się mówi o pozytywnej interpretacji chrztu Polski w wymia‑ rze narodowym, jak się jest katolikiem. Ale czy da się dzisiaj mówić o narodzie polskim i jego tożsamości związanej z katolicyzmem tak, żeby nie wykluczać ludzi inaczej wierzących czy niewierzących? Żebyśmy nie wyrzucali za burtę nieochrzczonych członków naszej wspólnoty narodowej, nie przesuwali do jakiejś gorszej kategorii polskich bohaterów narodowych, którzy byli protestantami, pra‑ wosławnymi, Żydami, muzułmanami czy agnostykami? Czasem nawet jeśli nie mamy intencji ich wykluczać, to i tak używamy języka, w którym nie ma dla nich miejsca. Bp Ryś Wciąż się tego uczymy, ale wrażliwość jest już jednak inna. Dam prosty przykład. Niedawno byłem na wizytacji w Lubieniu. To taka sympatyczna wieś na południe od Krakowa, w której jest Zespół Szkół Zawodowych pod patronatem Bohaterów Monte Cas­sino. Uczniowie chyba spodziewali się po mnie bardziej pobożnej gadki, a ja mówiłem im o Monte Cassino, o tym, jakim ta bitwa jest po‑ tężnym znakiem w wychowaniu sumienia. Właściwie tam poza nakazem sumienia nie było dla Polaków politycznych racji, żeby pójść do walki. To już było po konferencji w Teheranie i wiadomo było, że ci młodzi ludzie, którzy tam giną, umierają za Polskę, któ‑ rej już nie ma. A mniej więcej połowa polskich ofiar pochodziła z terenów, które potem zostały za naszą wschodnią granicą. Nieco
  13. 13.  12  WIĘŹ  Wiosna 2016 Z bp. Grzegorzem Rysiem rozmawia Zbigniew Nosowski później nawet Anders powiedział, że stracił moralny tytuł do tego, żeby żołnierzy posyłać do walki. Oni szli jednak do boju dlatego, że mieli w sobie wewnętrzne przekonanie, zobowiązanie, powinność. Ich śmierć nie przekładała się na doraźne korzyści polityczne. Powiedziałem więc do chłopaków w Lubieniu, gdy mi dali kwiaty na powitanie, żeby położyli je żołnierzom z Monte Cassino pod tablicą pamiątkową. Ale poprosiłem, żeby położyli też jeden kamień. Oczywiście zapytali mnie dlaczego. Wyjaśniłem, że ginęli tam również polscy Żydzi, a na grobach żydowskich kładzie się kamień. Widać było, że to do nich bardzo przemówiło. Nosowski To świetny przykład uwrażliwiania. Ale jak to wyrazić językiem dyskursywnym? Bp Ryś Naród jest wspólnotą, która daje człowiekowi poczucie zakorze‑ nienia w przeszłości, w kulturze, w języku. To są ogromnie ważne rzeczywistości. Od narodu czerpię język. W tym języku są zako‑ dowane wartości. Zawsze mam w pamięci to, co mówił Czesław Miłosz o mowie, że język prowadzi nam rękę i dlatego wielką literą piszemy słowa Prawda i Sprawiedliwość, a małą literą: niegodzi‑ wość i kłamstwo. To pokazuje, że język jest nie tylko narzędziem komunikacji, lecz niesamowitym instrumentem wychowania, prze‑ kazywania wartości. Język jest darem, który otrzymuję od narodu. Cieszę się, że jestem kształtowany przez polskość. Pamiętam, jak ks. Józef Tischner mówił, że w polskości jest zawarta niebywale atrakcyjna propozycja etyczna. Polskość jest atrakcyjna. Cieszę się, że jestem Polakiem. Nie chciałbym być kimś innym. Jestem Panu Bogu wdzięczny, że urodziłem się w tym kraju. Jestem dumny z tego, jaką ten naród ma kulturę, jaką ma przeszłość. Bez tego byłbym jakimś innym człowiekiem. Patriotyzm nie przeszkadza mi w przeżywaniu wiary. Wręcz przeciwnie, on mi pomaga przeżywać moją wiarę. I cieszę się, że polskość jest w dużej mierze ukształ‑ towana przez katolicyzm — tak jak katolicyzm jest zaproszeniem do powszechności, a nie plemienności. Nosowski Słyszę w tle mój ulubiony cytat z Jana Pawła II, że „polskość to nie ciasnota i zamknięcie, lecz otwartość i pluralizm”. Bp Ryś Właśnie tak. Dlatego nawet w zbitce Polak­‑katolik można dostrzec pewną wartość. Nosowski Ale jak to wyrazić, skoro w odbiorze społecznym najbardziej liczą się masowe celebracje? A zapowiedziano już choćby na 3 maja
  14. 14.  13 Naródochrzczony(ch) Chodzi o osobistą odpowiedź 2016 r. odnowienie aktu zawierzenia Matce Bożej na Jasnej Górze po pięćdziesięciu latach. Bp Ryś Nie bez powodu episkopat podkreśla jednak, że kluczowym mo‑ mentem przeżycia jubileuszu 1050-lecia chrztu Polski ma być Wigi‑ lia Paschalna, czyli odnowienie własnych przyrzeczeń chrzcielnych. Nie jakaś akademia ku czci, nawet nie kwietniowe trzydniowe obchody w Gnieźnie i Poznaniu czy odnowienie aktu zawierzenia na Jasnej Górze, lecz Wigilia Paschalna! Chodzi więc o osobistą od‑ powiedź każdego z nas na pytanie, czy chcę żyć własnym chrztem. Nosowski Ale masowe ceremonie będą się odbywały i przyciągały uwagę. Czy można dziś po prostu powtórzyć akt zawierzenia sprzed 50 lat? Bp Ryś Można spojrzeć na jego znaczenie w nowych kategoriach. Jan Paweł II powiedział kiedyś, że Śluby Jasnogórskie z czasów ko‑ munizmu to polska wersja Karty Praw Człowieka. Te stare teksty należałoby przeczytać od takiej strony. Sam maryjny sztafaż bogo‑ ojczyźniany nie wystarczy, trzeba odkrywać ich nowe znaczenie. Nosowski Może jednak należałoby napisać nowy akt zawierzenia, a nie powta‑ rzać stary? Wiele przecież się radykalnie zmieniło. Wtedy kardynał Stefan Wyszyński stworzył akt oddania się w macierzyńską niewolę miłości Matce Bożej za wolność Kościoła — a dzisiaj Kościół ma wolność, tylko nie wiem, czy umie z niej mądrze korzystać. W du‑ chowości katolickiej zanikło też mówienie o oddaniu się w niewolę, pozostało samo oddanie. Bp Ryś Być może potrzebne byłyby nowe modlitwy, choć nie widzę tego na‑ pięcia tak mocno. Tradycja jest zawsze ważna z racji na przyszłość, nie na przeszłość. Muszę wiedzieć, z jakich korzeni wyrastam, co chcę kontynuować z własnej przeszłości i w jaki sposób chcę to robić. Na pewno nie można takiej formuły powtarzać bezmyślnie, bo wtedy bylibyśmy na poziomie akademii ku czci. Nosowski Prymas Wyszyński używał zamiennie dwóch pojęć: „naród ochrzczony” i „naród ochrzczonych”. We wspomnianym ubie‑ głorocznym liście pasterskim episkopatu znalazła się w końcu tylko formuła „naród ochrzczonych”, a „naród ochrzczony” już nie. Dla mnie to znacząca różnica. Pojęcie „naród ochrzczonych” przypomina, że podmiotem chrztu jest człowiek, nie naród. Wtedy łatwiej też mówić o tym, że jest to naród osób (w większości, choć nie wyłącznie) ochrzczonych.
  15. 15.  14  WIĘŹ  Wiosna 2016 Z bp. Grzegorzem Rysiem rozmawia Zbigniew Nosowski Bp Ryś Ten wybór na pewno bardziej podkreśla to, że naród jest wspól‑ notą, bo tworzą go ludzie, którzy są ochrzczeni. Nie jest to pewna narzucona konstrukcja, tylko wspólnota tworzona przez ludzi. Taka formuła łatwiejsza jest też do interpretacji w duchu ekume‑ nicznym. A niewątpliwie potrzebne są w jubileuszu wydarzenia przekraczające granice Kościoła rzymskokatolickiego. Bo darem chrztu powinniśmy się cieszyć przynajmniej w gronie wszystkich ochrzczonych w Polsce. A w Polsce mamy unikalną Deklarację o wzajemnym uznaniu ważności chrztu, podpisaną w 2000 r. przez siedem Kościołów. Czy pozwolimy obecnie Duchowi Świętemu odnowić jedność między nami, katolikami, a wszystkimi naszymi braćmi tradycji prawosławnej i ewangelickiej? Nie możemy śpiewać dziękczynnego Te Deum za wydarzenie chrztu inaczej niż w postawie głębokiego pojednania. Bo jak inaczej? Każdy Kościół osobno? W poczuciu własnej samowystarczalności? Czy Bóg będzie słuchał takiego hymnu? A zwłaszcza: czy sami niepojednani możemy spełnić wiary­ godnie misję jedności wobec własnej Ojczyzny? Nosowski Jest również w jubileuszu wątek polityczny i państwowy. Zapowie‑ dziano już specjalne posiedzenie Zgromadzenia Narodowego w Poznaniu, a w listopadzie w Łagiewnikach ma odbyć się ogólno‑ polski akt przyjęcia królowania Chrystusa i oddania się pod Jego Boską władzę. Już sobie wyobrażam polityków, którzy tam stoją w pierwszych rzędach, żeby się ogrzać w cieple Kościoła. Bp Ryś Za tym listopadowym wydarzeniem nie kryje się żadna polityczna intencja, tylko próba wyjścia naprzeciw rozmaitym ruchom katoli‑ ków w Polsce, które można by nazwać ruchami intronizacyjnymi. To jest duża siła, nie wiem, na ile polityczna. Stąd inicjatywa tego aktu, w którym potwierdzimy królowanie Chrystusa nad sobą, ale unikając na przykład sformułowania, że Jezus Chrystus jest Królem Polski. Po prostu przyjmujemy nad sobą władzę Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata. Ruchy intronizacyjne domagają się, żeby władze państwowe ogłosiły Jezusa Chrystusa Królem Polski. W projekcie episkopatu nie ma więc żadnego pomysłu politycznego, wręcz przeciwnie — chodzi o próbę odpolitycznienia tej koncepcji. A na pewno nie jest rolą biskupów wyrzucanie z Kościoła ludzi, którzy są pobożni. Nosowski Podejrzewam, że pojawią się też pomysły, aby w roku 1050-lecia chrztu zmienić Konstytucję RP. Abp Henryk Hoser już mówił publicznie, że to „dobry moment na dokonanie takich zmian
  16. 16.  15 Naródochrzczony(ch) Chodzi o osobistą odpowiedź w konstytucji, by ukazywała naszą tradycję i cechy narodowe” oraz bardziej zaznaczała chrześcijańskie korzenie Polski. Na co bp Tadeusz Pieronek odparł, że obecna Konstytucja wystarczająco chroni wartości chrześcijańskie. Bp Ryś Również moim zdaniem obowiązująca Konstytucja RP wystar‑ czająco chroni wartości chrześcijańskie i odpowiednio wyraża tożsamość narodu polskiego. W ramach Dziedzińca Pogan w Kra‑ kowie współorganizowałem i prowadziłem dyskusję na temat „Czy możliwa jest jeszcze wspólna troska o dobro wspólne?”. Zapro‑ siliśmy polityków dość szeroko, od lewa do prawa. Obecni byli: Ryszard Bugaj, Mieczysław Gil, Aleksander Hall, Paweł Kowal, Ryszard Terlecki. W ramach wprowadzenia do tematu przeczy‑ tałem wtedy preambułę do Konstytucji RP. Reakcja polityków od prawa do lewa była jednakowa. Uznali, że to absolutnie niezwykły tekst i byli trochę zażenowani, że biskup musiał przeczytać im pre­ ambułę do Konstytucji, a oni właściwie po raz pierwszy usłyszeli ją z taką mocą. A w późniejszej dyskusji charakterystyczne było to, że nawet ci, którzy w referendum w 1997 r. głosowali przeciwko przyjęciu Konstytucji, mówili, że dziś tego żałują i głosowaliby za jej przy‑ jęciem. Wybitny prawnik prof. Andrzej Zoll podkreśla, że pod pewnymi istotnymi względami nasza Konstytucja zawiera najlepsze sformułowania w Europie. Oczywiście nikt nie mówi, że to dzieło jest doskonałe, ale jakie dzieło takie jest? Wracając zaś do preambuły — została ona napisana przez lu‑ dzi, dla których jestem pełen szacunku za sposób ich przeżywania chrześcijaństwa. Pan Stefan Wilkanowicz jest ukrytym autorem preambuły, a ostateczny kształt nadał jej pan Tadeusz Mazowiecki. To ta preambuła wyznacza, powiedziałbym, duchowość czytania Konstytucji. I właśnie dobrze oddaje chrześcijańską wrażliwość naszego narodu. Wiąże ją też z wrażliwością osób, które wierzą w prawdę, dobro i piękno, ale nie wyprowadzają tych wartości z doświadczenia wiary, lecz z innych źródeł. To jest próba szuka‑ nia wspólnoty w obszarze wartości duchowych. Podobne intencje przyświecały Benedyktowi XVI, gdy tworzył ideę spotkań w ra‑ mach Dziedzińca Pogan, w Polsce zwanego Dziedzińcem Dialogu. Bałbym się pochopnych dążeń do zmieniania Konstytucji. Nosowski Cały czas gdzieś z tyłu głowy snuje mi się pytanie o to, jak rozumiemy naród: jako wspólnotę etniczną czy kulturową lub obywatelską, jak definiuje to preambuła do Konstytucji. Czy da się jasno powiedzieć, co jest dla Kościoła narodem?
