Successfully reported this slideshow.
We use your LinkedIn profile and activity data to personalize ads and to show you more relevant ads. You can change your ad preferences anytime.
Andrzej RadomskiUMCS, Lublinradomskia@onet.eu                    Kulturoznawstwo jako postnauka     Od dłuższego czasu wci...
charakterystyczna dla Zachodu), która może być czasami użyteczna (np.   technologicznie), a czasami szkodliwa.         Jed...
kwestii chciałbym poświęcić swoją, krótką z konieczności, „wypowiedź”.                                  I     Tradycyjnym ...
Jednakże dosyć szybko zdano sobie sprawę nie istnieje jedna    ogólnoludzka kultura (jak sądzili jeszcze dziewiętnastowiec...
postępującym wymieraniem homogenicznych, najczęściej pozaeuropejskichplemion, 2) migracją ludności z byłych kolonii do pos...
W dzisiejszym ponowoczesnym i zglobalizowanym świecie kwestia    użyteczności pojęcia kultury stała się więc problemem. Ja...
nie są więc jednorodnymi całościami, lecz wielością nieprzystających i    wykluczających się niekiedy praktyk; między nimi...
chociażby charakterystyki Inteligentnej Rzeczywistości. Byłoby to zadanieniewykonalne. Dla potrzeb niniejszego tekstu skup...
temu, kiedy zaczynaliśmy się przyzwyczajać do idei Internetu, ludzie opisywali akt   włączenia się do sieci jako wyprawę w...
Manuel Castells uważa, że jest to kultura: kreatywności technologicznej,   opartej na wolności, współpracy, zasadzie wzaje...
nieograniczony projekt w stosunku do świata: niech wszystko stanie się rzeczywiste,   niech wszystko stanie się widzialne ...
zwykle tak się dzieje). Co więcej, każdy/a może przybierać nieskończeniewiele tożsamości (np. Awatary w Second Life).     ...
dokładność; zajmuje się badaniem sytuacji stabilnych, które, uważają, są   czystą fikcją: teoretycznymi konstrukcjami mają...
autor. Pogranicze takie, jakim karmi nas literatura, nie istnieje. Jest co   najwyżej, uważa, kreacją miejscowych organiza...
odbiorcą jakiejś „papki” medialnej – tylko aktywnie uczestniczy w jej   kreowaniu. Owo aktywne uczestnictwo jest realizowa...
na podstawie tej wiedzy można by było coś przewidywać? albo miećpoczucie, że coś się rozumie?                             ...
klonowania)19,         3),     korzystając         z     nieprzebranych           zasobów        sieci   (zdygitalizowanyc...
nade wszystko takie nowe kanały komunikowania się, jak; czaty, aukcje i hit   ostatnich lat: blogi.            Tak więc w ...
ulegnie marginalizacji.
Upcoming SlideShare
Loading in …5
×

32307126 kulturoznawstwo-jako-postnauka

1,015 views

Published on

Published in: Education, Technology
  • Be the first to comment

  • Be the first to like this

32307126 kulturoznawstwo-jako-postnauka

  1. 1. Andrzej RadomskiUMCS, Lublinradomskia@onet.eu Kulturoznawstwo jako postnauka Od dłuższego czasu wciąż nie ustają dyskusje i spory nad kształtem nauko kulturze. W Polsce zostały one jeszcze spotęgowane pojawieniem się nowejdyscypliny wiedzy i akademickiego nauczania, a mianowiciekulturoznawstwa. W tradycyjnym myśleniu o nauce zakładano, że każda dyscyplina musimieć swój odrębny przedmiot badania, specyficzne metody badawcze,aparaturę pojęciową (teoria) i określone wartości, którymi winni się kierowaćreprezentujący ją badacze. Wszystkie te podstawowe elementy miałyzapewniać także tożsamość danej dyscypliny wiedzy. Współczesnymi czasy na to wszystko padł spory cień wątpliwości.Począwszy od prac Kuhna, a skończywszy na postmodernistach głosi siępoglądy, że nauka nie jest żadnym wyróżnionym rodzajem wiedzy ludzkiej.Jest wytworem kulturowym i można ją traktować bardziej jako określonespojrzenie, paradygmat, dyskurs czy narrację (żeby poprzestać na tychnajczęściej przytaczanych określeniach) nie dające możliwości (nawet gdystosujemy ową naukową metodologię) dotarcia do jakiejś realnie istniejącejrzeczywistości. Naukę zatem i jej twierdzenia można postawić w jednymszeregu z poglądami religijnymi, filozoficznymi czy, dajmy na to, sztuką (anie ponad nimi). To odbiorca winien zadecydować, które z owych poglądówbędą mu bardziej bliskie ze względu na określone kryteria – np. etyczne,estetyczne czy, powiedzmy, pragmatyczne. Tak twierdzą rzecznicyponowoczesności: nauka tak, ale nie jako rezultat „boskiego” punktuwidzenia tylko jeszcze jedna perspektywa (niektórzy dodają:
  2. 2. charakterystyczna dla Zachodu), która może być czasami użyteczna (np. technologicznie), a czasami szkodliwa. Jednakże obok ponowoczesności (czy w jej ramach, jak chcą niektórzy) rodzi się nowy świat, który coraz częściej zaczyna być postrzegany jako nowa epoka. Najczęściej określa się go/ją informacjonalizmem. Niektórzy jego piewcy nie za bardzo widzą miejsce dla tradycyjnej nauki w jego ramach, gdyż (i tu zacytujmy słowa jednych z nich):” świat akademicki wydaje się rozpadającym się światem z innej epoki [...] dla netokracji (nowa warstwa rządząca w informacjonalizmie – przyp. A. R.) prędkość i całościowe spojrzenie są wymogami podstawowymi, a tradycyjna nauka wysuwa na plan pierwszy wnikliwość i dokładność; właśnie dlatego zajmuje się badaniem sytuacji stabilnych, które są czystą fikcją: teoretycznymi konstrukcjami mającymi niewielki bądź żaden związek z rzeczywistością, które zdominowały nauki społeczne w XX wieku [...] Ich obsesyjnie neurotyczne przywiązanie do skrupulatności, bibliografii czy przypisów powoduje, że nie są oni w stanie wykazać się prędkością i umiejętnością całościowego spojrzenia, które przemawiałoby do netokracji. Netokracja potrzebuje i poszukuje czegoś zupełnie innego niż to, co proponują uniwersytety: zdolności do przyswajania i absorbowania dużych ilości informacji, połączonej z intuicyjnym rozumieniem tego, co w konkretnej sytuacji jest istotne, szybkich skojarzeń i irracjonalnej swawolności, a nie skrupulatnej analizy źródeł”1. Wobec tego typu swoistych „czarnych chmur” gromadzących się nad naukami społecznymi (w tym i kulturoznawstwem) należy zastanowić się co można ewentualnie zrobić aby były one bardziej dostosowane do realiów współczesnego świata/ów – zwłaszcza ponowoczesności i informacjonalizmu. Nauki o kulturze (to już nie ulega wątpliwości) muszą zmienić swoje oblicze. Ideę owych zmian można zawrzeć w pojęciu czy postulacie postnauki i tej1 Alekander Bard, Jan Soderqvist: Netokracja, Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne, Warszawa, 2006, s.234
  3. 3. kwestii chciałbym poświęcić swoją, krótką z konieczności, „wypowiedź”. I Tradycyjnym przedmiotem penetracji intelektualnej nauk o kulturze ioczywiście samego kulturoznawstwa była (co mogło wydawać się czymśoczywistym) kultura. Kulturoznawstwo próbowało/uje badać poszczególneaspekty tak czy inaczej rozumianej kultury. Tymczasem, jak nas przekonująrzecznicy ponowoczesności nauka nie jest w stanie badać jakiegoś świataistniejącego realnie, obiektywnie czy niezależnie od podmiotu poznającego(żeby poprzestać na tych najczęściej spotykanych określeniach). Co więcej,tego typu określenia stają się już nie za bardzo zrozumiałe. Nauka,argumentuje się dalej, może badać takie dziedziny przedmiotowe, które samawykreuje. Pojęcie badania czegoś co może istnieć naprzeciw nas (a więc np.kultury) też staje się nie za bardzo zrozumiałe. Idźmy dalej. Postulat badaniawytworów samej nauki oraz mechanizmów kreowania świata (przez naukę –powiedzmy: wiedzy kulturowej) dziedziczy te same trudności, jak badaniejakiejś obiektywnej rzeczywistości – w tym wypadku: kultury. Zatem,nastawienie się kulturoznawstwa na cele głównie poznawcze staje się/możesię stać źródłem wielu (jak by powiedział Rorty) nieopłacalnych kłopotów.Co więcej, sama kategoria kultury staje się nie za bardzo użyteczna –zwłaszcza przy pisaniu o współczesności. Od samego początku istnienia kulturoznawstwa deklarowanym jegoprzedmiotem badań była, jak już wspomniano, kultura, jej poszczególne sferyi aspekty funkcjonowania. Zakładano bowiem, że istnieje pewien określonybyt (pewna realność), którą można nazwać kulturą. Szczególną wagęprzywiązywano do badania kultury jako całości – sądząc, że może istniećjedna ludzka kultura. Kultura była również pojmowana jako pewna zasadaregulująca życiem społeczeństwa we wszystkich jego dziedzinach
  4. 4. Jednakże dosyć szybko zdano sobie sprawę nie istnieje jedna ogólnoludzka kultura (jak sądzili jeszcze dziewiętnastowieczni ewolucjoniści) – tylko każde społeczeństwo ma swoistą dla siebie kulturę, którą należy poznawać i badać oddzielnie. Kultury owe były pojmowane jako określone, oddzielne całości (w ich ramach można było co najwyżej mówić o tzw. subkulturach). W krajach zachodnich uwagę badaczy przykuwały z kolei kultury ludowe, chłopskie, a później i robotnicze. Jednakże nadal przeważało traktowanie ich (tych kultur) jako pewnego zbioru ukonstytuowanego przez jakąś ogólną ideę, zasadę, strukturę, system, konfigurację, epistemę czy zespół kodów. Oczywiście, kulturą można było nazywać owe idee, konfiguracje bądź, powiedzmy, kody, które określały całe otoczenie człowieka i tworzyły jego samego (np. jego naturę, osobowość itp.). Nawet dzisiaj wielu badaczy reprezentujących nauki o kulturze utrzymuje, że:” jeśli nawet kultura nigdy nie była tak całościowa, zwarta i statyczna, jak portretowali ją w przeszłości antropolodzy, nawet jeśli dzisiaj jest coraz to mniej rozpoznawalnych i odrębnych kultur, nie zmienia to fundamentalnego założenia, iż ludzie zawsze poszukują sensu