Filozofia ewolucji (kwantów) 2

972 views

Published on

Kosmos, wszechświat, ewolucja, czasoprzestrzeń, czas, przestrzeń, kwant, kwanty, fizyka, atom, foton, komórka, elektron, rozum, człowiek, świat, NIC, COŚ, zmiana, ruch, umysł, kwantologia, kultura, nauka, filozofia, kosmologia, wielki wybuch, osobliwość, czarne dziury, bezkres, nieskończoność, wieczność, promieniowanie, widmo promieniowania, układ okresowy, światło, religia, etyka, polityka, biologia, brzeg, granica, geometria, wielowymiarowość, język, matematyka, logika, zmysły, szósty zmysł, telepatia, obcy, planeta, słońce, gwiazda, obce cywilizacje, kosmici, historia, nauka, zabobon, magia, przesąd, abstrakcje, pojęcia, byt, los, przypadek, statystyka, sfera, pole energii, energia, próżnia, zero, jedynka, nicość, zjawiska, stres, psychologia, świadomość, podświadomość, próg, nieoznaczony, zakres, podprogowy, symetria, analogia, harmonia sfer, cząstka, elementarny, jawa, sen, dusza, materia, przyrząd, obserwator, jednostka, zbiór, mózg, precyzyjne dostrojenie, prędkość, punkt, węzeł, rzeczywistość, ja, państwo, społeczeństwo, naród, kraj, klimat, pogoda, prognoza, ziemia, opoka, powierzchnia, powłoka, warstwa, szybkość, ciężar, siła, grawitacja, niepodzielny, prosta, płaszczyzna, rytm, reguła, wzór, odległość, upiorne oddziaływanie, skończoność, pustka, symetria, oś symetrii, życie, śmierć, zbiór, jednostka, całość, część, masa, koniec, początek, największe, najmniejsze, środek, struktura, konstrukcja, wieloświat, strumień świadomości, zapaść, horyzont, horyzont zdarzeń, zdumienie, uczucie, częstotliwość, drgania, wibracje, dotyk, wzrok, słuch, smak, ciało, prostota, aktualność, czas absolutny, absolut, przestrzeń absolutna, idee, duch, miasto, samoświadomość, dziś, chwila, odczucia, osobowość, starość, zegar, melodia, promieniowanie reliktowe, ciepło, zimno, zagęszczenie, ciężar, wybuch, wewnętrzny, zewnętrzny, skwantowany,

philosophy; evolution; cosmology; space; quantum; energy; logic;
atom; radiation; radiation; reason; civilization; cosmos; universe; black holes;
gravity; pressure; infinity; the observer; the singularity; speed of light

Published in: Science
0 Comments
0 Likes
Statistics
Notes
  • Be the first to comment

  • Be the first to like this

No Downloads
Views
Total views
972
On SlideShare
0
From Embeds
0
Number of Embeds
2
Actions
Shares
0
Downloads
0
Comments
0
Likes
0
Embeds 0
No embeds

No notes for slide

Filozofia ewolucji (kwantów) 2

  1. 1. Janusz Łozowski FILOZOFIA EWOLUCJI (KWANTÓW) copyright © 2012 by Janusz Łozowski wszelkie prawa zastrzeżone ISBN 978-83-932050-8-0 ja.lozowski@gmail.com 1
  2. 2. " " " " " " " " " " " " " " " " " " " " " """""""""""""""""""""""""""""e|cuqrt|guvt|gó"3030" 2
  3. 3. - czasoprzestrzeń - pojęcie "czasoprzestrzeni" ("czas" - "przestrzeń") - kwant zmiany, jednostka czasoprzestrzeni (jeden-zero, "10") - postrzeganie wewnętrzne i zewnętrzne "czasoprzestrzeń" należy do pojęć podstawowych, które definiują otaczający mnie świat, dlatego pojawiała się w dotychczasowym tekście wielokrotnie – i jeszcze liczniej będę odwoływał się do tego terminu w części aktualnej. do chwili obecnej używałem go w różnej konfiguracji, w pisowni rozdzielnej lub łącznej (jako "czas i przestrzeń", "czaso-przestrzeń" - albo "czasoprzestrzeń", kiedy nawiązywałem do wypracowanego na gruncie fizyki terminu). przychodzi jednak czas (i etap w tekście) na zapisywanie (oraz pojmowanie) jednoznaczne i łączne. czyli w formule "czasoprzestrzeń", jako logiczną jedność pojęcia i jedność słowa. podwojony, dwudzielny wewnętrznie stan, ale oznaczający jeden "fakt": fizyczną ewolucję w trakcie zachodzenia. czym jest czasoprzestrzeń, jak powstaje i jak się odmienia? przyjdzie się na ten temat powiedzieć dużo, przecież fundamentów ani szybko, ani prosto dokopać się nie można. poziom podstawowy, o ile nie wiąże się to z zasadniczymi (więc często dramatycznymi) zdarzeniami, jest zazwyczaj głęboko ukryty i pomijany w analizach tego, co dzieje się w zakresie widocznym (nadprogowo, jako fakty "oznaczone", na jakoś ujmowalnej powierzchni). dlatego opis zjawisk prowadzony od wewnątrz (przez fizyka) musi być "zakrzywiony", jak sama czasoprzestrzeń. ale oczywiście zawsze w nawiązaniu do widocznego (i do wcześniej opisanego). mówiąc inaczej, fundamentalne pojęcie musi być fundamentalnie zdefiniowane, żeby mogło być przyswojone - ponieważ wyznacza zrozumienie "tego wszystkiego" (także mnie w tym wszystkim, do czego wszak usilnie dążę). - i nie rozchodzi się wyłącznie (co podkreślam) o opis w odniesieniu do pojęcia fizycznego oraz zdefiniowanie czasoprzestrzeni jako własności "namacalnego" kręgu pojmowania. to niewątpliwie ważny i bardzo ważny aspekt zagadnienia, ale znaczenie tego terminu (i sposobu postrzegania otoczenia) ewidentnie wykracza poza fizykę, jest składnikiem opisu ewolucji, jej kwantowych relacji na każdym poziomie. czasoprzestrzeń i jej skwantowane odmienianie się to przede wszystkim "czysta filozofia", która (przypadkiem) została wyartykułowana przez (filozofujących) fizyków. czym jest "czasoprzestrzeń" dla fizyki, to oczywiście sprawa istotna, jednak zdecydowanie więcej można "wycisnąć" z tego pojęcia, kiedy odnieść je i opisać w relacji do warstw kwantowych i kwantu logicznego (szerzej Kosmosu i Ewolucji), dopiero tak zdefiniowana czasoprzestrzeń pozwala na określenie, czym jest i jak się przekształca. co to jest "czasoprzestrzeń" i jak powstaje? ponieważ niejednokrotnie nawet niewielki obraz niesie ze sobą znacząco więcej informacji niż zapis w postaci tysiąca słów, dlatego na początek omawiania czasoprzestrzeni, zamiast długich wywodów, skromny rozmiarami, ale bardzo wymowny w swej treści schemat. 3
  4. 4. - co przedstawia rysunek? czasoprzestrzeń w trakcie tworzenia się. to na takim poziomie, kwantów logicznych (absolutnych), czyli fundamentalnie głęboko w świecie, tworzy się czasoprzestrzeń – oraz to, co uznaję za rzeczywistość. o ile w ujęciu fizycznym pojęcie czasu i przestrzeni jest niejednoznaczne (a potocznie rozdzielne), o ile samo pojęcie "czasoprzestrzeni" wprowadza umysł w stan "zawirowania" - o tyle w powiązaniu z pojęciem kantu logicznego staje się nie to, że oczywiste oraz konieczne, ale prezentuje się przede wszystkim jako zrozumiałe i jednoznaczne. - po prostu, kiedy do opisu wprowadzam kwant logiczny i zmianę (ruch), nie mam możliwości, żadnych innych możliwości: muszę zastosować termin "czasoprzestrzeń", nie ma innego sposobu na zdefiniowanie zjawiska. i właśnie w łącznej formie zapisu tego pojęcia. czyli jako jedność czasu i przestrzeni. co na co dzień jawi się jako rozdzielne i dotyczy bardzo odległych "cech" mojego świata, w ujęciu głębokim tworzy ten świat w każdym elemencie. co przedstawia rysunek? zmianę - ruch - przemieszczenie się kwantu logicznego o wielkość również kwantu logicznego. na rysunku, dla lepszego zobrazowania sytuacji, kwant oznaczyłem czarnym kwadratem, a kolejne jego pozycje innymi kolorami. jednak to zawsze ten sam i jeden kwant (i zawsze sfera oczywiście), ale znajdujący się każdorazowo w innym "punkcie". przesunięcie z punktu "a" do punktu "b" i dalej do "c", kierunek zmiany jest wyraźny i zawsze o jeden kwant logiczny (i zawsze "do przodu"). podkreślam, bo to zasadniczy element w rozumowaniu - analizuję tutaj zawsze jednostkę logiczną, "wielkość" którą nazwałem "kwantem logicznym", najmniejsze z najmniejszych - nic mniejszego i nic większego – fundament rzeczywistości. i teraz - kiedy taką "jednostkę fizyczną" (ale dla mnie, zawierającego się w obrębie ewolucji, zawsze "jednostkę logiczną") "przesuwam" również o wielkość kwantu logicznego (na takiej zasadzie, że punkt "b" jest równoważnie zajęty przez kwant logiczny, jak to było w punkcie "a") - to w tej zmianie, w takim przemieszczeniu się kwantu (kwantu "materii", "czegoś") – uzyskuję jednostkę. jednostkę czego? czasoprzestrzeni. - przemieszczenie się kwantu logicznego z położenia w punkcie "a" do punktu "b" o wielkość kwantu logicznego, to daje mi możliwość zdefiniowania tego ruchu. uzyskuję uporządkowaną parę punktów. - jednostki fizycznie nie mogę w żaden sposób zdefiniować, "kwant logiczny" po prostu "jest". ale jeżeli ten sam kwant ("coś") zmieni położenie, to mogę w tak właśnie zaistniałym procesie przeprowadzić operacje - i go opisać. czyli mogę określić, o "ile" i jak-dlaczego zmieniła się sytuacja. - co więcej i co zasadnicze w tym działaniu, jest to dokładnie policzalne. jeżeli kwant logiczny "wypełnia" sobą stan w punkcie "a" (zajmuje ten punkt Kosmosu w sposób całkowity), a następnie dokładnie taki sam stan w kolejnym punkcie "b" (i w dalszych punktach), to tym samym mogę powiedzieć, że doszło do zmiany - że nastąpiła zmiana o "wymiarach" jednego kwantu logicznego. - a także, że "opustoszałe" "miejsce", które zajmował poprzednio kwant logiczny w punkcie "a", ma "wymiar" kwantu logicznego i że jest to tym samym jednostka zmiany, która się dokonała. czyli przemieszczenie się kwantu o kwant logiczny (jednostkę) - to wnosi mi i zmianę, i jednostkę tej zmiany. i to w dwojakim już rozumieniu: wyznacza najmniejszy z możliwych przedziałów "czasu" - oraz najmniejszy z możliwych przedziałów "przestrzeni". dokładnie tak, uzyskuję w takiej zmianie jednostkę zmiany czasoprzestrzeni. i czasoprzestrzeń jako taką. przecież nie mogę tego rozdzielić, mam tutaj, na tym fundamentalnym poziomie, tylko i wyłącznie kwant logiczny "czegoś". nic prostszego być nie może. sam kwant logiczny nic mi nie wnosi, ale jego ruch jak najbardziej. kwant logiczny "przesunięty" o kwant logiczny - samym swoim przemieszczeniem się - tworzy, wyznacza jednostkę "czasu" (wyskalowanej zmiany) – i jednostkę "przestrzeni" (wyskalowanej zmiany). w obu przypadkach jednostką jest ta sama "wielkość": kwant logiczny. na tym poziomie nie ma nic innego, jest tylko kwant. ale kwant w ruchu i NIC – o, to już fakt - to minimalna zmiana. to czasoprzestrzeń. 4
  5. 5. - czasoprzestrzeń "rodzi" się na tak fundamentalnym poziomie. to ruch, zmiana położenia kwantu logicznego wyznacza czasoprzestrzeń – po prostu jest samą czasoprzestrzenią. pojęcia "czasu" i "przestrzeni", tak mało precyzyjne dla umysłu, tutaj i w tym ujęciu stają się jednoznaczne - i więcej: są integralnie ze sobą powiązane. o ile potocznie mogę wykorzystywać "czas" i jego "skoki" ("tyknięcia") do mierzenia zmian w sobie oraz w swoim otoczeniu, o ile mogę "przestrzeń" wykreślić dowolną miarką - o tyle na bardzo głębokim poziomie zrozumienia świata muszę oba pojęcia złączyć w jedność. i nie na dlatego, że tak mi podpowiadają fizyczne wzory, ale jako absolutną konieczność. logicznie czas i przestrzeń są jednością, jednego bez drugiego nie zdefiniuję. - powód? ponieważ oba pojęcia zawierają w "podszewce" (na poziomie fundamentalnym) tę samą jednostkę: kwant logiczny, najmniejsze z najmniejszych "czegoś". zmiana czasu wyznacza przestrzeń, a zmiana położenia w przestrzeni definiuje czas, w jakim się to dokonało. kiedy widzę przemieszczający się sekundnik w zegarku, mogę nie przejmować się tym, że postrzegana zmiana odbywa się jednocześnie w przestrzeni, na co dzień jest to informacja "nadmiarowa". jednak w głębokiej analizie jedność obu ujęć otoczenia staje się oczywistością i koniecznością, nie mogę rozerwać związku czasu-przestrzeni bez popadnięcia w sprzeczności. kiedy będę tak czynił, rzeczywistość nigdy nie zaprezentuje mi się w pełni i nigdy nie ustalę, czym są "czas" oraz "przestrzeń". czasoprzestrzeń jest pojęciem dwudzielnym i fundamentalnym - i wszystko jest czasoprzestrzenią (wszystko w czym uczestniczę i co jest mną). i to wszystko zmienia się zawsze o najmniejszą z możliwych wielkości: kwant