  17. 17.  16  WIĘŹ  Wiosna 2016 Z bp. Grzegorzem Rysiem rozmawia Zbigniew Nosowski Bp Ryś To nie jest kwestia doktrynalna, więc odwołam się do dzieł literac‑ kich. Przypomina mi się tekst Cypriana Norwida, który zawsze przywoływał ks. Tischner w refleksji nad narodem: że naród to moralne zjednoczenie i że bez moralności narody są jak bandy. Bez moralności wpadalibyśmy w plemienne rozumienie narodu. Są też trzy wartości, które Karol Wojtyła wyselekcjonował w swoim poemacie Myśląc ojczyzna. Składa się on z trzech czę‑ ści: „Słyszę dźwięk mowy”, „Słyszę dźwięk kosy” i „Wracam do korzenia”. Czyli: język, praca i zakorzenienie. Te wartości trzeba oczywiście wciąż na nowo wybierać. Mowa — bo koduje wartości istotne, jest narzędziem porozumienia. Praca — bo łączy ludzi. Za‑ korzenienie — bo daje świadomość, jak bardzo rozprzestrzenił się pień; że drzewo, które wyrosło z tysiącletnich korzeni, ma wiele rozgałęzień. Dla mnie te kategorie Wojtyły to inna forma Norwi‑ dowskiej formuły, że naród to moralne zjednoczenie. Nosowski Kiedy uzna Ksiądz Biskup obchody jubileuszu 1050-lecia chrztu za udane? Bp Ryś Gdy uwierzymy, że Ewangelia jest nie tylko za nami — w przeszło tysiącletnich dziejach narodu polskiego — lecz również i jeszcze bardziej: przed nami! Chrystus, Pan i Zbawca dziejów, jest przed nami. Jego obecność w naszej przyszłości wyznacza nam praw‑ dziwy horyzont nadziei. Rozmawiał Zbigniew Nosowski Bp Grzegorz Ryś — ur. 1964. Biskup pomocniczy krakowski (od 2011 r.), przewodniczący Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji przy Konferencji Episkopatu Polski. Doktor habilito‑ wany w dziedzinie historii Kościoła, wykładowca Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II. Stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. Autor wielu publikacji, m.in. książek: Pobożność ludowa na ziemiach polskich w średniowieczu. Próba typologii, Celibat, Inkwi‑ zycja, Droga Światła, Ecce homo, Brat Albert. Inspiracje, Skandal miłosierdzia, Kościelna wiosna, Wiara z lewej, prawej i Bożej strony.
  18. 18.  17 Naródochrzczony(ch) Czego o chrzcie Polski nie dowiedzieliście się w szkole Grzegorz Pac Rocznica „chrztu Polski” to dobra okazja, aby przypomnieć, co właściwie stało się przed 1050 laty. Teoretycznie wszyscy wiemy, jak to było. W 965 roku Du‑ brouka ad Mesconem venit, zaś w następnym roku książę Mieszko, a wraz z nim cała Polska przyjęli chrzest, wprowadzając nasz kraj do europejskiej rodziny i w łaciński krąg cywilizacyjny. Wszystko to niby prawda, ale... Czyj chrzest? Nie będę „znęcał się”, jak to jest zwyczajem historyków komentujących obcho‑ dzone rocznice, nad samą datą wydarzenia. Przekazy rocznikarskie zasadniczo preferują bowiem właśnie rok 966 jako moment Mieszkowego chrztu, choć uczciwie trzeba powiedzieć, że owa data nie jest jedyną, jaką możemy znaleźć w źródłach (z możliwymi przesunięciami o kilka lat). Warto jednak poświęcić nieco refleksji samemu określeniu. „Chrzest Polski”, mocno zakorzeniony w naszej świadomości, to termin, którego nie zarzucili także historycy, choć dziś przynajmniej część z nich stara się go unikać. Cóż bowiem właściwie on znaczy? Czyżby istniała formuła chrzcielna dla kraju? Oczywiście nie! Kościół niezmiennie nauczał i naucza, że chrzest przyjąć może jedynie człowiek, a słowa przeznaczone na tę okazję w sakramentarzach z czasów Mieszka nie różniły się specjalnie od znanych nam „Ja ciebie chrzczę”. Ochrzczony został zatem Mieszko, książę Polan (i zapewne jego najbliższy krąg), a nie kraj. O ile więc — będąc historykiem, a nie teologiem — jestem w stanie ocenić poprawność zwrotu „chrzest Polski”, to sądzę, że jest on teologicznie co najmniej nieprecyzyjny, o ile nie po prostu ateologiczny. Mówię o księciu Polan, aby zwrócić uwagę także i na to, że określenie „chrzest Polski” uznać można również za ahistoryczne. Polska była wtedy krajem in statu nascendi, powstającym dopiero w wyniku podbojów Mieszka. Nie było to
  19. 19.  18  WIĘŹ  Wiosna 2016 Grzegorz Pac więc, jak byśmy chcieli o tym myśleć, „zbieranie polskich ziem” — zamieszkujący te tereny Słowianie Polakami bowiem jeszcze nie byli, stali się nimi dopiero w wy‑ niku powstania państwa (odkładając tu na bok słuszne uwagi o XIX‑wiecznym pochodzeniu współczesnego rozumienia narodowości i późniejszą jeszcze genezę „unarodowienia” części ludności zamieszkującej polskie ziemie). Ów proces nie miał zresztą w żadnym razie charakteru pokojowego — zna‑ czą je w materiale archeologicznym ślady po spalonych grodach, a także skarby pełne arabskich monet, będących zapłatą za sprzedaż niewolników, a więc jeń‑ ców wojennych z okresu podboju. Stanowili oni główne bogactwo kraju Mieszka i — z ekonomicznego punktu widzenia — zasadnicze źródło jego sukcesu. Można więc powiedzieć — jakkolwiek przykre musi być dla nas to stwierdzenie — że Polska zbudowana została na handlu żywym towarem. A pierwsza córa Kościoła? Skoro nie można mówić o chrzcie Polski — zapyta ktoś — to czy chrztu Francji w 496 roku też nie było i niesłusznie szczyci się ona tytułem najstarszej córy Kościoła? Nie jest rzeczą historyka oceniać zasadność używania funkcjonującego obec‑ nie tytułu, poświadczonego po raz pierwszy — co warto sobie uświadomić — do‑ piero w wieku XIX. Może on jednak zwrócić uwagę na wyraźny europocentryzm tego określenia, ponieważ w momencie chrztu Chlodwiga w roku 496 Armenia była już od ponad półtora wieku krajem chrześcijańskim. Jednak z historycznego punktu widzenia określenie „chrzest Francji” jest bardziej jeszcze mylące niż „chrzest Polski”. O ile bowiem państwo Polan wkrótce przekształciło się w Polskę, o tyle z Francją sprawa była dużo bardziej skompliko‑ wana. Choć późniejsi władcy tego kraju widzieli samych siebie jako kontynuatorów rządzących Państwem Franków Merowingów (a więc dynastii Chlodwiga) i ich następców Karolingów, nie można zapominać, że podobne pretensje rościli też np. nawiązujący do tradycji Karola Wielkiego władcy Rzeszy Niemieckiej. Oba kraje powstały bowiem w wyniku podziału Państwa Franków na część wschodnią i zachodnią, który nastąpił w połowie wieku VIII; dopiero po nim zaczynamy mówić zrazu o Królestwie Zachodniofrankijskim, a począwszy od dojścia do władzy Kapetyngów w końcu X wieku — o Francji. Droga od władztwa Mieszka do Polski była więc i krótsza, i prostsza. Drugi kłopot w tego rodzaju porównaniach wiąże się z faktem, że przed chrztem ludność zamieszkująca późniejsze ziemie Polski była w całości pogań‑ ska. Tymczasem Chlodwig pełnił na terenie Galii podwójną poniekąd rolę — był z jednej strony wodzem germańskiego plemienia Franków, z drugiej sprawował władzę nad miejscową ludnością gallorzymską. O ile ci pierwsi przyjęli nową wiarę w roku 496, ci drudzy, stanowiący przecież na terenach późniejszej Francji więk‑ szość, byli już wówczas (w „spadku” po Cesarstwie Rzymskim) chrześcijanami.