własnego życia, zawsze egzystują w społeczeństwie, choć bardziej fragmentarycznie i ulotnie w porównaniu ze wspólnotami tradycyjnymi; komunikują się z innymi nie tylko na mocy indywidualnej decyzji, ale według ustalonych reguł. Jeśli się regułom sprzeciwiają, to jest to przecież dowód, że one funkcjonują [...] Nie jest tak, że kultura jest przedmiotem nieustannego negocjowania, jej reguły mają moc obowiązującą i są (przynajmniej) respektowane”2. W drugiej połowie ubiegłego stulecia badacze z coraz większą dozą krytycyzmu zaczęli podchodzić do traktowania kultury/ur jako pewnej/ych całości – w rozumieniu odrębnych społeczności albo kultury pojmowanej jako zasady/d regulującej/cych życie danych grup ludzkich. Było to związane, jak się najczęściej przedstawia w literaturze przedmiotu z: 1)2 W. Burszta, Różnorodność i tożsamość, Poznań, 2004, s. 35
  5. 5. postępującym wymieraniem homogenicznych, najczęściej pozaeuropejskichplemion, 2) migracją ludności z byłych kolonii do poszczególnych państwZachodu, co doprowadziło do powstania społeczności wielokulturowych wwiększości krajów Europy i Ameryki, a następnie ich wymieszania się, 3)zanikaniem tradycyjnych podziałów klasowych w krajach UniiEuropejskiej, nie mówiąc już o USA czy Kanadzie – co spowodowało, żenie sposób już mówić dziś o kulturze robotniczej czy chłopskiej, 4)zanikiem wielkich ideologii i światopoglądów i w konsekwencjiupowszechnianiu się indywidualizmu i autokreacji w świecie współczesnym– co w efekcie powoduje, że trudno jest dziś ustalić jakiś zbiór reguł czywartości, które by pełniły funkcje regulatywne wobec szerokich masludności, 5) tendencje we współczesnej filozofii rozprawiającej się zewszelkiego typu uniwersaliami, jak np. język, natura czy kultura właśnie (codo pewnego stopnia jest także konsekwencją wyżej wyszczególnionychprzeobrażeń), 6) utożsamianiem kultury, jak i każdej innej ogólnej,zwłaszcza, kategorii z tendencją do przemocy wobec bytu czy ludzi. Kulturabowiem ujednolica, dzieli na centrum i peryferie, wartościuje niekiedy(znikają tedy pewne jednostki, grupy bądź problemy – spychane przez daneteorie kultury na peryferie rozważań), 7) kultura (jako wytwór zachodni)była też postrzegana jako forma intelektualnej czy szerzej: symbolicznejprzemocy europejczyków w stosunku do plemion i społeczeństwpozaeuropejskich. W ponowoczesności (a tak najczęściej określa się stan współczesnychzachodnich społeczeństw i nie tylko zresztą) kultura ma tracić waloryregulatywne. Co więcej następuje dekonstrukcja samej tej kategorii i co zatym idzie jej uhistorycznienie. Pojęcie kultury było bowiem używane takżena oznaczenie pewnych dyspozycji danych wszystkim ludziom –pozwalających im odróżniać się od innych organizmów i budowaćszczególny świat – różny, powiedzmy, od zwierzęcego.
  6. 6. W dzisiejszym ponowoczesnym i zglobalizowanym świecie kwestia użyteczności pojęcia kultury stała się więc problemem. Jak pisze Gordon Mathwes antropolodzy tradycyjnie definiowali kulturę jako sposób życia pewnego ludu (w tym sensie mówi się o kulturze amerykańskiej, chińskiej czy polskiej). Czy jednak te etykietki mają jeszcze jakieś znaczenie we współczesnym świecie globalnych prądów i interakcji (pyta ?). Odpowiedź amerykańskiego badacza jest jeszcze pozytywna. Pisze on:” staram się wykazać, że termin ten zachowuje znaczenie, jeżeli tylko potrafimy połączyć tradycyjną ideę kultury jako sposobu życia pewnego ludu z bardziej współczesną koncepcją kultury jako informacji i tożsamości dostępnych w globalnym supermarkecie kultury. Ujmując rzecz w dużym uproszczeniu, chodziłoby o kulturę kształtowaną przez państwo w opozycji do kultury kształtowanej przez rynek”3. Mathwes zauważa dalej, że we współczesnym świecie przepływu, kapitału, ludzi i idei trudno wyobrazić sobie kulturę, jako coś co łączy ludzi w jakimś konkretnym miejscu na Ziemi. Kultura, uważa, zaczyna być traktowana jak swoisty rodzaj mody, gdzie każdy z nas może wybrać sobie tożsamość kulturową, jak wybiera sobie ubranie. W ten sposób proponuje:” kulturę moglibyśmy zdefiniować jako informacje i tożsamości dostępne w globalnym supermarkecie kultury”4. Jednakże zauważa dalej obie koncepcje kultury są użyteczne – gdyż (z jednej strony) w dalszym ciągu istnieje wiele społeczeństw, które łączy określony sposób życia, a z drugiej strony określony procent ludności partycypuje już w owym supermarkecie5. W radykalnych koncepcjach ponowoczesności upowszechnia się nominalistyczne rozumienie rzeczywistości. W związku z tym akcentuje się fakt, że: 1) świat jest wytwarzany w codziennych działaniach jednostek, 2) zmiany kulturowe mają charakter chaotyczny, bezkierunkowy, 3) kultury3 G. Mathwes, Supermarket kultury,(tłum. E. Klekot), Warszawa, 2005, s. 134 Ibidem, s. 175 Ibidem, s. 18-20
