Successfully reported this slideshow.
We use your LinkedIn profile and activity data to personalize ads and to show you more relevant ads. You can change your ad preferences anytime.

Wstań i jedź MAŁGORZATA KRASOŃ I ŁUKASZ KRASOŃ pdf

205 views

Published on

  • Be the first to comment

  • Be the first to like this

Wstań i jedź MAŁGORZATA KRASOŃ I ŁUKASZ KRASOŃ pdf

  1. 1. Ten ebook zawiera darmowy fragment publikacji "Wstań i jedź"Darmowa publikacja dostarczona przezZloteMysli.plCopyright by Złote Myśli & Małgorzata Krasoń i Łukasz Krasoń, rok 2013Autor: Małgorzata Krasoń i Łukasz KrasońTytuł: Wstań i jedźData: 21.06.2013Złote Myśli Sp. z o.o.ul. Toszecka 10244-117 Gliwicewww.zlotemysli.plemail: kontakt@zlotemysli.plNiniejsza publikacja może być kopiowana, oraz dowolnie rozprowadzana tylko i wyłączniew formie dostarczonej przez Wydawcę. Zabronione są jakiekolwiek zmiany w zawartościpublikacji bez pisemnej zgody Wydawcy. Zabrania się jej odsprzedaży, zgodniez regulaminem Wydawnictwa Złote Myśli.Autor oraz Wydawnictwo Złote Myśli dołożyli wszelkich starań, by zawarte w tej książceinformacje były kompletne i rzetelne. Nie biorą jednak żadnej odpowiedzialności ani zaich wykorzystanie, ani za związane z tym ewentualne naruszenie praw patentowych lubautorskich. Autor oraz Wydawnictwo Złote Myśli nie ponoszą również żadnejodpowiedzialności za ewentualne szkody wynikłe z wykorzystania informacji zawartychw książce.Wszelkie prawa zastrzeżone.All rights reserved.Powered by TCPDF (www.tcpdf.org)
  2. 2. Spis treściWstęp. Kilka słów od Łukasza............................................................................................9Rozdział 1. Historie prawdziwe..........................................................................................17Historia Łukasza............................................................................................................18Historia Gosi.................................................................................................................26Zderzenie........................................................................................................................33Rozdział 2. Marzenia oraz etapy ich realizacji................................................................43Wewnętrzny proces......................................................................................................44Zaskakujące zbiegi okoliczności...................................................................................52Skryte działanie...........................................................................................................55Ujawnianie i kryzys......................................................................................................64Zagubienie......................................................................................................................73Rozkwit.........................................................................................................................79Rozdział 3.W drodze na szczyt.......................................................................................93Akceptacja nieakceptowalnego.....................................................................................95Tu i teraz.....................................................................................................................98Rozwój świadomości.....................................................................................................101Odpowiedzialność.........................................................................................................105Wdzięczność.................................................................................................................109Miłość jest odpowiedzią na wszystko..........................................................................111Rozdział 4. Konwój Rowerowy...........................................................................................119Zakończenie.......................................................................................................................135Dodatek.............................................................................................................................138
  3. 3. Czuję ogromną radość, czuję nadchodzące zmiany— to tak jakbym właśnie widziała uciszającą sięburzę i z nadzieją czekała na słońce —gdy inni widzą tylko jeszcze ostatnie kropledeszczu, a nie zauważają,że na horyzoncie niebo się rozpogadza.
  4. 4. 17Każdy mógłby opisać historię swojego życia przynajmniejna dwa sposoby. Pierwszy to taki, który dobrze brzmi, na-tomiast drugi sięga znacznie głębiej, przenika przez po-wierzchowność i sięga do korzeni, do głębi serca.Góra lodowa, którą widzi-my nad taflą wody to tylkomały procent tego, co ukrytejest pod powierzchnią. Jeślicoś jest niewidoczne dla oczu,nie oznacza to, że nie istnieje.Jak najbardziej istnieje i  jestsporym kawałkiem historiiukrytej w  naszym wnętrzu,zapisanej w  przekonaniachi  zakodowanej w  każdej ko-mórce naszego ciała.Rozdział 1.Historie prawdziwe