  20. 20.  19 Naródochrzczony(ch) Czego o chrzcie Polski nie dowiedzieliście się w szkole Nie znaczy to, że samo wydarzenie nie miało daleko idących konsekwencji dla obu grup — przyspieszyło ich integrację. Była ona ułatwiona przez fakt, że Frankowie jako pierwsze plemię germańskie przyjęli chrześcijaństwo nie w wersji ariańskiej, a katolickiej, zatem wyznawanej przez ludność zamieszkującą dawne tereny Cesarstwa. Trzeba jednak dodać, że współcześni badacze kładą na różnice wyznaniowe znacznie mniejszy niż kiedyś nacisk, pokazując, jak np. w podbitej przez Longobardów Italii ariańscy władcy i elity wywodzące się z tego plemienia potrafili dobrze dogadywać się z miejscowymi elitami, wyznającymi katolicyzm, nie wyłączając z tego biskupów. Mieszko pragmatyk? Wróćmy jednak do chrztu samego Mieszka. Co było powodem jego decyzji? Pa‑ miętamy wszyscy ze szkolnych podręczników, że kluczowe musiały być względy natury politycznej. Przyjęcie nowej wiary otwierało bowiem władcy Polan „sa‑ lony” ówczesnej Europy, pozwalało na względnie równych prawach brać udział w życiu politycznym sąsiedniej Rzeszy Niemieckiej, wzmacniało jego pozycję w re‑ lacjach z Czechami. Wszystkie te powody są logiczne i zapewne słusznie domy‑ ślają się ich badacze, warto jednak pamiętać, że są to właśnie domysły i jedynie domysły. Co bowiem o chrzcie Mieszka mówią nam źródła, które poświęcają tej sprawie nieco więcej uwagi, a nie jedynie odnotowują to zdarzenie? Tak piszący niecałe pół wieku później kronikarz saski Thietmar, jak i tworzący niemal stu­ lecie po nim pierwszy rodzimy (choć obcego pochodzenia) kronikarz, znany jako Gall Anonim, milczą o politycznych kalkulacjach, wpisując całe wydarzenie w Bo‑ ski plan. Mówią też o decyzji samego Mieszka, wskazując jednocześnie — choć w nieco odmienny sposób — na wpływ jego chrześcijańskiej małżonki Dobrawy. Historycy zwykle lekceważą tego rodzaju wyjaśnienia, nie bez racji zwracając uwagę na charakter średniowiecznych przekazów. I być może mają rację, warto jednak pamiętać, że ich własne wyjaśnienia — biorące poniekąd kwestie auten‑ tycznej wiary w nawias — pozostają jedynie hipotezami. Kategoria osobistego nawrócenia wymyka się po prostu naukowej analizie, stąd zapewne zazwyczaj jest przez badaczy pomijana. Chociaż więc nie dowiemy się nigdy, co w istocie stało za decyzją Mieszka, wskazując słusznie na możliwe polityczne jej motywy, warto mieć z tyłu głowy, że — jak zauważył ostatnio Dariusz A. Sikorski — nie można też wykluczyć, że „to właśnie osobisty wpływ Dobrawy skłonił go do pod‑ jęcia decyzji o konwersji, bez specjalnych kalkulacji dotyczących bezpośrednich korzyści wynikających z tej decyzji” 1. 1 D. A. Sikorski, Kościół w Polsce za Mieszka I i Bolesława Chrobrego. Rozważania nad granicami poznania historycznego, Poznań 2011, s. 98.
  21. 21.  20  WIĘŹ  Wiosna 2016 Grzegorz Pac Być może zresztą nasze rozróżnienie na decyzje pragmatyczne i te wyni‑ kające z wiary nie przystaje do mentalności ludzi, o których mówimy. Dla nich bowiem religia miała wymiar jak najbardziej praktyczny. Widząc potęgę sąsied‑ nich, chrześcijańskich władców, Mieszko musiał zapewne zastanawiać się, czy aby przypadkiem ich Bóg nie jest potężniejszy od jego własnych bogów i tym także motywować swoją decyzję. Jak zresztą pokazują przykłady zmiennych niekiedy losów chrześcijaństwa w różnych krajach, taka motywacja mogła skut‑ kować odwróceniem się od nowej wiary, jeśli wśród nowo ochrzczonych rodziło się podejrzenie, że w praktyce wsparcie Chrystusa nie przynosi oczekiwanych korzyści. Niewykluczone, że tak właśnie należy rozumieć zjawisko, które nastą‑ piło w Polsce w latach 30. XI wieku, znane jako reakcja pogańska — państwo Polan wyczerpało swoje możliwości wzrostu, rozpoczął się kryzys, a wraz z nim w głowach mieszkańców mogło pojawić się pytanie, czy aby decyzja o konwersji, podjęta przez ich dziadów, na pewno była decyzją optymalną. Ten sposób myślenia dobrze zresztą obrazuje chrzest Chlodwiga. Także w tej historii, wedle średniowiecznych autorów, zasadnicze znaczenie miał mieć ślub z chrześcijanką i jej wpływ na decyzję męża (to zresztą w opowieściach o nawró‑ ceniu władców często spotykany topos). Jej namowy trwały długo, a decydująca okazała się dopiero bitwa, jaką jej mąż stoczył z plemieniem Alemanów. Począt‑ kowo szala zwycięstwa przechylała się na korzyść tych drugich, ale wówczas Chlo‑ dwig zwrócić się miał do Boga znanego mu z opowieści swej małżonki — prosząc o pomoc, której, jak stwierdził, jego dotychczasowi bogowie nie są mu widocznie w stanie udzielić. Jednocześnie obiecał, że w razie powodzenia przyjmie chrzest. Jak nietrudno zgadnąć, bitwa skończyła się spektakularnym zwycięstwem. Oczywiście nie wiemy, czy frankijski władca faktycznie zawarł z Bogiem tę swoistą umowę. Jednak fakt odnotowania przez chrześcijańskich autorów tej i wielu podobnych historii dobrze pokazuje mentalność współczesnych ludzi i ich praktyczne podejście do wiary, każące na bok odłożyć współczesne rozróżnienie na polityczne i religijne motywy przyjęcia nowej religii. Czy Mieszko był chrystianizatorem? O ile jednak Mieszko, Chlodwig czy też inny władca mogli sobie pozwolić na kom‑ fort decyzji dotyczącej przyjęcią lub nieprzyjęcia chrztu, o tyle już ich poddani nie mieli raczej większego wyboru. W średniowieczu bowiem sytuacja, w której tylko władca czy też wąskie elity przyjmowałyby chrześcijaństwo, pozwalając reszcie ludności wyznawać starą wiarę, należała do absolutnych wyjątków; zwykle świadczyła zresztą o słabości władzy królewskiej, niezdolnej do przymuszenia poddanych do konwersji (to np. przypadek Szwecji). Tu jednak trzeba wspomnieć o zastanawiających faktach, jakich dostarcza nam archeologia. Otóż za rządów Mieszka, a więc w istocie przez niemal 30 lat od „chrztu Polski”, w Polsce śladów nowej wiary praktycznie nie ma!
  22. 22.  21 Naródochrzczony(ch) Czego o chrzcie Polski nie dowiedzieliście się w szkole Co mam na myśli? Poza kaplicą na poznańskim grodzie nie znaleziono po‑ zostałości budownictwa sakralnego, a brak pochówków szkieletowych z okresu rządów pierwszego historycznego Piasta zdaje się wskazywać, że nadal w po‑ wszechnym użyciu był pogański rytuał całopalny. Nie znajdujemy nawet prostych krzyżyków! Oczywiście te dane można interpretować rozmaicie: może budo‑ wano kościoły drewniane, które znacznie trudniej uchwycić archeologicznie, a do „rozprawy” z całopaleniem Kościół przy‑ stąpił na ziemiach polskich z pewnym opóźnieniem, co nie byłoby bez analogii w innych krajach. Istnieje jednak i taka interpretacja, którą należałoby wziąć pod uwagę, że Mieszko nie angażował się zbytnio w krzewienie nowej wiary. Zwa‑ żywszy na to, że nie mamy chyba raczej do czynienia z władcą słabym, przyczyny takiej postawy trudno byłoby jednak wyjaśnić, stoją one bowiem w sprzeczności z tym, jak o wierze myślą ludzie jego epoki. Dla człowieka wczesnego średniowiecza wiara, zarówno chrześcijańska, jak i pogańska, nie jest bowiem w żadnym razie sprawą prywatną — przeciwnie, to kwestia społeczna czy nawet państwowa. Co do zasady wszyscy członkowie jednej społeczności wyznają bowiem jedną wiarę, odwołują się do tych samych bogów, a wobec ewentualnych opornych stosują zdecydowany przymus. Powód jest prosty i najlepiej oddają go słowa, które wedle żywota autorstwa Brunona z Kwerfurtu wypowiedzieć miał do św. Wojciecha i jego towarzyszy jeden z po‑ gan. Nakazując im opuszczenie ziemi pruskiej, stwierdzić on miał: „z powodu takich ludzi ziemia nasza nie wyda plonów, drzewa nie będą owocować, nowe zwierzęta przestaną się rodzić, stare zginą” 2. Kolektywne patrzenie na religię, jak widać, powodowało — i myślenie chrze‑ ścijan niewiele się tu chyba różniło od myślenia pogan — że tolerowanie w swoim sąsiedztwie (czy, w wypadku władcy, na podległych sobie ziemiach) osoby sprzeci‑ wiającej się prawu Bożemu sprowadzić mogło na całą wspólnotę nieszczęście. To wyjaśnia okrutne niekiedy sposoby wymuszania przestrzegania chrześcijańskich norm, jakie stosowali choćby Karol Wielki wśród Sasów, a u nas Bolesław Chro‑ bry — władca odpowiedzialny jest przecież za dobrobyt swych poddanych, nie może więc ryzykować skutków gniewu Bożego, jakie mogłyby dotknąć cały lud z powodu bałwochwalstwa czy trwania w grzechu jednostek. Dodatkowo Kościół nauczał, że obowiązkiem władcy jest również troska o zbawienie powierzonych mu ludzi — z tego będzie rozliczany w dniu sądu; pozwalając więc poddanym grzeszyć, ryzykuje i własne zbawienie. 2 Brunon z Kwerfurtu, Świętego Wojciecha Żywot Drugi, tłum. B. Kürbis, w: W kręgu żywotów świętego Wojciecha, red. J. A. Spież OP, Kraków 1997, s. 123. Dla człowieka wczesnego średniowiecza wiara nie jest w żadnym razie sprawą prywatną — przeciwnie, to kwestia społeczna czy nawet państwowa.
  23. 23.  22  WIĘŹ  Wiosna 2016 Grzegorz Pac Oczywiście w praktyce owa troska o zbawienie poddanych i o przestrzeganie przez nich zasad moralnych wymagała aparatu przymusu. Oznacza to, że prze‑ moc wpisana była w myśl średniowiecznego chrześcijaństwa jeszcze przed epoką krucjat i niepotrzebne tu były, jak starają się niekiedy dowieść współcześni publi‑ cyści — i, z rzadka, niektórzy historycy 3 — wpływy islamu i kontakt z koncepcją dżihadu. Przemoc ta była, jak się zdaje, konsekwencją myślenia, w którym sprawy religijne w większym stopniu niż jednostek dotyczyły zbiorowości — myślenia jakże obcego współczesnemu indywidualistycznemu podejściu, którego źródeł nie bez racji upatruje się zresztą w przemianie myśli chrześcijańskiej w okresie pełnego średniowiecza. Czy chrześcijanin musi być ochrzczony? Indywidualna zmiana religii była zresztą technicznie trudna do wykonania, cały bowiem porządek prawny zbudowany był na fundamencie religijnym, a przestrze‑ ganie jednego prawa było podstawą tożsamości plemienia. W efekcie przyjęcie nowej wiary oznaczało też zmianę obowiązującego wszystkich prawa. I tak bardzo często mówią o tym wydarzeniu pochodzące z epoki źródła, określając religię pogańską jako „stare prawo” czy „prawo przodków”, religię chrześcijańską zaś — jako „prawo chrześcijańskie”. W jakimś więc sensie tak jak dla ówczesnych ludzi Frankiem był ten, kto podlegał pod prawo frankijskie, a Longobardem ten, kogo obowiązywało prawo longobardzkie — tak też chrześcijaninem był ten, którego plemię przyjęło chrześcijańskie prawo. Należy wyobrazić sobie, że także w wypadku Polan naturalną konse‑ kwencją chrztu władcy było zaprowadzenie chrześcijańskiego prawa. I choć nie wiemy, w jakim stopniu Mieszko zadbał o rozprzestrzenianie nowej reli‑ gii — ba, nie mamy nawet pewności, czy postarał się, aby ludność jego kraju przyjęła chrzest, a jeśli tak, to na ile skuteczne były owe starania — to przecież wszyscy poddani księcia podlegali, choćby nominalnie, zaprowadzanemu przez niego prawu. To zaś od momentu włączenia się władcy do Kościoła stawało się prawem chrześcijańskim, a więc de facto chrześcijanami stawali się żyjący pod nim ludzie. Pokazuje to, że także określając wydarzenia sprzed 1050 lat jedynie jako „chrzest Mieszka”, nie dotykamy istoty zmiany, która wówczas zaszła. Oczywiście z naszej perspektywy „nieochrzczony chrześcijanin” brzmi równie absurdalnie jak „prawosławny ateista” (jak określił się kiedyś prezydent Łukaszenko). Nawet więc uznając, że we wczesnym średniowieczu to właśnie kategoria prawa była kluczowa, trudno nie zapytać, kiedy poddani Piastów realnie stali się naprawdę 3 Można tu przywołać budzący liczne kontrowersje artykuł izraelskiego badacza Yitzhaka Hena Charlemagne’s Jihad, „Viator” 2006, nr 37, s. 33—51.