  7. 7. nie są więc jednorodnymi całościami, lecz wielością nieprzystających i wykluczających się niekiedy praktyk; między nimi toczy się ciągła walka i rywalizacja6. Zatem w ponowoczesnych światach pojęcie kultury w tradycyjnym rozumieniu (jako całości albo jako zasady regulującej) staje się pomału bezużyteczne. II Na naszych oczach wyrasta nowa rzeczywistość. W literaturze przedmiotu pojawiło się wiele określeń, typu: era postindustrialna, postkapitalistyczna, trzecia fala, Rzeczywistość Integralna, społeczeństwo sieciowe, informacyjne czy informacjonalizm, które próbują jakoś oswoić czytelnikom nadchodzące zewsząd oznaki wchodzenia w jakiś nieokreślony jeszcze świat – pozbawiony jeszcze wyraźnych kontur i drogowskazów (które, zresztą, być może nigdy się nie wykrystalizują). Ja wolę, na określenie tego rodzącego się świata używać nazwy: Inteligentna Rzeczywistość. Chcę w ten sposób podkreślić, że jest on/ona przesycony/a najróżniejszymi urządzeniami samodzielnie sterującymi różnymi aspektami życia w prawie wszystkich praktykach społecznych. Można zaryzykować stwierdzenie, że owa nowa rzeczywistość wchłonęła już tzw. świat realny oraz zmieniła samego człowieka. Wspomniane urządzenia są naszpikowane różnego typu procesorami – dzięki temu mogą odbierać, przetwarzać informacje i z ich pomocą kierować innymi maszynami, instytucjami, a nawet i ludźmi (w związku z tym ostatnim ukuto pojęcie cyborga będącego skrzyżowaniem człowieka z maszyną). W dalszym ciągu, nie zamierzam jednak dokonywać pobieżnej6 M. Lubaś, Rozum i etnografia, Kraków, 2003, s. 234
  8. 8. chociażby charakterystyki Inteligentnej Rzeczywistości. Byłoby to zadanieniewykonalne. Dla potrzeb niniejszego tekstu skupię się na Internecie –pewnych jego aspektach (najważniejszym, jak się wydaje, składnikuInteligentnej Rzeczywistości) oraz na wyzwaniach jakie on niesie ispołeczność internetowa dla kulturoznawstwa. Można by zacząć od spostrzeżenia, że Internet zmienia praktyczniewszystko. O tym, że nie są to przesadzone opinie może świadczyćchociażby fakt, że wielu analityków zaczyna już mówić o nastaniu nowejpokapitalistycznej ery: informacjonalizmu (Castells, Bard wraz zSoderqvistem). Szczególnie wiele, i to w kontekście praktyki naukowej, zmieniaInternet II generacji – zwany najczęściej: Web 2.0 Jego szczególna cechapolega na interaktywności – co umożliwia min. tworzenie społecznościsieciowych. Do niedawna jeszcze istniał podział na tzw. rzeczywistość realną iwirtualną. Świat wirtualny można było odwiedzić i wrócić do tego„rzeczywistego” Jednakże ten wirtualny coraz częściej wkracza i zawłaszczaten realny. Tak więc mieszkaniem większości ziemian stanie się wkrótcenowa „jednolita” rzeczywistość, którą można, jak zaproponowałem, nazwać:inteligentną. Wydaje się, że jest to rzeczywistość „przezroczysta” (choćspotyka się głosy mówiące coś przeciwnego). W tej nowej rzeczywistości mamy do czynienia ze społecznościami sieciowymi.Tego typu społeczność umożliwia, jak wspomniałem, Internet drugiej generacji (np.serwis Myspace, You Tube, Flickr, Del.icio.us czy Second Life – przyp. A.R.) ) – zwanyteż żywą siecią oraz cyfrowa, interaktywna telewizja. Sieć żyje dzięki nam. Za sprawąszerokopasmowych łącz jesteśmy w niej na stałe [...] Wyraźnie widać, że z punktuwidzenia strukturalnego sieć jest odpowiednikiem zbiorowej mądrości [...] Wkrótceużytkownicy serwisu będą mogli błyskawicznie zobaczyć nie tylko światowewydarzenia, ale i osobę, która ulicę dalej poleruje rower [...] dlatego Butterfield (twórcaFlickra – przyp. A.R.) nazywa swój serwis oczami świata [...] Niespełna dziesięć lat
  9. 9. temu, kiedy zaczynaliśmy się przyzwyczajać do idei Internetu, ludzie opisywali akt włączenia się do sieci jako wyprawę w obcy świat zwany cyberprzestrzenią. Teraz dzięki Web 2.0 sieć staje się naszym domem W tego typu społeczeństwie sieciowym tracą na znaczeniu takie pojęcia, jak: ‘Obcy’, ‘Inny’, ‘płeć’, ‘tożsamość’ (np. w Second Life można przybierać różne postaci – tzw. Awatory), czas i przestrzeń, wyprawa podróżnicza (np. badania terenowe). Za sprawą szerokopasmowych łącz można być w niej stale. Użytkownicy cyberprzestrzeni, zauważa Radosław Bomba, angażują się tak w życie sieci, że zapominają o innej rzeczywistości i umierają z wyczerpania przed monitorem. Bez trudu możemy wyobrazić sobie osoby, które żyją, pracują i zarabiają w cyberprzestrzeni7. W Web 2.0 to użytkownik jest twórcą przekazu. W dominujących tam serwisach społecznościowych każdy jest zarazem konsumentem, twórcą, nadawcą i odbiorcą komunikatu bądź informacji. Blogowa wyszukiwarka Technorati pozwala znaleźć pokrewną osobę