logiczny. ruch, przesunięcie się jednostki o jednostkę tworzy jednostkę. w takim przypadku jednostkę czasoprzestrzeni. kwant logiczny czasoprzestrzeni, stan najmniejszy w rzeczywistości, ma ten sam wymiar (rozmiar), co kwant logiczny (plus zero). najmniejsza z wielkości wyznacza najmniejszą zmianę czasoprzestrzenną. do pewnego stopnia zaskakującym w tym ujęciu jest to, że "fakt materialny" ("coś"), w połączeniu z prostym przemieszczeniem się (ruchem w "nic"), że te dwa elementy łącznie budują złożone struktury czasoprzestrzenne. kwant czegoś w trakcie zmiany i efektem jest struktura rzeczywistości. jako wielkoskalowa, wielopoziomowa jednostka czasoprzestrzeni istnieję dlatego, że kwanty materii (jako zawsze materialne "coś") na wszystkich poniższych wobec mnie (ale także powyższych) zakresach przemieszczają się i tworzą między sobą połączenia. a ponieważ mają długą drogę do pokonania (w/po kolejnych zakrętach i przejściach przez oś symetrii), dlatego mogę zaistnieć jako "rozmyty", rozwleczony na/w fali "fakt materialny". moja prywatna czasoprzestrzeń buduje się aż na takim podstawowym poziomie, ale postrzegam ją już bardzo odlegle od tego zakresu - jestem efektem tej zmiany, ale nie mogę jej poznać w jednostkowych stanach. moja fizyka wynika z przemieszczania się jednostki, ale tego składnika świata żadnym dostępnym w ramach fizyki narzędziem nie sięgnę, jest fundamentem, ale poza obserwacją z wnętrza. czasoprzestrzeń jest pojęciem wyrosłym z analizy rzeczywistości, a sam termin powstał na zapotrzebowanie fizyków (którzy muszą uzgadniać rejestrowane fakty ze sobą), dlatego jest to pojęcie obiektywnie niezbędne. jednak zaistnienie tego terminu to refleksja filozoficzna, wykroczenie poza fizykę, to logiczna interpretacja zjawisk. i narzucenie obserwowanym zmianom charakteru reguły. jednak obserwator, który zawsze jest zanurzony w obrębie analizowanej zmiany, nie może jej zdefiniować w pełni (aż do fundamentów) - ponieważ kiedy jest, zmiana zachodzi (i warunkuje jego istnienie), a kiedy zmiana zamiera, nie ma już komu i jak prowadzić obserwacji. jak kwantu logicznego nie "postrzegę" inaczej niż logicznie (i wykraczając poza fizyczny proces), czasoprzestrzeni również nie określę bez ujrzenia zmiany w idealnym i unieruchomionym obrazie. i dopiero wtórnie, daleko po fakcie, mogę ponownie uzyskany obraz poruszyć i stwierdzić, że przebiega - że czasoprzestrzeń to ruch Fizycznego elementu w NIC. mój świat to kwant(y) w przemieszczaniu się. i nigdy bezruch. 5
  6. 6. - światło w ujęciu kwantowym - zakres widzialny - ujęcie kwantowe a wielkości fizyczne - punkty węzłowe promieniowania (wielkości brzegowe) zanurzając się powrotnie w rzeczywistości, wypada rozpocząć od początku – od światła. w tym punkcie analizy chcę i muszę zająć się wzajemną relacją ujęcia kwantowego i fizycznego, zamierzam odnieść się oraz ustalić relacje pomiędzy wydarzeniami w oglądzie kwantowym i fizycznym dla tego zakresu (a szerzej dla całości ewolucji). ponieważ światło (promieniowanie) to dobry z wielu powodów materiał do "obrabiania", zaczynam od niego. żeby jednak przejść do opisu wydarzeń fizycznych i ujęcia promieniowania w zakresie aktualnej fizyki (więc tak czy tak również ujęcia kwantowego), muszę się zastrzec, że nie posiadam wiarygodnego, czyli pełnego i dokładnego ujęcia czegoś tak wydawałoby się prostego, jak tęczy. po prostu, tak się złożyło, że nie dysponuję poprawnym i jednoznacznym podziałem promieniowania widzialnego na zakresy i wielkości. a ponieważ to na nim najlepiej przeprowadzać analizy (ponieważ wszystko widać), jest to niewątpliwie brak dość dokuczliwy. wręcz podejrzewam, po starannym przeglądzie danych, że takiego szczegółowego ujęcia nie ma, bowiem trudność jego wykonania jest znaczna, bo choć niby wszystko tu widać, ale nieostro. dlatego muszę się, niestety, odnosić tylko do schematów fragmentarycznych. ale nie szkodzi, ponieważ nawet zbiór na wejściu "krzywy" (fizycznie) można wyprostować (logicznie). więcej, żeby rozgrzeszyć wspomniane braki (i fizykę przy okazji, boć to jej "wina", że nie dopracowała się dokładnych danych) muszę powiedzieć, że takich dokładnych danych eksperyment, nawet najstaranniej przeprowadzony, nie jest zdolny dostarczyć. nie ma metody i możliwości, żeby działając od wewnątrz i jednocześnie obserwując wydarzenia współbieżnie do nich, ustalić reguły oraz zasady. tylko ujęcie zewnętrzne, pełne, logiczne – wyłącznie takie podejście pozwala na ujęcie światła (i promieniowania) w jego pełnym, dokładnym, czyli logicznym upostaciowaniu. jeżeli do mojej dyspozycji są aż cztery zakresy (a przypuszczam, że jest ich nieco więcej), które nauka przypisuje przedziałowi widzialnemu, więc, że opis zakresu postrzeganego ważnego dla oka posiada (w wypadku danych, którymi dysponuję) aż cztery parametry brzegowe (cztery różne parametry), to nie mogę tego zwalić na nieudolność fizyki, bo wytłumaczeń na jej "nieporadność" jest aż kilka. po pierwsze, jest to subiektywne działanie każdego obserwatora, a tylko uśrednienie uzyskanych wielkości pozwala ustalić, z grubsza biorąc, wspólny zakres widzenia. a jak w każdym zbiorze powinno to się dziać, tak samo w zbiorze widzenia są osoby (obserwatorzy), które swoje otoczenie postrzegają "z przesunięciem". czyli to, co dla innych jest nie do uchwycenia, dla nich jest rejestrowalne. dlatego zachodzące "rozmycie" brzegu obserwacji w zbiorze musi się pojawić (choć różnice nie mogą być duże). już ten tylko element musi powodować, że wyniki, zakres widzenia to kompromis i ustalenie uśrednione wielu wydarzeń jednostkowych. to nie jest zewnętrznie i logicznie (więc pewnie) dokonane zliczenie "zawartości" procesu, ale rezultat wypracowany praktyczne. to wywołuje, musi wywołać albo włącznie do zakresu odcinków dla większości nie do przyjęcia (jeżeli brzegi będą preferowane), albo tych brzegowych odcinków pozbycie się, kiedy uśrednienie będzie w takim liczeniu najważniejszym elementem ustaleń. dlatego z samej zasady działania obserwatora (tutaj jego fizycznej i biologicznej budowy receptorów wzroku) wynika, że zakres widzialny musiał zyskać postać "ułomną". i skorygowany być musi przez definicję "sztywną", logicznie zewnętrzną. - po drugie, warto ten wniosek poszerzyć o możliwy do postrzegania zakres w odniesieniu również do "przyrządu". przecież to nie jest "wiarygodny" obserwator, ma własną budowę, należy do wyróżnionego zakresu świata i w oparciu o cechy tego, konkretnego lokalnego punktu rzeczywistości działa. a to z definicji nie jest mój punkt postrzegania. "przyrząd" to inny zakres świata, dlatego "niewiarogodny". 6
  7. 7. - w tym momencie oczywiście jedynie sygnalizuję problem obserwatora w postaci przyrządu, któremu zlecam opracowanie (w moim zastępstwie), podłączenie się i opracowanie postrzegania w niedostępnym dla mnie obszarze. można i trzeba tak czynić, tylko że to jest, powtarzam, inny zakres obserwacji, na innych elementach i wobec mnie obcych punktów odniesienia prowadzony (ja egzystuję w innym zakresie niż przyrząd). owszem, mogę modyfikować ten inny i nie mój sposób obserwacji i "tłumaczyć" go na znane mi "słownictwo" (w tym doznania zmysłowe), ale muszę o tym wiedzieć i nie mogę przyjmować wyników "na wiarę", bez refleksji. to musi być czynione, bo inaczej niedostępnych rejonów nigdy nie zaobserwuję, ale muszę mieć świadomość ograniczeń i wprowadzać korekty. dylematu postrzegania (obserwacji otaczającego świata) urządzenie techniczne nie rozwiązuje, bo choć jest w stosunku do zmysłu biologicznego niekiedy nie do zastąpienia i jedyne, to w takim zbiorze również występuje, jako konieczny fakt, "rozrzut" pomiarowy. to zawsze-i-tylko obiekt materialny, fizyczny, z zasady więc obarczony "błędem". można w zakresie fizycznym przybliżać się do brzegu, ale nie można go osiągnąć. kolejnym argumentem za usprawiedliwioną "wadliwością" fizyki w ustaleniach przedziału światła (jak i innych przedziałów promieniowania), jest rozmyte, "nieostre" istnienie przedziałów oraz zachodzenie ich na siebie. w badaniu wewnętrznym wyznaczenie, że tyle a tyle elementów składa się na dany zakres, że w takim punkcie się zaczyna, a w takim kończy przedział tej ewolucji, tego powiedzieć, zbadać i ustalić nie sposób. kiedy w grę wchodzą wielkości małe (kwantowe, najmniejsze), nie ma jak, nie ma eksperymentalnej metody, żeby te wielkości pośrednie zliczyć i przeprowadzić rozdział. tego ani obecnie, ani nigdy eksperyment fizyczny nie będzie mógł zrealizować. każde działanie i badanie "namacalne" zawsze wykaże stany pośrednie i cząstkowe, które wypada przecież zaliczać do jednego lub drugiego zbioru (lub tworzyć zbiory pośrednie i chwilowe). nie ma w dostępnym fizyce zakresie niczego, co byłoby w pełni i ostro zdefiniowane, to zawsze przedział zjawisk i stan przejściowy. kolejny ważny argument, o którym tutaj tylko wspomnę (a dalej przyjdzie się temat omówić w szczegółach): brak lub występowanie ewolucji mierzonej (coś jest lub nie istnieje). to jest, wbrew pozorom, ważny i zasadniczy element w działaniu fizycznym. jeżeli mam do dyspozycji badany obiekt (ewolucję), mogę na niej dokonywać pomiarów i operacji. ale jednocześnie, skutkiem tego, mam i muszę mieć proces wewnętrzny, współzachodzący, współistniejący z tak badaną ewolucją. czyli, nie mogę w takim badaniu wznieść się na zewnętrzny poziom do wydarzenia, nie mogę ustalić reguł meta-fizycznych w takim działaniu (a raczej jest to trudne i wymaga przełamywania różnych stereotypów). jeżeli mam do dyspozycji, jak w tym przypadku, promieniowanie, to nie będę działać, nie mogę działać, kiedy jego w obserwacji już/jeszcze nie mam, muszę prowadzić swoje obserwacje współbieżnie do zdarzenia. a to znów wyklucza lub najmniej utrudnia szersze (zewnętrzne) spojrzenie na konkretne wydarzenie. inaczej, bo ważne - żeby ująć logicznie procesy, nie mogę ograniczyć się do fizycznych wyłącznie faktów, ale muszę je zdefiniować w logicznym schemacie, nie da się ustalić cech i parametrów promieniowania (dowolnej ewolucji) bez jej zewnętrznego, logicznego, oderwanego od wydarzeń zinterpretowania. a to w oczywisty sposób wykracza poza samo doświadczenie. fizyka i "namacalność" procesu, eksperyment - to są konieczne fundamenty, na których dopiero mogę postawić hipotezę, czy wytworzyć teorię, to oczywistość i podstawa działania (reguła postępowania znana "od zawsze"). natomiast podkreślenia (i to bardzo silnego) wymaga to, że nawet tak wytworzona teoria, która wprost odwołuje się do istniejących i dziejących się fizycznych wydarzeń, która opisuje procesy w ich toku, nawet taka teoria nie jest pełna - i pełna być nie może. zawsze moje fizyczne działanie i opracowywanie wyniku eksperymentu, to zawsze się odnosi do tego, co badam, czyli do "treści" postrzeganej (w dowolny sposób) – a przecież jest jeszcze świat poza, środowisko. 7