  5. 5. 18Wstań i JedźPrzywykliśmy do tego, aby nie sięgać poniżej poziomuwody, historie naszego życia zamykać tylko w datach, tytu-łach, stopniach naukowych czy zaliczeniu się do określonejgrupy społecznej. Historia życia człowieka to zwykle kilkadat i parę nazw, a tak naprawdę w każdym rozgrywa sięjeszcze inna, ta schowana, niewidoczna gołym okiem, po-tężna i nieokiełznana — historia serca.I to jest prawdziwa historia każdego z nas, opisuje naszerozterki, wyzwania, z  którymi się zmagamy, wewnętrznąwalkę, intuicję, okoliczności, z którymi przyszło nam sięzmierzyć, doświadczenia, które czas zaakceptować, zachwytnad pięknem i zadumę nad kruchością życia. To wszystkojest w nas i czas odkryć przed sobą tę historię po to, abyuzyskać odpowiedzi na pytania, znaleźć szczęście, któregoszukamy, poczuć upragnioną akceptację.Historia ŁukaszaGdy w  nowo powstałej rodzinie przychodzi na światpierwsze dziecko, jest to wielkie wydarzenie, a jeśli jest tochłopak, cała rodzina ze „świeżym” ojcem na czele pękaz dumy. 22 lipca 1988 r. w małej miejscowości w central-nej Polsce przyszedł taki moment, który zmienił wszystkodla jednej z nich. Z opowieści starszych wiem, że był toupalny dzień, a mój tato, gdy tylko dostał sygnał, że dziec-ko w drodze, pognał do szpitala, nie bacząc na przepisydrogowe. Ważyłem 3,4 kg i byłem, według pielęgniarskiejskali Apgar, wzorem noworodka — 10/10. Oczywiścieto również wiem z opowieści. Ponoć ja byłem zbyt zajęty
  6. 6. 19Rozdział 1. Historie prawdziwekrzykiem i  wymachiwaniem rękoma na wszystkie strony.Szczęście całej rodziny rosło współmiernie z moim apety-tem w pierwszych tygodniach rozwoju. Rok i dwa miesiącepo moich narodzinach pojawił się mój brat. Wszystko szłojak w podręcznikach idealnej polskiej rodziny, stabilizacja,małżeństwo, pierwsze dziecko, drugie dziecko, rozpoczęciebudowy domu. I tutaj dochodzimy do momentów, którezaczynam pamiętać. Miałem cztery lata, a  mój brat trzy,kiedy coś się zaczęło we mnie zmieniać. Na początku niktnie był w stanie udzielić rzetelnej informacji, o co chodzi.Gdy mój młodszy brat stał się już znacznie silniejszy odemnie, znalazłem się w Warszawie na specjalistycznych ba-daniach, które rozwiały wątpliwości. Okazało się, że choćmoże i według skali Apgar zasługiwałem na maksymalnąocenę, to jednak nie wszystko jest w idealnym porządku.Już w momencie poczęcia mój los był nakierowany na wó-zek i to bynajmniej nie dziecięcy, spacerowy.Zanik mięśni — brzmiała diagnoza lekarska.Cały świat, jeszcze chwilę wcześniej rysujący się w takpogodnych barwach, nagle stał się szary i przepełniony łza-mi.Moja mama i tato, postawieni tak nieoczekiwanie przednowym etapem życia, uczyli się szybko, czym jest dystrofiamięśniowa, jak przebiega i jak sobie z nią radzić. Zaczęłysię wyjazdy na turnusy rehabilitacyjne, do znachorów z naj-dalszych krańców Polski…Jeden dzień utkwił mi w  pamięci szczególnie mocno.Miałem wtedy 7 lat, w owym czasie były modne gry telewi-zyjne. Grałem w taką właśnie, kiedy nagle poczułem prze-
  7. 7. 20Wstań i Jedźszywający ból w  pachwinach. Zacząłem krzyczeć. Mamaszybko przybiegła i próbując uśmierzyć mój ból, podałami coś przeciwbólowego. Po chwili ból ustąpił, a ja usną-łem. Obudziłem się następnego dnia. Wypoczęty, próbujęwstać… i ląduję na podłodze. Kilka razy staram się moimiśmiesznymi ruchami zebrać się z podłogi, jednak bezsku-tecznie. Wtedy po raz ostatni czułem grunt pod stopami,po raz ostatni, jak do tej pory, wygrywałem walkę z grawi-tacją.Kolejne lata przypadły na adaptację do kompletnie no-wej rzeczywistości. Streściłbym ją krótko: wyczerpująca re-habilitacja oraz długie i nie zawsze przyjemne budowanieprzyjaźni z wózkiem inwalidzkim.Poszedłem do szkoły podstawowej. Dzięki uporowi bli-skich uczęszczałem do szkoły z moimi zdrowymi rówie-śnikami (chociaż jak sobie przypominam, co się działo naprzerwach, to nie jestem tego aż taki pewny).Trochę lat minęło i wspomnienia nie są już tak wyraźnejak kiedyś, ale bardzo dobrze wspominam okres szkolny.Wiele więzi przetrwało po dziś dzień. Pamiętam moją fa-scynację rysunkiem i  piłką nożną, pamiętam pierwszegopapierosa z bratem (akurat z tego nie jestem dumny, alebyć może tamto wydarzenie przyczyniło się do tego, że niepalę…), pamiętam jazdę na rowerze. Pomimo ciągłych ćwi-czeń, stan moich mięśni ulegał pogorszeniu, rower dwuko-łowy został zastąpiony takim na trzech kołach. Mieliśmydość duże podwórko z delikatnym spadem. W ramach re-habilitacji, ale chyba z potrzeby czucia się wolnym, jeździ-łem z pomocą dziadka po owym podwórku w kółko, dzia-
  8. 8. 21Rozdział 1. Historie prawdziwedek popychał mnie pod górkę, a ja zjeżdżałem w dół. To sąchyba najlepsze wspomnienia z dzieciństwa… Dziękuję,dziadku.To niesamowite, że z ogromu informacji i wydarzeń naszumysł zapisuje takie szczegóły, które dla nikogo innegonie mają znaczenia. Jest wielce prawdopodobne, że czyta-jąc ten fragment, zastanawiasz się, „po co on takie rzeczypisze, kogo to obchodzi”. Uwierz mi, pod tym względemjesteśmy identyczni.Dzień po dniu następowały zmiany. Nazywam to prze-wrotnie przelewaniem wody w słoikach: słoik określającywitalność i  siłę fizyczną stawał się coraz bardziej pusty,a ten, w którym znajdowała się cierpliwość i siła wewnętrz-na, wypełniał się. Dobrze obrazuje to sytuacja z moją fa-scynacją rysunkiem.