  24. 24.  23 Galeria „Więzi”: Sławomir Wąsik
  25. 25.  24  WIĘŹ  Wiosna 2016 Grzegorz Pac chrześcijanami. Odpowiedzi będzie tu zapewne tyle, ile sensów nadanych okre‑ śleniu „prawdziwy chrześcijanin”. Jeśli pytamy o odrzucenie starej wiary i przyjęcie chrztu, to już Bolesław Chrobry surowo karał łamiących zasady postu i cudzołożników, trudno więc wy‑ obrazić sobie, aby tolerował bałwochwalstwo i postępował inaczej niż Karol Wielki, który w Saksonii groził sankcjami poddanym zwlekającym z chrztem własnym lub swoich dzieci. Jaką jednak moc sprawczą miała władza Chrobrego — tego w istocie nie wiemy. Należy przypuszczać, że na wielu obszarach oddalonych od większych ośrodków władzy była ona raczej nominalna, a co za tym idzie także obostrzenia natury religijnej oddziaływały tam w stopniu ograniczonym. Oczywiście samo funkcjonowanie chrześcijańskiego prawa ze względu na długotrwały charakter jego oddziaływania miało kluczowe znaczenie. Aby jednak ten wpływ był rzeczywiście powszechny, konieczny był stopniowy rozwój aparatu nadzoru zarówno państwowego, jak i kościelnego. Zakorzenianie się nowej religii było zaś niemożliwe bez rozwoju kościelnej infrastruktury, a z czasem zagęszcza‑ nia sieci parafialnej. Wszystkie te procesy rozłożone są nawet nie na dziesiątki, lecz na setki lat. A przecież to właśnie one decydowały o wyplenieniu starych wierzeń i rytuałów, zaprowadzeniu powszechności chrztu dzieci, umożliwieniu mniej lub bardziej regularnego uczestnictwa w kulcie, a także daniu choćby szansy na, lepsze lub gorsze, poznanie chrześcijańskiego nauczania. W Polsce proces ten, jak się wydaje, nie przebiegał specjalnie szybko, był też bardzo zróżnicowany w zależności od obszaru. W każdym razie nie bez racji Stanisław Bylina zatytułował swoją pracę poświęconą religijności chłopów w XIV i XV wieku: Chrystianizacja wsi polskiej u schyłku średniowiecza. A prze‑ cież i w okresie kontrreformacji pracujący w Polsce jezuici nie raz łapali się za głowę, widząc na poły pogańskie, jak uważali, obyczaje polskiego ludu. Nie brakowało ich zresztą także i później w polskim folklorze i zapewne do dziś nie brakuje. Chrystianizacja przed nami? Idąc tym tropem, można by oczywiście zapytać: czy obecnie — 1050 lat po chrzcie Mieszka — Polska jest krajem chrześcijańskim? Jeśli odpowiedź będzie brzmiała „nie” lub „raczej nie”, to otwarta pozostaje kwestia: „już nie”, czy może raczej „jeszcze nie”? Czy — patrząc z perspektywy Kościoła i używając jego języka — Polska wymaga już nowej ewangelizacji czy nadal jeszcze chrystianizacji? To pytanie raczej do teologa niż historyka. Ten ostatni może jednak raz jeszcze przypo‑ mnieć, że — mimo wszystkich przedstawionych wyżej zastrzeżeń — koniec końców 1050 lat temu chrzest przyjęli konkretni ludzie, nie zaś naród, społeczeństwo czy kraj. Tak też działo się przez następne ponad dziesięć wieków — tak dzieje się i dziś.
  26. 26.  25 Naródochrzczony(ch) Czego o chrzcie Polski nie dowiedzieliście się w szkole Stwierdzenie to przypomina nam, że nawet jeśli prawo, religijne obrzędy czy przynależność odnosić się mogą do zbiorowości, to wiara jest relacją osobową, dotyczy więc jednostek. A jeśli tak na to spojrzeć, to — wychodząc już z butów historyka — rozważania o tym, czy „już nie”, czy „jeszcze nie”, można by skwi‑ tować Tischnerowskim stwierdzeniem, że „chrześcijaństwo jest dopiero przed nami”. To znaczy: przed każdym z nas. Grzegorz Pac Grzegorz Pac — ur. 1982, doktor historii, mediewista. Adiunkt w Zakładzie Historii Śre‑ dniowiecznej Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Studiował w Warsza‑ wie i Belfaście, odbył staże badawcze na uniwersytetach: Christiana Albrechta w Kilonii, Notre Dame w stanie Indiana (USA) i Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od września 2006 r. członek redakcji „Więzi”, w latach 2007—2008 sekretarz redakcji, od 2013 r. za‑ stępca redaktora naczelnego. Autor książki Kobiety w dynastii Piastów. Członek Zespołu Laboratorium „Więzi” i Forum Polsko­‑Ukraińskiego. Mieszka w Warszawie. Polecamy Andrzej Friszke Między wojną a więzieniem 1945–1953. Młoda inteligencja katolicka Ta książka to opowieść o młodych inteligentach katolickich, któ‑ rzy po traumie II wojny światowej w zdominowanej przez komu‑ nistów Polsce usiłowali znaleźć miejsce do aktywności społecznej i politycznej. Dla części z nich to zaangażowanie zakończyło się po 1948 r. wyrokami długoletniego więzienia. Andrzej Friszke ze znawstwem pokazuje różne postawy działaczy katolickich oraz wyjaśnia, na czym polegały różnice między nimi. Obrazu dopełniają opisy metod inwigilacji UB i stalinowskich śledztw. Współwydawca: Instytut Studiów ­Politycznych Polskiej Akademii Nauk 416 s., cena 49,98 zł W naszej księgarni internetowej 20% taniej! tel./fax (22) 828 18 08  www.wiez.pl
  27. 27.  26  WIĘŹ  Wiosna 2016 Piastowski Wyszyński, jagielloński Wojtyła Dwie chrześcijańskie interpretacje polskości Ks. Alfred Marek Wierzbicki Kościół w Polsce jest dziś wyjątkowo głęboko zrośnięty z narodem. Związki te kształtowały się w ciągu ponad tysiącletnich dziejów. Wpływało na nie wiele czynników — zarówno sytuacje pomyślne, jak i tragiczne. Zmienne koleje losów Polski odciskały się na sposobie integracji pierwiastka narodowego w świado‑ mości chrześcijańskiej. Zbitka pojęciowa „Polak­‑katolik” — uważana w wielu kręgach kościelnych za bezdyskusyjną — pochodzi z XIX wieku i nie można jej projektować na wcze‑ śniejsze epoki, ani tym bardziej uważać za jedyną aktualną ideę, tłumaczącą związki wartości religijnych i narodowych w polskim doświadczeniu dziejowym. Im bardziej uporczywie odwołujemy się do tej idei w ostatnich latach, tym bardziej ujawnia się jej nieadekwatność do opisania stanu świadomości współczesnych Polaków, a stosowanie jej jako dyrektywy normatywnej prowadzi do napięć na polu duszpasterstwa i kultury. Byłoby intelektualnym złudzeniem, budowanym na uproszczeniu, twier‑ dzić, że nie wypracowano żadnego innego modelu relacji pomiędzy chrześcijań‑ stwem a narodem. Spór o chrześcijańską interpretację polskości w istocie jest żywy i wciąż daleki od jednomyślności, zważywszy, że towarzyszą mu silne emocje i podziały środowiskowe, nierzadko o charakterze politycznym. Dwaj wielcy, choć różni Na współczesne chrześcijańskie myślenie o narodzie ogromny wpływ wywarły dwie najsilniejsze osobowości religijne drugiej połowy XX wieku — prymas Polski kard. Stefan Wyszyński i św. Jan Paweł II. Bez trudu daje się znaleźć w ich na‑ uczaniu wspólny mianownik, jakim jest chrześcijańska wizja polskości, rozwijana w oparciu o teologiczną przesłankę chrztu narodu, ale to nie znaczy, że obydwie interpretacje polskości — prymasowska i papieska — pokrywają się.
  28. 28.  27 Naródochrzczony(ch) Piastowski Wyszyński, jagielloński Wojtyła Z grubsza można powiedzieć, że prymasowska wizja polskości jest osa‑ dzona na „piastowskiej” interpretacji dziejów narodu, natomiast wizja papieska nawiązuje do „jagiellońskiej” interpretacji polskiego doświadczenia dziejowego. Nie są to wizje wykluczające się, różnią się one jednak założeniami filozoficz‑ nymi, dotyczącymi głównie rozumienia, czym jest wspólnota narodowa. Trzeba te wizje porównywać — nie po to, aby je ostro przeciwstawiać. Potrzeba takiego porównania rodzi się z faktu, że wizja kard. Wyszyńskiego jest niejednokrotnie upraszczana, a to staje się przeszkodą do pogłębionej recepcji nauczania Jana Pawła II. Warto więc zastanawiać się, jakie rdzenne składniki tej wizji są podatne na uproszczenie i łatwo łączą się z ideologicznymi, populistycznymi nastrojami związanymi ze współczesnym przeżywaniem polskości. Wiadomo, że historia oddziaływania określonej idei nie musi być w sposób konieczny wpisana w inten‑ cje jej twórców i głosicieli, idee odrywają się bowiem od swych podmiotowych źródeł i zaczynają żyć życiem samodzielnym, a formy pośmiertnej kontynuacji i realizacji tych idei mogłyby nieraz zaskoczyć ich twórców. Moja refleksja nie mieści się w dyskursie teologicznym, mimo że uwzględ‑ niam przesłanki teologiczne w myśleniu o narodzie, obecne u obydwu wielkich kapłanów i gorących patriotów. Proponuję podejście hermeneutyczne, dzięki któremu idee dają się zrozumieć w ich kulturowym kontekście. Nie są one bo‑ wiem ideami danymi z góry, lecz tłumaczą się jako wyraźne opcje, uwarunko‑ wane doświadczeniem zbiorowym i indywidualnym, do jakiego odwołują się ich głosiciele. Stanowią one część dziedzictwa eklezjalnego i narodowego, ale to nie znaczy, że nie domagają się pełniejszego uzasadnienia, a nawet rewizji swych podstaw i przewartościowania akcentów. Ocalić naród przed katastrofą W 1949 roku ówczesny metropolita gnieźnieński i warszawski, abp Stefan Wy‑ szyński, deklarował jedność narodu polskiego. Polska jest jednością. Polska jest całością. Polska jest jednym sercem, Polska jest jednym ramieniem. Polska jest jak wielka rodzina, wspaniała Bożą mocą i siłą prze‑ dziwną. Polska jest zespolona nie jednym węzłem, nie parcianym powrozem. Polska jest zespolona sercem wiary. Jej siłą jest wiara Chrystusowa! Jej jednością jest moc nadprzyrodzonej łaski Bożej! Jej nadzieją niezłomną jest pragnienie katolickiej Polski, Chrystusowej Polski 1. Niezależnie od emfazy kaznodziejskiej, jaka towarzyszy wypowiedzi Prymasa Tysiąclecia, obarczona jest ona myśleniem holistycznym i postulatywnym. Trudno przypuszczać, aby Wyszyński nie wiedział, że są Polacy — choćby Ossowscy czy 1 S. Wyszyński, Dzieła zebrane, t. 1, Warszawa 1991, s. 17.
