2BE.PL – Grupa Adweb, Pl. Na Stawach 1, 30-107 Kraków, tel./fax: +48 (12) 427-12-55, www.2BE.pl
Domena dźwignią handlu
Żyjemy w medialnej rzeczywistości, zalewanej z każdej strony dziesiątkami reklam – na
billboardach, w radiu, telewizji i gazetach. Od kilku lat środek ciężkości budżetów
reklamodawców zaczyna przesuwać się również w kierunku Internetu. Tam bowiem można
przeprowadzić kampanię tańszą i równie udaną jak w tradycyjnych mediach. Od czego zacząć,
budując swój wizerunek w Internecie? Zacznij od domeny.
Maksyma „firma, której nie ma w Internecie, nie istnieje” jeszcze nie tak dawno mogła wzbudzić
uśmiech na wielu twarzach, jednak dziś nie odbiega daleko od prawdy. Wiele osób, poszukując
określonych towarów lub usług, zaczyna właśnie od przeglądania zasobów globalnej Sieci. Dopiero
gdy ta metoda zawiedzie, poszukiwania przenoszą się na bardziej tradycyjne tory. Pokazuje to, że
firmy, które mają swoje placówki również w wirtualnej rzeczywistości, zdobywają znaczną przewagę
nad konkurencją.
Większość osób, po znalezieniu w Sieci wizytówek interesujących ich usługodawców, zaprzestaje
poszukiwań poza Internetem, ograniczając się jedynie do wyboru oferty z tych dostępnych na ekranie
monitora. Jak nietrudno zgadnąć, zyski firm działających również online mogą być często kilkakrotnie
wyższe niż tych stroniących od tego medium.
Domena kluczem do sukcesu
Na skuteczną promocję w Sieci niebagatelny wpływ ma odpowiedni dobór nazwy domeny
internetowej. Łatwy do zapamiętania adres może w krótkim czasie przyczynić się do znaczącego
przyrostu klientów.
Pomijam tu celowo kwestię wykorzystania tzw. pozycjonowania, dzięki któremu nasza witryna ma
szansę znaleźć się na dobrych miejscach w wyszukiwarkach internetowych. Bezsprzecznie jest to
skuteczna metoda promocji, jednakże na jej efekty nie ma wpływu jakość domeny, gdyż tak naprawdę
Internauta nie musi zapamiętywać adresu, lecz po prostu kliknąć pojawiający się link.
Nazwa natomiast odgrywa znaczną rolę w kontaktach z bardziej tradycyjnymi nośnikami reklamy, jak
np. billboardy czy ulotki. Wtedy odcięta od Sieci osoba nie ma możliwości kliknięcia linku bądź
wpisania adresu w przeglądarce, by od razu zostać przekierowaną na odpowiednią stronę. Człowiek,
będąc w stanie „offline”, musi użyć swojego własnego nośnika danych – mózgu, by przechować w nim
przez pewien czas informację na temat adresu internetowego. Nie trzeba dodawać, że dla niektórych
jest to niebotyczny wysiłek, którego za wszelką cenę będą starali się uniknąć. Zapamiętanie długiej i
skomplikowanej nazwy, jak np. taniestolyikrzesla.rzeszow.pl, graniczy z cudem. W tym właśnie
wypadku dużą rolę odgrywa trafnie dobrany adres dla serwisu internetowego. Gdy jest prosty i łatwo
przyswajalny, szanse na magazynowania go przez pewien czas w ludzkiej pamięci znacznie rosną.
Literki warte miliony
Popyt na dobre domeny wpływa na kurczenie się zasobów ciekawych adresów, których nikt jeszcze
nie zdążył zarejestrować. Jak nietrudno zgadnąć, sytuacja ta przyczynia się do szybkiego rozwoju
wtórnego rynku, tzw. giełd domen, oraz zachęca wszelkiego rodzaju spekulantów do rejestrowania
adresów, które mają szansę sprzedać z zyskiem za jakiś czas.
2BE.PL – Grupa Adweb, Pl. Na Stawach 1, 30-107 Kraków, tel./fax: +48 (12) 427-12-55, www.2BE.pl
Na świecie dobre domeny można sprzedać za niebotyczne kwoty, sięgające nawet milionów dolarów.
Dotychczas najwyżej wycenionym adresem internetowym na świecie został sex.com, który w 2006
roku zmienił właściciela za „jedyne” 14 mln dolarów. W Polsce nie doświadczyliśmy jeszcze tak
spektakularnych transferów, jednakże jak na nasze warunki niektóre kwoty osiągnięte za sprzedaż
„kilku literek” i tak potrafią przyprawić o zawrót głowy. Niestety, oficjalne dane nie są znane, ale
podobno jedną z najdroższych polskich transakcji domenowych była sprzedaż orange.pl za 150 tys.
euro.