  8. 8. - otóż, i to jest ważny element rozumowania, jeżeli mam do dyspozycji np. coś takiego, jak światło, to nawet wychodząc już poza eksperyment, więc ustalając teoretycznie cechy tego zakresu promieniowania i definiując wydarzenia w ich fizycznej interpretacji – nawet ustalając teorię do takich fizycznych zdarzeń, pozostaję, zawsze pozostaję w kręgu tychże wydarzeń. i to nie jest paradoks. po prostu, kiedy opisuję światło, kiedy treścią mojego eksperymenty jest ten zakres rzeczywistości, to nie zacznę nagle opisywać braku światła i cech tego wspólnego wydarzania (światła i jego braku). bo przecież taka pełna ewolucja już nie mieści się "w temacie badawczym", w fizycznym opisie wydarzenia, tu zmiany energetycznej w promieniowaniu. teoria fizyczna zajmuje się tylko (!) danym zdarzeniem, a tło, środowisko pozostaje nie ujęte – i więcej, ono nie może być ujęte. jako zewnętrzne i pozornie nie mające wpływu na wydarzenia, nie może wejść w zakres doświadczenia, ponieważ brak elementu badanego samo badanie wyklucza (w fizyce, ale nie w logice). brak czegoś nie oznacza braku zjawisk "w ogóle", tylko brak zjawisk w/na wyróżnionym terenie dostępnym do badania. - dlatego, kiedy kończy się światło i zapada ciemność (czy zmiana, jaka by nie była), to ustaje jego pomiar i analiza - i ustaje eksperyment. i tego "dalej" już nie ma, nie może być w teorii i praktycznym działaniu, które musi się odnosić do "zawartości" eksperymentu. a przecież to "dalej" jest tak samo ważne, jak "zawartość" doświadczenia. warunkuje "obiekt", jest brzegiem w doświadczeniu i "tłem". "treść" postrzegana jest ważna, ale w powiązaniu ze środowiskiem (szeroko pojętym – od badającego po warunki świata). mówiąc inaczej, treść eksperymentu, jak i jej brak, to dopiero razem oznacza eksperyment. logiczny, to prawda – ale przez to pełny. podstawa jest w tym, co się dzieje fizycznie, ale interpretacja musi wyjść poza zjawisko, a nawet więcej, musi uwzględnić w konkluzji również brak badanych faktów. dlatego, że dopiero razem, treść i jej brak, są pełną i całą ewolucją. dokładniej - w tym rozumowaniu nie chodzi mi o to, że brak sygnału również jest informacją, że odłączając czy odcinając sygnał (na przykład strumień w postaci światła) nadaję w ten sposób informację, że cisza jest zasadniczym elementem hałasu, jego logicznym dopełnieniem. to nie o to rozchodzi się w tym zapisie, ale o dużo bardziej generalne ustalenie: że brak treści (dowolnej ewolucji), skutkuje w teorii brakiem dalszego ciągu, że ustanie, zanik tematu eksperymentu kończy eksperyment - że brak promieniowania kończy rozważanie o nim. kiedy nie powinno. to znaczy, jeżeli rozpatruję światło, jeżeli stawiam hipotezy dotyczące tego obszaru, to w działaniu fizycznym, wraz z zakończeniem się wydarzenia, nie mam co już opisywać. promieniowanie, blask się skończył i pozostaje ciemność. dosłowna i teoretyczna. jako że owa ciemność, brak światła, brak wydarzenia już w obrębie teorii się nie mieści. światło zgasło – "zgasł", zakończył się eksperyment. i ustała, ustaje hipoteza. badanie fizyczne musi, nawet operując teorią czy ją budując, kończyć się (i "gasnąć") wraz z chwilą ustania tematu opisu. fizyczna formuła ujmowania wydarzeń jest na zawsze zawarta we wnętrzu ewolucji - i nie może się z niej wyłamać. bo wraz z ustaniem tematu, bodźca, dowolnego obiektu badań, traci po prostu sens badawczy. co nie oznacza, że maksymalnie, w ujęciu filozofii ewolucji, w zakresie Kosmicznym, w zakresie nieskończono-wiecznym, że w takim działaniu Fizyka nie ma co robić - bo ma. i jest to ostateczne, brzegowe, maksymalne pozyskanie (czy właściwie na dziś odzyskanie) dla Fizyki pola działania. więc chodzi o wpisanie w nią wszelkich wydarzeń, które na dziś są poza jej ustaleniami. jednak na chwilę obecną, aby takie działanie uprawomocnić fizycznie, wprowadzić w jej obręb przedziały, które oznaczają "ciemność" i brak sygnału, brak elementu badawczego, to do takiego podbudowania fizyki potrzeba ujęcia filozoficznego, logicznego – czy inaczej nazywając meta-fizycznego. po prostu, musi się fizyka od dziś zacząć posiłkować "nad-eksperymentem", stosować dopełnienie do działania. nie dla zabawy logicznej, ale po to - żeby dopracować się prawdy. 8
  9. 9. - co, przekładając na tu prowadzoną analizą oznacza, że aby zdefiniować światło i jego cechy, potrzeba również poznać cechy braku światła. i to nie na takiej zasadzie, że to jest paradoks, ale chodzi o jak najbardziej fizyczny stan (o czym w punkcie dotyczącym węzłowych, brzegowych elementów promieniowania sporo jeszcze powiem). obecnie tylko nadmienię, że to, czego nie może fizyka, czyli badanie światła nawet w chwili jego braku, to doskonale "załatwia" biologia, i dlatego mogę w nocy obserwować swoje przyjazne lub nieprzyjazne dla mnie otoczenie. gdyby nie ta zdolność, nabyta w toku ewolucji, zapewne by mnie nie było. to brak zmiany, brak światła widzialnego, brak ewolucji, która oznacza istnienie kolorów i barwnych zjawisk, całego blasku promieniowania, to brak tego tematu badawczego pozwala dopiero na dogłębniejsze opisanie zdarzenia, obiektu obserwowanego. brak świata jest początkiem opisu pełni wydarzeń, i to właśnie w postaci zakresu widzialnego oraz całościowo promieniowania. muszę równoczesne w tym wstępnym punkcie opisów podkreślić, że jest światło bardzo "wdzięcznym" tematem do analizy. i już nie o dosłowny fakt jego widzenia się rozchodzi, co ma oczywiście znaczenie, ale o to, że jest zakres widzialny sam dla siebie (a promieniowanie szerzej) wydarzeniem i ewolucją pełną, a więc o cechach maksymalnie skończonych. ma to znaczenie zwłaszcza w przypadku, kiedy rozpatruję atomowy zakres rzeczywistości, któremu wcześniej poświęciłem tyle miejsca analizując rozkład pierwiastków w układzie okresowym (oraz jeszcze poświęcę) – po prostu, z rozbioru logicznego atomów nie wynika jeszcze opis rzeczywisty, który manifestuje się fizycznie stanem pełnym. dlatego też więcej w opisach atomów (i innych możliwych elementach materii "namacalnej") ujęcia maksymalnego, teoretycznego oraz logicznego, a mniej fizycznego konkretu. co może i przydaje się dla teorii, ale nigdy na oczy tego ustalenia nie obejrzę. - zupełnie inną sytuację mam w przypadku promieniowania i światła. skutkiem tego, że jest to ewolucja o skończonych i pełnych stanach energetycznych (a to jest efektem "małych" rozmiarów elementów, fotonów, tworzących tę skalę), dlatego mogę przeprowadzić jej pełne, całościowe zobrazowanie i zdefiniowanie. kiedy atomy mam tylko w postaci ewolucji dążącej do brzegu (ale oczywiście nie doczekam tego stanu, bo rozmiary procesu zdecydowanie przekraczają moje istnienie), to promieniowanie jest już w postaci pełnej i skończonej, tu już ewolucja energetyczna uzyskała wszelkie możliwe stany pośrednie. dlaczego? przecież kiedy na arenę dziejów, po okresie dominacji kwantów logicznych, a następnie promieniowania, wkroczyła pierwsza wielkość z obszaru materii o cechach "twardości" – z tą chwilą promieniowanie uzyskało maksymalną swoją w świecie reprezentację. materia atomowa istnieje wewnętrznie w promieniowaniu, to poziom pochodny i wyższy skomplikowaniem, jednak z definicji niepełny. z pojawieniem się pierwszego elementu materii namacalnej (czyli z pierwszym elektronem) – dokładnie z tą chwilą światło i promieniowanie uzyskały pełną postać swojej ewolucji. tu wszystko już istnieje. wszelkie punkty brzegowe i punkty węzłowe, których w atomach jeszcze długo nie będzie, tutaj już są i dają objawy. i to dlatego jest tak ciekawe i ważne. mówię światło, ale odnoszę to do całości promieniowania, bo zakres dla mnie widzialny, czyli niewielka "szpara" w zbiorze, to tylko punkt odniesienia. ważny, oczywiście najważniejszy punkt "podłączenia" do rzeczywistości, ale to tylko jeden z zakresów promieniowania. pełni tu rolę wzorca i umożliwia punkt startu w takiej analizie, ale to tylko punkt. z wielu powodów pełni tu rolę szczególna, jest dla mnie "wizjerem" na otoczenie i ma niezwykłe cechy w ramach zbioru (o czym za moment), ale to tylko punkt, co podkreślam (żeby pokazać jego znikomość wobec pozostałych zakresów promieniowania). ponieważ jest to tak ważny dla mnie zakres ewolucji, mogę-muszę wychodzić w analizie od tej wielkości, stąd dosłownie moja obserwacja się rozpoczyna – jednak muszę przejść dalej, żeby siebie oraz samo światło zrozumieć. - mówię światło – a w domyśle rzeczywistość. 9
  10. 10. - światło w przedziałach fizycznych powracam do ustaleń fizyki, bowiem ma to wpływ na dalsze omawianie światła i promieniowania, w końcu muszę się na czymś oprzeć w analizie - żeby się odbić od czegoś (to nie musi być dno), trzeba owo coś posiadać, w innym przypadku pozostanie oparcie w postaci pustki. co jednak dla ewolucji w Kosmosie jest koniecznością, to dla działania rozumu fizycznego i opisu zakresu wewnętrznego mało wygodne... żeby zaprezentować to, czym dysponuję na tę chwilę, chcę przedstawić cztery wspomniane wyżej przedziały promieniowania, a które odnalazłem w danych jako odnoszące się do zakresu widzialnego. być może jest ich więcej, przecież w realnej obserwacji każde badanie, każdy obserwator wniesie, musi wnieść do ustaleń własne cechy, ale ograniczam się do tego zbioru, bowiem to w szerszym rozumieniu nie jest ważne. nie jest ważne, ponieważ zmuszony jestem do wyboru tylko jednego zakresu – muszę, w pewnym sensie, dokonać uśrednienia tych już uśrednionych danych. poniżej liczbowe wartości zakresów, podaję ich opis w tych samych jednostkach, ale nawet jednostki są w materiałach różnorodne, co jest pochodną metody działania. na tym etapie stosuję w opisach jednostkę w postaci å (angstrema) dlatego, że to dość ciekawa i do definiowania zakresu promieniowania przystająca wielkość ("kreska kwantowa"). wzmiankowane zakresy tak wyglądają: 3800 – 7700. 4000 - 7000. 3500 – 7000. 4000 – 7500. w tym punkcie analizy nie ma znaczenia, z jakiego źródła czerpałem te dane, natomiast najważniejsze obecnie jest, żeby z tego rozproszonego, a również w znacznych nawet zakresach przesuniętego ujmowania światła widzialnego, coś pożytecznego wyciągnąć. coś, czyli sens tych zakresów. - ważne w tym zbiorze wielkości jest częściowe pokrywanie się, a przynajmniej występowanie takich samych stanów brzegowych w poniektórych zakresach. pozornie nie jest to łatwe do uśrednienia, ale ostatecznie daje się to przeprowadzić w sposób skuteczny, a nawet, moim zdaniem, tak to określę, piękny. i jeżeli miałbym zdać relację z działań, które przeprowadziłem, to muszę powiedzieć, że na początku analizy było to z mojej strony ustalenie arbitralne, bardziej na wyczucie niż oparte o logiczny schemat, jednak okazało się poprawne (wymagało tylko niewielkiej kosmetyki wykańczającej). co oznacza, że nawet "wyczucie" i tak było procesem logicznym. który zakres wybrałem? 3500 - 7500 å. w jednostkach mikrofalowych 0,35 - 0,75 długości fali. dlaczego taki? po pierwsze, te wartości są i zarazem nie są brzegowymi w zaprezentowanych przedziałach. bo o ile 3500 jest najniższą z tutaj prezentowanych wielkości, to 7500 ma swoje większe stany, to nie jest maksymalna liczba. może więc nie wielkość 3500, ale 4000 należało przyjąć za dolną? nie. dlatego nie, że - co tu najważniejsze – taki zakres (7500 – 3500) daje w sumie wielkość 4000, tworzy dokładnie taki przedział. a wielkość "4" jest jak najbardziej wielkością zasadną w ewolucji. - po drugie, co również znaczące, wielkość 4000 jednostek (0,4 mikrona) jest i tak w tym przedziale zwarta. przedział 4000 - 7000, który jest w tym liczeniu dość centralny, w tak ustalonym przedziale również się zawiera. i jak będzie widać na rysunku, posiada swoje duże znaczenie, a co więcej, jest poprawnie przez eksperyment ustalony. - a kolejnym argumentem, który potwierdzał, a równocześnie wpływał na ustalenie przedziału odniesienia (bo proces był naturalnie jednoczesny) było to, że środek zakresu widzenia, co już znacznie łatwiej ustalić w sposób dokładny i fizycznie, przypada na punkt, jak to sobie wynotowałem z materiałów źródłowych, 5550 å (0,555 mikro). przyjmując, że jest to 5500 (przesunięcie wszak niewielkie), łatwo już obie strony tego środka wyznaczyć po jakże ważnej dla ewolucji wielkość "2", w tym wypadku 2000 jednostek promieniowania. a że przy okazji środek tak zaznaczonego przedziału jest również środkiem pasma, czyli barwy zielonej, która znajduje się w samym środku zakresu, to tylko już potwierdzało i wzmacniało ustalenia, było dodatkowym argumentem za podjętym działaniem. 10
