Your SlideShare is downloading. ×
NIE MY L, E KSI KI ZNIKNJEAN-CLAUDE  CARRIÈREUMBERTO ECO
Niniejsza darmowa publikacja zawiera jedynie fragment                      pełnej wersji całej publikacji.Aby przeczytać t...
JEAN-CLAUDE CARRIÈRE    UMBERTO ECO    NIE MY L, E KSI KI ZNIKN
NAGO                             YWOTY WI TYCH POPRAWIONEGiorgio Agamben                Zbigniew Miko ejkoW IMI BOGA      ...
JEAN-CLAUDE CARRIÈRE    UMBERTO ECO    Wywiad przeprowadzi JEAN-PHILIPPE DE TONNAC   NIE MY L,E KSI KI ZNIKN         Prze ...
Tytu orygina u: N’espèrez pas vous débarasser des livres          Copyright © Editons Grasset & Fasquelle, 2009 Copyright ...
Wst p„To zabije tamto. Ksi ga zabije budowl ”*. Victor Hugo wypo-wiada swoj s ynn formu ustami Klaudiusza Frolla, archidia...
sta i przyzwyczajenia mamy ró ne, a jednocze nie ci gle poszu-kujemy nowych rozwi za . Czy film zabi malarstwo, a telewizja...
le nie od tego, czy pierwowzorem ksi ki b d dla nas pierw-sze kodeksy (oko o II wieku n.e.), czy te wcze niejsze od nichzw...
sów. Czy ksi ki s wiernym odzwierciedleniem tego wszystkie-go, co stworzy geniusz ludzki, kieruj c si mniej lub bardziejsz...
czo ci zgromadzili my samorodki z ota, czy te osta nam siw d oniach tylko mu ? Dzi jeszcze czytamy Eurypidesa, Sofo-klesa ...
Ten aspekt dyskusji mi dzy dwoma kolekcjonerami i mi o ni-kami ksi ek, semiologiem i scenarzyst , jest szczególnie wa ny.U...
wreszcie z wi zów obskurantyzmu, cho jednocze nie obraz tennie jest pozbawiony skaz.    Równie Jean-Claude Carrière, znany...
niepowetowane straty. Z fantazj i humorem opowiadaj oni,w jaki sposób ksi ka, pomimo nieub aganego procesu selekcji,zdo a ...
Prolog                   Ksi ka przetrwaJean-Claude Carrière: Na ostatnim szczycie w Davos w 2008roku pewien futurolog, za...
zrobi , to zaprezentowa poprzedni tekst*. I tak nikt tego nie za-uwa y – przede wszystkim dlatego e adnych nowych rewelacj...
wersji. Podobnie jest z y k , m otkiem, ko em b d d utem. Nieda si przecie ulepszy y ki. Designerzy z bardzo miernymirezul...
nie mog dzi wzi do r ki – ksi ka dos ownie si rozlatuje.Móg bym pewnie kupi sobie now , lecz przyzwyczai em si dostarego w...
J.-P. de T.: Zacytuj panom nast puj c uwag Hermanna Hessego,który utrzymuje, e prawdopodobnie b dziemy wiadkami „odrodzeni...
wiadamy, nast pi by powrót do s owa mówionego. Rodzi si tukolejne pytanie: czy mo na poprawnie wyra a swoje my li, je- eli...
Krótki ywot trwa ych no nikówJ.-P. de T.: Podejmujemy kwestie zwi zane z wielowiekow tradycjksi ki w czasach, gdy kultura ...
klatce. W przypadku tradycyjnej ta my nie da si tego zrobi .Rozpowszechnione wtedy by y kasety wideo, które jednak bar-dzo...
okres najwy ej dwudziestu lat. Jak szybko pozbywamy si wszel-kich nowo ci! Chyba coraz atwiej nam to przychodzi. S tooczyw...
na cie komputerów, aby móc odczytywa starsze dokumenty.Tak wi c ywot trwa ych no ników jest bardzo krótki. Te jak ecz sto ...
strony wynajdujemy urz dzenia odci aj ce nasz pami , jakró norodne techniki zapisywania i przenoszenia danych, co jestna p...
tylko o tym. Zakaz powoduje odwrotny skutek. Lewe oko dzi-kiej bestii zaw adn o nasz pami ci i umys em. Nie mo na siod teg...
nia budzi a jeszcze zainteresowanie w redniowieczu. Mo na bys dzi , e pocz wszy od wynalezienia druku, stopniowo odcho-dzi...
J.-C.C.: W telewizji pod tym wzgl dem by o jeszcze gorzej. Prze-chowywanie nakr conych materia ów wydawa o si pocz tkowocz...
stary jak pismo. Ju Rzymianie pragn li posiada i zachowywakolekcje zwojów. To, e wiele ksi ek nie przetrwa o do naszychcza...
J.-C.C.: Dotyczy to oczywi cie g ównie tych egzemplarzy, którezawieraj uwagi naniesione odr cznie przez re ysera. Widzia- ...
byli kiedy ni si, co oczywi cie warunkowa o odmienn barwg osu. Gdy s ucham starej p yty Carusa, zawsze si zastanawiam,czy ...
d ug jak s owo pisane. Pos u si tu kolejnym przyk adem,zaczerpni tym z historii Iranu. Wiemy, e jednym z o rodkówkultury p...
ków Wergiliusza z IV lub V wieku. Co wspania ego. Górn po- ow ka dej strony zajmowa a ilustracja. Jak dotychczas jednak,ni...
J.-C.C.: Powiedzmy. Budda przekazuje ludziom swoje nauki,st paj c po ziemi. Wystarczy odczytywa jego lady, które nies oczy...
pierwotna ewangelia zagin a bez ladu. Zak adaj c jednak, eistnia a, specjali ci usi owali j zrekonstruowa .    Czym e jest...
U.E.: Przekonali my si , e dzisiejsze urz dzenia szybko si sta-rzej . Nie ma sensu obci a si przedmiotami, które mog stasi...
zdumiewaj cy jest ów gor czkowy po piech cz owieka, który zawszelk cen pragnie ledzi bieg wydarze , nad a za Histo-ri . A ...
twardy o pojemno ci dwustu pi dziesi ciu gigabajtów, zawie-raj cy wszystko to, co napisa em w ci gu ostatnich trzydziestul...
by jeszcze radia, kina, zapisu g osu i d wi ków, telewizji, syntezyobrazu ani komiksów. Ka da nowo wdra ana technika pragn...
Spis rzeczyWst p                                               5Prolog. Ksi ka przetrwa                            13Krótk...
Przek ad: Jan Kortas              Redaktor serii: Adam Pluszka                 Redakcja: Beata Iwicka     Korekta: Katarzy...
JEAN-CLAUDE CARRIÈRE                    UMBERTO ECOEco i Carrière są wielkimi bibliofilami. Księgozbiór Włocha liczy pięćdz...
Niniejsza darmowa publikacja zawiera jedynie fragment                      pełnej wersji całej publikacji.Aby przeczytać t...
Upcoming SlideShare
Loading in...5
×

Nie myśl, że książki znikną - Jean-Claude Carrière, Umberto Eco - ebook

435

Published on

Published in: Education
0 Comments
0 Likes
Statistics
Notes
  • Be the first to comment

  • Be the first to like this

No Downloads
Views
Total Views
435
On Slideshare
0
From Embeds
0
Number of Embeds
0
Actions
Shares
0
Downloads
4
Comments
0
Likes
0
Embeds 0
No embeds

No notes for slide

Transcript of "Nie myśl, że książki znikną - Jean-Claude Carrière, Umberto Eco - ebook"

  1. 1. NIE MY L, E KSI KI ZNIKNJEAN-CLAUDE CARRIÈREUMBERTO ECO
  2. 2. Niniejsza darmowa publikacja zawiera jedynie fragment pełnej wersji całej publikacji.Aby przeczytać ten tytuł w pełnej wersji kliknij tutaj.Niniejsza publikacja może być kopiowana, oraz dowolnierozprowadzana tylko i wyłącznie w formie dostarczonej przezNetPress Digital Sp. z o.o., operatora sklepu na którym możnanabyć niniejszy tytuł w pełnej wersji. Zabronione sąjakiekolwiek zmiany w zawartości publikacji bez pisemnej zgodyNetPress oraz wydawcy niniejszej publikacji. Zabrania się jejod-sprzedaży, zgodnie z regulaminem serwisu.Pełna wersja niniejszej publikacji jest do nabycia w sklepieinternetowym e-booksweb.pl - audiobooki, e-booki.
