Your SlideShare is downloading. ×
Adrian Mole. Sekretny dziennik lat 13 i 3 4 - Sue Townsend ebook
Upcoming SlideShare
Loading in...5
×

Thanks for flagging this SlideShare!

Oops! An error has occurred.

×

Introducing the official SlideShare app

Stunning, full-screen experience for iPhone and Android

Text the download link to your phone

Standard text messaging rates apply

Adrian Mole. Sekretny dziennik lat 13 i 3 4 - Sue Townsend ebook

2,490
views

Published on

Published in: Education

0 Comments
0 Likes
Statistics
Notes
  • Be the first to comment

  • Be the first to like this

No Downloads
Views
Total Views
2,490
On Slideshare
0
From Embeds
0
Number of Embeds
0
Actions
Shares
0
Downloads
13
Comments
0
Likes
0
Embeds 0
No embeds

Report content
Flagged as inappropriate Flag as inappropriate
Flag as inappropriate

Select your reason for flagging this presentation as inappropriate.

Cancel
No notes for slide

Transcript

  • 1. Niniejsza darmowa publikacja zawiera jedynie fragment pełnej wersji całej publikacji. Aby przeczytać ten tytuł w pełnej wersji kliknij tutaj. Niniejsza publikacja może być kopiowana, oraz dowolnie rozprowadzana tylko i wyłącznie w formie dostarczonej przez NetPress Digital Sp. z o.o., operatora sklepu na którym można nabyć niniejszy tytuł w pełnej wersji. Zabronione są jakiekolwiek zmiany w zawartości publikacji bez pisemnej zgody NetPress oraz wydawcy niniejszej publikacji. Zabrania się jej od-sprzedaży, zgodnie z regulaminem serwisu. Pełna wersja niniejszej publikacji jest do nabycia w sklepie internetowym e-booksweb.pl - Audiobooki, ksiązki audio, e-booki .
  • 2. w przygotowaniu: Adrian Mole i broƒ masowego ra˝enia
  • 3. Tytu³ orygina³u: The Secret Diary of Adrian Mole Aged 13 3/4 Copyright © 1982 by Sue Townsend Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo W.A.B., 2003 Copyright © for the Polish translation by Wydawnictwo W.A.B., 2003 Wydanie II Warszawa 2005
  • 4. Dla Colina, a tak¿e dla Seana, Dana, Vicki oraz Elizabeth z mi³oœci¹ i wdziêcznoœci¹ Pawe³ek szed³ ze œciœniêtym sercem. (…) Mimo to pro- wadzi³ z matk¹ w czasie drogi zwyk³¹ pogawêdkê. Za nic na œwiecie nie przyzna³by siê jej, jak g³êboko cierpi w takich chwilach, ona zaœ domyœla³a siê tego tylko czêœciowo. D.H. Lawrence, Synowie i kochankowie, przek³ad Zofii Sroczyñskiej
  • 5. zima
  • 6. czwartek 1 stycznia, œwiêto pañstwowe w Anglii, Irlandii, Szkocji i Walii Oto moje postanowienia noworoczne: 1. Bêdê przeprowadza³ œlepców przez ulicê. 2. Bêdê wiesza³ spodnie. 3. Bêdê wk³ada³ p³yty do ok³adek. 4. Nie zacznê paliæ. 5. Przestanê wyciskaæ pryszcze. 6. Bêdê dobry dla psa. 7. Bêdê pomaga³ ubogim i niedouczonym. 8. Po wys³uchaniu odra¿aj¹cych odg³osów, które wczo- raj wieczorem dobieg³y mnie z do³u, przysiêgam tak¿e, ¿e nigdy nie wezmê do ust alkoholu. Na wczorajszym przyjêciu ojciec upi³ psa wiœniówk¹. Bêdzie mia³ za swoje, je¿eli Królewskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzêtami siê o tym dowie. Od Bo¿ego Narodzenia minê³o ju¿ osiem dni, a matka ani razu nie w³o¿y³a fartucha z zielonego lureksu, który podarowa³em jej na Gwiazdkê! W przysz³ym roku dostanie szyszki do k¹pieli! Ale¿ mam pecha! W pierwszy dzieñ Nowego Roku zrobi³ mi siê pryszcz na brodzie! 9
  • 7. pi¹tek 2 stycznia, œwiêto pañstwowe Szkocji, pe³nia ksiê¿yca Czujê siê dzisiaj fatalnie. Wszystko przez matkê, która o drugiej w nocy zaczê³a œpiewaæ My Way, stoj¹c u szczytu schodów. To po prostu pech mieæ tak¹ matkê. Ale jest na- dzieja, ¿e moi rodzice oka¿¹ siê alkoholikami. W przysz³ym roku móg³bym ju¿ byæ w domu dziecka. Pies odegra³ siê na ojcu. Podskoczy³ i str¹ci³ jego model ¿aglowca, po czym wybieg³ do ogrodu, pl¹cz¹c siê w takie- lunku. Ojciec powtarza³ w kó³ko: – Trzy miesi¹ce pracy szlag trafi³. Pryszcz na moim podbródku robi siê coraz wiêkszy. To wina matki, która nie ma pojêcia o witaminach. sobota 3 stycznia Oszalejê z niewyspania! Ojciec zabroni³ psu wchodziæ do domu, wiêc ten przez ca³¹ noc szczeka³ pod moim oknem! Ale mam pecha! Ojciec krzycza³ i g³oœno prze- klina³; jeœli nie bêdzie uwa¿a³, policja go zamknie za sianie publicznego zgorszenia. Ten pryszcz to chyba wrzód. Ale mam pecha, ¿e mi wyskoczy³ w takim widocznym miejscu. Zwróci³em matce uwagê, ¿e nie dosta³em dzisiaj witaminy C. Powiedzia³a: – To idŸ i kup sobie pomarañczê. Typowe. Nadal nie nosi fartucha z lureksu. Z radoœci¹ wrócê do szko³y. niedziela 4 stycznia, druga po Bo¿ym Narodzeniu Ojciec ma grypê. Wcale siê nie dziwiê, przy takiej diecie! Matka wysz³a w deszcz, ¿eby kupiæ mu syrop z wita- min¹ C, ale za póŸno, czego nie omieszka³em jej powie- 10
  • 8. dzieæ. I tak cud, ¿e nie dostaliœmy szkorbutu. Matka twier- dzi, ¿e nic nie widzi na moim podbródku, ale pewnie ma poczucie winy z powodu naszej diety. Pies uciek³ na ulicê, bo matka nie zamknê³a furtki. Zepsu³em ramiê gramofonu stereo. Nikt jeszcze o tym nie wie; przy odrobinie szczêœcia ojciec d³ugo bêdzie chory, a poza mn¹ tylko on go u¿ywa. Fartucha wci¹¿ ani œladu. poniedzia³ek 5 stycznia Pies nie wróci³. Jakoœ spokojniej bez niego. Matka za- dzwoni³a na policjê, ¿eby podaæ im opis, w którym pies wypad³ jeszcze gorzej ni¿ w rzeczywistoœci, kud³y na oczach i w ogóle. Moim zdaniem policja ma wa¿niejsze sprawy na g³owie ni¿ szukanie psów, na przyk³ad ³apanie morderców. Powiedzia³em to matce, ale i tak do nich za- dzwoni³a. Bêdzie mia³a za swoje, jeœli zostanie zamor- dowana z powodu psa. Ojciec wci¹¿ wyleguje siê w ³ó¿ku. Podobno jest chory, lecz zauwa¿y³em, ¿e nadal pali! Dzisiaj wpad³ Nigel. Opali³ siê podczas ferii œwi¹- tecznych. Uwa¿am, ¿e na pewno siê rozchoruje od tego angielskiego zimna. Jego rodzice pope³nili b³¹d, zabieraj¹c go za granicê. Nigel nie ma ani jednego pryszcza. wtorek 6 stycznia, œwiêto Objawienia Pañskiego (Trzech Króli), nów Pies ma niez³e k³opoty! Zrzuci³ z roweru stra¿nika, sprawdzaj¹cego parkometry, i pomiesza³ mu wszystkie mandaty. Z pewnoœci¹ teraz wszyscy wyl¹dujemy w s¹dzie. Policjant pouczy³ nas, ¿e musimy pilnowaæ psa, i zapyta³, od kiedy kuleje. Matka 11
  • 9. odpar³a, ¿e wcale nie kuleje, po czym go obejrza³a. W lewej przedniej ³apie uwiêz³a mu ma³a figurka pirata. Pies, wyraŸnie zadowolony, ¿e matka usunê³a pirata, skoczy³ na policjanta i pobrudzi³ mu mundur zab³oconymi ³apami. Matka przynios³a z kuchni œcierkê, w któr¹ przed- tem wytar³em nó¿ po d¿emie truskawkowym, wiêc mundur zacz¹³ wygl¹daæ jeszcze gorzej. W koñcu policjant poszed³ sobie. Jestem pewien, ¿e s³ysza³em, jak zakl¹³. Móg³bym z³o¿yæ na niego doniesienie. Sprawdzê w nowym s³owniku, co znaczy „Objawienie”. œroda 7 stycznia Dziœ rano przyjecha³ Nigel na nowym rowerze, wypo- sa¿onym w bidon, licznik kilometrów, szybkoœciomierz, ¿ó³te siode³ko i bardzo cienkie ko³a wyœcigowe. Taki rower marnuje siê u Nigela, który jeŸdzi tylko po zakupy i z po- wrotem. Gdyby nale¿a³ do mnie, objecha³bym na nim ca³y kraj i mia³ jakieœ prze¿ycia. Mój pryszcz czy wrzód osi¹gn¹³ szczyt wzrostu. Chyba nie mo¿e ju¿ byæ wiêkszy! Znalaz³em w s³owniku wyraz, który opisuje mojego ojca. To s y m u l a n t. Wci¹¿ le¿y w ³ó¿ku i opija siê syropem z witamin¹ C. Pies zosta³ zamkniêty w sk³adziku na wêgiel. Objawienie ma coœ wspólnego z trzema królami. Wielkie mi rzeczy! czwartek 8 stycznia Teraz matka ma grypê, co oznacza, ¿e muszê siê zajmo- waæ obojgiem rodziców. Ale mam pecha! Przez ca³y dzieñ biega³em tam i z powrotem po scho- dach. Ugotowa³em dla nich porz¹dny obiad – dwa sadzone 12
  • 10. jajka z fasol¹, a na deser kasza manna z puszki (dobrze, ¿e mia³em na sobie fartuch z zielonego lureksu, bo sadzone jajka wymknê³y siê z patelni i rozmaza³y po mojej osobie). Z trudem powstrzyma³em siê od uwag, widz¹c, ¿e rodzice niczego nie tknêli. Przecie¿ nie s¹ a¿ tak chorzy! Zanios³em wszystko psu do sk³adzika na wêgiel. Jutro przychodzi babcia, wiêc musia³em wyszorowaæ przypalone garnki, a potem zabraæ psa na spacer. Po³o¿y³em siê dopiero o wpó³ do dwunastej. Nic dziwnego, ¿e jestem niski jak na swój wiek. Postanowi³em, ¿e nie poœwiêcê siê medycynie zawo- dowo. pi¹tek 9 stycznia Przez ca³¹ noc tylko kaszel, kaszel i kaszel. Jak nie jedno, to drugie. Mogliby wykazaæ trochê zrozumienia, zwa¿yw- szy, jaki ciê¿ki mia³em dzieñ. Przysz³a babcia. Stan domu napawa j¹ obrzydzeniem. Pokaza³em jej swój pokój, gdzie zawsze panuje ³ad i po- rz¹dek. Da³a mi piêædziesi¹t pensów. Pokaza³em jej puste butelki po alkoholu w koszu na œmieci. By³a zniesma- czona. Babcia wypuœci³a psa ze sk³adzika i oznajmi³a, ¿e zamy- kaj¹c go, matka post¹pi³a okrutnie. Pies zwymiotowa³ na pod³ogê w kuchni, wiêc babcia znowu go zamknê³a. Próbowa³a wycisn¹æ mój pryszcz na brodzie, co tylko pogorszy³o jego stan. Powiedzia³em jej o zielonym fartu- chu; wyzna³a mi, ¿e co roku daje matce na Gwiazdkê nowy sweter ze stuprocentowego akrylu, a matka ani razu ¿ a d n e g o nie w³o¿y³a! 13
  • 11. sobota 10 stycznia, rano Teraz z kolei chory jest pies! Wci¹¿ wymiotuje, wiêc musia³em wezwaæ weterynarza. Matka poprosi³a, ¿ebym mu nie mówi³, ¿e pies przez dwa dni by³ zamkniêty w sk³a- dziku na wêgiel. Zaklei³em pryszcz plastrem, ¿eby nie dosta³y siê do niego zarazki z psa. Weterynarz zabra³ psa ze sob¹. Mówi, ¿e chyba ma zaparcie i musi byæ natychmiast operowany. Babcia pok³óci³a siê z matk¹ i posz³a do domu. Znalaz³a wszystkie swoje gwiazdkowe swetry pociête w torbie ze szmatami. Coœ obrzydliwego, a tylu ludzi g³oduje. Nasz s¹siad pan Lucas przyszed³ odwiedziæ matkê i ojca, którzy wci¹¿ le¿¹ w ³ó¿ku. Przyniós³ kartkê z ¿yczeniami szybkiego powrotu do zdrowia oraz kwiaty dla matki. Matka siedzia³a w poœcieli ubrana w koszulê, obna¿aj¹c¹ spory kawa³ek klatki piersiowej, i rozmawia³a z panem Lucasem obleœnym g³osem. Ojciec udawa³, ¿e œpi. Nigel przyniós³ swoje p³yty. Krêci go punk, choæ ja nie rozumiem, jaki to ma sens, skoro w ogóle nie s³ychaæ s³ów. A poza tym odnoszê wra¿enie, ¿e stajê siê intelektualist¹. To pewnie od tych wszystkich zmartwieñ. po po³udniu Poszed³em zobaczyæ, jak siê czuje pies. Jest ju¿ po ope- racji. Weterynarz pokaza³ mi plastikowy worek pe³en ró¿nych obleœnych przedmiotów, wœród których dostrzeg- ³em kawa³ek wêgla, szyszkê z choinki oraz kilku piratów z ojcowskiego ¿aglowca. Jeden z piratów wymachiwa³ szabl¹, co musia³o byæ dla psa bardzo bolesne. Teraz pies wygl¹da znacznie lepiej. Pewnie za dwa dni wróci do nas, niestety. Kiedy dotar³em do domu, ojciec k³óci³ siê z babci¹ przez telefon o puste butelki w koszu na œmieci. 14
  • 12. Pan Lucas rozmawia³ z matk¹ na górze. Po jego wyjœciu ojciec poszed³ do sypialni i zrobi³ matce awanturê. Roz- p³aka³a siê. Ojciec jest w z³ym humorze, co oznacza, ¿e lepiej siê czuje. Zaparzy³em matce herbatê, chocia¿ mnie o to nie prosi³a, ale znowu siê rozp³aka³a. Niektórym ludziom nie mo¿na dogodziæ! Pryszcz wci¹¿ narywa. niedziela 11 stycznia, pierwsza po Objawieniu Pañskim Teraz wiem na pewno, ¿e jestem intelektualist¹. Wczoraj w telewizji ogl¹da³em Malcolma Muggeridge’a i rozumia- ³em prawie ka¿dy wyraz. Wszystko siê zgadza – nieudane ¿ycie rodzinne, marna dieta, brak upodobania do muzyki punk. Chyba siê zapiszê do biblioteki i zobaczê, co z tego wyniknie. Szkoda, ¿e w naszej okolicy nie mieszkaj¹ ¿adni intelek- tualiœci. Pan Lucas co prawda nosi sztruksy, ale pracuje jako agent ubezpieczeniowy. Ale mam pecha! Pierwsza c o po Objawieniu Pañskim? poniedzia³ek 12 stycznia Pies wróci³. Ci¹gle li¿e sobie szwy, wiêc przy jedzeniu siadam do niego ty³em. Dziœ rano matka wsta³a z ³ó¿ka, ¿eby przygotowaæ psu miejsce do spania, dopóki nie wyzdrowieje. Zrobi³a je z kar- tonowego pud³a po proszkach do prania. Ojciec ostrzeg³ j¹, ¿e z tego powodu pies mo¿e zacz¹æ kichaæ, a jeœli popêkaj¹ mu szwy, weterynarz za powtórne szycie policzy nam jeszcze wiêcej. Pok³ócili siê o ten karton, a potem ojciec przyczepi³ siê do pana Lucasa. Chocia¿ nie mam pojêcia, co wspólnego ma pan Lucas z psim legowiskiem. Tajemni- cza sprawa. 15
  • 13. wtorek 13 stycznia Ojciec wróci³ do pracy. Dziêki Bogu! Nie mam pojêcia, jak matka z nim wytrzymuje. Pan Lucas przyszed³ dziœ rano, ¿eby siê dowiedzieæ, czy matce nie potrzeba pomocy. To bardzo mi³e z jego strony. Pani Lucas my³a od zewn¹trz okna ich domu. Drabina, na której sta³a, nie wygl¹da³a na zbyt bezpieczn¹. Napisa³em do Malcolma Muggeridge’a p/g BBC z zapytaniem, co robiæ, kiedy siê jest intelektualist¹. Oczekujê, ¿e szybko mi odpisze, bo pod tym wzglêdem zaczyna mi doskwieraæ samotnoœæ. Napisa³em wiersz, co zajê³o mi dwie minuty; nawet s³awnym poetom idzie to znacznie wolniej. Wiersz nosi tytu³ Kran, lecz jest bardzo g³êboki – tak naprawdê nie chodzi w nim o kran, tylko o ¿ycie i te rzeczy. Kran, napisa³ Adrian Mole Z kranu ci¹gle kapie, znowu spaæ nie mogê, Do rana nam ca³kiem zaleje pod³ogê. Nie mamy zmywarki, dywan siê zmarnuje, Nie wiem, czy na nowy ojciec zapracuje. Mo¿e siê wykoñczyæ przez tê iloœæ pracy, Tato, kup zmywarkê, wtedy bêdzie cacy! Pokaza³em go matce, ale zaczê³a siê œmiaæ. Nie jest zbyt bystra. Jeszcze nie wypra³a mi spodenek na WF, a jutro zaczyna siê szko³a. W niczym nie przypomina matek z tele- wizji. œroda 14 stycznia Zapisa³em siê do biblioteki. Wypo¿yczy³em Jak dbaæ o cerê, O powstawaniu gatunków oraz ksi¹¿kê tej baby, o której matka bez przerwy glêdzi. Ksi¹¿ka nazywa siê Duma i uprzedzenie, a napisa³a j¹ jakaœ Jane Austen. 16
  • 14. Zauwa¿y³em, ¿e mój wybór zrobi³ wra¿enie na biblio- tekarce; niewykluczone, ¿e te¿ jest intelektualistk¹, tak jak ja. Nie zwróci³a uwagi na pryszcz, wiêc mo¿e siê zmniej- szy³? Najwy¿szy czas! Pan Lucas pi³ z matk¹ kawê w kuchni. W pomieszczeniu by³o pe³no dymu. Zanosili siê œmiechem, ale urwali, kiedy wszed³em. W domu obok pani Lucas czyœci³a rynny. Odnios³em wra¿enie, ¿e jest w z³ym humorze. Ma³¿eñstwo pañstwa Lucasów chyba nie jest udane. Biedny pan Lucas! ¯aden z nauczycieli w szkole nie zauwa¿y³, ¿e sta³em siê intelektualist¹. Po¿a³uj¹, kiedy bêdê s³awny. W klasie pojawi³a siê nowa dziewczyna, siedzi ze mn¹ na geogra- fii. Jest w porz¹dku. Na imiê ma Pandora, ale lubi, jak siê na ni¹ mówi „Box”, nie pytajcie, dlaczego. Móg³bym siê w niej zakochaæ. Pora, ¿ebym siê zakocha³, w koñcu mam lat 13 i 3/4. czwartek 15 stycznia Pandora ma w³osy koloru melasy, d³ugie, takie jak po- winny byæ w³osy dziewczyny. Ma te¿ niez³¹ figurê. Widzia- ³em, jak przy grze w siatkówkê podrygiwa³a jej klatka piersiowa. Poczu³em siê dziwnie. To chyba jest to! Psu usuniêto szwy. Ugryz³ weterynarza, ale s¹dzê, ¿e jest do tego przyzwyczajony (to znaczy weterynarz; wiadomo, ¿e pies jest przyzwyczajony). Ojciec odkry³, ¿e zepsu³o siê ramiê gramofonu. Sk³a- ma³em – powiedzia³em, ¿e pies na nie naskoczy³. Ojciec zapowiedzia³, ¿e odczeka, a¿ pies dojdzie do siebie po ope- racji, a potem go skopie. Mam nadziejê, ¿e ¿artowa³. Kiedy wróci³em ze szko³y, pan Lucas znowu siedzia³ w kuchni. Matka czuje siê lepiej, wiêc nie pojmujê, po co on jeszcze przychodzi. Tajemnicza sprawa. Pani Lucas sadzi³a 17
  • 15. drzewka po ciemku. Przeczyta³em kawa³ek Dumy i uprze- dzenia; to bardzo staromodne, uwa¿am, ¿e Jane Austen powinna napisaæ coœ nowoczeœniejszego. Pies ma oczy tego samego koloru co Pandora. Dostrzeg- ³em to tylko dlatego, ¿e matka podciê³a mu kud³y. Wygl¹da gorzej ni¿ kiedykolwiek. Matka i pan Lucas naœmiewali siê z jego nowej fryzury, co nie jest zbyt mi³e, bo pies nie mo¿e pozwoliæ sobie na reakcjê, podobnie jak rodzina królewska. Idê wczeœniej do ³ó¿ka, ¿eby porozmyœlaæ o Pandorze i poæwiczyæ rozci¹ganie pleców. Przez dwa tygodnie nic nie uros³em. Zostanê kar³em, jak tak dalej pójdzie. Je¿eli pryszcz siê utrzyma, to w sobotê poradzê siê leka- rza. Nie mogê tak ¿yæ, wszyscy siê na mnie gapi¹. pi¹tek 16 stycznia Przyszed³ pan Lucas i zaproponowa³, ¿e zawiezie matkê samochodem do sklepu. Podrzucili mnie do szko³y. Z przy- jemnoœci¹ wysiad³em z samochodu, gdzie a¿ siê k³êbi³o od chichotu i dymu tytoniowego. Po drodze widzieli- œmy pani¹ Lucas, która nios³a wielkie torby z zakupami. Matka jej pomacha³a, ale pani Lucas nie mia³a czym od- machaæ. Dziœ by³a geografia, wiêc znów przez ca³¹ lekcjê siedzia- ³em z Pandor¹, która co dzieñ wygl¹da ³adniej. Powie- dzia³em, ¿e ma takie same oczy jak mój pies. Zapyta³a, jaki to pies. Odpar³em, ¿e kundel. Po¿yczy³em jej niebieski flamaster, ¿eby mog³a obry- sowaæ kontur Wysp Brytyjskich. S¹dzê, ¿e docenia moje ma³e uprzejmoœci. Zacz¹³em dzisiaj czytaæ O powstawaniu gatunków, ale ksi¹¿ka nie dorównuje serialowi telewizyjnemu. Za to poradnik Jak dbaæ o cerê to strza³ w dziesi¹tkê! Otworzy- ³em go na stronach dotycz¹cych witamin. Mam nadziejê, 18
  • 16. ¿e matka zrozumie aluzjê; ksi¹¿ka le¿y na kuchennym stole obok popielniczki, wiêc musi j¹ zauwa¿yæ. Zapisa³em siê do lekarza w sprawie pryszcza. Zrobi³ siê fioletowy. sobota 17 stycznia Dziœ rano obudzono mnie bardzo wczeœnie. Pani Lucas betonowa³a podwórko od frontu i nie mog³a wy³¹czyæ betoniarki, ¿eby beton nie zastyg³, kiedy go rozprowadza³a. Pan Lucas poda³ jej herbatê. To naprawdê dobry cz³owiek. Nigel przyszed³, ¿eby zapytaæ, czy nie wybra³bym siê do kina, ale oœwiadczy³em, ¿e nie mogê, bo idê do lekarza w sprawie pryszcza. Powiedzia³, ¿e nie widzi ¿adnego pryszcza, ale chyba przez uprzejmoœæ, bo dzisiaj pryszcz jest bardzo rozleg³y. Doktor Taylor to z pewnoœci¹ jeden z tych przepra- cowanych lekarzy, o których tyle siê czyta w prasie. Wcale nie zbada³ pryszcza, tylko powiedzia³, ¿ebym siê nie mar- twi³, po czym zapyta³, czy u nas wszystko dobrze. Opowie- dzia³em mu o fatalnych stosunkach w domu oraz o swojej marnej diecie, ale odpar³, ¿e jestem doskonale od¿ywiony i ¿e mog³oby byæ gorzej. To ma byæ s³u¿ba zdrowia? Za³atwiê sobie pracê przy rozwo¿eniu gazet i pójdê gdzieœ prywatnie. niedziela 18 stycznia, druga po Objawieniu Pañskim, w Oksfordzie zaczyna siê semestr wiosenny Pani Lucas pok³óci³a siê z moj¹ matk¹ o psa, który jakoœ wydosta³ siê z domu i zostawi³ œlady na jej œwie¿ym beto- nie. Ojciec zaproponowa³, ¿e odda psa do uœpienia, ale mat- ka zaczê³a p³akaæ, wiêc obieca³, ¿e tego nie zrobi. Awantu- rze przys³uchiwali siê wszyscy s¹siedzi, którzy akurat myli 19
  • 17. samochody na ulicy. Czasami naprawdê nienawidzê tego psa! Przypomnia³o mi siê, ¿e postanowi³em pomagaæ ubogim i niedouczonym, wiêc zanios³em swoje roczniki pisemka „Beano” niezamo¿nej rodzinie, mieszkaj¹cej na s¹siedniej ulicy. Wiem, ¿e s¹ biedni, bo maj¹ tylko czarno-bia³y tele- wizor. Drzwi otworzy³ mi jakiœ ch³opak, lecz gdy wyjaœ- ni³em, po co przyszed³em, spojrza³ na roczniki, oznajmi³: – Czyta³em to! – i zatrzasn¹³ mi drzwi przed nosem. Tak siê koñczy pomaganie ubogim! poniedzia³ek 19 stycznia Przy³¹czy³em siê do szkolnej grupy o nazwie Mi³osierni Samarytanie. Chodzimy po okolicy z pomoc¹ i w ogóle. Dziêki temu w poniedzia³ki po po³udniu omija nas matma. Dzisiaj rozdzielaliœmy zadania. Mnie skierowano do sekcji emerytów, a Nigelowi dosta³o siê obleœne zajêcie – musi opiekowaæ siê ma³ymi dzieæmi podczas zabaw. Zemdli³o go jak kota. Nie mogê siê doczekaæ nastêpnego poniedzia³ku. Dosta- nê kasetê, ¿eby nagraæ opowieœci staruszków o wojnie i temu podobnych rzeczach. Miejmy nadziejê, ¿e przydziel¹ mi kogoœ z dobr¹ pamiêci¹. Pies znów by³ u weterynarza. Beton przyklei³ mu siê do ³ap; nic dziwnego, ¿e w nocy tak ha³asowa³ na scho- dach. Dziœ przy obiedzie w szkole Pandora uœmiechnê³a siê do mnie, lecz w³aœnie d³awi³em siê chrz¹stk¹, wiêc nie mog- ³em odwzajemniæ uœmiechu. Ale mam pecha! 20
  • 18. wtorek 20 stycznia, pe³nia ksiê¿yca Matka szuka pracy! Teraz ju¿ na pewno skoñczê jako m³odociany prze- stêpca, wa³êsaj¹cy siê po ulicach i w ogóle. Co zrobiê w ferie? Bêdê przesiadywa³ w pralni samoobs³ugowej, ¿eby siê ogrzaæ? Albo zostanê dzieciakiem z kluczem na szyi, cokolwiek to oznacza? I kto zajmie siê psem? Co bêdê jad³ przez ca³y dzieñ? Bêdê musia³ siê od¿ywiaæ chrupkami i s³odyczami, od których zrujnujê sobie cerê i wypadn¹ mi zêby. Uwa¿am, ¿e matka zachowuje siê bardzo samolubnie. A w pracy i tak siê nie sprawdzi – nie jest zbyt bystra i za du¿o pije w œwiêta Bo¿ego Narodzenia. Zadzwoni³em do babci, ¿eby siê jej poskar¿yæ. Pocie- szy³a mnie, ¿e w wakacje bêdê móg³ mieszkaæ u niej, a po po³udniu chodziæ na spotkania w Klubie Seniora i tak dalej. Teraz ¿a³ujê, ¿e zadzwoni³em. Na przerwie odby³o siê zebranie Samarytan. Podzie- liliœmy siê emerytami. Mnie dosta³ siê staruszek, niejaki Bert Baxter, który ma osiemdziesi¹t dziewiêæ lat, wiêc pewnie nie bêdê siê nim d³ugo zajmowa³. Jutro idê do niego w odwiedziny. Mam nadziejê, ¿e nie trzyma psa. Nie znoszê psów. Albo s¹ u weterynarza, albo stoj¹ i zas³aniaj¹ tele- wizor. œroda 21 stycznia Pañstwo Lucas siê rozwodz¹! S¹ pierwsi na naszej ulicy. Matka posz³a pocieszyæ pana Lucasa. Musia³ byæ bardzo zdenerwowany, bo kiedy ojciec wróci³ z pracy, wci¹¿ jeszcze tam siedzia³a. Pani Lucas pojecha³a gdzieœ taksów- k¹. Chyba odesz³a na zawsze, bo zabra³a ze sob¹ komplet kluczy francuskich. Biedny pan Lucas, teraz bêdzie musia³ sam sobie robiæ pranie i w ogóle. 21
  • 19. Ojciec przygotowa³ podwieczorek. Jedliœmy ry¿ z curry z torebek; to wszystko, co znaleŸliœmy w lodówce, jeœli nie liczyæ torby z czymœ zielonym, od czego odpad³a etykieta. Ojciec za¿artowa³, ¿e wyœle to coœ do sanepidu. Matka jakoœ siê nie œmia³a; mo¿e rozmyœla³a o biednym panu Lucasie, który zosta³ ca³kiem sam. Po podwieczorku poszed³em odwiedziæ starego pana Baxtera. Ojciec mnie podrzuci³ w drodze na mecz badmin- tona. Dom pana Baxtera trudno dostrzec z ulicy, jest ca³y obroœniêty ¿ywop³otem z ligustru. Kiedy zapuka³em, w œrodku zawarcza³ pies, który zacz¹³ skakaæ do otworu na listy. Zanim uciek³em, dobieg³ mnie brzêk przewraca- nych butelek i mêski g³os ciskaj¹cy przekleñstwa. Mam nadziejê, ¿e pomyli³em adres. W drodze powrotnej spotka³em Nigela. Powiedzia³ mi, ¿e ojciec Pandory jest mleczarzem! Trochê siê do niej znie- chêci³em. Kiedy wróci³em, nikogo nie by³o w domu, wiêc nakarmi- ³em psa, obejrza³em pryszcz i poszed³em spaæ. czwartek 22 stycznia To ohydne k³amstwo, ¿e ojciec Pandory jest mlecza- rzem! Pracuje w mleczarni jako ksiêgowy. Pandora mówi, ¿e jeœli Nigel nadal bêdzie j¹ szkalowa³, to mu przy³o¿y. Znowu jestem w niej zakochany. Nigel zaprosi³ mnie jutro do klubu m³odzie¿owego na dyskotekê, zorganizowan¹ w celu zdobycia funduszy na no- we pi³eczki do ping-ponga. Nie wiem, czy pójdê, bo Nigel w weekendy jest punkiem. Jego matka na to pozwala, pod warunkiem ¿e Nigel wk³ada siatkow¹ koszulkê pod T-shirt z symbolami sado-maso. Matka wybiera siê na rozmowê w sprawie pracy. Bez przerwy æwiczy maszynopisanie, wiêc nie ma czasu goto- 22
  • 20. waæ. Co bêdzie, je¿eli naprawdê dostanie tê posadê? Ojciec stanowczo powinien zrobiæ z tym porz¹dek, zanim nasza rodzina siê rozpadnie. pi¹tek 23 stycznia Nigdy wiêcej nie pójdê do dyskoteki. Oprócz mnie i dzia³acza m³odzie¿owego Ricka Lemona byli tam sami punkowcy. Nigel przez ca³¹ noc siê popisywa³. Skoñczy³o siê tym, ¿e wpi¹³ sobie agrafkê w ucho, po czym mój ojciec musia³ go zawieŸæ do szpitala naszym samochodem. Rodzi- ce Nigela nie posiadaj¹ samochodu – jego ojciec ma w g³owie stalow¹ p³ytkê, a matka mierzy zaledwie pó³tora metra. W gruncie rzeczy, nic dziwnego, ¿e Nigel okaza³ siê taki wredny, skoro jego rodzicami s¹ maniak i karlica. Wci¹¿ brak wieœci od Malcolma Muggeridge’a. Mo¿e jest w z³ym nastroju? Intelektualiœci tacy jak on i ja czêsto miewaj¹ depresjê. Zwykli ludzie nas nie rozumiej¹ i mówi¹, ¿e siê d¹samy, ale to nieprawda. Pandora posz³a do szpitala odwiedziæ Nigela. Dosta³ od agrafki lekkiego zaka¿enia. Pandora s¹dzi, ¿e Nigel jest niesamowicie odwa¿ny; ja s¹dzê, ¿e jest niesamowicie g³upi. Z powodu beznadziejnego maszynopisania matki przez ca³y dzieñ bola³a mnie g³owa, ale nie narzekam. Teraz ju¿ muszê po³o¿yæ siê spaæ. Jutro mam iœæ z wizyt¹ do Berta Baxtera. Adres okaza³ siê w³aœciwy, NIESTETY! sobota 24 stycznia Dzisiaj by³ najgorszy dzieñ mojego ¿ycia. Matka dosta³a posadê jako beznadziejna maszynistka w firmie ubezpie- czeniowej! Zaczyna od poniedzia³ku! Pan Lucas, który pracuje w tej samej firmie, bêdzie j¹ codziennie podwozi³. 23
  • 21. Ojciec siê z³oœci – s¹dzi, ¿e wysiada mu g³owica. Co najgorsze, Bert Baxter wcale nie jest mi³ym emery- tem! Pije, pali i ma owczarka alzackiego imieniem Szabla, który siedzia³ zamkniêty w kuchni przez ca³y czas, gdy strzyg³em potê¿ny ¿ywop³ot, lecz ani na chwilê nie przestawa³ warczeæ. A co ju¿ zupe³nie najgorsze, Pandora umówi³a siê z Nigelem!!! Chyba ju¿ nigdy nie otrz¹snê siê z szoku. niedziela 25 stycznia, trzecia po Objawieniu Pañskim 10.00 Jestem wrêcz chory ze zmartwienia i za s³aby, ¿eby du¿o pisaæ. Nikt nawet nie zauwa¿y³, ¿e nie jad³em œniadania. 14.00 W po³udnie za¿y³em dwie aspiryny dla dzieci, co tro- chê podnios³o mnie na duchu. Niewykluczone, ¿e kiedy bêdê s³awny i mój dziennik zostanie odkryty, ludzie wresz- cie pojm¹, jaka to udrêka byæ nieodkrytym intelektualist¹ w wieku lat 13 i 3/4. 18.00 Pandoro! Moja utracona mi³oœci! Nigdy ju¿ nie pog³aszczê twych w³osów barwy melasy! (Ale mój niebieski flamaster jest wci¹¿ do twej dyspozycji.) 20.00 Pandoro! Pandoro! Pandoro! 22.00 Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? 24
  • 22. pó³noc Zjad³em kanapkê z past¹ z krabów i mandarynkê sat- suma (ze wzglêdu na cerê). Czujê siê trochê lepiej. Mam na- dziejê, ¿e Nigel spadnie z roweru i jakaœ ciê¿arówka rozje- dzie go na placek. Nigdy wiêcej siê do niego nie odezwê. Wiedzia³, ¿e siê kocham w Pandorze! Gdybym na Gwiazd- kê dosta³ rower wyœcigowy, a nie parszywy cyfrowy budzik z radiem stereo, to wszystko by siê nie wydarzy³o. poniedzia³ek 26 stycznia Musia³em opuœciæ ³o¿e boleœci, ¿eby przed pójœciem do szko³y odwiedziæ Berta Baxtera. Czu³em siê tak s³abo, ¿e szed³em tam ca³e wieki, od czasu do czasu zatrzymu- j¹c siê, aby odpocz¹æ, jednak dziêki pomocy starszej pani z d³ugim czarnym w¹sem jakoœ uda³o mi siê dotrzeæ do drzwi wejœciowych. Bert Baxter le¿a³ jeszcze w ³ó¿ku, ale rzuci³ mi klucze przez okno. Kiedy dosta³em siê do œrod- ka, zamkniêty w sypialni Szabla zacz¹³ warczeæ i wyda- waæ odg³osy, jakby rozszarpywa³ rêczniki albo coœ w tym rodzaju. Bert Baxter le¿a³ w ohydnym bar³ogu z papierosem w ustach. W pokoju paskudnie cuchnê³o, myœlê, ¿e z po- wodu samego Berta. Poœciel wygl¹da³a jak zalana krwi¹, ale Bert wyjaœni³, ¿e to przez kanapki z burakami, które jada tu¿ przed zaœniêciem. To by³ najobskurniejszy pokój, jaki kiedykolwiek widzia³em (a przecie¿ nêdza nie jest mi obca). Bert Baxter wrêczy³ mi dziesiêcio- pensówkê i poprosi³, ¿ebym kupi³ mu w kiosku „Morning Star”. A wiêc na domiar z³ego jest komunist¹! Zazwyczaj gazetê przynosi mu Szabla, który teraz za karê pozostaje w zamkniêciu, bo pogryz³ zlewozmywak. Kioskarz kaza³ mi oddaæ Bertowi Baxterowi rachu- nek (za gazety jest winien ¤31,97), lecz gdy to uczyni³em, 25
  • 23. Bert Baxter oœwiadczy³: – Lizusowaty gnojek w patrza³- kach! – po czym podar³ rachunek, zanosz¹c siê œmiechem. Nie zd¹¿y³em do szko³y, wiêc musia³em iœæ do sekretariatu, ¿eby mnie wpisano do ksi¹¿ki spóŸnieñ. Oto, jak mi siê odwdziêczaj¹ za to, ¿e jestem Mi³osiernym Samarytani- nem! A w dodatku musia³em odbêbniæ matmê! Widzia³em Pandorê i Nigela, stoj¹cych blisko siebie w kolejce po obiad, lecz postanowi³em ich zignorowaæ. Pan Lucas wskutek opuszczenia po³o¿y³ siê do ³ó¿ka. Matka zajmuje siê nim po pracy. Jest jedyn¹ osob¹, z któr¹ pan Lucas chce siê widywaæ. Kiedy wiêc matka znajdzie czas, by zaj¹æ siê mn¹ i ojcem? Ojciec siê obrazi³. Pewnie jest zazdrosny, ¿e pan Lucas nie chce widywaæ siê z n i m. pó³noc Dobranoc, Pandoro, moje melasow³ose kochanie. XXXXXXXXX wtorek 27 stycznia Dzisiaj na zajêciach ze sztuki by³o niesamowicie fajnie. Namalowa³em samotnego ch³opca, stoj¹cego na moœcie. Ten ch³opiec w³aœnie utraci³ sw¹ pierwsz¹ mi³oœæ na rzecz by³ego najlepszego przyjaciela. By³y najlepszy przyjaciel walczy³ o ¿ycie we wzburzonym nurcie rzeki, a ch³opiec przygl¹da³ siê, jak tonie. By³y najlepszy przyjaciel trochê przypomina³ Nigela, a ch³opiec by³ odrobinê podobny do mnie. Pani Fossington-Gore powiedzia³a, ¿e w moim obrazie „jest g³êbia”. W rzece te¿! Ha! Ha! Ha! 26
  • 24. œroda 28 stycznia Obudzi³em siê lekko przeziêbiony. Poprosi³em matkê, ¿eby napisa³a mi zwolnienie z WF-u, ale oznajmi³a, ¿e nie zamierza pieœciæ siê ze mn¹ ani dnia d³u¿ej! Ciekawe, czy ona lubi³aby biegaæ po b³ocie na boisku w marzn¹cej m¿awce, ubrana tylko w koszulkê i szorty gimnastyczne? Kiedy w zesz³ym roku przysz³a popatrzeæ na „wyœcig na trzech nogach”, w którym bra³em udzia³, w³o¿y³a futro o r a z okry³a nogi kocem, o r a z to by³ czerwiec! Tak czy owak, teraz ¿a³uje swej decyzji, bo graliœmy w rugby i tak zab³oci³em strój, ¿e zatka³a siê rura odp³ywowa od pralki! Zadzwoni³ weterynarz, ¿¹daj¹c, abyœmy zabrali psa z jego gabinetu, gdzie przebywa ju¿ od dziewiêciu dni. Ojciec twierdzi, ¿e bêdzie musia³ zaczekaæ do jutrzejszej wyp³aty. Weterynarz przyjmuje wy³¹cznie gotówkê, a oj- ciec nie ma ani grosza. Pandoro! Dlaczego? czwartek 29 stycznia G³upi pies wróci³. Nie wyjdê z nim na spacer, dopóki nie odroœnie mu sierœæ na ogolonych ³apach. Ojciec przy- szed³ od weterynarza blady, bez przerwy powtarza³: „To wyrzucone pieni¹dze”. Zapowiedzia³ te¿, ¿e odt¹d pies bêdzie dostawa³ wy³¹cznie resztki z jego (ojca) talerza. To oznacza, ¿e pies wkrótce zdechnie z g³odu. pi¹tek 30 stycznia Ten wstrêtny komuch Bert Baxter zadzwoni³ do szko³y, ¿eby siê poskar¿yæ, ¿e zostawi³em sekator na deszczu! Twierdzi, ¿e ca³kowicie zardzewia³, i ¿¹da odszkodowa- nia. Powiedzia³em panu Scrutonowi, który jest naszym dyrektorem, ¿e sekator ju¿ przedtem by³ zardzewia³y, ale 27
  • 25. widzê, ¿e pan Scruton mi nie wierzy. Uraczy³ mnie tyrad¹ o tym, jak trudno jest starym ludziom zwi¹zaæ koniec z koñcem, po czym kaza³ mi wróciæ do Berta Baxtera, ¿eby wyczyœciæ oraz naostrzyæ sekator. Chcia³em mu opowie- dzieæ, jaki Bert Baxter jest okropny, ale pan Scruton ma w sobie coœ, od czego robi siê pusto w g³owie. To chyba przez te jego oczy, które wyba³usza, kiedy siê wœcieka. Id¹c do Berta Baxtera, zobaczy³em matkê, która wycho- dzi³a od bukmachera w towarzystwie pana Lucasa. Macha- ³em i wo³a³em do nich, ale chyba mnie nie zauwa¿yli. Cieszê siê, ¿e pan Lucas lepiej siê czuje. Bert Baxter nie otworzy³ mi drzwi. Mo¿e ju¿ umar³? Pandoro, dziecino, wci¹¿ o tobie myœlê. sobota 31 stycznia Ju¿ prawie luty, a ja nie mam komu wys³aæ kartki na walentynki. niedziela 1 lutego, czwarta po Objawieniu Pañskim Wczoraj póŸnym wieczorem z do³u dobieg³y mnie okropne wrzaski. Przewróci³ siê kosz na œmieci w kuchni i ktoœ bez przerwy trzaska³ tylnymi drzwiami. Szkoda, ¿e moi rodzice nie s¹ bardziej wra¿liwi; mam za sob¹ prze¿ycia emocjonalne i muszê siê wysypiaæ. Có¿, trudno oczekiwaæ, by zrozumieli, co to znaczy byæ zakochanym. S¹ ma³¿eñstwem od czternastu i pó³ roku. Po po³udniu poszed³em do Berta Baxtera, ale dziêki Bogu pojecha³ do Skegness z Klubem Seniora. Szabla wygl¹da³ przez okno bawialni, wiêc pokaza³em mu gest Kozakiewicza. Mam nadziejê, ¿e go nie zapamiêta. 28
  • 26. poniedzia³ek 2 lutego, Matki Boskiej Gromnicznej Pani Lucas wróci³a! Widzia³em, jak wyrywa³a z ziemi drzewa i krzewy, po czym za³adowa³a je do furgonetki, schowa³a narzêdzia i odjecha³a. Z boku furgonetki widnia³ napis „Schronienie Kobiet”. Pan Lucas przyszed³ pogadaæ z matk¹. Zszed³em na dó³, ¿eby siê z nim przywitaæ, ale ze zdenerwowania nie zwróci³ na mnie uwagi. Zapyta³em matkê, czy mog³aby dziœ wróciæ wczeœniej z pracy, bo mam dosyæ czekania na podwieczorek. Nie wróci³a. Nigel zosta³ wyrzucony ze sto³ówki za przekleñstwa pod adresem zupy z wk³adk¹. Powiedzia³, ¿e to „sama cholerna zupa i ¿adnej wk³adki”. Uwa¿am, ¿e pani Leech mia³a ca³kowit¹ racjê, ¿e go wyrzuci³a – w koñcu dzia³o siê to przy pierwszoklasistach! My, trzecioklasiœci, musimy dawaæ im przyk³ad. Pandora przygotowa³a list protes- tacyjny w sprawie zupy, lecz nie zamierzam go podpisy- waæ. Dziœ by³ dzieñ Mi³osiernego Samarytanina, wiêc znowu musia³em iœæ do Berta Baxtera. Ale za to unikn¹³em spraw- dzianu z algebry! Ha! Ha! Ha! Bert podarowa³ mi laseczkê wykonan¹ z t³ucznia ze Skegness oraz przeprosi³, ¿e na- skar¿y³ w szkole z powodu sekatora. Powiedzia³, ¿e czu³ siê samotny i chcia³ us³yszeæ jakiœ ludzki g³os. Ja tam nie zadzwoni³bym do naszej szko³y, gdybym by³ najsamot- niejsz¹ osob¹ na œwiecie. Lepiej ju¿ zadzwoniæ do zega- rynki; ona siê odzywa co dziesiêæ sekund. wtorek 3 lutego Matka od wielu dni nie sprz¹ta. Chodzi do pracy, pocie- sza pana Lucasa, czyta i pali, to wszystko. G³owica w samo- chodzie ojca ostatecznie wysiad³a. Musia³em mu pokazaæ, w którym miejscu wsi¹œæ w autobus do miasta. ¯eby czter- dziestoletni mê¿czyzna nie wiedzia³, gdzie jest przystanek 29
  • 27. autobusowy! Ojciec wygl¹da³ tak niechlujnie, ¿e wstydzi- ³em siê z nim staæ; ucieszy³em siê, kiedy przyjecha³ auto- bus. Krzykn¹³em jeszcze, ¿e na dole nie wolno paliæ, ale tylko mi pomacha³, po czym natychmiast zapali³ papierosa. Za to grozi piêædziesi¹t funtów grzywny! Gdybym to ja zarz¹dza³ autobusami, kaza³bym ka¿demu palaczowi zap³a- ciæ tysi¹c funtów, a w dodatku zjeœæ dwadzieœcia wood- bine’ów. Matka czyta Kobiecego eunucha Germaine Greer. Twierdzi, ¿e to ksi¹¿ka, która mo¿e odmieniæ ¿ycie. Mojego jakoœ nie odmieni³a, ale ja tylko zerkn¹³em do œrodka. Pe³no w niej nieprzyzwoitych wyrazów. œroda 4 lutego, pe³nia Mia³em pierwsz¹ nocn¹ zmazê! A jednak w kwestii Kobiecego eunucha matka mia³a racjê – ta ksi¹¿ka odmie- ni³a moje ¿ycie. Pryszcz siê zmniejszy³. czwartek 5 lutego Matka kupi³a sobie kombinezon, taki jakie nosz¹ mala- rze i dekoratorzy. Odznaczaj¹ siê pod nim majtki – mam nadziejê, ¿e nie wyjdzie w tym stroju na ulicê. Jutro matka zamierza przek³uæ sobie uszy. Chyba robi siê rozrzutna. Matka Nigela jest rozrzutna – co tydzieñ kupuje pantofle na obcasach, wiêc bez przerwy dostaj¹ zawiadomienia, ¿e odcinaj¹ im elektrycznoœæ i w ogóle. Chcia³bym wiedzieæ, gdzie siê podziewa dodatek rodzin- ny. Wed³ug prawa nale¿y siê on mnie. Jutro zapytam o to matkê. 30
  • 28. pi¹tek 6 lutego, wst¹pienie królowej na tron, 1952 rok Parszywie jest mieæ pracuj¹c¹ matkê. Wpada z wielkimi torbami zakupów, robi podwieczorek, po czym siê miota, ¿eby czym prêdzej siê wysztafirowaæ. Ale nadal nie sprz¹ta, tylko pociesza pana Lucasa. O ile wiem, plasterek bekonu miêdzy kuchenk¹ i lodówk¹ le¿y ju¿ trzy dni! Zapyta³em j¹ dzisiaj o dodatek rodzinny. Rozeœmia³a siê i odpar³a, ¿e kupuje za niego d¿in i papierosy. Bêdzie mia³a za swoje, kiedy opieka spo³eczna siê o tym dowie! sobota 7 lutego Matka i ojciec krzyczeli na siebie przez kilka godzin bez przerwy. Zaczê³o siê od plasterka bekonu obok lodów- ki, po czym zmienili temat i zaczêli mówiæ o kosztach naprawy samochodu ojca. Poszed³em na górê i w³¹czy³em p³ytê Abby, ¿eby tego nie s³uchaæ. Ojciec mia³ czelnoœæ z trzaskiem wtargn¹æ do mego pokoju i za¿¹daæ, bym przyciszy³ gramofon! Przyciszy³em, ale kiedy zszed³ na dó³, znowu zrobi³em g³oœniej. Nikt nie ugotowa³ obiadu, wiêc poszed³em do chiñskiej frytkarni, gdzie kupi³em torbê frytek i opakowanie sosu sojowego. Zjad³em je pod wiat¹ przystanku autobusowego, a potem w³óczy³em siê smutny po mieœcie. Wróci³em do domu. Nakarmi³em psa. Poczyta³em trochê Kobiecego eunucha. Poczu³em siê dziwnie. Poszed³em spaæ. niedziela 8 lutego, pi¹ta po Objawieniu Pañskim Ojciec przyszed³ rano do mojej sypialni, mówi¹c, ¿e chce pogadaæ. Obejrza³ album z wycinkami o Kevinie Kee- ganie, scyzorykiem przykrêci³ ga³kê do drzwi od szafy, po czym zapyta³ o szko³ê. Nastêpnie oznajmi³, ¿e przy- kro mu z powodu wczorajszej awantury, i wyjaœni³, ¿e 31