  29. 29.  28  WIĘŹ  Wiosna 2016 Ks. Alfred Marek Wierzbicki Kotarbińscy wraz z szeregami inteligencji przez nich uformowanej — którzy w wi‑ zji Polski głoszonej przez gorliwego hierarchę nie zdołaliby odnaleźć dla siebie miejsca; którzy mogliby uznawać siebie za anonimowych chrześcijan, ale nie za katolików stanowiących „serce Polski”. Błędem jednak byłoby przypisywanie ka‑ znodziei języka wykluczającego, w istocie jest to język kreatywny i defensywny, mający dać odpór komunistycznej wizji, leżącej u podstaw bezwzględnej praktyki odrywania Polski od jej chrześcijańskich korzeni. Świadomość zagrożenia dla religijnej tożsamości i narodowej spójności Polski przez polityczną i kulturową ofensywę komunizmu jest dla kardynała wyzwaniem cywilizacyjnym. Postulat jedności narodu wyraża pragnienie oca‑ lenia Polski przed katastrofą dziejową, którą krótko po objęciu urzędu pryma‑ sowskiego abp Wyszyński prawidłowo diagnozował na podstawie wnikliwej, popartej faktami analizy intencji władz komunistycznych. Od początku swej po‑ sługi brał na siebie odpowiedzialność za losy Kościoła i Ojczyzny. Wobec traumatycznych przeżyć po latach okupacji hitlerowskiej i w sytuacji nowego zagrożenia przez totalitarne państwo, uległe w wyniku decyzji w Jałcie planom sowieckim, Wyszyński stosował pedagogię optymizmu narodowego, ukazując nadprzyrodzony sens dziejów narodu. Niósł nadzieję ludziom zdespe‑ rowanym, represjonowanym i skazywanym na „śmietnik historii”. Aż do śmierci w 1981 roku, już w okresie działania „Solidarności”, pastoralna pedagogia kardynała pozostawała pedagogią pocieszenia i duchowej mobilizacji na rzecz narodowej jedności. Wyjątkowa skala zagrożenia dla kulturowej tożsamości narodu i swobody działania Kościoła ujawniła się wraz z uwięzieniem Wyszyńskiego. Lektura Zapi‑ sków więziennych pozwala zrozumieć, jak głęboko identyfikował swój los z cier‑ pieniem Chrystusa oraz z cierpieniami narodu. Odwoływanie się do wątków XIX‑wiecznego mesjanizmu polskiego miało silne oparcie w bolesnej egzystencji, którą należało wypełnić nadzieją. Jeśli uświadomimy sobie fizyczne, społeczne i kościelne odosobnienie prymasa Polski w latach uwięzienia i jednocześnie głębię jego związku z narodem, możemy dojrzeć w nim kogoś podobnego do Mickiewiczowskiego Konrada, który cierpi za miliony. Romantyczny paradyg‑ mat utożsamienia losu wybitnej jednostki — w tym przypadku faktycznej głowy Kościoła w Polsce — z losem całego narodu jest również kluczem do rozumienia ścisłej więzi narodu i Kościoła, jaką głosił polski hierarcha. W warunkach więziennej izolacji na gruncie głębokiej duchowości pas‑ chalnej rodzi się śmiały projekt odrodzenia religijnego i społecznego, któremu kardynał Wyszyński dał wyraz w Ślubach Narodu, przygotowanych w Komańczy. Nieobecny na Jasnej Górze 26 sierpnia 1956 roku podczas uroczystości ślubowa‑ Podczas inauguracji pontyfikatu Jan Paweł II modlił się po litewsku, białorusku, ukraińsku i polsku jako dziedzic wielonarodowej Rzeczypospolitej.
  30. 30.  29 Naródochrzczony(ch) Piastowski Wyszyński, jagielloński Wojtyła nia, miał świadomość nadchodzącego przełomu. Notatka z tego dnia ma formę modlitewnej rozmowy z Maryją. A ja będę mówić tylko do Ciebie — za nich. Modliłem się o największą chwałę Twoją na dziś. Chciałem ją zdobyć za cenę mej nieobecności. Ufam, że Królowa Niebios i Polski dozna dziś wielkiej chwały na Jasnej Górze. Jestem już w pełni spokojny. Do‑ konało się dziś wielkie dzieło. Spadł kamień z serca. Oby stał się chlebem dla Narodu 2. Siedział z Murzynami Kulminacją prymasowskich zmagań w obronie chrześcijańskich korzeni kultury narodowej stały się obchody tysiąclecia chrztu Polski w 1966 roku. Był to mo‑ ment, w którym Kościół kierowany przez kard. Wyszyńskiego wyraźnie przeszedł z pozycji defensywnych na ofensywne w stosunku do państwa prowadzącego masową ateizację środkami administracyjnymi. Obchody milenijne celebrowane we wszystkich diecezjach w Polsce wytworzyły poczucie wspólnoty ogólnonaro‑ dowej w nowych granicach pojałtańskich między Odrą a Bugiem. Dokonywała się w ich trakcie jakaś nowa synteza religijności, patriotyzmu i dążeń wolnościowych. Narodowa opcja w duszpasterstwie Prymasa Tysiąclecia okazywała się twór‑ cza, pozwoliła Kościołowi doświadczyć wymiaru wspólnotowości i zakorzenie‑ nia w historii. Stanowiła adekwatną odpowiedź na wyzwania stwarzane przez totalitarne państwo realizujące program rewolucyjnego zerwania z przeszłością. W swych kazaniach Wyszyński głosił jedność Polski. Jest dla nas sprawą niesłychanie bolesną, że na naszych oczach kamień ten został od‑ rzucony przez budujących i nie jest wzięty pod uwagę w budowaniu tak zwanej dziś „nowej” czy „drugiej” Polski. My jednak dobrze wiemy, że jest jedna Polska! Jedna i ta sama od czasów Mieszka aż do czasów dzisiejszych! 3 Odwoływanie się przez kardynała do idei jedności narodu nie może być rozumiane jako przeciwstawianie marksistowskiemu kolektywizmowi jakiegoś rzekomego kolektywizmu katolickiego. Ukazywanie jedności narodu miało przede wszyst‑ kim na celu obronę tożsamości narodowej, która rozwijała się w ciągu wieków na fundamencie wydarzenia, jakim był chrzest Mieszka I. W gruncie rzeczy tak mocne podkreślanie wagi pierwiastka narodowego można pełniej zrozumieć w kontekście reakcji Wyszyńskiego na marksistowski internacjonalizm, negujący dziejową rolę narodów. Trzeba wyraźnie podkreślić, że w nauczaniu prymasa Polski nie ma śladu nacjonalizmu, cechuje je natomiast silna koncentracja na problematyce narodowej, 2 S. Wyszyński, Zapiski więzienne, Paryż 1982, s. 249—250. 3 S. Wyszyński, Prymat człowieka w ładzie społecznym, Londyn 1976, s. 88.
  31. 31.  30  WIĘŹ  Wiosna 2016 Ks. Alfred Marek Wierzbicki która obecnie może prowadzić do nacjonalistycznego wykrzywienia przesłania epoki polskiego milenium. Sytuacja walki o egzystencję Kościoła i tożsamość narodową Polaków sprawiła, że głębokie zaangażowanie na rzecz kwestii robot‑ niczej — charakteryzujące działalność ks. Wyszyńskiego w latach 30. oraz jako biskupa lubelskiego w latach bezpośrednio po II wojnie światowej — zostało po‑ niekąd przesłonięte przez dominację problematyki narodowej. Obydwa wątki — społeczny i narodowy — należy jednak traktować jako równoległe płaszczyzny prymasowskiego myślenia o Kościele w świecie współczesnym. Jakiekolwiek głoszenie egoizmu narodowego nie może nawiązywać wprost do spuścizny Prymasa Tysiąclecia. Wyróżniał się on wyjątkową umiejętnością łączenia dumy narodowej z wrażliwością na innych. W jego wspomnieniach ze studiów w Rzymie w 1930 r. znajdujemy wzruszającą opowieść. Na „Angelicum”, na wykładach ojca Gillet było sześciu Murzynów i reszta jak z wieży Babel: Anglicy, Francuzi, Holendrzy i inni. Czterdzieści osób z trzydziestu narodów. Murzyni siedzieli na samym końcu. Obok nich było wolne miejsce, bo nikt nie chciał przy nich usiąść. Wreszcie ja usiadłem. Przychodzili do mnie ci i owi z zapytaniem: Co ty robisz, po co tam siedzisz? Mówię: Bo nikt nie chce tam siedzieć! — Słaby motyw — powiada jakiś Francuz. [...] Ojciec Gillet mówił strasznie mądre rzeczy. Kiedyś na korytarzu powiedziałem mu: Ojcze, niech Ojciec tak przemówi do swoich słuchaczy, aby wszyscy zechcieli usiąść przy tych Murzynach. Na to ojciec Gillet, który trochę umiał po polsku: — Polaki zawsze walczą za naszą wolność i waszą. Pojechałem stam‑ tąd do Paryża, a Murzyni zostali sami 4. Polska we wspólnocie narodów Bardzo pięknie mówił ks. Janusz St. Pasierb w homilii wygłoszonej po śmierci kard. Wyszyńskiego w 1981 r.: „Był Mojżeszem na górze Nebo: pod nawisłymi chmurami widział w oddali, w słońcu, Ziemię Obiecaną” 5. Istotnie, przemiany zapoczątkowane wydarzeniami roku 1980 i 1989 odmieniły geopolityczną i cy‑ wilizacyjną sytuację Polski. Czy wizja walki o Kościół i o Polskę wypracowywana przez Prymasa Tysiąclecia pozostaje nadal aktualna? Jej istotny rdzeń można odnaleźć w myśleniu Jana Pawła II o Polsce, ale stała się ona wizją poszerzoną o nowe elementy. Polska Jana Pawła II nie jest wyłącznie osamotnionym krajem walczącym o zachowanie swej tożsamości, lecz jej miejsce znajduje się we wspólnocie narodów. Jana Pawła II myślenie o Polsce rozciąga się pomiędzy przypominaniem rodakom w 1979 roku, że żyją na „ziemi trudnego świadectwa”, a stwierdzeniem wobec Zgromadzenia Narodowego w 1999 roku: „Ale nam się wydarzyło!”. Papież Polak daleki był od ogłaszania końca historii, 4 Cyt. za M. P. Romaniuk, Życie, twórczość i posługa Stefana Kardynała Wyszyńskiego Prymasa Tysiąclecia, Warszawa 1984, s. 103. 5 J. St. Pasierb, Pionowy wymiar kultury, Kraków 1983, s. 136.