  9. 9. 22Wstań i JedźW wieku 13 lat ręce zaczęłyodmawiać mi posłuszeństwana tyle, że trzymanie pędz-la czy ołówka przysparzałowięcej kłopotów i plam wszę-dzie wokół niż konkretnychefektów na papierze. Miałemdo wyboru dwa wyjścia: albozacznę płakać i winić wszyst-kich za to, że słoik jest dziura-wy i woda umyka, albo mogęznaleźć nowy słoik i postawićgo tuż pod tym pierwszym, aby nie uronić ani kropli. Wy-brałem drugi wariant. Postanowiłem szlifować swój talenti realizować pasję, zostając grafikiem komputerowym. Odmomentu tamtej decyzji mysz komputerowa stała się moimpędzlem, a komputer mięśniami.Z racji tego, że przebieg mojej dolegliwości jest powol-ny i faktu, że przestałem chodzić tak wcześnie, nigdy niedoskwierała mi jakaś szczególna tęsknota za pełnią zdro-wia i chodzeniem. Oczywiście zdarzały się gorsze dni, alejeśli już, to destruktywne myśli trwały raczej kilka godzin.W końcu nie można tęsknić za czymś, czego się nigdy nadobrą sprawę nie miało, będąc dodatkowo karmionymprzez lekarzy mało optymistycznymi perspektywami.Kiedy w 2002 r. pojawiła się informacja, że za wschod-nią granicą Polski wynaleziono terapię mogącą „postawićmnie na nogi”, na samym początku pojawiło się zwątpie-nie. W jaki sposób to może być prawda, najtęższe głowy
  10. 10. 23Rozdział 1. Historie prawdziwew Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej szukająlekarstwa bez skutku, a na Ukrainie, z dala od firm farma-ceutycznych, się udało? Terapia komórkami macierzystymistosowana w owej klinice była bardzo droga, cena oczy-wiście podana w dolarach. Żałuję, że miałem tylko 14 lat,przydałaby mi się wiedza, jak w tak krótkim czasie (mo-jej rodzinie zajęło to tylko kilka miesięcy) zgromadzić takdużą kwotę.Chociaż nadzieja nie wypełniła mnie tak szczelnie jakpozostałych, to czułem, że chcę tam jechać i że coś się wy-darzy. Mój tato nigdy nie leciał samolotem, więc wybrałwariant przejazdu naszym własnym samochodem do Kijo-wa. Skrzętnie przygotowana wyprawa mogła się zakończyć,jeszcze zanim się zaczęła… przeze mnie.Na 2 dni przed wyjazdem dostałem bardzo dużej go-rączki, słupek rtęci pokazywał 40 stopni, bez względu nasposób użyty do zbicia temperatury. Teraz już wiem, cobyło przyczyną, ale o tym potem. Wieczór przed startempadło pytanie: „Co robimy?”… Sam zdecydowałem: „Je-dziemy, dam radę”. Podróż do stolicy Ukrainy była długai wyczerpująca, ale… o dziwo moja gorączka zaczęła sa-moistnie ustępować, tak samo pozostałe objawy osłabieniaorganizmu.…pierwszy zastrzyk…Po blisko tygodniu wróciliśmy do domu. Zero efektów,nie czułem żadnych zmian, „dobrze, że nie rozpalałem na-dziei tak mocno” — myślałem.Trzeciego dnia po powrocie leżałem na łóżku i ćwiczy-łem. Podczas zginania i prostowania ręki w łokciu zauwa-
  11. 11. 24Wstań i Jedźżyłem, że mogę zrobić o ok. 20% więcej powtórzeń. Na-stępnego dnia znowu więcej. Kiedy pojawiłem się na salirehabilitacyjnej, mój fizjoterapeuta nie mógł wyjść z podzi-wu, jak elastyczne stały się moje stawy. Każdy tydzień to byłpostęp. W owym czasie nie miałem w zwyczaju okazywaćswoich emocji, ale wieczorami, gdy wszyscy kładli się jużspać, a mój brat potajemnie wymykał się na dyskoteki, jaoczami wyobraźni widziałem siebie jak biegam, jak znowujeżdżę na rowerze. Wyliczyłem, że w ciągu 3 lat najpóźniejpowrócę do pełni zdrowia.Nie dostałem 3 lat… Po 4 miesiącach wszystko zaczęłowracać na stare tory. Powtórnie odbyłem leczenie, jednakjuż bez skutku. Jak stwierdzili lekarze, mój własny orga-nizm potraktował komórki jak intruza i zniszczył je, zanimte mogły przekształcić się w mięśnie.Tak jak wcześniej nie wiedziałem, jak to jest chodzić, takwtedy wiedziałem, za czym tęsknię. Nie mogłem się po-godzić z tym, że mój własny organizm zlikwidował to, comiało go uratować. Zacząłem winić najpierw siebie, po-tem Boga, a na samym końcu przestałem w niego wierzyć.To był czas w moim życiu, kiedy nic nie układało się pomojej myśli, na dodatek hormony robiły swoje i podnosiływspółczynnik poczucia odrzucenia i wyobcowania. Pojawiłsię pomysł samobójstwa… Szybko jednak zrozumiałem, żei tego nie mogę, nie poproszę przecież mamy, aby kupiła mipistolet, nie dam rady zawiązać węzła, nie skoczę z mostu.Gorzej być nie mogło — tak wtedy myślałem.To wszystko, o czym teraz piszę, rozgrywało się w mojejgłowie, bez wiedzy kogokolwiek z bliskich. Pewnie myślisz,