  • 29. „przechodz¹ z matk¹ z³y okres”. Chcia³ siê dowiedzieæ, czy mam coœ do powiedzenia. Powiedzia³em, ¿e jest mi winien trzydzieœci dwa pensy za chiñskie frytki z sosem sojowym. Da³ mi funta – szeœædziesi¹t osiem pensów czystego zysku! poniedzia³ek 9 lutego Dziœ rano pod dom pañstwa Lucasów podjecha³a ciê- ¿arówka firmy przeprowadzkowej. Pani Lucas z jakimiœ kobietami wynosi³a z domu meble i stawia³a je na chodniku, a pan Lucas w tym czasie wygl¹da³ z okna sypialni. Robi³ wra¿enie wystraszonego. Pani Lucas rozeœmia³a siê i wska- za³a go palcem, a pozosta³e kobiety zaczê³y siê œmiaæ i zaœpiewa³y: Sk¹d on siê wzi¹³, taki œliczny? Matka zadzwoni³a do pana Lucasa i zapyta³a, czy dobrze siê czuje. Pan Lucas odpar³, ¿e dziœ nie pójdzie do pracy, bo musi broniæ p³yt i sprzêtu stereo przed swoj¹ ¿on¹. Ojciec pomóg³ pani Lucas za³adowaæ na ciê¿arówkê kuchenkê gazow¹, a potem wraz z matk¹ poszli pieszo na przystanek. Wola³em iœæ z ty³u – matka mia³a d³ugie, zwisaj¹ce kolczyki, ojciec zaœ spodnie z mankietami. Kiedy zaczêli siê k³óciæ, przeszed³em na drug¹ stronê ulicy i dotar³em do szko³y okrê¿n¹, d³u¿sz¹ drog¹. Dzisiaj u Berta Baxtera by³o fajnie. Opowiada³ mi o I wojnie œwiatowej. Podobno Biblia, któr¹ zawsze nosi³ w kieszonce na piersi, ocali³a mu ¿ycie. Pokaza³ mi tê Bibliê. Zosta³a wydrukowana w 1956 roku. Chyba Bert ma pocz¹tki starczej demencji. Pandoro! Wci¹¿ mnie drêczy wspomnienie o tobie! wtorek 10 lutego Pan Lucas zamieszka u nas, dopóki nie kupi sobie nowych mebli. 32
  • 30. Ojciec wyjecha³ do Matlock, ¿eby spróbowaæ sprzedaæ wielkiemu hotelowi piece elektryczne. Nasz gazowy bojler ca³kiem wysiad³. W domu panuje lodowate zimno. œroda 11 lutego, pierwsza kwadra Ojciec zadzwoni³ z Matlock, ¿e nie zdo³a wróciæ na noc do domu, bo zgubi³ kartê kredytow¹, wiêc matka i pan Lucas przez ca³¹ noc usi³owali naprawiæ bojler. O dziesi¹tej wieczorem zszed³em na dó³, ¿eby ich zapytaæ, czy nie potrzebuj¹ pomocy, ale drzwi od kuchni siê zaciê³y. Pan Lucas zawo³a³ do mnie, ¿e nie mo¿e otworzyæ, gdy¿ akurat jest w kluczowym momencie, a matka mu pomaga i ma pe³- ne rêce roboty. czwartek 12 lutego, urodziny Lincolna Wieczorem nakry³em w ³azience matkê zajêt¹ farbowa- niem w³osów. To dla mnie ca³kowity szok. Przez lat trzy- naœcie i trzy czwarte ¿y³em w przekonaniu, ¿e moja matka jest ruda, a teraz siê okazuje, ¿e ma w³osy jasnobr¹zowe! Matka poprosi³a, bym nie mówi³ nic ojcu. Ma³¿eñstwo moich rodziców musi byæ naprawdê w kiepskim stanie! Jestem ciekaw, czy on wie, ¿e ona nosi wk³adki do biusto- nosza? Co prawda nie suszy ich na sznurku, ale zauwa- ¿y³em, ¿e wepchnê³a je do szafki na bieliznê przy samej œciance. Zastanawiam siê, jakie jeszcze tajemnice skrywa moja matka? pi¹tek 13 lutego Zaiste, by³ to dla mnie nieszczêœliwy dzieñ! Pandora ju¿ nie siedzi ze mn¹ na geografii. Zast¹pi³ j¹ Barry Kent. Bez przerwy ode mnie przepisuje i dmucha 33
  • 31. mi w ucho gum¹ balonów¹. Poskar¿y³em siê pannie Elf, ale ona równie¿ boi siê Barry’ego, wiêc ani s³owem nie zwróci³a mu uwagi. Pandora wygl¹da³a rozkosznie w spódnicy z rozciêciem, obna¿aj¹cym nogi. Ma strup na kolanie. Owinê³a ramiê pi³karskim szalikiem Nigela, ale panna Elf kaza³a jej go zdj¹æ. Panna Elf nie boi siê Pandory. Wys³a³em jej kartkê walentynkow¹ (Pandorze, nie pannie Elf). sobota 14 lutego, dzieñ œw. Walentego Dosta³em tylko jedn¹ kartkê z ¿yczeniami, lecz widnieje na niej pismo matki, wiêc to siê nie liczy. Matce przys³ano ogromn¹ walentynkê, tak wielk¹, ¿e furgonetka pocztowa musia³a podjechaæ pod same drzwi. Matka okropnie siê zaczerwieni³a, kiedy rozerwa³a kopertê. Kartka by³a niesa- mowicie fajna; przedstawia³a jedwabnego s³onia, który trzyma³ tr¹b¹ bukiet plastikowych kwiatów, a z jego pasz- czy wychodzi³ balonik ze s³owami: „Czeœæ, s³odka! Nigdy Ciê nie zapomnê!” Nie by³o ¿adnego podpisu, tylko serce z imieniem „Pauline” poœrodku. Od ojca przysz³a bardzo ma³a karteczka z bukiecikiem fioletowych kwiatków i napi- sem: „Spróbujmy jeszcze raz”. Oto wiersz, który do³¹czy³em do ¿yczeñ dla Pandory: Pandoro! Pandoro! Wielbiê ciê z pokor¹! To proœba namiêtna – Nie b¹dŸ obojêtna! Napisa³em go lew¹ rêk¹, ¿eby siê nie domyœli³a, ¿e to ode mnie. 34
  • 32. niedziela 15 lutego, siedemdziesi¹tnica Wczoraj pan Lucas wróci³ do swego pustego domu. Pewnie mia³ ju¿ dosyæ awantur o kartkê walentynkow¹ ze s³oniem. Powiedzia³em ojcu, ¿e matka nic nie poradzi na to, ¿e jakiœ mê¿czyzna potajemnie j¹ adoruje. Ojciec rozeœmia³ siê paskudnie i oœwiadczy³: – Synu, musisz siê jeszcze du¿o nauczyæ. W porze obiadu wynios³em siê do babci, która ugotowa³a mi porz¹dny niedzielny posi³ek z sosem i oddzieln¹ porcj¹ wo³owiny w cieœcie. A poza tym babcia nigdy nie jest zbyt zajêta, ¿eby zrobiæ prawdziwy budyñ. Zabra³em ze sob¹ psa, wiêc po obiedzie wszyscy poszli- œmy na popo³udniow¹ przechadzkê, ¿eby nam siê w brzu- chach u³o¿y³o. Od czasu awantury o swetry babcia nie odzywa siê do mamy. Powiada, ¿e „jej noga nigdy wiêcej tam nie po- stanie!”. Zapyta³a mnie, czy wierzê w ¿ycie po œmierci. Odpar³em, ¿e nie, na co babcia oznajmi³a, ¿e wst¹pi³a do Koœcio³a spirytualistów. Podobno s³ysza³a, jak dziadek rozprawia o rabarbarze. Dziadek od czterech lat nie ¿yje!!! W œrodê babcia znowu spróbuje nawi¹zaæ z nim kontakt. Poprosi³a, ¿ebym z ni¹ poszed³; mówi, ¿e roztaczam wokó³ siebie aurê. Pies ud³awi³ siê koœci¹ kurczaka, ale odwróciliœmy go g³ow¹ w dó³ i waliliœmy dot¹d, a¿ koœæ wypad³a. Zostawi- ³em go u babci, ¿eby doszed³ do siebie po tych przejœciach. Szuka³em has³a „siedemdziesi¹tnica” w kieszonkowym s³owniku, ale go nie znalaz³em. Jutro zajrzê do s³ownika w szkole. D³ugo le¿a³em bezsennie, rozmyœlaj¹c o Bogu, ¯yciu, Œmierci i Pandorze. 35
  • 33. poniedzia³ek 16 lutego, obchody urodzin Washingtona List z BBC!!!!! Bia³a, pod³u¿na koperta z czerwonymi, grubymi literami „BBC” oraz moim nazwiskiem i adresem! Czy¿ to mo¿liwe, ¿e moje wiersze siê spodoba³y? Niestety, ach, niestety. Ale napisa³ do mnie facet nazwiskiem John Tydeman: Drogi Adrianie Mole, dziêkujemy za wiersze, które przys³a³eœ do BBC i które nie wiedzieæ czemu wyl¹dowa³y na moim biurku. Przeczy- ta³em je z zainteresowaniem i muszê powiedzieæ, ¿e zwa- ¿ywszy Twój niedojrza³y wiek, s¹ doœæ obiecuj¹ce. Na razie jednak nie s¹ tak wartoœciowe, byœmy mogli rozwa¿aæ zaprezentowanie ich w którymœ z bie¿¹cych programów o poezji. Czy myœla³eœ o tym, by zamieœciæ je w gazetce szkolnej albo czasopiœmie parafialnym (jeœli macie tako- we)? Je¿eli zechcesz w przysz³oœci proponowaæ swe utwory BBC, podpowiadam, abyœ przepisywa³ je na maszynie i zatrzymywa³ sobie kopiê, gdy¿ zazwyczaj nie rozpatrujemy rêkopisów. Pomimo pozorów schludnoœci mia³em pewne trudnoœci z odczytaniem wszystkich s³ów, zw³aszcza w za- koñczeniu wiersza zatytu³owanego Kran, gdzie pojawia siê paskudna plama, od której rozmaza³ siê atrament. (Kleks od herbaty czy od ³ez? Niew¹tpliwie „twój zlew przelewa siê”!) Skoro naprawdê chcesz siê poœwiêciæ karierze literac- kiej, sugerujê równie¿, byœ wyhodowa³ sobie grub¹ skórê, aby umieæ godnie i bez nadmiernej przykroœci pogodziæ siê z odmowami, jakie z pewnoœci¹ jeszcze Ciê spotkaj¹. Z serdecznymi ¿yczeniami powodzenia w przysz³ych próbach literackich – a przede wszystkim szczêœcia – Szczerze oddany John Tydeman 36
  • 34. PS Za³¹czam wiersz niejakiego Johna Mole’a, opubli- kowany w niedzielnym wydaniu „Times Literary Supple- ment”. Czy to Twój krewny? Wiersz jest bardzo dobry. Na rodzicach list zrobi³ wra¿enie. W szkole nieustannie wyci¹ga³em go i czyta³em. Mia³em nadziejê, ¿e któryœ z na- uczycieli zechce siê z nim zapoznaæ, ale ¿aden nie wyrazi³ chêci. Da³em go do czytania Bertowi Baxterowi, kiedy odwala- ³em jego kretyñskie zmywanie. Powiedzia³, ¿e „BBC to kupa narkomanów”! Wuj jego szwagra by³ kiedyœ s¹siadem bufetowej z BBC, wiêc Bert wie wszystko o tej instytucji. Pandora dosta³a siedemnaœcie walentynek, a Nigel sie- dem. Nawet znienawidzony przez wszystkich Barry Kent dosta³ trzy! Zapytany, ile dosta³em, po prostu siê uœmiech- n¹³em. Có¿, za to mogê siê za³o¿yæ, ¿e jestem jedyn¹ osob¹ w szkole, do której napisano z BBC. wtorek 17 lutego Barry Kent powiedzia³, ¿e da mi wycisk, jeœli nie bêdê mu p³aci³ dwudziestu piêciu pensów dziennie. Wyjaœni³em, ¿e traci czas, wymuszaj¹c ode mnie pieni¹dze, bo nie mam ¿adnej gotówki. Matka wp³aca moje kieszonkowe bez- poœrednio na konto towarzystwa budowlanego i wydziela mi po piêtnaœcie pensów na batony Mars. Barry Kent oœwiadczy³, ¿e w takim razie muszê mu dawaæ pieni¹dze na obiad! Odpar³em, ¿e od czasu, kiedy op³ata wzros³a do szeœædziesiêciu pensów dziennie, ojciec p³aci za obiady czekiem, ale Barry Kent tylko zdzieli³ mnie w jaja i oddali³ siê ze s³owami: – Nie myœl, ¿e na tym siê skoñczy. Zapisa³em siê do rozwo¿enia gazet. 37
  • 35. œroda 18 lutego Obudzi³ mnie ból w jajach. Poskar¿y³em siê matce, która chcia³a je obejrzeæ, ale nie dopuœci³em do tego. Oznajmi³a, ¿e w takim razie muszê zacisn¹æ zêby i wytrzymaæ. Ponie- wa¿ nie chcia³a napisaæ mi usprawiedliwienia na WF, zno- wu musia³em taplaæ siê w b³ocie. W zamieszaniu Barry Kent nadepn¹³ mi na g³owê, ale pan Jones zauwa¿y³ to i za karê przed czasem odes³a³ Barry’ego pod prysznic. Jak¿ebym chcia³ cierpieæ na jak¹œ bezbolesn¹ chorobê, ¿ebym nie musia³ chodziæ na WF – s³abe serce albo coœ w tym rodzaju! Odebra³em psa od babci, która wyk¹pa³a go w szam- ponie i ufryzowa³a. Pies œmierdzi jak stoisko z perfumami u Woolwortha. Poszed³em z babci¹ na zebranie spirytualistów, gdzie a¿ siê roi³o od niesamowitych staruchów. Jakiœ wariat wsta³ i oznajmi³, ¿e ma w g³owie radio, które mówi mu, co ma robiæ. Nikt nie zwróci³ na niego uwagi, wiêc znowu usiad³. Potem kobieta o nazwisku Alice Tonks zaczê³a chrz¹kaæ, przewracaæ oczami i rozmawiaæ z niejakim Arthurem May- fieldem. Niestety, dziadek siê nie odezwa³. Babcia trochê posmutnia³a, wiêc po powrocie zrobi³em jej kubek od¿ywki Horlick’s. Da³a mi piêædziesi¹t pensów, po czym zabra³em psa i wróciliœmy piechot¹ do domu. Zacz¹³em czytaæ Folwark zwierzêcy George’a Orwella. Chyba chcia³bym zostaæ weterynarzem, kiedy dorosnê. czwartek 19 lutego, urodziny ksiêcia Andrzeja, 1960 rok Ksi¹¿ê Andrzej to ma dobrze, pilnuj¹ go ochroniarze. ¯aden Barry Kent nie oskubie go z pieniêdzy. Piêædzie- si¹t centów wyrzucone w b³oto! ¯a³ujê, ¿e nie znam karate, trzepn¹³bym Barry’ego Kenta prosto w krtañ. W domu spokój, rodzice nie rozmawiaj¹ ze sob¹. 38
  • 36. pi¹tek 20 lutego Na geografii Barry Kent powiedzia³ pannie Elf, ¿eby „siê wypcha³a”, i za karê zosta³ wys³any do pana Scrutona. Mam nadziejê, ¿e pan Scruton wymierzy mu piêædziesi¹t razów trzcink¹. Zamierzam zaprzyjaŸniæ siê z Craigiem Thoma- sem, który jest jednym z najwiêkszych uczniów w trzeciej klasie. Dziœ na przerwie kupi³em mu baton Mars; uda³em, ¿e jestem chory i nie mam ochoty go zjeœæ. Craig powiedzia³: – Dziêki, Moley. Po raz pierwszy w ogóle siê do mnie odezwa³. Jeœli dobrze to rozegram, Craig przyjmie mnie do swej bandy. Wtedy Barry Kent nie oœmieli siê mnie tkn¹æ. Matka czyta kolejn¹ ksi¹¿kê o seksie pod tytu³em Druga p³eæ, napisan¹ przez jak¹œ ¿abojadkê nazwiskiem Simone de Beauvoir. Zostawi³a j¹ na stoliku do kawy w bawialni, gdzie ka¿dy mo¿e j¹ zobaczyæ, nawet babcia! sobota 21 lutego Mia³em niesamowicie piêkny sen – Szabla gryz³ Barry’ego Kenta jak wœciek³y, a pan Scruton i panna Elf przygl¹dali siê temu. By³a tam równie¿ Pandora w roz- ciêtej spódnicy; zarzuci³a mi rêce na szyjê i powiedzia³a: – Jestem z drugiej p³ci. Po przebudzeniu odkry³em, ¿e mia³em drug¹ Z.N. Muszê wsadziæ pid¿amê do pralki, ¿eby matka nic nie zauwa¿y³a. Uwa¿nie obejrza³em twarz w lustrze w ³azience. Oprócz pryszcza, który mam na brodzie, zrobi³o mi siê piêæ nastêpnych. Na górnej wardze dojrza³em kilka w³osków, wygl¹da na to, ¿e nied³ugo zacznê siê goliæ. Pojecha³em z ojcem po samochód do warsztatu. Ojciec spodziewa³ siê, ¿e dziœ go odbierze, jednak samochód wci¹¿ jest niegotowy, a wszystkie czêœci le¿¹ rozrzucone na stole 39
  • 37. roboczym. Ojcu a¿ ³zy stanê³y w oczach, wstydzi³em siê za niego. Poszliœmy pieszo do Sainsbury’ego, gdzie ojciec naby³ kilka puszek ³ososia, krabów i krewetek, szwarc- waldzki tort czekoladowy oraz obleœny bia³y ser posypany pestkami winogron. Kiedy wróciliœmy do domu, matka niesamowicie siê na niego wœciek³a, bo zapomnia³ o chle- bie, maœle i papierze toaletowym. Powiedzia³a, ¿e nie mo¿- na go wypuszczaæ samego. Ojciec trochê powesela³. niedziela 22 lutego, szeœædziesi¹tnica Ojciec poszed³ z psem na ryby. Pan Lucas przyszed³ na obiad i zosta³ do podwieczorku. Zjad³ trzy kawa³ki szwarcwaldzkiego tortu czekoladowego, po czym graliœmy w monopol. Pan Lucas by³ bankierem, matka zaœ wci¹¿ trafia³a do wiêzienia. Wygra³em, bo ja jedyny porz¹dnie skupia³em siê na grze. Potem frontowymi drzwiami wszed³ ojciec, a pan Lucas wyszed³ drzwiami od ty³u. Ojciec oznajmi³, ¿e przez ca³y dzieñ cieszy³ siê na szwarcwaldzki tort czekoladowy. Szkoda, ¿e nic dla niego nie zosta³o. Powiedzia³, ¿e przez ca³y dzieñ nie mia³ nic w ustach ani na haczyku, wiêc matka da³a mu na kolacjê chleb chrupki z serem z pestkami winogron. Ojciec rzuci³ nim o œcianê, wrzeszcz¹c, ¿e nie jest ***** mysz¹, tylko ***** mê¿- czyzn¹, na co matka odpar³a, ¿e ju¿ od dawna nie zajmowa³ siê *****! W tym momencie zosta³em wyproszony z poko- ju. To straszna rzecz s³yszeæ, jak w³asna matka klnie; uwa¿am, ¿e to wina tych wszystkich ksi¹¿ek, które ostatnio czyta. Dot¹d nie odprasowa³a mi mundurka szkolnego, mam nadziejê, ¿e bêdzie o tym pamiêtaæ. Pozwoli³em dziœ psu spaæ u siebie, on te¿ nie znosi k³ótni. 40
  • 38. poniedzia³ek 23 lutego Dosta³em kartkê od pana Cherry, kioskarza, ¿e mogê od jutra rozwoziæ gazety, niestety! Bert Baxter martwi siê o Szablê, który przesta³ jeœæ i nie usi³uje nikogo ugryŸæ. Poprosi³ mnie, bym zaprowadzi³ go na badanie kontrolne do pogotowia weterynaryjnego. Obieca³em, ¿e pójdê jutro, je¿eli stan Szabli siê nie poprawi. Mam dosyæ zmywania u Berta. Od¿ywia siê prawie wy³¹cznie jajecznic¹, tote¿ mycie talerzy w zimnej wodzie bez œrodka do zmywania naczyñ to robota nie na ¿arty. Poza tym, Bert nigdy nie ma suchej œcierki. W³aœciwie nie ma ¿adnych œcierek, a poniewa¿ Szabla poszarpa³ wszystkie rêczniki, to nie wiem, jak Bert w ogóle siê myje! Spróbujê siê dowiedzieæ, czy mo¿na za³atwiæ mu kogoœ do pomocy. Je¿eli naprawdê chcê zostaæ weterynarzem, muszê siê skupiæ na egzaminach koñcowych. wtorek 24 lutego, œw. Mateusza Wsta³em o szóstej, ¿eby rozwieŸæ gazety. Obs³ugujê alejê Wi¹zów, to niesamowicie wytworna okolica. Czytaj¹ tam same ciê¿kie gazety, „Timesa”, „Daily Telegraph” oraz „Guardiana”. Ale mam pecha! Bert mówi, ¿e Szabla lepiej siê czuje, próbowa³ ugryŸæ mleczarza. œroda 25 lutego Po³o¿y³em siê wczeœniej spaæ, gdy¿ rano rozwo¿ê gazety. Dzisiaj oprócz dzienników dostarczy³em dwa- dzieœcia piêæ egzemplarzy „Puncha”. 41
  • 39. czwartek 26 lutego Dzisiaj gazety siê pomiesza³y – w alei Wi¹zów dostali „Sun” i „Daily Mirror”, a ciê¿kie dzienniki posz³y do zau³ka Komunalnego. Nie rozumiem, czemu wszyscy tak siê wœciekli. A wyda- wa³oby siê, ¿e bêdzie im przyjemnie od czasu do czasu poczytaæ coœ innego. pi¹tek 27 lutego, trzecia kwadra Dziœ rano pod szeœædziesi¹tym dziewi¹tym w alei Wi¹zów zobaczy³em na podjeŸdzie Pandorê. By³a w bry- czesach i toczku do konnej jazdy, wiêc na pewno nie sz³a do szko³y. Ukry³em siê, by mnie nie zauwa¿y³a; nie chcê, ¿eby wiedzia³a, ¿e trudniê siê prac¹ fizyczn¹. A wiêc ju¿ wiem, gdzie mieszka Pandora! Uwa¿nie obejrza³em jej dom. Jest znacznie wiêkszy od naszego, we wszystkich oknach ma zwijane drewniane rolety, a z po- wodu mnóstwa roœlin doniczkowych pokoje sprawiaj¹ wra¿enie d¿ungli. Zajrza³em przez otwór na listy i dostrzeg- ³em rudego kota, który jad³ coœ na kuchennym stole. Bior¹ „Guardiana”, „Puncha”, „Private Eye” oraz „New Society”. Pandora czytuje komiks dla dziewcz¹t „Jackie” – w prze- ciwieñstwie do mnie, wyraŸnie nie jest intelektualistk¹. Ale pewnie ¿ona Malcolma Muggeridge’a te¿ ni¹ nie jest. sobota 28 lutego Pandora ma ma³ego, t³ustego konika imieniem Kwiatek! Codziennie przed pójœciem do szko³y karmi go i zmusza do skakania przez beczki. Wiem o tym, gdy¿ œledzi³em volvo jej ojca a¿ do pola przy nieu¿ywanym torze kole- jowym. Obserwowa³em Pandorê, ukryty za porzuconym w pobli¿u wrakiem samochodu. W stroju jeŸdzieckim 42
  • 40. wygl¹da³a niesamowicie dobrze, a klatka piersiowa pod- skakiwa³a jej jak szalona – nied³ugo bêdzie musia³a zacz¹æ nosiæ stanik. Serce podesz³o mi do gard³a i wali³o tak g³oœno, ¿e poczu³em siê jak g³oœnik stereofoniczny, wola- ³em wiêc odejœæ, zanim ktoœ mnie dostrze¿e. Klienci skar¿yli siê, ¿e za póŸno dostarczy³em gazety. W torbie zosta³ mi jeden egzemplarz „Guardiana”, który zabra³em do domu, ¿eby sobie poczytaæ. Pe³no w nim b³êdów ortograficznych. To obrzydliwe, kiedy siê pomyœli, ilu ludzi jest bez pracy, chocia¿ nie robi¹ b³êdów. niedziela 1 marca, piêædziesi¹tnica, œw. Dawida Przed dostarczeniem gazet zawioz³em Kwiatkowi trochê cukru. Dziêki temu czujê siê jakoœ bli¿ej Pandory. Nadwerê¿y³em krêgos³up, nosz¹c dodatki niedzielne. Zabra³em do domu zbywaj¹cy egzemplarz „Sunday People”, chc¹c zrobiæ matce prezent, ona jednak oœwiad- czy³a, ¿e nadaje siê tylko do wy³o¿enia kosza na œmieci. Za szeœæ dni pracy dosta³em dwa i pó³ funta! Czysty wy- zysk! I w dodatku muszê oddaæ po³owê Barry’emu Ken- towi! Pan Cherry powiedzia³, ¿e mia³ reklamacjê z alei Wi¹zów 69, gdzie wczoraj nie dorêczono „Guardiana”. W ramach przeprosin kaza³ zawieŸæ do nich „Daily Ex- press”, lecz ojciec Pandory zwróci³ go ze s³owami, ¿e „w ta- kim razie obejdzie siê”. Dzisiaj nie czyta³em gazety, mam kompletnie dosyæ prasy. Na niedzielny obiad by³ chiñski ry¿ z fasolk¹ szpara- gow¹. Kiedy ojciec poszed³ odwiedziæ babciê, zjawi³ siê pan Lucas. Mia³ plastikowy ¿onkil wpiêty w sportow¹ mary- narkê. Pryszcze ca³kiem zniknê³y. To zapewne wp³yw poran- nego powietrza. 43
  • 41. poniedzia³ek 2 marca Matka w³aœnie przysz³a do mojego pokoju i oznajmi³a, ¿e musi mi powiedzieæ coœ okropnego. Usiad³em na ³ó¿ku i zrobi³em œmiertelnie powa¿n¹ minê na wypadek, gdyby zosta³o jej tylko pó³ roku ¿ycia lub przy³apali j¹ na kra- dzie¿y w sklepie, albo coœ w tym rodzaju. Matka najpierw gmera³a przy zas³onach, potem obsypa³a popio³em z papie- rosa mój model samolotu Concorde, a w koñcu zaczê³a mamrotaæ o „dojrza³ych zwi¹zkach”, o tym, ¿e „¿ycie jest skomplikowane”, oraz ¿e musi „siê odnaleŸæ”. Powie- dzia³a, ¿e bardzo mnie lubi. Lubi!!! I ¿e za nic nie chcia³aby mnie skrzywdziæ. A potem oœwiadczy³a, ¿e dla niektórych kobiet ma³¿eñstwo jest wiêzieniem. I wysz³a. Ma³¿eñstwo w niczym nie przypomina wiêzienia! Kobietom wolno co dzieñ robiæ zakupy i w ogóle, a wiele z nich chodzi do pracy. Naprawdê, uwa¿am, ¿e matka dra- matyzuje. Skoñczy³em Folwark zwierzêcy. To niesamowicie sym- boliczna ksi¹¿ka. P³aka³em, kiedy odprowadzano Boksera do weterynarza. Od dziœ bêdê traktowa³ œwinie z pogard¹, na jak¹ zas³uguj¹. Bojkotujê wieprzowinê pod ka¿d¹ postaci¹. wtorek 3 marca Zap³aci³em Barry’emu Kentowi za ochronê. Nie pojmu- jê, jak w ogóle mo¿e istnieæ jakiœ Bóg; przecie¿ gdyby istnia³, nie pozwoli³by osobnikom takim jak Barry Kent przeœladowaæ intelektualistów. Dlaczego starsza m³odzie¿ jest taka niemi³a dla m³odszej m³odzie¿y? Mo¿e starsze mózgi s¹ bardziej zu¿yte dodat- kow¹ prac¹ przy robieniu wiêkszych koœci i takich tam? A mo¿e uleg³y uszkodzeniu wskutek tych wszystkich sportów, jakie uprawiaj¹ starsi? A mo¿e starsi ch³opcy po prostu lubi¹ zastraszaæ i biæ innych? 44
  • 42. Niewykluczone, ¿e zajmê siê tym problemem, kiedy pój- dê na uniwersytet. Móg³bym nawet napisaæ o tym pracê naukow¹. Pos³a³bym egzemplarz Barry’emu Kentowi – niewykluczone, ¿e do tej pory nauczy siê czytaæ. Matka zapomnia³a, ¿e dzisiaj jest dzieñ sma¿enia placków. Dochodzi³a 23.00, kiedy jej o tym przypomnia- ³em. Jestem pewien, ¿e umyœlnie je przypali³a. Za miesi¹c koñczê czternaœcie lat. œroda 4 marca, Popielec Dziœ rano prze¿y³em przykry wstrz¹s. Odnosz¹c pust¹ torbê na gazety do sklepiku pana Cherry’ego, ujrza³em pana Lucasa, który przegl¹da³ czasopisma z górnej pó³ki. Stoj¹c za stojakiem z romansami, wyraŸnie widzia³em, jak wzi¹³ „Jurne i Jêdrne”, zap³aci³, po czym opuœci³ sklep, ukrywaj¹c pismo pod p³aszczem. „Jurne i Jêdrne” jest ogromnie nieprzyzwoite, pe³no w nim obrzydliwych zdjêæ. Matka powinna siê o tym dowiedzieæ. czwartek 5 marca Ojciec odebra³ dziœ samochód z warsztatu, po czym my³ go i pieœci³ przez ca³e dwie godziny. Zauwa¿y³em, ¿e z tyl- nej szyby zniknê³a nalepka z machaj¹c¹ rêk¹, któr¹ kupi³em mu na Gwiazdkê. Powiedzia³em ojcu, ¿e powinien z³o¿yæ w warsztacie reklamacjê, ale odpar³, ¿e nie bêdzie robiæ zamieszania o byle co. Pojechaliœmy do babci, ¿eby wypróbowaæ samochód. Babcia poczêstowa³a nas bulionem i obleœnym ciastem z kminkiem. Nie zapyta³a, jak siê czuje matka, zauwa- ¿y³a jedynie, ¿e ojciec jest blady, chudy i najwyraŸniej potrzebuje „dokarmiania”. 45
  • 43. Babcia powiedzia³a, ¿e Bert Baxter zosta³ wyrzucony z Klubu Seniora. Podobno na wycieczce w Skegness zacho- wywa³ siê fatalnie. Przy odjeŸdzie autokar czeka³ na niego dwie godziny na dworcu autobusowym, a kiedy wreszcie wys³ano ekspedycjê, by poszuka³a go w pubach, zjawi³ siê kompletnie pijany, niestety, zupe³nie sam. Wys³ano zatem drug¹ grupê, ¿eby poszuka³a pierwszej, ale i tak w koñcu trzeba by³o zawezwaæ policjê. Odnalezienie wszystkich emerytów i doprowadzenie ich do autokaru zajê³o funkcjo- nariuszom dobre kilka godzin. Babcia powiedzia³a, ¿e podró¿ powrotna to by³ koszmar. Emeryci siê œciêli (pok³ócili siê, nie œcinali sobie g³ów!), Bert Baxter zadeklamowa³ nieprzyzwoity wierszyk o Eski- mosie, a pani Harriman poczu³a siê dziwnie i musiano jej rozluŸniæ gorset. Babcia powiedzia³a, ¿e od czasu wycieczki zmar³o ju¿ dwoje emerytów, za co winê ponosi Bert Baxter, który „w³aœciwie jakby ich zamordowa³”, ale mnie siê zdaje, ¿e prêdzej wykoñczy³ ich zimny wiatr w Skegness. – Bert Baxter nie jest taki z³y, kiedy siê go lepiej pozna – wtr¹ci³em, babcia jednak¿e oœwiadczy³a, ¿e nie pojmuje, dlaczego dobry Bóg zabra³ do siebie dziadka, a zostawi³ przy ¿yciu takiego menela jak Bert Baxter. Potem zacisnê³a usta i zaczê³a osuszaæ oczy chusteczk¹, wiêc poszliœmy z ojcem do domu. Po powrocie nie zastaliœmy matki; podobno zapisa³a siê do jakiejœ grupy kobiecej. S³ysza³em, jak ojciec mówi samochodowi: – Dobranoc! Chyba mu ca³kiem odbi³o! 46
  • 44. pi¹tek 6 marca, nów Pan Cherry jest bardzo ze mnie zadowolony. Podniós³ mi wynagrodzenie o dwa i pó³ pensa za godzinê oraz zapro- ponowa³ wieczorny kurs do zau³ka Komunalnego. Od- mówi³em – zau³ek Komunalny to miejsce, gdzie gmina umieszcza wszystkich z³ych lokatorów, a pod numerem trzynastym mieszka Barry Kent. Pan Cherry podarowa³ mi dwa stare numery „Jurnych i Jêdrnych”, ostrzegaj¹c, bym nie mówi³ o tym matce. Ukry³em je pod materacem. Intelektualistom takim jak ja wolno interesowaæ siê seksem – wstydziæ powinni siê tylko zwykli ludzie, jak pan Lucas. Zadzwoni³em dziœ do opieki spo³ecznej i poprosi³em, ¿eby przydzielono Bertowi Baxterowi opiekunkê. Sk³ama- ³em, ¿e jestem jego wnukiem. W poniedzia³ek odwiedzi go pracownik socjalny. Skorzysta³em z karty bibliotecznej ojca, ¿eby wypo¿y- czyæ Wojnê i pokój, bo gdzieœ zgubi³em swój egzemplarz. Zabra³em psa, ¿eby pozna³ Kwiatka. Chyba siê polu- bili. sobota 7 marca Po rozwiezieniu gazet wróci³em do ³ó¿ka, gdzie spêdzi- ³em ca³y ranek na lekturze „Jurnych i Jêdrnych”. Poczu³em siê jak nigdy przedtem. Poszed³em z rodzicami do Sainsbury’ego, ale wszyst- kie kobiety, które tam widzia³em – nawet te po trzy- dziestce! – przywodzi³y mi na myœl „Jurne i Jêdrne”. Matka orzek³a, ¿e chyba zgrza³em siê i pobudzi³em, wiêc odes³a³a mnie na wielopoziomowy parking, ¿ebym dotrzyma³ towa- rzystwa psu. Pies mia³ ju¿ towarzystwo – szczeka³ i wy³ tak g³oœno, ¿e wokó³ samochodu zgromadzi³ siê spory t³um. Ludzie 47
  • 45. powtarzali w kó³ko: „Biedak” oraz: „To okrucieñstwo, przywi¹zaæ go w taki sposób!” Rzeczywiœcie, pies wpl¹ta³ obro¿ê w dŸwigniê biegów, a¿ oczy wysz³y mu na wierzch, a kiedy na mój widok usi³owa³ podskoczyæ, niemal zadusi³ siê na œmieræ. Próbowa³em wyjaœniæ zebranym, ¿e zamierzam zostaæ weterynarzem, kiedy dorosnê, ale nie chcieli s³uchaæ, tylko mówili coœ o Królewskim Towarzystwie Opieki nad Zwie- rzêtami. Samochód by³ zamkniêty – musia³em st³uc wy- wietrznik, ¿eby wsadziæ rêkê do œrodka i otworzyæ drzwi. Wypl¹ta³em psa, który oszala³ z radoœci, wiêc t³um siê rozszed³. Ojciec, zobaczywszy uszkodzenia, równie¿ oszala³, ale nie z radoœci, tylko z furii. Cisn¹³ o ziemiê torbami od Sains- bury’ego, rozbi³ jajka, pogniót³ ciastka, a do domu wraca³ z nadmiern¹ prêdkoœci¹. Nikt nie odezwa³ siê ani s³owem, tylko pies by³ uœmiechniêty. Skoñczy³em Wojnê i pokój. Ca³kiem niez³e. niedziela 8 marca, pierwsza wielkiego postu Matka posz³a na trening asertywnoœci w grupie kobiecej. Mê¿czyznom wstêp wzbroniony. Zapyta³em ojca, co to takiego „trening asertywnoœ- ci”. – Bóg jeden wie, ale z pewnoœci¹ nic dobrego z tego nie wyniknie. Na obiad zjedliœmy dorsza gotowanego w torebce z so- sem maœlanym oraz brzoskwinie z puszki z bit¹ œmietan¹ w spreju. Ojciec otworzy³ butelkê bia³ego wina i da³ mi siê trochê napiæ. Nie znam siê na winach, niemniej rocznik wyda³ mi siê doœæ przyjemny. Obejrzeliœmy film w telewizji, po czym wróci³a matka i zaczê³a nami komenderowaæ. Wci¹¿ powtarza³a: 48
  • 46. – Nêdzny robak siê zbuntowa³ – a tak¿e: – Odt¹d zapa- nuj¹ tu inne porz¹dki – i temu podobne. Nastêpnie uda³a siê do kuchni i sporz¹dzi³a grafik, rozdzielaj¹c prace domowe na trzy czêœci. Zwróci³em jej uwagê, ¿e mam ju¿ na g³owie rozwo¿enie gazet, opiekê nad starym emerytem, karmienie psa, a tak¿e naukê w szkole, ale nie chcia³a s³uchaæ, tylko powiesi³a grafik na œcianie i oznajmi³a: – Zaczynamy od jutra. poniedzia³ek 9 marca Wyszorowa³em sedes, umy³em wannê i umywalkê, po czym dostarczy³em gazety. Wróciwszy do domu, zrobi- ³em œniadanie, uruchomi³em pralkê, poszed³em do szko³y, wrêczy³em haracz Barry’emu Kentowi i uda³em siê do Berta Baxtera, ¿eby zaczekaæ na opiekunkê spo³eczn¹, która nie przysz³a. Zjad³em obiad w szkole, a na zajêciach z gospodarstwa domowego upiek³em placek jab³kowy z kruszonk¹. Wróci³em do domu. Odkurzy³em przedpokój, bawialniê i pokój œniadaniowy. Obra³em ziemniaki, po- sieka³em kapustê, zaci¹³em siê w palec, sp³uka³em krew z kapusty. Upiek³em kotlety na grillu, zajrza³em do ksi¹¿ki kucharskiej, szukaj¹c przepisu na sos. Zrobi³em sos. Prze- tar³em grudki przez sito. Nakry³em do sto³u, poda³em obiad, pozmywa³em. Namoczy³em przypalone garnki. Wyj¹³em pranie z pralki – wszystko jest niebieskie, ³¹cz- nie z bia³¹ bielizn¹ i chustkami do nosa. Rozwiesi³em pranie na suszarce. Nakarmi³em psa. Wyprasowa³em strój do WF-u, wyczyœci³em buty. Odrobi³em lekcje. Wyprowa- dzi³em psa, wzi¹³em k¹piel. Zrobi³em trzy fili¿anki herbaty. Umy³em fili¿anki. Poszed³em spaæ. Trafi³a mi siê asertyw- na matka – ale mam pecha! 49
  • 47. wtorek 10 marca, urodziny ksiêcia Edwarda, 1964 rok Czemu nie urodzi³em siê jako ksi¹¿ê Edward, a ksi¹¿ê Edward nie urodzi³ siê jako Adrian Mole? Traktuj¹ mnie tutaj jak ch³opa pañszczyŸnianego. œroda 11 marca Rozwioz³em gazety i odwali³em prace domowe, po czym powlok³em siê do szko³y. Matka nie chcia³a mi daæ usprawiedliwienia na WF, wiêc umyœlnie nie wzi¹³em z domu stroju gimnastycznego. Nie mog³em znieœæ myœli, ¿e bêdê musia³ biegaæ w kó³ko na przenikliwym wietrze. Ten sadysta pan Jones kaza³ mi lecieæ do domu po strój do WF-u! Pies musia³ jakoœ wydostaæ siê za furtkê, gdy¿ kiedy znów dotar³em do szko³y, zasta³em go pod bram¹. Mimo moich protestów przecisn¹³ siê miêdzy sztachetami i po- bieg³ za mn¹ na boisko. Zamkn¹³em siê w szatni, lecz jego g³oœne szczekanie nios³o siê echem po ca³ej szkole, wiêc spróbowa³em wymkn¹æ siê na dwór. Niestety, pies zauwa- ¿y³ mnie, a na widok pi³ki przy³¹czy³ siê do gry! Okazuje siê, ¿e niesamowicie dobrze gra w nogê. Nawet pan Jones siê œmia³, dopóki pies nie przedziurawi³ pi³ki zêbami. Nasz wy³upiastooki dyrektor, pan Scruton, œledzi³ przez okno ca³e zajœcie i kaza³ mi odprowadziæ psa do domu. Powiedzia³em, ¿e przez to nie zjem obiadu w szkole, ale pan Scruton oznajmi³, ¿e nastêpnym razem dobrze siê zastanowiê, zanim przyprowadzê do szko³y zwierzê. ¯yczliwa pani Leech, szefowa kuchni, w³o¿y³a do piecy- ka mój ry¿ z curry, nakrapianego wacka i budyñ, ¿eby nie ostyg³y. Pani Leech nie znosi pana Scrutona, wiêc da³a mi jeszcze wielk¹ koœæ szpikow¹ dla psa. 50
  • 48. czwartek 12 marca Dziœ rano po przebudzeniu odkry³em, ¿e mam twarz upstrzon¹ ogromnymi czerwonymi krostami. Zdaniem matki powsta³y na tle nerwowym, lecz ja jestem przeko- nany, ¿e to skutek niew³aœciwej diety – ostatnio jadamy du¿o potraw gotowanych w torebkach. Mo¿e jestem uczulony na plastik? Matka zadzwoni³a do recepcjonistki doktora Graya, ¿eby umówiæ mnie na wizytê, ale przyjm¹ mnie naj- wczeœniej w poniedzia³ek! A co by by³o, gdybym mia³ gor¹czkê Lassa i zarazi³ ca³¹ okolicê? Kaza³em matce powiedzieæ, ¿e to nag³y przypadek, ale oœwiadczy³a, ¿e „jak zwykle reagujê przesadnie”. Powiedzia³a, ¿e kilka krost nie œwiadczy o tym, ¿e umieram! Kiedy oznajmi³a, ¿e wybiera siê do pracy, nie wierzy³em w³asnym uszom. Chyba powinna przedk³adaæ w³asne dziecko ponad zajêcia zarobkowe? Zadzwoni³em do babci, która przyjecha³a taksówk¹, zabra³a mnie do siebie i po³o¿y³a do ³ó¿ka, gdzie siê obecnie znajdujê. Panuje tu czystoœæ oraz spokój. Mam na sobie pid¿amê zmar³ego dziadka. W³aœnie zjad³em miskê krup- niku z wo³owin¹ – to mój pierwszy porz¹dny posi³ek od wielu tygodni. Kiedy matka wróci do domu i zobaczy, ¿e mnie nie ma, zapewne wybuchnie awantura. Ale szczerze mówi¹c, drogi dzienniczku, nic mnie to nie obchodzi. pi¹tek 13 marca Lekarz z pogotowia przyjecha³ do babci wczoraj o wpó³ do dwunastej w nocy. Stwierdzi³, ¿e cierpiê na Acne vulga- ris, przypad³oœæ tak pospolit¹, ¿e wrêcz uwa¿an¹ za nor- malny objaw dojrzewania. Uzna³, i¿ jest wielce nieprawdo- podobne, bym chorowa³ na gor¹czkê Lassa, gdy¿ nie by³em 51
  • 49. w tym roku w Afryce. Powiedzia³ babci, ¿e mo¿e zdj¹æ zdezynfekowane przeœcierad³a z okien i drzwi. Jednak kiedy babcia oœwiadczy³a, ¿e wola³aby zasiêgn¹æ opinii innego lekarza, ostatecznie straci³ cierpliwoœæ i wrzasn¹³: – Na litoœæ bosk¹, ch³opak ma tylko kilka pryszczy! Babcia zapowiedzia³a, ¿e zaskar¿y go do Izby Lekar- skiej, ale lekarz siê rozeœmia³, po czym wyszed³, trzaskaj¹c drzwiami. Ojciec zajrza³ do mnie przed pójœciem do pracy, ¿eby dostarczyæ mi materia³y z nauk spo³ecznych oraz psa. Powiedzia³, ¿e jeœli po powrocie na obiad nie zastanie mnie w domu, spierze mnie na kwaœne jab³ko. Zamkn¹³ siê z babci¹ w kuchni, gdzie przeprowadzi³ z ni¹ bardzo g³oœn¹ rozmowê. Us³ysza³em, jak mówi: – Sprawy miêdzy mn¹ i Pauline uk³adaj¹ siê fatalnie, k³ócimy siê ju¿ tylko o to, które z nas nie bêdzie siê opie- kowaæ Adrianem. Ojciec musia³ siê pomyliæ – chyba chodzi³o mu o to, które z nich b ê d z i e siê mn¹ opiekowaæ? A wiêc sta³o siê najgorsze – moi rodzice siê rozchodz¹, a cerê mam ca³kiem do niczego. sobota 14 marca To oficjalna wiadomoœæ! Rodzice wystêpuj¹ o rozwód! Na razie ¿adne nie chce siê wyprowadziæ, wiêc pokój goœcinny zosta³ zamieniony na sypialniê ojca. Ta sytuacja mo¿e fatalnie na mnie wp³yn¹æ, wrêcz uniemo¿liwiæ mi karierê weterynarza. Matka da³a mi dzisiaj piêæ funtów, pod warunkiem ¿e nie powiem ojcu. Kupi³em za nie bio-krem na pryszcze i now¹ p³ytê Abby. Zadzwoni³em do pana Cherry’ego, wyjaœniaj¹c, ¿e z po- wodu problemów osobistych przez kilka tygodni nie bêdê 52
  • 50. móg³ pracowaæ. Pan Cherry powiedzia³, ¿e wie o rozwo- dzie moich rodziców, bo ojciec zlikwidowa³ prenumeratê „Cosmopolitan” dla matki. Ojciec da³ mi piêæ funtów, prosz¹c, bym nie mówi³ matce. Wyda³em czêœæ na fioletow¹ papeteriê, ¿eby zrobiæ wra¿enie na BBC i zachêciæ ich do czytania moich wierszy; reszta pójdzie na haracz dla Barry’ego Kenta. Nie s¹dzê, by na ca³ym œwiecie istnia³ ktoœ równie nieszczêœliwy jak ja. Gdyby nie poezja, kompletnie bym zwariowa³. Poszed³em na smutny spacer i przy okazji zanios³em koniowi Pandory dwa kilo kompotowych jab³ek. Do g³owy przyszed³ mi wiersz o Kwiatku; zanotowa³em go po powro- cie do domu, w którym mieszkam: Kwiatek, napisa³ Adrian Mole, lat prawie czternaœcie Ma³y Br¹zowy Konik Zjada jab³ka na ³¹ce, Mo¿e czas uleczy Moje serce cierpi¹ce. G³aszczê te miejsca, gdzie Pandora siedzia³a, W toczku oraz bryczesach widzê zarys jej cia³a. Do widzenia, koniku, Zbieram siê do drogi, Od deszczu i b³ota przemok³y mi nogi. Wys³a³em wiersz do BBC. Na kopercie zaznaczy³em „Pilne”. niedziela 15 marca, druga wielkiego postu W domu jest bardzo cicho. Ojciec siedzi i pali w pokoju goœcinnym, a matka siedzi i pali w sypialni. Niewiele jedz¹. Pan Lucas ju¿ trzykrotnie dzwoni³ do matki, ale ona powtarza jedynie: 53
  • 51. – Jeszcze nie teraz, jeszcze za wczeœnie. Mo¿e chcia³ j¹ zaprosiæ do pubu na drinka, ¿eby odwró- ciæ jej uwagê od k³opotów osobistych? Ojciec zabra³ sprzêt stereofoniczny do swego pokoju. S³ucha p³yt Jima Reevesa i gapi siê w okno. Kiedy zanios- ³em mu herbatê, powiedzia³ zd³awionym g³osem: – Dziêkujê. Kiedy zanios³em herbatê matce, przegl¹da³a stare listy, napisane rêk¹ ojca. – Adrianie, co ty sobie o nas pomyœlisz? – westchnê³a. Odpar³em, ¿e Rick Lemon, dzia³acz m³odzie¿owy, uwa¿a, ¿e rozwody to wina spo³eczeñstwa. – Chrzaniæ spo³eczeñstwo – mruknê³a matka. Upra³em i wyprasowa³em mundurek szkolny na jutro. Obowi¹zki domowe id¹ mi coraz lepiej. Mam tak okropne pryszcze, ¿e nie mogê nawet o nich pisaæ. Bêdê poœmiewiskiem w szkole. Czytam Cz³owieka w ¿elaznej masce. Dok³adnie wiem, jak on siê czu³. poniedzia³ek 16 marca Poszed³em do szko³y. Okaza³o siê, ¿e jest zamkniêta; w swej udrêce zapomnia³em, ¿e dzisiaj mamy wolne. Nie chcia³o mi siê wracaæ do domu, wiêc uda³em siê w odwie- dziny do Berta Baxtera. Powiedzia³, ¿e pracownica opieki spo³ecznej ju¿ u niego by³a. Obieca³a za³atwiæ now¹ budê dla Szabli, ale stwierdzi³a, ¿e opiekunka mu siê nie nale¿y (Bertowi, nie Szabli). W zlewie znów sta³y brudne naczynia, chyba z ca³ego tygodnia. Bert mówi, ¿e zostawia je dla mnie, bo zmywa- nie œwietnie mi idzie. Przy pracy zwierzy³em siê Berto- wi, ¿e rodzice siê rozstaj¹. Powiedzia³, ¿e nie popiera roz- wodów; sam by³ ¿onaty przez trzydzieœci piêæ ponurych 54