wśród ponad siedemdziesięciu milionów osób prowadzących internetowe pamiętniki8. Internet II generacji dzięki min. swemu interaktywnemu charakterowi umożliwił też inne ciekawe i rewolucyjne zarazem zjawisko – a mianowicie powstanie tzw. zbiorowej inteligencji. Nikt nie wie wszystkiego, każdy wie coś. To słynne powiedzenie Pierra Levy’ego9 stanowi jakby kwintesencję fenomenu zbiorowej inteligencji. Wymienione przed „chwilą” różnego typu serwisy społecznościowe są areną wymiany informacji, wspólnych dyskusji, rozwiązywania interesujących użytkowników problemów, poszukiwań, a nawet śledztw. Niektórzy obserwatorzy społeczności sieciowych zauważają, że respektowane są w nich wartości wywodzące się z tzw. kultury hakerskiej.7 Radosław Bomba: Antropologia cyberprzestrzeni, w: Kultura współczesna, nr 1, 2007, s. 1228 Piotr Bratkowski, Zygmunt Miłoszewski, Robert Ziębiński: Pokolenie MP3, w: Newsweek polska, nr 16, 20079 Pierre Levy: Collective Inteligence: Mankind’s Emerging World in Cyberspace, Persues Books, Cambridge,1997, s. 20
  10. 10. Manuel Castells uważa, że jest to kultura: kreatywności technologicznej, opartej na wolności, współpracy, zasadzie wzajemności i nieformalności. Szczególnie istotna wydaje się praktyka daru. Haker udostępnia swoje programy w sieci z nadzieją na rewanż. Im większe znaczenie daru dla społeczności – tym większy prestiż, reputacja i szacunek dla danego hakera, twórcy tego programu-daru. Zatem uznanie zdobywa się, sądzi Castells, nie tylko poprzez sam akt daru, a także przez to, że stworzyło się coś cennego dla grupy10. Jeśli zgodzimy się, że życie przenosi się, w znacznej części, do sieci – to i nauka powinna skierować swój wzrok na ten nowy wymiar życia człowieka. Z pozoru sprawa przedstawia się zatem prosto i można ją wyrazić w dwóch hasłach: 1) Nauka do sieci, 2) Sieć przedmiotem badań naukowych – w naszym przypadku: kulturoznawczych. W jakimś stopniu te dwa postulaty są już wypełniane. Ukazuje się coraz więcej publikacji poświęconych Internetowi i innym aspektom Inteligentnej Rzeczywistości. Gdy jednak bliżej przyjrzymy się tej kwestii to zdamy sobie sprawę, że „badanie” sieci wymaga radykalnie innego podejścia – począwszy od „przedmiotu” badania, a skończywszy na metodologii. Jak zatem rzeczona kwestia przedstawia się w naukach o kulturze? W „starym” świecie przedmiotem badania nauk o kulturze była tak czy inaczej charakteryzowana kultura - choć postmoderniści, w przypadku ponowoczesności, mieli/ją w tym względzie już pewne obiekcje. Pogłębiają się one jeszcze bardziej w przypadku Inteligentnej Rzeczywistości. Można wszakże utrzymywać, że istnieje kultura Internetu albo kultura w Internecie – jednakże to stwierdzenie niczego nie rozwiązuje. Posłużmy się tu opinią francuskiego socjologa kultury J. Baudrillarda, który uważa, że: Rzeczywistością Integralną nazywam realizację postulatów składających się na10 Manuel Castells: Galaktyka Internetu, Poznań, 2003, s. 59
  11. 11. nieograniczony projekt w stosunku do świata: niech wszystko stanie się rzeczywiste, niech wszystko stanie się widzialne i przejrzyste [...] Niech nie będzie niczego, o czym nie byłoby nic do powiedzenia [...] Rzeczywistość, która została wynaleziona w ciągu ostatnich stuleci, sama znajduje się na drodze ku zniknięciu [...] wraz z nadejściem Wirtualności problemu nie stanowią już zaświaty [...] wszystkim rządzi zasada prostego i zwyczajnego unicestwienia symboliczności [...] brak zewnętrzności i przedstawienia [...] Wraz z całkowicie nową Wirtualną Rzeczywistością wkraczamy w ostatnią fazę przedsięwzięcia symulacji, fazie która tym razem prowadzi ku światu będącemu sztucznym wytworem techniki11. Wyrażony powyżej pogląd ma kapitalne, jak sądzę, znaczenie dla naszego problemu – czyli: kultury Internetu. J. Baudrillarda Integralna Rzeczywistość jest rzeczywistością odsymbolizowaną (bez symboli), jest rzeczywistością techniczną (sumulakrów), bez sensu i odniesienia przedmiotowego. Jest zatem rzeczywistością bez metafizyki, światopoglądów, kodów, ukrytych znaczeń etc. A wszystkie te byty były tradycyjnym przedmiotem nauk o kulturze. Teraz, w nowym świecie – przedmiot zainteresowań kulturoznawstwa (mniejsza oto: realny czy tylko wykonstruowany) zaniknął. Świat Inteligentnej Rzeczywistości (idea którego jest w jakimś sensie zbliżona do baudrillarowskiej kategorii ‘Rzeczywistości Integralnej’) jest (i to będzie jego dookreślenie) światem zdygitalizowanym. Dygitalizacja polega nie tylko na tym, że obejmuje odpowiednie urządzenia techniczne, lecz sprowadzone do niej zostały/ją wszystkie inne wytwory – również symboliczne! Teksty, sztuka (muzyka, film, rzeźba), zabytki, muzea, wytwory nauki (np. eksperymenty) itd., itd. zostały sprowadzone do postaci cyfrowej (opartej na zerojedynkowym kodzie). Ponadto, społeczności sieciowe są czymś wyjątkowo niestabilnym. Równie szybko powstają i zanikają. Ślady ich działalności (maile, SMS-y, czaty, listy dyskusyjne itp.) mogą być wykasowane jednym kliknięciem (i11 Jean Baudrillard: Pakt jasności o inteligencji zła, Warszawa, 2005, s. 7-23