  12. 12. 25Rozdział 1. Historie prawdziweże zrobiłem błąd, nie mówiąc nikomu o tym, co przeży-wam? Teraz wiem to już i ja.W wakacje poprzedzające pójście do liceum stało się coś,czego nie byłem w stanie przewidzieć. Miałem wypadekna wózku elektrycznym. Nie przypiąłem się pasami bez-pieczeństwa i  przez chwilę nieuwagi uderzyłem z  pełnąprędkością w krawężnik, i wyleciałem z wózka na asfalt.Wyleciałem tak niefortunnie, że zerwałem ścięgna w obuudach jednocześnie. Ból był nie do opisania, jeszcze teraz,gdy wracam do tamtych momentów, czuję drgania nóg.Przeszło dwa tygodnie spędziłem na łóżku praktyczniebez ruchu, gdyż wszystko, nawet oddech, sprawiało mi ból.Nawiedziły mnie jeszcze czarniejsze myśli niż kiedykolwiekwcześniej i w duchu zacząłem płakać nad swoim losem.„Mój młodszy brat gra w  piłkę, ma dziewczynę, cieszysię życiem, a ja? Niczego nie mam, nic nie mogę, a prze-cież zasługuję”. Z tej całej gęstwiny destruktywnych myśliuświadomiłem sobie, że jeszcze chwilę wcześniej wydoby-wał się ze mnie krzyk: „Gorzej być nie może”, a dzisiaj…jest gorzej. „Jeśli coś, co wydawało się niemożliwe, jednakprzyszło, to być może przyjdzie jeszcze raz? Hm… Co sięstanie, kiedy zmienię kierunek myślenia?” — ta chwila byłapunktem zwrotnym w moim życiu.Nowa szkoła, kompletnie nowe środowisko jest dobrymmiejscem na rozpoczęcie nowego etapu. Przez kolejnelata sukcesywnie dolewałem wody do słoika, do które-go powędrowała cierpliwość, umiejętność odnajdywaniasię w trudnym położeniu, wytrzymałość psychiczna, chęćżycia. Nawet mimo że w tym drugim słoiku z fizycznymi
  13. 13. 26Wstań i Jedźwartościami zostało już tylko trochę wody na dnie, nieprzestawałem wierzyć w siebie. Nie pamiętam, czy towa-rzyszyło mi to od zawsze, ale karmiłem się i karmię dalejtym, że jestem wyjątkowy i coś wielkiego w życiu osią-gnę.Dzięki cudownym rodzicom, przyjaciołom i nauczycie-lom skończyłem liceum na warunkach, na jakie zasługiwa-łem… na równych warunkach. Wtedy właśnie zrozumia-łem, ile dają kontakty z innymi ludźmi, ile można z nichczerpać, ile można dać od siebie. Po maturze poszedłem nastudia, wiedząc, czego chcę od życia: „Chcę być szczęśliwyi chociaż jeszcze nie wiem, co mnie czeka, to jestem goto-wy na to, by się przekonać”.Historia GosiPrzyszłam na świat w sobotę o północy z 8 na 9 czerwca1985 r. Kiedy pielęgniarka trzymała mnie w rękach, krzyk-nęła: „Duszek się narodził”.Mama opowiedziała mi o tym wydarzeniu, gdy byłam jużnastolatką. Zastanawiałam się wtedy, czy moje życie właśnienie jest takie jak duszka o imieniu Kacper, który starał się,aby wszyscy wokół go dostrzegli i który ze wszystkich siłchciał dopasować się do innych, aby być zaakceptowanym.Wtedy tak myślałam o sobie…Urodziłam się i wychowywałam w małej miejscowościw województwie podkarpackim. Przyszłam na świat jakopierwsze dziecko rodziców, a wkrótce pojawiło się jeszczerodzeństwo, cała piątka.
  14. 14. 27Rozdział 1. Historie prawdziweDzieciństwo miałam radosne, pełne zabaw z  rodzeń-stwem i biegania po łąkach. To był czas beztroski i wolno-ści, przede wszystkim wolności od przekonań dorosłych.To był czas zachwytu nad życiem i ciągłego poznawaniaświata.Jednak gdy moje ciało zaczęło rosnąć coraz bardzieji  bardziej, zaczynałam zdawać sobie sprawę, że znajdujęsię w miejscu, w którym obowiązują pewne prawa, a conajważniejsze — należy je poznać i stosować. Uczyłam siępilnie wszystkiego, czego nauczali rodzice, rodzina, otocze-nie. Byłam grzeczna i posłuszna, kopiowałam bezkrytycz-nie wszystkie wzorce, nie zdając sobie sprawy, jak bardzo towpłynie na moje życie i z czym w przyszłości będę musiałasię zmierzyć.Wraz z pójściem do szkoły beztroska i wolność zamieni-ły się we wstyd, zakłopotanie, odrzucenie i inne negatywneuczucia.
  15. 15. 28Wstań i JedźW szkole po raz pierwszy zaczęłam czuć się gorsza, niemiałam takiego samego ubrania jak inni, tylu kolorowychdługopisów czy takich smacznych kanapek jak koleżanki.Nigdy to wszystko nie było dla mniej jakąś tragedią, jednakpozostawiło to ślad w moim życiu w postaci przekonania:„Jestem gorsza od innych”.Z racji tego, że byłam najstarsza, czekała mnie jeszczejedna lekcja. Jak myślisz, co robi najstarsze dziecko, będą-ce w sytuacji wymagającej rozwiązania, a słyszy od mamy:„Ustąp, jesteś starsza, mądrzejsza, daj spokój”? Ustępujebez przerwy, a u mnie ustępowanie z czasem zaczęło prze-chodzić w usuwanie się w cień.W  rodzinie panował chaos, uczucie braku, niedosytu,ciągle mówiono mi i mojemu rodzeństwu, że nie należymydo grona tych szczęśliwców, którzy będą mieli w życiu ła-two. Na życie i utrzymanie trzeba dużo pracować.I tak było, bo wtedy w to uwierzyłam.W moim życiu w okresie dojrzewania miało miejsce wie-le wydarzeń, które ukształtowały mój obraz świata, jednakjedno prawdopodobnie miało największy wpływ na mojedalsze losy.Mój tato zachorował. Mama chroniła dzieci przed wszel-kimi szczegółami i nigdy tak naprawdę nie dowiedziałamsię, z czym musiał zmagać się mój tato i jaką walkę musiałpodjąć z chorobą.Jedyne co widziałam i mocno odczuwałam, to to, że za-czął nadużywać alkoholu, był agresywny i nie zależało muna tym, aby dalej żyć. Bardzo mnie zabolała jego rezygnacjaz życia i szczęścia swojego oraz całej rodziny.