  • 52. lat, wiêc dlaczego komuœ innemu mia³oby siê upiec? Oœwiadczy³, ¿e ma czworo dzieci i ¿adne z nich go nie odwiedza. Dwoje mieszka w Australii, wiêc trudno mieæ do nich pretensje, ale pozosta³ych dwoje powinno siê wstydziæ. Pokaza³ mi zdjêcie zmar³ej ¿ony z czasów przed wynalezieniem chirurgii plastycznej. Wyzna³, ¿e zawie- raj¹c ma³¿eñstwo, by³ stajennym (stajenny to ktoœ, kto robi przy koniach) i dopiero kiedy przeniós³ siê do pra- cy na kolei, zauwa¿y³, ¿e jego ¿ona jest podobna do ko- nia. Zapyta³em, czy chcia³by znów obejrzeæ jakiegoœ konia. Powiedzia³, ¿e tak, wiêc zabra³em go na spacer do Kwiatka. Droga zajê³a nam ca³e wieki – Bert niesamowicie wolno chodzi i bez przerwy musi przysiadaæ na murkach ogrodo- wych – ale w koñcu dotarliœmy na miejsce. Bert oœwiadczy³, ¿e Kwiatek to nie koñ, tylko kuc p³ci ¿eñskiej. Bez przerwy j¹ g³adzi³ i pyta³: – Ale z nas œlicznotka, co? Potem Kwiatek posz³a pobiegaæ, a my usiedliœmy na wraku samochodu; Bert zapali³ woodbine’a, ja zjad³em baton Mars. Po powrocie do Berta poszed³em do sklepu i kupi³em paczkowane chiñskie danie firmy Vesta oraz b³yskawiczny deser karmelowy Instant Whip, ¿eby Bert choæ raz zjad³ porz¹dny posi³ek. Potem obejrzeliœmy w telewizji talk-show Pebble Mill at One. Bert pokaza³ mi stare koñskie szczotki oraz zdjêcia wielkiego dworu, gdzie pracowa³ jako ch³opiec. Powiedzia³, ¿e pobyt we dworze zrobi³ z niego komunistê, ale zasn¹³, nim zd¹¿y³ mi wyjaœ- niæ, jak to siê sta³o. Po powrocie do domu nikogo nie zasta³em, wiêc pusz- cza³em p³yty Abby najg³oœniej, jak mog³em, a¿ g³ucha s¹siadka zaczê³a waliæ w œcianê. 55
  • 53. wtorek 17 marca, dzieñ œw. Patryka, œwiêto pañstwowe Irlandii Pó³nocnej i Republiki Irlandii Ogl¹da³em „Jurne i Jêdrne”. Zmierzy³em swojego. Ma jedenaœcie centymetrów d³ugoœci. Pan O’Leary z naprzeciwka by³ pijany ju¿ o dziesi¹tej rano! Wyrzucono go od rzeŸnika za g³oœne œpiewy. œroda 18 marca Ojciec i matka rozmawiaj¹ z adwokatami. Pewnie walcz¹ o to, które z nich dostanie prawo do opieki nade mn¹. Stanê siê ofiar¹ mi³oœci rodzicielskiej, a moje zdjêcie uka¿e siê w gazetach. Mam nadziejê, ¿e do tej pory znikn¹ mi pryszcze. czwartek 19 marca Pan Lucas wystawi³ swój dom na sprzeda¿. Matka mówi, ¿e na pocz¹tek chce trzydzieœci tysiêcy funtów! Co on zrobi z tak¹ iloœci¹ pieniêdzy? Matka mówi, ¿e kupi inny, wiêkszy dom. Czy mo¿na sobie wyobraziæ coœ g³upszego? Gdybym mia³ trzydzieœci tysiêcy funtów, wêdrowa³bym po œwiecie i prze¿ywa³. Nie wzi¹³bym ze sob¹ prawdziwych banknotów, bo czy- ta³em, ¿e wiêkszoœæ cudzoziemców to z³odzieje. Zaszy³- bym w spodniach czeki podró¿ne wartoœci trzech tysiêcy funtów, a przed wyjazdem zrobi³bym, co nastêpuje: a) pos³a³bym Pandorze trzy tuziny czerwonych ró¿, b) za piêædziesi¹t funtów naj¹³bym oprycha, ¿eby spuœci³ lanie Barry’emu Kentowi, c) kupi³bym najlepszy rower wyœcigowy na œwiecie i jeŸdzi³bym przed domem Nigela, 56
  • 54. d) zamówi³bym wielk¹ skrzyniê pokarmu dla psów, ¿eby pod moj¹ nieobecnoœæ pies porz¹dnie siê od¿y- wia³, e) wynaj¹³bym pomoc domow¹ dla Berta Baxtera, f) zaproponowa³bym matce i ojcu tysi¹c funtów (na g³o- wê), ¿eby siê nie rozstawali. Wróci³bym z dalekiego œwiata jako wysoki, opalony mê¿czyzna, pe³en ironicznych doznañ. Pandora co wie- czór p³aka³aby w poduszkê, ¿e przegapi³a okazjê zostania pani¹ Adrianow¹ Mole. W rekordowym czasie zdoby³- bym uprawnienia weterynarza, po czym kupi³bym farmê z domem, w którym jeden pokój przeznaczy³bym na ga- binet, ¿eby mieæ cichy k¹t, gdzie móg³bym byæ intelektua- list¹. Nie marnowa³bym trzydziestu tysiêcy funtów, ¿eby kupiæ pó³ bliŸniaka! pi¹tek 20 marca, pierwszy dzieñ wiosny, pe³nia Pierwszy dzieñ wiosny. Gmina œciê³a wszystkie wi¹zy w alei Wi¹zów. sobota 21 marca Rodzice jadaj¹ ró¿ne rzeczy o ró¿nych porach dnia, wiêc spo¿ywam szeœæ posi³ków dziennie, ¿eby nie uraziæ ¿ad- nego z nich. Telewizor stoi w moim pokoju, bo nie potrafili zdecy- dowaæ, komu siê nale¿y. Mogê teraz ogl¹daæ horrory, le¿¹c w ³ó¿ku. Zaczynam coœ podejrzewaæ w kwestii uczuæ matki do pana Lucasa. Znalaz³em kartkê, któr¹ od niego dosta³a: „Pauline, jak d³ugo jeszcze? Na litoœæ bosk¹, wyjedŸ ze mn¹. Twój na wieki Bimbuœ”. 57
  • 55. Mimo podpisu „Bimbuœ” wiem, ¿e to liœcik od pana Lucasa, bo zosta³ napisany na odwrocie jego monitu za œwiat³o. Ojciec powinien siê o tym dowiedzieæ. Wsadzi³em kartkê pod materac obok egzemplarzy „Jurnych i Jêdr- nych”. niedziela 22 marca, trzecia wielkiego postu, pocz¹tek czasu letniego w Wielkiej Brytanii Dziœ s¹ urodziny babci; koñczy siedemdziesi¹t szeœæ lat i na tyle wygl¹da. Zanios³em jej roœlinê doniczkow¹ o obcej nazwie Dieffenbachia. W ziemiê wetkniêta by³a tabliczka z napisem: „Sok tej roœliny jest truj¹cy, zachowaj ostro¿- noœæ”. Babcia zapyta³a, kto wybra³ tê roœlinê. Odpar³em, ¿e matka. Babcia jest doœæ zadowolona, ¿e moi rodzice siê rozwo- dz¹. Twierdzi, ¿e zawsze uwa¿a³a matkê za wszetecznicê, a teraz siê okazuje, i¿ mia³a racjê. Nie spodoba³o mi siê, ¿e mówi o matce ten sposob, wiêc poszed³em do domu. Przed babci¹ uda³em, ¿e umówi- ³em siê z koleg¹. Ale w³aœciwie nie mam ju¿ kolegów, pew- nie dlatego, ¿e jestem intelektualist¹ – chyba trochê napa- wam ich trwog¹. Zajrza³em do s³ownika, ¿eby sprawdziæ, co oznacza „wszetecznica”. Niezbyt mi³e okreœlenie! poniedzia³ek 23 marca Znów do szko³y, niestety! Na zajêciach z gospodarstwa domowego robiliœmy dziœ pieczone ziemniaki z nadzieniem serowym. Moje ziemniaki by³y wiêksze od innych, wiêc nie zd¹¿y³y siê porz¹dnie upiec do koñca lekcji. Dokoñczy³em je u Berta Baxtera. Znów chcia³ popatrzeæ na Kwiatek. Trochê to uci¹¿liwe, bo dojœcie z nim gdziekolwiek trwa 58
  • 56. okropnie d³ugo, ale dotrzyma³em mu towarzystwa. Wszyst- ko jest lepsze ni¿ matma w szkole. Bert wzi¹³ ze sob¹ koñskie szczotki i porz¹dnie wyczyœ- ci³ Kwiatek; kiedy skoñczy³, b³yszcza³a jak wy³uskany kasztan. Zasapany Bert przysiad³ na wraku samochodu i zapali³ woodbine’a. Potem odprowadzi³em go do domu. Od kiedy Szabla ma now¹ budê, jest w lepszym humo- rze; dom Berta tak¿e jest w lepszym stanie, od kiedy Szabla czêœciej przebywa na zewn¹trz. Bert powiedzia³, ¿e pra- cownica opieki spo³ecznej uwa¿a, i¿ powinien pójœæ do domu starców, gdzie bêdzie mia³ w³aœciw¹ opiekê. Ale Bert nie chce, wiêc sk³ama³, ¿e co dzieñ odwiedza go wnuk, który siê nim zajmuje. Pani z opieki spo³ecznej ma to sprawdziæ, a ja mogê mieæ k³opoty za podszywanie siê pod kogoœ innego!!! Nie wiem, ile jeszcze k³opotów wytrzymam. wtorek 24 marca Wczoraj póŸnym wieczorem widzia³em, jak matka odje¿d¿a gdzieœ z panem Lucasem jego samochodem. Chyba by³a to jakaœ specjalna okazja, bo matka mia³a na sobie kombinezon z cekinami i wygl¹da³a odrobinê wszetecznie. Pan Lucas w³o¿y³ najlepszy garnitur oraz mnóstwo z³otej bi¿uterii. Faktycznie, staruszek umie siê ubraæ. Gdyby ojciec bardziej dba³ o wygl¹d, nie dosz³oby do tego wszystkiego. Ka¿da kobieta woli mê¿czyznê, który nosi garnitur i mnóstwo z³otej bi¿uterii, od kogoœ takiego jak ojciec, który prawie siê nie goli, chodzi w starym ubraniu, a bi¿uterii nie ma wcale. To chyba jasne. Mam zamiar nie spaæ, ¿eby siê dowiedzieæ, o której matka wróci. 59
  • 57. pó³noc Matki wci¹¿ nie ma. 2 w nocy Matki ani œladu. œroda 25 marca, Zwiastowanie N.M.P. Nie wiem, o której matka dotar³a do domu, bo zasn¹³em. Ojciec mówi, ¿e posz³a na œwi¹teczny obiad z dansingiem, organizowany przez firmê ubezpieczeniow¹. W marcu? Tato, daj¿e spokój! Masz mnie za naiwnego? Dziœ na WF-ie mieliœmy p³ywanie. Woda by³a lodowato zimna, kabiny w szatni równie¿. Spróbujê zaraziæ siê grzybic¹, ¿eby nie iœæ na basen w przysz³ym tygodniu. czwartek 26 marca Policja dopad³a Barry’ego Kenta za je¿d¿enie rowerem bez tylnego œwiat³a. Mam nadziejê, ¿e wyœl¹ go do popraw- czaka. Krótka terapia szokowa dobrze by mu zrobi³a. pi¹tek 27 marca Pandora i Nigel zerwali ze sob¹! Ca³a szko³a o tym mó- wi. To najlepsza wiadomoœæ, jak¹ s³ysza³em od dawna. Czytam Pani¹ Bovary autorstwa kolejnego ¿abojada. sobota 28 marca, ostatnia kwadra W³aœnie wyszed³ ode mnie Nigel. Ma z³amane serce. Próbowa³em go pocieszyæ, mówi¹c, ¿e jest du¿o kamyków na pla¿y i rybek w morzu. Ale by³ zbyt rozstrojony, by mnie s³uchaæ. 60
  • 58. Opowiedzia³em mu o swoich podejrzeniach, dotycz¹- cych matki i pana Lucasa. Odpar³, ¿e to siê ci¹gnie ju¿ od dawna i ¿e wszyscy o tym wiedz¹, z wyj¹tkiem mnie i mojego ojca!!! Odbyliœmy d³ug¹ rozmowê o rowerach wyœcigowych, po czym Nigel uda³ siê do siebie rozmyœlaæ o Pandorze. Jutro Dzieñ Matki. Nie mogê siê zdecydowaæ, czy coœ jej kupiæ, czy nie. Mam tylko szeœædziesi¹t osiem pensów. niedziela 29 marca, czwarta wielkiego postu, Dzieñ Matki Ojciec da³ mi wczoraj trzy funty ze s³owami: – Kup matce coœ przyzwoitego, synu, to mo¿e ju¿ ostatni raz. Z pewnoœci¹ nie zamierzam jechaæ z jej powodu a¿ do miasta! Poszed³em do trafiki pana Cherry’ego i kupi³em pude³ko czekoladek Black Magic oraz kartkê z ¿yczeniami: „Dla cudownej matki”. Producenci kartek pewnie s¹dz¹, ¿e wszystkie matki s¹ cudowne, gdy¿ s³owo „cudowna” pojawia siê na ka¿dej kartce. Mia³em ochotê skreœliæ „cudowna” i wstawiæ „wszeteczna”, ale nie zrobi³em tego. Podpisa³em ¿yczenia: „Od syna Adriana”, i wrêczy³em jej wszystko dziœ rano. – Adrianie, nie powinieneœ by³ – powiedzia³a. Racja, nie powinienem by³. Muszê koñczyæ. Matka zarz¹dzi³a coœ, co okreœla mia- nem „cywilizowanego spotkania”. Bêdzie na nim obecny pan Lucas – ja oczywiœcie nie zosta³em zaproszony! Zamie- rzam pods³uchiwaæ pod drzwiami. poniedzia³ek 30 marca Wczoraj sta³o siê coœ strasznego. Ojciec i pan Lucas pobili siê na oczach ca³ej ulicy w ogródku od frontu! Matka 61
  • 59. próbowa³a ich rozdzieliæ, ale kazali jej siê „nie wtr¹caæ”. Pan O’Leary chcia³ pomóc ojcu i ca³y czas krzycza³: „George, przy³ó¿ ode mnie temu gnojowi!”, a pani O’Leary okropnie ubli¿a³a mojej matce. Z jej s³ów wynika, ¿e obser- wuje poczynania matki od œwi¹t Bo¿ego Narodzenia. Cywilizowane spotkanie skoñczy³o siê o pi¹tej po po³udniu, gdy ojciec dowiedzia³ siê, od kiedy trwa romans mojej matki i pana Lucasa. Kolejne cywilizowane spotkanie zaczê³o siê oko³o siód- mej, lecz gdy matka oœwiadczy³a, ¿e wyje¿d¿a z panem Lucasem do Sheffield, ojciec zapomnia³ o cywilizacji i rzu- ci³ siê do boju. Pan Lucas uciek³ do ogródka, ale ojciec podci¹³ go obok krzaka wawrzynu, po czym bójka rozgo- rza³a na dobre. W³aœciwie by³o to ogromnie emocjonuj¹ce, z okna sypialni mia³em na wszystko œwietny widok. W pewnej chwili pani O’Leary zawo³a³a: – Tylko tego dzieciaka mi szkoda! Wszyscy spojrzeli w górê, aby na mnie popatrzeæ, wiêc postara³em siê o szczególnie smutn¹ minê. Z pewnoœci¹ te prze¿ycia w przysz³oœci spowoduj¹ u mnie uraz. Na razie czujê siê dobrze, ale nigdy nic nie wiadomo. wtorek 31 marca Matka wyjecha³a do Sheffield z panem Lucasem. Musia- ³a sama prowadziæ, bo pan Lucas nie widzi na podbite oczy. Gdy powiadomi³em sekretarkê w szkole, ¿e matka nas opuœci³a, potraktowa³a mnie bardzo mi³o i wrêczy³a mi ankietê. Chodzi o darmowe obiady w szkole – teraz ojciec jest samotnym rodzicem. Nigel poprosi³ Barry’ego Kenta, ¿eby na kilka tygodni przesta³ mnie przeœladowaæ. Barry Kent powiedzia³, ¿e siê zastanowi. 62
  • 60. wiosna
  • 61. œroda 1 kwietnia, prima aprilis Rano zadzwoni³ Nigel, udaj¹c przedsiêbiorcê pogrzebo- wego, i zapyta³, kiedy ma zabraæ cia³o. Telefon odebra³ ojciec. Doprawdy, on w ogóle nie ma poczucia humoru. Œwietnie siê bawi³em, wmawiaj¹c dziewczynom, ¿e wystaj¹ im halki, chocia¿ nie by³a to prawda. Barry Kent przyniós³ na zajêcia z malarstwa proszek wywo³uj¹cy swê- dzenie i wsypa³ odrobinê do botków pani Fossington-Gore. To kolejna osoba pozbawiona poczucia humoru. Barry mnie równie¿ wsypa³ za ko³nierz trochê tego proszku. Nie widzê w tym nic œmiesznego; musia³em iœæ do pielêgniarki, ¿eby go usunê³a. Dom wygl¹da wrêcz obskurnie, bo ojciec w ogóle nie zajmuje siê sprz¹taniem. Pies usycha z têsknoty za matk¹. Urodzi³em siê dok³adnie trzynaœcie lat i trzysta szeœæ- dziesi¹t cztery dni temu. czwartek 2 kwietnia Dziœ skoñczy³em czternaœcie lat! Od ojca dosta³em dres i pi³kê no¿n¹ (ojciec jest zupe³nie niewra¿liwy na moje po- trzeby), od dziadka Mole’a Ma³ego Stolarza (bez komen- tarza), od dziadka Sudgena kopertê z ¿yczeniami oraz 65
  • 62. banknotem jednofuntowym (ostatni z wielkich rozrzut- nych). Co najlepsze, matka da³a mi dziesiêæ funtów, a pan Lucas piêæ (zapewne chcieli uspokoiæ swoje sumienia). Nigel przys³a³ mi ¿artobliw¹ kartkê; na wierzchu wid- nia³ napis: „Kto jest seksowny, zdolny i przystojny?”, a w œrodku odpowiedŸ: „Na pewno nie ty, koleœ!” Nigel dopisa³: „Bez urazy, stary”, i w³o¿y³ do koperty dziesiêæ pensów. Kartka od Berta Baxtera przysz³a na adres szko³y, bo Bert nie wie, gdzie mieszkam. Ma niesamowicie ³adne pismo, chyba nazywa siê „poligraficzne”. Kartka mia³a na wierzchu zdjêcie owczarka alzackiego, wewn¹trz zaœ napis: „Najlepsze ¿yczenia od Berta i Szabli. PS Zlew siê zatka³”. Do kartki Bert do³¹czy³ bon ksi¹¿kowy za dziesiêæ szylingów – co prawda jego wa¿noœæ wygas³a w grudniu 1958, ale licz¹ siê dobre intencje. A wiêc wreszcie mam czternaœcie lat! Wieczorem uwa¿- nie przejrza³em siê w lustrze i muszê powiedzieæ, ¿e do- strzegam oznaki pewnej dojrza³oœci (nie licz¹c tych parszy- wych pryszczy). pi¹tek 3 kwietnia Dziœ na teœcie z geografii zaliczy³em komplet punktów. Tak! Z dum¹ donoszê, ¿e dosta³em dwadzieœcia punktów na dwadzieœcia mo¿liwych! Moja praca zosta³a te¿ pochwa- lona za schludny wygl¹d. Nie istnieje nic, czego bym nie wiedzia³ o norweskim przemyœle garbarskim. Barry Kent wyraŸnie rozkoszuje siê swoj¹ ignorancj¹. Kiedy panna Elf zapyta³a go, jakie jest po³o¿enie Norwegii wzglêdem Wielkiej Brytanii, odpar³: – Jest oddalona o dwa stopnie pokrewieñstwa. Z przykroœci¹ stwierdzam, ¿e ca³a klasa siê rozeœmia³a, nawet Pandora. Tylko ja i panna Elf zachowaliœmy powagê. 66
  • 63. Przetka³em zlew Berta Baxtera. Odp³yw by³ pe³en sta- rych koœci i fusów herbacianych. Powiedzia³em Bertowi, ¿e naprawdê powinien u¿ywaæ torebek, b¹dŸ co b¹dŸ ¿yjemy w dwudziestym wieku! Bert powiedzia³, ¿e spróbuje. Us³yszawszy, ¿e moja matka uciek³a z agentem ubezpie- czeniowym, zapyta³: „Czy to by³ palec bo¿y?” I tak siê œmia³, ¿e ³zy stanê³y mu w oczach. sobota 4 kwietnia, nów Dziœ sprz¹taliœmy z ojcem dom. Nie mieliœmy wyjœcia – jutro babcia przychodzi na podwieczorek. Po po³udniu pojechaliœmy do Sainsbury’ego. Ojciec wzi¹³ wózek, którym nie dawa³o siê kierowaæ i który w dodatku piszcza³ niczym torturowane myszy. Wstydzi³em siê, ¿e mnie z nim s³yszano. Ojciec wybiera³ wy³¹cznie niezdrowe jedzenie; dopiero kiedy siê postawi³em, kupi³ œwie¿e owoce i sa³atê. Przy kasie nie móg³ znaleŸæ karty kredytowej, a kasjerka nie chcia³a przyj¹æ czeku. W koñcu zjawi³ siê kierownik i przerwa³ k³ótniê. Musia³em po¿yczyæ ojcu trochê urodzi- nowych pieniêdzy; jest mi winien osiem funtów, trzydzieœci osiem i pó³ pensa; kaza³em mu wystawiæ rewers na rachun- ku z kasy. Muszê jednak powiedzieæ, ¿e Sainsbury’emu nale¿y siê uznanie; nareszcie przyci¹gaj¹ lepsz¹ klientelê. Widzia³em, jak jakiœ pleban kupowa³ opakowanie papieru toaletowego – cztery trójwarstwowe rolki w kolorze fioletowym! Temu to szmal wychodzi nosem! Móg³ przecie¿ kupiæ szary, szorstki papier, a ró¿nicê oddaæ biednym. Co za ob³uda! niedziela 5 kwietnia, pi¹ta wielkiego postu Dziœ rano przyszed³ Nigel. Wci¹¿ siê wœcieka na Pan- dorê. Próbowa³em zabawiæ go rozmow¹ o norweskim 67
  • 64. przemyœle garbarskim, ale nie wiadomo dlaczego wcale nie by³ zainteresowany. O pierwszej po po³udniu zmusi³em ojca, ¿eby wsta³ z ³ó¿ka. Nie rozumiem, z jakiej racji mia³by ca³y dzieñ siê wylegiwaæ jak jakiœ œmierdz¹cy leñ, skoro ja od dawna jestem na nogach. W koñcu ojciec siê podniós³ i po- szed³ na dwór myæ samochód, ale znalaz³ kolczyk matki za tylnym siedzeniem, wiêc usiad³ i wpatrzy³ siê w niego. – Têsknisz za matk¹, Adrianie? – zapyta³ wreszcie. – Oczywiœcie – odpar³em – ale trzeba ¿yæ dalej. – Nie widzê, po co – odpowiedzia³. Poj¹³em, ¿e myœli o samobójstwie, wiêc natychmiast poszed³em na górê i usun¹³em z sypialni wszystkie nie- bezpieczne przedmioty. Kiedy zmywa³em po spo¿yciu obiadu z mro¿onki (pie- czeñ wo³owa), ojciec zawo³a³ do mnie, ¿e nie mo¿e znaleŸæ brzytwy w ³azience. Sk³ama³em, ¿e nic o tym nie wiem, a nastêpnie wyj¹³em z szuflady w kuchni wszystkie no¿e i ostre narzêdzia. Ojciec usi³owa³ uruchomiæ elektryczn¹ golarkê, ale baterie pozielenia³y i wyciek³y. Mam wra¿enie, ¿e jestem doœæ wyrozumia³y, ale s³ow- nictwo, jakiego w owej chwili u¿y³ mój ojciec, przekro- czy³o wszelkie granice! Tylko dlatego, ¿e nie móg³ siê ogoliæ! Podwieczorek ci¹gn¹³ siê bez koñca. Babcia bez przerwy mówi³a wstrêtne rzeczy o matce, a ojciec jêcza³, jak bardzo za ni¹ têskni. Mojej obecnoœci w pokoju nikt nie zauwa¿y³! Nawet na psa zwracano wiêcej uwagi! Babcia skarci³a ojca za próbê zapuszczenia brody. – George, byæ mo¿e uwa¿asz, ¿e jako komunista wygl¹- dasz zabawnie, ale ja jestem przeciwnego zdania – oznaj- mi³a. Doda³a, ¿e dziadek nawet w okopach pod Ypres goli³ siê codziennie, chocia¿ niekiedy musia³ odpêdzaæ szczury, 68
  • 65. które chcia³y ze¿reæ myd³o do golenia. Powiedzia³a, ¿e kiedy dziadek le¿a³ w trumnie, zosta³ ogolony przez przedsiêbiorcê pogrzebowego, skoro wiêc martwi mog¹ byæ ogoleni, to dla ¿ywych nie ma ¿adnego usprawied- liwienia. Ojciec usi³owa³ siê t³umaczyæ, ale napotka³ pew- ne trudnoœci, bo babcia ani na chwilê nie przestawa³a mówiæ. Obaj byliœmy zadowoleni, kiedy wreszcie sobie po- sz³a. Przejrza³em „Jurne i Jêdrne”. W koñcu to pi¹ta niedziela wielkiego postu! poniedzia³ek 6 kwietnia Dosta³em od matki pocztówkê. Pisze, ¿e „oni” mieszkaj¹ u znajomych, dopóki nie znajd¹ sobie mieszkania. Zapro- si³a mnie, bym przyjecha³ na weekend, kiedy siê urz¹dz¹. Nie pokaza³em kartki ojcu. wtorek 7 kwietnia Moja najdro¿sza Pandora umawia siê z Craigiem Thomasem. Thomasie, po raz ostatni da³em ci baton Mars! Barry Kent ma k³opoty, gdy¿ na malarstwie nary- sowa³ go³¹ babê. Pani Fossington-Gore powiedzia³a, ¿e nie tyle niepokoi j¹ temat wybrany przez Barry’ego, ile jego nieznajomoœæ podstawowych faktów biologicz- nych. Wykona³em niez³y rysunek, przedstawiaj¹cy zapaœ- nika Niesamowitego Byka, który roznosi Craiga Thomasa na strzêpy. Pani Fossington-Gore oceni³a, ¿e to „mocna wypowiedŸ na temat monolitycznego ucisku”. Telefon od matki. Mia³a dziwny g³os, jakby by³a prze- ziêbiona. Ca³y czas powtarza³a: – Pewnego dnia zrozumiesz, Adrianie. 69
  • 66. W tle da³o siê s³yszeæ jakby siorbanie. Pewnie ten gnojek Lucas ca³owa³ j¹ w szyjê, widzia³em, jak to robi¹ na filmach. œroda 8 kwietnia Ojciec nie chcia³ mi daæ usprawiedliwienia z WF-u, wiêc prawie ca³y ranek spêdzi³em w pid¿amie, skacz¹c do base- nu i wyci¹gaj¹c le¿¹c¹ na dnie ceg³ê. Po powrocie do domu wyk¹pa³em siê, ale nadal cuchnê chlorem. Nie wiem, jaki mia³by byæ cel takich lekcji jak wy¿ej opisana. Przecie¿ kiedy dorosnê, nie bêdê chodzi³ brzegiem rzeki w pid¿amie! I tylko g³upi skaka³by do wody po jak¹œ kretyñsk¹ ceg³ê! Ceg³y le¿¹ wszêdzie, gdzie spojrzeæ! czwartek 9 kwietnia Pogadaliœmy sobie wczoraj z ojcem. Zapyta³ mnie, z kim wola³bym mieszkaæ, z nim czy z matk¹. Powiedzia³em, ¿e z obojgiem. Wyzna³, ¿e zaprzyjaŸni³ siê z kole¿ank¹ z pracy, niejak¹ Doreen Slater, i ¿e chcia³by któregoœ dnia poznaæ nas ze sob¹. Znów to samo! I to ma byæ opuszczony m¹¿ o z³amanym sercu, myœl¹cy o samobójstwie? pi¹tek 10 kwietnia Zadzwoni³em do babci, ¿eby jej powiedzieæ o Doreen Slater. Odnios³em wra¿enie, ¿e niezbyt siê ucieszy³a. Oœwiadczy³a, ¿e to pospolite imiê. Jestem sk³onny siê z ni¹ zgodziæ. Po¿yczy³em z biblioteki Czekaj¹c na Godota, ale siê rozczarowa³em – to sztuka teatralna. Niemniej, spróbujê. Ostatnio zaniedbywa³em swój umys³. 70
  • 67. Nigel zapyta³, czy chcia³bym spêdziæ u niego weekend; jego rodzice jad¹ na wesele do Croydon. Ojciec mi pozwo- li³, nawet siê ucieszy³. Idê do Nigela jutro rano. Dziœ zaczê³y siê ferie wielkanocne. Muszê zapewniæ swemu mózgowi aktywnoœæ. sobota 11 kwietnia, pierwsza kwadra Ten Nigel to ma szczêœcie! Jego dom jest absolutnie fantastyczny, ca³kiem nowoczesny! Nie wiem, co on sobie myœli o naszym domu – niektóre nasze meble licz¹ sobie ponad sto lat! Nigel ma ogromn¹ sypialniê, sprzêt stereo, kolorowy telewizor, magnetofon kasetowy, miniaturowy tor samo- chodowy Scalextric, elektryczn¹ gitarê oraz wzmacniacz. A tak¿e reflektory nad ³ó¿kiem, czarne œciany, bia³y dywan, importowan¹ ko³drê w samochody wyœcigowe i ca³e sterty „Jurnych i Jêdrnych”. Przejrzeliœmy je, po czym Nigel poszed³ wzi¹æ zimny prysznic, a ja odgrza³em zupê i po- kroi³em bagietkê. NieŸle siê uœmialiœmy przy lekturze Czekaj¹c na Godota. Nigel dosta³ niemal ataku histerii, gdy powiedzia³em, ¿e Vladimir i Estragon brzmi¹ jak nazwy pigu³ek antykoncepcyjnych. Przejecha³em siê na rowerze wyœcigowym Nigela. Strasznie bym chcia³ mieæ taki rower. Gdybym mia³ wybieraæ miêdzy Pandor¹ a rowerem wyœcigowym, wybra³bym rower. Sorry, Pandoro, ale wiesz, jak jest. Poszliœmy na rybê z frytkami i zamówiliœmy pe³ny zestaw – rybê, frytki, marynowane cebulki, korniszony, zielony groszek. Dla Nigela nic nie jest zbyt kosztowne, dostaje niesamowicie du¿e kieszonkowe. Trochê siê pow³ó- czyliœmy, a potem wróciliœmy do domu i obejrzeliœmy w telewizji film Wy³upiastooki potwór znów atakuje. Kiedy powiedzia³em, ¿e potwór przypomina mi naszego 71
  • 68. dyrektora, pana Scrutona, Nigel znów zacz¹³ siê histe- rycznie œmiaæ. Chyba mam spory talent do rozœmieszania ludzi. Mo¿e jednak zrezygnujê z weterynarii i zajmê siê pisaniem komedii sytuacyjnych dla telewizji. Kiedy film siê skoñczy³, Nigel zaproponowa³: – Po jednym na dobranoc? Podszed³ do barku w rogu pokoju i nala³ nam obu spor¹ whisky z wod¹ sodow¹. Nie próbowa³em dot¹d whisky i chyba nigdy wiêcej tego nie zrobiê. Nie pojmujê, jak ludzie mog¹ piæ coœ takiego dla przyjemnoœci. Gdyby by³a lekarstwem, wylaliby j¹ do zlewu! Nie pamiêtam, ¿ebym szed³ spaæ, ale musia³em to zrobiæ, gdy¿ siedzê w ³ó¿ku rodziców Nigela i piszê dziennik. niedziela 12 kwietnia, Niedziela Palmowa Ten weekend u Nigela naprawdê otworzy³ mi oczy! Przez ostatnie czternaœcie lat ¿y³em w nêdzy, nic o tym nie wiedz¹c, znosi³em fatalne warunki mieszkaniowe, par- szywe ¿arcie i mizerne kieszonkowe! Trudno, skoro ojciec przy swym obecnym uposa¿eniu nie mo¿e mi zapewniæ przyzwoitego poziomu ¿ycia, bêdzie musia³ poszukaæ sobie lepiej p³atnej pracy. I tak bez przerwy narzeka, ¿e musi handlowaæ elektrycznymi piecami akumulacyjnymi. Ojciec Nigela harowa³ jak wó³, ¿eby stworzyæ swojej rodzinie nowoczesne warunki ¿yciowe. Byæ mo¿e gdyby m ó j ojciec zbudowa³ barek koktajlowy z laminatu w k¹cie n a s z e j bawialni, matka nadal by z nami mieszka³a. Ale nie, gdzie tam – ojciec woli siê che³piæ naszymi stu- letnimi meblami! Tak jest! Zamiast siê wstydziæ naszych antyków, on jeszcze siê tymi rupieciami przechwala! Powinien wyci¹gn¹æ naukê z wielkiej literatury. Pani Bovary uciek³a od tego idioty doktora Bovary, bo nie umia³ zaspokoiæ jej potrzeb. 72
  • 69. poniedzia³ek 13 kwietnia Dosta³em kartkê od pana Cherry’ego z zapytaniem, kiedy wznowiê rozwo¿enie gazet. Odpisa³em, ¿e mój umys³ wci¹¿ jest w kiepskim stanie z powodu porzucenia przez matkê. To prawda: wczoraj nieœwiadomie w³o¿y³em skar- petki nie do pary, jedn¹ czerwon¹, a drug¹ zielon¹. Muszê wzi¹æ siê w garœæ, inaczej skoñczê w wariatkowie. wtorek 14 kwietnia Matka przys³a³a mi widokówkê. Znalaz³a mieszkanie i prosi, bym jak najszybciej odwiedzi³ j¹ oraz pana Lucasa. Dlaczego matka nie mo¿e napisaæ listu jak normalna osoba? Dlaczego listonosz ma czytaæ o moich poufnych sprawach? Nowy adres matki brzmi: pasa¿ Prezydenta Cartera 79A, Sheffield. Zapyta³em ojca, czy mogê do niej pojechaæ. – Tak – odpar³ – pod warunkiem ¿e matka przeœle ci pieni¹dze na bilet kolejowy. Napisa³em zatem list, w którym proszê j¹ o jedenaœcie funtów i osiemdziesi¹t pensów. œroda 15 kwietnia Poszed³em z Nigelem do klubu m³odzie¿owego. By³o niesamowicie fajnie. Graliœmy w ping-ponga, a¿ popêka³y pi³eczki, a potem w pi³karzyki. Ogra³em Nigela piêædziesi¹t goli do trzynastu. Nigel zacz¹³ siê d¹saæ i oznajmi³, ¿e prze- gra³ tylko dlatego, ¿e nogi jego bramkarza przylepiono do pod³o¿a taœm¹ klej¹c¹. To nieprawda – wygra³em, bo jestem zdolniejszy. Banda punków zaczê³a robiæ niemi³e uwagi na temat moich rozszerzanych spodni, lecz wtedy do rozmowy wtr¹- ci³ siê dzia³acz m³odzie¿owy Rick Lemon i zapocz¹tkowa³ 73
  • 70. dyskusjê o prywatnych gustach. Zgodziliœmy siê wszyscy, ¿e jednostka ma prawo ubieraæ siê tak, jak on/ona chce. Mimo to zamierzam poprosiæ ojca o now¹ parê spodni; niewielu czternastolatków nosi obecnie dzwony, a ja nie chcia³bym siê wyró¿niaæ. Barry Kent usi³owa³ wedrzeæ siê do klubu przez drzwi przeciwpo¿arowe, ¿eby unikn¹æ p³acenia piêciopensowej sk³adki, ale Rick Lemon wypchn¹³ go z powrotem na deszcz. Bardzo siê ucieszy³em. Jestem winien Barry’emu Kentowi dwa funty haraczu. czwartek 16 kwietnia Dosta³em od cioci Susan kartkê urodzinow¹, spóŸnion¹ o dwa tygodnie! Ciocia zawsze zapomina o w³aœciwej dacie. Ojciec powiedzia³, ¿e to z powodu nieustannej presji w pracy, ale nie jestem o tym przekonany. S¹dzi³bym raczej, ¿e praca stra¿niczki wiêziennej to ciep³a posadka, w koñcu chodzi tylko o zamykanie i otwieranie drzwi. Ciocia przes³a³a mi prezent poczt¹. Byæ mo¿e dotrze na Gwiazdkê – jak bêdê mia³ szczêœcie. Ha! Ha! pi¹tek 17 kwietnia, Wielki Pi¹tek Biedny Jezus, to musia³o byæ dla niego niesamowicie przykre. Ja nie mia³bym odwagi, ¿eby zrobiæ coœ takiego. Pies sponiewiera³ babkê wielkanocn¹. Nie ma ¿adnego szacunku dla tradycji. sobota 18 kwietnia Dosta³em paczkê od cioci Susan. Zawiera³a haftowany pokrowiec na szczoteczkê do zêbów, wykonany przez jedn¹ z osadzonych! Ta osoba nazywa siê Grace Pool i ciocia 74
  • 71. Susan uwa¿a, ¿e powinienem napisaæ do niej list z podziê- kowaniem! Nie doœæ, ¿e siostra ojca pracuje w wiêzieniu Holloway, to teraz jeszcze ja mam zacz¹æ pisaæ listy do wiêŸniarek! Przecie¿ Grace Pool mo¿e byæ morderczyni¹ albo czymœ w tym rodzaju! Nadal czekam na jedenaœcie funtów i osiemdziesi¹t pensów. Nie wydaje mi siê, by matka jakoœ rozpaczliwie chcia³a siê ze mn¹ zobaczyæ. niedziela 19 kwietnia, Wielkanoc Dzisiaj przypada rocznica ucieczki Jezusa z zapieczê- towanego grobu. Wielki magik Houdini zapewne zapo¿y- czy³ ten pomys³ od Niego. Ojciec zapomnia³ iœæ w pi¹tek do banku, wiêc zostaliœmy bez grosza. ¯eby kupiæ sobie jajko wielkanocne, musia³em zwróciæ do sklepu puste butelki. Obejrza³em film, po czym poszliœmy do babci, gdzie zjad³em fantastyczny podwie- czorek. Upiek³a ciasto, pokryte ma³ymi puchatymi kur- czaczkami; niestety, trochê puchu dosta³o siê ojcu do ust i musieliœmy mocno waliæ go w plecy. Zawsze musi wszyst- ko zepsuæ. Nie ma ¿adnego Obycia Towarzyskiego. Potem poszed³em odwiedziæ Berta Baxtera. Ucieszy³ siê na mój widok; poczu³em siê paskudnie, bo ostatnio go zaniedby- wa³em. Da³ mi stertê komiksów. Nazywaj¹ siê „Eagle” i s¹ w nich œwietne obrazki. Czyta³em je do trzeciej w nocy. My, intelektualiœci, czuwamy o dziwnych porach. Dobrze na tym wychodzimy. 75
  • 72. poniedzia³ek 20 kwietnia, œwiêto pañstwowe w Zjednoczonym Królestwie (z wyj¹tkiem Szkocji) Ojciec wpad³ w sza³, gdy¿ bank wci¹¿ jest zamkniêty. Skoñczy³y mu siê papierosy. Wyjdzie mu to na zdrowie. Jedenastu funtów i osiemdziesiêciu pensów wci¹¿ nie ma. Oto, co napisa³em do Grace Pool z bloku D: Droga panno Pool, dziêkujê za zrobienie mi pokrowca na szczoteczkê do zêbów. Jest uroczy. Z powa¿aniem, Adrian wtorek 21 kwietnia Dziœ rano ojciec by³ pierwszy w kolejce do banku, ale gdy znalaz³ siê w œrodku, kasjer oznajmi³, ¿e nie mo¿e mu wyp³aciæ pieniêdzy, bo konto jest puste. Ojciec za¿¹da³ widzenia siê z kierownikiem. By³o mi niesamowicie wstyd, wiêc ukry³em siê za plastikow¹ roœlin¹ i pozosta³em tam, a¿ krzyki usta³y. Wreszcie zjawi³ siê g³ówny bankowiec, pan Niggard, i uspokoi³ ojca. Powiedzia³, ¿e za³atwi nam chwilowy debet. Ojciec sprawia³ ¿a³osne wra¿enie. – To przez ten cholerny rachunek od weterynarza – powtarza³ bez przerwy. Pan Niggard powiedzia³, ¿e rozumie. Mo¿e on te¿ ma wœciek³ego psa? W koñcu chyba nie jesteœmy wyj¹tkiem, prawda? Jedenaœcie funtów itd. przysz³o dzisiaj popo³udniow¹ poczt¹, a zatem jutro rano wyje¿d¿am do Sheffield. Nigdy przedtem nie jecha³em sam poci¹giem. Ostatnio naprawdê rozpoœcieram skrzyd³a. 76
  • 73. œroda 22 kwietnia Ojciec podwióz³ mnie na stacjê i udzieli³ rady na drogê – powiedzia³, ¿ebym nie kupowa³ w bufecie pasztecików z wieprzowin¹. Sta³em na korytarzu, wychylony przez okno, ojciec zaœ sta³ na peronie i bez przerwy patrzy³ na zegarek. W koñcu powiedzia³em: – Nie zapomnij nakarmiæ psa, dobrze? Ojciec zaœmia³ siê z³owieszczo, poci¹g szarpn¹³, a ja pomacha³em ojcu i poszed³em szukaæ miejsca dla niepa- l¹cych. Wszyscy obrzydliwi palacze t³oczyli siê w jednym wagonie, pokas³uj¹c i okropnie siê krztusz¹c. Zachowy- wali siê grubiañsko i g³oœno, wiêc wstrzyma³em oddech i czym prêdzej przecisn¹³em siê miêdzy nimi. Pasa¿ero- wie w wagonie dla niepal¹cych robili wra¿enie spokoj- niejszych. Znalaz³em miejsce przy oknie naprzeciwko jakiejœ starszej pani. Chcia³em popatrzeæ na krajobraz albo poczytaæ ksi¹¿kê, ale stara od razu zaczê³a mi opisy- waæ histerektomiê swej córki. Opowiada³a mi rzeczy, których wcale nie mia³em ochoty s³uchaæ – myœla³em, ¿e dostanê ob³êdu! Nieustannie k³apa³a dziobem, k³ap, k³ap, k³ap, ale dziêki Bogu wysiad³a w Chesterfield, zosta- wiaj¹c na siedzeniu pismo kobiece „Woman’s Own”. Uœmia³em siê do rozpuku, czytaj¹c dzia³ porad, przeczy- ta³em te¿ opowiadanie, po czym poci¹g zacz¹³ zwalniaæ i wjechaliœmy na stacjê w Sheffield. Na mój widok matka wybuchnê³a p³aczem. To by³o trochê krêpuj¹ce, ale tak¿e bardzo mi³e. Ze stacji wziêliœmy taksówkê. Ulice w Sheffield wygl¹daj¹ OK, w³aœciwie tak samo jak u nas. Nie dostrzeg³em ¿adnych fabryk no¿y i widelców – pewnie Margaret Thatcher wszystkie pozamy- ka³a. Lucas wyszed³ wciskaæ ludziom ubezpieczenia, wiêc do ósmej wieczorem mia³em matkê tylko dla siebie. Ich 77
  • 74. mieszkanie jest niesamowicie beznadziejne, nowoczesne, ale bardzo ma³e – wrêcz s³ychaæ, jak s¹siedzi kaszl¹. Matka nawyk³a do lepszych warunków. Jestem niesamowicie zmêczony, wiêc przerywam pisanie. Mam nadziejê, ¿e ojciec dobrze traktuje psa. Chcia³bym, ¿eby matka wróci³a do domu. Zapomnia³em ju¿, jaka jest fajna. czwartek 23 kwietnia, œw. Jerzego Poszliœmy dziœ z mam¹ po zakupy. Kupiliœmy aba¿ur w Habitacie do jej sypialni oraz nowe spodnie dla mnie. S¹ superzaste, naprawdê obcis³e. Zjedliœmy „lunch chiñskiego biznesmena”, a potem poszliœmy na film Monty Pythona o ¿yciu Jezusa. By³ niesa- mowicie odwa¿ny, czu³em siê winny, ¿e siê œmiejê. Kiedy wróciliœmy, Lucas ju¿ by³ w mieszkaniu. Przy- gotowa³ obiad, ale powiedzia³em, ¿e nie jestem g³odny, i zamkn¹³em siê w pokoju – ud³awi³bym siê, gdybym zjad³ cokolwiek, czego tkn¹³ ten palant! PóŸniej zadzwo- ni³em z budki do ojca, ale ledwie zd¹¿y³em krzykn¹æ: – Nie zapomnij nakarmiæ psa! – gdy odezwa³ siê sygna³ przery- wany. Poszed³em spaæ wczeœniej z powodu ca³ego tego Lucasowego migdalenia. Ten gnojek zwraca siê do matki „Paulie”, choæ wie doskonale, ¿e jej imiê brzmi „Pauline”. pi¹tek 24 kwietnia Pomog³em matce pomalowaæ kuchniê. Zdecydowa³a siê na kolor br¹zowy i kremowy – wygl¹da to okropnie, zupe³nie jak w szkolnej toalecie. Lucas da³ mi w prezencie scyzoryk. Usi³uje mnie przekupiæ, ¿ebym znów go polubi³. Nic z tego, wstrêtny Lucasie! My, Mole’owie, nigdy nie 78
  • 75. zapominamy doznanych krzywd! Jesteœmy jak mafia – gdy ktoœ nam raz podpadnie, do koñca ¿ycia ¿ywimy doñ urazê. Lucas ukrad³ nam ¿onê i matkê, wiêc bêdzie musia³ za to zap³aciæ! Wielka szkoda, bo scyzoryk ma mnóstwo gad¿e- tów, bardzo przydatnych w codziennym ¿yciu. sobota 25 kwietnia Lucas nie pracuje w soboty, wiêc przez ca³y dzieñ musia³em tolerowaæ jego lubie¿noœæ. Nieustannie dotyka d³oni matki, ca³uje j¹ albo obejmuje za ramiona. Nie wiem, jak ona to znosi, ja bym od tego oszala³. Dziœ po po³udniu zawióz³ nas za miasto, wysoko na wzgórza. Zmarz³em, wiêc zosta³em w samochodzie, sk¹d obserwowa³em, jak matka i Lucas robi¹ z siebie widowisko. Dziêki Bogu, nie by³o w okolicy ¿adnych przedstawicieli opinii publicznej. Starzy ludzie, biegn¹cy ze œmiechem pod górkê, to nie jest piêkny widok. Wróci³em, wyk¹pa³em siê, pomyœla³em o psie i zasn¹- ³em. Jutro jadê do domu. 3 rano W³aœnie przyœni³o mi siê, ¿e zak³u³em Lucasa wyka- ³aczk¹ z wyposa¿enia scyzoryka. Najlepszy sen, jaki mia- ³em od wieków. niedziela 26 kwietnia 14.10 A wiêc mój krótki pobyt w Sheffield dobiega koñca. Zamierzam z³apaæ poci¹g o 19.10, co oznacza, ¿e zosta³o mi zaledwie piêæ godzin na spakowanie. Ojciec mia³ racjê 79
  • 76. – niepotrzebnie zabra³em dwie walizki ubrañ. Có¿, ci¹gle powtarzam, ¿e przezorny zawsze ubezpieczony. Bez ¿alu opuszczam to paskudne mieszkanie oraz kaszl¹cych s¹sia- dów, choæ oczywiœcie ubolewam nad uporem matki, która odmawia powrotu ze mn¹ do domu. Powiedzia³em jej, ¿e pies usycha z têsknoty, lecz gdy zadzwoni³a do ojca, ten jak g³upi powiadomi³ j¹, ¿e pies w³aœnie zjad³ ca³¹ puszkê Pedigree Chum i miskê chrupek Winalot. Donios³em jej tak¿e o ojcu i Doreen Slater, maj¹c nadziejê, ¿e oszaleje z zazdroœci, ale rozeœmia³a siê tylko, po czym zapyta³a: – Co, Doreen wci¹¿ jest w obiegu? Trudno – robi³em, co mog³em, ¿eby j¹ odzyskaæ, ale chyba muszê przyznaæ siê do klêski. 23.00 Podró¿ powrotna to by³ koszmar. Wszystkie miejsca dla niepal¹cych by³y zajête, wiêc musia³em siedzieæ w jednym przedziale z fajkami, cygarami i papierosami. Przez dwa- dzieœcia minut sta³em w kolejce po kawê, lecz gdy dotar³em do celu, na bufet spuszczono kratê, na której ktoœ umieœ- ci³ tabliczkê: „Zamkniête z powodu awarii sygnalizacji”! Kiedy wróci³em na miejsce, odkry³em, ¿e zaj¹³ je jakiœ ¿o³nierz, wiêc znalaz³em sobie inne. Niestety, usiad³em naprzeciwko wariata i przez resztê drogi musia³em znosiæ opowieœci o umieszczonym w jego g³owie radiu, które kontroluje Fidel Castro. Ojciec wyjecha³ po mnie na stacjê. Pies z radoœci rzuci³ siê na mnie, ale nie trafi³ i o ma³o nie wpad³ pod ekspres do Birmingham o 21.23. Ojciec wyzna³, ¿e Doreen Slater by³a u niego na pod- wieczorku. S¹dz¹c po stanie domu, by³a równie¿ na kolacji, œniadaniu i obiedzie! Nigdy jej nie widzia³em, lecz wnosz¹c 80
  • 77. ze œladów, jakie po sobie zostawi³a, wiem, ¿e jest ruda, u¿y- wa pomarañczowej szminki i sypia po lewej stronie ³ó¿ka. To ci dopiero powitanie! Ojciec powiedzia³, ¿e Doreen wyprasowa³a mój szkolny mundurek, ¿ebym go mia³ na rano. Czego oczekuje? Podziêkowañ? poniedzia³ek 27 kwietnia Na zajêciach z gospodarstwa domowego pani Bull uczy³a nas zmywaæ naczynia. Dobre sobie, uczyæ szewca szyæ buty! Jestem chyba najlepszym pomywaczem na œwiecie! Barry Kent st³uk³ niet³uk¹cy siê talerz, wiêc pani Bull wyrzuci³a go z klasy. Widzia³em, jak ostentacyjnie pali³ na korytarzu. Ten to ma tupet! Uzna³em, ¿e moim obowi¹zkiem jest donieœæ o tym pani Bull, co uczyni³em wy³¹cznie w trosce o zdrowie kolegi. Barry zosta³ zaprowa- dzony do wy³upiastego Scrutona, który skonfiskowa³ mu papierosy Benson and Hedges. Nigel powiedzia³, ¿e widzia³ pana Scrutona, pal¹cego je w pokoju nauczycielskim pod- czas przerwy obiadowej. To chyba nie mo¿e byæ prawda? Pandora i Craig Thomas wywo³ali skandal, obnosz¹c siê na boisku ze swoj¹ seksualnoœci¹. Panna Elf musia³a zastukaæ w okno pokoju nauczycielskiego i nakazaæ im, by przestali siê ca³owaæ. wtorek 28 kwietnia Dziœ rano pan Scruton wyg³osi³ na apelu przemówienie. Mówi³ o zaniku moralnoœci w naszym kraju, lecz naprawdê chodzi³o mu o Pandorê i Craiga Thomasa. Przemówienie nie odnios³o ¿adnego skutku, gdy¿ wyraŸnie widzia³em, ¿e kiedy œpiewaliœmy Jest gdzieœ daleko zielone wzgórze, ci dwoje wymieniali miêdzy sob¹ p³omienne spojrzenia. 81