  12. 12. zwykle tak się dzieje). Co więcej, każdy/a może przybierać nieskończeniewiele tożsamości (np. Awatary w Second Life). Tak więc przedmiot badań: kultura/y - w Internecie, więcej, całejInteligentnej Rzeczywistości wydaje się być nieuchwytny. Chyba żekulturą/mi będziemy nazywać owe zerojedynkowe kody i programy z nichzbudowane określające Inteligentną Rzeczywistość i jej poszczególneaspekty?... III Co może robić kulturoznawca w świecie InteligentnejRzeczywistości? Badanie kultury wydaje się tu nie za bardzo zrozumiałe.Świat cyfrowy zdaje się być transparentny. Społeczności sieciowe (i ichjakaś ewentualnie regulatywnie np. pojmowana kultura) raczejnieuchwytna. Wydaje się, że dotychczasowe pojmowanie działalnościnaukowej w sieci nie za bardzo się sprawdza. Poruszenie wszystkichzagadnień metodologicznych z tym się wiążących (tj. z kwestią nauk okulturze i badań w „nowym” świecie) jest, oczywiście, niemożliwie. Rzeczwymagałaby oddzielnego studium. Skupię się więc tylko na wybranychwątkach. Dla wielu teoretyków i metodologów zasadniczą trudnością związanąz badaniami naukowymi dotyczącymi np. Internetu i społecznościsieciowych jest problem nieadekwatności starych teorii i metod dozmienionej rzeczywistości. A. Bard i J. Soderqvist uważają tymczasem (jak już pisałem na wstępie),że nauka jest częścią starego kapitalistycznego świata. Dla netokracji (nowejwarstwy rządzącej w informacjonalizmie), sądzą, podstawowymiwyznacznikami działalności wiedzotwórczej jest prędkość i całościowespojrzenie, a tradycyjna nauka wysuwa na pierwszy plan wnikliwość i
  13. 13. dokładność; zajmuje się badaniem sytuacji stabilnych, które, uważają, są czystą fikcją: teoretycznymi konstrukcjami mającymi niewielki związek z rzeczywistością. Netokracja, ich zdaniem, jest zainteresowana zmianą, ciałami będącymi w ruchu, a naukowcy wolą dokonywać autopsji na „zwłokach”. Netokracja, twierdzą, oczekuje zdolności do przyswajania i absorbowania dużych ilości informacji, połączonej z intuicyjnym rozumieniem tego, co w konkretnej sytuacji jest istotne – szybkich skojarzeń i irracjonalnej swawolności12. Tytułem przykładu (choć nie odnoszącym się do sieci): w jednym z tomów poświęconych zagadnieniu wielokulturowości13 (bardzo obecnie modnym w akademickich rozważaniach czy polityce) spotykamy taką oto opowieść: wschodnie tereny dzisiejszej Polski są postrzegane w nauce jako typowe wielokulturowe pogranicze. Często wymienia się tu Włodawę i okolice. Leży ona na granicy trzech państw i ma być terenem przenikania się kultur: polskiej, ukraińskiej i białoruskiej – z dominacją, rzecz jasna, tej pierwszej (zwanej z dawna: kresową). Tego typu myślenie legło, po roku 1989, u podstaw powołania do życia Euregionu Bug – mającego pielęgnować wieloetniczność, a ponadto ułatwiać wszelkiego rodzaju kontakty i współpracę – na czele z działalnością gospodarczą. Tymczasem autor tej opowieści wskazuje (w wyniku przeprowadzonych przez siebie tzw. badań terenowych) daleko idącą rozbieżność dwu dyskursów: naukowego oraz tzw. realiów - w konkretnym miejscu i czasie. Pisze on:” myślimy o pograniczu, a mamy do czynienia jedynie z wykreowanym obszarem, któremu status ów z różnych przyczyn zostaje nadany (w tym wypadku, historycznych – przyp. A. R.) [...] Ma więc Włodawa do spełnienia misję jako miasto wyjątkowe, o jakoby trwających wielowiekowych i wieloetnicznych tradycjach [...] oczekujemy wręcz od takich obszarów ich tradycyjnego charakteru”14. Nie ulegajmy jednak złudzeniu apeluje12 Aleksander Bard, Jan Soderqvist: Netokracja, Warszawa, 2006, s. 23413 Konrad Górny: Pogranicze genius loci, czy przygraniczna gra w wielokulturowość? w: Dylematywielokulturowości (red. Wojciech Kalaga), Uniwersitas, Kraków, 200414 Tamże, s. 178-184