  32. 32.  31 Naródochrzczony(ch) Piastowski Wyszyński, jagielloński Wojtyła natomiast przeżywał radość z odzyskania przez Polskę politycznej suwerenności i żywił nadzieję, że doświadczenie „Solidarności” uda się kontynuować i rozwijać w warunkach transformacji ustrojowej i ekonomicznej. Za istotę tego doświad‑ czenia uważał syntezę wartości narodowych z powszechnym — wyrastającym z ducha chrześcijaństwa — braterstwem ludzi. Pierwsza papieska pielgrzymka do Ojczyzny stanowiła w pewnej mierze dopełnienie doświadczeń Kościoła w Polsce związanych z obchodami milenium chrztu Polski. Papież wielokrotnie wyrażał myśl o dziejowym znaczeniu chrztu narodu, podkreślał humanistyczne oblicze chrześcijaństwa. Dzieje narodu są przede wszystkim dziejami ludzi. A dzieje każdego człowieka toczą się w Jezusie Chrystusie. A w Nim stają się dziejami zbawienia. Dzieje narodu zasługują na właściwą ocenę wedle tego, co wniósł on w rozwój człowieka i człowieczeństwa, w jego świadomość, serce, sumienie. To jest najgłębszy nurt kultury 6. Jan Paweł II posługuje się kulturowym rozumieniem narodu, a kryterium oceny dorobku kultury narodowej stanowią wartości humanistyczne. Teza o suweren‑ ności narodu w kulturze jest komplementarna w stosunku do wizji Kościoła, którego podstawową drogą jest człowiek. W papieskiej interpretacji związku chrześcijaństwa i kultury narodowej eksponowana jest prawda o godności osoby ludzkiej, natomiast wątki tożsamości etnicznej i politycznej w ogóle nie są poruszane. Na uwagę zasługuje reakcja Jana Pawła II na oklaski, z jakimi spotykały się jego słowa o Jezusie Chrystusie i Duchu Świętym. Zastanawiał się, czy nie rodzi się jakieś „społeczeństwo teologiczne”, przekraczające horyzontalne wymiary „spo‑ łeczeństwa politycznego”, „społeczeństwa ekonomicznego” czy „społeczeństwa etnicznego”. Społeczeństwo teologiczne ma wymiar ponadempiryczny, tworzy się ono w sferze nadprzyrodzonej, sakramentalnej i jednocześnie promieniuje na doczesne historyczne życie wspólnot ludzkich. Pielgrzym przypominał nie tylko znaczenie chrztu w przeszłości dziejów narodowych, ale snując refleksję na temat społeczeństwa teologicznego, ukazywał znaczenie chrześcijańskiej wizji człowieczeństwa wobec pytań człowieka współczesnego. Papież wyraźnie przenosił akcent z chrześcijaństwa narodowego na chrze‑ ścijaństwo personalistyczne, bez negowania więzi istniejącej między osobą a narodem. Naród przeżywający swą kulturową tożsamość jako społeczeństwo teologiczne odnajduje w Chrystusie uniwersalny klucz do rozumienia człowie‑ czeństwa i dzięki temu otwiera się na szerszą wspólnotę narodów związanych chrześcijańską tradycją i zarazem dotkniętych współcześnie wyzwaniami epoki sekularyzacji. Dostrzegając zalążki „społeczeństwa teologicznego” w Polsce 6 Jan Paweł II, Nie można Chrystusa usunąć z historii człowieka (Homilia podczas Mszy św. na placu Zwycięstwa, Warszawa, 2 VI 1979), w: tegoż, Nauczanie papieskie, red. E. Weron, A. Jaroch, t. 2 (1979), cz. 1, Poznań 1990, s. 600.
  33. 33.  32  WIĘŹ  Wiosna 2016 Ks. Alfred Marek Wierzbicki w 1979 roku — zanim jeszcze zaczęto mówić o pokoleniu JP2 — papież z Krakowa rozwijał już ideę nowej ewangelizacji Europy, Europy przekraczającej podziały polityczne i narodowe, odkrywającej swą głębszą jedność jako „wspólnota ducha”. Dziedzic wielonarodowej Rzeczypospolitej Upamiętnienie chrztu Polski stało się dla Jana Pawła II okazją do rozważań na temat wspólnoty narodów chrześcijańskich oraz do zarysowania wizji chrześci‑ jaństwa dwóch płuc, odnoszącej się do spotkania tradycji zachodniej i wschodniej. W kolejnych latach pontyfikatu polskie obchody milenijne stają się w pewnym sensie modelem upamiętniania przez papieża rocznic chrztu innych narodów w Europie: 600‑lecia chrztu Litwy, 1000‑lecia chrztu Rusi czy 1500‑lecia chrztu Francji (Galii). W każdym przypadku papież podkreśla w swych wystąpieniach znaczenie chrztu narodu zarówno dla rozwoju kultury narodowej, jak i dla relacji międzynarodowych, dzięki którym dokonywało się zbliżanie i twórcze spotkanie narodów. W sposób konsekwentny formułuje tezę — odchodzącą od piastowskiej optyki kard. Wyszyńskiego — o doniosłości doświadczenia jagiellońskiego, z wła‑ ściwą mu wielonarodowością i wielowyznaniowością, w rozwoju cech kultury polskiej. Uważa, że dziedzictwo unii lubelskiej stanowi „wielki dziejowy proces spotkania pomiędzy Zachodem a Wschodem. Wzajemnego przyciągania się i odpychania. Odpychania — ale i przyciągania. Ten proces należy do całych naszych dziejów. Można powiedzieć, całe nasze dzieje tkwią w samym środku tego procesu” 7. Jerzy Kłoczowski przekazuje refleksję papieża wygłoszoną do uczestników międzynarodowej konferencji zorganizowanej przez Instytut Europy Środkowo­ ‑Wschodniej w Rzymie w roku 2000. Nie można bowiem spraw jednego z tych narodów ująć i zrozumieć bez związku z innymi. Idea dialogu jest bardzo bliska Janowi Pawłowi II, który podczas długiego i poruszającego spotkania z uczestnikami sesji powiedział, iż dla niego to dziedzictwo Rzeczypospolitej jest tak niezwykle drogie, że podczas inauguracji pontyfikatu modlił się po litewsku, białorusku, ukraińsku i polsku jako dziedzic tej Rzeczypospolitej 8. W ostatniej papieskiej książce Pamięć i tożsamość daje się jednak zauważyć wy‑ raźny ton goryczy w związku z brakiem zrozumienia aktualności jagiellońskiego etosu narodowego. Papież stwierdził wtedy: 7 Jan Paweł II, Jakie są perspektywy tego pokolenia? (Przemówienie w auli Katolickiego Uniwersy‑ tetu Lubelskiego, Lublin, 9 VI 1987), „L’Osservatore Romano”, wyd. pol., 1987, nr 5, s. 12. 8 J. Kłoczowski, Dziedzictwo unii lubelskiej w dobie wołania Kościoła o jedność „dwóch płuc” Europy, „Ethos” 2000, nr 3(51), s. 70.
  34. 34.  33 Naródochrzczony(ch) Piastowski Wyszyński, jagielloński Wojtyła Polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie. Wydaje się jednak, że ten „jagielloński” wymiar polskości, o którym wspomniałem, przestał być, niestety, w naszych czasach czymś oczywistym 9. Przez pryzmat jagiellońskiego wymiaru polskości musi również ulec rewizji rozumienie patriotyzmu. Jan Paweł II nie zacieśnia go do historycznej formy Polaka­‑katolika. Z szacunkiem mówi o patriotyzmie polskich Żydów, z którymi zetknął się w swych rodzinnych Wadowicach. Myśląc o luterańskich duchownych zamordowanych przez nazistów w okresie II wojny światowej, wskazywał na feno‑ men polskiego patriotyzmu, przekraczającego granice etniczne i konfesyjne. „Tak bp Bursche, jak bp Michelis [...] swoim życiem i swoją śmiercią zaprzeczyli niejako rozpowszechnionemu przekonaniu, że luteranin to Niemiec, a Polak katolik” 10. U Jana Pawła II „piastowski” i „jagielloński” model polskości dopełniają się. Obydwie te wizje spaja chrześcijańskie rozumienie narodu jako wspólnoty dziejowej, opartej na uniwersalnych, zaszczepionych przez chrześcijaństwo war‑ tościach humanistycznych, łączących sąsiednie narody. Dar chrztu przyjęli naj‑ pierw Polacy za pośrednictwem pobratymczych Czechów, a potem przekazali go Litwinom. W sekwencji tych wydarzeń św. Jan Paweł II upatruje istoty kultury polskiej, otwartej na współdziałanie narodu polskiego z innymi narodami. W sprzeczności z zasadami chrześcijańskiej kultury narodowej znajduje się natomiast każda postać nacjonalizmu rodząca zatrute owoce szowinizmu i megalomanii, ksenofobii, antysemityzmu, islamofobii. W świetle nauczania Jana Pawła II postawy te mają genezę w pogańskim kulcie narodu, którego nie można pogodzić z żadną — czy to piastowską, czy jagiellońską — interpretacją polskości. Ks. Alfred Marek Wierzbicki Alfred Marek Wierzbicki — ur. 1957. Ksiądz archidiecezji lubelskiej, filozof i poeta. Dr hab., profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, kierownik Katedry Etyki KUL, w latach 2006—2014 dyrektor Instytutu Jana Pawła II KUL i redaktor naczelny kwartal‑ nika „Ethos”. Od 2006 roku członek Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem przy Konferen‑ cji Episkopatu Polski. Blisko współpracował z abp. Józefem Życińskim, m.in. jako jego wikariusz biskupi ds. kultury. Autor wielu książek naukowych i eseistycznych, m.in. The Ethics of Struggle for Liberation, Filozofia a totalitaryzm. Augusta Del Nocego interpretacja kryzysu moderny, Polska Jana Pawła II. Współautor m.in. książki Wielkie tematy teologii. Wydał osiem tomików wierszy. Ostatnio opublikował książkę Szeroko otwierał drzwi Kościoła o abp. Życińskim. Mieszka w Lublinie. 9 Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość, Kraków 2005, s. 92. 10 Jan Paweł II, Wobec braci sama tolerancja to jeszcze za mało (Przemówienie podczas ekume‑ nicznego spotkania w ewangelickim kościele Przenajświętszej Trójcy, Warszawa, 9 VI 1991), „L’Osservatore Romano, wyd. pol., 1991, numer specjalny, s. 107.