Dobra nazwa jest warta astronomicznych pieniędzy, które wielkie koncerny są gotowe wyłożyć, by
internauci trafili do nich bez zbędnych trudności. A jak powszechnie wiadomo, tam, gdzie są duże
pieniądze, pojawiają się i ludzie chcący zarobić, balansując często na granicy prawa. W tym wypadku
rozwinął się tzw. cybersquatting, czyli zjawisko „podkupywania” nazw firm, zanim te ostatnie zdążą je
zarejestrować. Należy jednak rozróżnić dwie formy cybersquattingu: pierwsza to działanie w obrębie
przepisów prawa, druga zaś polega na balansowaniu na jego granicy lub wręcz je łamiąca.
Do pierwszej grupy można zaliczyć spekulantów, którzy starają się przewidywać, jakie adresy okażą
się kopalnią pieniędzy w ciągu najbliższych miesięcy czy lat – to taki cybersquatting w wersji „light”.
Chodzi wówczas o rejestrowanie popularnych słów, będących w powszechnym użyciu (jak np. nazwy
przedmiotów, kolorów itp.), które nie mogą zostać opatentowanym znakiem towarowym, czyli np. idea,
plus, orange itd. Zwykle w wypadku popularnych słów jedyną drogą na „odzyskanie” spornego adresu
internetowego jest sięgnięcie głęboko do kieszeni, po kwotę, jaką życzy sobie właściciel domeny.
Jednak niektóre firmy, niemające ugruntowanych podstaw prawnych do starania się o odzyskanie
domeny oraz nieprzywiązujące większej uwagi do zasad etyki, posuwają się nawet do szantażu i
zastraszania cybersquatterów. Grożą podaniem ich do sądu i gigantycznymi karami w razie
nieoddania praw do danego adresu. Izabela Górniak z Biura Obsługi Klienta firmy hostingowej 2BE.PL
przyznaje, iż co jakiś czas zdarza jej się odbierać e-maile lub telefony od klientów proszących o radę
dotyczącą tego, co mają począć w takiej sytuacji. Można się jednak domyślać, że spora grupa osób w
konfrontacji z dużą firmą ulega pod wpływem roztaczanej przed nimi wizji przykrych konsekwencji
prawnych.
Drugą grupę cybersquatterów stanowią osoby, które zajmują się rejestrowaniem nazw konkretnych
firm, by później za ich odsprzedanie żądać kwot przyprawiających o prawdziwy zawrót głowy. Celem
padają zwykle międzynarodowe koncerny, wchodzące na rynek w nowym kraju, gdzie dotąd nie
prowadziły działalności. Wówczas cybersquatterzy wykupują domeny z nazwą takiej firmy, zanim ta
sama zdąży się tym zająć.
Zjawisko cybersquattingu jest obecnie na tyle poważnym problemem, iż pojawiają się specjalne
rozwiązania prawne mające ukrócić ten proceder. Współcześnie firmy mają już dużo skuteczniejszą
niż jeszcze kilka lat temu broń w walce z tym zjawiskiem w postaci przepisów, które pozwalają na
odebranie domeny cyberrabusiowi. Wystarczy udowodnić swoje prawa do danego znaku handlowego.
Istnieje jeszcze trzecia forma działań cybersquatterów, która polega na rejestrowaniu domen z
nazwiskami znanych osób – prym w tej grupie wiodą adresy z politycznym podtekstem. Wielu
„wybrańców narodu” spotyka często niemiła niespodzianka, gdy się okazuje, iż domena z ich
nazwiskiem prowadzi do jakiegoś sklepu (np. www.janmariarokita.pl), serwisu z niewybrednymi
żartami lub w najgorszym wypadku do strony zawierającej materiały pornograficzne. Odzyskanie takiej
domeny, pomijając oczywiście drogę handlową, czyli odkupienie jej od właściciela, nie jest już tak
proste jak dla adresów zawierających znaki towarowe. Osoba chcąca odebrać „swój” adres musiałaby
udowodnić, iż jest jedynym mieszkańcem danego kraju, który ma imię i nazwisko występujące w
nazwie spornej domeny.
2BE.PL – Grupa Adweb, Pl. Na Stawach 1, 30-107 Kraków, tel./fax: +48 (12) 427-12-55, www.2BE.pl
Każdy może zostać królem
Na powyższych przykładach widać, jak cenne może być tych kilka literek wpisywanych w przeglądarce
internetowej. Nie dziwi zatem fakt tak zażartej walki o najlepsze domeny. Tworzą się nawet pewnego
rodzaju „konsorcja”, które masowo wykupują adresy w nadziei na ich późniejsze odsprzedanie ze
sporym zyskiem. Przykładów nie trzeba daleko szukać. Również na naszym polskim podwórku mamy
do czynienia z tzw. „królem domen” w osobie Wiktora Zajkiewicza – na co dzień właściciela sklepu z
oponami, który zarejestrował kilka tysięcy adresów internetowych.