  16. 16. 29Rozdział 1. Historie prawdziweSytuacja stała się jeszcze gorsza, gdy pewnego dnia od-wiedziłam tatę w szpitalu i zobaczyłam go siedzącego nałóżku z  opuszczoną głową. Był tuż po amputacji lewejnogi. To był dla mnie szok.Naszedł czas smutny w rodzinie, czas cichej rozpaczy,czas bezgłośnego wołania o pomoc, na które nikt nie od-powiadał. Świat przekonań i  nawyków zwyciężył, każdyspuszczał głowę i mówił, że tak miało być. Tato poddał sięcałkowicie, nie mógł zaakceptować swojego życia, cały bólwylewał na najbliższych, upadając coraz niżej. Wtedy poraz pierwszy zobaczyłam człowieka, który się poddał.Nic nie mogłam zrobić. Nie umiałam.Gdy po trzech latach tato zmarł, zrozumiałam, że niemogłam pomóc najbliższej mi osobie w tak trudnych chwi-lach, i że to nie jest niczyja wina — że tak się stało, niemożemy nikomu pomóc, jak ktoś tego nie chce.
  17. 17. 30Wstań i JedźZnowu poczułam bezsilność. Nie opuszczała mnie onabardzo długo. I odtąd życie było dla mnie czymś, co mi siętylko przydarza, nie oczekiwałam od niego więcej.Po śmierci taty nadszedł dla mnie czas, który teraz na-zwałabym: egzystencją, czyli muszę żyć, bo jestem. Trwałoto bardzo długo, ponad 10 lat.Brak dowartościowania, wsparcia i  miłości w  rodzinieoraz śmierć taty bardzo odbiły się na moim życiu. Tak na-prawdę najtrudniejszy okres był dopiero przede mną. A byłto czas dojrzewania.Dla mnie był to okres buntu i krzyku. Braku akceptacjisiebie i niechęci do życia.Każdy z nas pamięta okres wchodzenia w dorosłe życie.Jest to czas, w którym albo znajdujemy wzorzec w swoimśrodowisku i go naśladujemy, albo zaczyna nam się wyda-wać, że wiemy lepiej i postępujemy po swojemu.Ja w swoim środowisku nie znalazłam żadnego wzorca,wiele było antywzorców. Wzrastając w nim, zaczęłam wy-rabiać sobie swój sposób patrzenia na świat.Wydawało mi się, że jestem silna i inteligentna i że w każ-dej sytuacji mogę sobie poradzić. Byłam jednak bardzowrażliwa, ufna i  popadałam w  wiele kłopotów nie tylkoemocjonalnych, ale i tych dotyczących relacji międzyludz-kich.Z czasem zaczęłam się izolować; nie umiałam nawiązaćprzyjaźni i czułam się inna niż wszyscy.Bardzo trudnym okresem był dla mnie czas liceum,kiedy na mojej twarzy pojawił się trądzik. Był on takimgwoździem do trumny dla mojego wrażliwego ducha.
  18. 18. 31Rozdział 1. Historie prawdziweOcenianie przez rodzeństwo, śmiech za plecami bardzomnie raniły, za każdym razem głęboko zapadając w pa-mięć.Był wieczór. Tego dnia, jak często to bywało, pokłóci-łam się z siostrą. Ostra wymiana zdań i wyzwiska, krzyki  gniew wylewały się w  potoku szybko wypowiadanychsłów. „Opryszczona brzydoto, nie mam zamiaru cię słu-chać” — krzyknęła w końcu siostra. Wybiegłam z domu,pobiegłam przed siebie, chciałam uciec, zapomnieć, scho-wać się przed światem, który tak ranił, któremu pozwoli-łam się tak ranić.Każde takie zdarzenie obniżało moją już i tak niską samo-ocenę, aż w końcu sama uwierzyłam, że jestem do niczego,że jestem opryszczoną brzydotą i na nic nie zasługuję.Wiele razy myślałam o tym, jak mogę z tym skończyć,ale nigdy nie przyszło mi do głowy, że nie muszę skreślaćswojego życia.I przekreśliłam je grubą czerwoną kreską.Przestawałam chodzić do szkoły, zaczęłam być wulgar-na, bunt przerodził się w brak szacunku do siebie i swojegociała.Kolejny etap mojego życia to wylewająca się nienawiśći zazdrość. Nienawidziłam siebie, rodziny, winiłam wszyst-kich za to, w jakim stanie się znajduję, a najbardziej winiłamBoga. Jak on mógł do tego dopuścić?Teraz już nie szukałam pocieszenia. Schowałam się zamaską wiecznego narzekania i braku chęci do życia. Pew-nego dnia wykrzyczałam mamie prosto w twarz: „Nienawi-dzę cię za to, że mnie urodziłaś! Nienawidzę!”.
  19. 19. 32Wstań i JedźCichy płacz eksplodował w postaci żalu i złości. Draż-niła mnie sama myśl o tym, że ludzie naokoło mogą byćszczęśliwi. Nie wierzyłam, że tak może być. Każdy po-ranek to koszmar, gdy budzisz się rano, a pierwsza myśl,która pojawia się w twojej głowie, przyprawia cię o łka-nie w poduszkę, notabene jeszcze mokrą po wieczornychłzach.Jestem gorsza, jestem brzydka, do niczego się nie nadaję,nic nie mam, jestem zerem, nikt mnie nie zechce — otocały zbiór przekonań, którymi przesiąkła każda moja ko-mórka.To było wszystko, z czymwyjechałam na studia…Ludzie zawsze pytają: jaksobie radzisz? gdzie miesz-kasz? ile zarabiasz? gdzie stu-diujesz? Nikt nigdy nie pyta,jak się zmagasz z  bagażem,który wyniosłaś z domu.Bardzo długo w ogóle so-bie nie radziłam, byłam zagu-biona, nie umiałam stworzyćżadnego dłuższego związku z żadnym mężczyzną. Byłamsama…Aż pewnego dnia przychodzi taki moment, w  którymmówimy: „Dość”, „Nie chcę tak żyć”. Na początku jest onnieuchwytny, gubi się w natłoku codziennych myśli. Jednakto zaczyna się powtarzać i powtarzać, a w głowie zaczynająpojawiać się pytania.