  3. 3. JEAN-CLAUDE CARRIÈRE UMBERTO ECO NIE MY L, E KSI KI ZNIKN
  4. 4. NAGO YWOTY WI TYCH POPRAWIONEGiorgio Agamben Zbigniew Miko ejkoW IMI BOGA GOODBYE MR SOCIALISMKaren Armstrong Antonio NegriKONIEC PRAWDY ABSOLUTNEJ. PRZYGODNO , IRONIA I SOLIDAR-TOMASZ Z AKWINU W EPOCE NOPÓ NEJ NOWOCZESNO CI Richard RortyTadeusz Barto MORALNA I NIEMORALNAPOLSKA DO WYMIANY. HISTORIA PIENI DZAPÓ NA NOWOCZESNO Réne SédillotI NASZE WIELKIE NARRACJE MAPY DUCHOWE WSPÓ CZESNO CI.Przemys aw Czapli ski CO NAM ZOSTA O Z NOWEJ ERY?ENCYKLOPEDIA G UPOTY Anna SobolewskaMatthijs van Boxsel KOLOSY NA GLINIANYCH NOGACH.ODURZENI STUDIUM GURURichard Davenport-Hines Anthony StorrAPOKALIPTYCY I DOSTOSOWANI. SAMOTNO . POWRÓT DO JA NIKOMUNIKACJA MASOWA Anthony StorrA TEORIE KULTURY MASOWEJ CHCIE I MIEUmberto Eco Ma gorzata SzpakowskaDZIE O OTWARTE OBYCZAJE POLSKIE.Umberto Eco WIEK XX W KRÓTKICH HAS ACHIMPERIUM pod redakcj Ma gorzaty SzpakowskiejMichael Hardt, Antonio Negri LEGENDY O KRWI.HISTORIA POWSZECHNA CYFR ANTROPOLOGIA PRZES DUGeorges Ifrah Joanna Tokarska-BakirGENDER DLA REDNIO ZAAWANSO- HISTORIA NATURALNAWANYCH I MORALNA JEDZENIAInga Iwasiów Maguelonne Toussaint-SamatBOHATER, SPISEK, MIER . HISTORIA STROJUWYK ADY YDOWSKIE Maguelonne Toussaint-SamatMaria Janion YJ C TRACIMY YCIEMaria JanionKSI GA KSI G UTRACONYCHStuart KellyDZIENNIK GALERNIKAImre KertészJ ZYK NA WYGNANIUImre KertészCZAS. PRZEWODNIK U YTKOWNIKAStefan KleinBEZSILNY BÓG.RELIGIA, POLITYKAI NOWOCZESNY ZACHÓDMark LillaTWARZ TUWIMAPiotr MatywieckiW WIECIE WSZECHMOG CYM.O PRZEMOCY, MIERCI I BOGUZbigniew Miko ejko
  5. 5. JEAN-CLAUDE CARRIÈRE UMBERTO ECO Wywiad przeprowadzi JEAN-PHILIPPE DE TONNAC NIE MY L,E KSI KI ZNIKN Prze o y JAN KORTAS WARSZAWA
  6. 6. Tytu orygina u: N’espèrez pas vous débarasser des livres Copyright © Editons Grasset & Fasquelle, 2009 Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo W.A.B., 2010Copyright © for the Polish translation by Wydawnictwo W.A.B., 2010 Wydanie I Warszawa 2010
  7. 7. Wst p„To zabije tamto. Ksi ga zabije budowl ”*. Victor Hugo wypo-wiada swoj s ynn formu ustami Klaudiusza Frolla, archidia-kona paryskiej katedry Notre-Dame. Architektura z pewno cinie zginie, lecz nie b dzie ju symbolem kultury, która ulegaprzemianom. „[...] kiedy j porównamy z my l , która staje siksi k i której wystarczy troch papieru, odrobina atramen-tu i pióro, czy mo emy si dziwi , e rozum ludzki porzuciarchitektur dla druku?” Nasze „Biblie z kamienia” osta y siwprawdzie, jednak e s owo pisane w postaci niezliczonej liczbymanuskryptów, a w pó niejszym okresie tekstów drukowanych –owo „mrowisko umys ów, [...] ul, dok d wszystkie wyobra nie,te pszczo y z ote, przylatuj ze swoim miodem” – nieoczekiwa-nie zdewaluowa o u schy ku redniowiecza ich dawne znaczenie.Podobnie je li ksi ka elektroniczna zast pi w ko cu ksi k tra-dycyjn , jest ma o prawdopodobne, e ta ostatnia zniknie z na-szych domów i naszego ycia. E-booki nie wyeliminuj ksi ek.Genialny wynalazek Gutenberga nie wypar przecie od razukodeksów, ani te – zwojów papirusowych, czyli wolumenów. Gu- * Ten i nast pne cytaty Wiktora Hugo w tym akapicie podanow przek adzie Hanny Szuma skiej-Grossowej (Katedra Marii Pannyw Pary u, Szczecin 1986, s. 125, 131, 133–134) [przyp. t um.]. 5
  8. 8. sta i przyzwyczajenia mamy ró ne, a jednocze nie ci gle poszu-kujemy nowych rozwi za . Czy film zabi malarstwo, a telewizjakino? Witamy zatem w wiecie e-czytników i no ników danych,które za po rednictwem niewielkiego ekranu gwarantuj namdost p do uniwersalnej biblioteki cyfrowej. Nale a oby raczej postawi pytanie, jakie zmiany wprowadzilektura na ekranie w porównaniu z tym, z czym mieli my do-tychczas do czynienia, przewracaj c stronice ksi ki. Co zyska-my, pos uguj c si tymi nowymi bia ymi ksi eczkami, a przedewszystkim – co stracimy? By mo e porzucimy przestarza e judzi nawyki; zniknie owa otoczka wi to ci towarzysz ca ksi cew naszej cywilizacji, która wynios a j na o tarze; istniej ca mi -dzy autorem i odbiorc niepowtarzalna wi , której z pewno cizagrozi poj cie hipertekstualno ci; atmosfera intymno ci, jakzapewnia a nam ksi ka, a tym samym – pewne tradycyjne za-chowania czytelnika. „Rewolucja cyfrowa, sprawiaj c, e zanikaistniej cy od dawien dawna zwi zek pomi dzy tekstem a jegomaterialn form – stwierdzi Roger Chartier, wyg aszaj c wy-k ad inauguracyjny w Collège de France – zmusza nas do grun-townej rewizji dzia a i poj kojarzonych ze s owem pisanym”.U progu rewolucji technologiczno-komunikacyjnej czekaj nasnowe wyzwania, którym trzeba b dzie sprosta . W dyskusji z udzia em Jeana-Claude’a Carrière’a i Umber-ta Eco nie chodzi o to, by obaj autorytatywnie wypowiedzielisi , jakiego rodzaju zmiany i zagro enia zwiastowa mo e zasto-sowanie na masow skal (albo i nie) ksi ki elektronicznej. Ciwytrawni bibliofile, kolekcjonerzy starych i unikatowych egzem-plarzy, badacze i poszukiwacze inkunabu ów, sk onni s uwa aksi k , podobnie jak ko o, za wynalazek doskona y, którego nicnie jest w stanie zast pi . Gdy cz owiek skonstruowa ko o, zo-sta niejako skazany na pos ugiwanie si nim ad nauseam. Nieza- 6
  9. 9. le nie od tego, czy pierwowzorem ksi ki b d dla nas pierw-sze kodeksy (oko o II wieku n.e.), czy te wcze niejsze od nichzwoje papirusowe, pozostaje ona narz dziem, które mimo jegozmieniaj cych si na przestrzeni wieków form okaza o si zadzi-wiaj co wierne swojej pierwotnej funkcji. Ksi ka postrzeganajest tu jako swego rodzaju „ko o ludzkiej wiedzy i wyobra ni”:nadchodz ce ultranowoczesne technologie, które mog napa-wa nas l kiem, nie zdo aj powstrzyma jego biegu. Gdy jupoczynili my t optymistyczn uwag , mo emy rozpocz de-bat o ksi ce. Ksi k czeka prawdziwa rewolucja technologiczna. Leczczym e jest ksi ka? Czym s znajduj ce si w naszych domachi bibliotekach ca ego wiata tomy zawieraj ce wiedz cz owie-ka i ukazuj ce jego marzenia, odk d zacz pos ugiwa si pis-mem? W jakim stopniu przybli aj nam one wieczn odysejludzkiego umys u? Jaki wizerunek wiata nam przekazuj ? Kie-ruj c sw uwag g ównie ku najwarto ciowszym pozycjom, kuarcydzie om, w których niczym w soczewce skupiaj si wzorcekulturowe, czy nie zapominamy o zasadniczej funkcji ksi ki,polegaj cej najzwyczajniej w wiecie na zachowaniu tego, co na-sza z udna pami mo e raz na zawsze pomin ? A mo e po-winni my pogodzi si z mniej chwalebn cech ludzkiej natury,zwracaj c równie uwag na nies ychane ubóstwo my li cechu-j ce masow produkcj literack ? Czy ksi ka jest nieod cznymsymbolem post pu, jaki sta si naszym udzia em? W powszech-nej bowiem opinii wymazuje ona z ludzkiej pami ci mroki bar-barzy stwa, z których – jak ci gle s dzimy – ju si wydobyli my.Co w a ciwie przekazuj nam ksi ki? Cz owiek nie tylko docieka, w jakim stopniu zbiory naszychbibliotek wzbogacaj wiedz o nas samych. Stawia równie py-tania, co w a ciwie z owych zasobów przetrwa o do naszych cza- 7
  10. 10. sów. Czy ksi ki s wiernym odzwierciedleniem tego wszystkie-go, co stworzy geniusz ludzki, kieruj c si mniej lub bardziejszlachetnymi pobudkami? Pytanie to sk ania do sm tnych re-fleksji. Wszak dzi jeszcze palone s liczne ksi gozbiory – sym-bolizuj ce wolno s owa ksi ki powo a y wi c tak e do yciacenzorów, którzy kontrolowali ich druk i kolporta , a czasemje konfiskowali. Kolejnym miertelnym niebezpiecze stwem,je li metodyczne niszczenie ksi ek nie wchodzi o w gr , by ypo ary. Pastw ognia, tego nienasyconego ywio u obracaj cegowszystko w zgliszcza, pada y ca e biblioteki, a buchaj ce w niebop omienie zdawa y si mówi , e owa nieuznaj ca jakichkolwiekgranic produkcja literacka wymaga odpowiedniej selekcji. Takwi c historia ksi ki to nieko cz cy si „bibliocaust”. Cenzura,ignorancja, g upota, inkwizycja, auto da fé, zaniedbania, nieuwa-ga, po ary – wszystko to stanowi o dla ksi ki zagro enie, nie-kiedy z fatalnym dla niej skutkiem. Nawet nieustanne zabiegikonserwatorskie i archiwizacje ksi gozbiorów nie zdo a y ocaliniektórych arcydzie literatury wiatowej. Zapewne niejednejBoskiej komedii nigdy nie by o nam dane pozna . Po ród wielu zagadnie dotycz cych ksi ki i ksi ek, któremimo tylu przeciwno ci losu zachowa y si do naszych czasów,na plan pierwszy wysuwaj si dwie zasadnicze kwestie, stano-wi ce g ówny w tek zaprezentowanych tu rozmów, przepro-wadzonych w paryskim mieszkaniu Jeana-Claude’a Carrière’ai w domu Umberta Eco w Monte Cerignone. To, co nazywamykultur , jest w istocie d ugotrwa ym procesem selekcji i kontroli.Liczne ksi gozbiory, obrazy, filmy, komiksy, dzie a sztuki pad y upem inkwizytorów, p omieni lub zagin y w wyniku najzwyk-lejszego niedbalstwa. Czy by a to najcenniejsza cz naszegowielowiekowego, niezmierzonego dziedzictwa? A mo e by y torzeczy bezwarto ciowe? Czy w tych dziedzinach ludzkiej twór- 8