  11. 11. - czego obecnie w tym miejscu analizy, jak się wydaje, nie muszę nadmiernie i w sposób szczególny podkreślać, to zasada środka w jej wszelkich ujęciach i odniesieniach - to takie właśnie podejście jest tutaj nadrzędną i kierującą tym działaniem metodą postępowania. to dzięki niej, przez wyznaczenie środka zakresu, mogłem się w różnorodności ewolucyjnej (i Ewolucyjnej) obracać i na koniec uchwycić sens. a nawet nieco skorygować wygląd postrzeganej całości. to zasada środka jest tutaj tym zasadniczym elementem działania, który pozwala (opierając się na ustaleniu, że oko postrzega światło najlepiej w dzień i w zakresie 5500, a w nocy ta środkowa wielkość "przesuwa" się na punkt 5100) - to te fizyczne ustalenia w powiązaniu z zasadą środka ewolucji (i kolejnych środków), to pozwala wyznaczyć jak wygląda cała skala energetycznych zdarzeń w postaci promieniowania. zakres widzialny to tylko punkt wyjścia do analizy (jest przedziałem najlepiej poznanym i który po prostu na co dzień widać), ale ponieważ jest to zakres reprezentatywny dla całości zbioru, mogę dokonane ustalenia przenosić na inne zakresy – i na całość. oto pierwsze rozrysowanie przedziału widzialnego utworzonego na bazie zbioru danych, którymi dysponuję (zawiera przedziały poszczególnych podzakresów i ich punkty środkowe). jest to naturalnie ujęcie wyjściowe do dalszych analiz, ale już bardzo bliskie prawdy. muszę je podać, bowiem nie da się w analizie bez tego odniesienia przejść dalej - i nie chcę tego czynić, rysunek posiada swoją wartość. 11
  12. 12. - rysunek wymaga kilku słów objaśnienia. - po pierwsze, z zasady środka wynika symetryczność rozkładu przedziałów, czyli ich graficzna wielkość podobna lub najlepiej identyczna. co w tym przypadku nie zachodzi, ponieważ prezentowany schemat powstawał w oparciu o wartości fizyczne skali definiującej przedział promieniowania. mówiąc inaczej, postać danych, a przede wszystkim, co tu ma znaczenie, ich fizyczny rodowód, zdeformowały symetrię szkicu. dlatego kolejne przedziały są na wykresie względem siebie nierówne, nie są oraz nie mogą być identyczne. dlaczego? odpowiedź jest prosta: ponieważ w skali fizycznej nie mogą być symetryczne. składają się, budują się, kiedy idę w analizie w górę skali (czyli w stronę "fioletową" i następnych coraz krótszych długości fal i coraz krótszych "odcinków"), zawierają się w mniejszym fizycznie i realnie przedziale. logicznie zawsze pełnią tę samą funkcję i składają się na zakres widzialny promieniowania, ale pomiar rejestruje ich bardziej "ściśnięte" do siebie szczyty fal-warstw, większą częstotliwość. dlatego to, co logicznie musi być symetryczne, fizycznie zaprezentuje się jako niesymetryczne. ilość kwantów, energia rośnie w dół promieniowania (na tym szkicu), ale "masywność" energetyczna wydarzeń "czerwonych" jest większa od "fioletowych" - jest to stan bardziej rozbudowany (większe skomplikowanie, większa odległość warstw od siebie). natomiast szybkość drgań, "energetyczność", częstotliwość fali jest większa dla zakresu "fioletowego" (i rośnie powyżej niego). "na dole" ewolucji (poniżej "czerwieni") jest dużo energii masywnej oraz powolnej, "na górze" energia ruchu większa, ale mała wielkość jednostki. i dlatego ujęcie fizyczne operuje nierównymi sobie logicznie wielkościami, wytworzony na ich bazie schemat musi być nierówny. logicznie funkcja elementu jest identyczna względem sąsiada na skali, ale fizyczne "gabaryty" się zmieniają. - w ujęciu logicznym, w ujęciu zasady środka, taka nierówność nie musi występować. i nie występuje, co zrozumiałe. następnym ważnym elementem analizy, na który warto zwrócić uwagę, to przedział 4000-7000 jednostek. czyli to, co fizyka opisuje najczęściej. już z takich wielkości widać, że to zakres wewnętrzny i pozbawiony brzegów (czerwonego i fioletowego). takie ujęcie nie obcina brzegu całkowicie, bowiem on wchodzi w obręb wydarzeń całościowych (ośmioodcinkowej skali zdarzeń), ale fizycznie, jako realny i ważny, jest "postrzegany" bez brzegowych wielkości. a fakt, że tak wyznaczony przedział jest równy 3000 jednostkom, to również ewolucyjnie ważna wielkość (ponieważ oddziela punkty 4 i 7 na skali wydarzeń o pełną ilość jednostek, o równą wielkość zakresu). fizyka ma rację, kiedy eksperymentalnie ustala dla widzenia, dla uśrednionego widzenia wielkości 0,4 - 0,7 mikrona (4000-7000 jednostek). bo naturalnie to jest, jeżeli ująć za pomocą krzywej ewolucji, przedział środkowy. z kolejnymi środkami i ze środkiem dla całego zakresu w punkcie 5500. dla zieleni także środkowym stanem, co czyni barwę zieleni tak ważną (znajduje się dokładnie w samym środku zakresu widzialnego). ale ma także rację, kiedy w trakcie badań przesuwa graniczne stany maksymalnie dla fioletu na wielkość 7500 (a nawet 7700), a dla czerwieni na wielkość 3500. są to już brzegi, ale brzegi tych barw - i nie wchodzą w zakres uśrednionego widzenia. o ile w ogóle ktoś te zakresy postrzega (może zajść przypadek, że postrzega część, może to być jeden brzeg, posiada przesunięte widzenie w górę lub w dół), ale uśrednienie tworzy przedział środkowy. czyli najczęściej powtarzający się tutaj zakres 4000-7000 jednostek skali. dlatego nie ma co obwiniać badań za tak różnorodne zakresy oraz brak zdecydowania, w którym punkcie przebiega granica wydarzeń. bo jak każda jednostka postrzega świat w sobie charakterystyczny sposób, tak samo różni się uśrednienie obserwacji naukowej. dopiero działanie polegające na uśrednieniu tych dwu uśrednień buduje poprawne, logiczne ustalenie przedziału widzenia zjawisk światła. co oznacza, że przedział "naukowy" zawiera w sobie przedział "codzienny". i wówczas okazuje się, że zakres widzialny to zarazem 4000-7000, jak i 3500-7500 jednostek skali promieniowania. 12
  13. 13. - następnym, może mniej ważnym i nie wymagającym rozbudowanego tłumaczenia, ale wartym odnotowania faktem wynikającym z tego ujęcia jest wielkość, zakres i postać koloru niebieskiego. w czym rzecz? oczywiście nie chciałbym już w tym punkcie zdradzać najciekawszego w sumie ustalenia (o tym niżej), ale muszę odnotować (co równie dobrze w każdym innym miejscu mogło by być zaznaczone, ale ten jest tak samo dobry), że eksperymentalnie wyznaczona wielkość tego zakresu promieniowania, wartość, którą dysponuję (liczba 4358, 0,4358 mikrona) – jest to wartość niepoprawna, co doskonale widać na rysunku, taką nie może być. jest po prostu zaniżona. dlaczego? ponieważ wchodzi w zakres fioletu, musi więc być większą. być może mam błędne dane, ale jedno w tej chwili nie ulega wątpliwości, a co widać doskonale: zieleń i barwa niebieska zapełniają środek widzialnego zakresu. obecnie sygnalizowany już wcześniej najważniejszy element rysunku, który do ujęcia przedziału widzialnego wprowadza wiele, jak również do ujęcia całej ewolucji (bo przenosi się to na całość oraz potwierdza tu i ówdzie wyrażane uwagi o cechach ewolucji i jej zasadach). wystarczy tylko uważnie przyjrzeć się szkicowi, żeby dostrzec "niepokojącą" w nim asymetryczność. czyli punkty, przedziały punktów leżące "na górze", jak i "na dole" przedziału zieleni. a więc to, co tak ciekawie wygląda w postaci wpisania w jeden zakres dwu barw, żółtego i pomarańczowego koloru. mówiąc inaczej, na wielkość zielonego przedziału (co w tym przypadku oznacza 500 jednostek), na taki sam przedział przypadają wyżej aż dwa kolory, każdy z nich po 250 jednostek. i nie ma w tym niczego dziwnego. bo z zasady środka wynika, że takie "koncentracje" wydarzeń w kolejnych środkach oraz środkach środków być muszą. tutaj, w tym zakresie, to nie jest wydarzenie dziwne, tak być musi. dziwi, i to trzeba usilnie podkreślić, zakres niebieskiej barwy, czyli także wielkość 500 jednostek - i występująca jako jedność. ale na górze zakres analogiczny, położony symetrycznie względem środka, zwracam uwagę na ten fakt, jest wydarzeniem dwudzielnym, składają się na niego dwie barwy – a dół, dziwne, jest tylko zdarzeniem jednostkowym. zachodzi oczywisty i wyraźny brak symetrii w ramach całego analizowanego przedziału. przyznaję, że gdyby nie wręcz już automatyczne przeliczenie wszystkiego pod kątem zasad "8/8" i "7/7" oraz wystukiwanie na kalkulatorze wartości kwantowych - być może, co wstyd powiedzieć, "przełknął" bym niesymetryczność na rysunku i poprzestał na tym ustaleniu (pewnie chwilowo, kiedyś by to wylazło), bo niby nic ważnego, niesymetryczność jak niesymetryczność. a dodatkowo fizyczne badanie dowodzi, że te barwy się przecież spotykają, że należą do środka i że są wydarzeniami tworzącymi całość tutaj opisywanego przedziału widzialnego. gdyby nie proste i banalne działanie matematyczne, znajdował bym się w innym punkcie analizy światła (ręczne maszyny liczące to, przyznaję, znacząca pomoc dla osobnika matematycznie niegramotnego). wykonałem następujące działanie na liczbach: 5250 - 5000 = 250 : 2 = 125. 125 + 5000 = 5125 : 8 = 640,625 : 8 = 80,07. i to już było wszystko. sprawa jest jasna - jak światło. w punkcie środkowym przedziału 5250 – 5000 jest nie co innego, jak stan maksymalny ewolucji, to punkt wypełniania się wydarzeń w postaci 8 x 640. w tym punkcie występuje wielokrotność wydarzeń w postaci punktu "64". tego punktu w ewolucji światła nie ma, to punkt brzegowy i osobliwość tego zakresu. a jako taki w wydarzeniach nie pojawia się, nie ma go jako stanu ewolucyjnego, który można pomierzyć. co to oznacza? to, że w praktyce wydarzenia "zlewają" się, że barwy niebieska oraz zielona występują obok siebie. w rzeczywistości, w ewolucyjnym ujęciu jest tu "dziura", jest wydarzenie, które oznacza punkt brzegowy. nie jest i nie może być postrzegane, tutaj przebiega granica jednego cyklu zdarzeń, a zaczyna się następny cykl. dlatego poprawne ujęcie całego przedziału widzialnego musi uwzględniać ową "dziurę". fizycznie tego zbadać nie można, bo ten stan w pomiarze nigdy nie występuje. dopiero brak światła tę dziurę odsłania. z czego korzysta oko. 13
  14. 14. - tak szkicowo wygląda pełny (i poprawny) podział zakresów w ramach przedziału światła widzialnego: tak, to prawda - głównym powodem całego obecnego zapisu jest znak zapytania w samym środku rysunku, w punkcie 5125 jednostek. to dla niego chciało mi się rysować. dlaczego? żeby podkreślić fakt tej "dziury", jak to nazywam, czyli "pustki" w zaprezentowanym liczeniu. bo to rzeczywiście jest dziura w zmianie ewolucyjnej, punkt brzegowy - nie występujący w jej ramach, kiedy staram się pomierzyć ten punkt, czy go zmysłowo i zwyczajnie zaobserwować. dlaczego nie mogę tego zrobić? ponieważ tego punktu w pomiarze (dowolnym) nie ma i być nie może, jest poza - poza ewolucją. osobliwość warunkuje ewolucję, ale jest poza procesem w oglądzie dostępnym wewnętrznie. - sprawa jest nawet banalna. kiedy występuje, kiedy działa promień światła, tej dziury nie ma w obserwacji. siła kolorów sąsiednich tę "dziurę" zapełnia, "przykrywa" swoim blaskiem. a kiedy nacisk otoczenia zanika, ten fakt nie ma już znaczenia, przecież wówczas nie ma obiektu do obserwacji, czyli światła jako takiego. i nie ma eksperymentu, bowiem eksperyment zakończył się z momentem zaniku promieniowania. i nie ma mierzenia – i nie ma dopełnienia – i nie ma wniosków. przyjemność płynąca z tego szkicu jest tym większa, że uzyskuję w ten sposób pełną symetrię wydarzeń, a jednocześnie potwierdza się istnienie wielkości brzegowych, które omawiam przy pierwiastkach. w tamtym przypadku jest to nie do zaobserwowania, ale tutaj staje się "codziennością" i powszechnym faktem (bez tego żadnych rejestracji by nie było). po prostu, skutkiem małej skali tworzących tę ewolucję jednostek, musi się stan brzegowy zdarzyć w procesie wielekroć. - a swoją drogą, miło jest znaleźć w pozornej całości "dziurę", która także ową całość tworzy. bo nie jest to dziura w rozumieniu braku, a tylko nie zjawia się w pomiarach i obserwacji. trzeba także przyznać, że tak rozrysowany stan kolorów ma swój głęboki, ewolucyjny sens i jest maksymalnym. taka "dziurawa" postać przedziału wydarzeń widzialnych, przy blasku światła niemożliwa do zaobserwowania, wylania się zza jasności w logicznym ujęciu – to odniesienie logiki do fizyki zezwala na taki fakt i go wymusza. 14