  20. 20. 33Rozdział 1. Historie prawdziweW mojej nieustannie dudniło na początku jedno: „Czyto możliwe, że przychodzimy na ten świat tylko po to,aby cierpieć?”. A z czasem przyszła też odpowiedź: „Nie,nie przychodzimy na ten świat tylko aby cierpieć, mamywybór”.Tylko jaki wybór? Jak zmienić coś, co wydaje się niemoż-liwe do zmiany? Czy jest inna droga? Jak ją znaleźć? Comam zrobić? Ja naprawdę mam wybór? Pytanie za pyta-niem i nagle świat, w którym żyjemy, zwalnia, a my razemz nim. Te krótkie momenty to przebłyski tego, kim napraw-dę jesteśmy…A teraz czas odnaleźć drogę…ZderzenieJak uważasz? Podobne przyciąga podobne? Czy to przeci-wieństwa się przyciągają? Bardzo często słyszymy, że osobypodobne charakterem, wyglądem, statusem społecznym,przyciągają się.Innym razem jest wręcz odwrotnie i ktoś mówi, że towłaśnie osoby o przeciwnych charakterach przyciągają się,ponieważ uzupełniają się nawzajem. A być może obydwiewersje są prawdziwe, ale pod jednym warunkiem: że na po-ziomie energetycznym osoby te wibrują z tą samą często-tliwością?Czyli jakkolwiek by nie było w świecie zewnętrznym,odbieranym przez zmysły, to świat wewnętrzny zawszedecyduje o wzajemnych zderzeniach. A więc mogą tobyć podobne wartości, aspiracje, marzenia, poszuki-
  21. 21. 34Wstań i Jedźwanie głębszego sensu w  życiu, pragnienie zmian —wszystko to, co jest pod powierzchnią, przyciąga ludzido siebie.Gosia i Łukasz na poziomie fizycznym i pod względemcech charakteru różnią się bardzo. Połączyło ich coś znacz-nie potężniejszego, coś, co wypływa prosto z serca — ichsiła wiary w lepsze teraz.To był kolejny dzień w kalendarzu Gosi. W tym czasiewięcej było w nich smutku i lęku o przyszłość niż pozyty-wów i entuzjazmu, pomimo że wstąpiła już na swoją drogęrozwoju i podjęła kilka intuicyjnych kroków.Ostatnie 5 lat spędziła w Rzeszowie na studiach, którebyły dla niej bardziej jak etap w życiu niż konkretne zmie-
  22. 22. 35Rozdział 1. Historie prawdziwerzanie do celu. Wtedy nie miała żadnego, była jak chorą-giewka na wietrze, leciała tam, gdzie zawiał.Po skończeniu licencjatu odczuła potrzebę zmian. Za-siedziała się w jednym miejscu i pragnęła nowości. Nadaldziałała bez planu na życie, jednak czuła, że zmiany są jejpotrzebne. W Krakowie zapisała się na AGH i studiowa-ła tam miesiąc, po czym stwierdziła, że koniec z uczel-niami.Szybko przyszło, szybko poszło — ale co teraz?Pewnego marcowego dnia 2011 r. po raz pierwszy za-częła się zastanawiać nad swoim życiem, jaki kierunekono obiera i gdzie ją to poprowadzi. Zamiast konstruk-tywnymi odpowiedziami, jej głowa wypełniona byłaraczej destruktywnymi w stylu: nie chcę być sama, niechcę pracować w  laboratorium chemicznym, nie chcężyć bez celu. O  tak, wtedy bardzo dobrze wiedziała,czego nie chce, bo nie chciała dokładnie takiego życia,jakie wiodła.Myśl o  porzuceniu studiów nie przyszła nagle, to byłproces, który ewoluował w głowie Gosi.Kiedy jeszcze w marcu wracała z uczelni do domu, spa-cerując pod Wawelem wzdłuż Wisły, odpowiedź na jejpytanie przyszła wraz z  wpatrywaniem się w  spokojną,niczym niezmąconą taflę wody. Gosia poczuła się wtedytak jakby była częścią tego, co widzi. Była częścią wszech-świata. Spokój, który wtedy poczuła, przyniósł jasną od-powiedź: „Uwierz w przyszłość i drogę czekającą przedtobą”.Nie wiedząc, co dalej — zostawiła wszystko.
  23. 23. 36Wstań i JedźJedyną rzeczą, którą się wtedy interesowała, był rozwójosobisty. O tym mogła czytać i rozmawiać, to robiła z wiel-ką przyjemnością, tego się złapała i trzymała kurczowo. Tobył dla niej jedyny punkt zaczepienia, będący łącznikiemświata, który już się kończył, z tym nowym, dla niej jeszczenieuchwytnym, gdzie jest się spełnionym i żyje się pełniążycia.Wsiąkła w to, odkrywając przy tym siebie, swoje prze-konania i  nawyki. Zaczęła prowadzić blog, początkowobardzo niechętnie, gdyż nie czuła wartości w samej sobie.Dlaczego? — nie wiedziała.Blog był skromny, o przekonaniach i ich wpływie na ży-cie. Nikt oprócz niej i kilku znajomych go nie czytał, pisaładla siebie. Nie do końca była z tego zadowolona, ale też niewiedziała, co robić dalej.Pojawił się kryzys. „Rzuciłam studia dla pisania marnegobloga?” — myślała jednego dnia. „Mam czas na prawdziwestudiowanie siebie i swojego życia” — pocieszała się inne-go. Toczyła się w niej wewnętrzna walka.Tym, co dodawało jej największej otuchy, była w owymczasie fizyka kwantowa, która jasno obrazowała, że wszyst-ko jest energią, nasze ciała, myśli, przedmioty, a tam, gdziewędruje nasza uwaga, tam skierowana jest energia. Przycią-ga to do nas więcej i więcej tego, czego pragniemy.Kiedy jesteśmy na przejściowym etapie życia, czyligdy stary świat już runął, a nowy się jeszcze nie wyło-nił, to poprzez skupienie myśli na tym, czego naprawdęchcemy, prędzej czy później nasze pragnienia zmateria-lizują się.