„Król” z okolic Łodzi nie rejestruje jednak tylko nazw oryginalnych, ale także tzw. literówki, czyli
domeny łudząco podobne np. do adresów portali czy znanych firm, np. wwwgazeta.pl, czyli strona
serwisu Agory, z tym że bez kropki po www. Różnica wydaje się minimalna, ale efektem tej pomyłki
będzie trafienie w zupełnie inne miejsce – do sklepu, którego właścicielem jest Wiktor Zajkiewicz. Jak
on sam przyznaje, tysiące wejść na jego firmową stronę to właśnie przekierowania z adresów-
literówek, które są jego własnością. Warto dodać, że to „hobby” nie należy do tanich. Jak nietrudno
policzyć, utrzymanie tak pokaźnej puli adresów kosztuje kilkaset tysięcy złotych rocznie. Do ich
obsługi „król domen” zatrudnia też specjalnego pracownika, który ma czuwać nad przedłużaniem
ważności najwartościowszych adresów, gdyż przy takiej liczbie domen nietrudno o przeoczenie i
utratę jakiejś „perełki”.
Dla niektórych nawet niezbyt wyraźna wizja sporych zysków wydaje się wystarczającą zachętą do
tego, by zainteresować się cybersquattingiem, zwłaszcza iż ceny domen internetowych
systematycznie spadają i obecnie każdego przeciętnego Polaka stać na własny adres w Sieci. Do
przeszłości należą już czasy, gdy NASK jako jedyny podmiot na rynku zajmujący się rejestracją
dyktował ceny sięgające nawet kilkuset złotych. Na zmianę tej sytuacji wpłynęło oddanie rejestracji w
ręce tzw. partnerów (jest ich ponad 60), czyli firm zajmujących się rejestracją domen.
Otwarcie rynku na wolną konkurencję zaowocowało pojawieniem się promocji i rabatów – czyli
zachowań charakterystycznych dla wszystkich innych gałęzi wolnego rynku. Jednakże większość kart
ciągle w swoim ręku trzyma NASK i to od jego decyzji cenowych zależy ewolucja oblicza rynku
domenowego.
Władza absolutna
Od pewnego czasu NASK systematycznie wprowadza rabaty dla swoich partnerów. Najbliższa
obniżka, wynosząca aż 95% obecnych cen, zaplanowana jest na styczeń 2008 roku. Wówczas ceny
domen .pl mają spaść do 10 zł netto, a regionalnych nawet do 2,5 zł netto. Oczywiście do kwoty tej
będzie trzeba doliczyć prowizję narzucaną przez providerów, czyli firmy udostępniające możliwość
rejestracji klientom. Jednakże wydaje się, że i tak spowoduje to znaczne cięcia cen na naszym rynku i
siła nabywcza przeciętnego Polaka w sektorze domen zbliży się do tej, jaką prezentują mieszkańcy
Wielkiej Brytanii czy Niemiec.
Jednak barierą stojącą na drodze do pełni szczęścia jest ciągle cena przedłużenia ważności adresu
po upływie pierwszego roku jego użytkowania. Tutaj niestety NASK pozostaje niewzruszony i za
użytkowanie domeny przez kolejne lata trzeba już słono płacić – zwykle około 100 zł rocznie.
Niektórzy rejestratorzy, by pozyskać klientów, we własnym zakresie próbują obniżać ceny,
ograniczając swoją marżę. Dla większości osób kupno własnego adresu internetowego jest
inwestycją, która służyć ma co najmniej przez kilka lat, dlatego równie ważne jest to, ile trzeba
zapłacić za kolejne odnowienia. Wydaje się w związku z tym słusznym posunięciem obniżanie cen
tzw. odnowień domen, a nie tylko promowanie rewelacyjnych warunków przy zakupie nowego adresu.
Bartłomiej Juszczyk, prezes Agencji Interaktywnej Grupa Adweb, stwierdza: W ten sposób chcemy
przekonać naszych klientów, że stabilność w świecie hostingu może tyczyć się również cen. Dla
2BE.PL – Grupa Adweb, Pl. Na Stawach 1, 30-107 Kraków, tel./fax: +48 (12) 427-12-55, www.2BE.pl
niektórych to prawdziwy szok, gdy po roku dostają fakturę za domenę na kwotę kilkakrotnie wyższą
niż ta, którą zapłacili podczas rejestracji. Nie jesteśmy na rynku od wczoraj i wiemy, że nasi klienci
cenią sobie stabilność, więc chcemy, aby nasze ceny również były stabilne. Niestety, dalsze obniżki
zależą już tylko od decyzji cenowych podejmowanych przez NASK.