  15. 15. - kolory - tęcza ile posiadam kolorów podstawowych? 6, 7, 8? zależnie jak spoglądać... zabawne jest to, że w zależności, jak przyłożyć oko, uzyskam różne wyniki w zliczaniu elementów w tęczy, czyli w przedziale widzialnym. jeżeli przeprowadzam to na zasadzie obserwacji uczestniczącej, uzyskam rozkład 6 barw. idąc w kolejności od najwyżej położonego fioletowego elementu: fiolet - niebieski - zielony - żółty - pomarańczowy – czerwony. kiedy dokonuję obserwacji z wewnątrz, więc w ramach "środkowo" umieszczonego punktu, tylko takie stany ewolucji mogą się zmieścić w wydarzeniu, tyle ich mogę dojrzeć. dlatego nie siedem, co widać na przedstawionym ujęciu, siódmego koloru w tej fali wydarzeń być nie może. jest to wielkość pełna i punkt osobliwy zakresu, w tym miejscu zbioru brak cech w postaci jakości (nie ma odniesienia, punkt nie jest postrzegany). bo pełna jednostka nie ma cech, po prostu jest - nie może mieć koloru coś, co jest jednostką, punktem, zbiegnięciem się fal. dlatego nie siedem głównych barw w ewolucji zakresu widzialnego może wystąpić, ale 6. co nie oznacza, że w innym spojrzeniu nie mam 7 kolorów, bo (o czym jeszcze dużo powiedzieć się przyjdzie), kiedy przeprowadzę zmieszanie kolorów, otrzymam "barwę" wypadkową i siódmą – czyli biel. siódmy kolor jest mieszaniną, która buduje się jako efekt kwantowych proporcji. i w takim rozumieniu kolorów jest 7. jednak na tym nie koniec. siedem kolorów ewolucyjnych, "dziennych", że je tak określę, ma swoje kwantowe dopełnienie. w tym przedziale, który wypada przed zielenią, w tej wzmiankowanej "dziurze" zakresu promieniowania. i wówczas, jeżeli ten "niemy" kolor, "pełny kolor" ewolucji dodam do zbioru, to uzyskam 8 kolorów, pełny stan ewolucji. czyli zależnie do wydarzeń i spojrzenia, mam albo 6, albo 7, albo 8 elementów w zbiorze zasadniczych kolorów pozwalających na zdefiniowanie świata. procesy ewolucyjne zakresu widzialnego dlatego są tak ciekawe, że w ich ramach dochodzi do zrealizowania się wszelkich zasad, tutaj mam wyraźnie widoczne wszystkie elementy procesu. warto więc uważnie się jej przyglądać. i teraz najważniejsze pytanie: czym jest ten "ósmy kolor tęczy"? najciekawsze w tym wszystkim jest to, że choć fizyka nawet marzyć nie może o poznaniu tego koloru, to biologia, na grubo przed logiką, ów kolor nie tylko poznała, lecz także wykorzystała. jeżeli w pewnym okresie budziło zdumienie u analityków rzeczywistości, dlaczego posiadam w oku dwa systemy oglądania świata, teraz to przestaje być powodem zadziwienia, co najwyżej należny wyrazić podziw dla ewolucji życia, że ten szczególny punkt zdołała wykorzystać do swoich celów. przecież trudno tu nie doceniać faktu, że zmysł wzroku wykorzystuje do pracy pełny zakres światła - pełny, podkreślam. czyli w ciągu dnia widzi, odbiera to, co może być widoczne, więc wszystkie 6 (lub 7) kolorów - a w nocy, kiedy procesy energetyczne zmieniają charakter, kiedy ustaje działanie ewolucji i kiedy brak sygnału w postaci światła (i kiedy brak elementu do eksperymentu) - wówczas wykorzystuje biologia (oko) ów ósmy, brzegowy stan ewolucji, tak w zmianie energetycznej szczególny stan. to może-musi wywoływać wielki podziw dla procesu, który do tego doprowadził. że w otoczeniu takie możliwości są, to jedno, ale że udaje się je wprząść we własne działanie i wykorzystać do istnienia, to drugie. co oko postrzega w nocy? przysłowie o szarych kotach dawno już zdefiniowało ten kolor – zmysł wzroku rejestruje szarość. i tak, logicznie biorąc, powinno być. jeżeli w okresie nocy przesuwa się czułość oka na punkt 5125 (chwilowo tej wielkości się trzymam, ale przyjdzie się ją skorygować), to znajduje się dokładnie w środku przedziału, który oznacza ową "dziurę", jest środkiem - dokładnie środkiem szarości. to w tym punkcie wielkości kwantowe uzyskują na samym brzegu pełny swój stan. co w ciągu dnia nie może być postrzegane, to w nocy, kiedy do dyspozycji mam jedynie wyłącznie ten punkt brzegowy wydarzeń, wówczas to on może być widoczny. i jest. 15
  16. 16. - co to znaczy, że jest widoczna szarość – co znaczy praktycznie i logicznie? to, że w tym punkcie ewolucji dochodzi do zbiegnięcia się drobnych elementów kwantowych, a więc niezdolnych ("same z siebie") do zbudowania wielkoskalowej zmiany (faktu widzialnego). samodzielnie rozproszone i słabe, jednak na/w tym brzegowym punkcie zbiegają się w całość. ciśnienie ogólne w środowisku jest słabe, więc nie potrafi wytworzyć na tyle blisko siebie położone warstwy, aby zaświeciło się światło, jednak jest na tyle silne, żeby wytworzyć pełne, acz lokalne zdarzenie. dlatego u obserwującego otoczenie w takim energetycznym przedziale powstają wrażenia oraz powstaje obraz rzeczywistości, dokładnie brzegowy - i tylko on. ale powstaje. w ciągu dnia ciśnienie światła, ewolucji tworzącej światło, jest ogromne, tworzy stany pośrednie i buduje wrażenia w zakresach leżących obok punktu szczególnego, po obu stronach "dziury", ale w nocy, kiedy siła już nie działa, do obserwacji dostępne są wyłącznie fakty i zjawiska, które zachodzą brzegowo. w ciągu dnia brzegu nie widać, dziura jest dosłownie zapełniana przez energię z innych przedziałach, a obraz świata jest pełny - w dzień dziura kolorów jest zapełniona światłem, i dlatego nie jest widoczna. natomiast w nocy ciśnienie ewolucji w otoczeniu jest słabe, dlatego tylko maksymalnie zbiegający się punkt wydarzeń, tylko rozproszone elementy mogą się spotkać oraz połączyć w brzegowe jednostki, które "wydobywają" się następnie ponad powierzchnię. i dopiero w takich warunkach można postrzegać fakt: punkt kwantowy w ramach światła. a wielość punktów (zderzeń w obrębie przedziału) tworzy dla obserwatora wrażenie postrzegania rzeczywistości. fizyka "kwanty szarości" oczywiście rejestruje od zawsze, jednak włączenie tego "koloru" w zakres światła jest niemożliwe - z samej zasady. przecież, kiedy panuje "szarówka", światła już nie ma w fizycznym pojmowaniu. to są, a jakże, drgania cieplne promieniowania, oko (i przyrząd) rejestruje należący do generalnego zakresu świata widzialnego proces, ale to nie jest kolor tęczy - bo tęczę wiedzę tylko za dnia. trudność jest podstawowa, w ten sposób mści się wyłączenie z analizy dopełnienia w postaci tła procesów, dopełnienia w postaci "braku ewolucji". a przecież, co jest głęboko logiczne, światło to zjawisko w postaci "jasność + ciemność", razem taki fakt jest ewolucją. stan "ciemność" dopełnia "światło" - dopełnia, podkreślam, a nie tylko jest jego "zaprzeczeniem". widzę w nocy dlatego, że wydarzenia w tym, tak nieodległym od środka widzenia punkcie, zbiegają się w całość. ten punkt istnieje zawsze, w dzień i w nocy, stanowi integralny i zasadniczy element w ewolucji całego zbioru w formule promieniowania, ale "za jasności" znika z pola widzenia, a kiedy można już go dojrzeć, nie łączę jego istnienia z procesem, który oznacza zaprzeczenie nocy dla mnie. coś, co w ewolucji występuje w ramach zakresu widzialnego, staje się przez fakt rozdzielności wydarzeniem odrębnym i dlatego nie jest łączone w jedność zjawiska. - mogę w nocy postrzegać otoczenie z tego powodu, że choć jest brak światła, są elementy promieniowania rozproszone w przestrzeni (jako efekt ogólnych warunków układu, np. temperatura ciała, otoczenia, planety) - to wszystko jest i powoduje, że te rozproszone fotony mogą się zebrać w kupę i dać efekt w postaci ósmego koloru tęczy. że ten ósmy kolor występuje tylko w nocy? kto powiedział, że tęcza może się objawiać wyłącznie w dzień. dzień i noc, dopiero całość wydarzeń (sygnał i jego brak) stanowi pełne, sumaryczne, logicznie pełne wydarzenie. dlatego miałem prawo i obowiązek powiedzieć, że fizyka jest zawsze wydarzeniem wewnętrznym w zmianie (tutaj można to określić, że jest "wydarzeniem dziennym"). bo nie jest zdolna, kiedy zaniknie sygnał, odnieść się doń w szerszej skali. żeby stać się wydarzeniem "dzienno-nocnym", więc pełnym, musi uzyskać status meta-fizyki. tylko jasność i ciemność łącznie tworzą pełnię, nigdy jedna strona. a ponieważ określenia "jasne" i "ciemne" są szeroko stosowane (światło jest ważne w języku i myśleniu), to zasadę na wszelkie zakresy ewolucji można przenieść. czyli jako jeden ze sposobów opisu rzeczywistości - zakres ciemny i jasny świata, wiedzy, kosmosu, ewolucji itp. 16
  17. 17. - przyjemność w ustalaniu ósmego koloru, która w tych okolicznościach musi się pojawić, nie przesłania tego, że nie jest to jeszcze zakończenie rozumowania, a nawet sporo do przeanalizowania pozostaje. ponieważ, co zaznaczyłem przed chwilą, środek tak wyznaczonego przedziału w widmie promieniowania, środek dla szarości i "dziury" w ramach zbioru kolorów, to wielkość, która jest kwantowo "dziwaczna". czyli, skoro już powiedziałem, że jest to skwantowane zjawisko, a więc policzalne, to trzeba postarać się i uzyskać poprawne wyniki takiego procesu. a czy wielkość 5125 jest niepoprawną? tak, jest wielkością, która wymaga uzupełnienia, jest stanem do poprawki. i zapewne nie muszę tłumaczyć (po wcześniejszych zastosowaniach zasady środka), że przesunięcie tego punktu w taki sposób, żeby "dopasować" się do wielkości kwantowo ważnej – że takie działanie jest i dopuszczalne, i poprawne, i konieczne. ponieważ wnosi wiele cennych informacji do oglądu ewolucji. to znaczy, jeżeli obecnie posiadam ustalony punkt 5125, a uzyskałem go jako efekt odniesienia się do realnie, eksperymentalnie pozyskanych danych, to w tej chwili muszę zapytać, jaki inny, a leżący obok niego, występuje ważny w liczeniu kwantowym (i ewolucyjnym) punkt – czy mam "w okolicy" zasadniczy w analizie pełny, maksymalnie pełny punkt? który punkt na skali promieniowania spełnia warunki zakresu szarości i w nim się zawiera? odpowiedź jest prosta: 5120. skąd taka wartość, dlaczego jest ważna? mogę przeprowadzić następujące działanie matematyczne: 5120 : 8 = 640 : 8 = 80. uzyskany w taki sposób wynik jest jednoznaczny i nie wymaga komentarza. - w ogóle punkt 5120 jest w takim ujęciu tylko wielokrotnością, następnym rzutem punktu "512", co tworzy już na tyle wyraźne odniesienia do zasad kwantowania, że nie potrzebuje żadnych tłumaczeń, ani prostych, ani rozbudowanych. jest po prostu faktem ewolucyjnie ważnym. dlatego, żeby nie przeciągać i nadmiernie nie zagadywać oczywistości, wypada powiedzieć, że jeżeli przyjmę za jednostkę liczenia wielkość 128 elementów (co przecież jest stenem ważnym ewolucyjnie), a więc niewiele różniącą się od wcześniej przyjętej (125 do zbudowania schematu, przedziału widzialnego), to w taki sposób uzyskam zakres dla ósmego koloru i "dziury", który będzie miał następującą postać: 5248 - 5120 - 4992. co oznacza łącznie 256 jednostek. a ponieważ pozostałe wielkości są także symetryczne (rozłożenie ich i postać jest symetryczna), mogę na tej podstawie, i to bardzo dokładnie, wyznaczyć przedziały dla wszelkich kolorów, dla całego zakresu postrzegania światła. i w taki sposób uzyskam następujące wartości przedziałów: fioletowy - 3456 - 4736, ze środkiem w punkcie 4096, niebieski - 4736 - 4992, środek 4864, szary - 4992 - 5248, środek 5120, zielony - 5248 - 5760, środek 5504, żółty - 5760 - 6016, środek 5888, pomarańczowy - 6016 - 6272, środek 6144, czerwony - 6272 - 7552, środek 6912. otrzymuję w takim działaniu przedział wielkości z uwzględnieniem konkretnych kolorów: 7552 - 3456 = 4096. 4096 : 128 = 32, co już wiele mówi o świetle i jego kwantowym położeniu w przedziale ogólnym i cechach jako promieniowania (o czym dalej powiem szeroko w ujęciu kwantowym). środek natomiast zdarzeń dla tak całościowo wyznaczonego przedziału wypada w punkcie 5504, co trzeba podkreślić, ponieważ to dokładnie środek zakresu zieleni. a to dla mnie ważny i zasadniczy kolor. to również dobitnie podkreśla znaczenie tego przedziału dla i postrzegania, i dla opisu światła. a odległość między punktem 5504 a 5120 = 384. czyli 384 : 8 = 48 : 8 = 6. także ważna, bo ewolucyjna odległość wydarzeń. itd. - jak widać, wiele można z tak zakreślonego przedziału ewolucji światła wyczytać. 17