  • 78. œroda 29 kwietnia Ojciec bardzo siê martwi – elektryczne piece akumu- lacyjne kiepsko siê sprzedaj¹. Ojciec twierdzi, ¿e to dowo- dzi jedynie, i¿ konsumenci nie s¹ tak g³upi, jak siê ogólnie uwa¿a. Mam doœæ tego, ¿e ca³ymi nocami t³ucze siê po domu. Doradzi³em mu, ¿eby siê zapisa³ do klubu b¹dŸ znalaz³ sobie jakieœ hobby, lecz on wci¹¿ z uporem u¿ala siê nad sob¹. Rozweselaj¹ go tylko telewizyjne rekla- my pieców elektrycznych. Wtedy œmieje siê do rozpuku. czwartek 30 kwietnia Dzisiaj w szkole zosta³em napadniêty – Barry Kent cisn¹³ moj¹ zapinan¹ na zatrzask aktówkê daleko na boisko rugby. Muszê szybko zdobyæ dwa funty, zanim Barry ciœnie m n i e na boisko rugby. Nie ma sensu prosiæ ojca o pieni¹dze, on i tak jest zrozpaczony z powodu monitów, wzywaj¹cych do uiszczenia zaleg³ych op³at. pi¹tek 1 maja Wczeœnie rano zadzwoni³a babcia, by mi powiedzieæ: – W pierwszy maj – byd³u daj, a sam za piec uciekaj. Nie mam pojêcia, o co jej chodzi³o, wiem tylko, ¿e to ma coœ wspólnego z ciep³em. Z przyjemnoœci¹ donoszê, ¿e Barry Kent i jego kumple maj¹ zakaz wstêpu do klubu m³odzie¿owego „ZejdŸmy z Ulic” (oznacza to wszak¿e, ¿e teraz s¹ n a ulicy). Nape³nili wod¹ prezerwatywê i rzucili ni¹ w gromadê dziewczyn. Dziewczyny podnios³y wrzask, Pandora prze- k³u³a gumê szpilk¹, a Rick Lemon, wybiegaj¹c z biura, poœlizn¹³ siê w wodzie i niesamowicie siê wœciek³. Nic dziwnego, zachlapa³ sobie ¿ó³te spodnie. Pandora pomog³a mu wyrzuciæ ca³¹ bandê za drzwi – wygl¹da³a przy tym 82
  • 79. niesamowicie krwio¿erczo, spodziewam siê, ¿e zdobêdzie medal „Najuczynniejszego Cz³onka Roku”. sobota 2 maja Dosta³em list od Grace Pool! Oto, co pisze: Drogi Adrianie, dziêkujê za Twój uroczy liœcik. A¿ siê ca³a rozpromie- ni³am, a dziewczyny zaczê³y siê nabijaæ, ¿e mam adoratora. Piêtnastego maja wychodzê na przepustkê, czy mog³abym przyjechaæ zobaczyæ siê z Tob¹? Twoja ciocia Susan to tutaj najlepsza klawiszka, dlatego zrobi³am jej przys³ugê z tym futera³em na szczoteczkê. No, to do zobaczenia piêtnastego. Czule pozdrawiam, Twoja Grace Pool PS Zosta³am nies³usznie skazana za podpalenie, ale to ju¿ przesz³oœæ. Bo¿e jedyny! Co robiæ? niedziela 3 maja, druga po Wielkanocy W lodówce pustki, w spi¿arce to samo, a w puszce na chleb zosta³o tylko pieczywo chrupkie. Nie wiem, co ojciec robi z pieniêdzmi. ¯eby nie umrzeæ z niedo¿ywienia, by³em zmuszony udaæ siê do babci. O czwartej po po³udniu doœwiadczy³em jednej z owych rzadkich chwil szczêœcia, które pamiêta siê przez ca³e ¿ycie. Siedzia³em u babci przed sztucznym kominkiem, jad³em grzanki ze smalcem i czyta³em „News of the World”. W Radiu Four lecia³o œwietne s³uchowisko o torturach w obozach koncentra- cyjnych, babcia zasnê³a, nawet pies zachowywa³ siê cicho. 83
  • 80. Nagle ogarnê³o mnie niesamowicie mi³e uczucie. Mo¿e siê robiê religijny? Chyba mam zadatki na coœ w rodzaju œwiêtego. Zadzwoni³em do cioci Susan, ale ma s³u¿bê w Holloway. Rozmawia³em z jej kole¿ank¹ Glori¹ i zostawi³em wiado- moœæ, ¿e pilnie proszê ciociê o telefon. poniedzia³ek 4 maja, œwiêto pañstwowe w Zjednoczonym Królestwie, nów Ciocia Susan zadzwoni³a, by mnie powiadomiæ, ¿e Grace Pool odebrano przepustkê, gdy¿ podpali³a pracowniê hafciarsk¹, niszcz¹c ponad sto futera³ów na szczoteczki do zêbów. Ich strata to mój zysk! wtorek 5 maja W drodze do szko³y spotka³em naszego listonosza, który oznajmi³, ¿e matka odwiedzi nas w sobotê. W³aœciwie powinienem donieœæ na niego do dyrektora Poczt i Tele- grafu za czytanie prywatnych pocztówek! Nim wróci³em ze szko³y, ojciec tak¿e zd¹¿y³ przeczytaæ adresowan¹ do mnie pocztówkê. Wygl¹da³ na zadowo- lonego; powyrzuca³ œmiecie z salonu, po czym zadzwoni³ do Doreen Slater i powiedzia³, ¿e „musi siê wykrêciæ od kina w sobotê”. Doroœli zawsze ka¿¹ nastolatkom wyra¿aæ siê jasno, a potem sami wygaduj¹ ró¿ne brednie. Doreen Slater zaczê³a krzyczeæ w s³uchawkê, wiêc ojciec odkrzyk- n¹³, ¿e „wcale nie ¿yczy sobie d³ugotrwa³ego zwi¹zku”, o czym j¹ „od pocz¹tku uprzedza³”, oraz ¿e „nikt nie zast¹pi jego Pauline”. Doreen Slater nie przestawa³a wrzeszczeæ, wiêc ojciec w koñcu rzuci³ s³uchawkê, ale telefon dzwoni³ nieustannie, a¿ trzeba go by³o wy³¹czyæ. Ojciec zupe³nie 84
  • 81. oszala³, sprz¹ta³ dom do drugiej w nocy, a przecie¿ mamy dopiero wtorek! Jak bêdzie siê zachowywa³ w sobotê rano? Biedny g³upek wyobra¿a sobie, ¿e matka wraca na sta³e. œroda 6 maja Z dum¹ zawiadamiam, ¿e zosta³em wyznaczony do dy¿u- rów przy szkolnych obiadach. Moje obowi¹zki polegaj¹ na czuwaniu przy kuble z resztkami dla œwiñ i pilnowaniu, by moi koledzy porz¹dnie oczyszczali talerze. czwartek 7 maja Bert Baxter zadzwoni³ do szko³y z proœb¹, bym jak naj- prêdzej do niego zajrza³. Pan Scruton mnie skarci³ – powie- dzia³, ¿e telefon w szkole nie jest dla wygody uczniów. Wypchaj siê, Scruton, ty wy³upiasty chamie!!! Zasta³em Berta w strasznym stanie; zgubi³ sztuczne zêby, które mia³ od 1946 roku i które darzy³ wielkim sentymentem, nale¿a³y bowiem do jego ojca. Szuka³em ich wszêdzie, ale nie znalaz³em. Poszed³em do sklepu i kupi³em mu puszkê zupy oraz b³yskawiczny deser karmelowy Instant Whip. To wszystko, co na razie mo¿e jeœæ. Obieca³em, ¿e jutro znów przyjdê na poszukiwania. Szabla prze¿uwa³ coœ w swej budzie i choæ raz wygl¹da³ na zadowolonego. Ojciec wci¹¿ sprz¹ta dom. Nawet Nigel zauwa¿y³, ¿e pod³oga w kuchni jest wyj¹tkowo czysta. Wola³bym jednak, by ojciec nie nosi³ do pracy fartucha, w którym wygl¹da jak jakiœ pedzio. 85
  • 82. pi¹tek 8 maja Znalaz³em zêby Berta w budzie Szabli. Bert op³uka³ je pod kranem i wsadzi³ sobie z powrotem do ust! To naj- obrzydliwsza rzecz, jak¹ widzia³em w ¿yciu! Ojciec na powitanie matki obstawi³ dom bukietami kwiatów, które œmierdz¹ jak nieboskie stworzenie. Dom pana Lucasa wreszcie zosta³ sprzedany – widzia- ³em, jak s³ugus agenta nieruchomoœci wywiesza³ odpo- wiedni¹ tablicê. Mam nadziejê, ¿e nowi s¹siedzi bêd¹ przy- zwoitymi ludŸmi. Czytam M³yn nad Floss¹ jakiegoœ faceta nazwiskiem George Eliot. sobota 9 maja O 9.30 obudzi³o mnie g³oœne walenie do drzwi. Przy- szed³ inkasent z rejonu energetycznego, który ku mojemu zdumieniu oznajmi³, ¿e wy³¹czy nam pr¹d! Podobno ojciec zalega z rachunkiem na ¤95,79. Powiedzia³em inkasentowi, ¿e pr¹d jest nam niezbêdny do takich rzeczy, jak telewizja oraz sprzêt stereo, lecz odpar³, ¿e kraj zmierza do upadku w³aœnie przez ludzi takich jak my. Zbli¿y³ siê do licznika, pomanipulowa³ narzêdziami i sekundnik zegara kuchen- nego siê zatrzyma³. To by³o niesamowicie symboliczne. Wtedy zjawi³ siê ojciec z gazet¹ „Daily Express”. By³ w œwietnym humorze, pogwizdywa³ i nawet zapyta³ inkasenta, czy nie ma ochoty na herbatê, lecz ten powie- dzia³: – Nie, dziêkujê – po czym œpiesznie ruszy³ œcie¿k¹ do niebieskiej furgonetki. Ojciec w³¹czy³ elektryczny czaj- nik. Musia³em powiedzieæ mu o wszystkim. Naturalnie, okaza³o siê, ¿e to moja wina, bo nie nale¿a³o nikogo wpuszczaæ! Odpar³em, ¿e ojciec powinien co ty- dzieñ odk³adaæ pieni¹dze na rachunki, tak jak to robi babcia. Ojciec dosta³ sza³u i wtedy przyjecha³a matka z panem Lucasem! Zrobi³o siê zupe³nie jak za dawnych czasów, 86
  • 83. wszyscy krzyczeli naraz. Wzi¹³em psa i poszed³em kupiæ piêæ pude³ek œwiec za pieni¹dze po¿yczone od pana Lucasa. Kiedy po powrocie wszed³em do holu, us³ysza³em, jak matka mówi: – Nic dziwnego, ¿e nie staæ ciê na rachunki, George; spójrz tylko na te kwiaty, musia³y kosztowaæ fortunê! Powiedzia³a to bardzo mi³ym tonem. Pan Lucas zapro- ponowa³, ¿e po¿yczy ojcu „trochê kasy”, lecz ojciec odpar³ z godnoœci¹: – Nie, Lucas, od ciebie mogê przyj¹æ tylko moj¹ ¿onê. Matka pochwali³a nas za porz¹dek w domu. Ojciec wygl¹da³ smutno i staro. By³o mi go niesamowicie ¿al. Potem wys³ali mnie na dwór, a sami zaczêli siê k³óciæ o to, kto przejmie nade mn¹ opiekê. Trwa³o to ca³e wieki, w³aœciwie a¿ do chwili, gdy trzeba ju¿ by³o zapaliæ œwiece. Lucas zala³ stearyn¹ swoje nowe zamszowe buty – to jedyny pocieszaj¹cy incydent tego tragicznego dnia. Po odjeŸdzie taksówk¹ matki i Lucasa po³o¿y³em siê z psem do ³ó¿ka. Dobieg³ mnie g³os ojca, który rozmawia³ przez telefon z Doreen Slater, a nastêpnie trzask zamyka- nych drzwi. Zd¹¿y³em jeszcze dojrzeæ przez okno odje¿- d¿aj¹cy samochód. Na tylnym siedzeniu by³o pe³no kwia- tów. niedziela 10 maja, trzecia po Wielkanocy, Dzieñ Matki w USA i Kanadzie, ksiê¿yc w pierwszej kwadrze Wsta³em dopiero o wpó³ do pi¹tej po po³udniu. Chyba cierpiê na depresjê. Kompletnie nic siê dzisiaj nie dzia³o z wyj¹tkiem gradobicia oko³o 18.00. 87
  • 84. poniedzia³ek 11 maja Bert Baxter zaproponowa³, ¿e po¿yczy nam piecyk naftowy – bez elektrycznoœci nasze centralne nie dzia³a. Podziêkowa³em mu za ¿yczliwoœæ, ale odmówi³em. Czyta- ³em, ¿e te piecyki ³atwo siê przewracaj¹, a pies z pewnoœci¹ zamieni³by nasz dom w p³on¹ce piek³o. Jeœli wieœæ o odciêciu pr¹du siê rozniesie, poder¿nê sobie gard³o. Nie zniosê takiej hañby. wtorek 12 maja Odby³em dziœ d³ug¹ rozmowê z panem Vannem od do- radztwa zawodowego. Powiedzia³, ¿e chc¹c zostaæ wetery- narzem, musia³bym zaliczyæ ma³¹ maturê z fizyki, chemii i biologii. Uprzedzi³, ¿e sztuka, prace rêczne i gospodarstwo domowe to za ma³o. Znajdujê siê na ¿yciowym zakrêcie. Niew³aœciwa decy- zja w tej chwili mo¿e zaowocowaæ niepowetowan¹ strat¹ dla œwiata weterynarii. Jestem beznadziejny, jeœli chodzi o nauki œcis³e. Zapyta³em pana Vanna, co trzeba zaliczyæ, ¿eby pisaæ sitcomy dla telewizji. Odpar³, ¿e niepotrzebne s¹ ¿adne kwalifikacje, wystarczy byæ kretynem. œroda 13 maja Pogada³em z ojcem od serca na temat zaliczeñ. Doradzi³ mi, abym wybra³ te przedmioty, z których jestem dobry. Powiedzia³, ¿e weterynarze spêdzaj¹ pó³ ¿ycia z rêk¹ w krowim ty³ku, a drugie pó³ ¿ycia robi¹ zastrzyki t³ustym, rozpaskudzonym psom. Zamierzam ponownie przemyœleæ swoje plany zawodowe. Nie mia³bym nic przeciwko temu, aby zostaæ po³awia- czem g¹bek, nie s¹dzê jednak, by w Anglii by³o na nich du¿e zapotrzebowanie. 88
  • 85. czwartek 14 maja Pani Sproxton skarci³a mnie, gdy¿ moje wypracowanie z angielskiego by³o poplamione stearyn¹. Wyjaœni³em, ¿e przy odrabianiu lekcji zahaczy³em rêkawem o œwiecê. Jej oczy zaszkli³y siê ³zami; powiedzia³a, ¿e jestem „kocha- nym, dzielnym ch³opcem”, i da³a mi dodatkowe punkty za pilnoœæ. Po kolacji z³o¿onej z tuñczyka i krakersów graliœmy w karty przy œwiecach. By³o superzasto. Ojciec poobcina³ palce naszych rêkawiczek, wiêc wygl¹daliœmy jak dwaj ukrywaj¹cy siê przestêpcy. Czytam Ciê¿kie czasy Charlesa Dickensa. pi¹tek 15 maja Babcia z³o¿y³a nam wizytê z zaskoczenia i przy³apa³a nas, jak skuleni wokó³ nowej gazowej kuchenki kempingo- wej jedliœmy zimn¹ fasolê prosto z puszki. Ojciec ogl¹da³ „Playboya” w mêtnym promieniu œwiecy, ja natomiast czyta³em Ciê¿kie czasy przy kieszonkowej latarce. Obaj byliœmy ca³kiem zadowoleni; ojciec zd¹¿y³ oznajmiæ, ¿e „to œwietny trening na wypadek upadku cywilizacji”, kiedy wpad³a babcia i dosta³a ataku histerii. Zmusi³a nas, byœmy natychmiast pojechali do niej, wiêc siedzê teraz w ³ó¿ku œwiêtej pamiêci dziadka, a ojciec œpi na dole na dwóch zsuniêtych fotelach. Babcia wystawi³a czek na pokrycie rachunku za elektrycznoœæ; jest wœciek³a, gdy¿ chcia³a przeznaczyæ te pieni¹dze na uzupe³nienie zapasów w zamra¿arce. Kupuje dwie zdech³e krowy rocznie. sobota 16 maja Pomog³em babci zrobiæ zakupy na weekend. W spo¿yw- czym zachowywa³a siê niesamowicie groŸnie; patrzy³a 89
  • 86. na wagê niczym jastrz¹b œledz¹cy mysz poln¹, po czym rzuci³a siê na sprzedawcê, oskar¿aj¹c go o niedowa¿enie bekonu. Sprzedawca œmiertelnie siê jej przerazi³ i do³o¿y³ plasterek. Zanim weszliœmy pod górkê, zataczaj¹c siê pod ciê¿arem wielkich toreb z zakupami, ramiona omdla³y mi ze zmêcze- nia. Nie wiem, jak babcia to robi, kiedy jest sama. Uwa¿am, ¿e gmina powinna zainstalowaæ ruchome schody na wszyst- kich pochy³oœciach; na d³u¿sz¹ metê by³aby to oszczêd- noœæ, gdy¿ starzy ludzie nie padaliby trupem gdzie popad- nie. Ojciec zap³aci³ dziœ na poczcie za elektrycznoœæ, ale up³ynie co najmniej tydzieñ, zanim komputer wyrazi zgodê na ponowne pod³¹czenie nam pr¹du. niedziela 17 maja Babcia zmusi³a nas, byœmy wstali wczeœnie i udali siê z ni¹ do koœcio³a. Kaza³a ojcu uczesaæ w³osy oraz w³o¿yæ krawat œwiêtej pamiêci dziadka. W drodze wziê³a nas pod rêce; robi³a wra¿enie bardzo dumnej, ¿e mo¿e siê z nami pokazaæ. Pleban, który wygl¹da³ jak najstarszy cz³o- wiek na œwiecie, s³abym g³osem wyg³osi³ kazanie. Stara³em siê robiæ to samo co babcia, ona ma zawsze racjê; niestety, ojciec wstawa³, kiedy trzeba by³o usi¹œæ, i na odwrót, oraz œpiewa³ za g³oœno, a¿ wszyscy zaczêli siê na niego gapiæ. Kiedy wreszcie pozwolono nam wyjœæ na zewn¹trz, pod- szed³em do plebana i uœcisn¹³em mu d³oñ. Mia³em uczucie, ¿e dotykam zwiêd³ych liœci. Po obiedzie s³uchaliœmy p³yt mojej babci z piosenkami Ala Jolsona, po czym babcia posz³a na górê siê zdrzemn¹æ, a my z ojcem zajêliœmy siê zmywaniem. Ojciec st³uk³ czterdziestojednoletni dzbanek na mleko! Musia³ pójœæ na drinka, by och³on¹æ po tym szoku. Ja postanowi³em odwiedziæ Berta Baxtera, ale go nie zasta³em, wiêc zamiast 90
  • 87. tego odwiedzi³em Kwiatek. Bardzo siê ucieszy³a na mój widok. To musi byæ niesamowicie nudne, staæ na ³¹ce jak dzieñ d³ugi. Nic dziwnego, ¿e biedne zwierzê serdecznie wita goœci. poniedzia³ek 18 maja Babcia nie odzywa siê do ojca z powodu dzbanka na mleko. Nie mogê siê doczekaæ powrotu do domu, gdzie przedmioty takie jak dzbanki nie maj¹ ¿adnego znaczenia. wtorek 19 maja, pe³nia Ojciec dosta³ burê za to, ¿e wczoraj póŸno wróci³! Do licha! Ojciec liczy sobie tyle samo lat co ten rozbity dzbanek, wiêc chyba mo¿e wracaæ, kiedy chce! Opowiedzia³em ojcu o groŸbach i wymuszeniach. Musia³em to zrobiæ; Barry Kent zniszczy³ mi szkoln¹ marynarkê i zdar³ z niej god³o. Ojciec obieca³, ¿e jutro pogada z Barrym Kentem, a w dodatku odzyska od niego wymuszone pieni¹dze. Wygl¹da na to, ¿e bêdê bogaty! œroda 20 maja Barry Kent stanowczo zaprzeczy³, jakoby kiedykolwiek mnie przeœladowa³, a kiedy ojciec kaza³ mu zwróciæ pie- ni¹dze, po prostu rozeœmia³ mu siê w nos. Ojciec poszed³ do jego ojca, powa¿nie siê z nim pok³óci³ i zagrozi³, ¿e doniesie o wszystkim policji. Uwa¿am, ¿e ojciec jest niesamowicie odwa¿ny – ojciec Barry’ego Kenta wygl¹da jak wielka ma³pa cz³ekokszta³tna i ma wiêcej w³osów na grzbiecie d³oni ni¿ mój ojciec na ca³ej g³owie. Na policji powiedzieli, ¿e bez dowodów nic nie mog¹ zrobiæ, wiêc zamierzam poprosiæ Nigela, aby z³o¿y³ u nich 91
  • 88. oœwiadczenie pod przysiêg¹, ¿e widzia³, jak sk³adam haracz. czwartek 21 maja Barry Kent dopad³ mnie dzisiaj w szatni – powiesi³ mnie na haczyku i nawyzywa³ od „kabli”, mówi³ te¿ inne rzeczy, zbyt paskudne, by je przytaczaæ. Babcia dowiedzia³a siê o wszystkim (przedtem ojciec nie chcia³ nic mówiæ ze wzglêdu na jej cukrzycê). Wys³ucha³a nas uwa¿nie, w³o¿y³a kapelusz, zacisnê³a wargi i wysz³a. Nie by³o jej przez godzinê i siedem minut. Po powrocie zdjê³a p³aszcz, poprawi³a fryzurê i wydoby³a ¤27,18 z przeciwz³odziej- skiego paska w talii. – Ten ch³opiec nie bêdzie ciê wiêcej niepokoi³, Adrianie, lecz gdyby jednak to zrobi³, daj mi znaæ – oœwiadczy³a, po czym zajê³a siê podwieczorkiem – sardynki, pomidory oraz ciasto imbirowe. W dowód uznania kupi³em jej w aptece pude³ko czeko- ladek dla cukrzyków. pi¹tek 22 maja Ca³a szko³a ju¿ wie, ¿e siedemdziesiêcioszeœcioletnia staruszka zmusi³a Barry’ego Kenta i jego ojca do zwrotu moich pieniêdzy. Barry Kent nie œmie siê pokazaæ, a jego banda zamierza wybraæ nowego herszta. sobota 23 maja Znów jestem w domu. Pod³¹czyli nam pr¹d. Wszystkie kwiaty doniczkowe zwiêd³y. Na wycieraczce le¿y stos monitów. 92
  • 89. niedziela 24 maja, Niedziela Krzy¿owa Postanowi³em pomalowaæ swój pokój na czarno – to mój ulubiony kolor. Nie mogê ¿yæ ani chwili d³u¿ej z tape- t¹ w krasnoludki Noddy. To wrêcz nieprzyzwoitoœæ, ¿eby w moim wieku po przebudzeniu ogl¹daæ Wielkouchego i resztê idiotów z Krainy Zabawek, biegaj¹cych po œcia- nach! Ojciec mówi, ¿e mogê wybraæ kolor, jaki zechcê, pod warunkiem ¿e sam kupiê farbê i pomalujê pokój. poniedzia³ek 25 maja Postanowi³em, ¿e zostanê poet¹. Ojciec ostrzeg³ mnie, ¿e poeci nie maj¹ odpowiednich struktur zawodowych, fundu- szy emerytalnych ani innych nudnych rzeczy, ale jestem zdecydowany. Ojciec chcia³, bym zainteresowa³ siê karier¹ operatora komputera, odpar³em jednak: – Chcê wk³adaæ duszê w swoj¹ pracê, a doskonale wiadomo, ¿e komputery nie maj¹ duszy. – Amerykanie nad tym pracuj¹ – powiedzia³ ojciec. Ale ja nie mogê czekaæ a¿ tak d³ugo. Kupi³em dwie puszki czarnej emulsji oraz pêdzel. Zaraz po powrocie ze sklepu zabra³em siê do malowania. Niestety, spod czarnej farby wci¹¿ wyziera Wielkouchy. Pewnie bêd¹ potrzebne dwie warstwy. Ale mam pecha! wtorek 26 maja Dwukrotnie pomalowa³em pokój, a Noddy wci¹¿ jest widoczny! Na schodach i piêtrze widniej¹ czarne œlady ³ap. Nie mogê zmyæ farby z r¹k. Z pêdzla wypada w³osie. Mam dosyæ tego wszystkiego. W pokoju jest ciemno i ponuro. Ojciec nie kiwn¹³ palcem, by mi pomóc. Czarna farba jest wszêdzie. 93
  • 90. œroda 27 maja Trzecia warstwa. Trochê lepiej, widaæ tylko czapkê Noddy’ego. czwartek 28 maja, Œwiêto Wniebowst¹pienia Pañskiego Potraktowa³em czapkê Noddy’ego dzieciêcym pêdzel- kiem, lecz cholerne dzwoneczki wci¹¿ przebijaj¹! pi¹tek 29 maja Postanowi³em zamalowaæ dzwoneczki czarnym flamas- trem, dzisiaj zrobi³em szeœædziesi¹t dziewiêæ, zosta³o mi tylko sto dwadzieœcia cztery. sobota 30 maja Skoñczy³em ostatni dzwoneczek o 23.25. Ju¿ wiem, jak czu³ siê Rembrandt po namalowaniu Kaplicy Sykstyñskiej w Wenecji. Druga w nocy. Farba wysch³a, ale musia³a mieæ jak¹œ wadê, bo na œcianie s¹ smugi, a tu i ówdzie widaæ pasiaste spodnie Golliwoga oraz nos pana Ploda. Dziêki Bogu, ¿e zniknê³y chocia¿ te cholerne dzwoneczki! Ojciec w³aœnie przyszed³, by zapêdziæ mnie do ³ó¿ka, i powiedzia³, ¿e mój pokój przypomina mu obraz Salvadora Dali. Uzna³, ¿e to koszmar surrealisty, ale to chyba przez zazdroœæ, bo œciany jego pokoju pokrywaj¹ obleœne czerwone ró¿e! niedziela 31 maja, pierwsza po Wniebowst¹pieniu Kupi³em kadzide³ko w sklepiku pana Singha i zapali³em je w pokoju, ¿eby pozbyæ siê zapachu farby. Przyszed³ ojciec i wyrzuci³ kadzide³ko przez okno; powiedzia³, ¿e 94
  • 91. „nie pozwoli, bym wda³ siê w narkotyki”! Próbowa³em siê t³umaczyæ, ale zbyt siê z³oœci³, ¿eby mnie wys³uchaæ. Przez kilka godzin siedzia³em u siebie, lecz odnios³em wra¿enie, ¿e czarne œciany napieraj¹ na mnie, wiêc poszed³em odwie- dziæ Berta Baxtera. Niestety, nie zdo³a³em go nak³oniæ, by mi otworzy³, wiêc wróci³em do domu i obejrza³em religiê w telewizji. Zjad³em podwieczorek, odrobi³em lek- cje z geografii, poszed³em spaæ. Pies nie chce ju¿ przeby- waæ w moim pokoju, skamle, by go wypuœciæ. poniedzia³ek 1 czerwca Ojciec dosta³ list, po którego przeczytaniu poblad³ jak œciana – zosta³ zwolniony z pracy! Idzie na zasi³ek! Jak prze¿yjemy za te nêdzne grosze, które daje nam rz¹d? Trzeba siê pozbyæ psa! Jego karma kosztuje trzydzieœci piêæ pensów dziennie, nie licz¹c chrupek Winalot! Jestem teraz dzieckiem z rozbitej rodziny, którego rodzic pobiera zasi³ek dla bezrobotnych! Bêdê dostawa³ buty z opieki spo³ecznej! Nie poszed³em dziœ do szko³y. Zadzwoni³em do sekre- tariatu i powiedzia³em, ¿e ojciec zachorowa³ psychicznie i potrzebuje opieki. Sekretarka niesamowicie siê przejê³a, po czym zapyta³a, czy jest groŸny dla otoczenia. Odpar³em, ¿e nie dostrzegam ¿adnych œladów zagro¿enia, ale jeœli coœ zauwa¿ê, natychmiast zadzwoniê po lekarza. Zrobi³em ojcu mnóstwo gor¹cych s³odkich napojów, ¿eby os³abiæ szok, gdy¿ bez przerwy wymyœla³ elektrycznym piecom akumu- lacyjnym i powtarza³, ¿e opowie wszystko mediom. W koñcu zadzwoni³ do Doreen Slater, która zjawi³a siê natychmiast z okropnym bachorem imieniem Maxwell. Widz¹c j¹ po raz pierwszy, prze¿y³em wstrz¹s – nie mogê poj¹æ, dlaczego ojciec chcia³ j¹ poznaæ cieleœnie. Jest chuda jak patyczak, nie ma biustu ani pupy, od stóp do g³ów jest zupe³nie prosta, wliczaj¹c w to nos, usta i w³osy. Od razu 95
  • 92. podesz³a do ojca i go objê³a, po czym Maxwell zacz¹³ p³akaæ, pies siê rozszczeka³, ja zaœ oddali³em siê do swego czarnego pokoju i policzy³em, ile jeszcze elementów widaæ przez farbê. Jest ich sto siedemnaœcie. Doreen wysz³a o 13.30, ¿eby odprowadziæ Maxwella do przedszkola. W drodze powrotnej zrobi³a zakupy, po czym ugotowa³a byle jaki posi³ek, sk³adaj¹cy siê ze spaghetti z serem. Jest samotn¹ matk¹; Maxwell urodzi³ siê jako nie- œlubne dziecko. Przy zmywaniu sama mi o tym opowie- dzia³a. By³aby ca³kiem sympatyczna, gdyby siê trochê podtuczy³a. wtorek 2 czerwca, nów Doreen i Maxwell zostali na noc. Maxwell mia³ spaæ na kanapie, jednak tak bardzo p³aka³, ¿e wyl¹dowa³ na pod- wójnym ³ó¿ku miêdzy Doreen i moim ojcem, wiêc ojciec nie by³ w stanie poszerzyæ swej cielesnej wiedzy o Doreen. Porzyga³ siê jak œwinia, ale Maxwell pochorowa³ siê jesz- cze bardziej. Ha! Ha! Ha! œroda 3 czerwca Poszed³em do szko³y, ale nie mog³em siê skupiæ, bo wci¹¿ myœla³em o Patyczaku. Ma piêkne bia³e zêby (proste, rzecz jasna), a na moje powitanie zrobi³a babeczki z d¿emem. Nie wydziela d¿emu tak sk¹po jak niektóre kobiety. Ojciec mnóstwo pali i pije, ponadto Doreen twierdzi, ¿e czasowo sta³ siê impotentem. To coœ, o czym wola³bym nie wiedzieæ! Doreen rozmawia ze mn¹, jakbym by³ doros³ym, a nie synem jej kochanka, licz¹cym sobie czternaœcie lat, dwa miesi¹ce i jeden dzieñ. 96
  • 93. czwartek 4 czerwca Wczeœnie rano zadzwoni³a matka. S³uchawkê podnios³a Doreen. Matka poprosi³a mnie do telefonu, po czym za¿¹- da³a, bym jej powiedzia³, co Doreen robi w naszym domu. Wyjaœni³em, ¿e ojciec siê za³ama³, a Doreen Slater siê nim opiekuje, oraz opowiedzia³em o jego zwolnieniu. Powie- dzia³em te¿, ¿e za du¿o pije i pali oraz ¿e siê generalnie zapuœci³. Potem poszed³em do szko³y. By³em w buntow- niczym nastroju, wiêc w³o¿y³em czerwone skarpetki, co jest surowo zabronione. Ale ju¿ mi nie zale¿y. pi¹tek 5 czerwca Podczas apelu panna Sproxton dostrzeg³a moje czer- wone skarpetki! Stare babsko donios³o na mnie wy³upias- temu Scrutonowi! Dyrektor natychmiast wezwa³ mnie do gabinetu, gdzie uraczy³ mnie przemow¹ o tym, jak niebezpiecznie jest byæ nonkonformist¹, a nastêpnie ode- s³a³ do domu, ¿ebym zmieni³ skarpetki na czarne, regu- laminowe. W domu okaza³o siê, ¿e ojciec le¿y w ³ó¿ku i leczy impotencjê, wiêc obejrza³em z Maxwellem Domowe przedszkole. Kiedy ojciec wreszcie zszed³ na dó³, opowiedzia³em mu epos o skarpetkach. W jednej chwili przeobrazi³ siê w spienionego furiata! Zadzwoni³ do szko³y i kaza³ wyci¹g- n¹æ Scrutona ze strajkowego wiecu woŸnych. – ¯ona mnie opuœci³a – wrzeszcza³ w s³uchawkê – zwolniono mnie z pracy, muszê siê zajmowaæ ch³opakiem, który jest idiot¹ – (chodzi³o o Maxwella, jak s¹dzê) – a wy przeœladujecie mego syna z powodu koloru skarpetek! Scruton odpowiedzia³, ¿e wszystko pójdzie w zapo- mnienie, jeœli przyjdê do szko³y w czarnych skarpetkach, lecz ojciec oœwiadczy³, ¿e mogê nosiæ takie skarpetki, jakie mi siê ¿ywnie podoba. Scruton odpar³, ¿e musi troszczyæ siê 97
  • 94. o zachowanie pewnych norm. Ojciec krzykn¹³, ¿e dru¿yna Anglii, która zdoby³a Puchar Œwiata w 1966 roku, bynaj- mniej nie nosi³a czarnych skarpetek, nie mia³ ich równie¿ sir Edmund Hillary w roku 1953. Po tej wypowiedzi Scruton wyraŸnie przycich³. Ojciec od³o¿y³ s³uchawkê i rzek³: – Jeden zero dla mnie. W³aœciwie, w gazetach mog³aby ukazaæ siê wiadomoœæ: „Szkolna awantura o czarne skarpetki”. Matka by j¹ prze- czyta³a i wróci³aby do domu. sobota 6 czerwca O radoœci! O wesele! Pandora organizuje protest w spra- wie skarpetek! Dzisiaj przysz³a do mnie do domu! Tak! Stanê³a na frontowym ganku i oznajmi³a, ¿e podziwia moje stanowisko! By³bym zaprosi³ j¹ do œrodka, ale dom jest straszliwie zapuszczony, wiêc siê zreflektowa³em. W poniedzia³ek Pandora zamierza zbieraæ w szkole podpisy pod petycj¹ w mojej obronie, uwa¿a bowiem, ¿e jestem bojownikiem o wolnoœæ i prawa jednostki! Chce, ¿ebym przyszed³ do niej jutro rano! Powstaje komitet, a ja mam byæ g³ównym mówc¹! ¯yczy³a sobie tak¿e obejrzeæ czer- wone skarpetki, lecz powiedzia³em, ¿e s¹ w praniu. Doreen Slater i Maxwell wrócili dziœ do siebie; wieczo- rem przychodzi babcia, wiêc trzeba zatrzeæ po nich wszelkie œlady. niedziela 7 czerwca, Zielone Œwi¹tki Babcia znalaz³a smoczek Maxwella w ³ó¿ku ojca. Sk³ama³em, ¿e pies musia³ przywlec go z ulicy. To by³a paskudna chwila – nie jestem dobrym k³amc¹, oblewam siê jaskrawoczerwonym rumieñcem, a babcia ma wzrok 98
  • 95. niczym Superman, przenika nim na wskroœ. ¯eby odwróciæ jej uwagê, zrelacjonowa³em awanturê o czerwone skarpet- ki, ale babcia oznajmi³a, ¿e zasady s¹ po to, by ich prze- strzegaæ. Komitet czeka³ na mnie w wielkim salonie w domu Pandory. Pandora jest przewodnicz¹c¹, Nigel – sekreta- rzem, a przyjació³ka Pandory Claire Neilson – skarbniczk¹. Craig Thomas oraz jego brat Brett wystêpowali w roli zwyk³ych zwolenników. Mnie, jako ofierze dyskryminacji, nie wolno piastowaæ wysokich stanowisk. Rodzice Pandory siedzieli w obitej drewnem kuchni, rozwi¹zuj¹c krzy¿ówkê z „Sunday Timesa”. WyraŸnie nieŸle siê ze sob¹ dogaduj¹. Przynieœli nam do salonu kawê i dietetyczne ciasteczka; Pandora przedstawi³a nas sobie, oni zaœ oœwiadczyli, ¿e podziwiaj¹ moj¹ niez³omnoœæ. Oboje nale¿¹ do Partii Pracy i d³ugo rozwodzili siê nad mêczennikami z Tolpuddle. Zapytali mnie, czy fakt, ¿e postanowi³em prowadziæ swój protest w c z e r w o n y c h skarpetkach, ma jakieœ znaczenie. Ze³ga³em, mówi¹c, ¿e wybra³em czerwony, albowiem jest to symbol rewolucji, po czym sam sp³on¹³em rewolucyjn¹ czerwieni¹. Ostatnio sta³em siê niez³ym k³amc¹. Matka Pandory pozwoli³a mi mówiæ do siebie Tania. To chyba rosyjskie imiê? Ojciec Pandory poprosi³, bym nazy- wa³ go Ivan. Jest bardzo mi³y, da³ mi ksi¹¿kê pod tytu³em Filantropi w obszarpanych spodniach. Nie przegl¹da³em jej jeszcze, ale trochê interesujê siê zbieraniem znaczków, wiêc dzisiaj j¹ przeczytam. Upra³em czerwone skarpetki i powiesi³em je na kalory- ferze, ¿eby wysch³y do rana. 99
  • 96. poniedzia³ek 8 czerwca Po przebudzeniu szybko w³o¿y³em czerwone skarpetki, jeszcze przed majtkami i podkoszulkiem. Poczu³em siê jak bohater. Na rogu ulicy spotka³em siê z Pandor¹ oraz pozosta³ymi cz³onkami komitetu. Wszyscy mieli na sobie czerwone skarpetki, przy czym skarpetki Pandory by³y z lureksu. Co za œmia³oœæ! Ca³¹ drogê do szko³y œpiewa- liœmy Nic nas nie pokona. Trochê siê ba³em, gdy przecho- dziliœmy przez bramê, ale Pandora zaczê³a wznosiæ zachê- caj¹ce okrzyki, które podnios³y nas na duchu. Ktoœ musia³ uprzedziæ wy³upiastego Scrutona, który czeka³ na nas w szatni czwartej klasy. Sta³ nieruchomo z za³o¿onymi rêkami, patrz¹c na nas oczyma niczym sadzone jajka. Bez s³owa skin¹³ g³ow¹ w kierunku scho- dów, po czym wszystkie czerwone skarpetki grzecznie pomaszerowa³y na górê. Serce wali³o mi niesamowicie. Pan Scruton wszed³, milcz¹c, do swego gabinetu, zasiad³ za biurkiem, po czym wpatrzy³ siê w nasze wyprostowane postacie, stukaj¹c w zêby d³ugopisem szkolnym. Wreszcie na jego wargach wykwit³ ohydny uœmiech. Nacisn¹³ przy- cisk dzwonka na biurku, a gdy zjawi³a siê sekretarka, powiedzia³: – Pani Claricoates, niech pani siada i notuje. List do naszych rodziców informowa³: Drodzy Pañstwo ...... Z przykroœci¹ powiadamiam, ¿e Wasz syn/córka œwiadomie z³ama³/a jeden z punktów regulaminu szkolnego. Wykroczenie to traktujê bardzo powa¿nie, tote¿ niniejszym zawieszam Pañstwa syna/córkê na okres jednego tygodnia. Dzisiejszej m³odzie¿y czêsto brakuje odpowiedniego prze- wodnictwa moralnego w rodzinie, dlatego uwa¿am za swój obowi¹zek podjêcie stanowczych kroków w imieniu szko³y. 100
  • 97. Je¿eli ¿ycz¹ sobie Pañstwo porozmawiaæ ze mn¹ o tej spra- wie, proszê bez wahania telefonowaæ do mojej sekretarki, która wyznaczy Pañstwu termin spotkania. Z powa¿aniem R.G. Scruton, dyrektor Pandora b¹knê³a coœ o zaliczeniach, lecz Scruton rykn¹³, ¿eby siê zamknê³a. Nawet pani Claricoates podskoczy³a z wra¿enia. Scruton oznajmi³, ¿e pozwoli nam pozostaæ, dopóki pismo nie zostanie przepisane, powielone oraz podpisane, po czym „lepiej, ¿ebyœmy w te pêdy zabierali siê ze szko³y”. Znalaz³szy siê za drzwiami gabinetu, Pan- dora siê rozp³aka³a (ze z³oœci i frustracji, jak twierdzi), wiêc trochê j¹ obj¹³em. W koñcu zjawi³a siê pani Clari- coates i wrêczy³a nam listy. Bardzo ¿yczliwie siê uœmie- cha³a – to nie³atwe pracowaæ dla despoty. Wróciliœmy do Pandory, ale jej dom by³ zamkniêty, wiêc zaproponowa³em, ¿ebyœmy wszyscy poszli do mnie. Chocia¿ raz panowa³ tu porz¹dek, jeœli nie liczyæ psich k³aków. Na widok listu ojciec siê wœciek³; podobno popiera konserwatystów, ale w owej chwili zachowa³ siê niezbyt konserwatywnie. Mimo wszystko ¿a³ujê, ¿e w pi¹tek nie w³o¿y³em czar- nych skarpetek. wtorek 9 czerwca, ksiê¿yc w pierwszej kwadrze Dzisiaj ojciec widzia³ siê ze Scrutonem i oœwiadczy³, ¿e jeœli nie zostanê z powrotem przyjêty do szko³y w takich skarpetkach, na jakie mam ochotê, on – to znaczy ojciec – pójdzie na skargê do naszego pos³a do parlamentu. Pan Scruton zapyta³, kto jest pos³em z naszego okrêgu. Ojciec nie wiedzia³. 101
  • 98. œroda 10 czerwca Pandora i ja jesteœmy w sobie zakochani! To oficjalna wiadomoœæ! Pandora powiedzia³a o tym Claire Neilson, która powtórzy³a to Nigelowi, który powtórzy³ to mnie. Poprosi³em Nigela, ¿eby powtórzy³ Claire, ¿eby powie- dzia³a Pandorze, i¿ odwzajemniam jej uczucie. Nie posia- dam siê z radoœci i zachwytu. Nie bêdê zwraca³ uwagi na fakt, ¿e Pandora pali dziennie piêæ papierosów Benson and Hedges oraz ma w³asn¹ zapalniczkê. Dla zakochanych takie rzeczy nie maj¹ znaczenia. czwartek 11 czerwca Ca³y dzieñ spêdzi³em ze swoj¹ ukochan¹. Nie mogê wiele pisaæ, wci¹¿ dr¿¹ mi rêce. pi¹tek 12 czerwca Dosta³em ze szko³y wiadomoœæ, ¿e Bert Baxter chce siê pilnie ze mn¹ zobaczyæ. Poszliœmy do niego z Pandor¹ (jesteœmy nieroz³¹czni). Bert jest chory. Wygl¹da³ okrop- nie; Pandora zmieni³a mu poœciel (zapach najwyraŸniej jej nie przeszkadza), a ja telefonicznie wezwa³em lekarza. Opisa³em objawy – dziwny oddech, bladoœæ, poty. Próbowaliœmy trochê posprz¹taæ w sypialni. Bert wyga- dywa³ g³upstwa bez ¿adnego sensu; Pandora uzna³a, ¿e majaczy, i trzyma³a go za rêkê a¿ do przyjœcia lekarza. Doktor Patel zachowa³ siê bardzo mi³o. Orzek³, ¿e Bertowi potrzebny jest tlen, po czym kaza³ mi zadzwoniæ po karetkê. Czekaliœmy na ni¹ chyba ca³e wieki. Poczu³em siê jak praw- dziwa kanalia na myœl, ¿e ostatnio zaniedbywa³em Berta. Sanitariusze znieœli go na dó³ na noszach, ale uwiêŸli na za- krêcie schodów, przewracaj¹c mnóstwo pustych s³oików po buraczkach. Przedarli siê dopiero, gdy Pandora i ja oczyœ- 102
  • 99. ciliœmy im przejœcie przez zaœmiecony korytarz na dole. Przed wyjœciem okryli Berta wielkim, puszystym, czerwo- nym kocem, po czym zamknêli go w karetce i odjechali na sygnale. Œcisnê³o mnie w gardle, w oczach stanê³y mi ³zy. To chyba przez kurz. Dom Berta jest bardzo zakurzony. sobota 13 czerwca Bert le¿y na OIOM-ie, nie mo¿na go odwiedzaæ. Dzwo- niê co cztery godziny, ¿eby zapytaæ, jak siê czuje. Udajê krewnego. Pielêgniarki udzielaj¹ odpowiedzi w rodzaju: „Stan chorego jest stabilny”. Szabla mieszka u nas. Nasz pies wyniós³ siê do babci – boi siê owczarków alzackich. Mam nadziejê, ¿e Bert nie umrze. Lubiê go, a oprócz tego nie mam w co siê ubraæ na pogrzeb. Wci¹¿ szaleñczo kocham siê w P. niedziela 14 czerwca, dzieñ Trójcy Œwiêtej Poszed³em w odwiedziny do Berta, który ma wszêdzie powtykane rurki. Zanios³em mu s³oik buraczków, na wypa- dek gdyby mu siê poprawi³o. Pielêgniarka wstawi³a je do szafki przy ³ó¿ku. Przynios³em kilka kartek z ¿yczeniami szybkiego powrotu do zdrowia – od Pandory i ode mnie, od babci, od ojca oraz od Szabli. Bert spa³, wiêc nie zosta³em d³ugo. poniedzia³ek 15 czerwca Komitet Czerwonych Skarpetek podj¹³ decyzjê, ¿eby na razie ust¹piæ Scrutonowi. Na czerwone skarpetki wk³a- damy czarne, przez co cisn¹ nas buty, lecz nie zwracamy na to uwagi, chodzi przecie¿ o zasadê. 103
  • 100. Bertowi trochê siê polepszy³o. Czêœciej jest przytomny. Jutro pójdê go odwiedziæ. wtorek 16 czerwca W Bercie zosta³o ju¿ tylko kilka rurek. Kiedy wszed³em do pokoju, nie spa³, ale na pocz¹tku mnie nie pozna³; byæ mo¿e uzna³, ¿e jestem lekarzem, bo mia³em na sobie maskê i kitel. – Wyjmijcie te rurki z moich czêœci intymnych – za¿¹da³. – Nie jestem kanalizacj¹ miejsk¹. Ale potem zorientowa³ siê, ¿e ja to ja, i zapyta³, jak siê czuje Szabla. Odbyliœmy d³ug¹ rozmowê o trudnym charak- terze Szabli, przerwan¹ przez pielêgniarkê, która kaza³a mi wyjœæ. Bert poprosi³, bym powiadomi³ jego córki, i¿ jest na ³o¿u œmierci. Da³ mi pó³ korony na telefon, a dwie z jego córek mieszkaj¹ w Australii! Bert powiedzia³, ¿e ich nume- ry s¹ zapisane na odwrocie jego starej ksi¹¿eczki ¿o³du. Ojciec mówi, ¿e pó³ korony ma wartoœæ oko³o dwunastu i pó³ pensa. Zatrzymam tê monetê – jest przyjemnie ciê¿ka w dotyku i kiedyœ niew¹tpliwie stanie siê cennym numiz- matem. œroda 17 czerwca Pandora i ja przeszukaliœmy dom Berta, szukaj¹c ksi¹- ¿eczki ¿o³du. Pandora znalaz³a stosik br¹zowo-kremo- wych, ogromnie nieprzyzwoitych pocztówek. By³y podpi- sane avec tout mon amour chéri, Lola. Po ich przejrzeniu poczu³em siê trochê dziwnie, Pandora te¿. Wymieniliœmy pierwszy naprawdê namiêtny poca³unek. Mia³em ochotê na francuskiego ca³usa, ale nie wiem, jak to siê robi, wiêc poprzesta³em na zwyk³ym, angielskim. Ksi¹¿eczki ¿o³du ani œladu. 104
  • 101. czwartek 18 czerwca Bert ju¿ nie ma rurek. Jutro przenosz¹ go na zwyk³y od- dzia³. Opowiedzia³em mu o ksi¹¿eczce ¿o³du, ale oœwiad- czy³, ¿e to nie ma znaczenia, skoro wie, ¿e nie umrze. By³a dziœ ze mn¹ Pandora. Dogadali siê z Bertem – rozmawiali o Kwiatek i Bert da³ jej kilka wskazówek na temat pielêgnacji kuców. Potem Pandora wysz³a, ¿eby wstawiæ przyniesione kwiaty do wazonu, a Bert zapyta³ mnie, czy ju¿ j¹ „ujeŸdzi³em”. Czasem zachowuje siê jak zwyk³y obleœny staruch, który nie zas³uguje na odwiedziny. pi¹tek 19 czerwca Bert zosta³ przeniesiony na du¿¹ salê, gdzie le¿y pe³no mê¿czyzn ze z³amanymi nogami i zabanda¿owanymi klatkami piersiowymi. Z zêbami wygl¹da znacznie lepiej. Niektórzy pacjenci gwizdali na Pandorê, kiedy przecho- dzi³a miêdzy ³ó¿kami. Jaka szkoda, ¿e jest wy¿sza ode mnie! Bert narazi³ siê siostrze oddzia³owej, bo obla³ szpital- n¹ poœciel sokiem z buraków. Podobno jest na p³ynnej diecie. sobota 20 czerwca Mam nadziejê, ¿e Bert wkrótce wróci do domu. Ojciec nie znosi Szabli, a babcia ma naszego psa po dziurki w nosie. Lekarz prowadz¹cy Berta kaza³ mu rzuciæ palenie, ale Bert twierdzi, ¿e w osiemdziesi¹tym dziewi¹tym roku ¿ycia ju¿ w³aœciwie nie warto. Poprosi³, abym kupi³ mu dwa- dzieœcia woodbine’ów i pude³ko zapa³ek. Co robiæ? 105