  11. 11. czo ci zgromadzili my samorodki z ota, czy te osta nam siw d oniach tylko mu ? Dzi jeszcze czytamy Eurypidesa, Sofo-klesa i Ajschylosa, którzy uwa ani s za trzech wielkich trage-diopisarzy greckich. Gdy jednak Arystoteles w Poetyce, dzielepo wi conym tragedii, wymienia najwybitniejszych przedsta-wicieli tego gatunku dramatycznego, nie wspomina o adnymz powy szych twórców. Czy by to, co nie dotrwa o do naszychczasów, by o lepsze i bardziej reprezentatywne dla teatru grec-kiego ani eli to, co zdo ali my zachowa ? Czy ktokolwiek jestw stanie rozstrzygn dzi te w tpliwo ci? Czy pocieszeniem dla nas mo e by to, e w ród zwojów pa-pirusowych, które w wyniku po arów jak e licznych bibliotek,w tym równie Biblioteki Aleksandryjskiej, uleg y zniszczeniu,znajdowa y si prawdopodobnie rzeczy ca kowicie bezwarto -ciowe, arcydzie a z ego gustu i g upoty? Zwa ywszy na nieprze-brane z o a ludzkiej t poty, jakie zalegaj w naszych ksi gozbio-rach, czy potrafimy zdoby si na to, by nie rozdziera zbytnioszat z powodu owego ogromu strat na przestrzeni wieków, owe-go wiadomego lub mimowolnego t amszenia naszej pami ci,zadowalaj c si tym, co uda o nam si ocali i co nasycone wszel-kiego rodzaju technologiami dzisiejsze spo ecze stwa z tak wiel-kim trudem staraj si zachowa ? Pomimo naszych wysi ków, bydo g osu dochodzi a przesz o , w bibliotekach, muzeach czy tekinotekach natrafia b dziemy tylko na te dzie a, których nieunicestwi czas. Obecnie silniej ni kiedykolwiek u wiadamiamysobie, e kultura jest w gruncie rzeczy tym, co pozostaje, gdywszystko inne uleg o zapomnieniu. W niniejszej debacie o ksi ce by mo e najbardziej zachwy-ca ho d, jaki dyskutanci oddaj g upocie, owej dyskretnej towa-rzyszce wiekopomnych dokona cz owieka, bynajmniej niet u-macz cej si z tego, e potrafi by czasem nader apodyktyczna. 9
  12. 12. Ten aspekt dyskusji mi dzy dwoma kolekcjonerami i mi o ni-kami ksi ek, semiologiem i scenarzyst , jest szczególnie wa ny.Umberto Eco zgromadzi zbiór unikatowych dzie traktuj cycho fa szu i b dzie jako czynnikach warunkuj cych, wed ug niego,wszelkie próby stworzenia teorii prawdy. „Cz owiek jest istotdoprawdy wyj tkow – stwierdza. – Odkry ogie , wznosi mia-sta, pisa wspania e poezje, wyja nia wiat na rozmaite sposoby,tworzy opowie ci mitologiczne i tak dalej. Równocze nie jed-nak toczy ci g e wojny przeciwko bli nim, nieustannie pope -nia b dy, niszczy rodowisko naturalne, et cetera. Ogólny za-tem bilans, je eli wzi pod uwag najszlachetniejsze przymiotyumys u cz owieka i jego bezdenn g upot , nie jest w a ciwie anidodatni, ani ujemny. A wi c postanawiaj c przeprowadzi dys-kusj na temat g upoty, w pewnym sensie oddajemy ho d owejistocie: geniuszowi i imbecylowi zarazem”. Je li ksi ki uwa asi za wierne odzwierciedlenie aspiracji i predyspozycji cz o-wieka d cego do realizacji swych celów w sferze materialneji duchowej, powinny one ukazywa ca y ten bezmiar ludzkiejpychy i niegodziwo ci. Tak wi c ni e s d my r ó w n ie , ezni kn te w s zys t ki e ks i k i, w których roi si od fa szy-wych i b dnych informacji, a nawet – o czym jeste my wi cieprzekonani – kompletnych idiotyzmów. Towarzyszy nam oneb d niczym wierne cienie a po kres ludzko ci, mówi c namwprost, kim byli my niegdy , a przede wszystkim, kim jeste mydzisiaj – a mianowicie nami tnymi, niestrudzonymi badaczami,którym jednak obce s jakiekolwiek skrupu y. B dzenie jestrzecz ludzk w tym sensie, e jest ono udzia em jedynie tych,którzy poszukuj i pope niaj pomy ki. Na ka de rozwi zanerównanie, ka d zweryfikowan hipotez , udoskonalon meto-d , wiarygodn wizj – ile przypada o dróg wiod cych doni-k d? Tak oto ksi ki realizuj marzenia ludzko ci wyzwolonej 10
  13. 13. wreszcie z wi zów obskurantyzmu, cho jednocze nie obraz tennie jest pozbawiony skaz. Równie Jean-Claude Carrière, znany scenarzysta, drama-turg i eseista, z nie mniejsz sympati spogl da na ów pomnikludzkiej g upoty, jego zdaniem jeszcze niedostatecznie poznany.Zagadnieniu temu po wi ci nawet utwór, maj cy ci g e wzno-wienia: „Gdy w latach sze dziesi tych Guy Bechtel oraz ja po-stanowili my napisa Dictionnaire de la bêtise*, powiedzieli mysobie: dlaczego mamy zajmowa si wy cznie histori rozumu,arcydzie , wiekopomnych dokona ludzkiego umys u? G upota,tak bardzo intryguj ca Flauberta, wydawa a nam si nie tylko –co jest rzecz oczywist – bez porównania cz ciej spotykana,lecz równie bardziej odkrywcza, inspiruj ca, bogatsza i w pew-nym sensie prawdziwsza”. W a nie dzi ki owej fascynacji g upo-t doskonale zrozumia on intencje Umberta Eco, gromadz ce-go z mozo em najbardziej zdumiewaj ce wiadectwa, ukazuj ce,z jak lepym uporem potrafimy kroczy drog b du. Mi dzyg upot a b dem przez ca e stulecia istnia o pewne pokrewie -stwo, a nawet sekretna, swoista ni porozumienia. Nas jednakbardziej intryguje co innego: mianowicie pytania, jakie stawiajautorzy Dictionnaire de la bêtise i twórca La Guerre du faux, wyka-zuj liczne, cho niesk aniaj ce do optymistycznych wnioskówanalogie, co w znacznym stopniu ujawni y niniejsze rozmowy. Kronikarze ciernistej drogi ksi ki, niekiedy z rozbawieniem ledz cy jej losy, przekonani, e zdo amy cho troch poznablaski i cienie tej intelektualnej przygody ludzko ci, Jean-Clau-de Carrière i Umberto Eco, tocz b yskotliw dyskusj na tematludzkiej pami ci, której wiadectwem s nie tylko arcydzie a –lecz równie najzwyklejsze wpadki, luki, przeoczenia, a tak e * „S ownik g upoty” [przyp. t um.]. 11
  14. 14. niepowetowane straty. Z fantazj i humorem opowiadaj oni,w jaki sposób ksi ka, pomimo nieub aganego procesu selekcji,zdo a a ostatecznie pokona wszystkie czyhaj ce na ni prze-szkody, cho nie zawsze wychodzi o jej to na dobre. Zwa ywszy na nowe wyzwania, jakie stanowi dzisiaj scentra-lizowana digitalizacja ksi ek oraz zastosowanie ró norodnychtechnik lektury elektronicznej, ukazanie kr tych losów ksi kina przestrzeni dziejów sprawia, e mo emy chyba z mniejszobaw spogl da na spodziewane zagro enia. Poni sze rozmo-wy, b d ce radosnym ho dem z o onym galaktycznemu dzie-dzictwu Gutenberga, wprawi zapewne w zachwyt wszystkichczytelników i mi o ników papierowych woluminów. A niewy-kluczone, e równie posiadacze e-czytników oddadz si chwilizadumy. Jean-Philippe de Tonnac
  15. 15. Prolog Ksi ka przetrwaJean-Claude Carrière: Na ostatnim szczycie w Davos w 2008roku pewien futurolog, zapytany, jakie radykalne zmiany cze-kaj ludzko w najbli szych pi tnastu latach, odpar , by szcze-góln uwag zwróci na cztery zjawiska, które jego zdaniemnast pi . Po pierwsze: cena bary ki ropy naftowej wzro nie dopi ciuset dolarów. Po drugie: woda b dzie przedmiotem wy-miany handlowej podobnie jak ropa; gie dy wiatowe podawab d kursy wody. Trzecia przepowiednia dotyczy Afryki, któraw najbli szych dziesi cioleciach stanie si bezsprzecznie pot ggospodarcz , czego zreszt sobie wszyscy yczymy. Wreszcie,po czwarte, ów „zawodowy prorok” ukazuje wizj wiata bezksi ki. Rodzi si wi c pytanie, czy mier ksi ki, je li rzeczywi cienast pi, mo e mie dla ludzko ci te same nast pstwa, co prze-widywany niedostatek wody lub te kurcz ce si zasoby ropynaftowej.Umberto Eco: Czy ksi ka przetrwa w wyniku pojawienia siinternetu? Pisa em ju o tym wówczas, gdy problem wydawa sijak najbardziej aktualny. Od tamtego czasu, ilekro kto mnieprosi, abym si w tej kwestii wypowiedzia , jedyne, co mog 13