  14. 14. autor. Pogranicze takie, jakim karmi nas literatura, nie istnieje. Jest co najwyżej, uważa, kreacją miejscowych organizatorów życia kulturalnego – albo, jak stwierdza na koniec: A może jest tak, że w państwie prawie w 100% jednolitym narodowościowo, tęsknimy dziś za dawną wielokulturowością i ubarwiamy w ten sposób obszar naszych przygranicznych regionów? Być może jest tak w tym, co zwiemy nauką, i z pewnością wtórują temu regionaliści [...] Wiem to z własnych badań w powiecie włodawskim, gdzie lokalna historia, istniejąca zwłaszcza w pamięci najstarszych, zanika, a samorządowe działania, np. promowanie euregionu Bug, są zupełnie nieznane i nie rozumiane15. Przytoczony przed „chwilą” przykład pokazuje pewną cechę nauk o kulturze nieakceptowaną przez bywalców sieci – a mianowicie zajmowanie się tematami, które są ważne dla akademików czy intelektualistów. W wyniku czego kreują oni światy, w których być może chcieli by mieszkać, mówią za ludzi, przypisują im określony cechy i tożsamość (których/ej oni nie posiadają) – co powoduje określone perturbacje, także politycznej czy ekonomicznej natury. A oto jak może wyglądać działalność wiedzotwórcza w sieci w zakresie kulturoznawstwa. Posłużmy się opowieścią Henry’ego Jenkinsa. Na początku tekstu niniejszego napisałem, że sieć zmienia bardzo wiele. Jenkins pokazuje nam trzy, istotne jego zdaniem, parametry sieciowego życia: konwergencję mediów, kulturę uczestnictwa i zbiorową inteligencję. W świecie konwergencji mediów, zauważa, każda ważna historia zostaje opowiedziana, każda marka sprzedana, a każdy konsument flirtuje z różnymi platformami medialnymi. Konwergencja zachodzi w umysłach pojedynczych konsumentów i poprzez ich społeczne interakcje z innymi konsumentami. Może tu też zachodzić (na co zwrócił uwagę Toffler) zjawisko prosumenctwa. Prosument mianowicie sam stwarza sobie sieć kontaktów. Konwergencja to proces z udziałem mediów, twórców i konsumentów. Powoduje ona wykształcenie się tzw. kultury uczestnictwa. Konsument nie jest już biernym15 Tamże, s. 188-189
  15. 15. odbiorcą jakiejś „papki” medialnej – tylko aktywnie uczestniczy w jej kreowaniu. Owo aktywne uczestnictwo jest realizowane z innymi konsumentami – powstaje tedy rodzaj zbiorowej inteligencji – pochylającej się wokół jakiegoś produktu, historii czy marki16. Kluczowa wydaje się tutaj być wiedza (mówi nawet o kulturze wiedzy) – wokół której tworzą się różne praktyki uczestnictwa. Zbiorowa inteligencja to bowiem zdobywanie, przetwarzanie i tworzenie nowej wiedzy. Za Levim przyjmuje, że kultura wiedzy funkcjonuje jako niewidzialny i niemożliwy do uchwycenia napęd obiegu i wymiany dóbr. Zauważa dalej, że: [...] nowe wspólnoty są określone przez dobrowolne, tymczasowe i taktyczne zależności [...] Członkowie mogą przemieszczać się z jednego środowiska do drugiego ponieważ ich zainteresowania i potrzeby się zmieniają. Mogą też należeć do więcej niż jednej społeczności w tym samym czasie17. W kontekście rozważań o kulturoznawstwie w nowych światach szczególnie ważna jest koncepcja zbiorowej inteligencji. Zbiorowa inteligencja, tak, jak ją widzi (za Levim) Jenkins to zbiorowy namysł nad jakąś historią, marką czy produktem. To pole do dyskusji, negocjacji i rozwoju. To wiedza kolektywna – potrzebna do osiągnięcia zamierzonych celów. To nieustanne tropienie zagadek i opukiwanie danego tematu z różnych stron i punktów widzenia. Nie jest już możliwe aby pojedynczy człowiek mógł zdobyć całą informację o danej historii czy marce i ją przetworzyć18. Kulturoznawca mógłby w związku z tym powiedzieć, że przedmiotem jego dyscypliny mogłyby być owe wspólnoty bądź owa zbiorowa inteligencja. Jednym słowem mogłoby tu chodzić o spojrzenie z zewnątrz. Można sobie jednak zadać pytanie: komu i do czego taka wiedza mogłaby się przydać? Czy nie byłaby to wiedza o „zwłokach”? Czy byłaby to wiedza o Awatarach czy „realnych” ludziach? Jak jednych od drugich odróżnić? Czy16 Henry Jenkins: Kultura konwergencji, Warszawa, 2007, s. 21-2317 Tamże, s. 3118 Tamże, s. 32
  16. 16. na podstawie tej wiedzy można by było coś przewidywać? albo miećpoczucie, że coś się rozumie? IV W tytule niniejszego tekstu użyłem pojęcia: ‘postanuka’. Oddaje ono ideęnowego rozumienia działalności wiedzotwórczej – postnaukowej właśnie.Trzy są jej podstawowe wyróżniki: 1) nie kontempluje ona rzeczywistości (wnaszym przypadku kulturowej) gdyż współczesny świat/y: Integralny bądźinformacjonalizmu wydaje się być transparentny. Pojęcie kultury traci tuswoją moc wyjaśniającą. Taka na przykład antropologia przestaje już byćantropologią kultury czy nawet kultur – tylko poszczególnych praktyk (corazczęściej sieciowych) 2) w ramach postnauki inaczej pokazuje się świat:„mąci” się gatunki. Postanukowy kulturoznawca jest po trosze uczonym typupostmodernistycznego, filozofem, pisarzem, podróżnikiem czy krytykiem(tak, jak, na przykład, „nasz” Ryszard Kapuściński), 3) swe przemyśleniaprezentuje w postaci multimedialnej, która lepiej odpowiada wrażliwościbywalców informacjonalizmu czy w ogóle tzw. kultury audiowizualnej. Mówiąc bardziej szczegółowo, wydaje się, że postnaukowy kulturoznawcabędzie skazany na: 1) uczestniczenie w zbiorowej inteligencji. Będzie onjedną z wielu osób uczestniczących w swobodnych dyskusjach iposzukiwaniach począwszy od kwestii filozoficznych, a skończywszy nasprawach rozrywki (szukanie odniesień w filmie Matrix, na przykład) –wnosząc swoją perspektywę, 2) reagować na „impulsy społeczne” – czyliważkie sprawy, do rozwiązania których potrzebna by była wiedza bardziejekspercka (skuteczna). I w tym wypadku także byłby on składnikiemzbiorowej inteligencji – tyle że już ograniczonej do świata nauki.Uczestniczyłby w badaniach sponsorowanych. Miałyby one charakterniehierarchiczny, pluralistyczny i transdyscyplinarny (np. dotyczące