  18. 18. - zakres widzialny promieniowania - ujęcie pełne dopiero takie ujęcie, pełne ujęcie przez uwzględnienie wszystkich środków i symetrii rozłożenia, to pozwala na poprawne widzenie tego zakresu ewolucji. to, że tak ładnie, symetrycznie rozkłada się widmo, że jest to wydarzenie w postaci środków i kolejnych środków, to oddaje charakter tego zakresu. także zaznaczone w postaci symetrycznego rozłożenia punktów zasadniczych takiego przedziału, czyli dzienne "środkowanie" zakresu koloru zielonego oraz nocne środkowe położenie czułości postrzegania (w środku "szarego" zakresu") – a także nie wyłącznie dla symetrii wykreślone położenie drugiej strony środka wydarzeń (czyli środek pasma żółtego, wagę tego właśnie koloru, z którym się wiąże lokalna gwiazda, podkreślać nie potrzeba) - to wszystko razem pozwala zobaczyć, tak, zobaczyć na nowo światło, cały zakres widzialny. tak nakreślona fala ewolucji to pełna postać, to wielkość 32. czyli środkowa postać zakresu promieniowania. jeżeli na następnych stronach, z trudem i powoli przebiegać będzie analiza kwantowa tego faktu, podkreślanie zakresu widzialnego i jego położenia w samym środku wydarzeń promieniowania – to tutaj jawi się to wręcz samoistnie. jeżeli dalej z wielkim trudem i wielosłowiem udaje się wykazać, że biel to zdarzenie brzegowo pionowe, więc "wyższego rządu", składające się z całego pasma i że jest kresem pionowym ewolucji przedziału widzianego, to w tym punkcie jawi się to jako konieczność. 18
  19. 19. - rysunek musi zostać opatrzony komentarzem, potrzebne są doprecyzowania. nie tyle raczej do rysunku, co do odniesień fizycznych, które za nim stoją. czyli dopasowanie eksperymentów fizycznych oraz ich ustaleń do tak zakreślonego i podzielonego pasma widzialnego. oto jeżeli czytam, że zakresy wyższe od 6000 jednostek dają odczucie barwy czerwonej, albo, o czym wspominałem, że zakres niebieski przechodzi w liczeniu w obręb fioletu (co, gdyby był wyznaczony w sposób logicznie poprawny, nie miałoby miejsca) - to nie są to na tyle małe uchyby i różnice, żeby je kłaść na karb niepoprawnych ustaleń. jak się sprawy z tym mają? czy rysunek, choć wydaje się tak logicznie poprowadzony, jest w całości lub części niepoprawny, czy ustalając przedziały fizyka nie do końca potrafi rozdzielić to, co rozdzielenia wymagało? odpowiedź jest uśrednieniem: obie strony mają rację. czyli i fizyka ustalając swoje zakresy działała tak, jak może (poprawnie) - oraz tak zakreślony wynik i postać przedziału całego promieniowania widzialnego jest poprawny. sprawa była już poruszana przeze mnie na początku: to wynik przyjętych metod, to efekt działań nakierowanych na obserwatora (dowolnego typu, to może być przyrząd). a następnie dokonania uśrednień pomiędzy kilkoma, maksymalnie licznymi obserwatorami. powstaje w efekcie przedział wypadkowy, a lokalne jego i jednostkowe ustalenia stają się zbiorczą postacią. co skutkuje uznaniem brzegu za fakt nieistotny lub wręcz dochodzi do wyrzucenia poza zakres badany. lub, co bardziej prawdopodobne w tym przypadku, dochodzi do zlania, złączenia się zdarzeń na brzegu i trudność, niemożność rozdzielenia stanów pośrednich, które oznaczają kolory i przejścia między nimi. wynik jest poprawny, ale zarazem daleki od tego. kiedy więc podawana jest wielkość 6000 jednostek dla czerwieni, a na rysunku do czerwieni jeszcze ładny kawałek zdarzeń, to nie wynika z tego, że ustalenia są błędne lub rysunek. ale fakt przejścia, punkt przejścia pomiędzy kolorem pomarańczowym a czerwonym jest tak "subtelny", że wytyczenie w nim znaczącego zakresu (punktowego) dla oka jest niemożliwym. to można ustalić wyłącznie na takim gruncie, jak tutaj prezentuję - czyli tylko logicznie. po prostu, punkt, zakres przejścia między pomarańczowym a czerwonym kolorem jest położony już na krawędzi, a najmniej o 512 jednostek - co sprawia, że widzi się je "pod kątem", to już wydarzenie schodzące na fali. a więc postrzegane nieostro. o ile ostrość widzenia w środku zakresu jest bardzo duża, to w odległym punkcie fali staje się mało precyzyjna. dlatego ustalenie, co jest tym przedziałem, to technicznie trudna operacja, zwłaszcza dla licznej grupy obserwatorów. w takim przypadku ustalenie, gdzie przebiega rzeczywista granica, jest nie do zdefiniowania fizycznie. ten sam problem pojawia się przy zakresie kolorów niebieski-fioletowy. także tu ustalenie punktu przejścia pomiędzy tymi, tak do siebie podobnymi nawet w odczuwaniu, a już na pewno w odbieraniu w stanie brzegowym kolorów, ustalenie tutaj znów jest na "zboczu fali". wydarzenie wymaga precyzji, której oko po prostu (jako narząd widzenia) nie jest zdolne dostarczyć. tu potrzebny jest nawet nie przyrząd, ale logika, która opierając się na zasadach ewolucji, te punkty brzegowe wytyczy. zresztą i tak wyznaczenie zawsze jest logiczne (bo mam praktycznie przedział zjawisk, a kolory zachodzą na siebie). dlatego w konkretnej obserwacji "mieszanina kolorów" daje odczucia o bardzo zbliżonym ujęciu. - wniosek jest więc oczywisty: błędnego zdefiniowania nie ma, jednak dopiero ujęcie kwantowe ustala w tym procesie regularności. ciekawe sprawą, którą jeszcze można wyczytać z rysunku, to rozłożenie oraz proporcje między kolorami. czyli wielkości brzegowe, jak i środkowa zieleń (wielkość tych zakresów i pozostałych). praktycznie odbierany zakres przez obserwatora mieści się pomiędzy 4096 a 6912 jednostek. przy czym brzegi nie wchodzą w postrzeganie, choć są elementem całości tego przedziału, i również są rozłożenie symetryczne. to w nich znajdują się najbardziej zasadnicze dla widzenia i odbierania wartości. czyli punkty - dla nocy 5120, dla dnia 5504, a dla lokalnej gwiazdy 5888 jednostek. 19
  20. 20. - zakres widzialny promieniowania - zmodyfikowany symetria rozłożenia kolorów na tym schemacie jest tak wyraźna, tak jaskrawo widoczna - i tak się pięknie prezentuje, że nie mogę oprzeć się bardzo silnej pokusie zrobienia jeszcze jednego rysunku. właśnie po to, żeby ten rozkład podkreślić. przepraszam, ale czynię to tylko i wyłącznie z czysto estetycznej potrzeby. nic to nie wnosi do zrozumienia - ale jakie ładne... 20
  21. 21. - prędkość światła - światło a zasada środka - parametry - współzależność parametrów (wszystkich) - jedność, zbiegnięcie się parametrów zanim wrócę do analizy światła, muszę kolejny raz (który to już?) odnieść się skrótowo do zagadnienia prędkości promieniowania - ale tym razem, i mogę to stwierdzić z dużym prawdopodobieństwem, ostatni raz (acz pewności nie mam). nie dlatego ostatni, że więcej temat się już nie pojawi, czy dlatego, że nie będzie o czym mówić, ale dlatego, że w obecnym punkcie dochodzi do końcowego opisania tego parametru i jego współzależności od innych wartości (a również wpływania na nie). prędkość światła jest naturalnie parametrem podstawowym, ale współwystępującym wraz z innymi, należy do najważniejszych, jednak nie można usamodzielniać tej wartości i odrywać od pozostałych, bowiem występuje w pełnej łączności z innymi wielkościami. co więcej, takie stwierdzenie nie powinno wywoływać zdziwienia dlatego, że aby opisać jeden parametr stosuje się drugi - żeby więc opisać światło, promieniowanie szerzej, muszę posiadać przestrzeń i czas. a z kolei, żeby je wyznaczyć, potrzebuję wartość zmiany, prędkości tworzącej czasoprzestrzeń. czyli zbiegnięcie się tych zobrazowań w jedność nie dziwi i dziwić nie powinno. to konieczność. tylko że, rysująca się gdzieś na horyzoncie tego działania kwantowa jedność parametrów, której opracowanie wydawało się pożądane ze wszech miar, ale nie leżało pozornie w możliwościach, to obecnie już fakt pewny do zrealizowania oraz nawet w sumie prosty w konkretnym działaniu. jednak jest to zaskakujące. współzależność, aż do szczegółów, zgodność ustaleń fizycznych z ustaleniami filozofii kwantowej, a także świadomość, że można to przeprowadzić, to tworzy ciekawą sytuację, ale mimo wszystko zdumiewa (lekko). pozytywnie naturalnie, ale zdumiewa (dlaczego więc jest światło ważna sprawą – bo jest ważną sprawą). fakt, temat prędkości światła w ujęciu kwantowym pojawiał się wielokrotnie - ale dopiero ostatnie opisanie światła na zasadzie środka, a nieco wcześniej opracowane według tej samej zasady zależności w skali temperaturowej, dopiero to pozwala na, tak to określę, generalne porządkowanie w danych fizycznych i logicznych o ewolucji. nie jest to mało. co mam na myśli, kiedy mówię o zasadzie środka w odniesieniu do procesu, do ewolucji promieniowania i jej tempa rozchodzenia się w środowisku? jak i na jakiej zasadzie połączyć, tak wydawałoby się pozornie odległe względem siebie dwie ewolucje oraz cechy ewolucji (bowiem to są jej cechy)? jak pogodzić z jednej strony wielkość fizyczną, którą jest prędkość światła, maksymalne w układzie tempo przemieszczania się, a z drugiej zasadę ewolucji? oczywiście próbowałem to przeprowadzić wcześniej, jednak dopiero wypracowanie aktualnie prezentowanych rezultatów (a po prostu i otwarcie mówiąc zrozumienie tego w pełni), to dopiero pozwoliło na takie działania, jak przed momentem – czyli opisania kolorów tęczy i uzupełnienie jej o ósmy zakres. a więc uzupełnienie "odwiecznego" zestawu o kolejny element, który w ciągu dnia i "za jasności" jest niewidocznym kolorem (to "niemy" i szary kolor, ale kolor). wcześniej połączenia danych fizycznych i zasady również prowadziło do ustaleń, które posiadają cechy ważności - mam tu na myśli np. ustalenie średniej temperatury dla pola-wszechświata (do tematu jeszcze wrócę), co wzbogaca obraz takiego układu, ale przecież ani się na tym działanie nie może kończyć (i nawet nie powinno), ani wszystko zdołałem do tego momentu z metody uzyskać. i dlatego, kiedy mam już taką możliwość, warto pójść dalej. z tego powodu obecnie będę się powoływał na te wcześniejsze ustalenia, bo ma to ze sobą bardzo ścisły związek, a wyniki są na tyle ciekawe, że także warte są prezentacji. zależność temperatury i prędkości światła jest pełna i ewolucyjnie głęboka, a ponieważ dodatkowo inne wielkości w takim ujęciu łączą się w jedność, to warto pójść tą drogą i schylić się po ten leżący "na widoku" zysk. 21