  16. 16. zrobi , to zaprezentowa poprzedni tekst*. I tak nikt tego nie za-uwa y – przede wszystkim dlatego e adnych nowych rewelacjiw tej dziedzinie ju si og osi nie da; poza tym opinia publiczna(a przynajmniej rodowisko dziennikarskie) jest wi cie przeko-nana, e ksi ka zniknie (a mo e to dziennikarze uwa aj , e ichczytelnicy s o tym wi cie przekonani), no i wszyscy stawiajuparcie to samo pytanie. W a ciwie bardzo niewiele mo na na ten temat powiedzie .Internet sprawi , e powrócili my do epoki alfabetu. Je eli przy-padkiem uznali my, e oto nasta a cywilizacja obrazu, za sprawkomputera ponownie odkrywamy galaktyk Gutenberga, noi w rezultacie wszyscy zmuszeni jeste my do czytania. Jednak enarz dziem lektury nie mo e by wy cznie komputer. Gdy cz o-wiek przez dwie godziny wpatruje si w ekran, czytaj c powie ,oczy robi mu si okr g e jak spodki. Mam w domu okulary fir-my Polaroid chroni ce wzrok przed zgubnymi skutkami prze-siadywania przed komputerem. Zreszt urz dzenie to zale nejest od energii elektrycznej, nie mo na u ywa go w wannie aninawet w ó ku, le c na boku. Ksi ka jest zatem por czniejsza. Rysuje si tu nast puj ca alternatywa: albo narz dziemlektury pozostanie ksi ka, albo te pojawi si jaki substytuttego, czym ksi ka by a od wieków, nawet przed wynalezieniemdruku. Ró norodne formy ksi ki nie zmieni y jej funkcji anizasadniczych struktur sk adniowych od ponad pi ciuset lat. Od-k d istnieje ksi ka, nie opracowano w a ciwie jej doskonalszej * Umberto Eco wypowiada si na ten temat kilkakrotnie w opub-likowanych wywiadach, esejach, wyk adach – powtarzaj c najcz ciejswoje wcze niejsze uwagi zawarte w: Umberto Eco, Nowe rodki maso-wego przekazu a przysz o ksi ki, prze . Adam Szymanowski, Warszawa1996; zob. te tego , Czy komputer po re ksi k , prze . Adam Szymanow-ski, „Gazeta Wyborcza” 1996, nr 47, s. 8–9 [przyp. red.]. 14
  17. 17. wersji. Podobnie jest z y k , m otkiem, ko em b d d utem. Nieda si przecie ulepszy y ki. Designerzy z bardzo miernymirezultatami usi uj na przyk ad skonstruowa nowe korkoci -gi, z których zreszt wi kszo nie dzia a. Philippe Starck czynipróby unowocze nienia wyciskacza do cytryn, jednak e model,jaki zaproponowa (pragn c koniecznie zachowa jego waloryestetyczne), przepuszcza pestki. Ksi ka przesz a prób czasui trudno sobie wyobrazi , co mo na by wymy li lepszego, pe -ni cego t sam funkcj . Mo e zmieni si nieco niektóre jejelementy, mo e stronice nie b d wykonane z papieru. W sumiejednak pozostanie ona tym, czym jest.J.-C.C.: Wydaje si , e najnowsze wersje czytnika e-bookówstanowi bezpo redni konkurencj dla ksi ki tradycyjnej.Pojemno modelu Reader dochodzi ju do stu sze dziesi ciutytu ów.U.E.: Jest rzecz oczywist , e prawnikowi atwiej jest przyniedo domu dwadzie cia pi tysi cy dokumentów procesowych,które w a nie analizuje, je li mieszcz si one w czytniku. W wie-lu dziedzinach ycia ksi ka elektroniczna stanie si ogromnymu atwieniem. Ci gle zadaj sobie pytanie, czy je li b dziemydysponowali nawet najdoskonalsz technologi dostosowan dopotrzeb lektury, nie b dzie nic niestosownego w czytaniu Wojnyi pokoju jako e-booka. Przekonamy si . W ka dym razie nie b -dziemy mogli czyta utworów To stoja ani te korzysta ze zbio-rów znajduj cych si w naszych bibliotekach z tej prostej przy-czyny, e ksi ki papierowe niszczej . Po publikacjach wydanychw latach pi dziesi tych przez Gallimarda czy te Vrina nie maju w a ciwie ladu. Dzie a Gilsona, La Philosophie au Moyen Age,które by o mi tak bardzo pomocne, gdy pisa em doktorat, nawet 15
  18. 18. nie mog dzi wzi do r ki – ksi ka dos ownie si rozlatuje.Móg bym pewnie kupi sobie now , lecz przyzwyczai em si dostarego wydania, w którym pe no jest ró nokolorowych zapis-ków, stanowi cych lad po moich licznych konsultacjach.Jean-Philippe de Tonnac: Zwa ywszy na rozpowszechnianie no-woczesnych no ników informacji coraz lepiej dostosowanych do lekturyw ka dych warunkach – b d to encyklopedii, b d powie ci w wersjionline – czy jednak nie nale a oby przypuszcza , e po ksi k w jej tra-dycyjnej formie si ga b dziemy coraz niech tniej?U.E.: Wszystko si mo e zdarzy . Niewykluczone, e ksi kazainteresuje jutro tylko nielicznych pasjonatów, którzy b ddawa upust swoim historycznym fascynacjom, przebywaj cw muzeach i bibliotekach.J.-C.C.: O ile b d jeszcze istnia y.U.E.: Równie dobrze mamy prawo przypuszcza , e ów wspa-nia y wynalazek, jakim jest internet, pewnego dnia zniknie.Tak by o ze sterowcami, których dzi ju si na niebie nie wi-duje. Gdy przed wojn zeppelin „Hindenburg” sp on na no-wojorskim lotnisku, ich los sta si przes dzony. To samo by oz concorde’em. Katastrofa w Gonesse w 2000 roku mia a dlatego samolotu fatalne skutki. Historia ludzko ci jest doprawdyniezwyk a. Buduje si maszyn , która pokonuje Atlantyk zale-dwie w trzy godziny zamiast w osiem. Nikt nie zaprzeczy, e toogromny post p. Jednak po dramacie w Gonesse concorde’ywycofano z eksploatacji, uznaj c, e ich produkcja jest zbyt dro-ga. Ale czy to rzeczywi cie by wystarczaj cy powód? Bomba ato-mowa równie kosztuje krocie! 16
  19. 19. J.-P. de T.: Zacytuj panom nast puj c uwag Hermanna Hessego,który utrzymuje, e prawdopodobnie b dziemy wiadkami „odrodzeniasi ” ksi ki, do czego przyczyni si mo e post p techniczny. My l t wy-razi bodaj e w latach pi dziesi tych: „W epoce coraz to nowych wyna-lazków, które zaspokaja b d zapotrzebowanie na rozrywk i edukacjpowszechn , ksi ka odzyska nale ny jej presti i szacunek. Nie osi gn -li my jeszcze etapu, kiedy najnowsze wynalazki stanowi ce konkurencjdla ksi ki drukowanej, takie jak radio lub kino, pozbawi j tych funk-cji, których utrat mo na by przebole ”.J.-C.C.: Pod tym wzgl dem Hesse si nie pomyli . Kino i radio,a nawet telewizja nie pozbawi y ksi ki adnej z cech, którychutrat mo na by przebole .U.E.: Na pewnym etapie rozwoju cz owieka pojawi o si pis-mo. Jest ono jakby przed u eniem r ki i w tym sensie stanowiniemal biologiczny komponent natury ludzkiej. To technologiakomunikacyjna zwi zana bezpo rednio z naszym cia em. Po wy-nalezieniu pisma nie mo na si ju by o bez niego obej . Totak jak z ko em, o czym ju wspominali my. Dzisiejsze ko a toko a z prehistorii. Natomiast wspó czesne wynalazki, jak kino,radio czy internet, nie zawieraj w sobie owego biologicznegopierwiastka.J.-C.C.: S usznie pan podkre la, e jeszcze nigdy tak bardzonie odczuwali my potrzeby czytania i pisania. Nie sposób po-s ugiwa si komputerem, je li nie potrafimy pisa i czyta . Cowi cej, wymaga to od nas wi kszych umiej tno ci ni kiedy ,poniewa mamy dzi nowe znaki, has a, symbole. Nasz alfabetsi poszerzy . Nauka czytania staje si coraz trudniejsza. Gdybynasze komputery mog y bezpo rednio zapisywa to, co wypo- 17
  20. 20. wiadamy, nast pi by powrót do s owa mówionego. Rodzi si tukolejne pytanie: czy mo na poprawnie wyra a swoje my li, je- eli nie umie si czyta ani pisa ?U.E.: Homer odpowiedzia by: oczywi cie, e tak.J.-C.C.: Ale Homer nale y do epoki przekazu ustnego. Na tejw a nie tradycji opiera a si jego wiedza. y w czasach, gdyw Grecji nie istnia y jeszcze adne ród a pisane. Czy mo nasobie dzisiaj wyobrazi pisarza, który dyktowa by sw powie ,ignoruj c j zyk pisany i zupe nie nie znaj c wcze niejszej litera-tury? By mo e jego utwór urzeka by czym nowym, wie ym,zaskakuj cym, wydaje mi si jednak, e pró no by oby doszu-kiwa si w nim tego, co zwykli my nazywa kultur literack .Rimbaud by m odzie cem wybitnie uzdolnionym, autoremniezrównanej poezji, lecz nie by samoukiem. W wieku szesna-stu lat mia ju solidne wykszta cenie klasyczne. Potrafi tworzywiersze po acinie.