  24. 24. 37Rozdział 1. Historie prawdziweWierzyła w  to z  całych sił i  dlatego, mimo zerowychefektów i  perspektyw na przyszłość, pisała blog, czytałaksiążki, poznawała nowych ludzi. To był czas, kiedy jednąnogą była w świecie z książek, plastycznym i kolorowym,gdzie marzenia się realizują, a drugą twardo tkwiła w rze-czywistości, która nadal nie pokazywała niczego dobrego.A jakie były cele Gosi w tamtym okresie? Znaleźć celi odkryć, kim jest.Zaczęły pojawiać się pierwsze problemy. Język HTMLnie był jej mocną stroną, postanowiła poszukać pomocy.Wiedziała, że nie może się poddać, że taka drobnostka jejnie zatrzyma, więc napisała wiadomość na forum, z krótkąinformacją o tym, jakie wyzwanie przed nią stoi i z prośbąo pomoc. Długo nie czekała na odpowiedź. „Hey, znam sięna tym, chętnie pomogę”.Była zdumiona, jak łatwo i sprawnie poszło. Podzięko-wała i zakończyli rozmowę. To był Łukasz. Zaczęli ze sobąpisać i rozmawiać częściej i częściej.Następnie przyszedł czas na przyjaźń, długie wieczor-ne rozmowy, kojące słowa, uśmiechy. Poznali się podkoniec marca, by w  maju być już nierozłącznymi. Byłon pierwszą osobą, z którą mogła podzielić się swoimirozterkami, intuicyjnymi odczuciami, całym procesemzmian, który w niej wtedy zachodził. Łukasz ją rozumiałi wspierał.Jednak to ona musiała sama odnaleźć sens swojegożycia.Wszystkie niewiadome, które ją otaczały, odbijały sięna niej echem przechodzącym w  stres. Jej serce przyj-
  25. 25. 38Wstań i Jedźmowało do wiadomości to,że proces, który najintensyw-niej w niej zachodzi, jest terazniewidoczny, znajduje się podpowierzchnią i  jest potężny.Umysł nie chciał zaakcepto-wać jej entuzjazmu i  ciąglepodsyłał myśli: „Z  czego tysię tak cieszysz? Przecież jesz-cze niczego nie masz, niczymsię nie zajmujesz, tylko tenrozwój i rozwój, co ci z tego?Zajmij się czymś pożytecznym”.Ale umysł właśnie taki jest — nie widzi tego, co jest podpowierzchnią, co tam się tworzy, a domaga się natychmia-stowych efektów w świecie odbieranym przez zmysły.A teraz stop.Stop.Zderzenie, co z  tym zderzeniem? Gdzie fajerwerki?Szampan? Oklaski? Gdzie szczęśliwe zakończenie?Nastąpiło przecież piękne spotkanie dwójki młodychludzi pełnych entuzjazmu i chęci do życia. Wspierają sięi motywują ludzi do działania. I jak to? Poznali się tak nor-malnie, nic spektakularnego się nie działo, po prostu pisalii już?To, czego nauczyło Gosię zderzenie z Łukaszem, to to,że w każdej chwili życia ukryta jest magia. W zwyczajnościukryta jest moc, z lęku i niepewności rodzą się pewnośći  odwaga, nieustanne działanie przynosi rezultaty, z  co-
  26. 26. Rozdział 1. Historie prawdziwedziennych małych kroków tworzone są nawyki i przekona-nia, a z bezsensu istnienia wyłania się cel.Tylko ci, którzy wierzą, zobaczą to, o czym marzą.Tylko ci, którzy marzą, zderzą się w końcu z rzeczywisto-ścią, której tak pragną. W marzeniach ukryta jest śmiałość,mogąca odkryć piękno codziennych „zderzeń”.Przygotuj się na to, aby nie przegapić swojego zderzenia,które już na zawsze odmieni twoje życie. Nie za pomocączarodziejskiej różdżki, lecz za pomocą wiary i wytrwałychdziałań.
  27. 27. If you can dream ityou can make it so.