  22. 22. - światło - prędkość żeby przystąpić do analizy prędkości światła i wynikających z tego zależności, muszę w tym momencie, choć pobieżnie, przypomnieć owe powiązania, które się zarysowały pomiędzy temperaturą w kolejnych stadiach ewolucji wszechświata a czasem, okresem zmiany wewnątrz tego układu. jest to ważne, ponieważ tutaj, przy świetle, zachodzi konieczność ustawienie pewnych danych w centrum uwagi, bo od nich zależy dalszy obraz i tok rozumowania. po pierwsze, ustalenie bezpośredniej zależności temperatury od czasu zdarzeń w ramach całego układu (co pojawiło się w trakcie omawiania temperaturowej skali absolutnej i w innych ujęciach) - taka zależność posiadała następujące cechy: jeden stopień ochłodzenia wszechświata przypada na jeden kwant czasu (stopień skali czasu). co w tym przypadku oznacza jednostkę w postaci jednego miliarda lat. takie założenie, pozornie dowolne, to może budzić opór, ale tu argumentem rozstrzygającym jest otrzymany wynik, więc jego pełna zgodność z wszelkimi, podkreślam wszelkimi obserwacyjnymi danymi. a po drugie, co nawet ważniejsze, i temperatura, i czas - i wszystko jest zdarzeniem kwantowym. i posiada w sobie kwant liczenia, elementarną wielkość wydarzenia ("porcję"), już do niczego nie redukowalną. a jeżeli są kwanty energii, to musi przekładać się to, wpływać na przebieg czasu oraz przestrzeni (jedność czasoprzestrzeni jest tu argumentem) i wpływać na temperaturę tego procesu (bo kwanty tworzą dalej ewolucję i jej temperaturę). - dlatego założenie, że kwantem czasu jest miliard lat, a kwantem temperatury "jedna kreska" uśredniona wydarzeń w taki sposób zdefiniowanych, to nie tylko ułatwienie sobie sprawy w analizie, ale konieczność. oba rodzaje wydarzeń można naturalnie opisywać przy pomocy innych jednostek, specjalnie wyprodukowanych dla tych zakresów, ale jeżeli chcę je ze sobą porównywać, muszę dysponować punktem odniesienia - czyli najlepiej wspólną wartość dla obu zakresów. tylko jednostki proste i zarazem składające się w rozbiciu z podpoziomów dają szansę na opis procesów z pozornie różnego obszaru ewolucji ("babranie" się w drobiazgach różnych skal jest potrzebne, ale nie zawsze się przydaje). natomiast zasada kwantowania otwiera możliwość do ustalenia jednostki na konkretnym poziomie i potraktowania jej jako kwantu logicznego w szerszym ujęciu. wypracowanie zależności między jednym stopniem temperatury uśrednionej dla wszechświata a jednym kwantem (miliardem) lat tego układu, to pozwala wyznaczyć następującą zależność: jeden stopień temperatury układu zmienia się (narasta lub opada) w przeciągu jednostki czasu, jednego miliarda lat. wszechświat to zmiana skwantowana. - zastrzeżenie i wyjaśnienie. - przez wiele kolejnych stron prowadzę analizę światła w odniesieniu do tego ustalonego współzależnego charakteru parametrów - muszę jednak się zastrzec (ponownie), że prezentowane tu wyliczenia są do weryfikacji i tylko propozycją. jeżeli podaję liczby, to są to wielkości do sprawdzenia, a nie ich ostateczna wersja. pomimo że staram się prowadzić to dobrze, zakładam (chyba racjonalnie), że wszystkiego i tak nie mogę dokładnie podliczyć. tu chodzi bardziej o całościowy obraz ewolucji i zasadę procesów, jak o ich liczbowe wielkości. te są bardzo ważne, bardzo często są elementem głównym wniosków (oraz warunkują dalszy tok pracy), jednak nie traktuję ich absolutnie. podkreślam, staram się tu zaprezentować podejście do tematu, a niekoniecznie jego ostateczne rozwiązanie. w przypadku powiązania prędkości światła i temperatury, jest to dość istotne zastrzeżenie. bo wielkości mogą w dalszym toku pracy ulec zmianie (mojej pracy lub innych), ale zasada jest logiczną konsekwencją ustalonych reguł ewolucji. ważny jest efekt i "widok" świata, a nie poszczególne cyferki. dla mnie zdecydowanie łatwiej hasać po nieskończonych-wiecznych zakresach Kosmosu, aniżeli się "zniżać" do drobiazgu kwantowego. jeżeli są więc gdzieś niedokładności w tekście, to objawiła się w tym ułomność natury (mojej). (powyższe to tak na wszelki wypadek.) 22
  23. 23. - prędkość światła przywoła przed chwilą zależność poziomu temperatury i sposobu widzenia, tu jako narastania i opadania skali wydarzeń uśrednionych dla całego układu w postaci pola-wszechświata, to na drodze do zrozumienia prędkości światła dość ważny punkt. przywoływane liczby są wyznacznikiem światła, a przyrównanie ich do siebie pozwala na ustalenie prędkości wydarzeń (generalnie i całościowo, jak i obecnie). jak postępować, co muszę zrobić, żeby określić aktualną (obowiązującą dziś) wartość prędkości światła? na początek, ponownie nieco wyprzedzając ustalenia, muszę przeprowadzić założenie, czyli muszę postąpić analogicznie, jak wówczas, kiedy założyłem ścisłą zależność między czasem a stanem temperatury oraz ich jednostkami. dlatego obecnie, na wstępie rozumowania, przyjmuję wielkość dla punktu środkowego (punktu "4") 32 stopnie. zakładam, że w tym okresie ogólnej ewolucji "wszechświata" maksymalna wartość uśrednionej temperatury wynosiła 32 stopnie - przyjmuję, że było tu tak ciepło w trakcie historii układu. i zarazem zakładam, że w tym punkcie wartość prędkości zjawisk wynosiła 640 000 kilometrów na sekundę. zanim wyjaśnię, dlaczego i co dalej z tym robić, mały wtręt o dzisiejszej we wszechświecie prędkości - czyli słynne 300 000 kilometrów na sekundę (około). nie jest tak, że ta wielkość mnie nie zaciekawiała, wręcz przeciwnie, nawet bardzo. liczyłem i liczyłem. wręcz zabrałem się do przesuwania wartości bliżej stanów kwantowych, tylko że niewiele z tego wynikało. dysponowałem po jednej stronie zbiorem danych o świecie (całą historię poznania i fizykę, a w jej ramach stan prędkości światła, czyli eksperymentalny konkret), a po drugiej pewność, że zasada kwantowania i ujęcie ewolucji w rytmie kwantowym jest już generalnym podejściem (i że wszystko tak się zmienia, kwantowo). ale wszelkie próby pogodzenia tego nie sprawdziły się. widać było, że wartość 300 tysięcy jest bardzo blisko tak ważnej kwantowo liczbie 32, co już samo z siebie winno było skłaniać (i skłaniało) do myślenia, ale minęło sporo czasu, zanim to ze sobą połączyłem. że jest to w praktyce nieco mniejsza wartość, to nie powinno przesłaniać analizy - a jednak przesłoniło. zainteresowałem się nadmiernie konkretną wartością, a nie jej dopasowaniem do zasadniczego punktu. obecnie udaje się to sprowadzić do poprawnego widzenia. jeżeli więc założę, że w punkcie 32 stopni układu (temperatury uśrednionej układu) występowała prędkość zdarzeń 640 000 kilometrów na sekundę (co nie jest przecież oszałamiającą prędkością), to zyskuję już wartość początkową do dalszej analizy, prostej w sumie. dlaczego taką wartość? po pierwsze, nie może to być wyższa wielkość, ponieważ nie ma większych i jednocześnie pełnych stanów w ramach ewolucji wewnętrznej. "8/8" już określa wielkość 64, a także i wielokrotność tej liczby. stąd 640 tysięcy (również występuje tutaj jako podwojenie). - po drugie, punkt 32 jest szczytowym punktem temperatury, a z tego wynika, że przedział wydarzeń pomiędzy 0 - 64 jest pełnym dla tego ujęcia i muszą pojawić się 64 jednostki. tak wygląda to na szkicu: 23
  24. 24. - "wejście" i "zejście" to wartość dla każdej strony 32 jednostek, ale między szczytem a podstawą jest, dla światła w tym przypadku, 64 jednostek procesu. (niezbędne w tym miejscu wyśnienie, skąd tu owe 32 i 64 jednostki? w chwili obecnej omawiam ewolucję światła, procesy w punkcie "4" na skali ewolucji - czyli środka ośmioodcinkowego toku wydarzeń. "sam dla siebie" ten punkt jest pełnym wydarzeniem, ale w odniesieniu do całości to środek zdarzeń i element zdarzeń.) - dlatego szczyt temperatury dla tego parametru jest końcem zjawisk i pełnym zakresem, ma 64 jednostki jako ewolucja. temperatura układu "idzie zygzakiem", jednak prędkość światła jest wydarzeniem "prostym" - zawartym w ramach temperaturowego. w tym ujęciu naturalnie, bo zależność jest dynamiczna i obustronna: jednego bez drugiego nie ma. - czyli, kiedy temperatura osiąga wartość 32 stopnie, prędkość procesów wynosi 64 jednostek, kiedy temperatura odpowiednio ma wartość 0 i 64 stopnie, to światło w każdym z tych punktów ma wartość 0. dlaczego tak, czy to nie sprzeczność? że przy zerze temperatury mam zero prędkości, zgoda, przecież nie ma co drgać i w czym. ale przy 64 też uzyskam zero? przecież pozornie w takim momencie musi się pojawić maksymalna wartość prędkości. że maksymalna, to zgoda – tylko że nie prędkość światła. co bowiem oznacza wartość 64 stopnie temperatury pola? że to pole właśnie się rozpada. 64 stopnie to brzeg i stan maksymalny - a tym samym ostatni. "tuż" przed tym punktem prędkość zjawisk była, drgania prawie osiągały maksymalną wartość, jeszcze istniały fizyczne fakty, ale nie w punkcie 64 jednostek. tu mam wartość skrajną, a więc nie ma światła (promieniowania, bo światło, jako takie, dużo wcześniej przed tym punktem nie istnieje, temperatura dla światła widzialnego jest zbyt duża, aby takie elementy utrzymały się razem). dlatego w punkcie 64 na skali mam zero prędkości – ponieważ nie ma nośnika dla tych prędkości, fizycznego nośnika. - przy czym, co chyba oczywiste, nie jest to ujęcie sprzeczne z innym, które ustala ostatnią dla pola formę istnienia na brzegu, kiedy warstwy kwantowe się oddalają w stan do pola nadrzędny, czyli Kosmos. opis ze względu na temperaturę jest tu faktem wewnętrznym w procesie, już w obrębie pola-wszechświata. w chwili jego ostatniego warstwowego stanu i istnienia (czy analogicznie pierwszego) nie ma ani temperatury, ani także promieniowania, to są stany dopiero do wytworzenia się, i to późnego wobec brzegu. dlatego, kiedy omawiam maksymalną temperaturę pola, to jest punkt w dziejach bardzo daleki od stanu osobliwego brzegu pola, jednak zarazem blisko osobliwości zawierających się w procesie (osobliwości zawartych w środku). światło to inny, już daleko wewnętrzny fakt w ewolucji, i trzeba to mieć na uwadze. w powiązaniu z ogólnym procesem, ale wewnętrzny krąg zdarzeń. dlatego w stanie środkowym punkt "2" (i symetrycznie "6"), który interesuje mnie w tej chwili najbardziej (z uwagi na konsekwencje), zależność pomiędzy temperaturą a prędkością promieniowania jest następująca: temperatura wynosi 16 stopni - a prędkość ma wartość 32 jednostek, czyli również jest w stanie środkowym. i wyznaczenie pozostałych wielkości w tym cyklu obu zdarzeń staje się proste. to zwykłe, mechaniczne liczenie oraz powiązanie kolejnych punków. temperatura tyle - a wartość prędkości światła tyle. przypominam - to było tylko założenie na wejściu do tej analizy. założenie stosunkowo proste, jak widać, jednak w niczym to nie burzy całej konstrukcji czy fizycznych ustaleń. przecież w historii wszechświata był okres ciepły, uśredniona wartość była znacząco powyżej obecnej. tego nawet nie negują "od wewnątrz" opisujący procesy. że widzą znacząco wyższe wartości temperatury, że podążając za wzorami ustalają skrajne wartości drgań i innych zjawisk - prawda. tylko, drobnostka, widzą "treść" eksperymentu, a nie włączają go w szerszy kontekst. czyli w tło, które w tamtym okresie odgrywało zasadniczą rolę. stąd inne wartości. kiedy jednak uwzględnić oba stany, dopełnienie w postaci środowiska i ewolucję, to uśredniona i łączna wartość ciepłoty była na niższym zakresie – i było to zdarzeniem w ramach całości układu, co ważne, ale nie wszystkim, co się działo. przecież fizycznie zawsze widzę fragment. 24