  35. 35.  34  WIĘŹ  Wiosna 2016 Kłopoty z teologią narodu Ks. Grzegorz Strzelczyk Wypada zacząć od kilku słów wyjaśnienia. Tekst niniejszy powstał w reakcji na obecny stan tzw. debaty publicznej w Polsce. Trudno bezczynnie patrzeć na na‑ rastanie napięcia i radykalizację narracji poszczególnych obozów politycznych. Nie mam merytorycznych kompetencji, by dokonywać na przykład analiz uwa‑ runkowań społecznych czy historycznych takiego stanu rzeczy. Jednakże przy‑ najmniej jedna z przyczyn tej sytuacji — której rzeczywistej siły oddziaływania w splocie z innymi czynnikami nie jestem w stanie ocenić — może mieć naturę teologiczną, albo też wiązać się z praktycznymi konsekwencjami pewnej teolo‑ gicznej teorii. Naród, czyli kto? Najpierw objawy. Otóż pobieżna nawet analiza wypowiedzi polityków różnych opcji prowadzić może do wniosku, że jednym z katalizatorów nieporozumień jest słowo „naród”, a dokładniej znaczenia, jakie temu słowu są nadawane — jawnie lub domyślnie. W preambule obowiązującej Konstytucji RP mamy następujący zapis: „my, Naród Polski — wszyscy obywatele Rzeczypospolitej”. Jeśli dobrze rozumiem, dopowiedzenie po myślniku stanowi celowe doprecyzowanie — przyjęte wo‑ bec niejednoznaczności słowa „naród” w języku potocznym. Zatem w świetle konstytucyjnej quasi­‑definicji naród równa się sumie obywateli — bez dalszych doprecyzowań czy warunków. Natomiast już definicja z popularnego Słownika języka polskiego PWN (wersja on­line) podaje dookreślenia. Naród to: „ogół mieszkańców pewnego terytorium mówiących jednym językiem, związanych wspólną przeszłością oraz kulturą, mających wspólne interesy polityczne i gospodarcze”. Pojawiają się tu takie elementy, jak: terytorium, przeszłość, kultura, interesy.
  36. 36.  35 Naródochrzczony(ch) Kłopoty z teologią narodu W definicji Powszechnej encyklopedii filozofii wśród tych elementów pojawi się jeszcze idea „naturalnego związku” i utożsamianie się ze wspólną kulturą. Naród jest tam określony jako „naturalny społeczny związek ludzi żyjących przez pokolenia we wspólnej kulturze, z którą się utożsamiają” 1. Wkrótce zobaczymy, że słowo „naturalny” ma w tym kontekście dość precyzyjne, a nieoczywiste na pierwszy rzut oka znaczenie wewnątrz pewnej szkoły filozoficzno­‑teologicznej. Wreszcie określenie podane w Encyklopedii katolickiej — i tu zbliżamy się do kwestii teologicznej — idzie w dookreśleniach jeszcze dalej. Naród to: „byt społeczny powstały na bazie naturalnej skłonności ludzi do tworzenia wspólnoty konstytuowany przez świadomość narodową, wspólnotę pochodzenia, losu, kul‑ tury, przestrzeni społecznej, języka, a także religię [...]; w ujęciu teologicznym stanowi szczególny przedmiot i podmiot historii stworzenia i zbawienia, zwłaszcza jako naród chrześcijański” 2. Na „ujęciu teologicznym” skupię się niżej, okaże się bowiem, że w istocie odpowiada ono za to, że w ogólnej definicji do elementów konstytutywnych narodu dołączają np. świadomość narodowa i religia. Przytoczony wyżej zestaw nie ma pretensji do kompletności — stanowi raczej ilustrację sytuacji. Mamy „na rynku” niemały zestaw znaczeń słowa „naród”: od konstytucyjnego — włączającego wszystkich obywateli do wspólnoty narodowej, aż po takie, które wymieniają sporo warunków przynależności do tej wspólnoty, a tym samym mogą prowadzić — w politycznej praxis — do odmawiania komuś prawa do reprezentowania narodu lub wręcz do identyfikowania się ze wspól‑ notą narodową. Różnice te skutkować mogą w łagodnej formie trudnościami we wzajemnym zrozumieniu się uczestników debaty publicznej, w drastycznej — aktami przemocy wobec tych, których uznaje się za narodowo obcych i przez to potencjalnie groźnych. Zacytowana wyżej definicja słowa „naród” podana w Encyklopedii katolickiej zależna jest wprost — moim zdaniem — od pewnego teologicznego rozumienia na‑ rodu. I nie chodzi bynajmniej o rozumienie wynikające z rdzenia chrześcijańskiego objawienia, a zatem o znaczenie powszechnie w teologii przyjmowane. Mamy raczej do czynienia z zależnością od pewnego prądu teologicznego samookre‑ ślającego się jako „teologia narodu” lub „polska teologia narodu” 3. Ks. Czesław Stanisław Bartnik we wstępie książki zbierającej główne jego teksty programowe pisał pod koniec ubiegłego wieku: Chcę zaznaczyć, że nasze próby teologii narodu są w takim ujęciu pierwsze w całym świecie. Tworzą one po prostu nową dyscyplinę teologiczną. Ale nowa dyscyplina niesie ze sobą jeszcze dużo niejasności, niepewności i błądzeń 4. 1 M. A. Krąpiec, Naród, w: Powszechna encyklopedia filozofii, red. A. Maryniarczyk, t. VII, Lublin 2006, s. 510. 2 M. Kowalczyk, Naród, w: Encyklopedia katolicka, red. E. Giglewicz, t. XIII, Lublin 2009, k. 756. 3 Taki tytuł nosiła praca zbiorowa opublikowana w 1988 roku pod redakcją Cz. S. Bartnika w Lublinie. 4 Cz. S. Bartnik, Teologia narodu, Częstochowa 1999, s. 7.
  37. 37.  36  WIĘŹ  Wiosna 2016 Ks. Grzegorz Strzelczyk Muszę przyznać, że podzielam niepokój wyrażony w ostatnim zdaniu, i w dal‑ szych rozważaniach postaram się wskazać na pewne trudności i zagrożenia, z jakimi może się wiązać rozwijanie teologii narodu w sposób przez tę szkołę zaproponowany — zwłaszcza jeśli rozważyć pewne praktyczne konsekwencje niektórych jej intuicji. Teologiczne błędne koło Podkreślić bowiem trzeba, że teologia narodu jest ściśle (i samoświadomie) związana z pewną praxis. Teologię narodu można ujmować ściśle i szeroko. W węższym ujęciu oznacza ona dział teologii chrześcijańskiej traktujący o narodzie, jego istocie, genezie, życiu, historii, posłannictwie i sensie w sposób systematyczny i naukowo zorganizowany, w oparciu o źródła doczesne, a zwłaszcza chrześcijańskie. [...] Teologia czerpie z wiary narodu, chrześcijańskiej wizji świata i narodu oraz posługuje się metodami religijnymi. Przede wszystkim teologia traktuje o narodzie w aspekcie jego relacji do Boga i do Bożej ekonomii na świecie [...]. Teologia narodu w szerokim znaczeniu przypomina raczej tę teologię narodową, która wykracza poza ścisłą teologię systematyczną [...]. Ma ona charakter bardziej prosty, spontaniczny, intuicjonalistyczny i potoczny. Nie ogranicza się też wyłącznie do sfery poznawczej, ale organizuje bardziej życie narodu, jego ducha, uczucia, zachowanie się i czyny. Jest mniej organizowana w postać nauki, a więcej stanowi żywą świadomość narodu, wyrastającą wprost z jego bytu, egzystencji i praxis 5. Uważam, że (polska) teologia narodu — ujmując rzecz od strony metodologicz‑ nej — jest jedną ze zdeklarowanych sektorowych teologii wyzwolenia, a co naj‑ mniej wykazuje z nimi wielkie pokrewieństwo. Po pierwsze — rodzi się lokalnie w reakcji na sytuację, która przez konkretną grupę chrześcijan postrzegana jest jako (bardziej lub mniej zewnętrzne) zniewolenie. Po drugie — wyznacza sobie jako cel skonstruowanie teologicznej podbudowy dla praktycznego działania mającego zaowocować wyzwoleniem. Po trzecie — wśród źródeł teologicznych uprzywilejowuje doświadczenie konkretnych osób i wspólnot. Po czwarte — po‑ sługuje się hermeneutyką, w której światło płynące z tych doświadczeń dominuje (co najmniej de facto) nad danymi objawienia. Myślę, że zwłaszcza dwa ostatnie punkty wymagają rozwinięcia. Zacznijmy od kwestii źródeł. W cytowanej wyżej książce programowej Cz. S. Bartnika niestety nie znajdujemy pogłębionego opisu metody teologii narodu, jednak pojawia się omówienie jej źródeł 6. Podzielone są na dwie części, z trzema podzbiorami każda. Pierwsza odwołuje się do „naturalnych źródeł poznaw‑ czych”, przy czym (a) „najważniejszym źródłem dla powstania i ukształtowania 5 Tamże, s. 64. 6 Tamże, s. 33—55.
  38. 38.  37 Naródochrzczony(ch) Kłopoty z teologią narodu się teologii narodu jest po prostu konkretna i pełna egzystencja danego narodu”, (b) „korelatywnym źródłem jest historia danego narodu”, (c) „dalszym naturalnym źródłem naukowej samowiedzy jest cały świat nauk”. Dopiero druga część źródeł odwołuje się do objawienia. Odwołanie to jest konieczne dla „właściwej i pełnej” teologii narodu (czyżby autor zakładał możliwość istnienia jakiejś — niedoskona‑ łej wprawdzie — „teologii narodu” bez tego odwołania?). I tak: (a) „wśród tych źródeł pierwsze miejsce zajmuje Pismo Święte, szczególnie Stary Testament”, (b) „wtórnym źródłem [...] jest cała chrześcijańska historia danego narodu”, (c) trzecim elementem jest „sam fakt chrześcijaństwa, Kościoła, Ludu Bożego”. Wystarczy zestawić taki układ źródeł ze schematami zamieszczanymi zwykle w podręcznikach wstępu do teologii, by zorientować się, że to, co teologia zwykła uważać za źródła pomocnicze, dla teologii narodu staje się „najważniejsze”. Tak jak w innych teologiach wyzwolenia u podstaw leży tu nie objawienie w sensie ści‑ słym, ale ujmowane na różne sposoby (za pomocą nieteologicznych nauk) doświad‑ czenie konk retnego narodu (w tym przypadku — polskiego). Pismo Święte przywołane zostaje dopiero w grupie źródeł integrujących, oświetlających do‑ świadczenie. Jednak z opisu wynika, że nie chodzi o lekturę integralną objawienia chrześcijańskiego, a raczej sektorową — sięga się po to, co uznaje się za użyteczne do interpretacji doświadczenia („szczególnie Stary Testament”!). Ujawnia się już tutaj zasadniczy problem hermeneutyczny, o którym za chwilę powiemy więcej. Zauważmy dalej, że do źródeł związanych z objawieniem (objawionych?) włączona zostaje „chrześcijańska historia narodu”. Rodzi się pytanie, czy historia jakiegokolwiek narodu poza Izraelem może być uznana za źródło objawione? Po‑ dejrzewam, że w ramach teologii narodu przyjmuje się założenie, że to Bóg nadaje każdemu narodowi „temat dziejów” 7, a zatem dzieje te uznaje się za „miejsce” ujawnienia się tego zamysłu. Czy to jednak wystarczy, by uznać „chrześcijańską historię” narodu za źródło (nawet quasi) objawione? Poważną słabością teologii wyzwolenia bywa uzależnianie się w analizie wyj‑ ściowego doświadczenia zniewolenia od metod i teorii wypracowanych w innych, nieteologicznych naukach (wspomnijmy tylko o „grzechu początków” — związku 7 Określenie to pochodzi z cytowanego wcześniej hasła Encyklopedii katolickiej: „Naród — aspekt teologiczny” (dodajmy: hasła napisanego w całości z perspektywy teologii narodu, jednak bez zaznaczenia, że chodzi o poglądy pewnej szkoły — co jednak dziwi w przypadku hasła encyklo‑ pedycznego). Warto przytoczyć obszerniejszy fragment: „Naród wywodzi się z boskiego aktu stwórczego na zasadzie creatio continua i jest współelementem powszechnego aktu stwórczego, jedynego i niepowtarzalnego, który obejmuje cały świat, a zwłaszcza antropogenezę; każdy naród na mocy tego aktu otrzymuje byt, istnienie, życie duchowe i temat swoich dziejów [podkr. moje — G. S.]; w sensie stanowienia części świata jest on wartością świecką (a nie nadprzyrodzoną), ale ponieważ wywodzi się ze stwórczego aktu Boga, w swojej Istocie jest teistyczny — stanowi znak boskiej immanencji w świecie. Z faktu stworzenia narodu wynika jego historyczność, która jest analogiczna do historyczności jednostki; naród ma fazy rodzenia, rozwoju i umierania; podlega także prawom życia moralnego i duchowego; stąd naród otwiera się na dramaty życia związane z walką ze złem fizycznym, moralnym, społecznym i politycznym, jak również rozwija wartości, postęp, pozyt. kulturę” (ks. Mirosław Kowalczyk), Encyklopedia katolicka, t. XIII, k. 757.