  21. 21. Krótki ywot trwa ych no nikówJ.-P. de T.: Podejmujemy kwestie zwi zane z wielowiekow tradycjksi ki w czasach, gdy kultura zdaje si preferowa inne, by mo e sku-teczniejsze rodki przekazu. Ale co panowie powiedz o wszystkich tychurz dzeniach maj cych umo liwia trwa y zapis informacji i naszychdanych, jak na przyk ad dyskietki, kasety b d CD-ROM-y, od którychju dzi odchodzimy?J.-C.C.: W 1985 roku minister kultury Jack Lang zwróci si domnie z pro b , abym powo a do ycia now szko filmowo-tele-wizyjn (La Fémis*) i obj jej kierownictwo. W tym celu zapro-si em do wspó pracy kilku wietnych specjalistów technicznychz Jackiem Gajosem na czele i przez dziesi lat, od 1986 do 1996roku, zawiadywa em t uczelni . W okresie tym musia em oczy-wi cie ledzi wszystkie nowinki z naszej dziedziny. Jednym z najistotniejszych problemów, z jakimi trzeba siby o upora , by a po prostu prezentacja filmów studentom. Gdyogl damy jaki film, by my mogli dokona jego analizy, musiistnie mo liwo przerywania jego projekcji, cofania, zatrzy-mywania czy te przesuwania go do przodu, czasem klatka po * Nazwa pa stwowej wy szej szko y filmowej we Francji [przyp.t um.]. 19
  22. 22. klatce. W przypadku tradycyjnej ta my nie da si tego zrobi .Rozpowszechnione wtedy by y kasety wideo, które jednak bar-dzo szybko si zu ywa y. Po trzech, czterech latach eksploata-cji nie nadawa y si ju do niczego. W tamtym w a nie okresiepowsta a Wideoteka Miasta Pary a, która mia a archiwizowawszelkie materia y fotograficzne i filmowe dotycz ce stolicy.Aby zapisywa obraz, mieli my do wyboru kasety elektronicznei p yty CD, które nazywali my wówczas „no nikami trwa ymi”.Paryska wideoteka zainwestowa a w kolekcj kaset. Inni wypró-bowywali nowe mo liwo ci p yt, reklamowanych jako no nikio nieograniczonych wr cz mo liwo ciach. Dwa, trzy lata pó niejpojawi y si w Kalifornii pierwsze CD-ROM-y (Compact Disc –Read-Only Memory). Wreszcie znale li my rozwi zanie. Odby-wa y si liczne prezentacje owych cudeniek. Pami tam pierwszyCD-ROM, jaki ogl dali my. By to film o Egipcie. Pokaz wprawinas w podziw i os upienie. Wszyscy z najwy szym uznaniem wy-powiadali si o tym wynalazku, który – jak si wydawa o – roz-wi e wszystkie trudno ci, z jakimi od dawna borykali si ludzie,którzy podobnie jak my zajmowali si zawodowo filmem i archi-wizacj obrazu. Tymczasem zak ady ameryka skie, gdzie powsta-wa y te kurioza, zaprzesta y produkcji CD-ROM-ów ju siedemlat temu. Dzi w ka dym razie powstaj coraz to nowsze wersje tele-fonów komórkowych, tudzie najrozmaitszych iPodów. PonoJapo czycy pisz na nich powie ci, proponowane w tej wersjiodbiorcom. Internet, jako narz dzie niezmiernie mobilne, obej-muje swym zasi giem ca y wiat. Równie us ugom VOD (VideoOn Demand), elastycznym ekranom i innym cudom przepowia-dana jest wietlana przysz o . Mo e i tak b dzie. Wydawa by si mog o, e opowiadam panom o jakiej epo-ce trwaj cej wieki ca e, a przecie wszystkie te nowinki obejmuj 20
  23. 23. okres najwy ej dwudziestu lat. Jak szybko pozbywamy si wszel-kich nowo ci! Chyba coraz atwiej nam to przychodzi. S tooczywi cie banalne prawdy, stanowi ce jednak niezb dny bagawiedzy – przynajmniej w pierwszym etapie podró y.U.E.: Zaledwie kilka lat temu pojawi a si na CD-ROM-ie Patro-logia latina Migne’a (dwie cie dwadzie cia jeden tomów!), kosz-tuj ca – o ile dobrze pami tam – pi dziesi t tysi cy dolarów.Na Patrologi w tej cenie mog y wi c sobie pozwoli tylko wielkiebiblioteki, a nie skromni badacze (chocia niefrasobliwi medie-wi ci uciekali si do pirackich kopii). Obecnie mo na po prostuzawrze umow abonamentow na dost p do tego dzie a online.To samo dotyczy Encyklopedii Diderota, któr kiedy wydawnic-two Robert oferowa o na CD-ROM-ie. Dzi znajduj j , nic niep ac c, w internecie.J.-C.C.: Kiedy pojawi o si DVD, s dzili my, e oto w ko cumamy idealny produkt, który raz na zawsze wyeliminuje trud-no ci zwi zane z zapisywaniem danych i urzeczywistni naszewspólne cele. Przedtem nigdy nie stworzy em sobie domowejfilmoteki. Gdy pojawi o si DVD, pomy la em, e nareszcie dys-ponuj „trwa ym no nikiem”. Nic z tych rzeczy. Obecnie mówisi o p ytach maj cych zmniejszony format, do których koniecz-ny b dzie zakup nowych odtwarzaczy i które – tak jak w przy-padku e-czytników – umo liwi zapis znacznej liczby filmów.A wi c z naszym poczciwym DVD równie si po egnamy, chyba e zachowamy stare urz dzenia, które kiedy pozwala y nam jeogl da . Zreszt kolekcjonowanie tego wszystkiego, co wypieranejest przez dzisiejsz technologi , sta o si modne. Jeden z moichznajomych, belgijski filmowiec, przechowuje w piwnicy osiem- 21
  24. 24. na cie komputerów, aby móc odczytywa starsze dokumenty.Tak wi c ywot trwa ych no ników jest bardzo krótki. Te jak ecz sto powtarzane uwagi, które sta y si niemal wy wiechtany-mi frazesami, o krótkotrwa ym ywocie dzisiejszych no nikówinformacji, wywo a u nas mog u miech zadumy, czy nie?Mam tu na my li mi o ników inkunabu ów, jakimi obaj jeste my.Przynios em panu ze swojej biblioteki t oto niewielk aci skksi k , wydrukowan w Pary u pod koniec XV wieku. Proszpopatrze . Gdy otworzymy ten inkunabu na ostatniej stronie,natrafimy na notatk w j zyku francuskim: Ces présentes heuresà l’usaige de Rome furent achevées le vingt-septième jour de septembrel’an mille quatre cent quatre-vingt-dix-huit pour Jean Poitevin, librai-re, demeurant à Paris en la rue Neuve-Notre-Dame*. „Usage” napi-sane jest „usaige”, system datowania jest inny ni dzisiaj, chodla nas zrozumia y. Jeste my wi c jeszcze w stanie czyta tekstywydrukowane pi wieków temu. Ale nie da si ju odtwarzatekstów albo filmów zapisanych na kasetach elektronicznych lubCD-ROM-ach, mimo e urz dzenia te maj zaledwie kilka lat.Chyba e przechowujemy w piwnicach stare komputery.J.-P. de T.: Nale y podkre li , e te coraz szybciej starzej ce si noweno niki zmuszaj nas do zrewidowania technik ich eksploatacji i groma-dzenia danych, a nawet niektórych naszych poj ...U.E.: To mi dzy innymi ich krótki ywot powoduje, e pamiludzka staje si coraz bardziej zawodna. Jest to chyba jedenz najpowa niejszych problemów naszej cywilizacji. Z jednej * „Niniejsze godzinki na u ytek Rzymian spisane zosta y dwu-dziestego siódmego dnia wrze nia roku Pa skiego 1498 dla ksi garzaJeana Poitevina, zamieszka ego przy ulicy Neuve-Notre-Dame w Pary- u” [przyp. t um.]. 22
  25. 25. strony wynajdujemy urz dzenia odci aj ce nasz pami , jakró norodne techniki zapisywania i przenoszenia danych, co jestna pewno wyra nym post pem, je li przypomnimy sobie czasy,gdy trzeba by o ucieka si do mnemotechnik, czyli metod u at-wiaj cych zapami tywanie, gdy cz owiek po prostu nie miado dyspozycji tego wszystkiego, co zawiera oby ca niezb dnwiedz . Musia wi c liczy jedynie na swoj pami . Z drugiejjednak strony, pomijaj c ju krótki ywot tych urz dze , co jestrzeczywi cie powa nym problemem, musimy równie przyzna , e nasza postawa wobec wielu wytworów naszej kultury jest cz -sto niew a ciwa. Wystarczy, e podam jako przyk ad oryginalneplansze s ynnych komiksów. S one nieprawdopodobnie drogie,poniewa pozosta o ich bardzo niewiele (jedna stronica autor-stwa Aleksa Raymonda kosztuje dzi krocie). A dlaczego jest ichtak ma o? Po prostu gazety, w których komiksy si ukazywa y,po wykorzystaniu plansz pozbywa y si ich.J.-P. de T.: Jaki rodzaj mnemotechnik stosowano przed wynalezieniemowych sztucznych pami ci – ksi ek czy te twardych dysków?J.-C.C.: Aleksander Macedo ski w przeddzie podj cia kolej-nej wiekopomnej decyzji dowiaduje si , e pewna niewiastapotrafi bezb dnie przepowiada przysz o . Ka e j wi c za-wezwa , aby zdradzi a mu swój sekret. Kobieta mówi królowi, e nale y rozpali wielki ogie i odczytywa przysz o z dymu,niczym z ksi ki. Równocze nie jednak ostrzega s ynnego zdo-bywc , dodaj c, e gdy b dzie obserwowa dym, nie wolnomu my le o lewym oku krokodyla – mo e ostatecznie my leo prawym, ale pod adnym pozorem nie o lewym. No i Alek-sander musia zrezygnowa z poznania przysz o ci. Dlaczego?Poniewa , kiedy tylko ka e nam si o czym nie my le , my limy 23