  25. 25. - obecnie, w kolejnym kroku, trzeba się zastanowić, czy poczynione założenie sprawdza się w praktycznym działaniu. muszę zbadać, czy założenie wstępne, w którym wielkość 32 stopni temperatury "tłumaczy" się na 64 jednostek prędkości światła jest poprawne, a może uzyskam inną wartość? - założenie, że wartość 640 000 kilometrów na sekundę światła występowała w początkowym etapie, ale w środkowym stadium ewolucji całości układu - takie założenie można wesprzeć dwoma argumentami: stanem środowiska, całego układu w tym punkcie i wartością owej jednostki. i tak, punkt wyjściowy, czy inaczej środkowy, punkt "32", to punkt maksymalnej bliskości między elementami tworzącymi układ, to najbardziej dynamiczny, rozedrgany stan, połączenia kwantów dokonują się szybko i łatwo, mogą zachodzić w niewielkiej skali, a odstęp między zdarzeniami jest mały i najmniejszy z możliwych. rozkwantowanie dzieje się jako płaszczyzna zdarzeń, a łączenie się elementów w takim układzie, w takiej warstwie (oraz w pobliżu niej), w czasoprzestrzennych złożeniach kolejnych warstw jest szybkie. nie musi wydarzenie przebiegać na/w dużym dystansie przestrzeni i czasu, żeby w otoczeniu spotkać sobie podobny fakt. co innego w trakcie następnych okresów ewolucji, tutaj odległości narastają (czy maleją, idąc do środka, jednak to również wpływa na tempo zmian). w efekcie, co za tym idzie, wydłuża się czas między kolejnymi "potrąceniami", spotkaniami elementów, więc wytworzenie się, wypiętrzenie elementu promieniowania (fotonu) trwa dłużej. wydarzenia, kiedy definiować je "obiektywnie" tracą prędkość, zaś odległość między fotonami i w konsekwencji między wszelkimi elementami narastają. a to dalej powoduje narastanie ciemności, pustka ponownie staje się ciemna. wydarzenia w ramach całego pola idą ku środkowi, ku temperaturze 4 stopni absolutnych – i do zera w ostateczności, do zaniku. dla pola-wszechświata wydarzenia mają charakter narastająco-opadający, czyli wartość prędkości światła narasta oraz opada. narasta od zera do wartości maksymalnej i spada do zera. wyłoni się światło jako daleki skutek rozkwantowania osobliwości – i opadnie (zapadnie) ponownie w stanie osobliwym, a ruch zostanie zredukowany do zera. drugi argument na rzecz takiej właśnie wielkości początkowej drgań, który w znaczący sposób wspomaga ustalenia, to jednostka, wielkość kwantowa światła. jeżeli aktualnie światło, według pomiarów fizycznych, osiąga maksymalnie w układzie prędkość 299 793 – to ustalenie, że jednostką tego zdarzenia, czyli kwantem tej ewolucji jest wielkość 4684,2656 - to nie jest trudne. działanie jest proste: 299 793 : 64 = 4684,2656. dlaczego nie dzielę przez 128? bo w tym przypadku chodzi o wydarzenie pełne jednej strony, a tu posiadam tylko 64 jednostek, dlatego nie liczę wydarzeń w ich maksymalnym ujęciu. prędkość jest przecież zawsze wydarzeniem tutejszym, a nie przynależy do różnych miejsc. jest wydarzeniem zależnym od stanu środowiska, lokalnym i aktualnym, a nie dwustronnym (choć, co bardzo ważne, wewnętrznie budują ją stany przynależące do obu stron, to suma zdarzeń – nie wolno o tym zapominać). światło narasta i opada w cyklu 64 jednostek temperatury. i tak musi być opisywana. w następnym, nowym wszechświecie (w kolejnym etapie wszechświata-pola) ponownie będzie narastać i opadać według tej zasady, i to zawsze będzie wartość w danej chwili jednostkowa. każdy wszechświat-pole posiada własną prędkość światła – ale, co tu dobitnie widać, jednocześnie jest to zależność generalna. po prostu wartość prędkości światła jest jednostkowym stanem, ale należy do niebywale ostro wyznaczonego zbioru, i nie ma w tym procesie dowolności. każda prędkość światła jest jedna i aktualna, ale wpisuje się w zachodzenie generalne i przebiega zawsze tak samo. można dzielić na 128, nic na przeszkodzie kwantowo nie stoi, jednak dla poprawności lepsze ujęcie uzyskuję dla wielkości 64 jednostek. co wynika z wielkości 4684,2656? nic wielkiego. przecież nic wielkiego nie może z samej liczby wynikać. ale kiedy dokonam następującego działania, czyli podniosę (i odniosę) ją do wielkości "pełnej", 5000, to otrzymuję inną już sytuację, to wyraźnie zmienia moje widzenie procesu. 64 x 5000 = 320 000. a to wielkość jakby ewolucyjna. i pełna w swojej postaci. 25
  26. 26. - jeżeli przed chwileczką powiedziałem, że nie mogę podzielić prędkości światła 299 793 przez 128 jednostek, ponieważ traktowałem to jako wielkość pełną i posiadającą 64 jednostki, to obecnie, kiedy już dysponuję wynikiem w postaci 320 tysięcy, wielkość połowy, to w takim momencie już mam prawo przeprowadzić przemnożenie wielkości jednostkowej przez 128. i choć pokrętnie to wygląda w wypowiedzi, tak jest. kiedy dysponuję połową wielkości, a wstępnie zastosowałem pełny cykl liczenia, to oznacza, że wielkość pełna, całościowa również musi być większa. jeżeli mam 32 – to, żeby uzyskać 64 jednostek, tyle ile było w założeniu, muszę jednostkę kwantową liczyć w wielkości 128 stanów. co w tym przypadku wynosi: 128 x 5000 = 640 000. jeżeli wielkość jednostki liczenia wynosi 5000 kilometrów na sekundę, a taka wielkość może być przyjęta (co dalej się potwierdzi) - to początkowa i pełna wielkość opisywanej tak ewolucji wynosiła 640 000 kilometrów na sekundę, w tym początkowym punkcie prędkość światła (a inaczej środkowym stanie) wynosiła 640 tysięcy (128 jednostek). światła w znaczeniu: promieniowanie, przypominam, że forma widzialna to daleki od wartości maksymalnej fakt. - i teraz ważne, najważniejsze w takim działaniu: czy przyjąć, że jednostka wynosi 5000, czy należy brać do analizy wynik 4684,2656? cały problem znika, kiedy przenieść to na już opisane ustalenia z zasadą środka. czyli, chodzi o fakt, że stan i wydarzenie chwili obecnej, dziś się dziejącej i eksperymentalnie mierzonej, to nie jest punkt (chwila ewolucji ogólnej), w którym jednostka prędkości w zjawiskach świetlnych (promieniowania) wynosi 5 tysięcy - bowiem nim być nie może, to już minęło. przyjęcie tej wartości jest odniesieniem się do innego punktu wydarzeń ogólnych. obecna chwila wszechświata przemieściła się względem punktu "5000" km/s, to późniejszy moment. wychodząc ze stanu faktycznego (i danych fizycznych), ale przesuwając je w inny etap dziejów, uzyskuję wielkość 5000 km/s. i obie wartości, 5000 oraz 4684,2656 są poprawne, jednak co innego opisują (stwierdzają). to inny moment dziejów. obecnie pytanie brzmi: który punkt opisuje taka wartość jednostki, w którym punkcie prędkość światła wynosiła 320 tysięcy na sekundę? niby różnica wobec stanu obecnego niewielka, bo zaledwie 20,207 tysięcy kilometrów na sekundę wydarzeń - czyli odległość między obecnym stanem a tym "idealnym" jest rzędu 20,207 kilometrów na sekundę prędkości światła. trzeba zastanowić się, gdzie leży tak definiowany punkt? kiedy mam tak małą różnicę, to nie mogę znajdować się daleko od wyróżnianego miejsca w historii wszechświata, inaczej miałbym znaczącą rozbieżność. skoro to tylko 20,207 km/s, więc jestem blisko środka - wydaje się, że to nie wymaga wielkiego medytowania. żeby ustalić ów ciekawy a poszukiwany punkt wystarczy proste działanie logiczno-wspominkowe, to stan 16. stopień wydarzeń temperaturowych opisywanych w ewolucji jako 16 kresek uśrednionej temperatury (cały czas operuję wielkościami pełnymi, rzeczywiste mają kwantowe "dodatki"; zasada jednak się nie zmienia). - tzn., w punkcie 16 stopni układu wydarzenia zachodziły z prędkością 320 tysięcy kilometrów na sekundę. przy wartości 32 tego parametru prędkość wynosiła 640 tysięcy, a w punkcie 0 i 64 uzyska wielkość zerową (prędkości światła w tych brzegowych punktach nie będzie, ponieważ nie będzie światła). ale między tak wyznaczonymi skrajnymi wartościami posiadam punkt 16 stopni ciepła i 320 000 km/s drgań w obszarze ewolucji promieniowania. dokładnie w środku cyklu, w punkcie "2" dla wszechświata-pola, występuje taka znacząca w kwantowaniu wartość szybkości zmian - i warto z tego wyciągnąć wnioski. jakie? choćby najbardziej rzucające się w oczy: że "zaledwie" 20 tysięcy kilometrów na sekundę "temu" był punkt we wszechświecie środkowy, który oznaczał najlepsze warunki. to działo się dosłownie zaledwie "chwilkę" temu, ewolucja "dopiero co" przeszła ten punkt. ale, co również z tego wynika w sposób jednoznaczny, tego środka już nie ma. i to ma szalone konsekwencje dla rozumu i analiz. kolejne strony i rozdziały (i całość) tekstu jest temu poświęcona. konsekwencje przejścia już do historii tego pola stanu środka są znaczące – ogromne - kosmiczne. 26
  27. 27. - a obecnie muszę dowieść, że aktualnie mierzona wartość zjawisk, więc prędkość dzisiejsza promieniowania, że ona również jest w takim rozumowaniu zawarta. czyli muszę wykazać, że 299 793 km/s jest wielkością aktualną oraz obecną w tak prowadzonym liczeniu. - że jest zawarta, to oczywiste, tu wątpliwości nie ma, ale to wymaga dowodu. i taki dowód wygląda następująco: jeżeli policzyłem prędkość dla punktu 16 stopni, czyli inaczej 16 miliardów lat wydarzeń w ogólnym zliczaniu oraz wyglądu wszechświata, to nie oznacza, że chwila obecna jest dokładnie w tym idealnym punkcie. więcej, już z faktu istnienia życia przez 4 miliardy lat (około naturalnie), już z tego wynika, że chwila obecna to nie punkt 16 – bo ten punkt, powtarzam, to już odległa w dziejach świata chwila, to już przeszłość. skoro nie punkt 16, to jaki? to punkt 18. bo na każdą stronę tego środkowego zdarzenia także przypada po dwa miliardy, po dwie jednostki z owych czterech. chwila obecna jest punktem 18 jednostek czasu, a 14 jednostek w skali temperatury. co zarazem ustala, że potrzebuję, czy to w ujęciu odnoszącym się do temperatury, czy do czasu, odjąć lub dodać wielkość 2 jednostek. żeby uzyskać wydarzenia obecne. jeżeli punkt 16 był dwie jednostki czasu temu, to jednocześnie oznacza, że chwila obecna prędkości światła także o dwie jednostki jest różna od tej środkowej. kiedy wydarzenia minęły i stały się historią w ogólnym procesie, we wszechświecie nastąpiło ochłodzenie, które obrazowało się uśrednioną wartością 16 stopni, a prędkość zjawisk spadła do 320 km/s. dlatego w tej chwili muszę odjąć dwie jednostki, żeby uzyskać stan aktualny – bo "dziś" ochłodzenie jest jeszcze dalej, uśredniona wartość temperatury się przesunęła. i jest to wartość dwu jednostek w liczeniu przy zakresie 64 jednostek dla całości oraz cztery dla liczenia w ujęciu dla 128 jednostek. co daje odpowiednio 10 000 i 5000 km/s zdarzeń. oraz dwa stopnie temperatury. ponieważ od chwili "16" lat upłynęły już dwa miliardy (dwie jednostki czasu od tego punktu się zrealizowały), to w liczeniu pełnym jest to 2 x 10 000 (4 x 5000) – dla prędkości światła również mam dwie jednostki, które także się już "zrealizowały". czyli wartość tego parametru uległa obniżeniu o taką liczbę. co daje "zaokrągloną" wielkość chwili obecnej, czyli pomierzoną oraz stosowaną jako 300 000 km/s dla promieniowania. tylko że prędkość w obecnej chwili nie jest aż tak dokładnie "wyzerowana", nie jest to punkt 300 tysięcy tej ewolucji (ani inne parametry nie są aż tak "pełne"). kwantowe wielkości mają swoje, jak to określam, "ogonki", które prowadzą zawsze do liczby może mniej efektownej, ale prawdziwej. co muszę usilnie podkreślać, bo prezentowane stany nawet z końcówkami nie są jeszcze pełnymi. to są, przypominam, jednostki i fakty o bardzo dużej skali zaokrąglania, kwantem operacji jest tu zdarzenie o ogromnych niekiedy rozmiarach czasu i przestrzeni. dalej - żeby uzyskać poprawny wynik, muszę odnieść to do wielkości zjawisk, które rzeczywiście się dokonały. czyli muszę wyliczyć, ile zaszło wydarzeń pomiędzy punktem 16 (16 384) a 18 (18 432). i otrzymuję wynik: 2,048. dwie jednostki i mały "ogonek" kwantowych procesów zrealizował się od tej dawnej już (dla mnie) chwili. 2,048 x 10 000 = 20 480. a licząc dalej - dla wielkości 320 000 km/s, jest to wynik: 320 000 - 20 480 = 299 520. prędkość światła na dzień dzisiejszy wynosi 299 520 km/s, i jest to wynik obecnie maksymalny. szybciej wydarzenia nie mogą się w ramach tego pola-wszechświata przemieszczać. a mówiąc dokładniej, w zakresie dostępnym fizycznie (nadprogowo) nie ma niczego szybciej się budującego. tak ustalona wartość zmian oznacza, że jest to aktualnie maksymalna wartość "szybkości" łączenia się elementów tworzących rzeczywistość. wszystko, co znajduje się "powyżej" tej wartości, jest w zakresie podprogowym do pomiaru, całe wnętrze (dostępne) wszechświata to mniejsze prędkości drgań. 299 520 km/s to "dziś" w przemianach. - w tym miejscu chodziło mi tylko o pokazanie metody liczenia, nie spieram się o liczbę. jedno nie ulega wątpliwości, prędkość światła to aktualnie 299 520 km/s. i jest to pochodna upływu czasu ewolucji. 27

×