  • 102. niedziela 21 czerwca, pierwsza po Trójcy Œwiêtej, Dzieñ Ojca Nie mog³em wczoraj zasn¹æ, tak siê martwi³em o wood- bine’y Berta. Po bolesnym namyœle postanowi³em nie spe³- niaæ jego ¿yczenia, po czym uda³em siê do szpitala, gdzie odkry³em, ¿e Bert kupi³ te œmierdz¹ce pety w szpitalnym bufecie! W³aœnie zmierzy³em swojego. Urós³ o jeden centymetr. Mogê go wkrótce potrzebowaæ. poniedzia³ek 22 czerwca Obudzi³em siê z bol¹cym gard³em, nie mog³em prze³y- kaæ, a kiedy próbowa³em zawo³aæ, z ust wyrwa³o mi siê tyl- ko skrzeczenie. Chc¹c przyci¹gn¹æ uwagê ojca, zacz¹³em waliæ szkolnym butem o pod³ogê, ale ojciec wrzasn¹³ tylko: – Przestañ ha³asowaæ, do cholery! W koñcu pos³a³em na dó³ psa z karteczk¹ zatkniêt¹ za obro¿ê. Czeka³em ca³e wieki, a¿ wreszcie us³ysza³em, jak pies szczeka na dworze. Nie dorêczy³ wiadomoœci! By³em bliski rozpaczy. Musia³em wstaæ do toalety, lecz nie mam pojêcia, jak tam dotar³em – wszystko mi siê zamaza³o. Stan¹³em u szczytu schodów i zaskrzecza³em najg³oœniej, jak umia³em; niestety, ojciec s³ucha³ p³yt Almy Cogan. W koñcu musia³em zejœæ na dó³, by mu powiedzieæ, ¿e jestem chory. Zajrzawszy mi do gard³a, ojciec wykrzykn¹³: – Chryste Wszechmog¹cy, Adrian, twoje migda³ki wygl¹daj¹ jak rakiety Polaris! Co ty tu robisz? Wracaj natychmiast do ³ó¿ka, idioto! Zmierzy³ mi temperaturê, która wynosi³a 44,5°. Prawdê mówi¹c, powinienem ju¿ nie ¿yæ. Za piêæ minut wybije pó³noc, rano przyjdzie lekarz. Modlê siê, ¿eby uda³o mi siê przetrwaæ do tej pory. Gdyby 106
  • 103. sta³o siê najgorsze, niniejszym zapisujê ca³y swój do- czesny maj¹tek Pandorze Brathwaite, zamieszka³ej w alei Wi¹zów 69. S¹dzê, ¿e jestem przy zdrowych zmys³ach, aczkolwiek bardzo trudno to stwierdziæ, kiedy ma siê temperaturê 44,5°. wtorek 23 czerwca Mam zapalenie migda³ków. To oficjalna diagnoza. Biorê antybiotyki. Pandora siedzi przy ³ó¿ku i czyta mi na g³os. Wola³bym, ¿eby przesta³a – ka¿de s³owo spada mi na g³owê jak kamieñ. œroda 24 czerwca Dosta³em od matki kartkê z ¿yczeniami szybkiego powrotu do zdrowia z piêciofuntowym banknotem w œrod- ku. Poprosi³em ojca, by wyda³ tê kwotê na piêæ butelek napoju od¿ywczego lukozada. czwartek 25 czerwca, ksiê¿yc w ostatniej kwadrze W malignie miewam ob³êdne sny o lady Dianie Spencer. Mam nadziejê, ¿e zd¹¿ê wyzdrowieæ przed jej œlubem. Temperatura wci¹¿ 44,5°. Ojciec nie radzi sobie z Szabl¹, wiêc Pandora zabra³a go do siebie (Szablê, nie ojca). pi¹tek 26 czerwca Lekarz powiedzia³, ¿e nasz termometr jest uszkodzony. Poczu³em siê trochê lepiej. Wsta³em dziœ na ca³e dwadzieœcia minut. Obejrza³em Domowe przedszkole; prowadzi³a je Carol Leader, moja ulubiona prezenterka. 107
  • 104. Pandora przynios³a mi kartkê z ¿yczeniami powrotu do zdrowia. Namalowa³a j¹ sama flamastrami i podpisa³a: „Na zawsze Twoja Pan”. Chcia³em j¹ poca³owaæ, ale nadal mam spierzchniête usta. sobota 27 czerwca Dlaczego matka nie przyjecha³a mnie odwiedziæ? niedziela 28 czerwca, druga po Trójcy Œwiêtej Matka w³aœnie wysz³a, ¿eby zd¹¿yæ na poci¹g do Shef- field. Wszystkie te emocje bardzo mnie wyczerpa³y – mam nawrót choroby. poniedzia³ek 29 czerwca Pandora, która by³a z wizyt¹ u Berta Baxtera, opowiada, ¿e pielêgniarki maj¹ go doœæ, bo nie chce le¿eæ w ³ó¿ku ani robiæ, co mu siê ka¿e. W czwartek go wypisuj¹. Marzê o ciszy i spokoju szpitalnej sali. By³bym pacjentem doskona³ym. Ojciec Pandory odda³ Szablê na przechowanie do schro- niska, co kosztuje trzy funty dziennie, ale ojciec Pandory twierdzi, ¿e ka¿dy pens tej kwoty siê op³aci. wtorek 30 czerwca Wchodzê w okres rekonwalescencji. Bêdê musia³ bardzo na siebie uwa¿aæ, jeœli mam odzyskaæ poprzedni wigor. 108
  • 105. lato
  • 106. œroda 1 lipca, Dzieñ Dominiów w Kanadzie, nów Dziœ po po³udniu zjawi³ siê nauczyciel œcigaj¹cy wagarowiczów i zasta³ mnie siedz¹cego na le¿aku przed domem. Nie uwierzy³, ¿e jestem chory!!! Ma zamiar z³o¿yæ do szko³y doniesienie!!! Fakt, ¿e s¹czy³em lukozadê ubrany w pid¿amê, szlafrok oraz kapcie, jakoœ umkn¹³ jego uwadze. Zaproponowa³em, ¿e poka¿ê mu swe obleœne migda³ki, lecz cofn¹³ siê z odraz¹ i nadepn¹³ psu na ³apê. Pies dosta³ lekkiego sza³u, bo ma niski próg odczuwania bólu. W koñcu ojciec rozdzieli³ walcz¹cych, ale mo¿emy mieæ przykroœci. czwartek 2 lipca Lekarz mówi, ¿e mogê jutro iœæ do szko³y, zale¿y, jak bêdê siê czu³. O ile zak³ad, ¿e nie bêdê siê czu³ dobrze? pi¹tek 3 lipca Do dawnego domu pana Lucasa wprowadzi³a siê ciemnoskóra rodzina! Siedz¹c na le¿aku, mia³em dosko- na³y widok na meble, wyci¹gane z ciê¿arówki firmy 111
  • 107. przeprowadzkowej. Ciemnoskóre panie bez przerwy wnosi³y do domu potê¿ne garnki, wiêc najwyraŸniej rodzina jest liczna. Ojciec orzek³, ¿e to zwiastuje „pocz¹tek koñca naszej ulicy”. Pandora, która nale¿y do Ligi Anty- nazistowskiej, uwa¿a, ¿e mój ojciec ma zadatki na rasistê. Czytam Chatê wuja Toma. sobota 4 lipca, Dzieñ Niepodleg³oœci USA Ulica jest pe³na ciemnoskórych osób, które przyje¿d¿aj¹ samochodami, furgonetkami i mikrobusami pod by³y dom pana Lucasa, d³ugimi szeregami wchodz¹ do œrodka, po czym wychodz¹, nieustannie wêdruj¹c tam i z powro- tem. Zdaniem ojca, w ka¿dym pokoju mieszkaj¹ co naj- mniej trzy rodziny. Pandora i ja idziemy powitaæ nowo przyby³ych w imie- niu ca³ej okolicy. Pragniemy im udowodniæ, ¿e nie wszyscy biali s¹ rasistowskimi fanatykami. Bert Baxter nadal przebywa w szpitalu. niedziela 5 lipca Le¿a³em w ³ó¿ku do szóstej po po³udniu. Nie mia³em po co wstawaæ – Pandora pojecha³a na zawody jeŸdzieckie. poniedzia³ek 6 lipca Pani O’Leary próbuje zorganizowaæ uliczn¹ zabawê z okazji królewskich zaœlubin. Dotychczas jedynie rodzina Singhów zapisa³a siê na listê uczestników. wtorek 7 lipca Bert Baxter uciek³ ze szpitala. Zadzwoni³ do Krajowej Rady Swobód Obywatelskich, gdzie poinformowano go, 112
  • 108. ¿e mo¿e sam siê wypisaæ, co te¿ uczyni³. Mieszka w naszym pokoju goœcinnym. Ojciec chodzi po œcianach ze z³oœci. Pandora, Bert i ja zapisaliœmy siê na zabawê uliczn¹. Bert wygl¹da znacznie lepiej – teraz mo¿e paliæ tyle woodbine’ów, ile tylko zechce. Ojciec Pandory przyszed³ do nas, ¿eby uzgodniæ z oj- cem, co zrobiæ z Bertem i Szabl¹. Obaj siê upili, po czym pok³ócili siê o politykê, a¿ Bert zacz¹³ waliæ w pod³ogê i wo³aæ, ¿eby zachowywali siê ciszej. œroda 8 lipca Chrapanie Berta doprowadza ojca do rozpaczy. Mnie to nie przeszkadza – zatykam uszy plastelin¹ Blu-tack. By³em dzisiaj w szkole. Do ma³ej matury postanowi- ³em zaliczyæ gospodarstwo domowe, sztukê, prace rêczne i angielski. Na œwiadectwie ukoñczenia szko³y œredniej bêdê mia³ jeszcze stopnie z geografii, matematyki i historii. Pandora zalicza do ma³ej matury a¿ dziewiêæ przedmio- tów, ale te¿ od dzieciñstwa mia³a wiêksze mo¿liwoœci. Nale¿y do biblioteki, odk¹d skoñczy³a trzy lata. czwartek 9 lipca Jutro zaczynaj¹ siê oœmiotygodniowe wakacje szkolne. Pandora wkrótce wyje¿d¿a do Tunezji. Nie mam pojêcia, jak zdo³am prze¿yæ bez mojej ukochanej. Próbowaliœmy ca³owaæ siê po francusku, ale ¿adnemu z nas siê to nie spodoba³o, wiêc wróciliœmy do angielszczyzny. Mam niesamowicie dobr¹ cerê. To chyba skutek zako- chania oraz lukozady. 113
  • 109. pi¹tek 10 lipca Dzisiaj w szkole by³o jak w bajce. Wszyscy nauczyciele mieli doskona³e humory. Kr¹¿y³a nawet pog³oska, ¿e widziano, jak wy³upiasty Scruton siê œmia³, ale nie da³em temu wiary. Barry Kent wlaz³ na maszt flagi na boisku i rzuci³ na wiatr majtki swojej matki. Pandora orzek³a, ¿e chyba pierwszy raz od lat siê wywietrzy³y. Sean O’Leary koñczy dziewiêtnaœcie lat. Zaprosi³ mnie na przyjêcie urodzinowe. Mieszka po drugiej stronie ulicy, wiêc nie muszê daleko iœæ. sobota 11 lipca W wieku czternastu lat, piêciu miesiêcy i dziewiêciu dni prze¿ywam pierwszego porz¹dnego kaca. Pandora po³o¿y³a mnie do ³ó¿ka. Wnios³a mnie po schodach, stosuj¹c chwyt stra¿acki. niedziela 12 lipca, czwarta po Trójcy Œwiêtej Rano ojciec pojecha³ ze mn¹, Pandor¹ i Bertem do schro- niska dla psów „Ogonki”, którego w³aœcicielka, pani Kane, odmawia dalszego przechowywania Szabli. Ogromnie siê wzruszyliœmy, widz¹c spotkanie Szabli z Bertem. Ale pani Kane to twarda kobieta, a kiedy ojciec odmówi³ zap³aty za przechowanie, zrobi³a siê wrêcz nieprzyjemna. Ca³y czas g³adzi³a czarne w¹siki zrogowacia³ymi palcami i u¿ywa³a wyrazów niegodnych damy. Bert oœwiadczy³, ¿e ju¿ nigdy nie rozstanie siê z Szabl¹. Powiedzia³, ¿e Szabla to jego jedyny przyjaciel! Po tym wszystkim, co dla niego zrobi³em! Gdyby nie ja, by³by teraz trupem, a Szabla – sierot¹ na garnuszku Królewskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzêtami! 114
  • 110. poniedzia³ek 13 lipca Bert rozmawia³ z pani¹ Singh! Mówi p³ynnie jêzykiem hindi! Powiedzia³, ¿e pani Singh znalaz³a nieprzyzwoite pisemka ukryte pod linoleum w ³azience. To spadek po tym gnojku Lucasie! Pan Singh jest oburzony; napisa³ do agencji nierucho- moœci, aby siê poskar¿yæ, ¿e jego dom zosta³ skalany. Bert pokaza³ mi jedno z tych czasopism. Moim zdaniem, wcale nie jest nieprzyzwoite, ale ja jestem cz³owiekiem œwiatowym. Wsadzi³em je pod materac obok „Jurnych i Jêdrnych”. Nosi tytu³ „Fotograf Amator”. wtorek 14 lipca Wieczorem przysz³a opiekunka spo³eczna Berta. Nazy- wa siê Kate Bell. Bardzo g³upio rozmawia³a z Bertem – powiadomi³a go, ¿e jest wolne miejsce w S³onecznym Domu Spokojnej Staroœci im. radnego Coopera. Bert powiedzia³, ¿e nie chce iœæ do domu starców, na co Katie Bell oœwiadczy³a, ¿e bêdzie musia³. Nawet mój ojciec przyzna³, ¿e ¿al mu Berta, jednak najwyraŸniej nie do tego stopnia, ¿eby mu zaproponowaæ, by zamieszka³ u nas na sta³e! Biedny Bert, co z nim bêdzie? œroda 15 lipca Bert przeprowadzi³ siê do Singhów. Pan Singh prze- niós³ budê Szabli, wiêc rzecz jest oficjalna. Bert wygl¹da na nieprzytomnego ze szczêœcia – curry to jego ulubiona potrawa. Pandora pozwoli³a mi dotkn¹æ swego biustu. Obieca- ³em, ¿e nikomu nie powiem, ale w³aœciwie nie ma o czym 115
  • 111. mówiæ; przez te wszystkie warstwy – bieliznê, sukienkê, sweter i kurtkê – trudno nawet odgadn¹æ, gdzie jej biust siê zaczyna, a gdzie koñczy. Czytam Seks. Fakty doktora A.G.P. Hardinga. czwartek 16 lipca 11.00 Ojciec dosta³ dziœ odprawê. Biega³ po korytarzu, wydaj¹c kowbojskie okrzyki. Zaprosi³ Doreen Slater, ¿eby posz³a z nim gdzieœ to uczciæ. Zgadnijcie, kto ma pilnowaæ Maxwella? Tak jest, drogi dzienniczku, dobrze zgad³eœ! Ni¿ej podpisany! 23.00 Maxwell w³aœnie zasn¹³. O wpó³ do dziesi¹tej zadzwo- ni³a Pandora, ¿eby zapytaæ, jak sobie radzê, ale Maxwell krzycza³ tak g³oœno, ¿e niezbyt dobrze s³ysza³em, co do mnie mówi³a. Powiedzia³a, ¿ebym spróbowa³ dodaæ odro- binê wódki do ciep³ego mleka i wlaæ mu do wrednego gardzio³ka. Tak w³aœnie zrobi³em. Dzia³a. Maxwell nie jest taki z³y, kiedy œpi. pi¹tek 17 lipca, pe³nia Jutro moja najdro¿sza opuszcza ojczyste brzegi. Jadê na lotnisko, ¿eby j¹ odprowadziæ; mam nadziejê, ¿e jej samolot nie cierpi na zmêczenie metalu. Przed chwil¹ sprawdzi³em na mapie, gdzie le¿y Tunezja, i odetchn¹³em z ulg¹ – Pandora nie bêdzie musia³a lecieæ przez trójk¹t bermudzki. Je¿eli cokolwiek przytrafi siê mej ukochanej, ju¿ nigdy siê nie uœmiechnê. 116
  • 112. Kupi³em jej na drogê ksi¹¿kê pod tytu³em Krach! jakiegoœ faceta nazwiskiem William Goldenstein III, który bardzo dobrze opisuje, co robiæ, kiedy zdarzy siê najgorsze. sobota 18 lipca Pandora przeczyta³a Krach!, jad¹c autokarem na lot- nisko, i kiedy wywo³ano jej lot, dosta³a lekkiego ataku histerii. Ojciec musia³ j¹ wnieœæ do samolotu. Macha³em za nimi, póki samolot nie znikn¹³ w du¿ej chmurze, po czym wróci³em do domu. Nie wiem, jak prze¿yjê nastêpne dwa tygodnie. Dobranoc, moja tunezyjska piêknoœci. niedziela 19 lipca Zosta³em w ³ó¿ku i ogl¹da³em Tunezjê na mapie. poniedzia³ek 20 lipca Nie ma jeszcze pocztówki od mej ukochanej. wtorek 21 lipca Rano przyszed³ Bert i oznajmi³, ¿e Tunezja jest pe³na niebezpieczeñstw. œroda 22 lipca Dlaczego wci¹¿ nie dostajê pocztówki? Co siê mog³o staæ? czwartek 23 lipca Zapyta³em naszego listonosza o komunikacjê pocztow¹ miêdzy Tunezj¹ i Angli¹. Powiedzia³, ¿e jest „diaboliczna”, gdy¿ poczta tunezyjska polega na wielb³¹dach. 117
  • 113. pi¹tek 24 lipca, ksiê¿yc w ostatniej kwadrze Poszed³em odwiedziæ pana Singha. Powiedzia³, ¿e Tunezja jest bardzo niehigienicznym krajem. NajwyraŸniej wszyscy oprócz mnie œwietnie znaj¹ Tunezjê! sobota 25 lipca PANDORO! PANDORO! PANDORO! Och! Ukochana! Dr¿¹ moje d³onie, W ustach mi wysch³o, Dusza mi p³onie, Jesteœ w Tunezji, Têskni me serce, Wspomnij mnie kiedyœ w mej poniewierce! Wróæ opalona z wielkiego œwiata, Masz szczêœcie, ¿e ma kasê twój tata. Wraca za szeœæ dni. niedziela 26 lipca Poszed³em do babci na podwieczorek. By³em smutny i osowia³y z powodu wyjazdu Pandory do Tunezji. Babcia zapyta³a, czy mam zatwardzenie. Niemal siê jej zwierzy- ³em, ale co by mi przysz³o z opowiadania o mi³oœci siedemdziesiêcioszeœcioletniej kobiecie, która uwa¿a, ¿e œwiat jest obsceniczny? 118
  • 114. poniedzia³ek 27 lipca Pocztówka z wielb³¹dem! Pandora napisa³a: Najdro¿szy, tutejsze warunki gospodarcze s¹ wprost okropne. Mia³am kupiæ Ci prezent, ale zamiast tego odda³am wszystkie pieni¹dze ¿ebrakowi. Jesteœ tak wielkoduszny, ¿e z pewnoœci¹ to zrozumiesz. Z mi³oœci¹ do nieskoñczonoœci, Zawsze Twoja Pandora X Coœ podobnego! Odda³a mój prezent brudnemu, leniwe- mu ¿ebrakowi! Nawet listonosz by³ zdegustowany. wtorek 28 lipca A¿ dziw, ¿e mam jeszcze si³ê utrzymaæ w rêku pióro! Przez ca³y dzieñ by³em na nogach, przygotowuj¹c uliczn¹ zabawê z okazji królewskich zaœlubin. Rano wpad³a do nas pani O’Leary, ¿eby zapytaæ, czy nie pomóg³bym przy chor¹giewkach. Odpar³em, ¿e „uwa¿am to za swój patrio- tyczny obowi¹zek”, wiêc pani O’Leary kaza³a mi wejœæ na drabinê, ¿eby mog³a podaæ mi chor¹giewki. Cztery lub piêæ szczebli pokona³em bez trudu, ale potem pope³ni³em b³¹d – spojrza³em w dó³ i zakrêci³o mi siê w g³owie. Wchodzenie na drabinê przypad³o w udziale pani O’Leary. Jej majtki wrêcz rzuca³y siê w oczy; s¹ zdumiewaj¹co seksowne jak na kogoœ, kto codziennie chodzi do koœcio³a (w niedzielê dwukrotnie): czarna koronka z czerwonymi jedwabnymi kokardkami! Odnios³em wra¿enie, ¿e pani O’Leary zorientowa³a siê, ¿e zagl¹dam jej pod spódnicê, 119
  • 115. gdy¿ zaproponowa³a, bym mówi³ do niej Caitlin. Ucie- szy³em siê, kiedy pan O’Leary wreszcie przyszed³ i zast¹pi³ mnie w obowi¹zkach. Pañstwo Singh wywiesili ogromn¹ flagê brytyjsk¹ z okna sypialni. Bert wyzna³, ¿e ukrad³ tê flagê, kiedy s³u¿y³ w wojsku. Nasz dom zani¿a poziom ca³ej ulicy. Œciereczka z wize- runkiem Karola i Diany przypiêta do drzwi frontowych – to wszystko, na co ojca staæ! Obejrzeliœmy z ojcem w telewizji fajerwerki z okazji zaœlubin. Mogê jedynie powiedzieæ, ¿e usilnie pragn¹³em, ¿eby pokaz mi siê spodoba³. Nic z tego. Ojciec orzek³, ¿e to kolejny sposób na puszczanie pieniêdzy z dymem. Wci¹¿ jest rozgoryczony, ¿e nie ma pracy. Mam nadziejê, ¿e ksi¹¿ê bêdzie pamiêta³, aby usun¹æ z podeszew butów metki z cen¹. Mój ojciec na swoim œlubie zapomnia³ to zrobiæ i kiedy ukl¹k³, wszyscy w koœciele ujrzeli napis: „rozmiar 45, z odrzutu, cena 10 szylingów”. œroda 29 lipca, DZIEÑ KRÓLEWSKICH ZAŒLUBIN! Jak¿e dumny jestem z tego, ¿e jestem Anglikiem! Cudzoziemcy na pewno skrêcaj¹ siê z zawiœci! Doprawdy, przodujemy w œwiecie pod wzglêdem wido- wisk dworskich! Przyznajê, ¿e mia³em ³zy w oczach, gdy ujrza³em rodowitych londyñczyków, stoj¹cych od œwitu, by serdecznymi okrzykami powitaæ tych wszystkich boga- tych, dobrze ubranych i s³awnych ludzi, którzy mijali ich w powozach i rolls-royce’ach! Babcia oraz Bert Baxter przyszli do nas na transmisjê, gdy¿ mamy kolorowy dwudziestoczterocalowy telewizor. Z pocz¹tku babcia i Bert nawet siê dogadywali, potem jednak Bert przypomnia³ sobie, ¿e jest komunist¹, i zacz¹³ pomstowaæ na monarchiê, u¿ywaj¹c okreœleñ w rodzaju „klasa pró¿niacza” oraz „paso¿yty”. Babcia kaza³a mu 120
  • 116. wracaæ do Singhów i skorzystaæ z ich przenoœnego odbior- nika. Mimo swoich uszu ksi¹¿ê Karol wygl¹da³ ca³kiem nieŸle. Jego brat jest niesamowicie przystojny – jaka szko- da, ¿e nie mogli zamieniæ siê g³owami na ten jeden dzieñ! Lady Diana w brudnobia³ej sukni wrêcz chwyta³a za serce. Pomog³a nawet jakiemuœ staruszkowi dojœæ do o³tarza – to bardzo uprzejme z jej strony, zwa¿ywszy, ¿e w³aœnie bra³a œlub! W koœciele by³o mnóstwo niesamowicie s³awnych ludzi, Nancy Reagan, Spike Milligan, Mark Phillips itd., itd. Królowa sprawia³a wra¿enie ciut zazdrosnej, pewnie dlatego, ¿e dla odmiany nikt na ni¹ nie patrzy³. Ksi¹¿ê pamiêta³, aby odkleiæ metkê od butów. No, przy- najmniej jedno zmartwienie z g³owy! Kiedy ksi¹¿ê i Diana wymieniali obr¹czki, babcia siê rozp³aka³a. Nie zabra³a chustki do nosa, wiêc musia³em przynieœæ z góry zapasow¹ rolkê papieru toaletowego. Kiedy wróci³em, ma³¿eñstwo ju¿ zosta³o zawarte; tak oto przegapi³em historyczny moment! Podczas nudnego przerywnika muzycznego parzy³em herbatê, ale uda³o mi siê przez chwilê pos³uchaæ œpiewu tej Kiwi. Ta to dopiero ma czym oddychaæ! W³aœnie rozsiedliœmy siê z babci¹, ¿eby obejrzeæ triumfalny powrót m³odej pary do pa³acu Buckingham, kiedy rozleg³o siê g³oœne walenie do drzwi. Postanowi- liœmy nie reagowaæ, a¿ w koñcu ojciec musia³ zwlec siê z ³ó¿ka i otworzyæ. Do œrodka wpad³ Bert, a za nim pañstwo Singh i mnóstwo ma³ych Singhi¹tek, szukaj¹cych pomocy. Ich telewizor siê zepsu³! Babcia zacisnê³a wargi, gdy¿ nie przepada za czarnymi, br¹zowymi i ¿ó³tymi ani za Irlandczykami, ¯ydami, ani w ogóle za obcymi. Ojciec wpuœci³ wszystkich do œrodka, odwióz³ babciê do domu, a Bert i Singhowie skupili siê wokó³ telewizora, nie przery- waj¹c rozmowy w jêzyku hindi. 121
  • 117. Pani Singh poczêstowa³a wszystkich ma³ymi kruchymi rogalikami. Zjad³em jeden, po czym musia³em wypiæ hektolitr wody. To nie by³y rogaliki deserowe. Ogl¹daliœmy transmisjê do chwili, gdy szczêœliwi nowo- ¿eñcy odjechali z dworca Victoria dziwnie wygl¹daj¹cym poci¹giem. Bert oznajmi³, ¿e jego dziwny wygl¹d bierze siê st¹d, ¿e jest czysty. Pani O’Leary przysz³a po¿yczyæ nasze stare krzes³a na zabawê uliczn¹. Pod nieobecnoœæ ojca zgodzi³em siê i nawet pomog³em wystawiæ je na chodnik. Nasza ulica wygl¹da³a wprost niesamowicie pozbawiona samochodów i ozdobiona chor¹giewkami oraz szarfami powiewaj¹cymi na wietrze. Panie O’Leary i Singh zamiot³y ulicê do czysta, po czym ustawiliœmy sto³y oraz krzes³a na œrodku jezdni. Kobiety odwala³y ca³¹ robotê; mê¿czyŸni stali na chodni- kach, pij¹c za du¿o i stroj¹c sobie ¿arty z królewskich zaœlubin. Pan Singh wystawi³ g³oœniki za okno bawialni. Rozleg³a siê muzyka Desa O’Connora, a my zaczêliœmy czêstowaæ zebranych kanapkami, babeczkami z d¿emem, zapiekan- kami z kie³bas¹ i kie³baskami na patyku. Potem pani O’Leary wrêczy³a nam œmieszne kapelusiki i zasiedliœmy do jedzenia. Pod koniec podwieczorku pan Singh wyg³osi³ przemówienie o tym, jak to wspaniale byæ Brytyjczykiem. Rozleg³y siê wiwaty. Próbowaliœmy te¿ zaœpiewaæ Kraj nadziei i chwa³y, ale tylko pan Singh zna³ wszystkie s³owa. Wtedy zjawi³ siê mój ojciec z czterema skrzynkami piwa oraz dwoma tuzinami papierowych kubków i wkrótce ju¿ wszyscy zachowywali siê bez krztyny godnoœci. Pan O’Leary usi³owa³ nauczyæ pani¹ Singh irlandzkiego giga, lecz bez przerwy potyka³ siê o jej sari. W³¹czy³em swoj¹ p³ytê Abby i mocno podkrêci³em. Niebawem nawet staruszkowie po czterdziestce poderwali siê do tañca, kiedy 122
  • 118. zaœ zapali³y siê latarnie uliczne, Sean O’Leary wszed³ na ka¿d¹ z nich i dla polepszenia nastroju os³oni³ ¿arówki czerwon¹, bia³¹ i niebiesk¹ krepin¹. Ja ustawi³em na sto³ach œwiece, które jeszcze zosta³y w domu, dziêki czemu nasza ulica nabra³a ca³kiem cygañskiego wygl¹du. Bert zmyœla³ historyjki o wojnie, ojciec dowcipkowa³, a ca³e przyjêcie trwa³o do pierwszej w nocy! Zazwyczaj, kiedy ktoœ chrz¹knie po 23.00, mieszkañcy pisz¹ list protes- tacyjny! Nie tañczy³em – wystêpowa³em w roli rozbawionego, cynicznego obserwatora. Poza tym bola³y mnie nogi. czwartek 30 lipca Widzia³em w telewizji siedem powtórek królewskich zaœlubin. pi¹tek 31 lipca Mam królewskich zaœlubin po dziurki w nosie. Jutro przyje¿d¿a Pandora, przyjació³ka ¿ebraków. sobota 1 sierpnia Pocztówka od matki. Chce, ¿ebym spêdzi³ wakacje z ni¹ i z tym gnojkiem Lucasem. Jad¹ do Szkocji. Mam nadziejê, ¿e bêd¹ siê dobrze bawiæ. Lot Pandory jest opóŸniony z powodu strajku tragarzy w Tunisie. niedziela 2 sierpnia, siódma po Trójcy Œwiêtej Tragarze nadal strajkuj¹, a jakiœ ¿ebrak ukrad³ ojcu Pandory kartê kredytow¹ American Express! 123
  • 119. Pandora powiedzia³a mi przez telefon, ¿e jej matka zosta³a ugryziona przez wielb³¹da i dochodzi do siebie w toalecie damskiej na lotnisku w Tunisie. To cudowne znów us³yszeæ g³os Pandory w s³uchawce, rozmawialiœmy przez ponad pó³ godziny. Jaka ona jest sprytna, ¿e za³atwi³a rozmowê z Tunezji na koszt rozmówcy! poniedzia³ek 3 sierpnia, œwiêto pañstwowe w Szkocji i Republice Irlandii Tunezyjscy tragarze zgodzili siê na arbitra¿. Pandora mówi, ¿e jak dobrze pójdzie, w czwartek bêdzie w domu. wtorek 4 sierpnia Tunezyjscy tragarze widz¹ œwiate³ko w tunelu. Pandora utrzymuje siê przy ¿yciu dziêki paczkowanym daktylom i miêtówkom Polo. œroda 5 sierpnia Tunezyjscy tragarze znowu nosz¹ baga¿e. PANDORA BÊDZIE W DOMU W PI¥TEK WIECZOREM! czwartek 6 sierpnia Ojciec odmówi³ odebrania rozmowy z Tunezji na koszt rozmówcy. £¹cznoœæ miêdzy mn¹ i Pandor¹ zosta³a ze- rwana. 124
  • 120. pi¹tek 7 sierpnia, ksiê¿yc w pierwszej kwadrze Zadzwoni³em do Tunezji, kiedy ojciec bra³ k¹piel. Za- wo³a³ z ³azienki, pytaj¹c, do kogo dzwoniê. Powiedzia³em, ¿e do zegarynki. Samolot Pandory wystartowa³ bezpiecznie. Powinna byæ w domu oko³o pó³nocy. sobota 8 sierpnia O 7.00 Pandora zadzwoni³a z dworca St. Pancras, aby mnie powiadomiæ, ¿e ze wzglêdu na elektryfikacjê odcinka we Flitwick jej poci¹g przybêdzie z opóŸnieniem. Ubra³em siê, poszed³em na stacjê, kupi³em peronówkê i przez szeœæ zimnych, samotnych godzin czeka³em na peronie drugim. Po powrocie do domu zasta³em kartkê od Pandory. Oto, co napisa³a: Adrianie, przyznajê, ¿e jestem za³amana z powodu Twego wyraŸnie ch³odnego powitania. By³am pewna, ¿e znów po³¹czymy siê uczuciowo na trzecim peronie. Lecz to nie mia³o siê spe³niæ... Adieu, Pandora Poszed³em do Pandory. Wyjaœni³em. Po³¹czy³em siê uczuciowo na ty³ach szopy na narzêdzia jej ojca. niedziela 9 sierpnia, ósma po Trójcy Œwiêtej Ponownie dotkn¹³em biustu Pandory. Wydaje mi siê, ¿e tym razem poczu³em coœ bardziej miêkkiego. Mój roœnie i siê kurczy – najwyraŸniej ¿yje w³asnym ¿yciem. Nie mogê nad nim zapanowaæ. 125
  • 121. poniedzia³ek 10 sierpnia Poszliœmy dziœ rano z Pandor¹ na basen. W bia³ym sznurkowym bikini wygl¹da³a wspaniale – jest teraz tego samego koloru, co pani Singh. Nie mam zaufania do mojego, wiêc na wszelki wypadek usiad³em na ³awce i stamt¹d patrzy³em, jak Pandora skacze z najwy¿szego pomostu wie¿y. Kiedy wróciliœmy do domu, pokaza³em jej swój czarny pokój, zapali³em kadzide³ko, puœci³em p³ytê Abby i przemyci³em na górê butelkê syropu Sanatogen na spirytusie. Pozwoliliœmy sobie na lekkie pieszczoty, lecz potem Pandorê rozbola³a g³owa, wiêc posz³a do domu odpocz¹æ. Zmaga³em siê z seksualnoœci¹, która jednak os³ab³a, kiedy pomaga³em ojcu rozrzuciæ nawóz na klombie z ró¿ami. wtorek 11 sierpnia Dosta³em od matki kolejn¹ pocztówkê: Drogi Aidy, nie masz pojêcia, jak bardzo pragnê Ciê zobaczyæ. WiêŸ macierzyñska jest silniejsza ni¿ kiedykolwiek. Wiem, Aidy, ¿e czujesz siê zagro¿ony przez mój zwi¹zek z Bimbusiem, ale, doprawdy, nies³usznie. Bimbuœ zaspokaja moje potrze- by seksualne, a¿ tyle i tylko tyle. Wiêc doroœnij wreszcie, Aidy, i jedŸ z nami do Szkocji. Ca³ujê mocno, Pauline (matka) PS Wyje¿d¿amy piêtnastego. Spróbuj z³apaæ poci¹g do Sheffield o 8.22. Listonosz powiedzia³, ¿e gdyby moja matka by³a jego ¿on¹, spuœci³by jej porz¹dne lanie. Nie zna matki – gdyby 126
  • 122. ktokolwiek tkn¹³ j¹ choæby palcem, st³uk³aby go na kwaœne jab³ko. œroda 12 sierpnia Zdaniem Pandory dobrze zrobi³aby nam próbna roz³¹ka, s¹dzi bowiem, ¿e nasze lekkopó³œrednie pieszczoty wkrótce zamieni¹ siê w intensywny petting. Muszê przyznaæ, ¿e napiêcie rzeczywiœcie ma ujemny wp³yw na moje zdrowie. Jestem wyprany z wszelkiej energii, a marzenia o bia³ym bikini Pandory i majtkach pani O’Leary zak³ócaj¹ mi sen. Niewykluczone, ¿e jednak pojadê do Szkocji. czwartek 13 sierpnia Ojciec postanowi³ piêtnastego wyjechaæ do Skegness. Zarezerwowa³ przyczepê kempingow¹ na cztery osoby. Zabiera Doreen oraz Maxwella; oczekuje, ¿e siê z nimi wybiorê! Jeœli siê zgodzê, ludzie automatycznie przyjm¹, ¿e Doreen jest moj¹ matk¹, a Maxwell bratem! Jadê do Szkocji. pi¹tek 14 sierpnia Prze¿y³em tragiczny wieczór rozstania z Pandor¹. Przy- siêgliœmy sobie wiernoœæ. Spakowa³em siê. Pies zosta³ odwieziony do babci, a z nim czternaœcie puszek Pedigree Chum i gigantyczny worek chrupek Winalot. Zabieram Ucieczkê od dzieciñstwa Johna Holta do czytania w poci¹gu. 127
  • 123. sobota 15 sierpnia, pe³nia ksiê¿yca Ojciec, Patyczak i Maxwell House odprowadzili mnie na dworzec. Ojcu wcale nie przeszkadza³o, ¿e nie jadê z nimi do Skegness – prawdê mówi¹c, wygl¹da³ na niesamowicie zadowolonego. Podró¿ poci¹giem by³a okropna. Musia³em staæ przez ca³¹ drogê do Sheffield. Nawi¹za³em rozmowê z pani¹ w wózku inwalidzkim, która jecha³a w wagonie pocztowym. Okaza³a siê bardzo mi³a; powiedzia³a, ¿e jedy- n¹ zalet¹ kalectwa jest to, ¿e w poci¹gu zawsze ma siê miejsce siedz¹ce. Choæby w wagonie pocztowym. W Sheffield czekali na mnie matka i gnojek Lucas. Matka wygl¹da niesamowicie chudo, poza tym zaczê³a siê ubieraæ zbyt m³odzie¿owo. Gnojek Lucas ubra³ siê w d¿insy! Brzuch zwisa³ mu nad paskiem! Do samej Szkocji udawa³em, ¿e œpiê. Lucas miêtosi³ matkê, nawet kiedy prowadzi³. Mieszkamy w miejscowoœci o nazwie Loch Lubnaig. Le¿ê w ³ó¿ku w chacie z bali. Matka posz³a z Lucasem do wsi kupiæ papierosy. Przynajmniej tak powiedzia³a. niedziela 16 sierpnia, dziewi¹ta po Trójcy Œwiêtej Przed chat¹ jest jezioro, za chat¹ – góra i las sosnowy. Nic do roboty. Niesamowite nudy. poniedzia³ek 17 sierpnia Zrobi³em pranie w samoobs³ugowej pralni urz¹dzonej w chacie z bali. Rozmawia³em z amerykañskim turyst¹ nazwiskiem Hamish Mancini, który jest w tym samym wieku co ja. Przyjecha³ tu z matk¹, która po raz czwarty prze¿ywa miesi¹c miodowy. 128
  • 124. wtorek 18 sierpnia Ca³y dzieñ pada³o. œroda 19 sierpnia Wys³a³em kilka pocztówek. Zadzwoni³em do Pandory na koszt rozmówcy. Jej ojciec nie przyj¹³ rozmowy. czwartek 20 sierpnia Gra³em w karty z Hamishem Mancinim. Jego rodzice oraz moja matka i jej kochanek pojechali samochodem obejrzeæ wodospad. Wielkie mi rzeczy! pi¹tek 21 sierpnia Poszed³em pieszo cztery kilometry do Callander, ¿eby kupiæ sobie baton Mars. Pogra³em w Space Invaders na automacie. Zjad³em podwieczorek. Zadzwoni³em do Pan- dory z budki telefonicznej zrobionej z bali. Na koszt roz- mówcy. Wci¹¿ mnie kocha. Ja wci¹¿ j¹ kocham. Poszed³em spaæ. sobota 22 sierpnia, ksiê¿yc w ostatniej kwadrze Pojecha³em zobaczyæ grób Rob Roya. Obejrza³em, wróci³em. niedziela 23 sierpnia, dziesi¹ta po Trójcy Œwiêtej Matka zaprzyjaŸni³a siê z jakimœ pañstwem Ball. Pojecha³a z nimi do zamku Stirling. Pani Ball ma córkê, która jest pisark¹. Zapyta³em, w jaki sposób zdobywa siê kwalifikacje do tego zawodu. Pani Ball odpar³a, ¿e jej córka 129
  • 125. w dzieciñstwie upad³a na g³owê i od tamtej pory jest „trochê dziwna”. Dziœ s¹ urodziny pani Ball, wiêc wszyscy przyszli do naszej chaty, ¿eby je oblaæ. Skar¿y³em siê na ha³as o 1.00, 2.00, 3.00 i 4.00 w nocy. O 5.00 baluj¹cy postanowili zdobyæ szczyt za domem! Zwróci³em uwagê, ¿e s¹ pijani do nieprzytomnoœci, za starzy, nieprzygotowani, nie znaj¹ ¿adnych technik przetrwania, nie maj¹ kondycji, apteczki, solidnych butów, kompasu, mapy ani ciep³ych od¿ywczych napojów. Pozostali g³usi na moje protesty. Weszli na górê, zeszli, i ju¿ o 11.30 sma¿yli jajka na bekonie. W chwili, gdy piszê te s³owa, pañstwo Ball p³ywaj¹ kajakiem po jeziorze. Oni chyba bior¹ jakieœ narkotyki. poniedzia³ek 24 sierpnia Pojechaliœmy do Edynburga. Obejrzeliœmy zamek, muzeum zabawek i galeriê sztuki. Zjedliœmy potrawkê z podróbek baranich. Wróciliœmy do chaty. Zacz¹³em czy- taæ Glencoe niejakiego Johna Prebble’a. Wybieramy siê tam jutro. wtorek 25 sierpnia Masakra w Glencoe mia³a miejsce 13 lutego 1692 roku. Czternastego lutego John Hill napisa³ do ksiêcia Tweed- dale: „Obróci³em Glencoe w ruinê”. Mia³ stuprocentow¹ racjê: tam nic nie ma. Jutro Glas- gow. 130
  • 126. œroda 26 sierpnia Mimo ¿e przybyliœmy do Glasgow o 11 rano, na odcinku jednej mili naliczy³em dwudziestu siedmiu pijaków! Wszystkie sklepy z wyj¹tkiem magazynów „Zrób to sam” mia³y kraty w oknach. Sklepy alkoholowe otacza³y zasieki z drutu kolczastego, a na ich dachach dostrzeg³em t³uczone szk³o. Przeszliœmy siê trochê, po czym matka namówi³a gnojka Lucasa, ¿eby zabra³ j¹ do miejscowej galerii sztuki. Zamierza³em w tym czasie posiedzieæ w samochodzie i po- czytaæ Glencoe, ale przez tych wszystkich pijaków, którzy zataczali siê wokó³ mnie, w koñcu niechêtnie powlok³em siê za nimi. Jak¿e siê cieszê, ¿e to uczyni³em! I pomyœleæ, ¿e móg³- bym przejœæ przez ¿ycie pozbawiony tak wa¿nego doznania kulturalnego! Widzia³em obraz Salvadora Dali Ukrzy¿owanie!!! Orygina³! Nie kopiê! Powiesili go na koñcu korytarza, wiêc zmienia wygl¹d, w miarê jak siê do niego zbli¿amy. Tu¿ przy nim cz³owiek czuje siê jak karze³ek. Jest absolutnie fantastyczny! Ogromny! Ma niesa- mowicie piêkne barwy, a Jezus wygl¹da jak prawdziwy facet! Kupi³em w muzeum szeœæ pocztówek z repro- dukcj¹, chocia¿, oczywiœcie, to nie to samo co prawdziwy obraz. Pewnego dnia zabiorê Pandorê, ¿eby go zobaczy³a. Mo¿e podczas naszego miodowego miesi¹ca. czwartek 27 sierpnia Dziœ Oban. Wpadliœmy na pañstwa Swallow, naszych znajomych z s¹siedniej ulicy. Wszyscy powtarzali bez przerwy: – Ale¿ ten œwiat ma³y, prawda? 131
  • 127. Pani Swallow zapyta³a gnojka Lucasa, jak siê miewa jego ¿ona. Lucas odpar³, ¿e ¿ona opuœci³a go dla innej kobiety. Zebrani siê zaczerwienili, powtórzyli, ¿e œwiat jest ma³y, i czym prêdzej siê rozeszli. Matka wœciek³a siê na Lucasa. – Musisz to rozpowiadaæ? – krzyknê³a. – Jak s¹dzisz, jak ja siê czujê, ¿yj¹c z facetem porzuconym przez ¿onê lesbijkê? Lucas trochê marudzi³, ale matka zaczê³a przypominaæ babciê, wiêc zamilk³. pi¹tek 28 sierpnia Dziœ Fort William. Szczyt Ben Nevis to kolejne rozczarowanie – nie wiedzia³em, gdzie siê zaczyna, a gdzie koñczy, zas³ania go nat³ok innych gór i pagórków. Lucas wpad³ do strugi (tutejsze okreœlenie ma³ej rzeczki), niestety, za p³ytkiej, by siê w niej utopiæ. sobota 29 sierpnia, pe³nia Wybra³em siê z Hamishem Mancinim na wycieczkê wokó³ jeziora. Uwa¿a, ¿e jego matka zmierza wprost do czwartego rozwodu. Dzisiaj Hamish wraca do domu – w poniedzia³ek rano ma umówion¹ wizytê u psychoanali- tyka w Nowym Jorku. Skoñczy³em pakowanie; czekam, a¿ matka i gnojek Lucas wróc¹ z sosnowego lasu, dok¹d poszli, by oddawaæ siê ukradkowej mi³oœci. Wyje¿d¿amy o œwicie. 132
  • 128. niedziela 30 sierpnia, jedenasta po Trójcy Œwiêtej Zmusi³em Lucasa, ¿ebyœmy zatrzymali siê w Gretna Green, aby zaopatrzyæ siê w pami¹tki. Kupi³em dla Pandory kamyk w kszta³cie wydry, dla Berta tradycyjny szkocki beret, dla psa kokardê na szyjê w szkock¹ kratê, dla babci krówki w szkock¹ kratê, dla Patyczaka ciasteczka w szkoc- k¹ kratê, a Maxwellowi s³odki smoczek w szkock¹ kratê. Ojcu naby³em œciereczkê w szkock¹ kratê. Dla siebie wybra³em notatnik z ok³adk¹ w szkock¹ kratê. Jestem zdecydowany zostaæ pisarzem. Oto wyj¹tek z Moich przemyœleñ o Szkocji, napisany na trasie M6 z prêdkoœci¹ 180 km/h: Œwiêta mg³a przetacza siê i znika, ods³aniaj¹c majesta- tyczne szczyty Szkocji w ca³ym ich majestacie. Sylwetka na przejrzystym niebie to orze³; majestatyczny drapie¿ca wygina szpony i l¹duje na jeziorze, zak³ócaj¹c majesta- tyczny spokój owych wzburzonych wód. Zatrzymuje siê jedynie, aby zanurzyæ w akwenie majestatyczny dziób, po czym majestatycznie rozpoœciera skrzyd³a i odlatuje do w³adczego gniazda, zawieszonego gdzieœ wysoko wœród suchych, ja³owych, nagich wzgórz. Szkockie byd³o. Majestatyczna rogata istota ze szkoc- kich ³¹k opuszcza br¹zowooki, kud³aty majestatyczny ³eb i prze¿uwa tajemnice Glencoe. Trochê za du¿o „majestatycznych”, ale s¹dzê, ¿e ten kawa³ek nieŸle siê czyta. Kiedy skoñczê, wyœlê go do BBC. Dojechaliœmy do domu o 18.00. Jestem zbyt zmêczony, by dalej pisaæ. 133
  • 129. poniedzia³ek 31 sierpnia, œwiêto pañstwowe w Zjednoczonym Królestwie (z wyj¹tkiem Szkocji) Nikt nie ma ani grosza. Banki s¹ zamkniête, a ojciec nie pamiêta tajnego pinu swej karty kredytowej. Mia³ czelnoœæ po¿yczyæ piêæ funtów od Berta Baxtera! Coœ podobnego, prosiæ emeryta o pieni¹dze! Zupe³ny brak godnoœci. Kochamy siê teraz z Pandor¹ do szaleñstwa. Roz³¹ka tylko roznieci³a nasz¹ namiêtnoœæ. Hormony graj¹ nam przy ka¿dym spotkaniu. Wczoraj Pandora zasnê³a, trzyma- j¹c w d³oni kamyk w kszta³cie wydry. Jak¿e chcia³bym byæ tym kamykiem. wtorek 1 wrzeœnia Pan Singh musi wróciæ do Indii, aby zaj¹æ siê starymi rodzicami, wiêc kaza³ Bertowi siê wynosiæ z powrotem do jego brudnego, starego domu. Oœwiadczy³, ¿e nie ufa swoim kobietom sam na sam z Bertem pod jednym dachem. Czy mo¿na wymyœliæ coœ g³upszego? Ale Bert specjalnie siê nie przejmuje, mówi, ¿e to „du¿y komplement”. Zamierzamy z Pandor¹ wysprz¹taæ dom Berta i pomóc mu w przeprowadzce. Jest winien gminie dwieœcie dzie- wiêædziesi¹t cztery funty zaleg³ego czynszu, które bêdzie sp³aca³ po piêædziesi¹t pensów miesiêcznie. Z ca³¹ pewnoœci¹ umrze zad³u¿ony. œroda 2 wrzeœnia Poszliœmy z Pandor¹ przyjrzeæ siê domowi Berta. Zaiste, obezw³adniaj¹cy to widok. Gdyby Bert odniós³ do monopo- lowego wszystkie butelki po piwie, pewnie dosta³by za nie doœæ pieniêdzy, by sp³aciæ zaleg³y czynsz. 134
  • 130. czwartek 3 wrzeœnia Ojciec pomóg³ nam wynieœæ meble z parteru domu Berta; korniki zazna³y k¹pieli s³onecznej. Po zdjêciu dywa- nów okaza³o siê, ¿e Bert od lat chodzi³ po warstwie brudu, starych gazet, spinek do w³osów, szklanych kulek oraz rozk³adaj¹cych siê myszy. Powiesiliœmy dywany na sznu- rze do bielizny i t³ukliœmy w nie przez ca³e popo³udnie, lecz wci¹¿ wzbija³y siê z nich tumany kurzu. Oko³o 17.00 Pandora siê o¿ywi³a, gdy¿ odnios³a wra¿enie, ¿e dostrzega wzór na jednym z dywanów, ale przy bli¿szych oglêdzinach okaza³o siê, ¿e to rozgniecione ciastko z kremem. Wracamy tam jutro z urz¹dzeniem do prania dywanów, nale¿¹cym do matki Pandory. Pandora twierdzi, ¿e zosta³o przetesto- wane przez czasopismo konsumenckie „Which?”, jednak mogê siê za³o¿yæ, ¿e nikt nigdy nie czyœci³ nim tak obskur- nej nory jak dom Berta Baxtera. pi¹tek 4 wrzeœnia W³aœnie by³em œwiadkiem cudu! Dziœ rano dywany Berta mia³y barwê ciemnoszar¹; teraz jeden z nich to czer- wony axminster, a drugi – niebieski wilton. Susz¹ siê na sznurze do bielizny. Doszorowaliœmy do czysta pod³ogi i zmyliœmy meble grzybobójczym œrodkiem dezynfeku- j¹cym. Pandora zdjê³a zas³ony, by je wypraæ, lecz rozpad³y siê jej w rêkach, zanim donios³a je do umywalki. Bert siedzia³ na le¿aku, narzekaj¹c i krytykuj¹c – nie pojmuje, dlaczego mieszkanie w brudzie to coœ z³ego. W³aœciwie, dlaczego mieszkanie w brudzie to coœ z³ego? sobota 5 wrzeœnia Rano ojciec odwióz³ puste butelki Berta do monopo- lowego. Zajê³y ca³y baga¿nik, tylne siedzenie i pod³ogê, 135