Kradzież czegoś, co fizycznie nie istnieje
Mimo pewnej stagnacji w kwestii cen za odnawianie domen jesteśmy świadkami coraz większego
zagęszczenia na tym rynku. Zrodziło ono też całkiem nowe, w Polsce rzadko spotykane zjawisko,
które w innych krajach jest już dosyć powszechnym procederem – kradzież domeny. Jeszcze
kilkanaście lat temu kradzież czegoś, co tak naprawdę istnieje tylko na ekranie komputera, nie byłoby
przez nikogo traktowane poważnie. Teraz, gdy na tym interesie można dużo zarobić, pojawiają się
również oszuści, którzy w najprzeróżniejszy sposób starają się przejąć kontrolę nad wartościowymi
domenami, np. poprzez włamania na konta e-mailowe właścicieli, fałszowanie dokumentów
transferowych itp. Posiadacze wartościowych adresów powinni w związku z tym wykazywać się
czujnością i dobrze zabezpieczać swoje wirtualne skarby, gdyż najprawdopodobniej z czasem i w
naszym kraju tego typu działania będą przybierały na sile. Przeglądając polskie fora internetowe,
można się już nawet natknąć na wątki, w których internauci skarżą się na osoby żądające okupu za
oddanie wcześniej wyłudzonej domeny! Trzeba być świadomym faktu, iż działanie takie jest zwykłym
przestępstwem i należy je natychmiast zgłosić policji oraz swojemu providerowi (czyli firmie, w której
zarejestrowało się domenę).
Historia lubi się powtarzać
Jeśli się z perspektywy czasu popatrzy na rynek domen internetowych, można zauważyć, iż mamy tu
do czynienia z podobną ewolucją społecznego odbioru tego zjawiska, jaka miała miejsce w wypadku
przemysłu komputerowej rozrywki. Rynek mediów komputerowych swoją historią sięga początku lat
80. XX wieku. Wtedy to pojawiły się pierwsze komputery osobiste oraz proste gry. Na początku nikt
nie traktował tego zjawiska poważnie, ponieważ gry tworzone były przez młodych zapaleńców w
domowych warunkach. Początek profesjonalnej produkcji to przełom lat 80. i 90., jednakże ciągle
traktowane one były z lekkim przymrużeniem oka jako zabawa dla pryszczatych nastolatków.
Programiści, aby dodać realności swojej produkcji, musieli często nawet płacić dużym koncernom (jak
np. Nike, Coca-Cola czy BMW), aby te pozwoliły na umieszczenie w nich swoich znaków towarowych.
Uległo to zmianie dopiero pod koniec lat 90., gdy gry zaczęły osiągać pozycję poważnego gracza na
światowym rynku. Wówczas to koncerny same zaczęły pukać do drzwi firm deweloperskich,
proponując grube miliony za umieszczenie ich logo w swoim najnowszym produkcie. Współcześnie
gry komputerowe zagospodarowały już duży segment rynku i wszystko wskazuje na to, że w
najbliższych latach staną się dominującym nośnikiem reklam. Jeszcze kilka lat temu była to sytuacja
dla niektórych niewyobrażalna i zakrawająca na czystą fantastykę.
Z podobną sytuacją mamy do czynienia w wypadku domen. Adresy internetowe były na początku
również traktowane jako swego rodzaju fanaberia, niemająca większego wpływu na powodzenie np.
biznesu. Dopiero z czasem, gdy upowszechnieniu uległ Internet i odkryto możliwości skutecznego
docierania do klientów w świecie wirtualnym, postrzeganie wartości domen uległo zasadniczej
zmianie.
Co dalej?
Przyglądając się rozwojowi rynku domen internetowych, nie mamy wątpliwości, iż potencjał
marketingowy tego sektora będzie doceniany przez coraz większą grupę osób. Internet jest
narzędziem dużo skuteczniejszym w docieraniu do klientów niż media tradycyjne. Reklama w radiu,
telewizji czy gazecie kosztuje kilkakrotnie więcej niż kampania sieciowa, nie dając przy tym gwarancji
Od kilku lat środek ciężkości budżetów reklam more
Od kilku lat środek ciężkości budżetów reklamodawców zaczyna przesuwać się również w kierunku Internetu. Od czego zacząć, budując swój wizerunek w Internecie? Zacznij od domeny. less
0 comments
Post a comment