  26. 26. tylko o tym. Zakaz powoduje odwrotny skutek. Lewe oko dzi-kiej bestii zaw adn o nasz pami ci i umys em. Nie mo na siod tego uwolni . Niekiedy – podobnie jak w przypadku Aleksandra Mace-do skiego – to, e nie sposób o czym zapomnie , mo e stasi problemem, a nawet dramatem. Istniej ludzie obdarzeniumiej tno ci zapami tywania wszystkiego – stosuj oni bardzoproste techniki mnemotechniczne. S to mnemoni ci. Zagad-nieniami tymi zajmowa si rosyjski neurolog Aleksandr uria.Na której z jego prac oparta jest sztuka Petera Brooka Je suisun phénomène.* Je li opowiadamy co mnemoni cie, nie jest onw stanie tego zapomnie . Jest niczym doskona e, lecz zarazemwariackie urz dzenie, rejestruj ce wszystko bez jakiejkolwiekselekcji. W tym przypadku nie jest to zaleta, lecz wada.U.E.: Metoda mnemotechniczna polega na kojarzeniu rzeczy,któr nale y zapami ta , z konkretnym fragmentem lub miej-scem jakiego pa acu lub miasta. Przytoczona przez Cyceronaw traktacie O mówcy legenda o Symonidesie g osi, e gdy które-go wieczoru poeta ucztowa z greckimi dostojnikami, zawalisi dach sali, któr na chwil opu ci . Wszyscy biesiadnicy po-nie li mier . Poproszony o zidentyfikowanie zw ok, Symonideszdo a tego dokona , przypominaj c sobie miejsce, jakie ka dyz nich zajmowa przy stole. Technika mnemotechniczna polega zatem na skojarzeniachprzestrzennych w odniesieniu do danego przedmiotu lub poj -cia. Aleksander Macedo ski z pa skiego przyk adu nie zdo aodczyta przepowiedni, poniewa dym, który mia obserwowa ,kojarzy mu si z lewym okiem krokodyla. Sztuka zapami tywa- * Chodzi tu o ksi k urii O pami ci, która nie mia a granic, prze .Joanna Przesmycka, Warszawa 1970 [przyp. red.]. 24
  27. 27. nia budzi a jeszcze zainteresowanie w redniowieczu. Mo na bys dzi , e pocz wszy od wynalezienia druku, stopniowo odcho-dzi o si od technik mnemotechnicznych. Tymczasem w epocetej publikowane s najpi kniejsze ksi ki o mnemotechnice!J.-C.C.: Wspomina pan o oryginalnych planszach s ynnych ko-miksów, wyrzucanych po ich wykorzystaniu do kosza. Podobnieby o z kinem. Ile w ten sposób stracili my filmów! W latachdwudziestych i trzydziestych XX wieku kino europejskie sta osi „siódm sztuk ”. Zacz y powstawa filmy, które zdoby y so-bie trwa e miejsce w historii sztuki i zas ugiwa y na to, by je za-chowa . W tym te celu tworzono pierwsze kinoteki – najpierww Rosji, nast pnie we Francji. Jednak e dla Amerykanów kinonie jest sztuk , lecz produktem, maj cym coraz to nowsze wersje.Ci gle trzeba kr ci kolejnego Zorra, Nosferatu czy te Tarzana.To jak pozbywanie si przestarza ych modeli i zgromadzonychzapasów. Stary, lecz warto ciowy wyrób móg by konkurowaz nowym. Prosz sobie wyobrazi , e kinoteka ameryka ska po-wsta a dopiero w latach siedemdziesi tych! Poprzedzi a j d u-gotrwa a batalia o subwencje; nie atwo te by o zainteresowaAmerykanów histori ich kina. Równie w Rosji narodzi a sipierwsza na wiecie uczelnia filmowa, co zawdzi czamy Eisen-steinowi. Uwa a on, e nale y stworzy tego typu uczelni , któ-ra pod wzgl dem poziomu dorównywa aby najlepszym szko ommalarstwa lub architektury.U.E.: We W oszech na potrzeby kina ju na pocz tku XX wiekupisa nasz wielki poeta Gabriele D’Annunzio, który wraz z Gio-vannim Pastrone jest autorem scenariusza do filmu Cabiria.W Ameryce nie traktowano by go powa nie. 25
  28. 28. J.-C.C.: W telewizji pod tym wzgl dem by o jeszcze gorzej. Prze-chowywanie nakr conych materia ów wydawa o si pocz tkowoczym absurdalnym. Dopiero gdy utworzono INA* w celu ar-chiwizacji nagra audiowizualnych, sytuacja diametralnie sizmieni a.U.E.: W 1954 roku pracowa em w telewizji i przypominam so-bie, e wszystkie programy by y emitowane na ywo. Nie stoso-wano wówczas nagra magnetowidowych. Istnia o wtedy urz -dzenie, które nazywano tam transcriber, zanim przekonano si , e termin ten nie istnieje w telewizji anglosaskiej. Chodzi o poprostu o filmowanie kamer obrazu z ekranu. Poniewa jednakby a to uci liwa i kosztowna metoda, trzeba by o dokonywaselekcji. W ten sposób wiele rzeczy bezpowrotnie przepad o.J.-C.C.: Podam tu pewien bardzo znany przyk ad. To prawieinkunabu telewizyjny. W latach 1951–1952 Peter Brook reali-zowa dla ameryka skiej telewizji Króla Lira z Orsonem Welle-sem w roli g ównej. W tamtym okresie z braku odpowiedniegosprz tu nie archiwizowano emitowanych programów. Okazujesi jednak, e Król Lir Brooka zosta sfilmowany. Równie w tymprzypadku kto za pomoc kamery nagra z ekranu ten spek-takl. Jest to dzi jeden z najcenniejszych eksponatów nowojor-skiego muzeum telewizji. Pod wieloma wzgl dami przypominami to histori ksi ki.U.E.: W pewnym sensie. Kolekcjonowanie ksi ek ma bardzod ug tradycj , a zatem dzieje kina i ksi ki potoczy y si od-miennie. Kult zapisanej stronicy, a pó niej ksi ki jest równie * Institut National de l’Audiovisuel [przyp. t um.]. 26
  29. 29. stary jak pismo. Ju Rzymianie pragn li posiada i zachowywakolekcje zwojów. To, e wiele ksi ek nie przetrwa o do naszychczasów, spowodowa y inne czynniki – na przyk ad cenzura re-ligijna. Poza tym bardzo cz ste by y po ary bibliotek, podob-nie zreszt jak katedr, poniewa wiele elementów tych budow-li wykonanych by o z drewna. P on ca katedra lub bibliotekaw redniowieczu przypomina scen z filmu o wojnie na Pacy-fiku, ukazuj c spadaj cy do oceanu samolot. Po ar biblioteki,jak to widzimy w Imieniu ró y, nie jest w redniowieczu niczymnadzwyczajnym. By uchroni ksi gozbiory od ognia, starano si przechowy-wa je w bezpiecznych miejscach, co da o pocz tek bibliotekomklasztornym. Pomys znalezienia dla ksi ek pewnego schro-nienia narodzi si prawdopodobnie w wyniku wielokrotnychnajazdów barbarzy ców na Rzym, którzy puszczali miasto z dy-mem zanim z niego wyszli. A có mog o by bezpieczniejsze ani- eli biblioteki klasztorne? Jednak e nie dla wszystkich ksi g po-szukiwano azylu, a eby ocali je od zapomnienia, co oczywi ciezapocz tkowa o proces selekcji.J.-C.C.: Natomiast kult unikatowego dzie a filmowego dopierozaczyna si rodzi . Niektórzy kolekcjonuj nawet scenariusze.Dawniej po zako czeniu zdj do filmu scenariusz najcz ciejl dowa w koszu, podobnie jak plansze komiksów, o którychpan wspomina . Ale w latach czterdziestych niektórzy doszli downiosku, e nawet po zrealizowaniu filmu scenariusz mo e miejeszcze pewn warto . Przynajmniej handlow .U.E.: Obecnie istnieje kult s ynnych scenariuszy, na przyk adCasablanki. 27
  30. 30. J.-C.C.: Dotyczy to oczywi cie g ównie tych egzemplarzy, którezawieraj uwagi naniesione odr cznie przez re ysera. Widzia- em scenariusze Fritza Langa z jego adnotacjami, stanowi ce a-komy k sek dla bibliofilów, którzy ywi dla nich fetyszystycznewr cz uwielbienie, jak równie scenariusze w drogich oprawach.Powróc jednak na chwil do kwestii, któr wcze niej poru-szy em. Jak stworzy sobie dzisiaj filmotek na prywatny u y-tek? Na jakich no nikach archiwizowa materia y? Nie sposóbprzechowywa w domu filmów na tradycyjnej ta mie. Trzebaby mie kabin projekcyjn , specjaln sal , pomieszczenia ma-gazynowe. Kasety magnetyczne, jak wiadomo, maj nisk roz-dzielczo zapisu, szybko si zu ywaj , kolory na nich z czasemblakn . Epoka CD-ROM-ów jest ju za nami. P yty DVD d ugosi nie utrzymaj . Zreszt , jak ju powiedzieli my, nie jest nawetpewne, czy ilo energii w przysz o ci oka e si wystarczaj ca,by wszystkie nasze urz dzenia mog y normalnie funkcjonowa .Pami tamy, e w lipcu 2006 roku nast pi a w Nowym Jorku po-wa na awaria elektryczno ci. Wyobra my sobie jeszcze gro niej-sz i d u sz awari . Bez elektryczno ci wszystko zamiera, aleksi ki da oby si jeszcze czyta – albo w dzie , albo wieczoremprzy wiecy – nawet gdyby przepad o ca e dziedzictwo cywiliza-cji audiowizualnej. Dwudziesty wiek to pierwsze stulecie, którepozostawi o po sobie ruchome obrazy ukazuj ce histori tegookresu oraz urz dzenia rejestruj ce d wi k, cho ci gle jeszczena niedoskona ych no nikach. Ciekawa sprawa: nie dysponuje-my adnymi d wi kami z odleg ej przesz o ci. Mo emy jedynieprzypuszcza , e piew ptaków czy szum strumienia by y takiesame jak dzi ...U.E.: Ale nie ludzki g os. Zwiedzaj c muzea, widzimy, e ó -ka naszych przodków by y niewielkich rozmiarów, a wi c ludzie 28
  31. 31. byli kiedy ni si, co oczywi cie warunkowa o odmienn barwg osu. Gdy s ucham starej p yty Carusa, zawsze si zastanawiam,czy ró nica mi dzy jego g osem a g osami wielkich tenorówwspó czesnych ma zwi zek wy cznie z jako ci techniczn na-grania i rodzajem no nika, czy te mo e g os ludzki z pocz tkówXX wieku ró ni si od naszego. Epok Carusa i Pavarottiegodziel ca e dziesi ciolecia rozwoju medycyny i technologii y-wienia. W oscy imigranci w Stanach Zjednoczonych na pocz t-ku XX wieku mieli – powiedzmy – sto sze dziesi t centymetrówwzrostu, natomiast ich wnuki mierzy y ju metr osiemdziesi t.J.-C.C.: Gdy pracowa em w La Fémis, zaproponowa em które-go dnia studentom na zaj ciach z d wi ku wiczenie polega-j ce na próbie odtworzenia wybranych efektów akustycznychz przesz o ci. Na podstawie satyry Boileau Les embarras de Parismieli oni opracowa cie k d wi kow , przy czym zwróci emim uwag , e domy by y niegdy ni sze, bruki – drewniane, ko apowozów – elazne, i tak dalej. Oto pocz tek wiersza: Qui frappe l’air bon Dieu de ces lugubrescris?* Có to jest „pos pny krzyk” noc w siedemnastowiecznymPary u? Eksperyment ten, odtwarzanie d wi ków przesz o ci,mo e by nawet fascynuj cy, cho to nie atwe zadanie. Czy jestono w ogóle wykonalne? W ka dym razie, je li w wyniku gigantycznej awarii elek-tryczno ci czy te jakiego innego kataklizmu przepadnie ca apami wizualna i d wi kowa XX wieku, pozostanie nam jesz-cze ksi ka. Zawsze b dziemy w stanie nauczy dziecko czytania.Owa wizja kultury skazanej na zag ad , pami ci skazanej na za-pomnienie, ma – jak wiadomo – d ug tradycj , zapewne równie * „Na Boga! Có to za krzyk pos pny ciemno ci przebija?” [przyp.t um.]. 29