  • 131. a samochód zacz¹³ cuchn¹æ ciemnym piwem. Po drodze ojcu zabrak³o benzyny i musia³ wzywaæ pomoc drogow¹. Mechanik by³ bardzo niegrzeczny – oznajmi³, ¿e ojciec nie potrzebuje Automobilklubu, lecz Anonimowych Alkoho- lików! niedziela 6 wrzeœnia, dwunasta po Trójcy Œwiêtej, ksiê¿yc w pierwszej kwadrze Dom Berta wygl¹da wspaniale. Wszystko jest niesa- mowicie czyste i b³yszcz¹ce. Przenieœliœmy mu ³ó¿ko do bawialni, ¿eby móg³ ogl¹daæ telewizjê na le¿¹co. Matka Pandory bardzo artystycznie u³o¿y³a kwiaty, a ojciec Pan- dory zrobi³ w drzwiach od ty³u klapkê dla owczarka alzac- kiego, aby Bert nie wstawa³ bez przerwy, by wpuœciæ Szablê. Bert wprowadza siê jutro. poniedzia³ek 7 wrzeœnia, Œwiêto Pracy w USA i Kanadzie List lotniczy od Hamisha Manciniego. Czeœæ, Aid! Sie masz! Mam nadziejê, ¿e sytuacja z Pandor¹ siê rozwija! Z opowiadañ wygl¹da na wystrza³ow¹! Od Szkocji mózg siê lasuje! Kompletny odjazd, trzeba by tam spuœciæ atomówkê! Aid, jako istota ludzka jesteœ super. Chyba mia³em trochê traumy, kiedyœmy rapowali, ale doktor Eagleburger (mój psychiatra) wykona³ œwietn¹ robotê na moim libido. Matka jest zdo³owana, okaza³o siê, ¿e numer cztery robi w TV i ma lepsz¹ kolekcjê calvinów kleinów ni¿ ona! Nie s¹dzisz, ¿e jesieñ jest upierdliwa? Wszêdzie te skurwysyñskie liœcie! Czo³em, koleœ! Hamish 136
  • 132. Pokaza³em list Pandorze, ojcu i Bertowi, ale nikt go nie zrozumia³. Bert nie lubi Amerykanów, bo oci¹gali siê z przyst¹pieniem siê do wojny czy coœ w tym rodzaju. Bert ju¿ mieszka w swoim czystym domu. Nie podziêko- wa³, ale wygl¹da na zadowolonego. wtorek 8 wrzeœnia W czwartek znów do tej parszywej szko³y. Przymierzy- ³em mundurek, ale wyros³em z niego tak dalece, ¿e jutro ojciec bêdzie musia³ kupiæ mi nowy. Ze z³oœci chodzi po œcianach, lecz co ja poradzê, ¿e moje cia³o prze¿ywa okres wzrostu? Jestem ju¿ tylko o piêæ centymetrów ni¿szy od Pandory. Mój bez zmian – dwanaœ- cie centymetrów i ani drgnie. œroda 9 wrzeœnia Dzwoni³a babcia; dowiedzia³a siê, ¿e Doreen i Maxwell byli z ojcem w Skegness. Ju¿ nigdy siê do niego nie ode- zwie. Oto lista moich zakupów: marynarka ¤29,99 2 pary szarych spodni ¤23,98 2 bia³e koszule ¤11,98 2 szare swetry ¤7,98 3 pary czarnych skarpetek ¤2,37 1 para spodenek gimnastycznych ¤4,99 1 koszulka gimnastyczna ¤3,99 1 dres ¤11,99 1 para tenisówek ¤7,99 1 para korków do pi³ki no¿nej ¤11,99 1 para podkolanówek ¤2,99 spodenki pi³karskie ¤4,99 137
  • 133. koszulka pi³karska ¤7,99 torba sportowa adidas ¤4,99 1 para czarnych butów ¤15,99 1 kalkulator ¤6,99 pióro i o³ówek w komplecie ¤3,99 zestaw przyborów do geometrii ¤2,99 Ojciec z ³atwoœci¹ mo¿e pozwoliæ sobie na wydatek stu funtów. Musia³ dostaæ ogromn¹ odprawê, nie pojmujê wiêc, dlaczego le¿y na ³ó¿ku i stêka. To po prostu wredny liczy- krupa! Poza tym wcale nie p³aci³ prawdziwymi pieniêdzmi, tylko u¿y³ karty American Express. Pandora z podziwem obejrza³a mnie w nowym mundur- ku. Jej zdaniem mam spor¹ szansê zostaæ dy¿urnym. czwartek 10 wrzeœnia Godny pocz¹tek nowego semestru. Zosta³em dy¿urnym! Moim pierwszym zadaniem jest pilnowanie spóŸnialskich. Mam staæ przy wyrwie w sztachetach i spisywaæ ka¿dego, kto wœlizguje siê do szko³y po dzwonku. Pandora te¿ jest dy¿urnym – pilnuje ciszy w kolejce po obiady. Dzisiaj pan Dock, nowy wychowawca naszej klasy, rozda³ plany lekcji. Mój plan uwzglêdnia przedmioty, które mam zaliczyæ do matury, a ponadto obowi¹zkowo mate- matykê, angielski, WF i religiê porównawcz¹. Dosta³em do wyboru przedmioty kulturalne i twórcze, wiêc wybra³em naukê o mediach (niesamowicie ³atwe, trzeba tylko czytaæ gazety i ogl¹daæ telewizjê) oraz ¿ycie w rodzinie (mam nadziejê, ¿e chodzi jedynie o naukê o seksie). Pan Dock uczy równie¿ literatury angielskiej, wiêc z pewnoœci¹ siê dogadamy, gdy¿ w chwili obecnej jestem na pewno najbar- dziej oczytanym uczniem w szkole. Przyjdê mu z pomoc¹, je¿eli siê na czymœ zatnie. 138
  • 134. Poprosi³em ojca o piêæ i pó³ funta na wycieczkê do Muzeum Brytyjskiego. Dosta³ sza³u i zacz¹³ wo³aæ: – Gdzie siê podzia³o bezp³atne szkolnictwo? Odpar³em, ¿e nie wiem. pi¹tek 11 wrzeœnia Odby³em d³ug¹ rozmowê z panem Dockiem. Wyjaœ- ni³em, ¿e pochodzê z rozbitej rodziny i wychowuje mnie bezrobotny, nieokrzesany ojciec. Pan Dock powiedzia³, ¿e jeœli o niego chodzi, mogê byæ potomkiem czarnej lesbijki o jednej nodze oraz trêdowatego, garbatego, arab- skiego kar³a, bylebym pisa³ przejrzyste, inteligentne i bez- pretensjonalne wypracowania. Te¿ mi troska wychowaw- cza! sobota 12 wrzeœnia Rano napisa³em przejrzyste, inteligentne i bezpretensjo- nalne wypracowanie o przyrodzie Szkocji. Po po³udniu pojecha³em z ojcem na zakupy do Sainsbury’ego, gdzie spotka³em Ricka Lemona, który waha³ siê przy stoisku z owocami. Powiedzia³, ¿e wybieranie owoców to „dzia³a- nie o wyraŸnie politycznym charakterze”. Odrzuci³ jab³ka z Po³udniowej Afryki, z³ociste kosztele z Francji, pomarañ- cze z Izraela, daktyle z Tunezji oraz grejpfruty z Ameryki, a¿ w koñcu zdecydowa³ siê na angielski rabarbar. – Aczkolwiek – nadmieni³ – ma on kszta³t falliczny, byæ mo¿e wrêcz seksistowski. Jego dziewczyna Cyc (zdrobienie od Cycja) ³adowa³a do wózka ry¿ i fasolê. Choæ mia³a na sobie d³ug¹ spódnicê, od czasu do czasu spod spódnicy miga³y jej ow³osione kostki. Ojciec oœwiadczy³, ¿e woli ³adne, g³adko ogolone nó¿ki, ale ojcu w ogóle podobaj¹ siê poñczochy, podwi¹zki, 139
  • 135. minispódniczki oraz g³êbokie dekolty. Jest niesamowicie staroœwiecki! niedziela 13 wrzeœnia Poszed³em odwiedziæ Kwiatek. Pandora ju¿ na niej nie jeŸdzi, bo nogi zwisaj¹ jej do ziemi (Pandorze, nie Kwia- tek). W przysz³ym tygodniu maj¹ jej dostarczyæ porz¹d- nego konia imieniem Ian Smith. Ludzie, którzy go sprze- daj¹, mieszkali kiedyœ w Zimbabwe w Afryce. Jutro s¹ urodziny mojej matki. Koñczy trzydzieœci siedem lat. poniedzia³ek 14 wrzeœnia Przed pójœciem do szko³y zadzwoni³em do matki. Nikt nie odpowiedzia³. Pewnie le¿a³a w ³ó¿ku z tym parszywym szczurem Lucasem. Szkolne obiady to kompletny szajs. Z jad³ospisu usu- niêto sosy, przepad³y bezpowrotnie razem z budyniem i gor¹cymi deserami. Obecnie typowy posi³ek sk³ada siê z hamburgera, pieczonej fasoli, frytek, jogurtu i p¹czka. To nie wystarczy, ¿eby zbudowaæ zdrowe œciêgna i koœci. Rozwa¿am napisanie protestu do pani Thatcher – nie ze swojej winy roœniemy na ludzi apatycznych i pozba- wionych krêgos³upa moralnego. Mo¿e pani Thatcher chce, ¿ebyœmy w przysz³oœci nie mieli si³y demonstrowaæ. wtorek 15 wrzeœnia Barry Kent spóŸni³ siê trzykrotnie w ci¹gu tygodnia. Niestety, spoczywa na mnie obowi¹zek doniesienia o tym panu Scrutonowi. 140
  • 136. Niepunktualnoœæ jest oznak¹ nie³adu w rozumie. Nie mo¿na jej puszczaæ p³azem. œroda 16 wrzeœnia Nasza klasa w pi¹tek jedzie do Muzeum Brytyjskiego. W autokarze Pandora i ja zamierzamy siedzieæ obok siebie. Pandora weŸmie z domu egzemplarz „Guardiana”, ¿eby- œmy mieli trochê intymnoœci. czwartek 17 wrzeœnia Pani Fossington-Gore wyg³osi³a wyk³ad na temat Muze- um Brytyjskiego. Powiedzia³a, ¿e to „fascynuj¹ca skarb- nica osi¹gniêæ rodzaju ludzkiego”. Nikt jej nie s³ucha³ – zauwa¿yliœmy tylko, ¿e kiedy jest czymœ pobudzona, maca siê po lewej piersi. pi¹tek 18 wrzeœnia 2.00 W³aœnie wróciliœmy z Londynu. Na autostradzie kierowca autokaru dosta³ napadu szosowego szaleñstwa. Jestem zbyt wstrz¹œniêty tym prze¿yciem, abym potrafi³ przejrzyœcie lub inteligentnie zdaæ sprawê z wydarzeñ minionego dnia. sobota 19 wrzeœnia Niewykluczone, ¿e szkole przyda siê klarowna relacja nieuprzedzonego obserwatora z przebiegu wydarzeñ w drodze do Londynu, podczas pobytu tam¿e oraz w dro- dze powrotnej. Jestem jedyn¹ osob¹, która ma po temu 141
  • 137. kwalifikacje. Mimo wszystkich swoich zalet Pandora nie dysponuje moimi stalowymi nerwami. Wycieczka klasy 4D do Muzeum Brytyjskiego: 7.00 wejœcie do autokaru 7.05 zjedzenie suchego prowiantu na obiad, wypicie niskokalorycznego napoju 7.10 autokar zatrzymuje siê, bo Barry’ego Kenta zemdli³o 7.20 autokar zatrzymuje siê, bo Claire Neilson musi iœæ do toalety 7.30 autokar opuszcza teren szko³y 7.35 autokar zawraca do szko³y po torebkê pani Fossington-Gore 7.40 zauwa¿ono, ¿e kierowca autokaru dziwnie siê zachowuje 7.45 autokar zatrzymuje siê, bo Barry’ego Kenta znowu zemdli³o 7.55 dojazd do autostrady 8.00 kierowca zatrzymuje autokar i prosi wszystkich, by przestali robiæ nieprzyzwoite gesty pod adresem kierow- ców ciê¿arówek 8.10 kierowca traci panowanie nad sob¹ i odmawia wjazdu na autostradê, dopóki „cholerne belfry nie zapanuj¹ nad dzieciakami” 8.20 pani Fossington-Gore udaje siê nak³oniæ wszyst- kich, by usiedli 8.25 wjazd na autostradê 8.30 wszyscy œpiewaj¹ W³azi mucha na œcianê 8.35 wszyscy œpiewaj¹ Smarka mucha na œcianê 8.45 kierowca bardzo g³oœnym krzykiem przerywa œpiew 9.15 kierowca zatrzymuje siê na stacji benzynowej i na oczach wszystkich poci¹ga z piersiówki 142
  • 138. 9.30 Barry Kent rozdaje batoniki czekoladowe, skra- dzione w sklepie samoobs³ugowym na stacji benzynowej; pani Fossington-Gore wybiera baton Bounty 9.40 Barry Kent wymiotuje w autokarze 9.50 dwie dziewczyny obok Barry’ego Kenta te¿ wymiotuj¹ 9.51 kierowca odmawia postoju na autostradzie 9.55 pani Fossington-Gore zasypuje wymiociny pias- kiem 9.56 pani Fossington-Gore wymiotuje jak kot 10.30 autokar wlecze siê po utwardzonym poboczu, pozosta³e pasy zamkniête z powodu remontu 11.30 autokar zbli¿a siê do zjazdu z autostrady; na tylnym siedzeniu wybucha bójka 11.45 koniec bójki; pani Fossington-Gore odnajduje apteczkê i opatruje rany; Barry Kent za karê siada obok kierowcy 11.50 autokar psuje siê na londyñskim przedmieœciu Swiss Cottage 11.55 kierowca za³amuje siê na oczach mechanika z pomocy drogowej 12.30 klasa ³apie autobus do dworca St. Pancras w cen- trum Londynu 13.00 klasa idzie na piechotê z St. Pancras przez dzielnicê Bloomsbury 13.15 pani Fossington-Gore puka do drzwi Tavistock House i pyta, czy dr Laing zechcia³by szybko zbadaæ Barry’ego Kenta; okazuje siê, ¿e dr Laing przebywa na wyk³adach w Ameryce 13.30 wejœcie do Muzeum Brytyjskiego; Adrian Mole i Pandora Brathwaite s³upiej¹ z podziwu w obliczu dziedzic- twa œwiatowej kultury; reszta klasy 4D biega jak opêtana, œmiej¹c siê z nagich pos¹gów i uciekaj¹c przed kustoszami 143
  • 139. 14.15 pani Fossington-Gore w stanie zapaœci; Adrian Mole telefonuje do dyrektora szko³y na koszt rozmówcy; dyrektor jest na wiecu strajkowym personelu sto³ówki, nie wolno mu przeszkadzaæ 15.00 kustoszom udaje siê wy³apaæ cz³onków klasy 4D i zmusiæ ich, by usiedli na stopniach Muzeum 15.05 amerykañscy turyœci fotografuj¹ Adriana Mole’a jako przyk³ad „uroczego angielskiego uczniaka” 15.15 pani Fossington-Gore dochodzi do siebie i prowa- dzi klasê na wycieczkê krajoznawcz¹ po Londynie 16.00 Barry Kent wskakuje do fontanny na Trafalgar Square, co Adrian Mole przewidzia³ ju¿ wczeœniej 16.30 Barry Kent znika; ostatnio jest widziany w drodze do Soho 16.35 przybywa policja, zabiera klasê do furgonetki poli- cyjnej i za³atwia autokar na drogê powrotn¹; telefoniczne powiadomienie rodziców o nowej godzinie powrotu; tele- fon do dyrektora do domu; Claire Neilson dostaje ataku histerii; Pandora Brathwaite oœwiadcza pani Fossington- -Gore, ¿e ta przynosi wstyd zawodowi nauczyciela; pani Fossington-Gore zgadza siê z³o¿yæ wymówienie 18.00 Barry Kent zostaje odnaleziony w sex shopie i oskar¿ony o kradzie¿ kremu „na powiêkszenie” oraz dwóch „³askotek” 19.00 autokar opuszcza komisariat pod eskort¹ policji 19.30 policyjna eskorta macha na po¿egnanie 19.35 kierowca autokaru b³aga Pandorê Brathwaite o zaprowadzenie porz¹dku 19.36 Pandora Brathwaite zaprowadza porz¹dek 20.00 pani Fossington-Gore pisze na brudno proœbê o wymówienie 20.30 kierowcê autokaru ogarnia szosowe szaleñstwo 20.40 powrót; opony dymi¹; klasa 4D sztywna z przera- ¿enia; pan Scruton odprowadza pani¹ Fossington-Gore; rodzice wzburzeni; policja zatrzymuje kierowcê autokaru. 144
  • 140. niedziela 20 wrzeœnia, czternasta po Trójcy Œwiêtej, ksiê¿yc w ostatniej kwadrze Za ka¿dym razem, gdy pomyœlê o Londynie, kulturze lub autostradzie M1, prze¿ywam napad lêku. Rodzice Pandory sk³adaj¹ oficjaln¹ skargê do wszystkich czynników, które przychodz¹ im do g³owy. poniedzia³ek 21 wrzeœnia Pan Scruton pogratulowa³ zdolnoœci przywódczych Pandorze i mnie. Pani Fossington-Gore jest na zwolnieniu. Wszystkie szkolne wycieczki zosta³y odwo³ane. wtorek 22 wrzeœnia Policja zrezygnowa³a z postawienia zarzutów kierowcy autokaru ze wzglêdu na „dowody œwiadcz¹ce o skrajnej prowokacji”. Sex shop te¿ nie wnosi skargi, gdy¿ oficjalnie Barry Kent to jeszcze dziecko. Dziecko! Barry Kent nigdy nie by³ dzieckiem. œroda 23 wrzeœnia Pan Scruton przeczyta³ moje sprawozdanie z wycieczki do Londynu. Dosta³em za nie dwa dodatkowe punkty! Dzisiaj w wiadomoœciach powiedzieli, ¿e Muzeum Bry- tyjskie rozwa¿a zakaz wpuszczania wycieczek szkolnych. czwartek 24 wrzeœnia Pandora i ja cieszymy siê koñcówk¹ jesieni, spaceruj¹c po opad³ych liœciach i w¹chaj¹c dym z ognisk. To pierwszy rok, kiedy potrafiê min¹æ kasztanowiec, nie rzucaj¹c weñ kijem. Pandora twierdzi, ¿e bardzo szybko dojrzewam. 145
  • 141. pi¹tek 25 wrzeœnia Poszed³em dziœ z Nigelem na kasztany. Znalaz³em piêæ wspania³ych sztuk, a kasztany Nigela zdepta³em na miazgê. Ha! Ha! Ha! sobota 26 wrzeœnia Zabra³em Kwiatek w odwiedziny do Berta. Ostatnio Bert nie mo¿e daleko chodziæ. Kwiatek zostanie sprzedana bogatej rodzinie, dziew- czynka imieniem Camilla bêdzie siê na niej uczyæ jazdy. Pandora mówi, ¿e Camilla jest taka wytworna, ¿e wrêcz nie sposób zrozumieæ, co mówi. Bert bardzo posmutnia³, powiedzia³ do Kwiatek: – Oboje wyl¹dujemy w taniej jatce, staruszko. niedziela 27 wrzeœnia, piêtnasta po Trójcy Œwiêtej Kwiatek odjecha³a o 10.30. Da³em jej jab³ko za szes- naœcie pensów, ¿eby trochê z³agodziæ ból roz³¹ki. Pandora bieg³a za boksem, wo³aj¹c: – Zmieni³am zdanie! – ale siê nie zatrzyma³. Pandora zmieni³a zdanie równie¿ w sprawie Iana Smitha. Nie chce ju¿ nigdy ogl¹daæ ¿adnego konia ani kuca – gnêbi j¹ poczucie winy z powodu sprzeda¿y Kwiatek. Ian Smith przyjecha³ o 14.30 i zosta³ odes³any; kiedy boks siê oddala³, na pysku konia odmalowa³a siê z³oœæ. Jutro wczesnym rankiem ojciec Pandory uda siê do banku, ¿eby anulowaæ czek, który wypisa³ w zesz³y czwartek. Na jego twarzy równie¿ maluje siê z³oœæ. 146
  • 142. poniedzia³ek 28 wrzeœnia, nów Bert ma coœ nie w porz¹dku z nogami; lekarz mówi, ¿e potrzebuje codziennej opieki pielêgniarskiej. Wpad³em do niego dziœ rano, ale jest za ciê¿ki, ¿eby go dŸwigaæ. Pielêgniarka rejonowa s¹dzi, ¿e lepiej by mu by³o w S³o- necznym Domu Spokojnej Staroœci im. radnego Coopera. Jestem innego zdania. Przechodzê tamtêdy codziennie w drodze do szko³y; ten dom wygl¹da jak muzeum, a starzy ludzie jak eksponaty. Bert, jesteœ ju¿ okropnie stary, Lubisz Szablê, buraki, woodbine’y, Nie mamy ze sob¹ nic wspólnego. Ja mam lat czternaœcie i pó³, Ty masz ich osiemdziesi¹t dziewiêæ. Cuchniesz, a ja nie. Pozostaje tajemnic¹, Dlaczego siê przyjaŸnimy. wtorek 29 wrzeœnia Bertowi nie uk³ada siê z pielêgniark¹ rejonow¹. Mówi, ¿e nie lubi, jak jakaœ baba miêtosi jego intymne czêœci. Osobiœcie nie mia³bym nic przeciwko temu. œroda 30 wrzeœnia Cieszê siê, ¿e wrzesieñ ju¿ siê koñczy, przyniós³ nam same k³opoty. Nie ma Kwiatek, Pandora jest smutna, Bert na ostatnich nogach, ojciec nadal bezrobotny, matka wci¹¿ zadurzona w tym gnojku Lucasie. 147
  • 143. jesieñ
  • 144. czwartek 1 paŸdziernika, 7.30 Obudziwszy siê, odkry³em, ¿e podbródek mam ca³y w pryszczach! Jak ja siê poka¿ê Pandorze? 10.00 Przez ca³y dzieñ unika³em Pandory, ale dopad³a mnie na szkolnym obiedzie. Próbowa³em jeœæ, zakrywaj¹c pod- bródek d³oni¹, lecz okaza³o siê to niezwykle trudne. Przy jogurcie przyzna³em siê do wszystkiego. Pandora przyjê³a moj¹ dolegliwoœæ z wielkim spokojem i oœwiadczy³a, ¿e nie wp³ynie ona na nasz¹ mi³oœæ, nie mog³em jednak oprzeæ siê wra¿eniu, ¿e gdy ¿egna³a siê ze mn¹ po wyjœciu z klubu m³odzie¿owego, jej poca³unki by³y mniej namiêtne ni¿ zwykle. pi¹tek 2 paŸdziernika 18.00 Jestem bardzo nieszczêœliwy, wiêc po raz kolejny zwróci³em siê po pociechê ku wielkiej literaturze. Wcale siê nie dziwiê, ¿e intelektualiœci pope³niaj¹ samobójstwa, popadaj¹ w ob³êd albo umieraj¹ z przepicia. Prze¿ywamy 151
  • 145. wszystko silniej ni¿ inni ludzie. Wiemy, ¿e œwiat jest ohydny, a podbródki s¹ niszczone przez pryszcze. Czytam Postêp, koegzystencjê i intelektualn¹ wolnoœæ Andrieja D. Sacharowa. Wedle s³ów na ok³adce „waga tego doku- mentu jest nie do przecenienia”. 23.30 Wed³ug mnie, Adriana Mole’a, nie do przecenienia jest n u d a tego dokumentu. Nie zgadzam siê z podan¹ przez Sacharowa analiz¹ przy- czyn odrodzenia stalinizmu. Przerabiamy Rosjê w szkole, wiêc wypowiadam siê na podstawie pewnej wiedzy. sobota 3 paŸdziernika Pandora wyraŸnie och³od³a. Nie pojawi³a siê dzisiaj u Berta. Musia³em sam u niego posprz¹taæ. Po po³udniu jak zwykle pojechaliœmy do Sainsbury’ego – sprzedawali ciasteczka œwi¹teczne. Czujê, ¿e ¿ycie przecieka mi przez palce. Czytam Wichrowe wzgórza. Olœniewaj¹ce! Gdybym móg³ zaprowadziæ Pandorê gdzieœ wysoko, nasza namiêt- noœæ znów by od¿y³a. niedziela 4 paŸdziernika, szesnasta po Trójcy Œwiêtej Przekona³em Pandorê, ¿eby zapisa³a siê na kurs prze- trwania, organizowany przez klub m³odzie¿owy w Derby- shire. Rick Lemon przyœle nam spis sprzêtu oraz formularz do podpisania przez rodziców. Albo, jak w moim przy- padku, przez jednego rodzica. Mam zaledwie dwa tygodnie, by osi¹gn¹æ szczyt formy. Próbujê zrobiæ co wieczór szeœædziesi¹t pompek – próbujê, ale bez skutku. Jak dotychczas mój najlepszy wynik wynosi siedemnaœcie. 152
  • 146. poniedzia³ek 5 paŸdziernika Bert zosta³ porwany przez opiekê spo³eczn¹! Trzymaj¹ go w S³onecznym Domu Spokojnej Staroœci im. radnego Coopera. Poszed³em do niego w odwiedziny. Mieszka w jednym pokoju ze starcem, który nazywa siê Thomas Bell i ma swoj¹ popielniczkê z nazwiskiem. Szabla dosta³ miejsce w schronisku Królewskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzêtami. Nasz pies gdzieœ przepad³. To zwiastuje nieszczêœcie. wtorek 6 paŸdziernika Poszliœmy z Pandor¹ odwiedziæ Berta, ale tylko straci- liœmy czas. Jego pokój wywiera na nas dziwny wp³yw, nie mamy ochoty o czymkolwiek rozmawiaæ. Bert odgra¿a siê, ¿e zaskar¿y opiekê spo³eczn¹ o pozbawienie go praw. Mówi, ¿e ka¿¹ mu chodziæ spaæ o wpó³ do dziesi¹tej! To nie fair, przyzwyczai³ siê k³aœæ dopiero po The Epilogue. W drodze do wyjœcia przechodziliœmy przez salonik. Na twardych krzes³ach pod œcianami siedzieli starzy ludzie. Choæ telewizor by³ w³¹czony, nikt go nie ogl¹da³, a starcy sprawiali wra¿enie zamyœlonych. Próbuj¹c rozweseliæ staruszków, opieka spo³eczna pomalowa³a œciany na pomarañczowo. Chyba bez skutku. œroda 7 paŸdziernika W nocy zmar³ Thomas Bell. Bert powiada, ¿e tego domu nikt nie opuszcza ¿ywy. Jest najstarszym pensjona- riuszem i okropnie siê martwi umieraniem, zw³aszcza ¿e jest teraz jedynym mê¿czyzn¹. Pandora mówi, ¿e kobiety ¿yj¹ d³u¿ej ni¿ mê¿czyŸni i ¿e to rodzaj nagrody, bo kobiety musz¹ przedtem wiêcej cierpieæ. 153
  • 147. Psa wci¹¿ nie ma. Wywiesi³em og³oszenie w sklepiku pana Cherry’ego. czwartek 8 paŸdziernika Bert nadal ¿yje, wiêc dziœ zaprowadzi³em do niego Szablê. Podprowadziliœmy Berta do okna pokoju, ¿eby móg³ pomachaæ do Szabli, który sta³ na trawniku poni¿ej. Psom nie wolno wchodziæ do domu opieki, to kolejna z tutejszych parszywych regu³. Nasz pies wci¹¿ jest zaginiony, uznany za zmar³ego. pi¹tek 9 paŸdziernika Kierowniczka domu mówi, ¿e jeœli Bert bêdzie strasznie grzeczny, to mo¿e w niedzielê pozwol¹ mu wyjœæ na ca³y dzieñ. Ma przyjœæ do nas na obiad i podwieczorek. Dosta- liœmy rachunek za telefon; na razie ukry³em go pod matera- cem, opiewa na ¤289,10 p. sobota, 10 paŸdziernika Naprawdê niepokojê siê o psa. Znikn¹³ z powierzchni naszego przedmieœcia. Przeszukaliœmy z Nigelem i Pandor¹ wszystkie zau³ki. Kolejny k³opot to mój ojciec. Do po³udnia le¿y w ³ó¿ku, potem sma¿y sobie jakieœ paskudztwo, zjada je, a nastêpnie otwiera puszkê albo butelkê i zasiada, by obejrzeæ After Noon Plus. Nawet nie próbuje szukaæ pracy. Powinien siê wyk¹paæ, ostrzyc i ogoliæ. Zanios³em jego garnitur do pralni – w przysz³y wtorek w szkole odbywa siê spotkanie z rodzi- cami. Kupi³em ksi¹¿kê w ksiêgarni W.H. Smitha. Kosztowa³a zaledwie piêæ pensów; nazywa siê Wytworna kuchnia 154
  • 148. dla osób starszych. Jutro przychodzi Bert. Ojciec Pandory kaza³ usun¹æ telefon z domu – dowiedzia³ siê o rozmowach na koszt rozmówcy. niedziela 11 paŸdziernika, siedemnasta po Trójcy Œwiêtej WIZYTA BERTA Wsta³em wczeœnie i usun¹³em meble z holu, ¿eby Bert móg³ manewrowaæ wózkiem. Zrobi³em ojcu kawê, zanios- ³em mu j¹ na górê, po czym zacz¹³em przyrz¹dzaæ geria- trycznego coq au vin. Zostawi³em go na ogniu i poszed³em na górê, ¿eby jeszcze raz obudziæ ojca. Kiedy znów znalaz³em siê na dole, okaza³o siê, ¿e coq au vin jest do wyrzucenia – ca³a marynata siê wygotowa³a i zosta³ tylko spalony kurczak. By³em ogromnie rozczarowany, gdy¿ zamierza³em dzisiaj zadebiutowaæ jako kucharz. Pragnê zaimponowaæ Pandorze mnogoœci¹ swych talentów – roz- mowy o wielkiej literaturze oraz norweskim przemyœle garbarskim chyba zaczynaj¹ trochê j¹ nudziæ. Kiedy ojciec Pandory pojecha³ po Berta, ten upar³ siê wzi¹æ ze sob¹ wielk¹ skrzyniê. Z tego powodu, a tak¿e dlatego, ¿e Bert z wózkiem rozparli siê na tylnym siedzeniu, musia³em przycupn¹æ w kufrze z ty³u. Ca³e wieki wyci¹ga- liœmy Berta z samochodu, ¿eby go posadziæ na wózku – trwa³o to prawie tak d³ugo jak wyci¹ganie mego ojca z ³ó¿ka. Ojciec Pandory zosta³ u nas na szybkiego drinka, potem na kieliszek przed obiadem, potem jeszcze poprawi³, a potem wypi³ strzemiennego. Nastêpnie musia³ siê napiæ, ¿eby udowodniæ, ¿e w dzieñ nigdy siê nie upija. Wargi Pan- dory robi³y siê coraz wê¿sze (m³ode dziewczyny na pewno ucz¹ siê tego od starszych kobiet), a¿ w koñcu odebra³a mu kluczyki i zadzwoni³a po matkê, ¿eby przyjecha³a odebraæ 155
  • 149. samochód. Musia³em mê¿nie patrzeæ, jak mój ojciec naœla- duje jakiegoœ faceta nazwiskiem Sinatra, wykonuj¹cego One for my baby and one for the road, a ojciec Pandory udaje barmana, u¿ywaj¹c naszego kamionkowego pojem- nika na musztardê. Obaj zanosili siê pijackim œpiewem, gdy wtem wkroczy³a matka Pandory. Mia³a tak zaciœniête usta, ¿e w³aœciwie ich nie by³o. Kaza³a Pandorze wsi¹œæ z ojcem do samochodu, a sama zosta³a jeszcze, by oœwiadczyæ, ¿e najwy¿sza pora, aby mój ojciec wzi¹³ siê w garœæ. Na odchodnym rzuci³a, ¿e rozumie, i¿ ojciec czuje siê upokorzony, wyalienowany i zgorzknia³y wskutek braku pracy, lecz musi pamiêtaæ, ¿e daje z³y przyk³ad podatnemu na wp³ywy nastolatkowi. Co powiedziawszy, odjecha³a z prêdkoœci¹ 16 km/h. Pandora przes³a³a mi ca³usa przez tyln¹ szybê. Stanowczo protestujê! Nic, co robi ojciec, nie ma ju¿ na mnie najmniejszego wp³ywu. Zrobi³em na obiad curry z ry¿em z paczki, w trakcie czego zjawi³a siê pani Singh i zaczê³a rozmawiaæ z Bertem w jêzyku hindi. Nasze curry najwyraŸniej j¹ bawi³o, bez przerwy wskazywa³a je palcem, zaœmiewaj¹c siê do ³ez. Czasem wydaje mi siê, ¿e jestem jedyn¹ osob¹ na œwiecie, która jeszcze ma jakieœ maniery. Bert zwierzy³ siê ojcu, i¿ jest przekonany, ¿e kierow- niczka domu opieki chce go otruæ (Berta, nie ojca), lecz ojciec uspokoi³ go, ¿e ¿arcie we wszystkich instytucjach smakuje tak samo podle. Gdy nadesz³a pora odjazdu, Bert siê rozp³aka³. – Nie zmuszajcie mnie, ¿ebym tam wraca³ – prosi³, mówi³ te¿ inne smutne rzeczy. Ojciec próbowa³ mu t³umaczyæ, ¿e nie jesteœmy w stanie zajmowaæ siê nim w domu, ale i tak w koñcu trzeba go by³o wypchn¹æ do samochodu (chocia¿ w³¹czy³ hamulec wózka). Bert popro- si³ nas, byœmy przechowali jego skrzyniê. Powiedzia³, ¿eby otworzyæ j¹ po jego œmierci – klucz nosi na sznurku na szyi. 156
  • 150. poniedzia³ek 12 paŸdziernika, Dzieñ Krzysztofa Kolumba w USA, Œwiêto Dziêkczynienia w Kanadzie Poszed³em do naszego klubu m³odzie¿owego „ZejdŸmy z Ulic”, aby pos³uchaæ wyk³adu Ricka Lemona na temat technik przetrwania. Rick poinformowa³ nas, ¿e najlep- szym œrodkiem przeciwko wych³odzeniu organizmu jest pobyt w plastikowej torbie z nag¹ kobiet¹. Pandora zg³osi³a oficjalny protest, a Cyc, dziewczyna Ricka Lemona, wsta³a i wysz³a. Ale mam pecha! Wybieram siê na szczyt góry z kobiet¹ oziêb³¹! Pies niech spoczywa w pokoju. wtorek 13 paŸdziernika, pe³nia Zadzwoni³a babcia i zapyta³a ze z³oœci¹, kiedy przyj- dziemy odebraæ psa! Podobno g³upie bydlê zjawi³o siê u niej ju¿ 6 paŸdziernika! Natychmiast do niej pobieg³em i muszê przyznaæ, ¿e na widok psa dozna³em wstrz¹su. Jest stary i siwy – ma jedenaœcie lat ludzkich, lecz w przelicze- niu na psie lata powinien dostawaæ emeryturê. Nigdy nie widzia³em, ¿eby pies tak szybko siê zestarza³. Te osiem dni z babci¹ to musia³o byæ piek³o. Ona jest bardzo surowa. œroda 14 paŸdziernika Niemal przywi¹za³em siê do starszych pañ w domu opieki. Zagl¹dam do nich codziennie, wracaj¹c ze szko³y. Wygl¹da na to, ¿e ciesz¹ siê na mój widok. Jedna z nich robi mi na drutach komandoskê na weekend przetrwania. Ma na imiê Queenie. Zrobi³em dzisiaj trzydzieœci szeœæ i pó³ pompki. 157
  • 151. czwartek 15 paŸdziernika By³em w klubie m³odzie¿owym, ¿eby przymierzyæ obleœne, parszywe buty turystyczne, które Rick Lemon wypo¿yczy³ ze sklepu dla wspinaczy. Musia³em za³o¿yæ trzy pary skarpetek, ¿eby wreszcie je dopasowaæ. Idzie nas szeœcioro, Rick prowadzi. Nie ma kwalifikacji, ale jest doœwiadczony, jeœli chodzi o przebywanie w z³ych warunkach, gdy¿ urodzi³ siê i wy- chowa³ w Kirby New Town. Poszed³em do Sainsbury’ego, ¿eby kupiæ przetrwaniowy prowiant. Bêdziemy nieœli sprzêt oraz ¿ywnoœæ na plecach, wiêc waga ma ogromne znaczenie. Oto, co naby³em: 1 opakowanie p³atków kukurydzianych 2 pó³litrowe kartony mleka pude³ko herbaty w torebkach rabarbar w puszce 2 1/2 kg kartofli 1/4 kg smalcu 1/4 kg mas³a 2 bochenki chleba 1 kg sera 2 opakowania herbatników 1/2 kg cukru papier toaletowy p³yn do zmywania naczyñ 2 puszki tuñczyka 1 puszkê gulaszu 1 puszkê marchewki Z trudem donios³em ca³y ten prowiant do domu; nie wyobra¿am sobie, jak bêdê go dŸwiga³ po górach! Ojciec zaproponowa³, ¿ebym coœ zostawi³, wiêc zrezygnowa³em z p³atków kukurydzianych i papieru toaletowego. 158
  • 152. pi¹tek 16 paŸdziernika Postanowi³em nie zabieraæ dziennika. Nie mam ¿adnej gwarancji, ¿e nie trafi w niepo¿¹dane rêce. Poza tym nie mieœci siê do plecaka. Muszê iœæ, mikrobus stoi przed domem i tr¹bi. sobota 17 paŸdziernika niedziela 18 paŸdziernika, osiemnasta po Trójcy Œwiêtej 20.00 Jak¿e cudownie znaleŸæ siê znów na ³onie cywilizacji! Przez ostatnie dwa dni ¿y³em niczym dzikus bez god- noœci! Spa³em na ziemi, os³oniêty od ¿ywio³ów jedynie œpiworem! Usi³owa³em sma¿yæ frytki na maleñkim prymu- sie! Brodzi³em po strumieniach w butach niczym narzê- dzia tortur! Musia³em spe³niaæ funkcje fizjologiczne na widoku publicznym! I podcieraæ siê liœæmi! Nie mog³em siê wyk¹paæ ani wyszorowaæ zêbów! Bez radia, telewizji ani niczego! A kiedy zaczê³o padaæ, Rick Lemon nie pozwoli³ nam nawet posiedzieæ w mikrobusie! Powiedzia³, ¿e powin- niœmy zbudowaæ sobie schronienie z tego, czego dostarcza natura. Pandora znalaz³a pusty plastikowy worek po paszy dla byd³a, wiêc kuliliœmy siê pod nim na zmianê. Sam nie wiem, jak uda³o mi siê przetrwaæ. Jajka siê pot³uk³y, chleb nasi¹kn¹³ wod¹, herbatniki siê pokruszy³y i nikt nie mia³ otwieracza do konserw. Dziêki Bogu, ser nie cieknie, nie kruszy siê, nie ch³onie wody i nie wystêpuje w puszkach. Z radoœci¹ powita³em ratowników górskich, którzy nas odnaleŸli i zaprowadzili do bazy. Rick Lemon dosta³ burê za brak mapy oraz kompasu. T³umaczy³, ¿e zna te wzgórza jak w³asne piêæ palców, ale szef ratowników 159
  • 153. odpar³, ¿e Rick chyba nosi rêkawiczki, bo znajdowaliœmy siê jedenaœcie kilometrów od mikrobusu i przez ca³y czas oddalaliœmy siê od niego! Po raz pierwszy od dwóch dni bêdê spa³ w ³ó¿ku. Jutro nie idê do szko³y z powodu pêcherzy. poniedzia³ek 19 paŸdziernika Przez dwie doby muszê oszczêdzaæ stopy. Doktor Gray by³ bardzo niemi³y – powiedzia³, ¿e nie ¿yczy sobie, by go wzywano do kilku b¹bli. Zdumia³o mnie jego podejœcie; ogólnie wiadomo, ¿e alpiniœci dostaj¹ gangreny palców u nóg. wtorek 20 paŸdziernika, ksiê¿yc w ostatniej kwadrze Oto le¿ê w ³ó¿ku, niezdolny uczyniæ kroku wskutek przeraŸliwego bólu, a ojciec lekcewa¿y rodzicielskie obo- wi¹zki, wciskaj¹c mi trzy razy dziennie kanapki z beko- nem! Je¿eli matka wkrótce nie wróci do domu, skoñczê jako upoœledzony i nieprzystosowany. Ju¿ i tak jestem zanie- dbany. œroda 21 paŸdziernika Pokuœtyka³em do szko³y. Wszyscy nauczyciele byli odœwiêtnie ubrani, gdy¿ dzisiaj jest spotkanie z rodzicami. Ojciec doprowadzi³ siê do porz¹dku i w³o¿y³ najlepszy garnitur, wiêc wygl¹da³ OK, dziêki Bogu. Nikt by siê nie domyœli³, ¿e jest bezrobotny. Moi wychowawcy powie- dzieli mu, ¿e przynoszê szkole chlubê. Ojciec Barry’ego Kenta robi³ wra¿enie skacowanego jak œwinia. Ha! Ha! Ha! 160
  • 154. czwartek 22 paŸdziernika Przekuœtyka³em pó³ drogi do szko³y, kiedy zauwa¿y³em, ¿e idzie za mn¹ nasz pies. Zawróci³em, zamkn¹³em psa w sk³adziku na wêgiel i pokuœtyka³em z powrotem. Nie- stety, spóŸni³em siê o piêæ minut; pan Scruton skarci³ mnie, ¿e dy¿urny pilnuj¹cy spóŸnialskich, który sam siê spóŸnia, nie daje dobrego przyk³adu. £atwo mu mówiæ! JeŸdzi fordem cortin¹, a potem tylko zajmuje siê szko³¹. A ja mam mnóstwo problemów na g³owie i w dodatku nie mam samo- chodu. pi¹tek 23 paŸdziernika Dosta³em list ze szpitala informuj¹cy, ¿e we wtorek dwudziestego siódmego wytn¹ mi migda³ki. To dla mnie kompletny szok! Ojciec mówi, ¿e jestem na liœcie ocze- kuj¹cych od pi¹tego roku ¿ycia! A wiêc rokrocznie przez dziewiêæ lat musia³em przechodziæ zapalenie migda³ków tylko dlatego, ¿e pañstwowa s³u¿ba zdrowia cierpi na brak pieniêdzy! Dlaczego po³o¿ne nie usuwaj¹ migda³ków noworod- kom? Oszczêdzi³oby to wielu k³opotów, bólu i pieniêdzy. sobota 24 paŸdziernika, Dzieñ Narodów Zjednoczonych Poszed³em kupiæ sobie nowy szlafrok, pid¿amê i przy- bory toaletowe. Ojciec jak zwykle zacz¹³ narzekaæ; oœwiad- czy³, ¿e nie rozumie, dlaczego nie mogê iœæ do szpitala w starej pid¿amie. Wyjaœni³em, ¿e wygl¹da³bym idio- tycznie w szlafroku w Piotrusie Pany oraz pid¿amie w Kubusie Puchatki, gdy¿ pomijaj¹c obleœne wzorki, oba stroje s¹ za ma³e i po³atane. Ojciec odpar³, ¿e on jako ch³opiec spa³ w koszuli nocnej, uszytej z dwóch wor- ków na wêgiel. Zadzwoni³em do babci, aby sprawdziæ 161
  • 155. tê podejrzan¹ wypowiedŸ, wiêc ojciec, chc¹c nie chc¹c, musia³ powtórzyæ j¹ przez telefon. Babcia powiedzia³a, ¿e nie by³y to worki na wêgiel, lecz na m¹kê – a wiêc teraz ju¿ wiem, ¿e ojciec jest patologicznym k³amc¹! Wyprawka szpitalna kosztowa³a piêædziesi¹t cztery funty i dziewiêtnaœcie centów, nie licz¹c owoców, czeko- ladek i lukozady. Pandora orzek³a, ¿e w nowym szlafroku wygl¹dam jak Noël Coward. – Dziêki, Pandoro – powiedzia³em, choæ prawdê mówi¹c, nie wiem, kim by³ lub jest Noël Coward. Mam nadziejê, ¿e nie seryjnym morderc¹ ani niczym takim. niedziela 25 paŸdziernika, dziewiêtnasta po Trójcy Œwiêtej, koniec czasu letniego Wykona³em telefon do matki, ¿eby jej powiedzieæ o zbli¿aj¹cej siê chirurgicznej torturze. Nikt nie podniós³ s³uchawki. Typowe – matka woli zabawiaæ siê z tym gnojkiem Lucasem ni¿ dodaæ otuchy swemu jedynemu dziecku! Zadzwoni³a babcia i oznajmi³a, ¿e zna kogoœ, kto zna kogoœ, kto zna³ kogoœ, kto po wyciêciu migda³ków wykrwa- wi³ siê na œmieræ na stole operacyjnym. Zakoñczy³a s³o- wami: – Nie martw siê, Adrianie, jestem pewna, ¿e tobie nic takiego siê nie przydarzy! Wielkie dziêki, babciu! 162
  • 156. poniedzia³ek 26 paŸdziernika, œwiêto pañstwowe w Republice Irlandii 11.00 Spakowa³em siê i poszed³em odwiedziæ Berta. S³abnie w zastraszaj¹cym tempie, byæ mo¿e widzimy siê po raz ostatni. Bert tak¿e zna kogoœ, kto wykrwawi³ siê na œmieræ po wyciêciu migda³ków – mam nadziejê, ¿e to jedna i ta sama osoba. Po¿egna³em siê z Pandor¹; szlocha³a bardzo wzrusza- j¹co. Przynios³a mi star¹ podkowê Kwiatek, ¿ebym wzi¹³ j¹ do szpitala. Powiedzia³a, ¿e znajomy jej ojca, któremu usuwano cystê, nie obudzi³ siê z narkozy. Zostanê przyjêty na oddzia³ Ivy Swallow o godzinie 14.00 czasu Greenwich. 18.00 Po czterech godzinach czekania na pozwolenie odejœcia ojciec w³aœnie oddali³ siê od mego boku. Ka¿da czêœæ mego cia³a zosta³a zbadana, pobrano ode mnie p³yny ustrojowe, zwa¿ono mnie i wyk¹pano, obmacano i wygnieciono, ale nikt nie zajrza³ mi do gard³a! Na stoliku przy ³ó¿ku po³o¿y³em rodzinny s³ownik medyczny, ¿eby zrobiæ na lekarzach wra¿enie. Nie wiem, jak wygl¹da reszta oddzia³u, bo pielêgniarki zapomnia³y usun¹æ parawany. Nad ³ó¿kiem powieszono tabliczkê: „Tylko p³yny”. Niesamowicie siê bojê. 22.00 Umieram z g³odu! Czarnoskóra pielêgniarka zabra³a mi ca³e jedzenie i picie. Powinienem spaæ, ale panuje tu straszny zgie³k. Staruszkowie wci¹¿ spadaj¹ z ³ó¿ek. 163
  • 157. pó³noc Nad ³ó¿kiem wisi nowa tabliczka: „Nic doustnie”. Umieram z pragnienia. Odda³bym praw¹ rêkê za puszkê niskokalorycznej coli. wtorek 27 paŸdziernika 4.00 Jestem odwodniony! 6.00 W³aœnie mnie obudzono! Operacja jest dopiero o 10.00, dlaczego nie dadz¹ mi spaæ? Ka¿¹ mi wzi¹æ kolejn¹ k¹piel. Zwróci³em uwagê, ¿e przecie¿ bêd¹ operowaæ w n ê t r z e mego cia³a, ale nikt mnie nie s³ucha³. 7.00 Czekam na operacjê ubrany w jakiœ wariacki strój. Dosta³em zastrzyk, po którym mia³em poczuæ siê senny, ale wci¹¿ jestem przytomny i wyraŸnie s³yszê awanturê o zgubion¹ kartê pacjenta. 8.00 W ustach ca³kiem mi wysch³o. Oszalejê z pragnienia. Nic nie pi³em od 21.45 wczoraj wieczorem. Odp³ywam, pêkniêcia na suficie s¹ bardzo ciekawe. Muszê gdzieœ ukryæ dziennik – nie chcê, ¿eby wœcibscy go czytali. 8.30 Przy moim ³ó¿ku siedzi matka! Obieca³a, ¿e ukryje mój dziennik w swojej torebce-segregatorze. Przysiêg³a (na ¿ycie psa), ¿e go nie przeczyta. 164
  • 158. 8.45 Matka wysz³a zapaliæ gdzieœ na zewn¹trz. Wygl¹da na postarza³¹ i zmêczon¹. Ca³a ta rozwi¹z³oœæ daje siê jej nieŸle we znaki. 9.00 Co chwilê z sali operacyjnej na oddzia³ wje¿d¿a wózek, z którego pielêgniarze zrzucaj¹ na ³ó¿ka nieprzytomnych ludzi. Maj¹ na sobie zielone fartuchy i kalosze – musi tam byæ krwi po kolana! 9.15 Wózek jedzie w moim kierunku! pó³noc Zosta³em pozbawiony migda³ków. Tonê w oceanie udrêki. Odszukanie mego dziennika zajê³o matce przesz³o trzynaœcie minut; jeszcze siê nie oswoi³a z torebk¹- -segregatorem, która ma siedemnaœcie przegródek. œroda 28 paŸdziernika Nie mogê mówiæ. Nawet jêczenie sprawia mi ból. czwartek 29 paŸdziernika Przeniesiono mnie do bocznej sali. Pozostali pacjenci nie mog¹ patrzeæ, jak cierpiê. Bert i Szabla przes³ali mi ¿yczenia szybkiego powrotu do zdrowia. 165