  39. 39.  38  WIĘŹ  Wiosna 2016 Ks. Grzegorz Strzelczyk z marksizmem). Obawiam się, że teologia narodu poprzez taki, a nie inny do‑ bór źródeł naraża się na analogiczne zagrożenie. Mogą do niej łatwo przenikać i o jej kształcie decydować zupełnie pozateologiczne teorie narodu — włącznie ze skrajnie nacjonalistycznymi. Warto w tym miejscu przypomnieć krytykę, jaką w 1984 roku Kongregacja Nauki Wiary sformułowała wobec charakterystycznego dla teologii wyzwolenia uprzywilejowania nieobjawionych źródeł: Światło wiary dostarcza teologii jej własnych zasad. Dlatego sięganie przez teologa do dorobku filozofii lub nauk humanistycznych posiada charakter „podporządko‑ wany” i powinno być przedmiotem krytycznego spojrzenia teologicznego. Inaczej mówiąc, ostatecznym i rozstrzygającym kryterium prawdy może być tylko kryterium teologiczne. Ważność i stopień ważności tego, co proponują inne dyscypliny jako prawdy o człowieku, o jego historii i przeznaczeniu, często zresztą opierając się na przypuszczeniach, trzeba ocenić w świetle wiary i tego, co ona głosi jako prawdę o człowieku i ostatecznym sensie jego przeznaczenia 8. Ignorowanie tej uwagi może prowadzić do błędnego koła: do „teologii” for‑ mułującej praktyczne wnioski, których nie wysnuła z objawienia, ale właśnie z wcześniejszej praxis. Odwrócenie symboli Doszliśmy w ten sposób do czwartego z wymienionych wyżej podobieństw teo‑ logii narodu do teologii wyzwolenia — do hermeneutyki. W zacytowanym wyżej dokumencie, występując przeciwko niektórym eks‑ cesom latynoamerykańskiej teologii wyzwolenia (chodziło zwłaszcza o używanie przez nią marksizmu jako narzędzia analizy rzeczywistości ucisku), Kongrega‑ cja Nauki Wiary zwróciła uwagę na kluczowy problem metodologiczny, który może — moim zdaniem — występować w każdym rodzaju teologii wyzwolenia. Libertatis nuntius (rozdział X) przestrzega przed „nową hermeneutyką”, która prowadzić może do „partyjnej koncepcji prawdy”, a polega przede wszystkim na interpretowaniu danych objawienia nie w sposób integralny, ale w optyce pewnego doświadczenia, pewnej praxis. Prowadzi to albo do nadawania poszcze‑ gólnym tekstom biblijnym a priori znaczeń, których oryginalnie (i w tradycji) nie posiadały, albo do uprzywilejowywania znaczeń pobocznych, by potem, wtórnie, na teksty te powoływać się jako na filary teologicznej teorii i źródła interpretacji praxis. Kongregacja używa w odniesieniu do tego procesu określenia „odwrócenie symboli”. Dodajmy, że teologia oparta na takim odwróceniu może być — a hi‑ storia pokazuje, że bywała — wygodnym uzasadnieniem lub wzmacniaczem dla ideologii, którym dostarcza pozorów religijnego uzasadnienia. 8 Kongregacja Nauki Wiary, Instrukcja o niektórych aspektach teologii wyzwolenia Libertatis nuntius VII, 10.
  40. 40.  39 Naródochrzczony(ch) Kłopoty z teologią narodu Niestety, kłopot z (polską) teologią narodu polega właśnie na jej popadaniu w odwrócenie symboli: wychodząc z lokalnych (niekoniecznie w sensie teryto‑ rialnym) doświadczeń, łatwo ulegać można tendencji do reinterpretacji przez ich pryzmat całości objawienia. Uważam, że teologia narodu dokonuje wspomnia‑ nego odwrócenia w jednym szczególnie punkcie — wiążąc zaistnienie narodu (na‑ rodów) z aktem stwórczym Boga. Naród byłby zatem — tak jak rodzina — „wspól‑ notą naturalną”: pozytywnie chcianą przez Boga i zamierzoną jako „miejsce” antropogenezy i narzędzie realizacji ce‑ lów zbawczych Boga. Wobec tych tez rodzi się pytanie, czy są one rzeczywiście wyczytane z objawie‑ nia, czy też raczej zostają mu przypisane właśnie na skutek odwrócenia symboli: to, co w perspektywie biblijnej jest właściwe wyłącznie dla Izraela jako narodu wybranego (a potem ewentualnie dla Kościoła), zostaje wyekstrapolowane i staje się cechą narodu jako takiego (dzięki temu może być też uznane za właściwość narodu polskiego). Nie sposób tu przytaczać obszerniejszej analizy danych biblijnych w tej kwestii, ale wypada przypomnieć, że Księga Rodzaju widzi raczej w jedności ludzkości scenariusz zamierzony przez Boga, zaś jej plemienny rozpad ukazuje jako skutek grzechu (wieża Babel). W tym kontekście dopiero odczytywać można powołanie Izraela jako ludu wybranego (laos) i mającego misję wobec naro‑ dów pogańskich (ethnos). Z kolei perspektywa Nowego Testamentu każe — po pierwsze — relatywizować napięcie pomiędzy Żydami i poganami jako dwoma częściami ludzkości (bowiem Chrystus zburzył rozdzielający je mur — por. Ef 2,11nn), po drugie — widzieć w Kościele „miejsce” odradzania się jedności ludz‑ kości (w scenie zesłania Ducha Świętego pojawia się wątek odwrócenia skutków podziału spod wieży Babel: przezwyciężenie pomieszania języków). Dlatego uwa‑ żam, że odnalezienie w Nowym Testamencie fundamentów dla teorii zbawczych ról poszczególnych narodów (poza żydowskim) możliwe jest w yłącznie przez zastosowanie hermeneutyki odwrócenia symboli. Widzenie w narodach „wspólnot naturalnych” w tym znaczeniu, że pochodzą z aktu stwórczego (na mocy creatio continua), ma — zdaniem Cz. S. Bartnika — także tę konsekwencję, że naród jest rzeczywistością pierwotną w stosunku do kultury. Interesujące jest to, że w tym punkcie wyraźnie ujawnia się kontrast pomiędzy nim a Janem Pawłem II, na co wskazuje ks. Jerzy Buczek w swoim studium o polskich teologach narodu: Nawiązując do przemówienia Jana Pawła II w UNESCO w 1980 roku i słynnego stwierdzenia, że „naród jest tworzony przez kulturę”, Bartnik uważa, że z punktu U teologów narodu łatwiej znaleźć przestrogę przed próbami „podporządkowywania sobie racji narodowych przez Kościół” niż odwrotną: przed próbami podporządkowywania Kościoła racjom narodowym.
  41. 41.  40  WIĘŹ  Wiosna 2016 Ks. Grzegorz Strzelczyk widzenia naukowego teza ta wymaga korekty, bowiem historycznie i egzystencjalnie to ludy i narody tworzą kulturę 9. To, co według Jana Pawła II jest raczej wytworem kultury społecznie zorientowa‑ nych osób, w ujęciu Bartnika jest wielkością pierwotniejszą, źródłową dla kultury. „Osobowość” narodu? W takim podejściu kryje się jedno z większych — moim zdaniem — niebezpie‑ czeństw wypływających z teologii narodu, jeśli przełożyć ją na pewną społeczną lub polityczną praxis. Mianowicie naród jawi się w rozważaniach teologów narodu jako rzeczywistość silnie spersonifikowana. Oczywiście personifikacja jest zabiegiem literackim czy retorycznym, który nie implikuje realnego istnienia skonstruowanej przez siebie persony. Nie ma być zatem hipostatyzacją (przyjmijmy to określenie jako nazwę procesu, którego efektem jest uznanie takiej zbiorczej osoby za istniejącą rzeczywiście jako byt, samodzielny podmiot). Sam Bartnik zaznacza, że nie o to idzie 10. Rzecz w tym, że teologom narodu zdarza się balansować na bardzo wąskiej grani pomiędzy personifikacją i hipostatyzacją. Przywołajmy jeden przykład: Naród posiada sferę podmiotową, przechodzącą od [odtąd cytat z Bartnika — G. S.] „wspólnoty natury ludzkiej ku wspólnocie osób, tworzącej pewien najwyższy rodzaj bytowania zbiorowego. Podmiotowość ta nie jest«osobą» w takim znaczeniu, jak jed‑ nostka, ale posiada coś z osobowości tak, że stanowi jakby podmiotowość osobową, jakby«osobę». Naród ma swój umysł, serce, wolę, działanie, uczucia, psyche. Stąd też mówimy w pewnej przenośni, ale nie fikcyjnie, o «duszy narodu», o «duszy polskiej» lub o «duchu polskim». Ta«osobowość» narodu jest najistotniejszą jego formą i ona decyduje, że dana społeczność ludzi jest narodem i takim oto konkretnym narodem, różnym od innych” 11. Ciśnie się w tym miejscu na usta pytanie idące nieco po linii analogicznej do anzelmiańskiego dowodu ontologicznego — jeśli „osobowość narodu” ma tak decydujące znaczenie, to czy może nie istnieć realnie? I czy nie to realne istnienie sugeruje stwierdzenie: „w pewnej przenośni, ale nie fikcyjnie”? Jeśli coś nie ist‑ nieje fikcyjnie, to istnieje przecież rzeczywiście (albo przynajmniej w możności). Tekst powyższy można bez trudu zinterpretować jako afirmujący istnienie narodu jako samodzielnej hipostazy, będącej rzeczywistym podmiotem świadomo‑ ści, woli i działania. W połączeniu z tezą o tym, że to Bóg powołał narody do ist‑ nienia w akcie stwórczym, mamy gotową teorię narodu jako ponadempirycznego, 9 J. Buczek, Teologia narodu w ujęciu wybranych polskich teologów, Rzeszów 2014, s. 287. 10 Por. Cz. S. Bartnik, Teologia narodu, dz. cyt., s. 75. 11 J. Buczek, Teologia narodu w ujęciu..., dz. cyt., s. 291.

×