  32. 32. d ug jak s owo pisane. Pos u si tu kolejnym przyk adem,zaczerpni tym z historii Iranu. Wiemy, e jednym z o rodkówkultury perskiej by dzisiejszy Afganistan. W okresie najazdówmongolskich w XI i XII wieku – a wiadomo, e Mongo owieniszczyli wszystko, co napotkali na swej drodze – uczeni i arty- ci z Balchu, w ród których by równie ojciec D alala ad-DinaRumiego, opu cili tamte rejony, zabieraj c najcenniejsze r ko-pisy. Udali si na zachód, w kierunku Turcji. Rumi, podobniejak wielu uchod ców perskich, reszt ycia sp dzi w Konyi naterenie Anatolii. Przytocz tu pewn ciekawostk . Otó jedenz uchod ców, cierpi c skrajn n dz podczas ucieczki, u ywajako poduszki cennych ksi g, które mia z sob . S dz , e ma-nuskrypty te warte s dzisiaj krocie. Przebywaj c w Teheranie,widzia em u pewnego kolekcjonera zbiór starych r kopisów ilu-strowanych – istny cud. Wszystkie wielkie cywilizacje sta y przedtym samym dylematem: co pocz z dobrami kultury, którymgrozi zag ada? Jak je uratowa ? I co ocali ?U.E.: Gdy w obliczu zagro enia cz owiek zdo a zgromadzi naj-cenniejsze dobra kultury w bezpiecznym miejscu, cz ciej udajemu si ocali r kopis, kodeks, inkunabu b d ksi k , ani elirze b lub obraz.J.-C.C.: Pozostaje jednak owa zagadka, na któr nie ma, jak do-tychczas, odpowiedzi: niemal wszystkie wolumeny staro ytnegoRzymu przepad y bezpowrotnie. A przecie rzymscy patrycju-sze posiadali bogate zbiory, zawieraj ce tysi ce dzie . Do nie-których wolumenów mamy dost p w Bibliotece Watyka skiej,wi kszo jednak nie przetrwa a do naszych czasów. Najstarszyzachowany fragment r kopisu Ewangelii pochodzi z IV wieku.Pami tam, jak w bibliotece tej podziwia em manuskrypt Georgi- 30
  33. 33. ków Wergiliusza z IV lub V wieku. Co wspania ego. Górn po- ow ka dej strony zajmowa a ilustracja. Jak dotychczas jednak,nie widzia em ani jednego kompletnego wolumenu. Najstarszetakie ród a pisane ogl da em w muzeum w Jerozolimie. By yto r kopisy znad Morza Martwego. Zachowa y si dzi ki bardzosprzyjaj cym warunkom klimatycznym. Podobnie jest z papiru-sami egipskimi, które – jak mniemam – zaliczaj si do najstar-szych tekstów.J.-P. de T.: Jako materia , na którym utrwalone by y te teksty, wymie-niaj panowie papirus, by mo e równie papier. Ale wypada chybawspomnie o starszych materia ach pisarskich, które tak e na swój sposóbtworz histori ksi ki...J.-C.C.: Oczywi cie. Istniej ró nego rodzaju materia y, na któ-rych utrwalone zosta y teksty: stele, tabliczki, tkaniny. Jednakbardziej ni materia pisarski interesuje nas zrodzony w za-mierzch ej przesz o ci przekaz, jaki dzi ki tym ocala ym frag-mentom przetrwa do naszych czasów. Chcia bym pokaza pa-nom ilustracj , na któr natrafi em w otrzymanym dzi ranokatalogu aukcyjnym. To odcisk stopy Buddy. Wyja nijmy to so-bie bli ej. Wyobra my sobie krocz cego Budd , który tworzy juw asn legend . Jednym z najbardziej znamiennych dla niegoznaków fizycznych s inskrypcje na podeszwach. Nie musz do-dawa , e jest to przekaz nieocenionej wagi. Pozostawione przezniego na ziemi lady s niczym grawerunki.U.E.: To pierwszy zwiastun odcisków filmowych s aw na Holly-wood Boulevard przed Teatrem Chi skim! 31
  34. 34. J.-C.C.: Powiedzmy. Budda przekazuje ludziom swoje nauki,st paj c po ziemi. Wystarczy odczytywa jego lady, które nies oczywi cie zwyk ymi odciskami stóp. To kwintesencja ca e-go buddyzmu, czyli stu o miu regu symbolizuj cych wszystkie wiaty o ywione i nieo ywione, jakie Budda umys em swym ob-j zdo a . Ale widzimy tu równie ró nego rodzaju stupy, niewielkie wi tynie, Ko a Prawa, zwierz ta, a tak e drzewa, wod , wiat o,Nagów, sk adane ofiary – wszystko to ukazane jest na jednymtylko odcisku stopy Buddy. To istna drukarnia sprzed epoki Gu-tenberga. To pismo symboliczne.J.-P. de T.: Tyle odcisków, co przekazów, które uczniowie b d usi owaliodszyfrowa . Jak tu nie doszukiwa si zwi zku mi dzy narodzinamipisma a powstawaniem wi tych tekstów? To w a nie owe ród a, którychgeneza jest nam nieznana, zapocz tkuj wielkie ruchy religijne. Ale cow a ciwie leg o u podstaw tych procesów? Jak warto mo na przypi-sa ladom stóp czy te na przyk ad „czterem” Ewangeliom? I dlaczegoakurat tym czterem?J.-C.C.: W a nie – dlaczego czterem, skoro by o ich ca kiemsporo? Niektóre ewangelie odkryto nawet du o pó niej. Na so-borze nicejskim biskupi dokonali wyboru 4 ewangelii spo ródkilkudziesi ciu wi tych tekstów. Dopiero w XX wieku natra-fiono na tak zwan Ewangeli Tomasza, która jest starsza niEwangelie wed ug wi tego Marka, ukasza, Mateusza i Jana.Zawiera ona wy cznie nauki Jezusa. Wi kszo badaczy pod-trzymuje równie tez o istnieniu ewangelii pierwotnej, zwanej ród em Q (od niemieckiego wyrazu Quelle), mo liwej do zre-konstruowania na podstawie Ewangelii wed ug wi tego uka-sza, Mateusza i Jana, którzy korzystali z tych samych róde . Ta 32
  35. 35. pierwotna ewangelia zagin a bez ladu. Zak adaj c jednak, eistnia a, specjali ci usi owali j zrekonstruowa . Czym e jest wi ty tekst? Mg awic ? amig ówk ? W przy-padku buddyzmu problem przedstawia si nieco inaczej. Rów-nie Budda niczego nie napisa , ale w odró nieniu od Jezusaujawnia swoje prawdy o wiele d u ej. Utrzymuje si , e Chry-stus g osi S owo Bo e dwa, najwy ej trzy lata, natomiast Buddanaucza co najmniej trzydzie ci pi lat. Jeden z jego bliskichuczniów, Ananda, zacz zaraz po mierci mistrza spisywa g o-szone przeze nauki, maj c do pomocy grup jego wyznawców.Kazanie w Benaresie, czyli pierwsza nauka Buddy, tekst zawie-raj cy s ynne Cztery Szlachetne Prawdy, wyuczony na pamii z pietyzmem spisany, zawieraj cy podstawowe zasady wspól-ne dla wszystkich szkó buddyjskich, mie ci si co najwy ej najednej stronicy. Pierwotny buddyzm to zaledwie jedna strona.I ta jedna, jedyna strona, któr zawdzi czamy Anandzie, da apocz tek milionom ksi ek.J.-P. de T.: Stronica, która si zachowa a. By mo e dlatego e wszyst-kie inne zagin y. Czy mo na to w ogóle sprawdzi ? To w a nie wiaranadaje owemu tekstowi szczególn warto . Ale mo e prawdziwa naukaBuddy zapisana by a w ladach stóp albo w zapomnianych lub zaginio-nych ju dzi dokumentach?J.-C.C.: Mo e wi c powinni my prze y klasyczn sytuacj dra-matyczn : wiatu grozi zag ada, tote musimy ocali niektóredzie a naszej kultury, znajduj c dla nich schronienie. Cywilizacjizagra a na przyk ad gigantyczna katastrofa klimatyczna. Trzebadzia a szybko. Nie jeste my w stanie wszystkiego z sob zabra .Co by my wybrali? Jakie no niki informacji? 33
  36. 36. U.E.: Przekonali my si , e dzisiejsze urz dzenia szybko si sta-rzej . Nie ma sensu obci a si przedmiotami, które mog stasi nieme i nieczytelne. Wykazali my w sposób naukowy wy szoksi ki nad ka dym innym no nikiem informacji, jaki w przeci -gu ostatnich lat ukaza si na rynku. Je li wi c mam ocali co ,co da si atwo przenosi , i co dowiod o ju , e potrafi si oprzeup ywaj cemu nieub aganie czasowi, wybieram ksi k .J.-C.C.: Porównujemy nowoczesne techniki mniej lub bardziejdostosowane do gor czkowego rytmu naszego ycia z tym, czymby y niegdy ksi ki, ich produkcja i rozpowszechnianie. Pos usi przyk adem, który ukazuje, e równie ksi ka mo e wiernieodzwierciedla bieg Historii, dopasowuj c si do zachodz cychwydarze . Zamierzaj c napisa Noce paryskie, Restif de La Bre-tonne udaje si do stolicy i zaczyna po prostu opisywa to, cowidzi. Czy jednak rzeczywi cie jest tego wszystkiego wiadkiem?Opinie komentatorów s tu podzielone. Restif by znanym fan-tast , który przedstawiany przez siebie wiat uznawa cz sto zarzeczywisty. Na przyk ad zawsze gdy napomyka o mi osnychigraszkach z dziwk , dochodzi do wniosku, e to która z jegocórek. Dwa ostatnie tomy Nocy paryskich powstaj w okresie rewolu-cji francuskiej. Autor pisze swoje opowie ci noc , a rano sk adai drukuje tekst w suterenie. A poniewa w tych niespokojnychczasach nie udaje mu si zdoby papieru, podczas spacerów zbie-ra na ulicy plakaty i ulotki, które nast pnie gotuje, by uzyskamas papierow bardzo kiepskiej jako ci. Papier obu tych ostat-nich tomów jest zupe nie inny ni w przypadku pierwszych. Ko-lejn charakterystyczn cech stylu pracy Restifa jest to, e dru-kuj c swój utwór, ucieka si do skrótów, poniewa brakuje muczasu. Na przyk ad pisze „rew” zamiast „rewolucja”. Doprawdy 34