  • 159. pi¹tek 30 paŸdziernika By³em dziœ w stanie wypiæ kilka ³yków babcinego bulio- nu. Babcia przynios³a go w termosie. Ojciec da³ mi paczkê chrupek; równie dobrze móg³by mnie karmiæ ¿yletkami! W porze odwiedzin zjawi³a siê Pandora, lecz nie bardzo mia³em o czym szeptaæ. Konwersacja nu¿y, gdy cz³owiek jest zawieszony miêdzy ¿yciem a œmierci¹. sobota 31 paŸdziernika, Halloween Zmuszony by³em z³o¿yæ skargê na ha³as, dobywaj¹cy siê z pomieszczeñ personelu. Mam dosyæ s³uchania (i ogl¹- dania) pijanych pielêgniarek i policjantów po s³u¿bie, hasaj¹cych po ca³ym terenie w przebraniu wiedŸm i czaro- dziejów. Siostra Boldry robi³a coœ szczególnie odra¿aj¹- cego z dyni¹. Wykupiê prywatne ubezpieczenie zdrowotne, kiedy tylko bêdê móg³ podpisaæ umowê. niedziela 1 listopada, dwudziesta po Trójcy Œwiêtej Pielêgniarki traktuj¹ mnie niezwykle ch³odno. Mówi¹, ¿e zajmujê ³ó¿ko, które móg³by wykorzystaæ ktoœ chory! Przed wypisaniem muszê zjeœæ miskê p³atków kukury- dzianych, ale dotychczas odmawia³em – nie zdo³a³bym znieœæ bólu. poniedzia³ek 2 listopada Siostra Boldry wmusi³a ³y¿kê p³atków w moje obola³e gard³o i zanim jeszcze zacz¹³em trawiæ, œci¹gnê³a z ³ó¿ka poœciel. Zaproponowa³a równie¿, ¿e da mi na taksówkê, odpar³em jednak, ¿e zaczekam, a¿ przyjedzie ojciec i zanie- sie mnie do samochodu. 166
  • 160. wtorek 3 listopada, wybory w USA Le¿ê we w³asnym ³ó¿ku. Pandora jest dla mnie jak opoka. Porozumiewamy siê bez s³ów – wskutek operacji straci³em g³os. œroda 4 listopada Dzisiaj wyskrzecza³em pierwsze s³owa od tygodnia. Powiedzia³em: – Tato, zadzwoñ do mamy i powiedz jej, ¿e najgorsze minê³o. Ojciec nie posiada³ siê z ulgi i emocji. Jego œmiech brzmia³ niemal histerycznie. czwartek 5 listopada, ksiê¿yc w pierwszej kwadrze Doktor Gray twierdzi, ¿e mój niewydolny g³os to jedy- nie „mutacja niedorostka”. Zawsze jest w z³ym humorze! Pewnie wola³by, abym przywlók³ siê do jego gabinetu i sta³ w kolejce w poczekalni pe³nej zarazków! Powiedzia³, ¿e w rocznicê Spisku Prochowego ch³opak w moim wieku powinien teraz paliæ z kolegami ognisko. Odpar³em, ¿e jestem za stary na takie pogañskie obrzêdy. Odpar³, ¿e on ma czterdzieœci siedem lat, a wci¹¿ jeszcze porz¹dny ogieñ sprawia mu radochê. Czterdzieœci siedem lat! To wiele t³umaczy. Ju¿ dawno nale¿a³o go przenieœæ na emeryturê. pi¹tek 6 listopada Jutro ojciec zabiera mnie na zorganizowane przyjêcie przy ognisku (je¿eli bêdê siê czu³ na si³ach, rzecz jasna). Impreza ma na celu zebranie funduszy na wydatki pono- szone przez pracowników poradni ma³¿eñskiej. 167
  • 161. Jedzenie przygotowuje matka Pandory, ojciec Pandory zajmie siê fajerwerkami. Mój ojciec odpowiada za rozpale- nie ogniska, wiêc zamierzam oddaliæ siê od niego o co naj- mniej sto metrów. Wielokrotnie widzia³em, jak ojciec osmali³ sobie brwi. Wczoraj wieczorem niektórzy nieodpowiedzialni miesz- kañcy naszej ulicy rozpalili ogniska w ogródkach! Tak jest! Mimo ¿e radio, telewizja, „Blue Peter” oraz wszystkie media wielokrotnie ostrzega³y przed niebezpie- czeñstwem, oni samolubnie post¹pili, jak im siê podoba³o! Wprawdzie nie dosz³o do ¿adnego wypadku, ale to z pew- noœci¹ wy³¹cznie szczêœliwe zrz¹dzenie losu. sobota 7 listopada Dziêki chwalebnym wysi³kom ca³ej spo³ecznoœci ognis- ko na rzecz poradni ma³¿eñskiej by³o wrêcz potê¿ne. Pan Cherry podarowa³ na nie kilkaset egzemplarzy czasopisma „Now!”, które podobno od ponad roku zalega³y w komórce na ty³ach jego sklepu. Pandora spali³a swój zbiór komiksów „Jackie”. Oœwiad- czy³a, ¿e „nie przesz³y próby analizy feministycznej” i ¿e „nie chcia³aby, aby dosta³y siê w rêce m³odych dziewcz¹t”. Pan Singh oraz wszystkie Singhi¹tka przynios³y fajer- werki indyjskie, znacznie od angielskich g³oœniejsze. Cieszy³em siê, ¿e zamknêliœmy naszego psa w sk³adziku na wêgiel, najpierw zatkawszy mu uszy wat¹. Nikt nie uleg³ powa¿nym poparzeniom, s¹dzê jednak, ¿e rozdawanie petard równoczeœnie z jedzeniem to b³¹d. Ja spali³em monit urzêdu telekomunikacji, który przy- szed³ dziœ rano. 168
  • 162. niedziela 8 listopada, dwudziesta pierwsza po Trójcy Œwiêtej, Dzieñ Pamiêci Nad nasz¹ ulic¹ unosz¹ siê k³êby gryz¹cego dymu. Poszed³em obejrzeæ ognisko; czasopisma „Now!” nadal le¿¹ w gor¹cym popiele i nie chc¹ siê paliæ. Na szczêœcie monit telefoniczny sp³on¹³ doszczêtnie! Pan Cherry bêdzie musia³ wykopaæ wielki dó³ i zalaæ czasopisma „Now!” wapnem, zanim ca³a dzielnica siê udusi. Poszed³em odwiedziæ Berta. Wyszed³ gdzieœ z Queenie. poniedzia³ek 9 listopada Znów w szkole. Pies jest u weterynarza, który chirur- gicznie usuwa mu watê z uszu. wtorek 10 listopada Obrzêk³y mi brodawki piersi! Zamieniam siê w dziew- czynê! œroda 11 listopada, Dzieñ Weterana w USA, Dzieñ Pamiêci w Kanadzie, pe³nia Doktor Gray skreœli³ mnie z listy pacjentów! Powiedzia³, ¿e obrzêk brodawek to czêsta przypad³oœæ w moim wieku. Zazwyczaj wystêpuje u ch³opców w wieku lat dwunastu i pó³, ale ja, zdaniem doktora Graya, jestem niedojrza³y fizycznie i emocjonalnie! Jak¿e mogê byæ niedojrza³y?! Przecie¿ dosta³em odmowny list z BBC! A poza tym, czy mia³em iœæ do jego gabinetu zabiegowego w takim stanie? Swoj¹ drog¹, nie mam pojêcia, czemu nazywa swój gabi- net zabiegowym. Nigdy nie robi tam ¿adnych zabiegów. 169
  • 163. czwartek 12 listopada Powiedzia³em panu Jonesowi, ¿e nie mogê wzi¹æ udzia- ³u w lekcji WF z powodu obrzêku brodawek sutkowych. Podszed³ do problemu nader wulgarnie. Nie wiem, czego ich ucz¹ na tych studiach nauczycielskich. pi¹tek 13 listopada Odby³em z Pandor¹ szczer¹ rozmowê o naszym zwi¹zku. Ona wcale nie chce mnie poœlubiæ za dwa lata! Pragnie siê poœwiêciæ karierze zawodowej! Rozumie siê, ¿e ten cios mnie zmia¿d¿y³. Powiedzia³em, ¿e nie mam nic przeciwko temu, aby po œlubie Pandora podjê³a lekk¹ pracê w cukierni albo w czymœ podobnym, odpar³a jednak, ¿e wybiera siê na uniwersytet, a do cukierni wybierze siê wy³¹cznie po to, by kupiæ du¿e ciastko z kru- szonk¹. Pad³y miêdzy nami ostre s³owa (jej by³y ostrzejsze ni¿ moje). sobota 14 listopada Nad ca³ym naszym zau³kiem unosz¹ siê zwêglone stronice czasopisma „Now!”. NajwyraŸniej s¹ nieznisz- czalne. Gmina wys³a³a specjaln¹ ekipê œmieciarzy, którzy próbowali je pochwyciæ. Uszy psa s¹ ju¿ wolne od waty. On tylko udaje, ¿e nie s³yszy. Poszed³em odwiedziæ BB, ale wyszed³ z Queenie, która pcha jego wózek po centrum rozrywki. 170
  • 164. niedziela 15 listopada, dwudziesta druga po Trójcy Œwiêtej Przeczyta³em Miasteczko jak Alice Springs Nevile’a Shute’a, niesamowicie genialne. Jak¿e bym chcia³ mieæ przyjaciela intelektualistê, z którym móg³bym dyskutowaæ o wielkiej literaturze. Ojciec s¹dzi, ¿e Miasteczko jak Alice Springs napisa³ Lewis Carroll. poniedzia³ek 16 listopada Wróci³em ze szko³y z bólem g³owy. Ten ca³y zgie³k, krzyk i przepychanki straszliwie mnie do³uj¹! Nauczyciele powinni byæ chyba lepiej wychowani! wtorek 17 listopada Powa¿nie martwiê siê stanem ojca. Nawet powtarzaj¹ce siê doniesienia o zap³odnieniu ksiê¿nej Diany nie podnosz¹ go na duchu. Babcia zd¹¿y³a ju¿ wydziergaæ trzy pary niemowlêcych buciczków, które wys³a³a na adres pa³acu Buckingham. Oto prawdziwa patriotka. œroda 18 listopada, ostatnia kwadra ksiê¿yca Drzewa s¹ ca³kiem nagie. Ich jesienne stroje Zaœmiecaj¹ chodniki. Zamiatacze pal¹ ogniska, Wznosz¹ gminne stosy pogrzebowe. Ja, Adrian Mole, Rozkopujê je i przypalam Swoje zamszowe buty. 171
  • 165. Starannie przepisa³em powy¿szy wiersz, po czym wys³a- ³em go do Johna Tydemana w BBC. Sprawia wra¿enie cz³owieka, któremu podobaj¹ siê wiersze o jesiennych liœciach. Muszê szybko og³osiæ coœ w radiu albo drukiem, inaczej Pandora straci dla mnie wszelki szacunek. czwartek 19 listopada Pandora podpowiedzia³a mi, ¿ebym zacz¹³ wydawaæ magazyn literacki na szkolnym powielaczu. Napisa³em pierwszy numer w przerwie obiadowej; nosi tytu³ „G³os M³odoœci”. pi¹tek 20 listopada Pandora przejrza³a „G³os M³odoœci” i zaproponowa³a, bym zamiast pisaæ ca³y numer samodzielnie, poszuka³ materia³ów u innych utalentowanych gryzipiórków. Obieca³a, ¿e napisze artyku³ o uprawie roœlin w skrzyn- kach na oknie. Claire Neilson przynios³a punkowy wiersz, ogromnie awangardowy, ale ja siê nie bojê otwarcia na nowe. Punkowy wiersz Spo³eczeñstwo to rzygi wstrêtne wymiociny. Na fladze pañstwowej zgni³ Sid Vicious oraz Johnny Rotten, trupy, trupy, trupy, zabite przez szaroœæ. Anglia œmierdzi, œciek ca³ego œwiata, gnojówka Europy. 172
  • 166. Witajcie, punki, króle i królowe ulicy. Claire chce go zamieœciæ pod pseudonimem; jej ojciec jest radnym z ramienia konserwatystów. Nigel napisa³ krótki kawa³ek o konserwacji rowerów wyœcigowych. Tekst jest okropnie nudny, ale nie mogê o tym powiedzieæ Nigelowi, bo to mój najlepszy przyjaciel. W œrodê numer idzie do druku. Pandora przez weekend namaluje szablony. Oto mój pierwszy wstêpniak: Czo³em, kolesie! Patrzcie, oto wasza pierwsza w³asna gazetka szkolna! Tak! Napisana i opublikowana wy³¹cznie dziêki pracy uczniów. W pierwszym numerze próbowaliœmy otworzyæ siê na nowe; na przyk³ad wielu z was nie zdaje sobie spra- wy z cudów, jakich mo¿na dokonaæ, uprawiaj¹c kwiaty w skrzynkach, ani z radoœci, jakiej dostarcza konserwacja roweru. Trzymajcie siê mocno, czeka was czarowna niespo- dzianka! Redaktor naczelny, ADRIAN MOLE. Bêdziemy braæ dwadzieœcia piêæ pensów za egzemplarz. sobota 21 listopada Ojciec Pandory wykrad³ pude³ko szablonów ze swego biura. W chwili, gdy kreœlê te s³owa, Pandora przepisuje na maszynie pierwsze kolumny „G³osu M³odoœci”. Jestem w po³owie demaskatorskiego artyku³u o Barrym Kencie, zatytu³owanego: Barry Kent – ca³a prawda! Od prze³omo- wej interwencji babci nie wa¿y³ siê tkn¹æ mnie palcem, a zatem czujê siê bezpieczny. Nie mam czasu odwiedziæ Berta. Pójdê do niego jutro. 173
  • 167. niedziela 22 listopada, ostatnia po Trójcy Œwiêtej Zakoñczy³em exposé o Barrym Kencie. Szko³a zachwie- je siê w posadach, zw³aszcza ¿e wspomnia³em o jego zbo- czeniach seksualnych – ujawni³em, ¿e ma ohydny zwyczaj pokazywaæ ma³ego za piêæ pensów. poniedzia³ek 23 listopada Dosta³em ¿yczenia gwiazdkowe od babci oraz pismo z urzêdu pocztowego, zawiadamiaj¹ce o wy³¹czeniu tele- fonu! Zapomnia³em zajrzeæ do Berta; oboje z Pandor¹ byliœmy zbyt zajêci dopieszczaniem numeru. Jak¿e bym chcia³ dopieszczaæ Pandorê! 2.00 Co ja zrobiê z rachunkiem za telefon? wtorek 24 listopada Nigel w³aœnie odszed³ nad¹sany. Mia³ zastrze¿enia do sposobu, w jaki zredagowa³em jego artyku³. Próbowa- ³em go przekonaæ, ¿e piêæ bitych stron na temat szprych rowerowych to czysta grafomania, ale nie chcia³ mnie s³uchaæ. Wycofuje tekst. Dziêki Bogu! Dwie strony mniej do sk³adu. Jutro „G³os M³odoœci” wchodzi do klas! Muszê koniecznie odwiedziæ Berta. œroda 25 listopada Zostaliœmy zaskoczeni przez nielegalny strajk! Pani Claricoates, sekretarka szkolna, nie chce kiwn¹æ palcem 174
  • 168. w sprawie „G³osu M³odoœci”. Twierdzi, ¿e jej obowi¹zki nie obejmuj¹ zabaw w gazetkê szkoln¹. Zespó³ redakcyjny zaproponowa³, ¿e sam skopiuje egzemplarze gazetki, ale, zdaniem pani Claricoates, tylko ona umie obs³ugiwaæ „to piekielne urz¹dzenie”. Jestem w rozpaczy – szeœæ godzin pracy na marne! czwartek 26 listopada, Œwiêto Dziêkczynienia w USA, nów Ojciec Pandory odbije „G³os M³odoœci” na fotokopiarce w swoim biurze. Nie bardzo chcia³ siê zgodziæ, ale obra¿ona Pandora zamknê³a siê w swoim pokoju i odmawia³a przy- jmowania pokarmów, dopóki nie ust¹pi³. pi¹tek 27 listopada Piêæset egzemplarzy „G³osu M³odoœci” wystawiono dziœ na sprzeda¿ w sto³ówce. Piêæset egzemplarzy zamkniêto pod koniec dnia w szafie ze sprzêtem gimnastycznym. Ani jeden nie zosta³ sprzedany! Ani jeden! Moi koledzy to filistrzy i kretyni! W poniedzia³ek obni¿amy cenê do dwudziestu pen- sów. Zadzwoni³a matka i chcia³a rozmawiaæ z ojcem. Powie- dzia³em, ¿e wyjecha³ na wêdkarski weekend z Towarzyst- wem Zwolnionych Sprzedawców Pieców Akumulacyj- nych. Przyszed³ monit z urzêdu pocztowego, oznajmiaj¹cy, ¿e jeœli ojciec nie zadzwoni do nich przed wpó³ do szóstej, od³¹cz¹ nam telefon. 175
  • 169. sobota 28 listopada Telegram! Do mnie! Z BBC? Nie, od matki: ADRIAN STOP POWRÓT DO DOMU STOP O co jej chodzi? „Stop powrót do domu”? Jak mogê nie wracaæ do domu? Przecie¿ tu mieszkam. Od³¹czyli nam telefon. Zastanawiam siê, czy nie uciec. niedziela 29 listopada, pierwsza adwentu Matka w³aœnie zjawi³a siê bez ¿adnego ostrze¿enia! Przywioz³a ze sob¹ walizki. Rzuci³a siê na kolana przed ojcem, zdaj¹c siê na jego ³askê, ale ojciec po prostu rzuci³ siê na jej cia³o. Taktownie wycofa³em siê do sypialni, gdzie usi³ujê dojœæ do ³adu z uczuciami, jakie wzbudzi³ we mnie jej powrót. Ogólnie nie posiadam siê z radoœci, ale przera¿a mnie fakt, ¿e zaraz zobaczy straszliwy stan naszego domu. Dostanie sza³u, kiedy odkryje, ¿e po¿yczy³em Pandorze jej futro z lisów. poniedzia³ek 30 listopada, œw. Andrzeja Kiedy wychodzi³em do szko³y, ojciec i matka wci¹¿ le¿eli w ³ó¿ku. Sprzeda³em jeden egzemplarz „G³osu M³odoœci” – kupi³ go Barry Kent, który chcia³ poznaæ prawdê o sobie. Wolno czyta, wiêc pewnie bêdzie siê z ni¹ zapoznawa³ do pi¹tku. Zamierzamy obni¿yæ cenê do piêtnastu pensów, ¿eby pobu- dziæ popyt. Trzeba sprzedaæ jeszcze czterysta dziewiêæ- dziesi¹t dziewiêæ egzemplarzy! Rodzice znów poszli do ³ó¿ka, a jest dopiero dziewi¹ta wieczorem! Pies bardzo siê ucieszy³ z powrotu matki. Ca³y dzieñ chodzi uœmiechniêty. 176
  • 170. wtorek 1 grudnia Zadzwoni³em do urzêdu pocztowego, udaj¹c ojca. Mówi³em grubym g³osem i strasznie na³ga³em – oœwiad- czy³em, ¿e ja, George Mole, przez trzy miesi¹ce przeby- wa³em w domu wariatów, a telefon jest mi potrzebny, ¿eby zadzwoniæ do opiekunów-wolontariuszy itp. Baba potrak- towa³a mnie ohydnie, oœwiadczy³a, ¿e ma dosyæ marnych wykrêtów nieodpowiedzialnych osobników, którzy wykrê- caj¹ siê od p³acenia. Powiedzia³a, ¿e ponownie przy³¹cz¹ telefon, kiedy zap³acimy ¤298,19 plus ¤40 za powtórne przy³¹czenie oraz ¤40 kaucji! Trzysta szeœædziesi¹t dziewiêæ funtów! Kiedy rodzice wyjd¹ wreszcie z ³ó¿ka i odkryj¹, ¿e w s³uchawce nie ma sygna³u, bêdê zgubiony! œroda 2 grudnia Ojciec próbowa³ dziœ telefonicznie szukaæ pracy! Dosta³ sza³u! Sprz¹taj¹c mój pokój, matka podnios³a materac i odkry³a „Jurne i Jêdrne” oraz niebieski rachunek za telefon. Siedzia³em na sto³ku w kuchni, a oni poddawali mnie przes³uchaniu i wywrzaskiwali obelgi pod moim adresem. Ojciec oznajmi³, ¿e z chêci¹ „st³uk³by mnie do pó³ œmierci”, ale matka go powstrzyma³a. – Zmusimy sk¹pego pêtaka, ¿eby podj¹³ trochê pie- niêdzy z ksi¹¿eczki mieszkaniowej, to bêdzie dla niego wiêksza kara – powiedzia³a. A wiêc to tak! Ju¿ nigdy nie posi¹dê mieszkania na w³asnoœæ! 177
  • 171. czwartek 3 grudnia Podj¹³em z ksi¹¿eczki mieszkaniowej dwieœcie funtów. Nie kryjê, ¿e mia³em ³zy w oczach. Bêdê odrabia³ straty przez nastêpne czternaœcie lat. pi¹tek 4 grudnia, pierwsza kwadra ksiê¿yca Cierpiê na g³êbok¹ depresjê. To wszystko przez ojca Pandory. Powinien spêdzaæ urlop w Anglii. sobota 5 grudnia Dosta³em od babci list z zapytaniem, dlaczego dot¹d nie przys³a³em jej kartki œwi¹tecznej. niedziela 6 grudnia, druga niedziela adwentu Nadal jestem traktowany jak zbrodniarz. Rodzice nie odzywaj¹ siê do mnie, nie wolno mi te¿ nigdzie wychodziæ. Równie dobrze móg³bym zostaæ m³odocianym przestêpc¹. poniedzia³ek 7 grudnia Ukrad³em ze sklepu pana Cherry’ego breloczek z Kevi- nem Keeganem. Œwietnie siê nada na prezent dla Nigela. wtorek 8 grudnia Niesamowicie siê gryzê tym breloczkiem; dzisiaj w szkole przerabialiœmy etykê i moralnoœæ. 178
  • 172. œroda 9 grudnia Przez ten breloczek nie mogê spaæ ze zgryzoty. Gazety wci¹¿ donosz¹ o staruszkach, wsadzanych do mamra za kradzie¿e w sklepach. Próbowa³em przep³aciæ panu Cherry’emu za baton Mars, ale zawo³a³ mnie i zwróci³ mi resztê. czwartek 10 grudnia Mia³em sen, ¿e stra¿nik wiêzienny zamyka mnie w celi, a wielki ¿elazny klucz jest przyczepiony do breloczka z Kevinem Keeganem. Znowu nam przy³¹czyli ten parszywy, wstrêtny telefon! pi¹tek 11 grudnia, pe³nia Zadzwoni³em do telefonu zaufania i przyzna³em siê do zbrodni. Facet powiedzia³: „No, to go oddaj, ma³y”. Zrobiê to jutro. sobota 12 grudnia Pan Cherry przy³apa³ mnie, kiedy zwraca³em breloczek. Napisa³ list do moich rodziców. W³aœciwie powinienem od razu siê zabiæ. niedziela 13 grudnia, trzecia adwentu Dziêki Bogu, w niedzielê nie roznosz¹ poczty. Rodzice œwietnie siê bawili przy ubieraniu choinki. Z ciê¿kim sercem patrzy³em, jak wieszaj¹ ozdoby. Czytam Zbrodniê i karê. To najprawdziwsza ksi¹¿ka, jak¹ kiedykolwiek mia³em w rêce. 179
  • 173. poniedzia³ek 14 grudnia Wsta³em o 5 rano, ¿eby przy³apaæ listonosza. Mimo m¿awki zabra³em na spacer psa (chcia³ jeszcze spaæ, ale mu nie da³em). Przez ca³¹ drogê stêka³ i jêcza³, wiêc wresz- cie pozwoli³em mu wleŸæ z powrotem do pud³a, w którym ma legowisko. Szkoda, ¿e nie jestem psem; one nie maj¹ moralnoœci ani etyki. Listonosz przyszed³ o wpó³ do ósmej, akurat gdy siedzia- ³em na sedesie. Ale mam pecha! Ojciec odebra³ listy i wetkn¹³ je za zegar. Rzuci³em na nie okiem, kiedy ojciec krztusi³ siê pierwszym porannym pa- pierosem; rzeczywiœcie, by³a wœród nich koperta zaadreso- wana do rodziców niewprawnym pismem pana Cherry’ego! Ojciec i matka migdalili siê trochê, po czym wziêli siê do czytania poczty, nie bacz¹c, ¿e rozmiêkaj¹ im p³atki ry¿owe. Dostali siedem kartek œwi¹tecznych, które rozwie- sili na sznurku przed kominkiem, ja jednak nie mog³em oderwaæ oczu od listu pana Cherry’ego. Wreszcie matka go otworzy³a: – Cholera, George – zawo³a³a – ten palant Cherry przys³a³ nam rachunek za prasê! Zjedli p³atki ry¿owe i na tym siê skoñczy³o. Zmarno- wa³em mnóstwo adrenaliny, martwi¹c siê bez powodu; jak nie bêdê uwa¿a³, nic mi nie zostanie. wtorek 15 grudnia Matka wyzna³a, dlaczego rozsta³a siê z tym gnojkiem Lucasem i wróci³a do ojca. – Bimbo traktowa³ mnie jak obiekt seksualny, Adrianie! Oczekiwa³, ¿e bêdê mu gotowaæ kolacjê, i obcina³ w salonie paznokcie u nóg. Poza tym jestem bardzo przywi¹zana do twego ojca. O mnie nie wspomnia³a ani s³owem. 180
  • 174. œroda 16 grudnia Biorê udzia³ w szkolnej szopce eksperymentalnej. Przedstawienie nosi tytu³ Od ¿³obu do gwiazd. Gram Józefa, a Pandora Mariê. Rolê Jezusa gra najni¿szy pierwszokla- sista. Nazywa siê Peter Brown i bierze leki, ¿eby urosn¹æ. czwartek 17 grudnia Kolejny list z BBC! Drogi Adrianie Mole! Dziêkujê, ¿e przys³a³eœ nam swój najnowszy wiersz. Przepisany na maszynie sta³ siê ca³kowicie zrozumia³y. Jednak¿e, Adrianie, muszê Ci powiedzieæ, ¿e czytelnoœæ to nie wszystko. Nasz dzia³ poezji tonie w powodzi jesiennych wierszy. Tutejsze korytarze s¹ wrêcz przesycone dymem ognisk i trzaskiem p³on¹cych liœci. NieŸle Ci posz³o, ale spróbuj jeszcze raz, zgoda? Z najlepszymi ¿yczeniami John Tydeman „Spróbuj jeszcze raz”? To niemal zamówienie! Odpisa- ³em: Drogi panie Tydeman! Ile dostanê, je¿eli nadacie jeden z moich wierszy przez radio? Kiedy chcecie, ¿ebym go wys³a³? O czym ma byæ? Czy mogê sam go przeczytaæ? Przyœlecie mi zaliczkê na bilet kolejowy? O której godzinie wiersz zostanie nadany? Bo ja o dziesi¹tej muszê ju¿ byæ w ³ó¿ku. Szczerze oddany A. Mole PS ¯yczê Panu niesamowicie weso³ych œwi¹t! 181
  • 175. pi¹tek 18 grudnia Dzisiejsza próba Od ¿³obu do gwiazd zakoñczy³a siê kompletnym fiaskiem. Peter Brown urós³ i nie mieœci siê w ¿³obku, wiêc pan Animba, nauczyciel prac rêcznych, musia³ zrobiæ nowy. Pan Scruton siedzia³ na koñcu sali gimnastycznej i przy- gl¹da³ siê próbie. Kiedy dotarliœmy do miejsca, w którym piêtnujemy trzech króli jako kapitalistyczne œwinie, jego twarz zaczê³a przypominaæ pó³nocn¹ œcianê Eigeru. Zabra³ pannê Elf pod prysznice, ¿eby „spokojnie zamie- niæ kilka s³ów”. Wszyscy s³yszeliœmy, jak wrzeszcza³. Oznajmi³, ¿e ¿yczy sobie obejrzeæ tradycyjn¹ szopkê bo¿o- narodzeniow¹ z lalk¹ w roli Jezuska i trzema królami, ubra- nymi w szlafroki oraz turbany ze œcierek. Zagrozi³, ¿e odwo³a przedstawienie, jeœli Maria, alias Pandora bêdzie nadal symulowaæ w stajence bóle porodowe. To charak- terystyczne dla Scrutona – jest zwyk³¹, prowincjonaln¹, seksualnie zahamowan¹, faszystowsk¹ œwini¹ o ciasnym mó¿d¿ku! Poj¹æ nie mogê, jakim cudem doszed³ do sta- nowiska dyrektora szko³y. Od trzech lat nosi ten sam zie- lony, w³ochaty garnitur. Jak on sobie wyobra¿a zmiany w tej chwili? Spektakl ma siê odbyæ w przysz³y wtorek po po- ³udniu! Matka dosta³a kartkê œwi¹teczn¹ od gnojka Lucasa. Napisa³: „Pauline, mo¿e masz kwit z pralni na mój naj- lepszy bia³y garnitur? U Sketchleya robi¹ mi trudnoœci”. Matka bardzo siê zdenerwowa³a. Ojciec zadzwoni³ do Sheffield i kaza³ Lucasowi natychmiast zerwaæ stosunki z matk¹ pod groŸb¹ ciosu sheffieldzkim ostrzem miêdzy œwiñskie ³opatki. Œwietnie wygl¹da³ podczas tej rozmowy, z papierosem wisz¹cym w k¹ciku warg. Matka sta³a oparta o lodówkê, trzymaj¹c papierosa w rêce; we dwoje trochê przypominali plakat z Humphreyem Bogartem i Lauren Bacall, który wisi u mnie na œcianie. Szkoda, ¿e nie jestem 182
  • 176. synem prawdziwego gangstera, przynajmniej obejrza³bym odrobinê prawdziwego ¿ycia. sobota 19 grudnia Nie mam pieniêdzy na prezenty gwiazdkowe, ale zrobi- ³em spis na wypadek, gdybym znalaz³ na ulicy dziesiêæ funtów. Pandora – du¿y flakon Chanel nr 5 (¤1,50) Matka – minutnik do jajek (75 p) Ojciec – zak³adka do ksi¹¿ek (38 p) Babcia – paczka zmywaków (45 p) Pies – czekoladki dla psów (45 p) Bert – karton woodbine’ów (95 p) Ciocia Susan – pude³ko kremu Nivea (60 p) Szabla – szampon dla psów Bob Martins, ma³e opako- wanie (39 p) Nigel – rodzinne opakowanie czekoladek Maltesers (34 p) Panna Elf – rêkawica kuchenna (rêcznie robiona) niedziela 20 grudnia, czwarta adwentu Urz¹dziliœmy z Pandor¹ prywatn¹ próbê w moim pokoju. Zaimprowizowaliœmy wspania³¹ scenê, w której Maria wraca z poradni planowania rodziny i mówi Józefo- wi, ¿e jest w ci¹¿y. Zagra³em Józefa w stylu Marlona Bran- do w Tramwaju zwanym po¿¹daniem, a Pandora naœlado- wa³a Blanche Dubois; sz³o nam œwietnie, dopóki ojciec nie zacz¹³ narzekaæ na krzyki. Pies mia³ byæ pokornym byd³em, ale nie umia³ dostatecznie d³ugo le¿eæ bez ruchu. Po herbacie matka wspomnia³a od niechcenia, ¿e na jutrzejsze szkolne przedstawienie zamierza w³o¿yæ swoje futro z lisów. O zgrozo! Przera¿ony, natychmiast pobieg³em 183
  • 177. do Pandory, aby odebraæ wylenia³e okrycie, lecz niestety dowiedzia³em siê, ¿e jej matka w³o¿y³a je na œwi¹teczny obiad oraz potañcówkê w poradni ma³¿eñskiej! Pandora oœwiadczy³a, ¿e nie mia³a pojêcia, i¿ tylko po¿yczy³em jej futro, s¹dzi³a, ¿e to dar kochaj¹cego mê¿czyzny! Którego czternastoipó³latka by³oby staæ na podarowanie komuœ futra z lisów? Co ta Pandora sobie wyobra¿a? ¯e jestem milionerem niczym Freddie Laker? Matka Pandory wróci dopiero nad ranem, wiêc bêdê musia³ pójœæ do nich przed szko³¹ i jakoœ przemyciæ futro do plastikowego pokrowca w szafie matki. Nie bêdzie lekko, ale w moim ¿yciu od dawna nic nie jest proste ani ³atwe. Przez wiêkszoœæ czasu czujê siê jak postaæ z rosyjskiej powieœci. poniedzia³ek 21 grudnia Obudzi³em siê spanikowany, by stwierdziæ, ¿e cyfrowy budzik przy ³ó¿ku wskazuje ósm¹ piêædziesi¹t! Czarne œciany pokoju by³y niespotykanie jasne i lœni¹ce, a jedno spojrzenie na zewn¹trz potwierdzi³o moje podejrzenia – ziemiê okrywa³ gruby dywan œniegu. Ubrany w wêdkarskie gumiaki mego ojca dobrn¹³em do domu Pandory, gdzie odkry³em, ¿e w œrodku nie ma ¿ywego ludzkiego ducha. Jednak przez otwór na listy ujrza³em rudego kota Pandory, który z zapa³em tarmosi³ futro z lisów mojej matki. Zacz¹³em g³oœno przeklinaæ, lecz cholerny parszywy bydlak tylko zrobi³ sarkastyczn¹ minê i nadal w³óczy³ futro po przedpokoju. Nie mia³em wyjœcia; wywa¿y³em ramieniem drzwi od pralni, wpad- ³em do holu, wyrwa³em z jego szponów matczyne okry- cie, po czym szybko siê oddali³em (a przynajmniej tak szybko, jak tylko potrafi³em w kaloszach o cztery numery za du¿ych). Aby nie zamarzn¹æ w czasie karko³omnej 184
  • 178. wêdrówki do domu, musia³em za³o¿yæ futro. Na skrzy- ¿owaniu alei Oraczy i zau³ka Z³odziei Owiec niemal stra- ci³em orientacjê; na szczêœcie, brn¹c w kopnym œniegu, ujrza³em wreszcie wy³aniaj¹cy siê z zamieci znajomy widok gara¿y z prefabrykatów przy wjeŸdzie do naszej œlepej uliczki. W stanie ciê¿kiego wych³odzenia i wyczerpania wpad³- em do kuchni, gdzie moja matka piek³a paszteciki, trzyma- j¹c w ustach papieros. – Adrian, do jasnej cholery! – wrzasnê³a. – Co ty robisz w moim futrze z lisów? Nie przejawi³a dobroci ani troski, ani w ogóle ¿adnego macierzyñskiego uczucia, lecz zaczê³a siê miotaæ wokó³ futra, otrzepuj¹c je ze œniegu i dmuchaj¹c na nie suszark¹ do w³osów. Nie zaproponowa³a nawet, ¿e mi zrobi coœ gor¹cego do picia. – Radio poda³o – powiedzia³a – ¿e z powodu œnie¿ycy szko³a jest zamkniêta, wiêc mo¿e byœ wreszcie na coœ siê przyda³ i sprawdzi³, czy ³ó¿ka polowe nie zardzewia³y. Sudgenowie przyje¿d¿aj¹ na œwiêta. Sudgenowie! Krewni mojej matki z Norfolk! Ohyda! Uprawiaj¹ chów wsobny i nawet nie umiej¹ porz¹dnie siê wys³awiaæ! Zadzwoni³em do Pandory, aby wyjaœniæ sprawê futra i ewentualnych zniszczeñ, ale dowiedzia³em siê, ¿e posz³a pojeŸdziæ na nartach na ty³ach spó³dzielczej piekarni. Jej ojciec poprosi³, bym zwolni³ liniê, bo musi pilnie zadzwo- niæ na policjê, gdy¿ w³aœnie wróci³ do domu i odkry³ œlady w³amania. Oœwiadczy³, ¿e dom wygl¹da jak pobojowisko (to pewnie kot, ja stara³em siê byæ bardzo ostro¿ny), ale na szczêœcie zginê³o tylko stare futro z lisów, którym Pandora wyœcieli³a koszyk kota. Sorry, Pandoro, ale to ostatnia kropla, która przela³a czarê goryczy! ZnajdŸ sobie innego Józefa! Nie poka¿ê siê 185
  • 179. na scenie z dziewczyn¹, która przedk³ada wygodê kota nad rozterki swojego ch³opaka! wtorek 22 grudnia Dziœ rano szko³a by³a zamkniêta, bo nauczycielom nie uda³o siê dotrzeæ na lekcje z powodu œniegu. Bêd¹ mieli nauczkê, ¿eby nie mieszkaæ w starych m³ynach i wiatrakach gdzieœ na g³uchej wsi! Tylko panna Elf, która mieszka w miejskim segmencie razem z osob¹, pochodz¹c¹ z Karai- bów, dzielnie siê stawi³a, aby przygotowaæ popo³udniowy koncert szkolny. Postanowi³em przebaczyæ Pandorze incydent z futrem w kocim koszyku, kiedy zwróci³a mi uwagê, ¿e kot wkrótce zostanie matk¹. Szkolne przedstawienie nie odnios³o sukcesu. Gra na dzwonkach w wykonaniu klasy 1G trwa³a za d³ugo, a¿ ojciec zacz¹³ wo³aæ: – Dzwony! Dzwony! – a matka wy- buchnê³a œmiechem, œci¹gaj¹c na siebie groŸny wzrok pana Scrutona. Szkolna orkiestra to by³a katastrofa! – Kiedy przestan¹ stroiæ instrumenty i zaczn¹ graæ? – zapyta³a matka. Odpar³em, ¿e w³aœnie zagrali koncert Mo- zarta na róg angielski, co wzbudzi³o g³oœny i niegrzeczny œmiech moich rodziców oraz rodziców Pandory, kiedy zaœ na scenê wesz³a Alice Bernard z 3C, ubrana w baletow¹ spódniczkê – wa¿y 75 kilo – i wykona³a taniec umiera- j¹cego ³abêdzia, myœla³em, ¿e matka pêknie z uciechy. Co prawda matka Alice Bernard zaczê³a klaskaæ, ale nie- wiele osób posz³o w jej œlady. Klasa g³upków wsta³a i zaœpiewa³a kilka nudnych kolêd, przy czym Barry Kent œpiewa³ do nich nieprzyzwoite s³owa (wiem, po patrzy³em na jego wargi). Nastêpnie wykonawcy usiedli na scenie po turecku, a przem¹drza³y Henderson z 5K zagra³ na tr¹bce, drumli, fortepianie oraz na gitarze. 186
  • 180. Cholerny lizus dosta³ ogromne brawa, a wychodz¹c do kolejnych uk³onów, wygl¹da³ na niesamowicie zadowo- lonego z siebie. Wreszcie nast¹pi³a przerwa, czyli pora, bym przebra³ siê w kostium Józefa, z³o¿ony z wranglerów i bia³ego pod- koszulka. Napiêcie w garderobach wrêcz iskrzy³o. Sta³em za kulis¹ (to okreœlenie teatralne – oznacza bok sceny), patrz¹c, jak publicznoœæ wraca na miejsca. W g³oœnikach zagrzmia³a muzyka z Bliskich spotkañ i kurtyna podnios³a siê, ukazuj¹c abstrakcyjn¹ stajenkê. Zd¹¿y³em jeszcze szepn¹æ do Pandory: – Z³am nogê, kochanie – gdy panna Elf wypchnê³a nas w œwiat³a rampy. Da³em genialny wystêp! Naprawdê wcieli³em siê w Józe- fa. Pandora wypad³a gorzej, wci¹¿ zapomina³a, ¿e powinna spogl¹daæ czule na Jezuska/Petera Browna. Trzej królo- wie/punkowie za bardzo ha³asowali ¿elastwem, co zag³u- szy³o moj¹ wypowiedŸ o sytuacji na Bliskim Wschodzie, anio³y zaœ reprezentuj¹ce pani¹ Thatcher wzbudzi³y tak g³oœne syki widzów, ¿e ich chóralne potêpienie bezrobocia sta³o siê niemal niedos³yszalne. Mimo to, ogólnie rzecz bior¹c, publicznoœæ przyjê³a nasz wystêp ¿yczliwie. Pan Scruton wsta³ i wyg³osi³ ob³udne przemówienie na temat „odwa¿nego eksperymentu” oraz „inscenizacyjnych wysi³ków niezmordowanej panny Elf”, a potem wszyscy zaœpiewaliœmy ¯yczymy wam weso³ych œwi¹t! W drodze do domu ojciec powiedzia³: – To najœmieszniejsza szopka bo¿onarodzeniowa, jak¹ w ¿yciu widzia³em. Czyj to by³ pomys³, ¿eby zamieniæ j¹ w komediê? Nie odpowiedzia³em. To przecie¿ nie by³a komedia! 187
  • 181. œroda 23 grudnia 9.00 Zosta³y tylko dwa dni do œwi¹t Bo¿ego Narodzenia, a ja wci¹¿ jestem bez grosza. Zrobi³em dla panny Elf rêkawicê kuchenn¹ z B³êkitnym Piotrusiem, ale ¿eby wrêczyæ j¹ w porê, bêdê musia³ udaæ siê do getta, ryzykuj¹c, ¿e mnie napadn¹. Pozostaje mi chodzenie po kolêdzie – nie ma innego sposobu, ¿ebym zdoby³ trochê grosza. 22.00 W³aœnie wróci³em z kolêdowania. Przedmieœcia to by³a strata czasu, wszêdzie ludzie krzyczeli: – PrzyjdŸcie w œwiêta! – nie otwieraj¹c nawet drzwi. Najwdziêczniejsz¹ publicznoœci¹ okazali siê pijacy, wytaczaj¹cy siê z gos- pody Pod Czarnym Bykiem – niektórzy wrêcz ³kali, s³ucha- j¹c mego solowego wykonania Cichej nocy. Rzeczywiœcie, wygl¹da³em naprawdê wzruszaj¹co, stoj¹c na mrozie z m³odziutk¹ twarzyczk¹ uniesion¹ ku niebu, nie zwracaj¹c uwagi na pijackie brewerie wokó³ mnie. Zarobi³em ¤3,13 1/2 oraz irlandzk¹ dziesiêciopensówkê i kapsel od guinnessa. Jutro znów idê. W³o¿ê mundurek szkolny, z pewnoœci¹ dziêki temu dadz¹ mi wiêcej. czwartek 24 grudnia Zanios³em Bertowi woodbine’y do domu opieki. Jest bardzo ura¿ony, ¿e nie odwiedza³em go tak d³ugo, mówi, ¿e nie ma ochoty spêdziæ œwi¹t w towarzystwie kupy z³oœli- wych staruch. Oboje z Queenie siej¹ zgorszenie – s¹ niefor- malnie zarêczeni, a ich imiona widniej¹ na jednej popiel- niczce. Zaprosi³em oboje na obiad w pierwszy dzieñ œwi¹t. Matka jeszcze o tym nie wie, ale na pewno siê zgodzi, 188
  • 182. mamy ogromnego indyka. Zaœpiewa³em staruszkom kilka kolêd i naci¹gn¹³em je na dwa funty jedenaœcie pensów, wiêc mog³em pójœæ do Woolwortha, ¿eby kupiæ perfumy Chanel dla Pandory. Niestety, nie prowadz¹ tej marki. Zamiast tego kupi³em jej dezodorant. Dom a¿ lœni od niesamowitej czystoœci, w powietrzu unosi siê czarodziejski zapach gotowania i mandarynek satsuma. Szuka³em swoich prezentów, ale nie znalaz³em ich tam, gdzie zazwyczaj. Chcia³bym dostaæ rower wyœcigowy, nic innego mnie nie zadowoli. Pora, ¿ebym zyska³ niezale¿- noœæ komunikacyjn¹. 23.00 W³aœnie wróci³em spod Czarnego Byka. By³a ze mn¹ Pandora, mieliœmy na sobie szkolne mundurki, zapewne przypominaliœmy pijakom ich dzieci. Musieli odczuwaæ wyrzuty sumienia, bo szarpnêli siê na dwanaœcie piêæ- dziesi¹t siedem! Dziêki temu w drugi dzieñ œwi¹t pójdzie- my na tradycyjn¹ pantomimê gwiazdkow¹ i ka¿de dostanie du¿¹ czekoladê Cadbury’s Dairy Milk! pi¹tek 25 grudnia, Bo¿e Narodzenie Wsta³em o pi¹tej, ¿eby siê przejechaæ na nowym wyœcigowym rowerze. Ojciec zap³aci³ za niego kart¹ Ame- rican Express. Nie zajecha³em daleko z powodu zasp, ale to bez znaczenia. Po prostu lubiê na niego patrzeæ. Na kar- teczce przywi¹zanej do kierownicy ojciec napisa³: „Tym razem nie zostaw go na deszczu”. Zupe³nie, jakbym by³ zdolny zrobiæ coœ takiego! Rodzice maj¹ ostrego kaca, wiêc zanios³em im œniadanie do ³ó¿ka i przy okazji wrêczy³em prezenty. Na widok minutnika do jajek matka nie posiada³a siê z radoœci, równie¿ ojciec zachwyci³ siê zak³adk¹, w³aœciwie wszystko 189
  • 183. sz³o œwietnie a¿ do chwili, kiedy od niechcenia wspomnia- ³em, ¿e zaprosi³em Berta oraz Queenie, wiêc by³oby dobrze, gdyby ojciec wreszcie siê podniós³ i pojecha³ po nich samochodem. Awantura trwa³a a¿ do przyjazdu tych parszywych Sudgenów. Wszyscy Sudgenowie – babcia, dziadek, wujek Dennis, jego ¿ona Marcia oraz ich syn Maurice – wygl¹daj¹ dok³adnie tak samo, jakby przez ca³e ¿ycie codziennie chodzili na jakiœ pogrzeb. Wrêcz trudno daæ wiarê, ¿e matka jest z nimi spokrewniona. Odmówili drinków, ale napili siê herbaty, podczas gdy matka rozmra¿a³a w wannie indyka. Pomog³em ojcu wynieœæ Queenie (dziewiêædziesi¹t piêæ kilo) i Berta (osiemdziesi¹t osiem kilo) z samochodu. Queenie nale¿y do owych ha³aœliwych staruszek, które farbuj¹ w³osy i usi³uj¹ prezentowaæ siê m³odziej. Bert jest w niej zakochany. Powiedzia³ mi o tym, gdy pomaga³em mu w toalecie. O wpó³ do pierwszej zjawi³y siê babcia Mole oraz ciocia Susan i zaczê³y udawaæ, ¿e lubi¹ Sudgenów. Ciocia Susan opowiedzia³a kilka dykteryjek z ¿ycia wiê- ziennego, ale nikt siê nie œmia³, tylko ja, ojciec, Bert oraz Queenie. Poszed³em do ³azienki, gdzie zasta³em zalan¹ ³zami matkê, która oblewa³a indyka gor¹c¹ wod¹. – To cholerne bydlê nie chce siê rozmroziæ. Co ja zrobiê, Adrianie? – Zwyczajnie wsadŸ go do piecyka – doradzi³em. Co te¿ uczyni³a. Do œwi¹tecznego obiadu zasiedliœmy z czterogodzinnym opóŸnieniem. Ojciec by³ zbyt pijany, by cokolwiek zjeœæ. Sudgenom spodoba³o siê przemówienie królowej, ale nic poza tym. Babcia Sudgenowa podarowa³a mi ksi¹¿kê zaty- tu³owan¹ Opowieœci biblijne dla ch³opców. Nie mog³em jej przecie¿ powiedzieæ, ¿e straci³em wiarê, wiêc podziêkowa- 190
  • 184. ³em i uœmiecha³em siê nieszczerze tak d³ugo, a¿ rozbola³a mnie twarz. O dziesi¹tej wieczorem Sudgenowie wreszcie oddalili siê na swoje ³ó¿ka polowe. Bert i Queenie usiedli do kart z moimi rodzicami, a ja zaj¹³em siê czyszczeniem roweru. Œwietnie siê bawiliœmy, stroj¹c sobie ¿arty z Sudgenów. Potem ojciec odwióz³ Berta i Queenie do domu, ja zaœ zadzwoni³em do Pandory, by jej wyznaæ, ¿e kocham j¹ nad ¿ycie. Jutro jadê do niej, ¿eby wrêczyæ jej dezodorant i zabraæ j¹ na pantomimê. sobota 26 grudnia, œwiêto pañstwowe w Zjednoczonym Królestwie i Rep. Irlandii (mo¿na przyznaæ w zastêpstwie dzieñ wolny), nów ksiê¿yca Sudgenowie od siódmej rano rozsiedli siê w odœwiêt- nych strojach, staraj¹c siê wygl¹daæ na szacownych oby- wateli, wiêc poszed³em przejechaæ siê na rowerze. Kiedy wróci³em, matka nadal le¿a³a w ³ó¿ku, a ojciec k³óci³ siê z dziadkiem Sudgenem o naszego psa, tote¿ znowu uda³em siê na przeja¿d¿kê. Wpad³em do babci Mole, zjad³em cztery paszteciki, po czym wróci³em do domu – na dwupasmówce uda³o mi siê wyci¹gn¹æ 45km/h, by³o niesamowicie fajnie! W³o¿y³em now¹ zamszow¹ marynarkê oraz sztruksowe spodnie (nabyte dziêki karcie Barclay ojca) i poszed³em po Pandorê, która podarowa³a mi wodê po goleniu. Chwila zaiste by³a podnios³a – oznacza³a dla mnie Koniec Dzieciñstwa. Na pantomimie bawiliœmy siê nieŸle, choæ na nasz gust spektakl by³ zbyt dziecinny. Bill Ash i Carole Hayman wypadli bardzo dobrze jako Aladyn i Ksiê¿niczka, ale najlepsi byli rozbójnicy, grani przez Jeffa Teare’a oraz 191