  17. 17. klonowania)19, 3), korzystając z nieprzebranych zasobów sieci (zdygitalizowanych) mógłby tworzyć multimedialne opowieści o różnych kulturowych światach, które mogą „uwieźć” odbiorcę, ponadto 4) uczestniczyłby w procesie wdrażania do partycypacji we współczesnych światach – poprzez dostarczanie całościowych i ciągle korygowanych wizji rzeczywistości (o jakich wspominają Bard i Soderqvist). Uczestniczyłby zatem w procesie edukacji (i to niekoniecznie tradycyjnie zinstytucjonalizowanej) – zastępując literaturoznawcę, historyka czy specjalistę od sztuki – gdyż wspomniane dyscypliny dają wycinkowy obraz świata i jego elementów, które często w żaden sposób nie są ze sobą powiązane. Znakomitym przykładem dla kulturoznawcy, takiej nowej postawy, może być wspomniana przed „momentem”, twórczość R. Kapuścińskiego – zwłaszcza jego Lapidaria. Preferowane byłyby jednak „Lapidaria” multimedialne, jako bardziej dostosowane do wrażliwości współczesnych odbiorców. Na naszych oczach powstaje też globalna medialno-komunikacyjno- rozrywkowa gospodarka, w ramach której wszyscy konkurują ze wszystkimi na niespotykaną dotąd skalę. Na rynku mamy trzy rodzaje graczy: konsumentów treści, producentów i reklamodawców, którzy chcą ze swoją ofertą dotrzeć do nabywcy20. Zatem kwestią o kapitalnym znaczeniu staje się poznanie indywidualnych gustów konsumentów – zwłaszcza, że konsumpcja i rozrywka także zaczyna mieć charakter bardziej zindywidualizowany. Obecnie gra toczy się przede wszystkim o tzw. konsumentów sieciowych, którzy zaczynają przeważać. Rodzi to potrzebę innej identyfikacji ich potrzeb i wartości oraz korzystania z innego typu „źródeł” informacji. Podstawą, w związku z tym, staje się dotarcie do indywidualnego konsumenta. Umożliwiają to: kody kreskowe (na towarach), wyszukiwarki internetowe, a19 Tego typu wizję działalności naukowej (jako najbardziej prawdopodobną) kreśli Zbyszko Melosik wartykule: Kontrowersje wokół komercjalizacji współczesnego uniwersytetu, w: Colloquia Communia, nr 2, 2003,s. 14820 Edwin Bendek: Świat za darmo? w Polityka, nr 9, 2006, s. 6-8
  18. 18. nade wszystko takie nowe kanały komunikowania się, jak; czaty, aukcje i hit ostatnich lat: blogi. Tak więc w tych wszystkich opisanych „przede momentem” sytuacjach podstawą zdaje się być określenie indywidualnych preferencji jednostek: ich wizji świata, systemu wartości, pragnień, marzeń i w ogóle wszelkich poglądów na życie. Podobnie myśli się także w ramach współczesnych nauk o kulturze. Metoda etnograficzna pisze kilkakrotnie tu już przywoływany Matthwes: opiera się [...] bardziej na wypowiedziach poszczególnych ludzi [...] Sądzę, że na jednostkę nie można patrzeć jedynie jak na wytwór zbiorowych form kultury, lecz należy ją rozważać także w jej własnych kategoriach. Jest to tym bardziej zasadne w kontekście tożsamości kulturowej, której nikt inny nie może za nas wybrać”21. Wiedza zatem zaczyna być postrzegana w aspekcie bardziej pragmatycznym - jako towar, a nie jako narzędzie kontemplacji świata. Dlatego też kulturoznawstwo powinno rozważyć czy aby właśnie owa sfera nie stała się także przedmiotem jego zainteresowań. Z jednej strony chodziło by więc o badania rynku: profilu konsumentów (np. przemysłu kulturalnego), a z drugiej strony świadczenie usług na rzecz praktyki reklamowej czy marketingowej – w znaczeniu dostarczania projektów skutecznego promowania określonych produktów czy idei wykorzystując w tym celu zbiory informacji odnoszących się do systemów wartości, reguł działania, stylów życia czy tożsamości do odegrania, o jakich może wiedzieć kulturoznawca – sam będąc „zanurzonym” w sieci i partycypując w zbiorowej inteligencji. Współczesne światy – zwłaszcza te sieciowe stawiają więc wobec zinstytucjonalizowanej nauki zupełnie nowe wyzwania. Od tego czy będzie ona w stanie odpowiedzieć na te wyzwania i zapotrzebowania będzie zależał jej dalszy los: czy będzie ona w dalszym ciągu dostarczać szeroko rozumianej użytecznej wiedzy i będzie w ten sposób wpływową praktyką ludzką czy też21 Gordon Mathews: Supermarket kultury, op. cit..., s. 52-53
  19. 19. ulegnie marginalizacji.

×