  28. 28. Kamila Rowińska przez ponad 13 lat zarządzała ze-społem 3500 osób, współpracując z  koncernem kosme-tycznym, gdzie osiągnęła spektakularne sukcesy. Dziś towłaścicielka firmy doradczo-szkoleniowej Rowińska Busi-ness Coaching. Coach, trener, motywator. Specjalizuje sięw business oraz executive coachingu. Autorka programówszkoleniowych skierowanych do firm usługowych i  han-dlowych.Wspiera managerów w opracowaniu strategii ich działa-nia oraz tworzeniu własnych standardów działania i pro-gramów szkoleniowych. Absolwentka Politechniki Śląskiejoraz Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej, kierunków:zarządzanie przedsiębiorstwem i coaching.Współzałożycielka studiów podyplomowych MarketingBezpośredni i Mikroprzedsiębiorczość przy Wyższej Szko-le Bankowej we Wrocławiu. Członkini International CoachFederation, Lady Business Club. Ambasadorka AkademiiPrzyszłości.Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Najchętniej spędzaczas ze swoją rodziną, która stanowidla niej największą motywację i inspi-rację do działania.Jej najnowsza książka to Buduj swo-je życie odpowiedzialnie i zuchwale.„Dzięki jej publikacji dowiesz się,jak wygląda świat z perspektywy nie-ba. Odpowiesz sobie na pytanie, dla-czego warto latać, dokąd zmierzaszi jak tam się znaleźć. W tym celu Ka-Złote Myśli polecają świetne książki
  29. 29. mila przygotowała dla Ciebie praktyczne ćwiczenia. Uwa-żaj — jeżeli interesuje Cię świat tylko z Twojej perspektywy,jeżeli dobrze Ci na ziemi, po której stąpasz, choćby było tobagno, ta książka nie jest dla Ciebie. Jeżeli natomiast jesteśgotów przyznać przed samym sobą, że Twoje życie mogłowyglądać lepiej, jeżeli chcesz uwolnić się od swoich ogra-niczeń i więcej nigdy już nie grzęznąć, czas byś wziął siędo lektury. Przekonasz się, że wszystko, co tu napisano, toprawda, gdy sam wzbijesz się w powietrze”.Seminarium pod tym samym tytułem spotkało się z wiel-kim zainteresowaniem i wzbudziło olbrzymi entuzjazm:„Gdy wstawałam w sobotę, 11 maja, przeczuwałam, że tobędzie wyjątkowy dzień. Jak zwykle intuicja mnie nie za-wiodła. Było wyśmienicie! Kamila jest profesjonalistką, towidać i słychać. Żadna sekunda nie była zmarnowana.Szkolenie było ciekawe, z poczuciem humoru, a przedewszystkim odkrywcze dla słuchaczy. To trzeba po prostuprzeżyć!”Magdalena JuraKsiążkę zamówisz na stronie Złotych Myśli:http://buduj-swoje-zycie-odpowiedzialnie-i-zuchwale.zlotemysli.plZłote Myśli polecają świetne książki
  30. 30. Randy Gage — milioner, ekspert w dziedzinie rozwojuosobistego, autor kilku poczytnych tytułów, mówca, orga-nizator szkoleń i kursów wspierających przedsiębiorczość.W środowisku ludzi sukcesu nazywany często MilioneremMesjaszem.Przeszedł niezwykle burzliwą drogę do miejsca, w którymobecnie się znajduje. Wychowany bez ojca, w skromnych wa-runkach, przerwał naukę szkolną w wieku kilkunastu lat, tra-fił za kratki za kradzież i rozboje. Przez wiele lat zmagał sięz uzależnieniem od narkotyków, doświadczał wielu dysfunk-cyjnych związków, które kończyły się roz-staniem. Próbował bezskutecznie dojśćdo fortuny, otwierając i tracąc kolejne biz-nesy, które pogrążały go w długach i po-czuciu życiowej przegranej. Będąc ofiarąnapadu i kradzieży, otarł się o śmierć naskutek postrzelenia w brzuch.Tragiczne losy doprowadziły do tego,że wszedł na trwającą do dziś ścież-kę intensywnego rozwoju osobistego.Krok po kroku uczył się wykorzeniać zeswego umysłu ograniczające wzorce przekonań, zastępującje nowymi, na których zbudował swój sukces. Od ponaddwudziestu lat pokazuje innym, jak dokonać tego samegoi uczynić swe życie spełnionym.Nowa, najświeższa lektura Ryzykownie znaczy dziś bez-piecznie jest tytułem otwierającym polską edycję serii książektego charyzmatycznego i skutecznego nauczyciela życia.Książkę zamówisz na stronie Złotych Myśli:http://ryzykownie-znaczy-dzis-bezpiecznie.zlotemysli.plZłote Myśli polecają świetne książki
  31. 31. Dlaczego warto mieć pełną wersję?Wszystko zaczyna się od marzeń… "Wstań ijedź" to historia Małgosi i Łukasza – młodych iniesamowitych ludzi, którzy po wielu trudnychdoświadczeniach życiowych uwierzyli w to, żejakość życia każdego z nas zależy w dużowiększym stopniu od naszego nastawienia niżod sytuacji zewnętrznej. Odważnie i zdeterminacją pokazują tę prawdę codziennąpostawą, wyborami i rezultatami, jakie z tegowynikają. Łukasz od dzieciństwa choruje nadystrofię mięśniową. Wiele było osób, którepróbowały pokazać mu, że jego życie możnabyłoby spisać na straty, ale Łukasz nigdy sięnie poddawał. Uparty marzyciel wierzył, żemimo swojej choroby może być szczęśliwymczłowiekiem, że wszyscy możemy dużowięcej, niż nam się zdaje. Spotkanie z Gosią i droga, jaką razem przeszli do tejpory to ogromna inspiracja dla obojga i dowód na to, że niemożliwe jestosiągalne. Dzisiaj Łukasz i Gosia pragną zarażać swoim entuzjazmem i wiarąwszystkich tych, którzy wątpią w siebie, którzy nie dowierzają, że mogą cośosiągnąć, którym brakuje odwagi, by zmieniać swoje życie na lepsze. Wstań ijedź. Niemożliwe jest osiągalne to książka, która pomaga odkryć drzemiący wkażdym z nas potencjał i uwierzyć, że nasze życie może być wspaniałąprzygodą. … jednak większość zależy od Twoich wyborów! Wstań i jedźPełną wersję książki zamówisz na stronie wydawnictwa Złote Myślihttp://wstan-i-jedz.zlotemysli.plDodaj do koszykaPowered by TCPDF (www.tcpdf.org)

×