  • 185. Iana Gilesa. Zrywaliœmy boki widz¹c Sue Pomeroy w roli wdowy Twankey, wydatnie wspomaganej przez krowê, czyli przez Chrisa Martina i Lou Wakefielda. niedziela 27 grudnia, pierwsza po Bo¿ym Narodzeniu Dziêki Bogu, Sudgenowie wrócili do Norfolk! W domu zapanowa³ zwyk³y ba³agan. Wczoraj wieczo- rem rodzice poszli do ³ó¿ka z butelk¹ wódki i dwoma kieliszkami. Od tamtej pory ich nie widzia³em. Pojecha³em na rowerze do Melton Mowbray, pokona³em trasê w piêæ godzin. poniedzia³ek 28 grudnia Podpad³em, bo wczoraj zostawi³em rower na dworze. Rodzice nie odzywaj¹ siê do mnie. Nic mnie to nie obchodzi; w³aœnie siê ogoli³em i czujê siê jak urzeczony. wtorek 29 grudnia Ojciec wpad³ w z³y humor, gdy¿ do picia zosta³a tylko butelka sherry V.P. Poszed³ do rodziców Pandory, ¿eby po¿yczyæ jakiœ alkohol. Pies przewróci³ choinkê i teraz w futrzaku tkwi pe³no igie³. Skoñczy³em czytaæ wszystkie ksi¹¿ki, jakie dosta³em na Gwiazdkê, a biblioteka nadal jest zamkniêta. Muszê siê zni¿aæ do lektury ojcowskiego „Reader’s Digest”, mogê te¿ sprawdziæ swój zasób s³ów. 192
  • 186. œroda 30 grudnia Wszystkie balony zwiotcza³y; wygl¹daj¹ jak piersi starych kobiet, pokazywane w telewizyjnych filmach doku- mentalnych o Trzecim Œwiecie. czwartek 31 grudnia Ostatni dzieñ roku! Wiele siê wydarzy³o. Zakocha³em siê, by³em dzieckiem samotnego rodzica, intelektualist¹, otrzyma³em te¿ dwa listy z BBC. NieŸle, jak na czternasto- itrzyczwartelatka! Rodzice poszli na bal noworoczny do Grand Hotelu. Matka w³o¿y³a prawdziw¹ sukniê! Od roku nie pokazywa³a publicznie nóg. Pandora i ja witaliœmy razem Nowy Rok. Spêdziliœmy kilka niesamowicie namiêtnych godzin przy wtórze Andy Stewarta oraz dudziarza. O pierwszej w nocy drzwi frontowe otworzy³y siê z hu- kiem, ukazuj¹c ojca z bry³¹ wêgla w d³oni. By³ pijany jak zwykle. Matka zaczê³a siê rozwodziæ, jakim jestem cudownym synem i jak bardzo mnie kocha. Szkoda, ¿e nigdy nie mówi takich rzeczy, kiedy jest trzeŸwa. 193
  • 187. zima
  • 188. pi¹tek 1 stycznia, œwiêto pañstwowe w Zjednoczonym Królestwie, Rep. Irlandii, USA oraz Kanadzie Oto moje postanowienia noworoczne: 1. Bêdê wierny Pandorze. 2. Bêdê zabiera³ rower na noc do domu. 3. Nie bêdê czyta³ niegodnych ksi¹¿ek. 4. Bêdê siê pilnie uczy³ do egzaminów i dostanê same pi¹tki. 5. Postaram siê lepiej traktowaæ psa. 6. Spróbujê znaleŸæ w sobie si³ê, by przebaczyæ Bar- ry’emu Kentowi jego liczne grzechy. 7. Bêdê my³ po sobie wannê. 8. Przestanê siê martwiæ rozmiarem swojego ma³ego. 9. Niezawodnie bêdê wykonywa³ wieczorne æwiczenia rozci¹gaj¹ce plecy. 10. Codziennie nauczê siê jakiegoœ nowego wyrazu i bêdê go u¿ywa³. sobota 2 stycznia, œwiêto pañstwowe w Szkocji (mo¿na przyznaæ w zastêpstwie dzieñ wolny) Jakie to ciekawe, ¿e aabek to kora australijskiego drzewa, wywo³uj¹ca poty. 197
  • 189. niedziela 3 stycznia Nie mia³bym nic przeciwko temu, ¿eby wyjechaæ do Afryki, by zapolowaæ na aardvarka, czyli mrównika. poniedzia³ek 4 stycznia Bêd¹c w Afryce, ruszy³bym na po³udnie, wypatruj¹c protela, hieny zwanej aardwilkiem. wtorek 5 stycznia Lecz unika³bym sêpa, zwanego aasvoglem. œroda 6 stycznia, œwiêto Objawienia Pañskiego (Trzech Króli) Wci¹¿ œni¹ mi siê koszmary o bombie. Mam nadziejê, ¿e jej nie zrzuc¹, zanim zdam ma³¹ maturê w sierpniu 1983 roku. Nie chcia³bym umrzeæ jako prawiczek bez kwalifi- kacji. czwartek 7 stycznia Wpad³ Nigel, ¿eby obejrzeæ mój rower wyœcigowy. Orzek³, ¿e to masowa produkcja, inaczej ni¿ jego rower, „rêcznie robiony u fachowca w Nottingham”. Zrazi³em siê do Nigela, ale zrazi³em siê tak¿e do roweru. pi¹tek 8 stycznia Dosta³em zaproszenie na œlub Berta i Queenie, pobieraj¹ siê 16 stycznia w Urzêdzie Stanu Cywilnego na Pocklington Street. 198
  • 190. Moim zdaniem to strata czasu. Bert ma prawie dziewiêæ- dziesi¹t lat, Queenie dobiega osiemdziesi¹tki. Kupienie prezentu œlubnego odk³adam do ostatniej chwili. Znowu pada œnieg. Poprosi³em matkê, by kupi³a mi zielone kalosze, takie jakie ma królowa, ale przynios³a mi czarne, niesamowicie pospolite. Potrzebujê ich tylko po to, by odprowadzaæ Pandorê do naszej furtki. Zamierzam pozostaæ w domu do roztopów – inaczej ni¿ wiêkszoœæ m³o- dzieñców w moim wieku nie lubiê baraszkowaæ na œniegu. sobota 9 stycznia, pe³nia Nigel mówi, ¿e dziœ w nocy nadejdzie koniec œwiata. Powiada, ¿e nast¹pi ca³kowite zejœcie ksiê¿yca (powinien czytaæ „Reader’s Digest” i zwiêkszyæ zasób s³ów). Rzeczy- wiœcie, trochê siê œciemni³o, ale potem ksiê¿yc odzyska³ si³y i ¿ycie potoczy³o siê jak przedtem, z wyj¹tkiem miasta York, którego centrum pad³o ofiar¹ powodzi. niedziela 10 stycznia Nie pojmujê, dlaczego ojciec, który ma czterdzieœci jeden lat, wygl¹da tak staro w porównaniu z prezydentem Reaganem, który ma lat siedemdziesi¹t. Ojciec nie ma pracy ani ¿adnych zmartwieñ, a mimo to jest strasznie mizerny, tymczasem biedny Reagan zawsze jest uœmiech- niêty i pogodny, chocia¿ dŸwiga na swych barkach bezpie- czeñstwo ca³ego œwiata. To nielogiczne. poniedzia³ek 11 stycznia Przegl¹daj¹c zesz³oroczny dziennik zauwa¿y³em, ¿e Malcolm Muggeridge nigdy nie odpowiedzia³ na moje zapy- tanie, co robiæ, kiedy siê jest intelektualist¹. Pierwszorzêdny 199
  • 191. znaczek zmarnowany! Powinienem by³ napisaæ do Muzeum Brytyjskiego, gdzie intelektualiœci lubi¹ przesiadywaæ. wtorek 12 stycznia Poszliœmy dziœ z Pandor¹ do klubu m³odzie¿owego. By³o doœæ fajnie. Rick Lemon prowadzi³ dyskusjê o seksie. Nikt nie chcia³ zabraæ g³osu, ale Rick pokazywa³ ciekawe przezrocza przedstawiaj¹ce przeciête na pó³ macice. œroda 13 stycznia Rodzice Pandory straszliwie siê pok³ócili. Œpi¹ w od- dzielnych sypialniach. Matka Pandory wst¹pi³a do socjal- demokratów, ojciec pozostaje wierny Partii Pracy. Pandora jest libera³k¹, wiêc dogaduje siê z obojgiem. czwartek 14 stycznia Ojciec Pandory ujawni³ siê jako zwolennik skrajnego socjalisty Tony’ego Benna. Pandora zachowuje siê lojalnie, ale jej ojciec bêdzie skoñczony, jeœli spó³dzielnia mleczar- ska siê o tym dowie. pi¹tek 15 stycznia Dziêki Bogu, œnieg topnieje! Nareszcie mogê bezpiecz- nie chodziæ ulicami, maj¹c pewnoœæ, ¿e nikt nie wepchnie mi œnie¿ki za ko³nierz kurtki. sobota 16 stycznia, ksiê¿yc w ostatniej kwadrze Bert siê dzisiaj o¿eni³. S³oneczny Dom Spokojnej Staroœci im. radnego Coo- pera wynaj¹³ autokar, ¿eby zawieŸæ na œlub wszystkie staruszki, które utworzy³y szpaler z chodzików. 200
  • 192. Bert wygl¹da³ superzasto; spieniê¿y³ polisê na ¿ycie i przeznaczy³ gotówkê na nowy garnitur. Queenie mia³a kapelusz zrobiony z kwiatów oraz owoców, a twarz posma- rowa³a grub¹ warstw¹ makija¿u, ¿eby ukryæ zmarszczki. Nawet Szabla mia³ na szyi czerwon¹ kokardê. Uwa¿am, ¿e Królewskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzêtami post¹- pi³o bardzo ³adnie, zwalniaj¹c Szablê na œlub jego pana. Obaj ojcowie, mój i Pandory, wnieœli Berta z wózkiem do urzêdu jako kawalera, a nastêpnie wynieœli jako cz³o- wieka ¿onatego. Staruszki obrzuci³y m³od¹ parê ry¿em i konfetti, podczas gdy matki, moja i Pandory, wyca³owa³y Queenie i obdarowa³y j¹ podkow¹ na szczêœcie. Reporter i fotograf z gazety kazali wszystkim pozowaæ do fotografii. Zapytali, jak siê nazywam, ale odpar³em, ¿e nie ¿yczê sobie ¿adnego rozg³osu z tytu³u dobroci, jak¹ okaza³em Bertowi. Przyjêcie odby³o siê w domu opieki; kierowniczka zro- bi³a nawet tort weselny z literami „B” i „Q” u³o¿onymi z ¿elek. W poniedzia³ek, po miesi¹cu miodowym w domu opieki, Bert i Queenie przeprowadzaj¹ siê do parterowego domku. Miesi¹c miodowy! Ha! Ha! Ha! niedziela 17 stycznia Przyœni³ mi siê ch³opiec taki jak ja, zbieraj¹cy kamyki w deszczu. To by³ niesamowicie dziwny sen. Czytam Czarnego ksiêcia Iris Murdoch. Rozumiem jeden wyraz na dziesiêæ. Mam tak¹ ambicjê, ¿eby kiedyœ naprawdê dobrze siê bawiæ podczas lektury którejœ z jej ksi¹¿ek. Wtedy zyskam pewnoœæ, ¿e wyrastam ponad stado prostaków. 201
  • 193. poniedzia³ek 18 stycznia Szko³a. Pierwszy dzieñ semestru. Mnóstwo materia³u do przygotowania na ma³¹ maturê. Nigdy sobie z tym nie poradzê. Co prawda jestem intelektualist¹, lecz równoczeœ- nie nie grzeszê inteligencj¹. wtorek 19 stycznia W teczce na ksi¹¿ki i sportowej torbie przydŸwiga³em do domu czterysta osiemdziesi¹t trzy egzemplarze „G³osu M³odoœci”. Pan Jones potrzebuje szafki na sprzêt sportowy. œroda 20 stycznia Dwie i pó³ godziny odrabiania lekcji! Za³amiê siê pod nawa³em pracy. czwartek 21 stycznia Boli mnie mózg! W³aœnie musia³em przet³umaczyæ na angielski dwie strony Makbeta. pi¹tek 22 stycznia Moim przeznaczeniem jest praca fizyczna. Nie jestem w stanie dzia³aæ pod tak¹ presj¹. Panna Elf twierdzi, ¿e moje wypracowania s¹ zadowalaj¹ce, ale to nie wystarczy – Pandora za wszystko, co robi, dostaje oceny celuj¹ce, wypisane czerwonym o³ówkiem. sobota 23 stycznia Le¿a³em w ³ó¿ku do wpó³ do szóstej wieczorem, by zyskaæ pewnoœæ, ¿e ominie mnie jazda do Sainsbury’ego. 202
  • 194. Wys³ucha³em w Radiu Four audycji o nieszczêœliwej rodzi- nie. Zadzwoni³em do Pandory. Odrobi³em geografiê. Pod- ra¿ni³em siê z psem. Zasn¹³em. Obudzi³em siê. Martwi³em siê przez dziesiêæ minut. Wsta³em. Zrobi³em sobie kakao. Mam nerwy w strzêpach. niedziela 24 stycznia, trzecia po Objawieniu Pañskim Matka obwinia Iris Murdoch o mój stan nerwowy. Twier- dzi, ¿e ktoœ, kto siê uczy do ma³ej matury, nie powinien czytaæ ksi¹¿ek o mêkach dorastania. poniedzia³ek 25 stycznia Nie by³em w stanie odrobiæ matematyki. Zadzwoni³em do telefonu zaufania. Mi³y pan, który odebra³ telefon, powiedzia³, ¿e odpowiedŸ brzmi dziewiêæ ósmych. Okaza³ niesamowit¹ dobroæ cz³owiekowi pogr¹¿onemu w rozpa- czy. wtorek 26 stycznia Ten g³upi telefon zaufania pomyli³ siê w odpowiedzi! Wynik wynosi tylko siedem pi¹tych! Dosta³em zaledwie szeœæ punktów na dwadzieœcia mo¿liwych. Pandora odpo- wiedzia³a poprawnie na wszystkie pytania. Krótko mówi¹c, dosta³a sto procent. œroda 27 stycznia Matka urz¹dzi³a w naszej bawialni zebranie o prawach kobiet. Nie mogê porz¹dnie skupiæ siê na lekcjach, bo jakieœ baby bez przerwy œmiej¹ siê, krzycz¹ i tupi¹ na schodach. W niczym nie przypominaj¹ dam. 203
  • 195. czwartek 28 stycznia Z historii dosta³em piêtnaœcie punktów na dwadzieœcia mo¿liwych. Pandora dosta³a dwadzieœcia jeden; dali jej dodatkowy punkt za to, ¿e wiedzia³a, jak mia³ na imiê ojciec Hitlera. pi¹tek 29 stycznia Wróci³em wczeœniej ze szko³y z powodu ostrej migreny (opuœci³em test z religii porównawczej). Przy³apa³em ojca, jak ogl¹da³ Domowe przedszkole i udawa³ ¿o³¹dŸ, z której wyrasta d¹b. sobota 30 stycznia Migrena. Jestem zbyt chory, by pisaæ. niedziela 31 stycznia, czwarta po Objawieniu Pañskim Przysz³a Pandora. Przepisa³em od niej lekcje. Poczu³em siê lepiej. poniedzia³ek 1 lutego, ksiê¿yc w pierwszej kwadrze Matka postawi³a ojcu ultimatum – albo znajdzie jak¹œ pracê, albo zajmie siê domem, albo niech sobie idzie. Ojciec szuka pracy. wtorek 2 lutego, Matki Boskiej Gromnicznej (w Szkocji dzieñ wnoszenia op³at dzier¿awnych) Zjawi³a siê babcia Mole, ¿eby mi powiedzieæ, i¿ w koœ- ciele spirytualistów, do którego uczêszcza, w zesz³ym 204
  • 196. tygodniu og³oszono koniec œwiata. Oœwiadczy³a, ¿e wszyst- ko powinno by³o skoñczyæ siê wczoraj. Przysz³aby wczeœniej, ale pra³a zas³ony. œroda 3 lutego Ojcu odebrano karty kredytowe! Barclay, Nat West i American Express maj¹ dosyæ jego lekkomyœlnych wydat- ków. Koniec z nami – w szufladzie na skarpetki zosta³o tylko kilka funtów odprawy. Matka szuka pracy. Mam uczucie déjï vu. czwartek 4 lutego Poszed³em odwiedziæ Berta i Queenie. W ich domku jest tak wiele drobiazgów, ¿e nie ma wrêcz gdzie siê ruszyæ. Szabla, machaj¹c ogonem, za ka¿dym razem zrzuca co najmniej dziesiêæ przedmiotów. Nowo¿eñcy wygl¹daj¹ na szczêœliwych, chocia¿ ich ¿ycie p³ciowe musi byæ dosyæ mizerne. pi¹tek 5 lutego Mam napisaæ wypracowanie na temat przyczyn II wojny œwiatowej. Co za strata czasu! Wszyscy wiedz¹, jakie by³y jej przyczyny! Zdjêcia Hitlera spotykam na ka¿dym kroku. sobota 6 lutego Skoñczy³em wypracowanie – przepisa³em je z Encyklo- pedii Peara. Matka posz³a na kobiecy kurs samoobrony; kiedy ojciec zacznie narzekaæ, ¿e grzanki znów s¹ przypalone, bêdzie mog³a mu wymierzyæ cios karate w tchawicê. 205
  • 197. niedziela 7 lutego, siedemdziesi¹tnica Ca³y dzieñ nudzi³em siê jak mops. W niedzielê rodzice nic nie robi¹, tylko czytaj¹ niedzielne gazety. Inne rodziny je¿d¿¹ na wycieczki do parków safari itp. Ale nie my. Kiedy zostanê rodzicem, w weekendy bêdê dostarcza³ swoim dzieciom stymuluj¹cych bodŸców. poniedzia³ek 8 lutego, pe³nia Matka znalaz³a pracê. Wybiera pieni¹dze z automatów do gry w Space Invaders. Zaczê³a od dzisiaj, odpowiadaj¹c na pilny telefon z urzêdu pracy, w którym jest zarejestro- wana. Mówi, ¿e najbardziej przepe³nione maszyny stoj¹ w pod- rzêdnych kafejkach oraz w klubach dla wyk³adowców uniwersyteckich. Uwa¿am, ¿e matka zdradzi³a zasady. Dogadza obsesjom s³abych umys³ów. wtorek 9 lutego Matka zrezygnowa³a z posady. Mówi, ¿e w pracy jest napastowana seksualnie, a poza tym ma uczulenie na dziesiêciopensówki. œroda 10 lutego Ojciec zamierza otworzyæ w³asn¹ firmê i produkowaæ pó³eczki na zio³a. Wyda³ resztkê odprawy na klej oraz sosnowe deseczki, nasz pokój goœcinny zamieni³ siê w war- sztat. W ca³ym domu jest pe³no trocin. Jestem bardzo dumny ze swego ojca. Jest teraz dyrek- torem przedsiêbiorstwa, a ja jestem synem dyrektora! 206
  • 198. czwartek 11 lutego Po szkole dostarczyliœmy pani Singh potê¿n¹ pó³kê. Trzeba by³o dwóch osób, ¿eby j¹ zanieœæ i powiesiæ nad kuchennym sto³em. Pani Singh poczêstowa³a nas wstrêtn¹ indyjsk¹ herbat¹, po czym zap³aci³a ojcu i zaczê³a zape³niaæ pó³eczkê egzotycznymi indyjskimi przyprawami. Wygl¹- da³y znacznie ciekawiej ni¿ nudna pietruszka i tymianek mojej matki. Dla uczczenia pierwszej sprzeda¿y ojciec kupi³ butelkê szampana! Nie ma ¿adnego szacunku dla inwestycji kapita- ³owych. pi¹tek 12 lutego Pandora pojecha³a z ojcem do Londynu, ¿eby wys³uchaæ przemówienia Tony’ego Benna. Matka Pandory uda³a siê na wiec socjaldemokratów do Loughborough. Smutny to dzieñ, gdy rodziny rozpadaj¹ siê przez politykê. Nie jestem pewien, jak bêdê g³osowa³. S¹ dni, gdy myœlê, ¿e pani Thatcher jest ca³kiem mi³a, lecz gdy nazajutrz widzê j¹ w telewizji, sztywniejê ze strachu. Ma oczy psychotycz- nego mordercy, natomiast g³os osoby ³agodnej. To myl¹ce. sobota 13 lutego Pandora zadurzy³a siê w Tonym Bennie tak samo, jak kiedyœ w Adamie Ancie. Uwa¿a, ¿e starsi mê¿czyŸni s¹ podniecaj¹cy. Usi³ujê zapuœciæ w¹sy. Jutro walentynki – dzisiaj przy- sz³a wielka kartka, na kopercie by³ stempel Sheffield. 207
  • 199. niedziela 14 lutego, szeœædziesi¹tnica, œw. Walentego Wreszcie dosta³em ¿yczenia od kogoœ, kto nie jest moim krewnym! Kartka od Pandory by³a urocza, z prostymi s³owami mi³oœci: Adrianie, tylko Ty jeden. Ja da³em Pandorze pseudowiktoriañsk¹ kartkê, na której napisa³em: Moja dziewczyna, Podkolanówki i w³osy jak miód, Ca³ym sob¹ s¹dzê, ¿e to istny cud. Wdziêki Twej postaci s¹ wrêcz niedoœcig³e, Ja jestem Roy Rogers, a Ty jego Trigger. Nie ca³kiem trzyma rytm, ale siê œpieszy³em. Pandora nie zrozumia³a literackiej aluzji do Roy Rogersa, wiêc po¿y- czy³em jej rocznik starych komiksów ojca. Ojciec wyrzuci³ kartkê z Sheffield do kosza na œmieci. Gdy poszed³ do pubu, matka j¹ wyjê³a. W œrodku widnia³ odrêczny tekst: Pauline, jestem udrêczony. Matka uœmiechnê³a siê i podar³a przesy³kê. poniedzia³ek 15 lutego, urodziny George’a Washingtona w USA, ksiê¿yc w ostatniej kwadrze Wróciwszy ze szko³y, us³ysza³em, jak matka rozmawia przez telefon z tym gnojkiem Lucasem. Mia³a obleœny g³os i mówi³a na przyk³ad: – Nie proœ mnie o to, Bimbusiu – albo – Wszystko miêdzy nami skoñczone, kochany. Musimy postaraæ siê zapomnieæ. 208
  • 200. Nie zniosê ju¿ wiêcej stresu emocjonalnego. I tak mam go doœæ wskutek intensywnej nauki oraz rywalizacji z Tonym Bennem o wzglêdy Pandory. wtorek 16 lutego Matka Pandory przysz³a wczoraj z³o¿yæ za¿alenie na swoj¹ pó³kê do przypraw, która spad³a ze œciany, rozsypuj¹c rozmaryn i tumeryk po ca³ej pod³odze. Matka przeprosi³a j¹ w imieniu ojca, który ukry³ siê w sk³adziku na wêgiel. Powa¿nie siê zastanawiam, czyby nie uciec z domu i nie zostaæ w³óczêg¹. Takie ¿ycie by mi siê podoba³o, pod warunkiem ¿e móg³bym codziennie braæ k¹piel. œroda 17 lutego Panna Elf opowiedzia³a nam dzisiaj o swoim ch³opaku. Nazywa siê Winston Johnson. Ma tytu³ magistra nauk humanistycznych, a mimo to nie mo¿e znaleŸæ pracy! To jak¹ ja mam szansê? Panna Elf powiada, ¿e jak kraj d³ugi i szeroki nauczy- ciele s¹ zrozpaczeni. Mówi, ¿e pan Scruton powinien siê wstydziæ, ¿e powiesi³ portret pani Thatcher nad swoim biurkiem. Chyba siê radykalizujê. czwartek 18 lutego Rano ca³ej szkole kazano zebraæ siê w auli. Pan Scru- ton wyszed³ na scenê i zachowywa³ siê jak Hitler na fil- mach. Oœwiadczy³, ¿e przez d³ugie lata nauczania nigdy nie spotka³ siê z tak powa¿nym aktem wandalizmu. Zapad³a martwa cisza i zaczêliœmy siê zastanawiaæ, co takiego siê sta³o. Scruton wyjaœni³, ¿e ktoœ zakrad³ siê do jego biura, 209
  • 201. domalowa³ Margaret Thatcher w¹sy, a na jej dekolcie napisa³: „Trzy miliony bezrobotnych”. Powiedzia³, ¿e zbez- czeszczenie wizerunku najwiêkszej przywódczyni, jak¹ kiedykolwiek mia³ ten kraj, to zbrodnia przeciwko ludz- koœci. Postêpek ten równa siê zdradzie stanu, a kiedy znaj- dzie siê winny, zostanie natychmiast wydalony. Scruton wytrzeszczy³ oczy tak dalece, ¿e niektórzy pierwszoklasiœci wybuchnêli p³aczem. Panna Elf wyprowadzi³a ich w bez- pieczne miejsce. Ca³a szko³a musi siê poddaæ badaniu pisma. pi¹tek 19 lutego Panna Elf z³o¿y³a wymówienie. Szkoda, dziêki niej dojrza³em politycznie. Jestem zdeklarowanym radyka³em – sprzeciwiam siê w³aœciwie wszystkiemu. sobota 20 lutego Z Pandor¹, Nigelem i Claire Neilson za³o¿yliœmy grupê ekstremistów pod nazw¹ „Ró¿owa Brygada”. Dyskutujemy o takich sprawach, jak wojna (jesteœmy przeciw), pokój (jesteœmy za) oraz ostateczny upadek spo³eczeñstwa kapita- listycznego. Ojciec Claire Neilson to kapitalista, w³aœciciel sklepu z warzywami. Claire usi³uje go nak³oniæ, by za darmo roz- dawa³ ¿ywnoœæ ludziom nieotrzymuj¹cym wynagrodzenia, lecz on odmawia. Pasie siê na ich g³odzie! niedziela 21 lutego, piêædziesi¹tnica Pok³óci³em siê z ojcem o „Sunday Express” – ojciec nie widzi, ¿e sta³ siê powolnym narzêdziem reakcyjnej prawicy, i nie chce przerzuciæ siê na „Morning Star”. Matka czyta byle co; prostytuuje swoj¹ znajomoœæ alfabetu. 210
  • 202. poniedzia³ek 22 lutego Znowu wyskoczy³y mi pryszcze, ponadto jestem bardzo sfrustrowany seksualnie. Kilka godzin namiêtnej mi³oœci z pewnoœci¹ poprawi³oby mi cerê. Pandora mówi, ¿e dla kilku pryszczy nie zaryzykuje zostania samotn¹ matk¹. Bêdê wiêc musia³ znów uciec siê do samozaspokojenia. wtorek 23 lutego, ostatki, nów Zjad³em dziewiêæ p¹czków w domu, trzy u Pandory oraz cztery u Berta i Queenie. Urazi³em babciê, odrzucaj¹c jej propozycjê, ¿e szybko coœ dla mnie usma¿y, ale mia³em naprawdê pe³ny brzuch. To obrzydliwe, kiedy Trzeci Œwiat musi prze¿yæ na kilku ziarnkach ry¿u. Mam niesamowite poczucie winy. œroda 24 lutego, Popielec Nasze szkolne panie kucharki zosta³y zwolnione! Obiady s¹ teraz przywo¿one w termosach z centralnej kuchni. By³bym zorganizowa³ protest, ale jutro mam test z geografii. Za trzydzieœci lat znoju nad dzbankiem z budyniem pani Leech dosta³a kuchenkê mikrofalow¹. czwartek 25 lutego Dosta³em z geografii piêtnaœcie punktów na dwadzieœ- cia mo¿liwych. Straci³em punkty za odpowiedŸ, ¿e Wyspy Falklandzkie s¹ czêœci¹ Argentyny. 211
  • 203. pi¹tek 26 lutego W stanie wzbudzenia mój liczy sobie trzynaœcie centy- metrów; skurczony, nie jest wart nawet wzmianki. Moja kondycja ogólna tak¿e siê poprawia, chyba op³aci³y siê æwiczenia na rozci¹ganie pleców. Przedtem nale¿a³em do ch³opców, którym sypano piaskiem w twarz, a teraz nale¿ê do ch³opców, którzy patrz¹, jak sypi¹ piaskiem w twarz komuœ innemu. sobota 27 lutego Przez ca³y tydzieñ ojciec nie zrobi³ i nie sprzeda³ ani jednej pó³eczki na przyprawy. ¯yjemy z opieki spo³ecznej oraz zasi³ku. Matka rzuci³a palenie. Psu obciêto racje do pó³ puszki pokarmu Chum dziennie. niedziela 28 lutego, czterdziestnica (pierwsza wielkiego postu) Na niedzielny obiad dosta³em jajko i frytki z groszkiem! Nie by³o deseru! Ani nawet porz¹dnej serwetki! Matka mówi, ¿e jesteœmy nouveau biedni. poniedzia³ek 1 marca Ojciec rzuci³ palenie. Chodzi po domu z poblad³¹ twarz¹ i czepia siê wszystkiego, co robiê. Po raz pierwszy, odk¹d matka wróci³a, rodzice siê po- k³ócili. Zawini³ pies, który zjad³ mielonkê, przeznaczon¹ na podwieczorek. Biedak nie móg³ siê powstrzymaæ – jest na pó³ oszala³y z g³odu. Znów dostaje dziennie ca³¹ puszkê pokarmu Chum. 212
  • 204. wtorek 2 marca, ksiê¿yc w pierwszej kwadrze Rodzice cierpi¹ na ostry zespó³ g³odu nikotynowego. Dla kogoœ niepal¹cego, jak ja, to nawet zabawne. œroda 3 marca Po¿yczy³em ojcu na benzynê, pojecha³ na rozmowê w sprawie pracy. Matka go ostrzyg³a, ogoli³a oraz poinstru- owa³a, co ma robiæ i jak siê zachowywaæ. To ¿a³osne, jak bezrobocie zdegradowa³o ojca do dzieciêcej zale¿noœci od innych ludzi. Czeka, a¿ odezwie siê do niego Serwis Si³a Robocza. Wci¹¿ choruje wskutek niepalenia. Jego usposobienie siêgnê³o nowych szczytów wybuchowoœci. czwartek 4 marca ¯adnych wieœci o pracy. Przebywam poza domem, ile tylko mogê. Rodzice s¹ nie do zniesienia. Prawie chcia³- bym, ¿eby znowu zaczêli paliæ. pi¹tek 5 marca Dosta³ pracê!!! Zaczyna w poniedzia³ek jako nadzorca renowacji brzegów kana³ów. Bêdzie kierowa³ band¹ takich, co siê nie ucz¹. ¯eby to uczciæ, kupi³ matce szeœædziesi¹t paczek papierosów Benson and Hedges, a sobie szeœædziesi¹t playersów. Ja dosta³em familijne opakowanie batonów Mars. Przynajmniej raz wszyscy s¹ niesamowicie szczêœliwi. Nawet psu poprawi³ siê humor. Babcia robi ojcu na drutach we³nian¹ czapkê do pracy. 213
  • 205. sobota 6 marca Poszliœmy z Pandor¹ obejrzeæ ten kawa³ek brzegu kana- ³u, którym bêdzie siê zajmowa³ mój ojciec. Nigdy, prze- nigdy nie zdo³a go uprz¹tn¹æ ze wszystkich starych rowe- rów, wózków dzieciêcych, chwastów i puszek po coca-coli, nawet za tysi¹c lat! Powiedzia³em mu, ¿e w tej sytuacji nie mo¿e wygraæ, lecz odpar³ tylko: – Wrêcz przeciwnie, za piêæ lat bêdzie to piêkny zak¹tek. Tak, a ja zostanê Nancy Reagan! Tato! niedziela 7 marca, druga wielkiego postu Ojciec poszed³ dziœ obejrzeæ swój brzeg kana³u. Kiedy wróci³, zamkn¹³ siê w sypialni. Nadal tam przebywa – s³yszê, jak matka go pociesza. Nie wiadomo, czy w ogóle stawi siê jutro do pracy. Zwa¿ywszy okolicznoœci, s¹dzê, ¿e nie. poniedzia³ek 8 marca Poszed³. Po szkole przespacerowa³em siê nad kana³, gdzie znalaz- ³em ojca, komenderuj¹cego band¹ skinheadów i punków. Sprawiali wra¿enie opryskliwych i nieuczynnych. ¯aden nie chcia³ pobrudziæ sobie ubrania, wygl¹da³o wrêcz na to, ¿e tylko mój ojciec coœ robi. By³ ca³y ub³ocony. Próbo- wa³em zamieniæ z ch³opakami kilka uprzejmych s³ów, ale wzgardzili moimi zabiegami. Zwróci³em ojcu uwagê, ¿e zostali odepchniêci przez okrutne, obojêtne spo³eczeñstwo, ale powiedzia³ tylko: – Zje¿d¿aj do domu, Adrian, i przestañ wygadywaæ lewackie brednie. Niech lepiej uwa¿a, bo zaraz bêdzie mia³ do czynienia z buntem. 214
  • 206. wtorek 9 marca, pe³nia Moje wyniki w szkole siêgnê³y kolejnego dna. Z orto- grafii dosta³em piêæ punktów na dwadzieœcia mo¿liwych. Chyba jestem anorektykiem. œroda 10 marca Ojciec poprosi³ mnie, bym nie przyprowadza³ Pandory nad kana³ po szkole. Mówi, ¿e po jej odejœciu nie mo¿e poradziæ sobie z ch³opakami. Rzeczywiœcie, jest osza³a- miaj¹co piêkna, ale ch³opaki musz¹ siê nauczyæ panowaæ nad sob¹. Ja muszê – Pandora wci¹¿ odmawia skonsu- mowania naszego zwi¹zku. Czasem zastanawiam siê, co ona we mnie widzi. Z dnia na dzieñ ¿yjê w przera¿eniu, ¿e nasz zwi¹zek siê rozpadnie. czwartek 11 marca Pandora i jej matka przyst¹pi³y do kobiecej grupy mojej matki. Mê¿czyŸni i ch³opcy nie maj¹ wstêpu do naszej bawialni. Ojcu powierzono pieczê nad ochronk¹, urz¹dzon¹ w jadalnym pokoju. Herod, córeczka Ricka Lemona, czo³ga³a siê pod sto³em, krzycz¹c: – Cyc! Cyc! – Ojciec bezskutecznie powtarza³, ¿eby siê zamknê³a, dopóki mu nie wyjaœni³em, ¿e Cyc to imiê jej matki. Herod jest bardzo radykalnym dzieckiem – nigdy nie jada s³odyczy, a spaæ chodzi o drugiej w nocy. Ojciec uwa¿a, ¿e kobiety powinny siedzieæ w domu przy garach. Mówi to szeptem, ¿eby nie polec pod ciosami karate. 215
  • 207. pi¹tek 12 marca Ojciec mia³ nad kana³em dobry dzieñ – prawie dogrzeba³ siê do trawy. Z tej okazji przyprowadzi³ skinheadów i pun- ków na szklankê domowego piwa. Po ich wtargniêciu do naszej kuchni pani Singh oraz moja matka by³y nieco wstrz¹œniête, ale uspokoi³y siê, gdy ojciec powiedzia³, ¿e ch³opcy nazywaj¹ siê Baz, Daz, Maz, Kev, Melv i Boz. Boz obieca³, ¿e pomo¿e mi zreperowaæ hamulce roweru. Jest prawdziwym fachowcem – kradnie rowery, odk¹d skoñczy³ szeœæ lat. sobota 13 marca Boz zaproponowa³ mi klej do w¹chania, ale uprzejmie odmówi³em. niedziela 14 marca, trzecia wielkiego postu Wszystkie znane mi kobiety uda³y siê na wiec w sprawie prawa kobiet do pracy. Pani Singh posz³a w przebraniu. Przy huœtawkach w parku spotka³em Ricka Lemona, huœta³ Herod trochê za wysoko. Herod wznosi³a okrzyki: – Cyc! Cyc! poniedzia³ek 15 marca Kochaj¹ siê we mnie a¿ dwie kobiety! Na przyrodzie Elizabeth Sally Broadway da³a Victorii Louise Thomson karteczkê: „Zapytaj Adriana Mole’a, czy zechce siê ze mn¹ umówiæ”. Victoria Louise Thomson (odt¹d okreœlana jako V.L.T.) przekaza³a mi tê wiadomoœæ. Odpowiedzia³em odmownie. Elizabeth Sally Broadway (odt¹d okreœlana jako E.S.B.) niesamowicie posmutnia³a i zaczê³a roniæ ³zy na palnik Bunsena. 216
  • 208. To doprawdy cudowne, ¿e zarówno Pandora, jak i Eliza- beth s¹ we mnie zakochane. Mo¿e jednak nie jestem taki brzydki. wtorek 16 marca Pandora i E.S.B. pobi³y siê na boisku. Jestem zniesma- czony postêpkiem Pandory – na ostatnim zebraniu Ró¿owej Brygady przysiêga³a, ¿e przez ca³e ¿ycie bêdzie pacyfistk¹. Ale wygra³a! Ha! Ha! Ha! œroda 17 marca, œw. Patryka, œwiêto pañstwowe (w Irlandii), ostatnia kwadra ksiê¿yca O 22.30 samochód policyjny przywióz³ pana O’Leary do domu. Pani O’Leary przysz³a poprosiæ ojca, ¿eby pomóg³ jej zanieœæ pana O’Leary na górê do ³ó¿ka. Ojciec nadal u nich jest – nawet przez podwójne szyby s³yszê muzykê i œpiewy. To nie ¿arty, kiedy trzeba siê wyspaæ do szko³y. czwartek 18 marca Czytam Jak dzieci przegrywaj¹ Johna Holta. Niesamo- wicie dobra ksi¹¿ka. Je¿eli nie zdam ma³ej matury, bêdzie to wy³¹cznie wina moich rodziców. pi¹tek 19 marca Moje samodzielne wypracowanie z angielskiego: Wiosna, A. Mole Drzewa okrywaj¹ siê p¹kami, w rzeczy samej, na nie- których jest nawet listowie. Wyci¹gaj¹ ga³êzie do nieba 217
  • 209. niczym pijane strachy na wróble. Ich pnie wij¹ siê i wkrê- caj¹ w ziemiê, tworz¹c gêstwê korzeni. Jasne niebo unosi siê niepewne jak nieœmia³a panna m³oda u drzwi œlubnej komnaty. Ptaki bij¹ skrzyd³ami, dr¹¿¹c kapryœnym lotem k³êbiast¹ watê chmur niby pijane strachy na wróble. Przejrzysty potok majestatycznie gulgocze do kresu swej podró¿y. – Ku morzu! – wo³a. – Ku morzu! – powtarza bez koñca. Samotny ch³opiec o p³on¹cych lêdŸwiach siedzi wpa- trzony w swe odbicie we wzburzonych wodach. Zaiste, serce ma ciê¿kie. Jego wzrok pada na ziemiê i spoczywa na cudownym, majestatycznym, wielobarwnym motylu. Skrzydlaty owad wzbija siê do lotu, zabieraj¹c oczy ch³opca, które z wolna zamieniaj¹ siê w py³ek na tle czerwieni zachodu. W powiewie zefiru wyczuwa nadziejê ludzkoœci. Pandora s¹dzi, ¿e to najlepsza rzecz, jak¹ kiedykolwiek napisa³em, ale wiem, ¿e zanim nauczê siê rzemios³a, czeka mnie d³uga droga. sobota 20 marca, równonoc wiosenna Matka da³a sobie obci¹æ wszystkie w³osy. Wygl¹da jak jedna z pensjonariuszek cioci Susan, wcale nie macie- rzyñsko. Nie wiem, czy mam jej coœ kupiæ na Dzieñ Matki; wczoraj przez ca³y wieczór pomstowa³a na to œwiêto, twierdz¹c, ¿e to komercyjny przekrêt, karmi¹cy siê naiw- noœci¹ ró¿nych g³upków. 218
  • 210. niedziela 21 marca, czwarta wielkiego postu, Dzieñ Matki 11.30 Matka od rana jest w z³ym humorze, bo nic jej nie kupi³em. 13.00 – Na twoim miejscu, synu – powiedzia³ ojciec – skoczy³bym do pana Cherry’ego i kupi³ matce kartkê z ¿yczeniami oraz prezent. Da³ mi dwa funty, wiêc kupi³em kartkê z napisem: „Kocham Ciê, Mamusiu” (tylko taka zosta³a, ale mam pecha!), i piêæ pude³ek lukrecjowej mieszanki (przece- nionej, bo pude³ka by³y pogniecione). Matka rozchmurzy³a siê; nawet nie mia³a wiêkszych pretensji, kiedy ojciec poszed³ zanieœæ babci pêk tulipanów i wróci³ po piêciu godzinach, zalatuj¹c alkoholem. Matka Pandory by³a rozpieszczana w restauracji. Kiedy bêdê s³awny, zafundujê to samo mojej matce. poniedzia³ek 22 marca Skatalogowa³em biblioteczkê w sypialni. Mam sto piêædziesi¹t jeden ksi¹¿ek, nie licz¹c pozycji Enid Blyton. wtorek 23 marca Za jedenaœcie dni koñczê piêtnaœcie lat. Za rok i jede- naœcie dni móg³bym siê o¿eniæ, gdybym zechcia³. œroda 24 marca Jedyna rzecz, która w moim wygl¹dzie naprawdê mnie martwi, to uszy. Stercz¹ mi z g³owy pod k¹tem dziewiêæ- 219
  • 211. dziesiêciu stopni. Zmierzy³em je za pomoc¹ zestawu do geometrii, wiêc zosta³o to potwierdzone naukowo. czwartek 25 marca, œwiêto Zwiastowania, nów Dozna³em przebudzenia duchowego. Do naszego domu przysz³o dwóch przedstawicieli grupy religijnej, nosz¹cej nazwê S³oneczni Ludzie. Mówili, ¿e tylko oni mog¹ przy- nieœæ œwiatu pokój. Wpisowe wynosi dwadzieœcia funtów. Zdobêdê sk¹dœ pieni¹dze – nic nie jest zbyt drogie, kiedy chodzi o pokój œwiatowy. pi¹tek 26 marca Próbowa³em nak³oniæ Pandorê, ¿eby zapisa³a siê do S³onecznych Ludzi. Moje argumenty jej nie przekonuj¹. Ich przedstawiciele maj¹ przyjœæ jutro, ¿eby poznaæ moich rodziców i podpisaæ umowê. sobota 27 marca S³oneczni Ludzie przyszli o szóstej po po³udniu. Ojciec najpierw przetrzyma³ ich na progu w strugach deszczu – ca³kiem przemoczyli szaty – po czym zarzuci³ im, ¿e urz¹dzaj¹ pranie mózgu nierozgarniêtemu dziecku. Patrz¹c, jak odchodz¹ zau³kiem, matka zauwa¿y³a: – Jakoœ teraz nie wygl¹daj¹ na szczególnie charyzma- tycznych, po prostu cholernie zmokli. Uroni³em kilka ³ez. S¹dzê, ¿e szlocha³em z ulg¹ – dwadzieœcia funtów to kupa kasy. 220
  • 212. niedziela 28 marca, pi¹ta niedziela wielkiego postu, zaczyna siê czas letni Wczoraj ojciec zapomnia³ przestawiæ zegary, wiêc spóŸni³em siê na zebranie Ró¿owej Brygady, które odbywa- ³o siê w bawialni Pandory. Przeg³osowaliœmy wykluczenie z zebrania ojca Pandory z powodu jego skrajnie lewico- wych pogl¹dów. Postanowiliœmy, ¿e w nadchodz¹cej walce o przywództwo poprzemy Roya Hattersleya. Pandora zniechêci³a siê do Tony’ego Benna od czasu, gdy odkry³a, ¿e to upad³y arystokrata. Claire Neilson przedstawi³a nam now¹ cz³onkiniê, nazywa siê Barbara Boyer. Jest niesamowicie ³adna, a tak- ¿e niesamowicie inteligentna. Nie zgodzi³a siê z Pan- dor¹ w kwestii nuklearnej strategii NATO, a¿ w koñcu Pandora musia³a przyznaæ, ¿e Chiny to czarny koñ. Pandora poprosi³a Claire, aby wiêcej nie przyprowadza³a Barbary. poniedzia³ek 29 marca Na szkolnym obiedzie siedzia³em obok Barbary Boyer. To naprawdê cudowna dziewczyna. Zwróci³a mi uwagê, ¿e Pandora ma mnóstwo wad. Chyba ma racjê. wtorek 30 marca Zdradzam Pandorê nieseksualnie z Barbar¹. Znalaz³em siê w odwiecznym trójk¹cie. Tylko Nigel o tym wie; poprzysi¹g³ zachowaæ tajemnicê. œroda 31 marca Nigel wypapla³ wszystko ca³ej szkole. Pandora spêdzi³a popo³udnie w pokoju pielêgniarki. 221
  • 213. czwartek 1 kwietnia, prima aprilis, ksiê¿yc w pierwszej kwadrze Barbara Boyer po³o¿y³a kres naszemu krótkiemu romansowi. Kiedy zadzwoni³em do sklepu ze zwierzêtami, gdzie pracuje dorywczo, czyszcz¹c klatki, oznajmi³a, ¿e nie mo¿e znieœæ wyrazu oczu Pandory. Zapytana, czy to ¿art na prima aprilis, zaprzeczy³a i zwróci³a mi uwagê, ¿e ju¿ minê³o po³udnie. By³a to dla mnie powa¿na nauczka – z powodu ¿¹dzy utraci³em mi³oœæ. Jutro koñczê piêtnaœcie lat. Ogoli³em siê, ¿eby poprawiæ sobie nastrój. pi¹tek 2 kwietnia Mam piêtnaœcie lat, lecz w œwietle prawa nadal jestem dzieckiem. Nie istnieje nic, co mogê zrobiæ dzisiaj, a czego nie móg³bym zrobiæ wczoraj. Niestety! Dosta³em siedem kartek z ¿yczeniami od krewnych i trzy od znajomych. Prezenty to zwyk³a kupa japoñskiej tandety, chocia¿ Nigel da³ mi model samolotu, wyprodukowany w Niemczech Zachodnich. Pandora zignorowa³a moje urodziny. Nie mam do niej pretensji – zawiod³em jej zaufanie. Boz, Baz, Daz, Maz, Kev i Melv przyszli znad kana³u, ¿eby poklepaæ mnie po ramieniu. Boz da³ mi tubkê kleju do mojego samolotu. sobota 3 kwietnia 8.00 Wielka Brytania wypowiedzia³a wojnê Argentynie!!! W³aœnie og³osili to w Radiu Four. Nie posiadam siê z pod- 222
  • 214. niecenia. Po³owa mnie s¹dzi, ¿e to tragedia, a druga po³owa jest niesamowicie podniecona. 10.00 Obudzi³em ojca, by mu powiedzieæ, ¿e Argentyna za- jê³a Falklandy. Wyskoczy³ z ³ó¿ka jak oparzony – s¹dzi³, ¿e Falklandy le¿¹ opodal wybrze¿a Szkocji. Kiedy wyjaœni- ³em, ¿e te wyspy s¹ oddalone od nas o osiem tysiêcy kilo- metrów, wróci³ do ³ó¿ka i naci¹gn¹³ ko³drê na g³owê. 16.00 W³aœnie spotka³a mnie najbardziej upokarzaj¹ca rzecz w ¿yciu. Mia³o to miejsce, kiedy skleja³em model samolotu. Ju¿ prawie skoñczy³em, kiedy przysz³o mi do g³owy, aby eksperymentalnie pow¹chaæ klej. Przytkn¹³em nos do pod- wozia, w¹cha³em przez piêæ sekund, ale nie doœwiadczy³em ¿adnych doznañ duchowych – za to nos przyklei³ mi siê do samolotu! Ojciec musia³ zawieŸæ mnie do szpitala na ostry dy¿ur, ¿eby go oderwano. Sam nie wiem, jak wytrzyma³em te wszystkie œmiechy i kpiny. Lekarz z izby przyjêæ napisa³ na karcie chorobowej: „W¹chacz kleju”. Zadzwoni³em do Pandory – przyjdzie do mnie zaraz po lekcji gry na altówce. Tylko mi³oœæ trzyma mnie przy zdrowych zmys³ach...
  • 215. Redakcja: Ewa Rojewska-Olejarczuk Korekta: Maciej Korbasiñski, Jadwiga Przeczek Redakcja techniczna: Alek Radomski Projekt ok³adki i stron tytu³owych: Anna Lenartowicz Fotografia wykorzystana na I stronie ok³adki: Tomasz Pi³at Wydawnictwo W.A.B. 02-502 Warszawa, £owicka 31 tel./fax (22) 646 01 74, 646 01 75, 646 05 10, 646 05 11 wab@wab.com.pl www.wab.com.pl Druk i oprawa: Drukarnia Wydawnicza im. W.L. Anczyca S.A., Kraków ISBN 83-89291-40-1
  • 216. Niniejsza darmowa publikacja zawiera jedynie fragment pełnej wersji całej publikacji. Aby przeczytać ten tytuł w pełnej wersji kliknij tutaj. Niniejsza publikacja może być kopiowana, oraz dowolnie rozprowadzana tylko i wyłącznie w formie dostarczonej przez NetPress Digital Sp. z o.o., operatora sklepu na którym można nabyć niniejszy tytuł w pełnej wersji. Zabronione są jakiekolwiek zmiany w zawartości publikacji bez pisemnej zgody NetPress oraz wydawcy niniejszej publikacji. Zabrania się jej od-sprzedaży, zgodnie z regulaminem serwisu. Pełna wersja niniejszej publikacji jest do nabycia w sklepie internetowym e-booksweb.pl - Audiobooki, ksiązki audio, e-booki .