  37. 37. zdumiewaj cy jest ów gor czkowy po piech cz owieka, który zawszelk cen pragnie ledzi bieg wydarze , nad a za Histo-ri . A je li przytoczone przez Restifa fakty mijaj si z prawd ,jest on uroczym k amc . Na przyk ad spotka kiedy cz owieka,którego nazwa „macaczem”. M czyzna ten dyskretnie prze-chadza si w t umie otaczaj cym szafot i za ka dym razem, gdyspada a kolejna g owa, przyciska r k do kobiecego ty ka. Restif pisa równie o transwestytach, zwanych w okresie re-wolucji „zniewie cia ymi”. Przypominam sobie tak e scen , nadktór wspólnie z Milošem Formanem d ugo pracowali my. Gru-pa skaza ców wieziona jest wózkiem na szafot. Jeden z nich maz sob ma ego psa, który towarzyszy swemu panu do samegoko ca. Przed wej ciem na szafot skazaniec zwraca si do t umuz pytaniem, czy kto zechcia by si zwierz ciem zaopiekowa .Mówi, e to bardzo czu y pies. Trzyma go w ramionach, prag-n c komu ofiarowa . W odpowiedzi s yszy jedynie obelgi. Znie-cierpliwieni stra nicy wyrywaj psa z r k skaza ca, który wkrót-ce zostaje zgilotynowany. Zwierz , skowycz c a o nie, zaczynaliza le c w koszu zakrwawion g ow swego pana. W ciekli o nierze zabijaj psa bagnetami. Wówczas gniew t umu skupiasi na nich: „Mordercy! Nie macie wstydu! Co ten nieszcz snypies wam zawini ?!”. Odszed em nieco od tematu, ale literacka próba Restifa –ksi ka-reporta , ksi ka „na ywo” – wydaje mi si czym nie-powtarzalnym. Powró my jednak do pytania: jakie ksi ki sta-raliby my si ocali w razie jakiego kataklizmu? W pa skimdomu wybucha po ar – czy wie pan, które dzie a chcia by panprzede wszystkim uratowa ?U.E.: Jako e tyle dobrego powiedzia em o ksi kach, o wiadczpanu, e rzuci bym si ratowa najpierw mój zewn trzny dysk 35
  38. 38. twardy o pojemno ci dwustu pi dziesi ciu gigabajtów, zawie-raj cy wszystko to, co napisa em w ci gu ostatnich trzydziestulat. Nast pnie, gdybym mia jeszcze tak mo liwo , stara bymsi oczywi cie ocali któr z moich starych ksi ek, niekoniecz-nie najbardziej warto ciow , lecz tak , któr szczególnie lubi .Tylko co wybra ? Przywi zany jestem do bardzo wielu. My l , e nie mia bym zbyt wiele czasu, by si nad tym zastanawia . Po-wiedzmy, e zdecydowa bym si na Peregrinatio in Terram SanctamBernharda von Breydenbacha, Speier, Drach, 1490, ze wspa-nia ymi rycinami na kilku rozk adanych stronicach.J.-C.C.: Je eli o mnie chodzi, zabra bym na pewno r kopisAlfreda Jarry’ego, André Bretona i jak ksi k Lewisa Car-rolla zawieraj c jego list. Bardzo przykra historia przytrafi asi Octaviowi Pazowi. Sp on a jego biblioteka. To prawdziwatragedia! Mog panowie sobie wyobrazi jego zbiory! Znajdowa- y si tam wszystkie dzie a dedykowane mu przez surrealistówz ca ego wiata. Dwa ostatnie lata ycia by y dla niego niezmier-nie bolesne. Gdyby zadano mi to samo pytanie na temat filmu, znalaz- bym si w jeszcze wi kszym k opocie. Dlaczego? Po prostu takjak w przypadku ksi ek, wiele filmów nie przetrwa o do na-szych czasów. Przepad y nawet te, nad którymi pracowa em.Gdy zaginie negatyw, ko czy si ywot filmu. Nawet je li nega-tyw gdzie si zapodziewa, cz sto bardzo trudno go odnale ,a wykonanie kopii kosztuje. Wydaje mi si , e wiat obrazu, a w szczególno ci kino, zna-komicie ukazuje dynamiczny rozwój techniki. Pan i ja urodzi-li my si w stuleciu, które jako pierwsze w historii stworzy onowe rodki wyrazu. Gdyby my rozmawiali sto dwadzie cia latwcze niej, mogliby my wymieni tylko teatr i ksi k . Nie by o- 36
  39. 39. by jeszcze radia, kina, zapisu g osu i d wi ków, telewizji, syntezyobrazu ani komiksów. Ka da nowo wdra ana technika pragnieudowodni , e jest w stanie naruszy zarówno zasady, na jakichoparte by y wcze niejsze wynalazki, jak i cechuj ce je ogranicze-nia. Jest harda, wynios a i uwa a si za niezast pion . Rzec bymo na, e rodzi automatycznie nowe talenty, obdarzaj c swychu ytkowników naturalnymi predyspozycjami do natychmiasto-wego pos ugiwania si ni bez konieczno ci jej przyswojenia,oraz zamierza wyeliminowa wszystko to, co istnia o przed ni ,czyni c jednocze nie z wszystkich tych, którzy o mieliliby si jodrzuci , opó nionych w rozwoju analfabetów. Przez ca e ycie by em wiadkiem tego swoistego szanta u,podczas gdy w a ciwie rzecz ma si zgo a odmiennie. Ka danowa technika wymaga d ugotrwa ego przyswajania sobie no-wego kodu, zw aszcza e umys nasz ukszta towany jest przezj zyki u ywane przed pojawieniem si owego intruza. W latach1903–1905 tworzy si nowy j zyk kina, który absolutnie wypadazna . Wielu powie ciopisarzy uwa a, e mo na z atwo ci prze-rzuci si z pisania powie ci na opracowywanie scenariuszy. Sjednak w b dzie. Nie dostrzegaj , e obie te rzeczy wymagajw a ciwie dwóch ca kowicie ró nych metod pisarskich. Technika nie okazuje si adnym udogodnieniem. Wymaganowych umiej tno ci. Czy jest na przyk ad co trudniejszego ninapisanie sztuki radiowej?
  40. 40. Spis rzeczyWst p 5Prolog. Ksi ka przetrwa 13Krótki ywot trwa ych no ników 19Kury przez ca e sto lat uczy y si nie przechodzi przez jezdni 39Wymieni nazwiska wszystkich uczestników bitwy pod Waterloo 57S odka zemsta zapomnianych 69Ka da wydana dzisiaj ksi ka jest postinkunabu em 95Ksi ki, które bardzo pragn yby znale si w naszych r kach 125Wiedz o przesz o ci zawdzi czamy kretynom, imbecylom lub wrogom 145Pró no ludzka nie zna granic 157Pochwa a g upoty 171Internet, czyli kres damnatio memoriae 189P omienie cenzury 199Ksi ki, których nie czytali my 217Ksi ka wyniesiona na o tarze i ksi ki z „piek a” 233Co zrobi ze swoj bibliotek po mierci? 259
  41. 41. Przek ad: Jan Kortas Redaktor serii: Adam Pluszka Redakcja: Beata Iwicka Korekta: Katarzyna Paw owska, El bieta Jaroszuk Indeks zestawi a: El bieta Jaroszuk Redakcja techniczna: Izabela Go aszewska Projekt ok adki i stron tytu owych: Alek Radomski na podstawie koncepcji graficznej Macieja SadowskiegoIlustracja wykorzystana na I stronie ok adki: © Marek Goebel Wydawnictwo W.A.B. 02-386 Warszawa, ul. Usypiskowa 5 tel./fax (22) 646 01 74, 646 01 75, 646 05 10, 646 05 11 wab@wab.com.pl www.wab.com.pl Sk ad i amanie: Tekst – Ma gorzata Krzywicka Piaseczno, ó kiewskiego 7a Druk i oprawa: ódzka Drukarnia Dzie owa S.A., ód ISBN 978-83-7414-870-2
  42. 42. JEAN-CLAUDE CARRIÈRE UMBERTO ECOEco i Carrière są wielkimi bibliofilami. Księgozbiór Włocha liczy pięćdziesiąt tysięcy tomów, w tym ponadtysiąc starodruków i inkunabułów. Jego francuski rozmówca zgromadził niewiele mniejszą bibliotekę.O czym rozmawiają? Rzecz jasna o książkach i lekturze. Rozmawiają z wielkim znawstwem, rozmiłowaniem,z erudycją i poczuciem humoru. Najbardziej jednak ucieszyło mnie to, że Eco potwierdza bliską mi diagnozę:kultura Internetu nie jest przedłużeniem telewizyjnej kultury obrazkowej, lecz powrotem do Gutenbergai kultury tekstu.Czytamy i piszemy dziś więcej niż kiedykolwiek w historii. Z tego też względu Eco nie obawia się o przyszłośćksiążki, bo kultura tekstu wymaga wielu nośników. Książka ciągle jest nośnikiem najdoskonalszym, zarównopod względem estetycznym, jak i ergonomicznym. Jest jak koło – raz wynaleziona nie zniknie. Edwin BendykUmberto Eco (ur. 1932) – wybitny włoski filozof i semiolog, estetyk, mediewista, pisarz i felietonista, profesoruniwersytetów we Florencji oraz w Bolonii. Autor licznych prac naukowych i esejów: Pejzaż semiotyczny (1972),Superman w literaturze masowej (1996), W poszukiwaniu języka uniwersalnego (2002), Dzieło otwarte (W.A.B. 2008),Apokaliptycy i dostosowani (W.A.B. 2010), Po drugiej stronie lustra i inne eseje (W.A.B. w przygotowaniu), opracowańi zbiorów felietonów, np. Historia piękna (2005), Historia brzydoty (2007), Rakiem. Gorąca wojna i populizm mediów(W.A.B. 2007), a także znanych powieści, m.in. Imię róży (1987), Wahadło Foucaulta (1993), Wyspa dnia poprzedniego(1995), Tajemniczy płomień królowej Loany (2005).Jean-Claude Carrière (ur. 1931) – francuski pisarz, scenarzysta filmowy i dramaturg, a także aktor. Współpracowałz wieloma znanymi reżyserami, m.in. z Luisem Buñuelem, Milošem Formanem, Volkerem Schlöndorffem, Costą--Gavrasem i Andrzejem Wajdą. Trzykrotnie nominowany do Oscara za najlepszy scenariusz (Dyskretny urok burżuazji (Dyskretny burżuazji,Mroczny przedmiot pożądania Nieznośna lekkość bytu). Autor wielu książek, m.in. Siły buddyzmu (1998) – wywiadu pożądania, bytu).rzeki z Dalajlamą, czy Alfabetu zakochanego w Indiach (2009).P A T R O N A T M E D I A L N Y CENA 39,90 Z www.wab.com.pl
  43. 43. Niniejsza darmowa publikacja zawiera jedynie fragment pełnej wersji całej publikacji.Aby przeczytać ten tytuł w pełnej wersji kliknij tutaj.Niniejsza publikacja może być kopiowana, oraz dowolnierozprowadzana tylko i wyłącznie w formie dostarczonej przezNetPress Digital Sp. z o.o., operatora sklepu na którym możnanabyć niniejszy tytuł w pełnej wersji. Zabronione sąjakiekolwiek zmiany w zawartości publikacji bez pisemnej zgodyNetPress oraz wydawcy niniejszej publikacji. Zabrania się jejod-sprzedaży, zgodnie z regulaminem serwisu.Pełna wersja niniejszej publikacji jest do nabycia w sklepieinternetowym e-booksweb.pl - audiobooki, e-booki.

×